Smak detalu Tadeusza Olszewskiego

1. Analiza poezji – a co to takiego?

Nie lubię czytać tekstów krytycznych o poezji. Nierzadko sprowadzają się do pseudointelektualnych, pretensjonalnych ogólników, do swoistego poszumu pustych i zbędnych (pseudopotyckich wręcz) słów: język rosyjski podsuwa tu urocze i jakże komunikatywne słowo poszłost’.

A najbardziej irytuje mnie to, że często krytycy (recenzenci) traktują wiersz jako esej, filozoficzną na przykład rozprawkę, i próbują przekazać „własnymi słowami” to, co poeta „chciał powiedzieć”. Tymczasem swoistością medium poetyckiego jest to, że właśnie nie jest esejem, że jego fraza próbuje oddać treść, której prozą wyrazić nie sposób, treść niejako ukrytą w języku, słowie, tak iż właściwie jej nie ma – nie ma, a jednak jest – i ta kwadratura koła jest dla mnie wyznacznikiem prawdziwej „poezji”.

A jak ten „efekt” osiągnąć? Mój ulubiony „poeta współczesny” Bohdan Zadura, obecnie już niejako senior, który jako 23-latek wdarł się bezczelnie do literatury książeczką, w której „nie miał nic do powiedzenia” (jak napisała sławna kiedyś Alicja Lisiecka), stwierdził ongi w szkicu w „Twórczości”, że tak jak zadaniem lekarza jest rozwiązywanie problemów medycznych, chemika chemicznych, a stolarza stolarskich, to zadaniem poety jest rozwiązywanie problemów „poetyckich”. Chodzi o to, by przekaz „treści poetyckiej” był dokonywany na tyle fachowo, żeby owa „treść” ukryta we frazie była dostatecznie – choć „niewidocznie” – nośna.

A jak cel ów osiągnąć? Piotr Sommer, inny mój ulubiony poeta i tłumacz, posługuje się określeniem „smak detalu”. No bo cóż warta jest poezja, ba, sztuka i twórczość w ogóle, bez owego detalu? Znany banał głosi, iż diabeł leży w szczegółach. I – jak to banał – objawia najświętszą prawdę. A dotyczy to już najbardziej poezji. Poezji jaką ja lubię. Choć inni może i wolą inną.

Dla mnie istotą jest detal, drobne spostrzeżenie, które potrafi przekazać więcej niż niejeden traktat habilitacyjny czy nawet belwedersko-profesorski. To dlatego za arcydzieła polskiej poezji uważam „Kota w pustym mieszkaniu” sędziwej Wisławy, czy mikrokapsułki-perełki Tadeusza Różewicza, a nie rozgadane wiersze dziesiątek (setek, tysięcy?) innych poetów, którzy tak pracowicie starają się wtłoczyć w swe wiersze ogrom swoich przemyśleń czy odczuć i wręcz taśmowo produkują kolejne pozycje w „dorobku”.

2. Polski Konstandinos Kawafis?

Mam napisać parę słów o wierszach Tadeusza Olszewskiego – właśnie ukazał się ich obszerny wybór, Tropiki smutku (Wydawnictwo „Portret”, Olsztyn), opatrzony posłowiem Tomasza Kaliściaka. Wiersze Olszewskiego zostały objęte patronatem medialnym niniejszych Homików, pisma ”Replika” i wspaniałej internetowej księgarni LGBT Bearbook.pl, co uczyniono, jak to kiedyś, za peerelu, mawiano (był taki modny zwrot), „nie bez kozery”. Otóż jak powszechnie wiadomo, Tadeusz Olszewski jest właśnie pisarzem „gejowskim”, autorem głośnej w „środowisku” (którego ponoć nie ma) powieści Zatoka ostów, chociaż stojącym niejako na uboczu wszelkich mainstreamów, gejowskich czy heteryckich. I zatem w wierszach Olszewskiego czytelnik gejowski będzie przede wszystkim szukał treści gejowskich właśnie. A Tomasz Kaliściak w swoim posłowiu napisał, miedzy innymi:

„Wiersze Olszewskiego wpisują się w bogatą tradycję poezji egzystencjalnej, miłosnej, klasycyzującej, kulturowej, a także i homoerotycznej, do niedawna jeszcze dość ubogo w Polsce reprezentowanej. W pewnej mierze przypominają poezję Kawafisa, Whitmana, Audena, Ginsberga. Na myśl nasuwają się również niektóre wiersze dojrzałego Iwaszkiewicza. Przy czym jest to poezja całkowicie oryginalna, wykorzystująca kulturowe kody do pełniejszego opisu świata, a w szczególności – własnego w nim miejsca. Olszewski próbuje bowiem nadać bohaterowi swoich wierszy jakąś tożsamość, choćby tylko rozmytą i chwilową, która usprawiedliwiałaby jego własną odmienność. Dokonuje tego właśnie poprzez ostrożne i refleksyjne wyszukiwanie najwrażliwszych punktów kulturowej tradycji”.

Konstandinos Kawafis… na wiersze tego poety natknąłem się po raz pierwszy w przekładzie francuskim, w kultowej w latach „komuny” Salle de lecture (czyli czytelni!) na Świętokrzyskiej. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to poeta „homo”, ale gdy tylko otworzyłem skromny tomik (należy docenić fakt, że we francuskiej czytelni były też przekłady z innych języków!) poraził mnie swoją bezpośredniością, pięknem i mocą przekazu ten oto wiersz, który przytaczam poniżej (w przekładzie, rzecz jasna, Zygmunta Kubiaka):

Zamierzał czytać…

Zamierzał czytać. Leżą otwarte
dwie czy trzy książki: historycy i poeci.
Lecz zaledwie przez dziesięć minut czytał
I zaniechał. Na sofie teraz
na pół drzemie. Jest bez reszty oddany książkom –
ale ma dwadzieścia trzy lata i jest bardzo piękny,
a tego popołudnia Eros wniknął
w jego ciało idealne, w jego wargi.
W ciało jego, które jest pięknością samą,
wniknął żar miłości –
bez żadnej śmiesznej troski o formę rozkoszy…

Nie będę tu oczywiście przytaczał innych Kawafisowych wierszy, ale myślę, że ten krótki utwór dobrze obrazuje to, co mam na myśli – epifaniczną zwięzłość w rozbłysku „całej jaskrawości”. Bardziej filozoficzne i historiozoficzne treści odnaleźć można w równie precyzyjnych i zachwycających wierszach takich jak „Czekając na barbarzyńców” czy „Itaka”. A sięgając do wymienionych powyżej poetów przywołajmy choćby Audenowskie „Musée des Beaux Arts” – rzecz o Ikarze ukazanym przez Breughla, który to mit zainspirował także Iwaszkiewicza. Ileż w nim arcydzielnej prostoty i siły nie do podrobienia. To Kawafis, to Auden, nikt inny. Podobnie Whitman czy Ginsberg.

3. Tadeusz Olszewski – a więc?

Obecnie mamy w Polsce już kilku poetów o znanych nazwiskach piszących wiersze w klimatach homoerotycznych, a wśród nich należałoby wymienić Grzegorza Musiała, Krzysztofa Boczkowskiego, Jacka Dehnela, czy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, tegorocznego laureata nagrody Nike. Nie miejsce tu na komparatywną analizę ich twórczości, poprzestanę jedynie na paru moich osobniczych refleksjach, absolutnie nie aspirujących do nieomylnej trafności, i na przytoczeniu paru fraz z wierszy Olszewskiego, które poruszyły we mnie rezonującą strunę. Nie, Tadeusz Olszewski to nie polski Kawafis, i trudno mieć o to pretensje. Przecież każdy pisze inaczej, a gdy mówimy o samej jakości wierszy, to krystaliczna przejrzystość i celność Kawafisowej frazy jest znamieniem poety wielkiego, a przecież tylko nieliczni mogą do tego określenia aspirować. Tadeusz Olszewski z pewnością „wielkim” poetą nie jest – moim zdaniem jego wiersze są nazbyt przegadane, za dużo w nich zbędnych słów, słów które wiele nie komunikują. I nawet optycznie w tych wierszach za mało powietrza, zbytnie zgęszczenie wersów, co nie zawsze zachęca do wgłębienia się w materię utworu. A z drugiej strony nie ma też w nich tej pasji Audena czy Whitmana, czy wręcz szaleństwa Ginsberga. Jeśli pasja, to jakby medium cool, stonowana melancholia nienarzucającego się dżentelmena o nienagannych manierach, który nawet skok samobójczy w afekcie oddałby w sposób elegancki i roztropny (tak, bo skok, jak wiadomo mi z „wojska”, się „oddaje”), tak aby przypadkowego przechodnia nie obryzgać czasem krwią.

A jednak. A jednak mam dla wierszy Olszewskiego niemało sympatii.

Kocham na przykład słynny obraz Hipolita Flandrina, Jeune Homme nu assis au bord de la mer. To ten słynny nagi chłopiec siedzący na brzegu morza na skale. Akt piękny, choć nieco za szerokie uda (podobnie jak cudowny Dawid Michała Anioła ma zbyt wielkie dłonie). W końcu to drobna skaza tworzy arcydzieło! Nagi ten chłopiec wisi sobie bezczelnie w Luwrze, a także w moim mieszkaniu. I otóż Olszewski pisze:

Zostawiam to miasto, jest duszne i lepkie. Obmierzło mi.
Będę teraz nad morzem malował smutny akt młodzieńca
I patrzył na skały zawsze nagie więc piękne. Kocham je.
Kocham także paletę i farby. I płótno
O fakturze szorstkiej jak skóra na której osiadła morska sól.
I morze zdolne do szaleństwa a przecież uległe
bo zatrzymuje je moja ręka.

Musze tylko spakować rzeczy. Przede wszystkim
stary płaszcz kąpielowy który później rozłożę na skale
aby nie uwierała gładkiego ciała modela (…)

I do tego momentu jest pięknie. Prawdziwy smak detalu! Tu wiersz się powinien zatrzymać. Ale nie, hélas, jak to mawiają (pisują) Francuzi. Poeta niepotrzebnie „jedzie” dalej, dodając zbędne i nieco pretensjonalne słowa, niwecząc wdzięk tego, co byłoby poruszającym wierszem. Niestety – nadmiar słów i zbytnia, tautologiczna oczywistość zabijają poezję.

Więc cóż. La nuit porte conseil – „noc przyniesie nam radę” (Francuzi zawsze pomocni!). Poczekajmy więc otóż na świt.

Świt bowiem jest zawsze początkiem podróży Albo porą
kiedy zmęczeni kochankowie odsuwają się od siebie
sztywnieją plamy na prześcieradłach w portach lotniczych gasną światła
zaś samotni chłopcy
mimowolnie zsuwają slipy i odwracają się do ściany zimnej niczym płatna miłość.

Znów piękny fragment, wysmakowany detal. Ale był też niestety przegadany początek… I jeszcze ten niepotrzebny ciąg dalszy…

Szymborska napisała kiedyś, komentując w niegdysiejszym „Życiu Literackim” czyjeś wiersze: „księżyc już się uśmiechał, Madonny na karuzeli już jeździły”. A ja (gdzie mi tam do Wielkiej Wisławy!) pozwolę sobie dodać: złe miasta do snu już się układały, rue Pigalle nad ranem już pustoszało, powieki zmęczone już opadały, a cień ukochanego niczym ostry nóż do gardła już przykładano.

Proszę mi jednak te złośliwostki wybaczyć, naprawdę mam dla twórczości Tadeusza Olszewskiego wiele sympatii, lubię też jego Zatokę ostów. Jednak uważam, że warto by swoją frazę – tak poetycką, jak i prozatorską – nieco zdegażował; smak detalu Tadeusza Olszewskiego rozmywa się bowiem w nadmiarze słów; a nadmiar słów to w literaturze najgorszy z nadmiarów.

Wyszło też na to, ze skupiłem się na formie, nie treści. Ale przecież wiadomo, najważniejsze nie co, lecz jak. Przynajmniej w poezji, przynajmniej moim zdaniem. To forma niesie treść, cóż warta jest treść bez formy.

Tak czy owak czytajmy Olszewskiego. Naprawdę na to zasługuje!

Tadeusz Olszewski Tropiki smutku
Wydawnictwo Portret, 2009
Stron 122
Cena 20,00 zł
Książka pod matroqueeropatronatem homików.pl!

Książka do kupienia u kolejnego patrona – w księgarni bearbook.pl

We wtorek 24 listopada o godz. 18 w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie (Rynek Starego Miasta 2) odbędzie się spotkanie autorskie Tadeusza Olszewskiego z okazji wydania tomu poezji „Tropiki smutku”. Gości powita dyrektor SDK, Sebastian Lenart, następnie będziecie mogli wysłuchać wprowadzającego dwugłosu Bernadetty Darskiej, wydawczyni, i Tomasza Kaliściaka, autora wyboru wierszy. Rozmowę z autorem poprowadzi Krzysztof Tomasik. Wiersze przeczyta Zacharjasz Muszyński. (info wyd. Portret)
Serdecznie zapraszamy!

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

39 komentarzy do:Smak detalu Tadeusza Olszewskiego

  • junior

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Ledwo przebrnąłem przez niektóre fragmenty „recenzji”. Te wywody, cudzysłowy, nawiasy, wtręty typu we Francji to to i tamto… Litości Panie Krzysztofie!
    W jednym się na pewno zgodzę – czytajmy Olszewskiego! Mnie w jego wierszach urzekł nie tylko homoerotyzm, ale właśnie ta duszna atmosfera. Idealna lektura na jesienno-zimowe wieczory

  • alfa

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Uszczypliwości pod adresem profesjonalnych krytyków i recenzentów, od których zaczyna się tekst Zabłockiego, są pierwszym sygnałem bezradności autora wobec materii poetyckiej. Ciąg dalszy „recenzji” bezradnośc tę bezlitośnie obnaża. Osobiste wspominki i luźne dywagacje nijak bowiem mają się do rzetelnej analizy i oceny krytycznoliterackiej.

  • miz

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    ale po co wam rzetelna analiza krytycznoliteracka na homikach?? od tego są profesjonalne pisma. Mi się podoba styl Krzysztofa, jest bardzo mięsisty, żywy, nadający się do czytania i bardzo autorefleksyjny. Mnie to przekonuje, by sięgnąć po książkę, mimo że nie jestem znawcą poezji. Junior i alfa napiszcie inną recenzję, jak wam się nie podoba. Poezja ma być dla ludzi, a nie dla krytyków – to na marginesie.

  • alfa

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Odwróciłabym to pytanie. Po co homiki objęły patronat medialny nad tą książką, skoro nie potrafią zapewnić jej rzeczowych i profesjonalnych recenzentów ?

  • miz

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Nie lubię malkontentów, którzy z tramwaju robią operę. Poza tym to pytanie do homików, ale to źle postawione pytanie, nie od tego są patronaty, by publikować nudne profesjonalne elaboraty dla garstki zainteresowanych. Poza tym tekst Krzysztofa spełnia cel popularyzatorski o wiele bardziej niż artykuły wybitnych krytyków. No i każdy czytający Literaturę na Świecie wie, że Krzysztof Zabłocki dobrym tłumaczem poezji jest. A skoro tak, to chyba zna się na poezji. Mi to wystarczy.
    Poza tym – podaj przykład autora, który by sprostał twoim oczekiwaniom, zapewne nie znasz żadnego.

  • alfa

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Ty nie lubisz malkontentów, ja nie lubię amatorszczyzny, pan Zabłocki nie lubi wysiłku intelektualnego, jakiego wymaga poezja nieco ambitniejsza niż wierszyki (choćby noblistki) o kotach itd. itp. Rozmowa o gustach niczego nie wnosi do dialogu o poezji. A więc nie ma potrzeby jej kontynuowania.

  • wit

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    A tak w ogóle, wbijcie sobie raz na zawsze do głowy nieuki, gałgany: Olszewski wielkim poetą jest! I basta ;-)

  • miz

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    amatorszczyzną jest wymaganie od poezji „większego wysiłu intelektualnego” – nie na tym polega sztuka jednak. poezja też może być lekka i przyjemna, poczytaj sobie teoretycznoliterackie podręczniki, zamiast wyskakiwać z kliszami wyniesionymi ze szkoły. Ponawiam jednak prośbę – napisz sam, choćby akapit w komentarzu, pokaż wybitnemu tłumaczowi poezji jak to powinno wyglądać.

  • bartek

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    to bardziej grafomański felieton niż recenzja. ciągle JA, JA, JA, niestety bardziej w stylu Wałęsy niż Gombrowicza. na szczęście autor zamieścił fragmenty z Olszewskiego, więc tekst w sumie spełnił zadanie, najprawdopodobniej sięgnę po książkę.

  • tyfus

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Naprawdę nie wiem, skąd u recenzenta wzięło się przekonanie, że Olszewski chciałby być polskim „Kawafisem”, „Audenem”, „Whitmanem” czy „Ginsbergiem”? Czy autor gdzieś wyraził takie pragnienie? Bo ten fragment z posłowia, jeśli to on posłużył recenzentowi za punkt wyjścia, mówi o czymś zupełnie innym. Tu chyba chodzi o dialog z innymi homopoetami, a nie o chęć ich naśladowania. Tak na mój chłopski albo babski rozum :)

  • pip

    [smak detalu, niesmak po lekturze calosci]

    biedny Olszewski, zasmuci sie po tej recenzji na amen. cale szczescie (dla Olszewskiego), ze z dwojga zlego: kiepskie recenzje i kiepska poezja, wieksza szanse na przetrwanie w zbiorowej pamieci ma to drugie.

  • boge

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    A ja z zupełnie innej beczki: czy tytuł zbiorku ma coś wspólnego ze „Smutkiem tropików” Cluade’a Levi-Straussa?

  • Ramkin

    [Claude]

    To raczej skojarzenie, humorystyczne i urocze.

  • marcin

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    ten fragment jest super! Szkoda ze autor recenzji skupił się na innych zagadnieniach ale mimo wszystko wyglada to obiecujaco

  • marcin2

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    skąd tyfus wie o czym jest posłowie, jak książka ma swoją premierę dopiero jutro!?!? czyżby „fani” poety dali o sobie znać? komentować recenzję, kiedy nie ma jeszcze książki na rynku, to szczyt bezczelności! tyle w temacie. oczywiście grupies nie śpią, ale jeden dzień to mogliby się wstrzymać, by być bardziej bezstronnym. Oczywiście nie uważam poety za tak małostkowego, jego wcześniejsza twórczość broni się sama!

  • tyfus

    [do marcina2]

    Nie należę do żadnego fanklubu, jeśli cię to pocieszy. Gdybyś czytał uważnie, to zauważyłbyś że fragment posłowia jest cytowany w recenzji Zabłockiego. Nie znam całości. Mówisz, że komentowanie recenzji przed ukazaniem się książki to szczyt bezczelności. A jak nazwać publikowanie recenzji (negata co by nie mówić) przed premierą książki??

  • piotr

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    fragment z posłowia autor tekstu (recenzji?) zacytował powyżej. Czytaj Marcinie2 uważnie. Zainteresowanych tworczoscia olszewskiego zacheczma do pogooglowania.
    To w sumie smutne że Zabłocki stroi sie w piórka krytyka bo nie przypominam sobie żeby wcześniej cokolwiek napisał o polskiej poezji. O takim Tkaczyszynie-Dyckim chocby, o którym większosc nie dowiedziałaby się pewnie gdyby nie dostał ‚Nike’ i nie napisała o nim „Gazeta Wyborcza”. Oczywiście kojarzę go z Homowarszawy, ale do „pedała królewskiego” sporo mu brakuje

  • marcin2

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    idiotyzm?? czy nie wiecie, że recenzent dostaje gotowy tekst wcześniej?? to tak jałowa dyskusja, że ostatni raz zabieram głos. czemu osobiste dygresje autora są odbierane jako świętokradztwo. to też forma ekspresji, uzasadniona zresztą, może być brana za krytykę. czy nie lepiej odnieść się do recenzji, kiedy zna się książkę? a nie znacie jej, bo wychodzi dopiero jutro! w tym sęk. i dlatego wam nie wierzę. znam twórczość Pana Olszewskiego i zapewniam, że nie musi mieć takich adwokatów. a ten tomik na pewno nie jest gorszy od poprzednich. najpierw przeczytajcie książkę, dyskutować nad recenzję, jak się nie zna książki, to szczyt przesady. a klakierstwo zostawmy do premiery – przynajmniej będzie to wiarygodniejsze. tyle w temacie, więcej tu nie napiszę.

  • homo warszawa

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Specjalista od pikiet bredzący o poezji – świetny pomysł na promocję tomu wierszy.
    Brawo, patronie medialny!

  • Arek

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Hej, wygląda na to, że jakaś bojówka się zmówiła i kupą ruszyła do boju na autora recenzji, hehe. A o cóż idzie? Że recenzja nie jest pisana na klęczkach? Zresztą tekst o Olszewskim wcale nie jest napastliwy, a wręcz przyjazny dla poety. A Zabłocki wcale nie stroi się w żadne piórka, a zamieszcza jedynie swoje refleksje, i tyle. Te argumenty („specjalista od pikiet”) to żenada, pokazująca, że tacy pożal się Boże obrońcy czci poety są tyle warci co skini atakujący marsze równości. I stwierdzenie jednego z „obrońców”, że „jest to poezja ambitniejsza niż wiersze Szymborskiej o kotach” – tylko całkowity ignorant w w dziedzinie poezji może coś takiego napisac. Szkoda słów po prostu, bo „obrońcy” prowadzą jedynie pyskówkę za pięć groszy.

  • Cichy wielbiciel tekstów p.Krzysztofa

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Ale się porobiło! Atak torebkowy w obronie czci poety! Moim zdaniem recenzja-felieton p.Krzysztofa jest świetnie napisany (jak inne jego teksty), z jajem, zupełnie inny od zwyczajowego, nudnego bełkotu. A właściwie to metarecenzja, przecież to bardziej impresja o wierszach i recenzjach niż recenzja sensu stricto. Poeta Olszewski pewnie się cieszy, że jego tomik tyle szumu narobił. Gdyby napisano nudny elaborat o „wybitnym poecie”, pewnie nikt by go nawet nie przeczytał, nie mówiąc już o wierszach. A teraz zupełnie jak kiedyś, gdy za krytykę wyzywano na pojedynek. Homiki brawo za rozruszanie zycia literackiego!

  • darek

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    premiera „Tropików smutku” wzbudza emocje. Eviva l’arte!

  • :)

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    To niesamowite, tomikowi wierszy, który kupi garstka osób (bo nie czytamy poezji jednak), towarzyszą takie emocje. A przecież ta dyskusja objawiła się przed ukazaniem się książki. Myślę jednak, że komentarze w „obronie” poety pisała jedna i ta sama osoba. Ze skrzywionym i konserwatywnym spojrzeniem na literaturę. Chcesz postawić ołtarzyk Olszewskiemu i się do niego modlić, proszę bardzo, ale pozwól innym mieć odrębne zdanie albo pomysł na interpretacje… Chyba, że to personalny atak na autora, też bym w to nie wątpił, bo gość zbyt emocjonalnie podchodzi do niego w komentarzach. Podzielam zdanie, że recenzja może składać się z impresji, ja wolę takie artykuły niż nadęte i nudne, których nie sposób przeczytać. Brawo Krzysztofie!

  • :)

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    dodam tylko, że ubawiliście mnie wielce! Ja marzę o rzeczywistości, w której będziemy spierać się o kulturę z wypiekami na twarzy!!!! Jest nadzieja:)

  • Arc-en-terre

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Po dość pobieżnej lekturze tego tomiku, a dość szczegółowej lekturze „Jesieni z Audenem”, z której to właśnie pochodzi drugi fragment zacytowany przez Zabłockiego (i którego swoją drogą uwielbiam), niestety po części muszę się z KZ zgodzić.

    Olszewski miewa i to dość często w swoich wierszach fragmenty tak piękne, tak doszlifowane, że aż poruszają najczulsze struny emocji czytelnika. Jednak często czytanie jego poezji przypomina zabawę w szukanie igły w stogu siana. Mnóstwo siana i proporcjonalnie dużo mniej igiełek – tych właśnie, które trafiają wprost do serca czytelnika.

    A tych, którzy chcą mimo wszystko zapoznać się z poezją, zapraszam do konkursu LGBTeki, gdzie tomik można wygrać :)

  • Arc-en-terre

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Żeby nie było – uwielbiam fragment zacytowany przez Zabłockiego, nie Zabłockiego ;)

    Zabłocki po tym artykule, tekście, bo recenzją tego nazwać się nie da, zupełnie mnie do sobie zraził :) Oj, będzie musiał coś naprawdę dobrego napisać, żeby mnie na powrót do siebie przekonać.

    „Tak czy owak czytajmy Olszewskiego. Naprawdę na to zasługuje!”

    PYTAM JAK MOŻNA COŚ TAKIEGO NAPISAĆ W RECENZJI?!?!?! W dodatku w tej „recenzji” jest tylko JEDEN konkret, a cała masa bzdet, które nie dotyczą opisywanej książki. Tym jednym konkretem jest kwestia detalu w poezji Olszewskiego – ale gdyby Zabłocki rzeczywiście się na tym detalu skupił to dostrzegłby jeszcze inne kwestie, o których ech.. napiszę później i nie koniecznie na homikach.

  • czytelnik

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    a ja przeczytałem pierwszą część tomiku, te wiersze datowane nawet na 81 rok. I co? Słabizna, cienizna, ani to głębokie, ani to nie zaskakuje konceptem, nie ma lekkości, ani ciężkości, jakoś to takie spłycone, nie chwyta, nie zostaje w pamięci, kombinowanie w 2 osobie, kiczowate porównania, wręcz trywialne, być może po 30 latach brzmi to kuriozalnie, ale od tego jest redakcja, by się tym zajęła i sprowadziła na dobrą drogę. Jednym słowem rozczarowanie. Największy bełkot czeka jednak nas w posłowiu: jak napisać kilka stronic, by nic nie napisać, ot, sztuka. Ale póki co nie poddaję się. czytam dalej.

  • Arc-en-terre

    [do czytelnika]

    Ja zniechęcona powyższym tekstem, zdecydowałam, że sama dokładnie przeanalizuje tomik Olszewskiego (skoro nikomu się nie chce, a jak już ktoś musi to tak o nim napisze, że nic nie napisze)…. i jestem gdzieś w połowie.

    Oczywiście, drogi Czytelniku nie będę się z Tobą wykłócać, że to jest wielka poezja. Wręcz przeciwnie. Jest dosyć prosta. Momentami „strasznie prosta”. Są wiersze, których nie tyle nie rozumiem, co myślę, że hmm… nie ma w nich nic co wymagałoby zrozumienia :)
    Ale mimo wszystko nie oceniałabym tej poezji tak brutalnie… Są momenty w których zaskakuje, w których wręcz urzeka i porywa :) Tak zwane „smaczki” :) Olszewski nie jest wielkim poetą i wielkim pisarzem, ale mimo wszystko uważam, że to co pisze jest warte uwagi. Ze względu na to, że obraz jaki wyłania się z jego twórczości, zarówno poetyckiej jak i prozatorskiej jest daleki od tego jak przeciętnie postrzegamy zwykłego, polskiego homoseksualistę. I choć w jego twórczości pełno jest płatnej miłości, obudzonego „psa pożądania”, to w gruncie rzeczy odwołuje się ona do tego, co jest marzeniem wielu ludzi – miłości, tęsknoty za drugim człowiekiem, chęci zatrzymania przy sobie drugiego człowieka.

    I właśnie taka poezja i taka proza (jak Zatoka Ostów), bardziej do mnie przemawia jako do istoty czującej, marzącej, niż np. „Lubiewo” Witkowskiego, „Radość seksu gejowskiego”, „Gorące uczynki” Jabłońskiego, i te de i te pe.

  • Arc-en-terre

    [do czytelnika]

    Ja zniechęcona powyższym tekstem, zdecydowałam, że sama dokładnie przeanalizuje tomik Olszewskiego (skoro nikomu się nie chce, a jak już ktoś musi to tak o nim napisze, że nic nie napisze)…. i jestem gdzieś w połowie.

    Oczywiście, drogi Czytelniku nie będę się z Tobą wykłócać, że to jest wielka poezja. Wręcz przeciwnie. Jest dosyć prosta. Momentami „strasznie prosta”. Są wiersze, których nie tyle nie rozumiem, co myślę, że hmm… nie ma w nich nic co wymagałoby zrozumienia :)
    Ale mimo wszystko nie oceniałabym tej poezji tak brutalnie… Są momenty w których zaskakuje, w których wręcz urzeka i porywa :) Tak zwane „smaczki” :) Olszewski nie jest wielkim poetą i wielkim pisarzem, ale mimo wszystko uważam, że to co pisze jest warte uwagi. Ze względu na to, że obraz jaki wyłania się z jego twórczości, zarówno poetyckiej jak i prozatorskiej jest daleki od tego jak przeciętnie postrzegamy zwykłego, polskiego homoseksualistę. I choć w jego twórczości pełno jest płatnej miłości, obudzonego „psa pożądania”, to w gruncie rzeczy odwołuje się ona do tego, co jest marzeniem wielu ludzi – miłości, tęsknoty za drugim człowiekiem, chęci zatrzymania przy sobie drugiego człowieka.

    I właśnie taka poezja i taka proza (jak Zatoka Ostów), bardziej do mnie przemawia jako do istoty czującej, marzącej, niż np. „Lubiewo” Witkowskiego, „Radość seksu gejowskiego”, „Gorące uczynki” Jabłońskiego, i te de i te pe.

  • darek

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Z poezji Olszewskiego znam tylko „Jesień z Audenem”. Podobała mi się – na tamte czasy to był istny fenomen. „Tropików smutku”, które są zbiorem z kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat nie znam ale licze że kupię jutro na spotkaniu.
    Z poezją jest chyba jak z teoria queer (przynajmniej dla mnie) – jednych porywa, innych potrafi fragmentrami urzec ale pozostawia obojętnym, jeszcze innych odrzuca bo nie maja wiedzy bądx ochoty na wysiłek intelektualny. Ale jeśli coś popularyzować – to z głową!!!
    Tyle tu jadu aż wstyd. Ostatnio jakaś zła tradycja na naszych portlach. Tyle enegii się marnuje :(

  • junior

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    Homoerotyzm pojawia się stopniowo w twórczości Olszewskiego. Późniejsze wiersze są już całkiem jednoznaczne, osadzone w konkretnym kontekście, epoce kulturowej. Autor dojrzewa jako twórca, dojrzewa jako człowiek, dojrzewa jako gej. Przeżywa pierwsze fascynacje, miłości, rozstania, śmierć.
    Tak odbieram ten tomik, jako całość.
    Myślę że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Warto autora znać, bo np. jako jeden z dwóch polskich poetów (drugi to Grzegorz Musiał) znalazł się w wyborze antologii światowej poezji XX wieku z motywami homoerotycznymi „Drobci stekla v ustich”, Lublana, 1989. W doborowym gronie, zapewniam. O czym niestety Krzysztof Zabłocki nawet się nie zająknął…

  • Koneser

    [Olszewski na Nobla!]

    Olszewski, Herbert, Milosz : dlaczego nas zachwycają? Bo to wielcy poeci, dlatego nasze serca wzruszają i trzewia targają, dlatego, że są wielkimi poetami. Mnie ich poezja przenika na wskroś. Olszewski na Nobla?

  • Zenek

    [Re: Smak detalu Tadeusza Olszewskiego]

    lol




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa