- homiki.pl - http://homiki.pl -

Wesołych Świąt! Darujmy karpiom!!!!

Wiemy, jak to wygląda. Wystarczy przejść się do hipermarketu, na bazarek, na stoisko uliczne. Małe baseniki, balie. Głód i ścisk. Ostry podbierak. Palce pod skrzela. Młotkiem w łeb. Albo i nie. Do foliówki, bez wody. I śmierć przez uduszenie w drodze do „domu”. Kto ma choć ślad empatii, zastanowi się, jak sam czułby się w takich warunkach. Jak fajnie musi się umierać właśnie w taki sposób…

[1]

Do naszego społeczeństwa bardzo powoli, ale jednak, przebija się przekonanie, że zwierzęta czują ból. Wiemy, że cierpienie odczuwają psy, koty, konie. Ba, niektórzy są wręcz świadomi, że cierpią kury na fermach, zwierzęta hodowane na mięso. Ale jakoś ciężko u nas z wiarą, że cierpią też ryby – mimo wielu badań naukowych, które tego dowodzą.

Myślę jednak, że żeby być człowiekiem wartym tego miana, trzeba się na to uwrażliwić. Poszerzać empatię. Nie zostawać w świecie, gdzie uczucia, emocje i ból są wyłączną domeną człowieka. Wy, którzy dzielicie życie ze zwierzętami – psiarze, kociarze, koniarze, świnkarze (?) – wiecie o tym. Wy, którzy na co dzień kontaktu z „braćmi mniejszymi” nie macie, uwierzcie, nawet jeśli to trudne. Zwierzęta czują.

Tylko co zrobić? Bo takie uwierzenie w zdolność zwierząt do przeżywania bólu, strachu może zwalić nagle na głowę świadomość ogromu, niewyobrażalnego wręcz ogromu cierpienia, jakie ludzie zadają zwierzętom. Ogłuszającą świadomość. Wobec takiej skali bólu wydaje się, że każde działanie to za mało, kropla w morzu.

A nieprawda.

Można „aż” całe swoje życie poświęcić na ratowanie zwierząt, w ten czy inny sposób, na uświadamianie obywatelom, przemysłowi, władzom, jak źle się dzieje – w hodowlach, ubojniach, schroniskach, na polowaniach. Działać, pisać, monitować, załatwiać… Można „aż” zostać wegetarianinem.

Można „tylko” kupować jaja kur wolnowybiegowych. „Tylko” wpłacać co miesiąc sumę na organizację prozwierzęcą. „Tylko” przygarnąć psa/kota ze schroniska. „Tylko” adoptować wirtualnie konia. „Tylko” namawiać znajomych do sterylizacji ich zwierzaków. „Tylko” wesprzeć dobrym słowem osiedlowego karmiciela bezdomnych kotów.

Żadne z tych działań nie wystarczy. Ale każde zmienia COŚ. Wiecie, ta słynna kropla. Ta co drąży skałę i ta, która składa się na ocean.

A karp?

Tu też można okazać się człowiekiem. Pokonać powszechną bezduszność „przecież to tylko ryba”, „przecież tradycja”, „przecież tylko raz w roku”, „przecież inaczej się nie da” – na wiele stopni, sposobów. Można „aż” zrezygnować z ryb na kolacji wigilijnej, albo z potraw z karpia – bo z ryb to chyba on najokrutniej ginie. Jeśli nie zrezygnować – to można „aż” pojechać do hodowli karpia i tam poprosić o zabicie go na miejscu. Oszczędzić mu cierpień po drodze, na wszystkich etapach handlu.

Można „tylko” iść go kupić z wiaderkiem z wodą i uśmiercić w domu, jeśli potrafisz zrobić to humanitarnie. Można „tylko” zwrócić uwagę sprzedawcy na warunki, w jakich ryby trzyma i zabija (przepisy się zmieniły, masz się na co powołać [2]), można „tylko” wezwać policję, jeśli widzisz niepotrzebne, głupie okrucieństwo, „tylko” pokazać innym kupującym to, na co może sami nie zwrócili uwagi.

Wystarczy odrobinę się wychylić. Dla nas drobiazg. Dla karpia – ostatnie cierpienie mniej…

I nie, nie pomyliłam portali – kiedyś buńczucznie założyłam, że wiem wszystko o homikach-kociarzach i psiarzach. Dziś równie buńczucznie zakładam, że nasi Czytelnicy i Czytelniczki mają większą wrażliwość niż przeciętna społeczeństwa. Wierzę, że się nie mylę. I że przekona się o tym te kilka karpi.

Nie powielajmy niewrażliwości. Hiszpanie rozważają rezygnację z corridy, może my darujmy karpiom!

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik [3]

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.