O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka

Zachęcona dwoma artykułami i licznymi komentarzami na Homikach o związkach teorii z praktyką, o strategii ruchu LGBT i pokrewnych, postanowiłam wtrącić swoje przysłowiowe trzy grosze do dyskusji.

Słusznie pyta Marcin Teodorczyk, w jakim miejscu się znajdujemy, co robić dalej, jak przyciągnąć nowe osoby do ruchu LGBTQ, jaką przyjąć strategię. Sądzę, iż odpowiedzi na te pytania, niestety nie zna nikt z nas – zarówno teoretyków /-czek jaki praktyków /-czek. Niestety – po iluś tam latach praktykowania i działania. Projekty są rozproszone, ilość organizacji i działań rośnie, ale zainteresowanie, mamy wrażenie, jest odwrotnie proporcjonalne. Być może – mam nadzieję – tylko nam się tak wydaje. Większość z nas (jakoś zaangażowanych w sprawy LGBTQ i w kwestie zmiany społecznej) chciałaby wszystko od razu, całego świata, a przynajmniej szybszych zmian. Z naszej perspektywy może wydawać się, iż sprawy idą zbyt wolno, nic się nie zmienia, wszystkiego jest za mało. Moja długoletnia obserwacja podpowiada mi taką diagnozę: nie osiągnęliśmy jeszcze masy krytycznej. Potrzebnej do tego, aby stanowić siłę polityczną, języczek u wagi, abyśmy mogli realnie wpłynąć na decyzje polityczne związane ze zmianą społeczną. Jesteśmy zbyt małym organizmem, skupiskiem działania, aby ktoś nas szanował. Niestety. I póki nie okaże się, ktoś nie zauważy, nie pokażemy, że mamy taką moc, że możemy na coś wpływać – sytuacja się nie zmieni. Być może to kwestia czasu, ilości osób zaangażowanych, bo w mediach jesteśmy w miarę obecni – to jedyne terytorium, gdzie mówi się o naszych wydarzeniach dość sporo. Nie mamy też strategii ruchu – już wiele lat temu były podejmowane próby zorganizowania „okrągłego stołu” organizacji LGBTQ, po latach udało się takie spotkania zorganizować w liczbie dwóch („okrągłe stoły” organizacji LGBTQ w Krakowie w 2008 r. i w Warszawie w 2009 r.). Póki co nie zanosi się na kolejne, a podczas tych dwóch, strategicznych poniekąd, udało się porozmawiać o tym, co chcemy – m.in. legalizacji związków i wprowadzenia zakazu mowy nienawiści do przepisów prawa – z czym borykamy się i napotykamy na mur, na przeszkody, których jest ogromna ilość. Nie zdążyliśmy tylko zastanowić się, JAK to robić, jakimi metodami, co jest skuteczne, a co nie. Na pocieszenie mogę dodać tylko, że w podobnej, a może nawet gorszej, sytuacji, jest ruch kobieco-feministyczny. On także nie może uporać się ze strategią. Trudno jest wg mnie bowiem stwierdzić, jaka strategia byłaby tu skuteczna – do tego potrzebny jest czas, pieniądze, praca strategów. W Polsce generalnie rzadko stosuje się takie metody, aby w działaniach społecznych postępować podobnie jak w biznesie – gdzie wydaje się to łatwiejsze. Działamy więc po omacku troszkę. Choć według mnie (subiektywnie) strategia, jaka byłaby skuteczna, to obecność WSZĘDZIE. Czyli starania o to, aby tematyka homo-, bi-, transseksualna pojawiała się w największej ilości miejsc, dziedzin. Jeśli pokażemy, że jesteśmy wszędzie – łatwiej nam będzie podbić „cały świat”. Drugim aspektem, bardzo ważnym, niestety wciąż zbyt mało licznym – są coming outy Te codzienne, jak największej ilości osób – w pracy, w domu, wśród najbliższych i znajomych. Gdyby choć 50% społeczeństwa polskiego znało jakiegoś geja czy lesbijkę (na razie zna ok. 10% zaledwie wg różnych badań) – byłoby zupełnie inaczej. Jako że osoby nas znające, mają zupełnie inne podejście do związków partnerskich, adopcji dzieci i szeregu spraw związanych z byciem osobą homoseksualną (a zapewne i bi- i transseksualną). To niestety praca nas samych, praca u podstaw i codzienne zmaganie się z życiem. Pozwoliłoby to na inne postrzeganie nas przez osoby „zewnętrzne”, czyli heteroseksualne tudzież tzw. społeczeństwo – nie jako domagających się zalegalizowania uprawiania „perwersyjnego” seksu, ale na dostrzeżenie w nas ludzi, osób pragnących być uczestnikami zalegalizowanego uczucia, mających partnerów i partnerki, kochających się rodzin jednopłciowych.

A gdzie miejsce dla teoretyków /-czek? Zgodzę się z wypowiedzią jednego z komentatorów, Bartka, o trzech równoległych czasoprzestrzeniach, które nie potrafią się spotkać – akademicy /-czki, działacze –czki i tzw. „zwykli” geje i lesbijki. Nie wiem, jak jest za granicą i jestem tego bardzo ciekawa – czy w innych krajach te płaszczyzny przenikają się w ogóle? Może bardziej? A może wcale? Prawdą jest, że teoria queer, podobnie jak inne zagadnienia akademickie, są mało znane działaczom /-czkom, a już prawie zupełnie „zwykłym” lesbijkom i gejom. Ale czy to jest takie złe? Nie każdy musi rozumieć, znać intelektualne i akademickie konstrukty. Część z nich przenika się jakoś do życia, ale to zaledwie promil. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby więcej osób znało książki, teorie, koncepcje. Mnie niepokoi bardziej jednak trzecia część „układu wg. Bartka”, czyli osoby, do których powinniśmy jak najszerzej trafiać – ta część „tortu” jest ogromna, niezagospodarowana i z ogromnym potencjałem. Ale boi się, również niewiadomego, albo zaszywa się, wcześniej ułożywszy sobie jako-tako życie. I nie ma ochoty na wychodzenie ze swojej norki, pójście na paradę, zostanie wolontariuszem /-szką czy choćby przeznaczenie 1% dla organizacji, zrobienia czegokolwiek dla społeczności, której – chcąc nie chcąc – jesteśmy częścią. Niepokoją mnie takie osoby i spać czasem nie dają. Zastanawiam się nad ich strachem, niechęcią, obojętnością. Czasem nawet krytyką wszelkiego „wychylania się”. Bo przecież dawniej, gdy nie było jeszcze parad i debat, żyło się według nich lepiej – nikt nie był agresywny, nie było Młodzieży Wszechpolskiej i pseudokibiców rzucających kamieniami, nie słyszało się o atakach na osoby LGBTQ pod klubami – bo ich prawie nie było… Jest to kłopot również tego, o czym pisze szanowny komentator Bartek, iż jesteśmy społeczeństwem postindustrialnym, postpolitycznym i polsatowskim – a wolność daje nam kredyt w banku, własne M-ileśtam i przyzwoita praca; nic więcej nie potrzebujemy, nie chcemy, nie wymagamy, nie angażujemy się. I obawiam się, iż trudno będzie to zmienić, niestety, coraz trudniej.

Dlatego, póki co – pozostaje nam robić swoje, budować powolny wzrost, zachęcać na ile się da – ostatecznie, jeśli dobrze się przyjrzeć – pojawiło się sporo młodych ludzi, z nowymi pomysłami i ciągle coś się dzieje, powstają nowe projekty i inicjatywy. Ja w gruncie rzeczy wierzę w młodych i w ich energię, czasem być może nieokiełznaną i nieukierunkowaną.

Inną metodą jest szok i nagła zmiana – być może, mam nadzieję, takim lekkim szokiem będzie EuroPride 2010 w Warszawie, gdy pojawi się, zapewne dla wszystkich zauważalne, kilkadziesiąt tysięcy gejów, lesbijek, osób bi- i trans a także innych „dziwaków”. Spodziewam się, iż to będzie wstrząs również dla nas samych jako środowiska, społeczności. I mam nadzieję, iż da nam to pozytywną energię do dalszych działań.

Yga Kostrzewa aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, feministka, ekolożka, studentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Chciałaby zalegalizować swój długoletni związek z partnerką. Prowadzi bloga: www.ygakostrzewa.com

Autorzy:

zdjęcie Yga Kostrzewa

Yga Kostrzewa

aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, członkini Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich, feministka, ekolożka, absolwentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Prowadzi bloga www.ygakostrzewa.com

31 komentarzy do:O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka

  • ba

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    dziekuje za text!

    Z ciekawoscia czekam na Europride

  • królowa

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    zgadzam się z Ygą, ale nie wierzę w szok wywołany europride 2010. może zmiany będą oczuwalne dopiero za 15 lat.

  • Loth

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Im bliżej Europride, tym więcej się będzie mówić/pisać/czytać/dziać – a to działa, wbrew pozorom, ale działa :)

  • bartek

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    „Prawdą jest, że teoria queer, podobnie jak inne zagadnienia akademickie, są mało znane działaczom /-czkom, a już prawie zupełnie „zwykłym” lesbijkom i gejom. Ale czy to jest takie złe? Nie każdy musi rozumieć, znać intelektualne i akademickie konstrukty. Część z nich przenika się jakoś do życia, ale to zaledwie promil. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby więcej osób znało książki, teorie, koncepcje.”

    sugerujesz, że ci którzy za bzdurne uważają niektóre teorie gender, często wyraźnie podszyte ideologią, to idioci, którzy nie czytają książek? (bo skoro mają takie zdanie to naturalne że nie będą się zapoznawać z nowinkami queerowymi). tak to zabrzmiało. wiele takich teorii może być ciekawych, ale niewiele wartych od strony nauki, bo nie mają potwierdzenia w praktyce, tworzą swój świat, a prawdziwy jest znacznie bardziej złożony. to coś jak z freudyzmem.

    „Choć według mnie (subiektywnie) strategia, jaka byłaby skuteczna, to obecność WSZĘDZIE. Czyli starania o to, aby tematyka homo-, bi-, transseksualna pojawiała się w największej ilości miejsc, dziedzin.”

    wątpię by było to skuteczne, przesyt prowadzi zazwyczaj do obrzydzenia

    „Ale boi się, również niewiadomego, albo zaszywa się, wcześniej ułożywszy sobie jako-tako życie. I nie ma ochoty na wychodzenie ze swojej norki, pójście na paradę, zostanie wolontariuszem /-szką czy choćby przeznaczenie 1% dla organizacji, zrobienia czegokolwiek dla społeczności, której – chcąc nie chcąc – jesteśmy częścią. Niepokoją mnie takie osoby i spać czasem nie dają. Zastanawiam się nad ich strachem, niechęcią, obojętnością. Czasem nawet krytyką wszelkiego „wychylania się”.”

    i znowu. mylisz strach, brak akceptacji dla samego siebie z inną koncepcją dojścia do pełnej emancypacji (i z wyluzowaniem, chciałoby się powiedzieć). parady zaczynacie traktować jak pielgrzymki do mekki.

    natomiast w 100% zgadzam się ze sprawą comingoutów

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Absolutnie się zgadzam, dzięki za ten tekst, Yga!!

  • Stefan

    [wiecej zlego niz dobrego]

    wyglada na to, ze w Europride, wezma glownie udzial osoby za zachodniej granicy.
    Jesli teraz 10% osob w Polsce zna osobe homoseksualna, to po obejzeniu parady w Warszawie te pozostale 90% osob bedzie kojarzyc homoseksualiste za ekshibicjoniste ubranym jedynie w slipki i pawie piora a lesbijke z kobieta przedrzeznajaca zakonnice.

    Po paradzie geje i lesbijki moga miec gozej niz w czasie slynnej akcji hiacynt.

  • faust

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    @stefan
    Ale kotku (żart :-P ), zapominasz chyba o jasnych stronach. Dużooo ciastkuff zza Odry przyjedzie. :-P Nie ważne, czy w piórkach, czy bez (hm… jednak wolę bez!). Ja się trzymam plusów.

    I coming outów.

    Ten dyskurs robi się szarobury, przeintelektualizowany i wgle. Bleee. Sugeruję odstawić akademicczyznę na bok, bo niestrawna i wrócić do benedyktyńskiego ora et labora, z naciskiem na drugie.

    A pani Yga zawsze świetnie i miło pisze. Super! :)

  • Sven

    [Queerowe bzdury]

    A ja wiem jak jest za granicą, w Szwecji ,gdzie teorie queerowo- genderowe służą dziennikarzom prasowym i ludziom związanym z humanistyką do komentowania każdej społecznej kwestii i wcale mi się to nie podoba.
    Szacunek dla inności powinien być uczony od dziecka, ponieważ stanowi podstawę nowoczesnej demokracji. Natomiast nie wierzę w teorie o tym, że nie istnieje płeć biologiczna (nie dlatego, że ich nie czytałem, tylko właśnie dlatego, że je znam). Nie wydaje mi się, że płeć jest kategorią opresywną, choć wiem, że czasem może taką się stać. Nie podobają mi się skandynawskie przedszkola, w których chłopcom nie pozwala się bawić samochodami a dziewczynkom lalkami, w imię genderowej inżynierii społecznej.
    Są w Szwecji tacy ludzie, którzy naprawdę wierzą, że człowiek, który nie jest ,,stereotypowy płciowo” jest lepszy, bardziej otwarty itd. Szczególnie jeśli jest mężczyzną, bo męskość wzbudza w szwedzkich kręgach wielbicieli genderów, większe kontrowersje. A ja np. wcale nie sądzę, żeby chłopcy, którzy lubią balet, byli lepszymi ludźmi niż ci, którzy wolą piłkę nożną. Nawet jeśli ci pierwsi mogą mieć mniej uprzedzeń do gejów.
    W ogóle widzę w tym dziwną sprzecznośc, że w czasie kiedy, od wielu już lat medycyna i inne nauki przyrodnicze uznają homoseksualizm za ,,naturalny”, nie będący ani zboczeniem ani chorobą; pojawia się moda na mające prawie 20 lat teorie Butler. Myślę, że uczenie tego medycznego faktu zupełnie by wystarczyło. Tym bardziej, że wszystkie pomysły, wg. których ,,hetero- i homoseksualizm są konstruowane społecznie” można by równie dobrze stosować argumentując za leczeniem gejów, przez co uważam je za potencjalnie niebezpieczne.

    Może jestem już taki naznaczony tą Szwecją, ale chociaż lubię Szwedów i pod wieloma względami chciałbym, żeby tak jak tam było w Polsce, to jednak wcale nie zachwycam się tym ich powszechnie chwalonym feminizmem i ,,równouprawnieniem”, tym ,,społeczeństwem bez płci” jak niektórzy Szwedzi złośliwie to nazywają. Holendrzy, Belgowie, Niemcy, nawet Brytyjczycy też są, jako społeczeństwa tolerancyjni wobec gejów, mimo że w tamtych krajach nie męczy się ludzi queerami i nie pozbawia ich tożsamości płciowej. Chciałbym, żeby Polska obrała drogę tamtych państw a nie Szwecji.

  • junior

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Czyli wygląda na to, że pozostaje liczyć na Europride :( . Pozostało osiem miesięcy. Nawet nie chcę myśleć co się stanie jeśli ta szansa nie zostanie wykorzystana…
    Teorii gender/queer znać nie zaszkodzi. Ciekawa optyka. Dla mnie tylko tyle i aż tyle. Nie wydaje mi się, że jej znajomość, nieznajomość czy brak przełożenia na praktykę to priorytetowa kwestia dla środowiska LGBT w Polsce. Przynajmniej w tym momencie.
    Osobiście nie uważam za osiągnięcie doprowadzenie do dwóch okrągłych stołów, gdzie ustalono CO, ale już nie JAK. Chciałbym wiedzieć dlaczego na trzeci się nie zanosi. Są ważniejsze sprawy? Brak wolnych terminów? A może po prostu nie ma takiej woli? Nie piję do autorki tekstu, którą szanuję m.in. za odwagę sygnalizowania pewnych spraw. Ot, po prostu chciałbym wiedzieć, więc pytam.
    Z jednej strony są powody do zadowolenia, bo powstają struktury terenowe orgów i kolejne miasta są arenami Dni Równości. Z drugiej – spora część „zwykłych gejów i lesbijek” dawno już nie siedzi w szafach, ale w orgach ich nie ma. Już lub jeszcze nie ma. Znamienne, że raptem 1 – 2 tysiące osób wpłaca 1 proc. podatku na taką czy inną organizację…
    Co do „obecności wszędzie” i outingu – dobre strategie. Świetny pomysł z przeszczepieniem na rodzimy grunt Coming Out Day

  • niezdecydowany Miś

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    dzięki Sven za ten komentarz! :)

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Sven: Tak się składa że też znam Szwecję ale nieco od innej strony- querrowa otwartość jest bardziej fasadą, zwłaszcza w kręgach osób wykształconych. „Zwykły Svensson” nie czyta takich tekstów, nie zna takiej retoryki i jest tak samo pełen przesądów jak „zwykły Kowalski:”, a czasami odnosze wrażenie, że nawet bardziej. „Radykalne pzredszkola” to odległa przeszłość, teraz podkreśla sie biologiczną płeć dziecka od niemowlęcia, bardziej nawet niż w Polsce. Nie należy zapominać, że Szwecja to mały kraj, na perfyferiach Europy.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    MM

    ja znam głównie środowisko akademickie w Szwecji oraz czytam ich prasę, w której autorami są głównie ludzie w jakiś sposób z tym środowiskiem powiązani- tam queer króluje, i to nie tylko wśród homoseksualistów.
    Oczywiście, że przeciętny Szwed tych teorii nie zna a jeśli chodzi o jego tolerancyjność, jest z nią, jak wszędzie tak, że np. w miastach jest jej więcej niż na wsiach, wśród wykształconych więcej niż wśród robotników itd. itp. Generalnie jednak, w związku ze słynnym prawem Jante (mentalność polegająca na tym, by się nie wyróżniać) jest dość duża tolerancja dla tzw. ,,zwykłych gejów” a stosunkowo mała dla tych ,,dziwniejszych”. Bo w Szwecji w ogóle nie należy być zbyt innym niż reszta.

    Co do przedszkól nazywanych ,,könsneutrala förskolor” (neutralnych płciwo, zgoogluj sobie ten termin i zobaczysz dokładniej ile ich jest i gdzie dokładnie). Wszystkie są dofinansowywane przez państwo i bardzo promowane różnymi ulotkami itp. Natomiast we wszystkich szkołach, nauczyciele są zobowiązani ustawą do ,,przeciwdziałania rolom płciowym”. Wszystkie książki dla dzieci napisane przez szw. autorów muszą być najpierw ,,genusvinklad”, czyli przebadane przez specjalistów pod względem ról płciowych, które nie mogą być zbyt tradycyjne. Jeśli np. pisarz napisze książkę o chłopcu grającym w hokeja, jest proszony przynajmniej o dopisanie, że np. bohater lubi też kwiatki albo że bawił się lalką. Inaczej książka może nie zostać wydana. Firma Toys’R'us wprowadzająca w każdym kraju (nawet w sąsiedniej Danii) podział swoich produktów na zabawki chłopięce i dziewczęce została w Szwecji zmuszona do zniesienia tego podziału w swoich katalogach. itp. itd. ..
    Inna sprawa, że faktycznie ostatnio zaczęła panować moda na kobiecość i męskość wśród młodzieży. Szwedki nie chodzą już tylko w jeansach i dresach jak kiedyś, niektóre nawet zaczynają nosić buty na obcasach. I całe szczęście.

    A poza tym mam zawsze problem z tym jak ktoś mówi o ,,takich samych” uprzedzeniach, bo nie wiem jak to definiuje. Jeśli myślisz np. o tym, że przeciętny człowiek, który nigdy nie widział geja jest skonfudowany, gdy ma z nim po raz pierwszy kontakt, albo że nie każdy popiera adopcje homoseksualną, to zdecydowanie racja. Natomiast, moim zdaniem, przeciętny Svensson jest bardzo poprawny politycznie i nawet jeśli ma jakieś uprzedzenia stara się ich nie okazywać. Poza tym statystyki mówią dość wyraźnie o tym, że w skali całego społeczeństwa jednak Szwedzi wiedzą na temat gejów zdecydowanie więcej niż Polacy, są bardziej otwarci w kwestii praw mniejszości itp. Co oczywiście absolutnie nie wyklucza, że także tam można się spotkać z dyskryminacją, chamstwem itp. a nawet tego, że komuś tak się akurat przytrafi, że zazna ich więcej niż w Polsce.

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Zgoda co do większości Twoich obserwacji. Wychowałam sie w Szwecji, stąd jednak patrzę może trochę w inny sposób. Poprawnośc polityczna Szwedów jest bardzo powierzchowna, pod tą powierzchnią kryje się często żywioł nietolerancji. Szczególnie jest to widoczne w małych miasteczkach i na wsi. Zdarzyło mi się jednak także spotkać z kolosalnymi uprzedzeniami w elitarnym środowisku akademickim. Co ciekawe, bardziej wymierzone przeciwko lesbijkom niż gejom. Z tym że Svensson z doktoratem prędzej zdradzi się ze swoimi przesądami przy „swoich” niż przy „obcych” co znów jest kolejnym przyczynkiem do historii o nietolerancji.
    Natomiast co do Jante to dominuje ono i w wielkim mieście, i na małej wsi.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    MM
    ,,co do Jante to dominuje ono i w wielkim mieście, i na małej wsi”

    ale na wsi bardziej niż w mieście; może ze zresztą na wsi zawsze jest trochę Jante… . W Polsce też … .

    Natomiast, widzisz, ja w ogóle nie lubię nawet tego powiedzenia ,,poprawność polityczna”, którego tu użyłem. Dla mnie jest to postawa wywołana po prostu odpowiednią edukacją. W Polsce ktoś kto ma uprzedzenia wobec lesbijek lub gejów, jest przekonany, że jest po tej właściwej stronie, która ustala co jest O.K. a co nie, że może nawet broni jakichś wartości. W Szwecji najczęściej wie, że to nie jest całkiem w porządku, że trzeba się powstrzymać z pewnymi opiniami albo się nad nimi zastanowić. W Polsce udało się taką poprawność polityczną częściowo uzyskać w kwestii Żydów. W innych sprawach niestety nie… .

    Ja w Szwecji grałem w piłkę w amatorskiej drużynie w Göteborgu, która byłą moim jedynym poważniejszym kontaktem ze światem pozaakademickim. Kiedyś przyznałem się ,,kim jestem”. Było duże zaskoczenie (ty? ale jaja, nie wyglądasz), ale też dużo stereotypów i obaw. Na początku niektórzy usuwali się trochę szybciej z szatni, inni zaczęli brać prysznic w gaciach choć wcześniej tego nie robili, ale ,,próbowali” być choć trochę tolerancyjni a po miesiącu zachowywali się normalnie i do dziś się z nimi przyjaźnie. Moim zdaniem bez tej ,,podstawy” jaką daje polityczna poprawność (nawet jeśli zakrywa tylko uprzedzenia a nie niszczy ich) nie wyglądałoby to w ten sposób. Myślę, że w Polsce reakcje byłyby o wiele gorsze.
    Jestem natomiast przekonany, że tu pomogło tylko i wyłącznie to, że mimo, iż byli to w 70% kolesie, którzy interesowali się tylko laskami, sportem i autami, gdzieś kiedyś usłyszeli, że to nie jest w porządku wykluczać kogoś dlatego, że jest homo.
    Z całą pewnością nie było to zasługą tego, że może kiedyś ktoś w przedszkolu czy szkole próbował z nich zrobić dziewczynki lub opowiadał im, że nie ma płci… .

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    … jeszcze jednak uwaga – czasami myślę sobie, że w Szwecji potrzebna była ta cała „re-edukacja”, ta rewolucja w sposobie prezentowania się i może trochę w wartościach, przynajmniej tych deklarowanych. Kultura szwedzka jest o wiele bardziej „nierównościowa” niż polska, nadal różnice między płciami są ogromne a granice dużo ostrzejsze niż w Polsce. Np. istnieje mnóstwo potężnych norm które definiują kobiecość a wyjątki sa bardzo niemile widziane. „Dziewczyny w jeansach” są „ljuva” – nawet nie wiem jak po polsku oddać to słowo, ono ma pierwszorzędne znaczenie dla kobiety w Szwecji, nie można nie być ljuv. Nawet jeśli ma sie na sobie jeansy, albo ma się w nosie kolczyk.
    Po tych wszystkich latach programowego zrównywania ludzi nierówności głęboko zakorzenione w kulturze i w świadomości społecznej niekiedy bywają większe, a często pewno bardziej niewzruszalne niż w Polsce z jakichkolwiek czasów które pamiętam.
    Nie znaczy to, że odrzucam szwedzka kulturę, wręcz przeciwnie. Ale widzę, jak ciężko jest porównywac kultury tak, by miało to sens.

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Również nie lubię określenia „polityczna poprawność” – używałam jej dlatego że Ty jej użyłeś. Zgadzam się z tym co napisałeś tu powyżej o piłkarzach z Göteborga.
    Natomiast nie do końca zgadzam się, że nie powinno się było tłumaczyc szwedzkim dzieciom że płeć jest luźną kategorią – to inna kultura, z własnymi problemami, z własnym garbem. Tak samo jak w Polsce potrzebne i słuszne jest tłumaczenie dzieciom że Żydzi i Polacy są braćmi od wieków. Tak, myślę że są braćmi i siostrami, ale nasza wspólna długa historia ma mnóstwo zakrętów… jednak punkt wyjścia – powinien być taki. Nie wiem zresztą, ale nie mam lepszego pomysłu.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    MM

    Może ja faktycznie znam bardzo konkretne środowisko w Szwecji. Fakt, że np dużo się mówi o tym konserwatywnym podejściu do równouprawnienia na północy. Nie miałem tego jednak okazji sprawdzić.
    Albo o tych wyobrażeniach na prowincji, iż każdy facet musi grać w hokeja itp.

    Ale w dużych miastach, wśród inteligencji a w szczególności wśród ludzi o nastawieniu lewicowym, tego unisexu jest dużo i jest straszliwie radykalny. Moim zdaniem jest to wojna wypowiedziana ludzkiej tożsamości, w tym wypadku płciowej. I o ile jeszcze w Norwegii czasem ktoś to krytykuje, w Szwecji prawie nikt się nie ośmiela publicznie. I niby wszyscy są z tym strasznie szczęśliwi a jednak moje polskie znajome, które jeździły do Szwecji, mówiły, że wielu facetów dawało im zniżki w sklepie, gdy dowiedzieli się, że są Słowiankami. Na początku nie rozumiałem w czym rzecz- w Szwecji jest na tyle pięknych blondynek, że raczej nie chodziło o to o co w podobnych sytuacjach chodzi we Włoszech. Zacząłem rozumieć kiedy zapraszałem Szwedów do odwiedzenia Polski i prawie zawsze słyszałem: ,, o chętnie, tym bardziej, że Polski podobno są takie kobiece i pełne ciepła, może nawet jakąś poznam?”.
    Podobnie Szwedki, które miały okazję widzieć Polskę 8 marca dostawały orgazmów na widok szarmanckich zachowań tutejszych mężczyzn. To znaczy najpierw musiały oczywiście powiedzieć, że to strasznie patriarchalne. Pod koniec dnia uznały, że to mimo wszystko ,,taaaakie słooodkie”.

    P.S. Swoją drogę jest coś w tym, że Szwedzi mówią, że są ,,lagom” a tymczasem wszystko tam jest ekstremalne. I pewnie tak też jest z tymi normami: albo jest ich mnóstwo i są silne albo jest radykalne zaprzeczanie wszelkim możliwym normom. Im by się faktycznie przydało trochę prawdziwego umiaru … .

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Ludzie są różni.
    Mnie się unisex podoba.
    Uwielbiam androgyniczność.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Ja też nie mam nic do tego, że ktoś jest androgyniczny. Nie lubię natomiast , że robi się z tego pewien wymóg, że jest elita, która twierdzi, że człowiek wyzwolony jest androgyniczny a ten, który jest stereotypowy jest kobiecy/ męski. Wielu ludzi nie czuje się w tym dobrze.
    Ja sam, nie mam nic do przegiętych gejów ani nawet przegiętych heteryków (są tacy, np w środowisku artystycznym). Denerwuje mnie tylko to, że środowisko gejowskie zajmując się queerami stwarza przy okazji nową normę ,,zniewieściałego geja”.
    Ja zawsze kochałem sport, samochody, technikę, przyjaźniłem się z facetami a nie kobietami i przez długi czas nie mogłem zrozumieć, że jestem homo. Przecież jeśli podobają mi się faceci to muszę kobieco chodzić, wyginać nadgarstek itp. A jak już sobie zdałem z tego sprawę, wiedziałem, że przynajmniej ci najlepsi znajomi będą mnie akceptować, ale panicznie bałem się tego, że zaczną mnie nagle traktować jak ,,babę” i kwestionować moją męskość. Tzn. nie jakoś na chama, ale w ogólnym postrzeganiu. A dla sportowca ,,męskość” rozumiana jako pewien ,,power” ma duże znaczenie.

  • jacek

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    wszyscy licza na europride i sie przelicza. pare kilometrow przemarszu – chcoby nei wiem z jak pieknymi ciasteczkami – nie zalatwi nam zwiazkow ani poprawy stytuacji, tym bardziej haslo parady zupelnei do kitu. tu trzeba czegos mocniejszego, jakiegos ducha walki. parada sie swietnie do tego nadaje ale jako dodatek a nie cos co ma zalatwic wszystko.

  • MM

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    @sven: całkowicie sie z Tobą zgadzam… ale wszystkie kultury maja jakiś swój garb z którym cos próbuja zrobić. Może lepiej próbować (głupio albo nie) niż nie próbować? Np. będę się cieszyć, gdy polska kultura zacznie próbować pracować nad swoją homofobią. Może właśnie z okazji Euro Pride’u? Może to będzie tak jak Festiwal Młodzieży 1955? Wszyscy zaczną sie przebierać za gejów i lesbijki?

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    MM

    Masz chyba rację, może zresztą największym problemem Polski jest to, że póki co nic ze swoim garbem robić nie próbuje… . Wciąż jednak mam nadzieję, że można pewne sprawy załatwiać bez żadnych ekstremizmów.

    O Euro Pride nie mam właściwie zdania. Takie parady powinny być, jak w Niemczech uznawane za pewien rodzaj karnawału. Dla mnie to ,,nie mój cyrk i nie moje małpy”, ale jak ktoś chce to niech się bawi. Aczkolwiek nie wiem czy Polska jest na to gotowa i trochę obawiam się utrwalania stereotypu zniewieściałych gejów.

  • Tomek Kulesza

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    „Po paradzie geje i lesbijki moga miec gozej niz w czasie slynnej akcji hiacynt.”

    Nic tak dobrze nie robi na aktywnosc polityczna jak troche opresji ;)

    „Natomiast we wszystkich szkołach, nauczyciele są zobowiązani ustawą do ,,przeciwdziałania rolom płciowym”. Wszystkie książki dla dzieci napisane przez szw. autorów muszą być najpierw ,,genusvinklad”, czyli przebadane przez specjalistów pod względem ról płciowych, które nie mogą być zbyt tradycyjne. Jeśli np. pisarz napisze książkę o chłopcu grającym w hokeja, jest proszony przynajmniej o dopisanie, że np. bohater lubi też kwiatki albo że bawił się lalką. Inaczej książka może nie zostać wydana. Firma Toys’R'us wprowadzająca w każdym kraju (nawet w sąsiedniej Danii) podział swoich produktów na zabawki chłopięce i dziewczęce została w Szwecji zmuszona do zniesienia tego podziału w swoich katalogach. itp. itd. ..”
    Czyli w skrocie, Szwedzi robia cos realnego zeby przestac reprodukowac patriarchat a tutaj poddaje sie to krytyce. No czemu nie jestem zdziwiony…

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Tomku Kuleszo
    Jeżeli tym ,,tutaj” jestem ja lub moja wypowiedź to owszem. Poddaję krytyce to co robią Szwedzi. Czemu ,,nie jesteś zdziwiony” nie wiem. W każdym razie podałem, jak mi się wydaje pewne argumenty. ,,Reprodukowanie patriarchatu” to pusty frazes, którego nawet nie rozwijasz. Ale to z kolei nie dziwi mnie, ponieważ to jest właśnie ten styl dyskusji, który poznałem w Szwecji. Oświecona kasta zrozumiała jak wybawić świat i każdy kto ma choć trochę odmienne zdanie chce po prostu powrotu do XIX wieku, krzywdy kobiet i jest homofobem (nawet jeśli jest gejem). Właśnie dlatego twierdzę, że teorie queerowe pod płaszczykiem promocji tolerancji dla różnych stylów życia, wprowadzają totalitaryzm jednego z nich: pozbawionego płci unisexu.

  • Tomek Kulesza

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Nie jestem zdziwiony, bo LGBTA nie zyja w próżni. Samo wykluczenie czy opresja nie czyni nikogo generalnie bardziej tolerancyjnym, otwartym, czy mniej tradycyjnym. A skoro Polska jest takim wlasnie (konserwatywnym) krajem, to i wypowiedzi tutaj (czyli polskie), nawet w takim miejscu jak to, będą bardziej przesiąkniete tradycyjną kulturą.

    Tak samo jak to co napisałeś. Przecież właśnie właśnie modyfikacja książek dla dzieci, systemu edukacji w kierunku eliminacji tradycyjnie rozumianych ról płciowych, które przecież są podstawą patriarchalnej kultury, jest rzeczywistym działaniem mającym na celu rozszerzenie akceptowalnych zachowań, możliwości, i wolności w ogóle. Właśnie tam następuje zmiana. Tak, żeby ci chłopcy nie musieli udawać, że nie są słabi i wrażliwi, a dziewczynki nie musiały się nie odzywać tylko być miłe i grzeczne, bo każde zostanie posądzone o dziwactwo.

    Nie wiem dlaczego to krytykujesz. mam nadzieje, ze po prostu przez przyzwyczajenie do tego, ze skoro tak bylo, to znaczy ze tak jest dobrze. Ale naprawdę nie rozumiem, co masz przeciwko likwidacji podziału zabawek w katalogach na dla dziewczynek i chłopców. Bo chłopcy z natury wolą samochodziki a dziewczynki różowe? Bo przecież piszesz (i MM też), że nie zależy wam na tym tradycyjnym podziale. Więc może to my jesteśmy radykalni, a oni są rzeczywiście „lagom”?

    O tym mówiłem, wspominając o reprodukcji patriarchatu. Ale rozumiem, że to może być zbyt aroganckie do przyjęcia, jeśli się żyje w kulturze, skoro właściwie polega to na zaprzeczeniu chyba większości jej wartości. Sam bym potraktował to co najmniej z dużym sceptycyzmem jako radykalne poglądy, 15 lat temu.

    Nie wiem jak rozumiesz unisex w tym kontekscie, skoro powiedziałeś, że androgynia ok?

    Inna sprawa, że jak teraz patrzę jeszcze raz, to nie mówiłem tylko o tobie, ale ogólnie pod wrażeniem waszej dyskusji.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Tomku

    Ty byś to potraktował ze sceptycyzmem 15 lat temu, ja być może potraktowałbym to ze zrozumieniem gdybym nie widział tego na własne oczy:)

    Nie wiem czy chłopcy wolą samochodziki a dziewczynki róż ,,z natury”, ale w przeciwieństwie do teoretyków ,,queer” nie mam też absolutnego przekonania, że tak nie jest. Są badania, które twierdzą, iż istnieje pewne podłoże biologiczne doboru zabawek, który jest statystycznie inny u obu płci. Tak czy inaczej, wycofanie podziałów płciowych w sklepach Toys’R'Us nie jest moim głównym zarzutem wobec Szwecji i teorii queer.

    Jeśli chodzi o edukację i książki, problem jest bardziej złożony. Wytłumaczę o co mi chodzi na przykładach:
    Jakieś 30 lat temu rozpoczęto w Szwecji literacki Kulturkampf. Usuwano na bok ,,tradycyjne” książki, pisano równouprawnione. Np., w dobrej wierze produkowano masowo książki o miłości dla chłopców, które miały zastąpić literaturę przygodową. Wiesz jaki jest efekt? Taki, że o ile w Polsce wielu chłopców nie czyta, bo wolą gry komputerowe, w Szwecji czytanie jest wśród nastolatków stygmatyzujące jako zajęcie ,,dla bab” (chyba, że czyta się fantasy albo literaturę faktu). W związku z tym większość młodych Szwedów nie przeczytało nigdy żadnej powieści.

    Drugi przykład dotyczy organizowanych przez niektóre szkoły spotkań równouprawnieniowych z wyznawcami religii ,,queer” (ich ideologiczne zacietrzewienie nie pozwala mi nazywać tego inaczej niż ,,religią”). Ci przychodzą i mówią, że nie ma czegoś takiego jak płeć, wszystko jest produktem kultury a gdybyśmy wychowywali dziewczynki jak chłopców to zachowywałyby się jak chłopcy i na odwrót… . Tylko skąd to przekonanie? Jakie są medyczne dowody na takie teorie? Moim zdaniem nie ma żadnej różnicy pomiędzymi ,,teoretykami queer” a kreacjonistami. Jedni i drudzy stwierdzili, że pewne teorie nauk biologicznych im nie pasują, więc należy je po prostu odrzucić i wszystkim będzie lepiej.

    Problem w ogóle polega na tym, iż nie tylko polski, ale także szwedzki stosunek do tych spraw jest pewnym tworem kulturowym. Skąd możesz wiedzieć jaki jest człowiek ,,przed kulturą” i co jest nam tak naprawdę narzucane? W Europie jest kilka lub kilkanaście cywilizowanych, stosunkowo tolerancyjnych państw a jednak tylko państwa skandynawskie a w szczególności Szwecja podjęły zmasowany atak przeciwko płci. Co jest kulturą a co stanem, w którym nie działa jej opresywna moc? Dawanie dziewczynkom lalek w polskich domach czy odbieranie ich w szw. przedszkolach ?
    Moim zdaniem sytuacja szw. jest jedynie wytworzeniem nowych, przeideologizowanych i niemądrych stereotypów.
    Oczywiście łatwo jest w pierwszym odruchu poprzeć te teorie, gdy np. pomyśli się o dresiarzach z parad, którzy czują się męscy gdy krzyczą ,,Pedały do gazu!” Nie mam jednak żadnej gwarancji, że zabieranie im samochodzików w dzieciństwie coś by dało.
    Nie wiem też czym się bawił Kaczyński lub Niesiołowski. Wiem natomiast, że w Polsce jedną z pierwszych osób, które udzieliły wywiadu portalowi gejowskiemu był P. Saleta. Nie posądzałbym go raczej o brak męskiej tożsamości (prędzej uwierzyłbym w zabawy lalkami w przypadku Kaczyńskich choćby). Nie mam więc przekonujących dowodów na to, iż dekonstruowanie tożsamości zwalczyłoby homofobię czy inne złe zjawiska.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    ,,Nie wiem jak rozumiesz unisex w tym kontekscie, skoro powiedziałeś, że androgynia ok?”

    Androgynia O.K. jeśli ktoś czuje się androgyniczny. Większość mężczyzn czuje się męska a kobiet- kobieca. Unisex rozumiem jako celowe, polityczne likwidowanie tej sytuacji oraz straszne nudziarstwo. W kontekście ,,szwedzkim” rozumiem to też jako przymus kulturowy i niespełnialną obietnicę. Mniej więcej od ’68 roku obiecywano im, że ,,zrzucą balasty” kultury i będzie super. Tymczasem dziś co raz więcej z nich ma tego dosyć.
    W Polsce taki unisex występuje w środowisku LGBT i tego dosyć mam z koli ja:)

  • Tomek Kulesza

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Uh, to się robi strasznie długie, ale:

    „Ty byś to potraktował ze sceptycyzmem 15 lat temu, ja być może potraktowałbym to ze zrozumieniem gdybym nie widział tego na własne oczy:)”
    Widziec na wlasne oczy to nawet gorzej niz slyszec o koncepcji, wiekszy szok. Point is: trudnosc polega na tym, ze trzeba odrzucic wlasne przekonania na temat tego co sluszne w spoleczenstwie, czesto nawet nieuswiadomione, ale mocno zinternalizowane.

    „Nie wiem czy chłopcy wolą samochodziki a dziewczynki róż z natury”, ale w przeciwieństwie do teoretyków ,,queer” nie mam też absolutnego przekonania, że tak nie jest.”
    Tez nie wiem. Nie znam tez nikogo kto by mial co do tego absolutne przekonanie.

    „Są badania, które twierdzą, iż istnieje pewne podłoże biologiczne doboru zabawek, który jest statystycznie inny u obu płci.”
    :) Słyszałem o dwóch. W Polsce oczywiście nagłośnionych. Nie zrobiły na mnie wrażenia. Za to wiem, że w procesie socjalizacji społeczeństwo wywiera spory nacisk na kulturowo słuszny dobór zabawek itp. Co jest przecież przymusem kulturowym, o którym piszesz, że go nie lubisz.

    Swoja droga, to zabawne, ta statystyka. Ludzie bardzo chetnie zwracają uwagę na różnice, nawet niewielkie, między średnimi wartościami wśród obu płci. (które oczywiście w realnym świecie istnieje, jakby ktoś zaczął myśleć, że temu zaprzeczam) Jednak najczęściej fakt, że różnica między tymi średnimi jest kompletnie nieistotna w porównaniu z rozkładem cechy… a to dotyczy również wielu cech biologiczny. Choć takie postrzeganie nie jest zaskakujące, chyba.

    „Jeśli chodzi o edukację i książki (…) większość młodych Szwedów nie przeczytało nigdy żadnej powieści.”

    Ok, zakladajac ze tak jest (a nie, że po prostu w dzisiejszych czasach ksiazki sa nieatrakcyjne w porównaniu z komputerami, bo w polsce tez chyba malo kto czyta lektury, ktore sa poddawane inzynierii spolecznej raczej w przeciwnym kierunku). Jaki z tego wniosek? Bo dla mnie taki, ze gdzies popelniono blad, pracujac za malo nad tym, zeby chlopcy nie definiowali swojej tozsamosci w opozycji do kobiecosci.

    Ale nie wiem co ty sadziesz. Moze wolisz, zeby płcie tak sie definiowaly, i nie mogly tykac rzeczy przeciwnej bez dyskomfortu i naruszenia tozsamosci.

    Ale to dziwne tutaj, na tym portalu, biorac pod uwage to jak duzo homofobia, meska, zawdziecza wlasnie temu, ze heteroseksualnosc jest kluczowa dla definicji meskosci.

    „Drugi przykład dotyczy organizowanych przez niektóre szkoły spotkań równouprawnieniowych z wyznawcami religii ,,queer” (ich ideologiczne zacietrzewienie nie pozwala mi nazywać tego inaczej niż ,,religią”)”
    No prosze cie… jestem ateistą, i to nawet interesujące posłuchać jak komuś religia kojarzy się ze złem, no ale może pozostańmy przy tradycyjnej definicji religii?

    „Ci przychodzą i mówią, że nie ma czegoś takiego jak płeć, wszystko jest produktem kultury a gdybyśmy wychowywali dziewczynki jak chłopców to zachowywałyby się jak chłopcy i na odwrót…”
    Mam nadzieje, ze zdajesz sobie sprawe, ze chodzi o gender a nie sex? I ze to, generalizujac, prawda?

    „Tylko skąd to przekonanie? Jakie są medyczne dowody na takie teorie? (…)”
    Medyczne? Tzn, naukowe? Swoja droga, to ciekawe, a jakie sa dowody na przeciwna teze? ;)
    Powaznie, to jest sporo przeslanek. Ale to strasznie duuuuży temat…

    „Moim zdaniem sytuacja szw. jest jedynie wytworzeniem nowych, przeideologizowanych i niemądrych stereotypów.
    Oczywiście łatwo jest w pierwszym odruchu poprzeć te teorie, gdy np. pomyśli się o dresiarzach z parad, którzy czują się męscy gdy krzyczą ,,Pedały do gazu!” Nie mam jednak żadnej gwarancji, że zabieranie im samochodzików w dzieciństwie coś by dało.”
    A moim zdaniem jest wytworzeniem nowych, ideologicznych (podobnie jak stare tez sa ideolo), i mądrych (vide psychiczne korzysci z androgynii) mozliwosci okreslania tozsamosci plciowej.

    Ale masz racje, nie sadze, ze to panaceum na homofobie (chociaz trudno mi sobie wyobrazic sytuacje w ktorej cos takiego byloby przeprowadzane w panstwie w ktorym homofobia jest nieakceptowana – vide powyzszy przyklad z ultrameskim srodowiskiem wyzej.

    „(…) tylko państwa skandynawskie a w szczególności Szwecja podjęły zmasowany atak przeciwko płci.(…)”
    Ej,no ,zmasowany atak przeciwko plci? Come on… naprawde odbieraja lalki w szwedzkich przedszkolach? Lotne queerbrygady na wzor IR-CHu? ;)

    „(…) Polsce jedną z pierwszych osób, które udzieliły wywiadu portalowi gejowskiemu był P. Saleta. Nie posądzałbym go raczej o brak męskiej tożsamości (…) Nie mam więc przekonujących dowodów na to, iż dekonstruowanie tożsamości zwalczyłoby homofobię czy inne złe zjawiska.”

    Nie tylko o gejow tu chodzi. Geje (i bi) akurat sa w awangardzie rekonstrukcji meskiej tozsamosci (o, nawet czytalem przed chwila prace naukowa z ktorej to wynikało, moge link podrzucic.).

    http://74.125.155.132/scholar?q=cache:wF52PnxR8owJ:scholar.google.com/+Inwentarz+do+oceny+p%C5%82ci+psychologicznej+(IPP)+A.+Kuczy%C5%84skiej+(1992&hl=pl&lr=lang_pl&as_sdt=2000

    Swoja droga, meskosc nie wyklucza kobiecosci, na tym polega androgynia, wiec Saleta moze akurat nie byc hipermeski. Ale tak czy inaczej…

    „Androgynia O.K. jeśli ktoś czuje się androgyniczny. Większość mężczyzn czuje się męska a kobiet- kobieca. Unisex rozumiem jako celowe, polityczne likwidowanie tej sytuacji oraz straszne nudziarstwo. W kontekście ,,szwedzkim” rozumiem to też jako przymus kulturowy i niespełnialną obietnicę. Mniej więcej od ’68 roku obiecywano im, że ,,zrzucą balasty” kultury i będzie super. Tymczasem dziś co raz więcej z nich ma tego dosyć.
    W Polsce taki unisex występuje w środowisku LGBT i tego dosyć mam z koli ja:)”

    Hm. Chodzi o psychologiczna androgynie. O to, ze kobieta moze byc stanowcza bez tracenia identyfikacji z kobiecoscia, zeby wlasnie mogla nadal czuc sie kobieca. I vice versa. W tym chyba nie ma zadnego nudziarstwa? Bo nie chodzi przeciez o to, zeby wszyscy ubierali sie tak samo, czy nawet wtlaczaniu ludzi w jakies charakterologiczne ramy – choc to nie przypadek, ze psychiczna androgynia jest od jakiegos czasu uznawana za cos, uh, pozadanego? Bardziej efektywnego? No generalnie tacy ludzie lepiej sobie radza.

    Temu sluza te straszne czytanki. A przymus kulturowy? Czym rozni sie nacisk na to, zeby czytanki nie dawaly jednego wzorca od akceptacji binarnego genderowego podzialu, status quo? Mi to drugie wydaje sie bardziej przymusowe. Naprawde Szwedki i Szwedzi maja dosyc i tesknia za patriarchatem?

    A co do polskiego LGBT i unisexu, to co masz na mysli, tak konkretnie? Ze lesbijki chodza w spodniach zbyt czesto? No coz, moze im tak wygodniej :D

    Czy moze po prostu chcialbys, zeby plcie mialy jasno okreslone, latwo rozroznialne i dychotomiczne role? Ok, twoja wola, ja oczywiscie preferuje inaczej.

    „Tak czy inaczej, wycofanie podziałów płciowych w sklepach Toys’R'Us nie jest moim głównym zarzutem wobec Szwecji i teorii queer.”
    To co jest? To znaczy, poza tym, że to religia ;) Wojna przeciwko płci? Myślę, ze problem polega na tym, że traktujesz – mam nadzieje, ze instynktownie – tradycyjna koncepcje plci jako „naturalna”, homeostatyczna, ktora trzeba na sile zmieniac. Moim zdaniem, to po prostu starcie dwoch koncepcji a odrzucanie zmiany bo jest zmiana jest strasznie… konserwatywne?

    Rzeczywiscie elaborat się z tego zrobił…

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    Tomku

    Sorry, ale irytuje mnie ton Twojej wypowiedzi kiedy masz nadzieję, że ja krytykuję coś ,,instynktownie”. Mylisz się. Czytałem trochę na ten temat i najwyraźniej w przeciwieństwie do większości osób z ruchu LGBT nie uznałem tego za prawdę objawioną, ponieważ widzę tysiące słabych stron tego rodzaju teorii. Naprawdę wydaje Ci się, że teorie genderowo- queerowe można albo znać i przyjąć jako świętą prawdę albo ich nie znać i odrzucać instynktownie dlatego, że jest się zamkniętym w swojej kulturze?

    Moim zdaniem przykład Swecji dokładnie pokazuje, iż są one bajką. Dziwisz się np., że ludzie bardzo chętnie zwracają uwagę na różnice między płciami. Nie daje Ci to do myślenia? Feministki uczyniły z Graya (czy jak się nazywał ten od kobiet z Wenus i mężczyzn z Marsa) swojego głównego wroga. Jednak z jakiegoś powodu ludzie właśnie lubią czytać o różnicach a nie o tym, że ich nie ma. W Szwecji przez ponad 30 lat próbowano w ich zamkniętym prowincjonalnym świecie stworzyć ,,nowego człowieka”. Potem świat się zmienił. Dziś państwo nie może już tak sterować wydawnictwami, pojawiły się prywatne stacje telewizyjne i internet. I co się okazało? Np. to, że w dobie wolnego wyboru dziewczynki i tak najczęściej chcą zabawki z ,,Hello Kitty” a chłopcy autka, że ich zainteresowania są statystycznie inne itp.

    ,,Mam nadzieje, ze zdajesz sobie sprawe, ze chodzi o gender a nie sex? I ze to, generalizujac, prawda?”
    Mam nadzieję, że Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że Judith Butler a za nia inni teoretycy queer poddają w wątpliwość istnienie tej dychotomii, a co za tym idzie jakichkolwiek różnic biologicznych.

    Pytasz czy chcę aby chłopcy definiowali się w opozycji do kobiecości. Nie wiem czego chcę. Ja po prostu nie wierzę aby mogło być inaczej, przynajmniej jeśli chodzi o heteroseksualistów a większość ludzi jest heteroseksualna i trzeba z tym jakoś żyć:)
    Wszystko co piszesz to jedna wielka ideologia, której ja nie przyjmuję. Nie zauważyłem np., żeby dekonstruowanie płci komukolwiek pomagało. Wręcz przeciwnie. Wychowałem się pół na pół w Holandii i w Polsce, do Szwecji pojechałem jako student. Nigdy wcześniej w tych dwóch pierwszych krajach nie spotkałem tak wielkiej ilości ludzi, którzy mają problemy z płcią przeciwną i ułozeniem sobie z kimś życia.

  • sven

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    ,,Naprawde Szwedki i Szwedzi maja dosyc i tesknia za patriarchatem?”

    W patriarchat najpierw trzeba wierzyć, żeby za nim tęsknić.

    ,,Come on… naprawde odbieraja lalki w szwedzkich przedszkolach?”
    W tzw. ,,przedszkolach neutralnych płciowo”. do których swoje dzieci posyłają feministki owszem. Zazwyczaj w o ogóle nie ma tam zabawek kojarzonych z jedną płcią. Nie ma autek, nie ma lalek.

    I na koniec: unisex w ruchu LGBT nie denerwuje mnie dlatego, że lesbijki noszą spodnie. Chodzi o to, ze ja np. nie czuję się bardzo dyskryminowany tym, że jakiś 15- latek budując swoją męską tozsamość (co wydaje mi się normalne) powie sobie jakiś głupi żart o ,,pedałach”. Znacznie bardziej dyskryminuje mnie powiedzenie, iż ,,Geje (i bi) akurat sa w awangardzie rekonstrukcji meskiej tozsamosci”. Ja akurat nigdy nie czułem się ani trochę bardziej ,,nowoczesny” i ,,awangardowy” pod tym względem.

    P.S. Chyba źle zrozumiałeś z tymi książkami. Tu nie chodzi o czytanki w podręcznikach. Zwracanie uwagi na to, że dziś kobiety pracują a mężczyźni mogą dobrze opiekować się dziećmi jest zupełnie O.K. i nie występuje tylko w Szwecji. Natomiast tylko tam prowadzi się genderową cenzurę literatury dziecięcej. Wszystkie jej postaci muszą być ,,niestereotypowe” a co za tym idzie dalekie od życia dzieci, do których są kierowane. Także w Szwecji większość chłopców woli czytać o piłce nożnej, przygodach i silnych postaciach niż o Kalle, który czasem pograł w hokeja, ale najbardziej lubil swoją różową sukienkę i kwiatki. Dlatego cieszy mnie, że nie spędziłem dzieciństwa w feministycznej szw. rodzinie i mogłem spokojnie kupować holenderskie albumy o Oranje i czytać polskie ksiązki Niziurskiego… .

  • Yogi

    [Re: O teorii i praktyce, czyli co ma piernik do wiatraka]

    No i co to ma niby zmienić droga do zmian w naszym kraju jest trochę inna samo szokowanie nic nie da co więcej jest to woda na młyn wszystkich tych, którzy gejami straszą bo jak sądzę będzie to dość widowiskowe dla mediów wydarzenie i pewnie nawet Pan Pospiszalski zrobi o tym wnikliwy program … może by tak pomyśleć o innym podejściu do sprawy i próbie zmiany wizerunku geja w polce bo mamy 2 jeden to przygłupia ciotka ze skeczy (uroczo ciamajdowato przegięta) drugi to gejowski aktywista biegający z flagą po ulicach, choć czasami to ta sama osoba :) chciałbym trzeci normalnego geja człowieka mieszkańca żyjącego w sąsiedniej klatce, płacącego podatki obywatela, jednego z nas co o tym myślicie może pomyślcie o takim szokowaniu Polskiego zacofanego społeczeństwa :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa