Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”

Najnowszy numer pisma internetowego InterAlia (www.interalia.org.pl) przedstawia cykl referatów przygotowanych na polsko-angielską konferencję, która odbyła się w lipcu Manchesterze. Po lekturze skryptów czuję się rozczarowany. Polska recepcja teorii queer zamknęła się w elitarnym gronie pracowników akademickich, zwłaszcza tych, którzy zajmują się kulturą obszaru anglojęzycznego. A tymczasem zaniedbana na etapie wstępnych rozpoznań polska rzeczywistość wręcz domaga się porządnych badań, analiz, interpretacji, podwalin pod strategię działań LGBTQ, które mogłyby pójść w parze z ruchem oddolnym, ulicznym, niewątpliwie bardziej widocznym. Skoro teoria queer jest na tyle atrakcyjna, by debatować na temat polskiej sprawy w Anglii, to dlaczego nie podebatować o tu i teraz? Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo zajmować się tematyką LGBTQ na polskich uczelniach, gdy ma się na widoku habilitację lub trzeba zarabiać pieniądze na spłatę kredytu mieszkaniowego. Choć uniwersytety powoli otwierają się także na ten temat.

InterAlia próbują łączyć oba światy, ale niestety wciąż pozostają zbyt elitarne i hermetyczne dla przeciętnego odbiorcy. To oczywiście wynika również z tego, że teoria queer jest dziedziną humanistyki. Ostatnie działania Rafała Majki, redaktora serwisu, który objeżdża festiwale gejowsko-lesbijskie z wykładami, są dobrym przykładem. Podobnie działania KPH, które w ramach swoich queer studies zaprosili śmietankę polskich gender i queer studies.

Najbardziej irytujący jest fakt wpychania wszystkiego do worka z napisem „queer”. Ostatnio wszystko jest „queerowe” – a skoro wszystko, to tak naprawdę przestaje mieć znaczenie i zbywa z powierzchni debaty publicznej słowa „gej” czy „lesbijka” (Joanna Mizielińska idzie dalej, zauważa, że w Polskiej recepcji „queer” znaczy „gej”). Zenit w „queerowości” osiąga Krystian Legierski, upomniany przez wspomnianą Joannę Mizielińską w książce „Płeć, ciało, seksualność. Od feminizmu do teorii queer”, który niedawno podczas swojej audycji w TOK FM stwierdził, że skoro były ambasador arabskiego kraju był playboyem, to był bardzo „queerowy”. Ale my, nieakademicy, nie musimy znać skomplikowanych teorii Judith Butler czy niedostępnych książek anglojęzycznych, które ukażą się w Polsce za trzydzieści lat (jak dobrze pójdzie). Mnie interesuje „tu i teraz”. Chcę książek takich jak „Rykoszetem” Agnieszki Graff, „Miłość i demokracja” Tomka Kitlińskiego i Pawła Leszkowicza czy „Fantazmat zróżNICowany” – kamieni milowych, wciąż niedocenionych, które ułatwiają rozpoznanie i zrozumienie polskiej rzeczywistości.

Wciąż nie wiem, w jakim punkcie się znajdujemy. Jak zmotywować społeczeństwo do akceptacji osób homoseksualnych? Jak przyciągnąć nowe osoby do ruchu? Jaką przyjąć strategię działania? Ulica? Uczelnia? Lobbying polityczny? Pozwy do sądu? Coming out? Analizy? Kluby? Mówi się, że wszystkie eventy homicze procentują, każdy jest ważny jako kamyczek wrzucony do rzeki. Ale nie wierzę w to. Ostatnie działania, warszawskie happeningi czy demonstracje to porażka [zob. np frekwencję imprezy z szafą pod pomikiem Kopernika, szeroko i negatywnie komentowaną na łamach GW – red.]. Może jednak nie to jest ważne. Może w takim razie nic nie robić, skoro i tak nie wychodzimy krok dalej. A może właśnie np. marsz wrocławski, pierwszy i głośny, to wspaniały moment przełomu? Z drugiej strony pamiętam swoje początki w roli geja dziewięć lat temu (choć brzmi to dziwnie, słowo „rola” dobrze opisuje moje wrażenia) – totalna posucha, niezrozumienie, społeczno-polityczna nieobecność.

Ostatnio po dyskusji w prywatnym gronie wyszedłem przybity. Okazało się, że nie zdołaliśmy wynegocjować żadnego rozsądnego rozwiązania, nawet teoretycznego i utopijnego. Nasze spotkania okołohomicze odbywają się regularnie w różnym gronie prywatnym od dwóch lat. Nie zawsze było to bicie piany? Czasem wpadaliśmy na genialne pomysły (akcja Dzień Wychodzenia z Szafy, HomoWarszawa, wielki transparent na paradę równości; zwłaszcza ze znaczącym wkładem intelektualnym i fizycznym Wojtka Szota, Ygi Kostrzewy, czy połówki Barbie Girls). A jednak pozostaje w głowie pewna niemożność. Ja chcę rejestrowanych związków partnerskich natychmiast, jak skandowali uczestnicy i uczestniczki wrocławskiego marszu. Jak to uczynić? A może po prostu robić swoje, nie zważając na efekty? Kiedyś musimy odnieść jakiś znaczący sukces. No, właśnie – ileż można czekać?

Jak widać również i ja mam postawę roszczeniową. Wynika ona z rozczarowania naszymi działaniami, brakiem pomysłów, pieniędzy, czasu zmarnowanego na działania, spektakularnych sukcesów, chęci LGBTQ, motywacji, odbija się to na organizacjach, które jednak doceniam i szanuje. Dlatego niniejszy tekst będzie przefiltrowany przez poczucie bezradności „lekko” sfrustrowanego geja.

Chciałbym zacząć omówienie InterAliów od najczęściej przywoływanego artykułu, który został opublikowany na Homikach.pl. Tomek Kitliński i Paweł Leszkowicz w tekście „Klęska postępowej polityki gender i queer studies w Polsce? – Dwadzieścia lat minęło z naszej perspektywy. I NIC” postulują zmianę strategii działań, gdyż zawinili politycy i my sami, wejście w obszar polityki, uczenie się od krajów, w których utopia urzeczywistniła się (prawo do przerywania ciąży, rejestrowane związki partnerskie osób tej samej płci). Oczywiście, zgadzam się i równocześnie nie dowierzam, że ruch feministyczny nie dorobił się wielu polityczek. A skądinąd wiem, że były wewnętrzne debaty o tym, czy wchodzić do polityki, czy też nie brudzić się nią. Niedawne działania Magdaleny Środy, Agnieszki Grzybek i innych feministek startujących w wyborach to dobry krok. Tak samo jak zbieranie podpisów pod ustawą o parytetach (ja już złożyłem swój podpis!). Tomek z Pawłem postawili dość nieoczekiwaną diagnozę w dobie coraz bogatszych organizacji i niezliczonych wydarzań LGBTQ. Ja bym chciał jednak poznać drugą część odpowiedzi – jak to uczynić?

Pisze o tym Tomek Sikora w „Możliwe/Pożądane. Odmieńcze odczytanie standardowej narracji LGBT w Polsce”. Według Sikory kryzys „polityki tożsamościowej zakorzenionej w liberalnym sposobie myślenia” to idealny moment na zmiany. Kryzys może wyzwolić twórczy potencjał, zrodzić nową jakość. W tekście pada ważna wypowiedź: „Z całą pewnością potrzeba nam również bardziej krytycznej analizy nowoczesnego kapitalizmu w relacji do praktyk i tożsamości seksualnych”. Tyle tylko, że przeciętny gej i przeciętna lesbijka nie wikła się w dywagacje o tym, jaką krzywdę wyrządza nam „zaraza neoliberalizmu”. To są projekty krytyczne, o których można pogadać w klubach Krytyki Politycznej, w otoczeniu ambitnych doktorantów, a nie w kolejce po bułki czy na forach internetowych. Zabrzmiało malkontencko – ale nie wyobrażam sobie ruchu LGBTQ sprowadzonego do salonowego klubu. Choć istotne jest intelektualne zaplecze działań, stawianie diagnoz, pisałem o tym we wstępie – jest przynajmniej o co się spierać.

Joanna Mizielińska (tekst: „Ponadnarodowe spojrzenia na teorię queer w Wielkiej Brytanii i Polsce – wyzwanie dla angielsko-amerykańskiego spojrzenia na teorię queer”) zarzuca „Replice”, że przyjęła jedyną strategię emancypacyjną, mianowicie coming outy. Drugą kwestią jest poruszanie się w obszarze niepodważalnego paradygmatu o wrodzonym homoseksualizmie, co wbrew pozorom nie musi być dobrą strategią działania (znakomity przykład z artykułem Majcherka). Do tego dochodzi pewne nieporozumienie, które jednak mnie intryguje: Mizielińska cytuje „Replikę”, w której napisano, że osoba niedefiniująca się jako homo, a jako queer, postawiona została na takim samym poziomie jak osoba, która „nie wyszła z szafy”. „Ukazuje to – pisze autorka – ogromną przepaść pomiędzy wiedzą, czym tak naprawdę jest teoria queer, a tym, w jaki sposób (nie) może być ona użyta w praktyce w Polsce i przełożona na konkretne działania polityczne”. I dalej stawia pytania: „Dlaczego większość aktywistów uważa, że coming out i polityka tożsamości oparta na naturalistycznej koncepcji orientacji seksualnej (jako biologicznie uwarunkowanej/danej) jest bardziej skuteczną strategią? Dlaczego nietożsamościowe podejście, które proponuje teoria queer okazuje się gorzej przemawiać do polskich aktywistów LGBT niż poprzedzające ją podejście tożsamościowe?”. Właśnie: dlaczego? Ulubione pytanie autorów i autorek InterAliów. Czym jest owo „nietożsamościwe podejście”? Zamiast karcić po belfersku za niezrozumienie czym „naprawdę” jest teoria queer, może warto to wyjaśnić? Nadarzyła się wspaniała okazja ku temu. Skoro pojawia się fraza o „ślepym zaułku tożsamościowej polityki LGBT”, to może warto pokazać przy okazji ten „nieślepy”? Wciąż czekam na odpowiedzi.

A na koniec ciekawostka. Jon Binnie, Christian Klesse w tekście „Badanie transnarodowych solidarności w zakresie polityki LGBTQ w Polsce” krótkie uwagi” piszą: „Ciekawym przypadkiem jest też proaktywna mobilizacja działań między aktywistami LGBTQ w miastach partnerskich, takich jak Lejda (Leiden) i Toruń albo Amheim i Lublin”. Aż chce się zapytać: którymi aktywistami??? Z Torunia, z Lublina? Czemu my ich nie znamy, a znają zagraniczni badacze. I dalej: „Jednak w ciągu ostatnich miesięcy coraz częściej spotykaliśmy się z głosami pochodzącymi od członków KPH i ILGCN, które podkreślały znaczenie wsparcia, jakie Polska udzieliła ruchom LGBTQ w takich krajach jak Ukraina i Białoruś. W tych wypowiedziach Polska jawi się jako kraj predestynowany do odgrywania takiej roli, zarówno na swoje położenie geograficzne i kulturowe, jak i ze względu na „dojrzałość” działających tu organizacji LGB(T)”. Czy ja przespałem ostatnie pięciolecie? Dlaczego jakoś nie dostrzegam owej „dojrzałości” polskich organizacji? Na czym to wsparcie polegało? A może istnieje możliwość wydobycia i przetłumaczenia całego badania autorów? Nie chcę wyjść na ignoranta, dlatego dobrze poznać także globalne działania naszych organizacji. Może w tych zagranicznych konfrontacjach tkwi klucz do naszego sukcesu?

Idźmy dalej: Robert Kulpa w referacie „Debatując nad angielsko-polskimi wizjami polityki seksualnej” stawia mnóstwo szalenie ważnych pytań, w zasadzie widać, że jest to część wprowadzenia do dalszej dyskusji. Dlaczego zatem redakcja nie upubliczniła części zasadniczej seminarium? To jak mieć ciastko i go nie zjeść! Zwłaszcza że brakuje okazji do sensownych dyskusji. Owszem, pytania są ważne. Nawet one otwierają oczy na wiele niezauważanych kwestii, ale znacznie ciekawsze byłyby próby, nawet teoretyczne, odpowiedzi na nie.

Najnowsze InterAlia z jednej strony mnie rozczarowały brakiem konkretów, z drugiej strony zaś wspaniałe jest to, że mogą przyczynić się do wielkiej i wywrotowej dyskusji. Może czas zacząć od pytań. Zajrzyjmy do wstępniaka: „Autorki i autorzy poniższych tekstów oraz redaktorki i redaktorzy InterAliów uważają, że te krótkie komentarze, pomimo szkicowego charakteru, mogą stać się bodźcem do dalszych przemyśleń i debat w środowisku odmieńczych uczonych, jak i działaczek i działaczy w Polsce i za granicą”. To brzmi obiecująco!

Dlatego w imieniu redakcji Homików.pl zapraszam publicznie autorów i autorki do podyskutowania o znaczeniu teorii queer dla polskiego ruchu LGBTQ, o szansach, nowej perspektywie, strategiach, pomysłach. Podzielcie się z nami swoimi uwagami, komentarzami, pokłóćcie się między sobą, tym bardziej że macie przedyskutowane kwestie. Wytłumaczcie zainteresowanym czym jest teoria queer. Ale nie na uniwersytecie, nie w Internecie, nie w Anglii. Tylko tam, gdzie przeciętni zainteresowani odbiorcy równy dostęp. My jako Homiki.pl chętnie zorganizujemy to spotkanie, nagramy, spiszemy, upublicznimy.

Myślę, że to idealny moment na dyskusję, z której mogą narodzić się konkrety. Nastał czas kryzysu, o którym pisał Tomek Sikora, skorzystajmy z tego wszyscy. Zwłaszcza że ostatnie działania nie wpływają na zmiany świadomości społecznej, politycznej, ani nie przyciągają nowych osób do ruchu.

Marcin Teodorczyk redaktor homików.pl, stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma recenzowanego uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”. W wolnych chwilach prowadzi bloga www.homikiodtylu.blogspot.com.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

40 komentarzy do:Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”

  • Multilicus

    [W Toruniu nie ma ciastek, tylko pierniki]

    Jako aktywista (jeszcze) z Torunia mogę tylko napisać, że wprawdzie to nie COC Leiden doprowadziło do powstania KPH Toruń (dziś: Pracownia Różnorodności), ale pomoc z Holandii znaczyła i nadal znaczy dla nas więcej, niż wszystko, co zrobiły „dla Torunia” wszystkie krajowe orgi LGBTQ razem wzięte (oczywiście z wyłączeniem – przez prawie trzy lata macierzystej – KPH). I może o to chodziło autorom opracowania „Badanie transnarodowych solidarności w zakresie polityki LGBTQ w Polsce” – właśnie o wspieranie się nawzajem org, które są tak słabe, że tego nie robią.

    Odnośnie percepcji działań na rzecz branży: jakoś tak się dziwnie składa, że jak się ma grupkę niespełna 20 BARDZO różnie zaangażowanych osób (czyli 1-2 „lokomotywy”, kilka osób, co wpadają i wypadają, kilka takich, co tylko podpierają ściany i wreszcie kilka martwych dusz) w Warszawie lub ewentualnie Krakowie, to niespodziewanie robi się z tego poważna organizacja LGBTQ, o której „wszyscy wiedzą”, natomiast taka sama ekipa w każdym innym mieście przechodzi niezauważona. To się da wyjaśnić zasadniczo tylko w ten sposób, że o orgach i ludziach ze stolicy jest jakby więcej w szerzej dostępnych mediach, w tym branżowych. Ja do tej pory nie rozumiem, czemu – mimo tysięcznych prób – seanse kinowe w Toruniu nie mogą się przebić „na łamy” portali branżowych, podczas gdy identyczny seans organizowany przez Lambdę-Warszawa ma niemal swoją stałą rubrykę. Nie jest to żaden zarzut, a tylko spostrzeżenie. Drugie spostrzeżenie jest takie, że lokalna orga, wolna od rojeń, że zaraz zawojuje całą Polskę, jest znana wszystkim lokalnym mediom i zna wszystkie lokalne media. Robi swoje i rozwija się swoim tempem, zna też swoje ograniczenia. Dla niej Warszawa czy inne miasta są „hen, daleko” – ich media, ich publiczność, ich opinia są równie ważne, co media, publiczność i opinie z Berlina, Moskwy czy Nowego Jorku.

    Może jest też coś w tym, że stałą działalność prowadzą w Polsce AŻ dwie orgi LGBTQ, a wszystkie pozostałe działają od okazji do okazji. W postrzeganiu tzw. ruchu LGBTQ odciska się to wyraźnie – ma się wrażenie, że tylko w Wa-wie coś się dzieje.

    A ludzi z Lublina poznałem w styczniu, jak zaczynali – bardzo mili. I też jakoś „dziwnie” się złożyło, że na miejscu były wtedy delegacje KPH (Robert i Greg), Lambdy-Warszawa (Krzysiek i Bartek), ILGCN (Santi), gaylife.pl (Antarex) oraz – o zgrozo – Torunia (wtedy już z Pracowni). I, co jeszcze bardziej zaskakujące, Toruń przyjechał na zaproszenie z Holandii, bo „nasi” z Holandii znali „lubelskich” z Holandii. I może o to też chodziło autorom „Badanie transnarodowych solidarności w zakresie polityki LGBTQ w Polsce”.

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    a może komuś wreszcie wpadnie do głowy, że parady, marsze to nie jest dobry sposob na zwiększenie tolerancji w społeczeństwie? czy wy macie oczy? wśród moich znajomych (to przeważa również na forach internetowych) niemal zawsze spotykam się z jedną opinią: jestem tolerancyjny, jestem za związkami, ale nie rozumiem parad, nie lubię tego, a gdy ktoś się obnaża to chore i bym tępił. I nie powinno mieć dla nas znaczenia że każdy może sobie urządzać marsze, albo że istnieją one na zachodzie. może po prostu przyjąć do wiadomości że warto sobie je odpuścić, bo nie tylko nie spełniają swojego celu, ale po prostu są szkodliwe dla nas samych?

  • tristram

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Do Bartka. Marsze i parady są akurat jedyną rzeczą w historii ruchu LGBT w Polsce, która spełniła swoje zadanie. Jak skarbie inaczej ludzie by się dowiedzieli, że domagamy się ustawy o związkach partnerskich? W jaki inny sposób geje i lesbijki zaczęliby być widoczni w mediach?
    Zresztą, skoro masz problem z paradami, to podaj jakieś alternatywne metody działania? Tylko, błagam, nie pisz, że trzeba pokazywać ludziom, iż jesteśmy „normalni”. Bo już nie o tolerancję chodzi, a o wywalczenie praw.
    A że Twoi znajomi nie lubią parad… Trudno. Ja nie lubię Celine Dion, a procesji na Boże Ciało wprost nie znoszę. Nie domagam się jednak zakazu ich organizowania. Nie każdy wszystko musi lubić czy rozumieć. Tak to już bywa w demokracji.
    Co zaś do obnażania się… W Polsce, gdy nadejdzie lato, obnaża się każdy tatuś z piwnym brzuszkiem. I nikt jakoś nie protestuje. To im wolno, a nam nie?

  • anka zet

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Hm..
    A ja jestem pewna, że reguła „Róbmy swoje” prędzej czy później odniesie skutek.

    Z uśmiechem też zaznaczam, że działalność moja i organizacji, którą reprezentuję jest bardziej znana na zagranicznych konferencjach i wśród anglojęzycznych aktywistek niż w rodzimej Polszcze, którą umiłowałam swoim lesbijskim sercem…

    A tak od siebie dodam, że odważmy się chwalić. Po którejś przemilczanej pochwale zaczną się medialne odgłosy…
    Trzeba być cierpliwym.
    Na pewno łatwiej nam będzie zmienić rzeczywistość WSPÓLNIE.

    Serdecznie Państwa pozdrawiam.

  • Uschi

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    zastanawiam się, czy jakimś kluczem do rozwiązania zagadki obecnego kryzysu polskich orgów LGBTQ nie jest przypadkiem to, że w naszym środowisku (jak by tego nie nazwać) wszystko po upadku komunizmu działo się jednocześnie. oklepane to, co powiem, ale: nie mieliśmy czasu przejść takiej spokojnej, w miarę ewolucyjnej drogi, jaka przez kilkadziesiąt lat byłą udziałem orgów za granicą. my mamy wszytsko na raz – i niestety wszystko jednocześnie. stąd chaos, poczucie zagubienia- nie mówiąc już o tym, jak dziwacznie jesteśmy postrzegani z zewnątrz: żaden obserwator z heteroświata nie jest chyba świadomy różnic pomiędzy podejściem asymilacyjnym a postemancypacyjnym, a queer, jako najbardziej kontrowersyjny, jest najbardziej widoczny – nie mówię, że rozumiany, bo o to i w naszym środowisku trudno.

    mało to może odkrywcze, co napisałam, ale to wyraz również mojej frustracji – mam poczucie, że dzieje się za dużo (!!!), by można było dokonać sensownego wyboru, w co się angażować. jest chaos, w którym trudno się rozeznać – choć przecież tak naprawdę nie dzieje się praktycznie nic, nic konkretnego, wyrazistego, znajdującego oddźwięk :/

  • Abiekt

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Uschi!! Święte słowa, co potwierdza tekst na moim blogu hehe :) :
    „W Stanach, o czym świetnie można przeczytać w tekście Altmana Homo(Sexual) Liberation najpierw powstało gejowsko-lesbijskie „community”, a z niego narodził się „gay liberation front”. U nas powstał „front” i „community” w jednym momencie. Nie było czasu na edukację do wewnątrz, na powstanie grup tożsamościowych i queerowych w ramach „community”. Wyszło na to, że tożsamościowi nie identyfikują się ze społecznością, a queerowcy są na froncie. Wszystko nam się pomieszało i niestety, a może na szczęście, stworzyliśmy coś co można nazwać „polską specyfiką” – ruch bez zaplecza społecznego.”

  • jacek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    geje i parady sa potrzebne. chociazby do tego by ktos nas zobaczyl. nie wiem tez gdzie ktos widzial nagosc na warszawskiej paradzie bo ja nie. najpierw trzeba byc i obejrzec a potem komentowac.

  • Uschi -> Abiekt

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    great minds think alike ;)

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    do tristrama:
    nie mój do mnie „skarbie”, bo nie jestem twoim skarbem.

    „A że Twoi znajomi nie lubią parad… Trudno. Ja nie lubię Celine Dion, a procesji na Boże Ciało wprost nie znoszę. Nie domagam się jednak zakazu ich organizowania. „
    bez histerii, że domagam się zakazu, po prostu uważam że one są niepotrzebne, przynajmniej dziś. jest wiele innych form nagłaśniania spraw.

    „Bo już nie o tolerancję chodzi, a o wywalczenie praw.”
    Tobie, zaznacz. A ja wolałbym (i uważam że jestem w większości wśród gejów) zdecydowanie najpierw tolerancję, a do tego trzeba, o zgrozo, normalnych działań.

    „Co zaś do obnażania się… W Polsce, gdy nadejdzie lato, obnaża się każdy tatuś z piwnym brzuszkiem. I nikt jakoś nie protestuje. To im wolno, a nam nie?”
    A możesz nie robić sobie żartów?

  • tristram

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Do Bartka:
    Wszystko jeszcze przed nami!
    A co to znaczy „normalne” działania? Zdefiniuj, podaj przykłady. Jak pragniesz uzyskać ową „tolerancję”? Akurat zresztą na polu „tolerancji” nastąpiło poprawa. Twoi znajomi, jak widzę, tolerują to, ze jesteś gejem. Państwo toleruje (bo nie ma innego wyjścia) parady. Nawet społeczeństwo polskie zaczęło tolerować fakt, ze żyją w nim także geje i lesbijki.
    A może mylisz tolerancję z akceptacją?
    Co zaś do obnażania się, to absolutnie nie stroję sobie żartów. To ważna kwestia, komu, gdzie i w jakiej sprawie wolno się obnażać. Np. latem pod sklepem naprzeciwko mojego domu widuję pełno dresiarzy i pijaczków z obnażonymi brzuchalami, brudnych i spoconych. I jakoś nikt nie protestuje!
    Natomiast uczestnik parady gejowskiej z odkrytym torsem budzi niezdrowe emocje. Ciekawe, prawda?

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    „A co to znaczy „normalne” działania? Zdefiniuj, podaj przykłady. „
    Jest wiele, oczywiście cywilizowanych, form nacisku, w tym protesty. Problem z paradami polega na tym, że jest w niej spora sprzeczność, której i ja i jak rozumiem również AKCEPTUJĄCE społeczeństwo nie rozumie. Z jednej strony widzimy tam hasła o związki partnerskie, co wydaje się poważnym protestem. Z drugiej jakiś kampowy obłęd, kabaret, czasem ocierający się o ekshibicjonizm. Tu już trudniej takich ludzi traktować poważnie. I niech nikt mi nie mówi że tutaj czegoś takiego nie ma, widziałem dwie parady z ostatnich trzech lat i było. Oczywiście parady w Polsce są znacznie bardziej powściągliwe w obnażaniu się, ale co z tego? Osobiście nie gorszą mnie takie przedstawienia, ale społeczeństwo tak i może warto to wreszcie wziąć pod uwagę.

    „To ważna kwestia, komu, gdzie i w jakiej sprawie wolno się obnażać. Np. latem pod sklepem naprzeciwko mojego domu widuję pełno dresiarzy i pijaczków z obnażonymi brzuchalami, brudnych i spoconych. I jakoś nikt nie protestuje!
    Natomiast uczestnik parady gejowskiej z odkrytym torsem budzi niezdrowe emocje. Ciekawe, prawda?”
    Nie. To obnażanie się (niepełne) przez gorąc, jest akceptowalne i to wobec wszystkich. Obnażanie się na paradach ma na celu raczej wzbudzenie jakiś odczuć seksualnych.

  • tristram

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    To co postulujesz? Ubrać się na czarno i ze łzami w oczach iść na kolanach pod Sejm i błagać o związki partnerskie? Nie wiem, dlaczego poczucie humoru, zabawa, kolorowy strój mają dyskredytować postulaty polityczne? Parady – zgodnie ze swoją nazwą – są także rodzajem święta, karnawałem, wyzwoleniem się z codziennej opresji, jakiej podlegają osoby LGBT. Oczywiście, że same parady niczego nie załatwią. Ale pokazują nas zarówno jako pełnoprawnych obywateli, którzy domagają się swoich praw, jak i ludzi, którzy potrafią się bawić i mieć dystans także do samych siebie. W tym sensie, owszem, stoją one na antypodach procesji kościelnych.

    Wybacz, ale Twoje wyjaśnienie w kwestii obnażania się jest cokolwiek niedorzeczne. Po pierwsze – co jest złego w „odczuciach seksualnych”?; po drugie – czym innym są „odczucia”, a czym innym zachowania seksualne; po trzecie – a kto powiedział, że nadzy pijaczkowie nie wzbudzają i nie zamierzają wzbudzać „odczuć seksualnych”?; po piąte – co jest bardziej gorszące? spocona menelia pod monopolowym czy zadbane ciało geja na paradzie?; po szóste -jeśli tzw. społeczeństwo ma „odczucia seksualne” względem geja z parady, a jednocześnie go potępia, to znaczy, że jest zwyczajnie obłudne.

    Pozdrawiam

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    no litości! jeśli menele i cala reszta zdejmuje ubrania w upał to choć jest to dla niektórych obrzydliwe to akceptowane, bo zdjęcie ubrania w upał każdemu przynosi ulgę (przypominam że mówimy co najwyżej o zdjęciu podkoszulki a nie pokazaniu tyłka). jeśli menel zdejmuje ubranie w sytuacji gdy nie musi to napewno odczucia osób wokół nie są pozytywne i nietolerowane.
    gej na paradzie nie musi zdjąć tego ubrania. poza tym to dość żałosne założenie że dres musi mieć obrzydliwe ciało a gej zadbane. równie dobrze może być zupełnie odwrotnie. i niestety czasem jest.

  • Multilicus

    [Gołe tyłki na Paradzie? Chyba większość z nich przegapiłem]

    No to dyskusja o braku programu i pomysłu na działanie zostałą sprowadzona do dyskusji o Paradzie Równości, a dyskusja o Paradzie Równości do dyskusji o nagości i gołym tyłku.

    Ja szedłem w Paradach 2006, 2007, 2008 i 2009. Więcej gołych tyłków niż podczas tych Parad razem wziętych można zobaczyć w bloku reklamowym po ‚Wiadomościach” w TVP.

    Ten argument „z nagości” zawsze mnie powala. Tak samo pretensje, że w Paradach uczestniczą dragi. To coś jak uwaga pod adresem prcesji na Boże Ciało: fajne, ale muszą być te wszystkie krzyże? Nie można bez nich?

  • Ble ble ble ble

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Ciągnięcie tematu parad jest bez sensu – nieprzekonani i tak stoją przy swoim, przekonani także – dajcie spokój z jakąś nagością i innymi bzdurami. Parada pełni fajną funkcję wykrzyczenia swojego wkur**** – jeśli ktoś nie ma ochoty tego robić, może założyć organizacje, która będzie parad nie robiła. Proste?

    Nie musimy udowadniać, że jesteśmy „normalni” ani „nienormalni” – albo społeczeństwo bierze nas takimi, jacy jesteśmy, albo nie – czy gej, który nie przeprowadzi staruszki przez pasy, to zły gej? Czy zły człowiek?

    PS:Czy w ogóle jest zły? ;)

  • adam

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    bardzo podoba mi się ten artykuł, ponieważ widać, że mamy do czynienia z trzema równoległymi czasoprzestrzeniami, które nie potrafią się spotkać.

    na samej górze budowli mamy szanowne akademiczki i szanownych akademików. piszą teksty, siedzą na tych swoich katedrach uniwersyteckich, wygłaszają wykłady i mowy. nikt na nich nie zwraca uwagi, nikt nie rozumie i stara się zrozumieć. bo co to jest queer? czy np konferencja naukowa jakaśtam ma potem przełożenie w dajmy na to kampanię społeczną jakiejś organizacji? nie ma. widocznie akademiczki i akademicy wygłaszają swoje mowy do pustych sal, sami do siebie i sami sobie klaszczą, po czym opowiadają, że oni wcale nie są homo tylko queer a wogóle to są za wielcy by np. protestować przeciwko jakiejś homofobii, bo ona jest tylko fantazmatem społecznym etc itd

    druga czasoprzestrzeń to działacze i działaczki oraz piotr pacewicz, który pojawił się tu gościnnie. machają rączkami, że trzeba, że my, że wspólnota w budowie, że polska, że tożsamość, że europa. zaczynają sami ze sobą chodzić w marszach równości i sami siebie nagrywają się na jutubie. dlaczego tylko jaskieś 10 a nie 10 000 osób nagrało się na tego jutuba?
    co więcej, jak w działaczostwie przyjdzie co do czego i jest spory konkret do zrobienia, to wychodzi papka, czego dowodem była przepyszna kłótnia prelegentów kostrzewy, kurca, legierskiego i kogoś tam jeszcze podczas dyskusji o formie związków partnerskich, co wszystko miało miejsce we wrocławiu.

    trzecia czasoprzestrzeń – geje i lesbijki szaraczki ma to wszystko w d… ponieważ jest społeczeństwem poindustrialnym, przedinformacyjnym, postpolitycznym, polsatowym a co najważniejsze polskim i zanurzonym w tradycji katolickiej, gdzie przecież nic się nie udaje (śpiewajmy z modnymi zespołami ofiarom powstania warszawskiego), a jak coś się udaje, to dzięki matce boskiej ewentualnie papieżowi (bo to nie idea wojskowa lecz niepokalana dała wygraną w 1920 etc). zamiast iść na demonstrację wolą zaczekać co będzie na jej temat w faktach i chichrać się, że przyszło tyle a tyle nopu.
    szaraczkom pedalską wolność daje np mbank, oferując kredyt na 40 lat na przytulne mieszkanko na osiedlu oddalonym tylko o 75 minut autobusem od miejsca pracy. na tym polega polskie szczęscie!

    no i nadal nikt mi nie mówi jak z tego wybrnąć. proszę spróbować zamiast epatować się nieistniejącymi gołymi dupami na paradach!

    btw skoro tych gołych dup nie ma a w mitologii informacyjnej istnieją niczym jednorożce, to ja chętnie takową dupę zaprezentuję przy najbliższej paradzie.

  • autor

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Multilicusie, zwracam honor, nawet mnie zaskoczył termin publikacji na homikach, zabrakoo czasu na ochłonięcie, teraz bym wykreślił ten akapit. Za ignoranctwo przepraszam. Dodam tylko w kwestii formalnej, że jednak wrzucamy do działu wydarzeń (mało uczęszczanego) chyba wszystko, co do nas nadejdzie.

    Ale rzeczywiście odczuwam brak zaplecza intelektualnego ruchu LGBTQ w Polsce, który byłby wstanie oddziaływać na aktywistów i aktywistki (feministki mają swoją Profesorę i jej uczennice, które organizowały pierwsze manify i udzielają publicznie). Rozpoznania rzeczywistości to podstawa do dalszych działań.

  • tristram

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Pozostaje mi zgodzić się z przedmówcami, zwłaszcza z Adamem. Polski ruch LGBT to dziwny stworek o kilku głowach, które nie potrafią się ze sobą porozumieć. Albo się kłócą, albo się na siebie obrażają.
    Tzw. teoretycy nawijają coś językiem hermetycznym i niezrozumiałym, a przynajmniej część ucieka w akademickie queerowanie, bo boi się głośno przyznać, że jest gejem czy lesbijką. Fantazmatami i (de)konstrukcjami zawsze można się zasłonić niczym listkiem figowym.
    Działacze onanizują się własnym „działactwem” i nie znoszą jeden drugiego, zaś poglądy większości gejów w Polsce reprezentuje Bartek, który ekscytuje się nieistniejącą golizną na paradach. Drogi Bartku, uznaj więc proszę, że geje, którzy zdejmują koszulki robią to też z gorąca – nie tylko menelom jest ciężko w skwarze. Zapraszam na marsz do Poznania, tam nikt niczego nie zdejmie, chyba że jakiś masochista…

    A moja rada? Proponuję pochylić nad zapomnianymi hasłami pozytywistycznymi: praca u podstaw, praca organiczna, emancypacja i asymilacja.

  • zośka samośka

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    asymilacja!

    ale ja nie chcę asymilacji, nie chcę jak heterycy obłudnego małżeństwa z widmem rozwodu, nie chcę być konsumentką, nie chcę pchać wózka w tesco, pić latte w arkadii, nie chcę być jak społeczeństwo, jakoś chcę celebrować moją odmienność, nie dam się stać nową marką na tiszercie, nowym serwisem agory obok boberów.pl, w zasadzie to mam ochotę to społeczeństwo wywrócić, od lessióstr i gejów zaczynając, a co najmniej pogilgotać.

    a ani queerowczynie/y ani działaczki/e ani – niech już zostanie – bartek i jego fobia golizny (nieistniejącej) nie są 100% sojuszniczkami, no, może niektóre działaczki/niektórzy działacze trochę.

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    śmieszni jesteście.
    goły tyłek był przykładem z zachodu, ale jak napisałem obnażanie się na polskich paradach już jest, choć w mniejszym stopniu niż w europie (a będzie coraz większe), ale jak ktoś ma klapki na oczach to nigdy tego nie zauważy.
    z waszymi pomysłami nic nie wywalczycie, bo Polska to nie Europa Zachodnia i nic dobrego nie wyjdzie z ignorowania polskiej specyfiki.
    a bardziej niż mną powinniście oburzać się wpisem poprzednim, jakieś chorej lewaczki rewolucjonistki, która ma ochotę wywrócić kapitalizm. no ale lepiej żyć w mentalnym getcie i najeżdżać na kogoś kto się zupełnie nie zgadza z szanownymi działaczkami.

  • marcin

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    ale problem w tym, że ta twoja „golizna” nie istnieje w Polskich warunkach. te wszystkie zdjęcia ilustrujące parady czy temat gej/les pochodzą z Zachodu. Tam nawet prawicowe partie chodzą w paradach. zasłonisz kawałek torsu i myślisz, że ludzie nas za to pokochają? ale oczywiście na paradach studenckich (już chyba zakazanych, bo był jakis wypadek) to niemal nagie tancerki mogą sobie brykac. to nie jest klucz do równości, że jednemu wolno mniej, albo wcale.

  • tristram

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Tak, Bartku, Ty za to nie żyjesz w mentalnym getcie z tą swoją obsesją golizny, gorszeniem się paradami, lękiem przed tym, co ludzie powiedzą i oburzeniem na „rewolucyjny” wpis Zośki. Jesteś naprawdę idealnym przykładem kołtuna i nie wątpię, że świetnie się odnajdujesz w „polskiej specyfice”.
    Co zaś do „obnażania się” na polskich paradach to wyglądam go z utęsknieniem. I, nie martw, TO na pewno zauważę.

  • bartek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    aha, to już wiem po ci parady. polecam sondę na konkurencyjnym portalu dotyczącą tej sprawy. 38% jest za, reszta przeciwna lub niezdecydowana (prawie 400 głosów). no ale to ja jestem kołtunem, pewnie do tego faszystą, bo biorę pod uwagę głos Polaków, no a na pewno kapitalistyczną świnią.

  • Kontrola lotów

    [UWAGA! Nisko latające torebki]

    Drodzy, a nie da się dyskutować trzymając jakiś poziom? Bez wycieczek osobistych i inwektyw? Od razu muszą startować torebki?

  • rychu

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    zamiast rozprawiać o gołych tyłach na paradzie przeczytajcie interalia.

    zgadzam się z adamam, że trójkąt akademicy / zwykli geje / działacze nie potrafią ze sobą rozmawiać. np ostatnia akcja z youtube i filmami comingoutowymi była 1) kalką ze stanów, czego organizatorzy nie kryli 2) działaniem „pod” zwykłych gejów. zwykli geje mogli się ekscytować, że jakiśtam koleś się outuje. to była (jest?) bardzo sympatyczna i potrzebna moim zdaniem „tu i teraz” akcja, ale hm. jakoś trzeba znaleźc nasz modus operandi i zacząc go wdrażać!

    w interaliach bardzo mnie zaciekawiła mizielińska i jej próba nawiązania dyskusji z repliką czasów mariusza kurca (replika tomaszewicz była nieco inna). to takie wołanie o zrozumienie, ciekawe, czy replika coś napisze mizielińskiej, wypadałoby.

    z drugiej strony replika ma rację, że queer w polsce to przede wszystkim „łatka” auto-nadawana przez lesbijki i gejów bojących się nazwać i łudzących się że oni są „pozaseksualni” choć seks uprawiają. mam tu na myśli te wszystkie krakuski :) jakże one śmieszne! no nieważne, nie będe autować. wychodzi, że teoria queer jest w polsce na razie nikomu niepotrzebna.

    teskt sikory fajny, ale takie opowiadanie. przełomowy jest moim zdaniem pamietany już z homików i z tego co zrozumiałem wygłaszany wcześniej w krytyce politycznej teskt leszkowicza i kitlińskiego. wogóle jeśli ktoś czyni dobry mariaż działaczostwa i teoretyki to keszkowicz i kitliński to jedyni jacy przychodzą mi na myśl.

    wychodzi na to że leszkowicz i kitliński to najlepsze osoby w światku lgbtq w polsce! wow!

  • Ewa

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Na początek małe uzupełnienie. Joanna Mizielińska, o ile czegoś nie przegapiłam, odnosi się m.in. do tego tekstu z „Repliki”:
    http://replika.kampania.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=271:queer-your-mind&catid=121:spoeczestwo&Itemid=142〈=pl

    A konkretnie do tej wypowiedzi:
    „Czy odpowiedź na pytanie o seksualną orientację w rodzaju „ja nie lubię się określać“ to odpowiedź queerowa, czy głos z szafy? Jak je rozróżnić? Czy za tą niechęcią do określenia się stoi rzeczywista niemożność jednoznacznej autodefinicji seksualnej, czy strach przed homofobią i niepogodzenie się z własnym homo- lub biseksualizmem? To jest mój problem z teorią queer: w praktyce może ona służyć jako zasłona dymna do zinternalizowanej homofobii. Szczególnie wśród polskich gejów i lesbijek, którzy nie mają za sobą – jak ich amerykańscy „bracia i siostry“ – 40 lat emancypacji i Parad Równości, tylko co najwyżej 20.”

    do której odnosi się (w tym samym tekście w „Replice”) Tomasz Basiuk:
    „Warta zastanowienia jest kwestia spolszczenia queer, tak w wymiarze językowej etykiety, jak i przyswojenia samej kategorii myślowej do lokalnego kontekstu. Słowo queer niewątpliwie może funkcjonować w Polsce jako językowa szafa (closet), ponieważ znakomita większość nie wie, co ono znaczy. Wtrącone do tekstu napisanego po polsku (jak ten) słowo to traci swój negatywny, paskudny wydźwięk (queer w języku angielskim przypomina polskie „pedał“ i „ciota“). W tej sytuacji rzeczywiście trudno porównywać wyautowanie się jako queer z ujawnieniem się jako lesbijka albo osoba transseksualna.”

    Czyli z tym stawianiem przez „Replikę” na równi osoby będącej w szafie z osobą określającą się jako queer jednak bym polemizowała. Zresztą warto przeczytać cały tekst, bo jest w nim i kilka słów o tym, jak teoria queer przekłada się na praktykę.

    To – moim zdaniem – przeinaczenie sensu tego konkretnie tekstu z „R”, nie zmienia faktu, że z tezą Mizielińskiej odnośnie strategii „R” się zgadzam. Również za moich (Tomaszewicz:)) czasów. Co też niekoniecznie oznacza, że postulowana przez Mizielińską polityka nietożsamościowa nie jest mi bliższa niż polityka „R”. Bo jest. Bo bez queerowej świadomości dochodzimy do takich absurdów, jak nazywanie przez „czołowych” działaczy orientacji seksualnej sprawą intymną. Bo pakujemy się w kolejne akcje spod znaku „Niech nas zobaczą”.

    Ale moim zdaniem polskim organizacjom brakuje jeszcze czegoś. Dobrego lidera / liderki / liderów. Dobrego zarządzania i edukacji kadr. Celów – krótko i długofalowych – i planu, jak te cele osiągnąć. Jak w firmie. Jesteśmy tu. Mamy osiągnąć to. Mamy tylu i tylu ludzi i mamy tak nimi zarządzać, aby środki (tak, również osobowe!) się nie zmarnowały. To, że większość ludzi działa w ramach wolontariatu, nie jest powodem, by pozwolić im robić, co chcą, byle robili. Bo stąd się biorą setki akcji kompletnie do siebie nieprzystających, powielających akcje już dawno przerobione i ani o krok nie przybliżających nas do osiągnięcia celu. Jedyny plus, to to, że grupka ludzi ma poczucie, że działa. I fajnie, że działa, ale dużo fajniej byłoby skierować ich energię na porządne tory.

  • artek

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    masz racje nie ma (już) liderów. był szymon niemiec ale zdziczał.

    był biedroń ale on zawsze był dziwny i przypominał bardziej polskiego polityka (a to nie jest pochlebne) niż działacza na czele. dziś kph kieruje ta laska co jej nikt nie zna nawet. nie znam nikogo z kph.

    kto jest prezesem lambdy? bo wiem, że nie kostrzewa. kostrzewa jest dobra jako twarz, ale to też nie liderka.

    anka zet? no przepraszam!:)

    bączkowski jest raz do roku niczym święty mikołaj i po kiksach parady 2009 nie wiem co o tym mysleć.

    legierski? zajmuje się kulturą i wyszynkiem.

    szot? dzieciak poza tym robi dobrze inne rzeczy, pisze i wydaje ksiązki i niech się tym zajmie

    poza warszawą: w krakowe ktoś jest? znam nowaka i olę sowę, ale to nie są liderzy!

    kitliński typowany powyżej już się bardziej nadaje, zazdroszczę lublinowi kitlińskiego.

    no nie ma liderki/lidera.

    a w polsce jest liderka/lider? kaczyński pan prezydent? tusku panu premieru? glempu pan modlu modlu? no też nie ma!:)

  • artek cd

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    ps nam brakuje takiego sieraka!
    kto jest przystojnym rudzielcem okularnikiem z dużym nosem? poszukiwany! :D

  • Ewa

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Moim zdaniem to powinien być po prostu spec / specka od zarządzania. Nie musi być piękny / piękna. Nie musi być nawet medialny / medialna. Ma wziąć za mordy i zrealizować plan. A do popisów intelektualno-medialnych ludzi znajdzie. Może by ogłoszenie o pracy dać po prostu?

  • Favst

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    A ja myślę, że to społeczność lgtb ma całą sprawę w de (co takie fajne w tym wypadku nie jest ;]]]])

    Nie, serio… Brak motywacji aż wali po oczach – przytłaczająca wiekszość branży nie czuje potrzeby działania – nawet najmniejszej…

    Może to z braku lidera? Może ze strachu (często wyimaginowanego) przed wyrazaniem opinii i swojego stanowiska?

    A to całe akademickie queerowanie niczemu nie pomaga. Queer studies to l’art pour l’art – tony nic nieznaczacych powymyslanych słów-”kategorii” – a wszystko zmontowane dla ułudy – ułudy zajmowania się „czymś ważnym i potrzebnym”. No ale niech sobie tam będzie, publikuje rozprawy naukowe, daje wykłady. Nikomu nie szkodzi, nie przeszkadza, a tylko parę osób rajcuje.

    No ale ześlizguję się z tematu…

  • Favst

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    No dobra… Żeby nie było tylko krytyki… queer akademicy/czki wszczynają dyskuje na temat np. taki, o którym tutaj dyskutujemy – i chawala im za to. Jednak tym zajmować się powinny przede wszystkim nasze kochaniusie orgi.

    Ach, i moja mantra:

    outować się, outować! OUTOWAĆ! (i niech mi żadna ciota nie próbuje wcisnąć, że to wgle nic nie da, bo da i basta!)

    Branoc.

  • Krzysztof Zabłocki

    [DUPA A SPRAWA POLSKA]

    Queer studies – też rzecz ważna, po jakims czasie kazda trafna teoria przenika choc troche do „codziennosci”. Malo kto z nas jest świadom „na codzien”, ze oto krazymy wokol słońca, a ziemia tez sie obraca wokol swej osi, a jakże, no i wszechświat na maksa się rozszerza… stąpamy twardo po plaskiej ziemi, i tyle.

    Niech kazdy robi swoje – i nie dyskutujmy, co „nalezy”. Nie kazdy robi to, CO DO NIEGO nalezy…

    A DUPY NA PARADACH – JAK DUPA ŁADNA I KSZTAŁTNA, TO NIECH SIĘ OBNAŻA – JUZ STAROZYTNI LADNE DUPY UWIECZNIALI W MARMURZE. CO W TAKIEJ DUPIE ZLEGO? NAJWYZCZAJNIESZA CZĘŚC CIAŁA, TYLE ZE NIECO KRĘCI…

    A JAK DUPA BRZYDKA, TO NIECH SIE OBNAŻA W DOMU PO KRYJOMU… ALBO W „KLOZECIE”… :-)

  • junior

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Jak dla mnie robić swoje już nie wystarczy, bo jest stagnacja. Na efekty przyszłoby czekać ze 20 lat. W środowisku LGBTQ problemem jest nie tylko brak jednego wyrazistego lidera, ale też brak możliwości/zdolności/chęci do gry zespołowej.
    Przedstawiciele trzech grup nawzajem sobie coś zarzucają. Teoretycy queer – działaczom, że utrwalają wzorzec związków z heteromatrixu, działacze – teoretykom, że mówią mętnie oraz „zwykłym gejom i lesbijkom” – że się nie udzielają, a ci z kolei – solidarnie teoretykom i działaczom, że jacyś oderwani od życia…
    To teraz warto zastanowić się, co zrobić wspólnie dla SPRAWY, o ile takowa istnieje. Zacząć od podstaw. Jakie są właściwie priorytety środowiska LGBTQ i czy są one wspólne dla przedstawicieli wszystkich grup? (myślę np. o związkach partnerskich). Potem można zastanowić się nad takimi czy innymi metodami realizacji tych celów.
    Świetnie, że temat został wywołany. Mam nadzieję, że skłoni do refleksji i doprowadzi do zbliżenia stanowisk. A Homiki.pl staną się platformą wymiany myśli, idei, koncepcji całego środowiska LGBTQ

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Szymon nie „zdziczal”, to srodowisko zmanipulowane przez paru „dzialaczy” pokazalo mu palec.

    A co mozemy zrobic? Na poczatek trzy proste rzeczy:

    1. Skonczyc z metoda malych krokow, inaczej najwiecej na co mozemy liczyc to jakis wariant „kompromisu” w stylu „kompromisu aborcyjnego”.

    2. Odciac sie od lewicy i zachowywac dystans wobec wszystkich ugrupowan politycznych, tak dlugo jak duza czesc z nas jest zelaznym elektoratem lewicy nie dostaniemy od nikogo nic. Przypominam ze lewica nie jest i nigdy nie byla za rownoscia, jest za „sprawiedliwoscia spoleczna”, a to nie ma nic wspolnego ani z rownoscia ani ze sprawiedliwoscia.

    3. Coming outy, coming outy, coming outy. Jak mamy przekonac spoleczenstwo do potrzeby wprowadzenia malzenstw (czy chocby nawet tych nieszczesnych „zwiazkow”) homo, jesli %-owo mniej osob tutaj wie ze zna geja niz w starej UE jest zadeklarowanych homo i bi?

  • Favst

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Junior, absolutnie się zgadzam, ze Homiki pełnią ważną rolę w dyskursie dot. kwestii równości, związków itd. Niestety, ważną w sensie jakościowym (piszą tutaj wspaniali, zaangazowani ludzie – piszą świetnie i ladnie, tak z sensem). Jednak ile osób odwiedza/czyta portal? Na liczniku pod tym artem stuknelo ledwie ok. 680! Może jeszcze kilkaset czytelnikow zaznajomilo sie z treścią poprzez czytnikI rss/atom. Nie orientuję się w tym temacie.

    Tak czy siak, mało nas tu. Czy to dobrze czy źle, nie wiem. Stan ten odzwierciedla także brak tej motywacji środowiska, o którym już pisałem.

    Za Lilianne i za sobą jeszcze raz powtorze: OUTING, OUTING, OUTING – zaszafione osoby w żadną akcje się nie zaangazuja, przecie!

    Orgi, czy to ogólnopolskie, czy to lokalne powinny wspierać i zachęcać społeczność do outowania się – znaczy, tworzyć wspomniane zaplecze społeczne.

  • Axel1

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Mysle ze wszystkie problemy zaczynaja sie i koncza w naszym postrzeganiu homorzeczyistosci. Stolyca a reszta (skrytego) homoswiata .Dyskusja o queer theory jako proteza commin out ? Dla kogo ? Nastolkatka, który mieszka na prowincji, chodzi lub musi sie co tydzien pokazac w kosciele ? Mamo, tato nie jestem tym ZŁYm gejem /lesba jestem bi. Jako proteza w dyskusji z politykami ? Jestesmy metrosekusalnymi osobnikami obojga płci. Mamy wolnosc, jestesmy wyzwoleni owszem, ONI tak my nie. Pierwsza strona Rzeczpospolitej temat homoseksualista adoptuje dzieci (jak zabawki,jak rzeczy). Nosny medialnie temat kasuje nas w oczach społeczenstwa i jednoczesnie „do widzenia zwiazki partnerskie”. Tylko po co takim qeerowskim hybrydom jakies zwiazki homo skoro sami sie nie okreslaja do konca wiec mogą dostac papierek z urzedu stanu cywilnego? Nawinoscia jest wiara w tolerancje gejów w ksenofobicznej Polsce (na swiecie również). Skończmy z naduzywaniem słowa „akceptacja”, bo dojedziemy do takich sformułowan jak przelukrowane o historycznych korzeniach miedzynarodowej przyjazni polsko-radzieckiej. W taki razie co robi ? Cokolwiek zeby nas widziano i mówiono o NAS. Z checia zobaczybym w małym prowincjonalnym miasteczku na bilbordzie nowe pary. Niech nas zobacza tam gdzie jeszcze nikt nas nie widział. Niech oblewaja je farbami, rzucaja jajkami, niech miejsowy klecha sie pieni. Niech wiedza ze MY istniejemy.

  • Favst

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Eee… więc co tak właściwie proponujesz?

  • abiekt

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    Artek, zaprotestuję „Szot? dzieciak poza tym robi dobrze inne rzeczy, pisze i wydaje ksiązki i niech się tym zajmie”

    a) dzieciak – no już przynajmniej młodzieniec, a poza tym to ageizm
    b) niech nikt mi nie mówi czym mam się zajmować, dobrze?

    poza tym – danke schoen

  • kajkum-gaykum

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowym numerze pisma „InterAlia”]

    - nie kłóćcie się o byle co!
    - ja też uważam, że parady więcej przynoszą szkód temu środowisku, niż pożytku – my, Polacy, nie lubimy przebieranek i nie ma w nas potrzeby obnoszenia się z jakąś niezwykłością; popatrzcie jedynie np. na kraje Zachodu i masowość udziału np. w paradach karnawałowych, nasiadówkach w olbrzymich namiotach, etc.; nie odczuwam najmniejszego nawet braku masowości tego typu zdarzeń, ba, nawet ich potrzeby w ogóle! Wydaje mi się, że problem leży w naszym, polskim wnętrzu – niesfornym, niesubordynowanym, nadmiernie indywidualnym: popatrzcie, jak w pochodach karnawałowych na zachodzie tysiące przebranych, przystrojonych ludzi umie spełnić przypisaną im, często bardzo skromną, niespektakularną rolę – nie wszyscy chcą być od razu królewną lub księciem, nie, te tysiące pokornie odgrywają swe społeczne role żołnierzy, halabardników, jakichś piechurów, fikaczy koziołków, pokazywaczy języków, itd., itp. – u nas nie do pomyślenia, bo nie ma w nas dość takiej dyscypliny. I dobrze, zdajmy sobie sprawę z takiej naszej różnicy i budujmy wokół niej !
    _ Nie podobają mi się przekręcone typy, drażniące otoczenie swym pokazowym „wyuzdaniem” – po co prowokować tzw. ulicę, która i tak jest w stosunku do nas bardzo źle nastawiona ?! Jestem pewien, że wrażenie zrobiłaby u nas normalność wyglądu osób manifestujących wiadome treści; inaczej odebrani zostaliby ludzie eleganccy, dobrze wyglądający, którzy zaskoczyliby przeciętnego polskiego kołtuna i odebraliby mu argument przeciw. Czy nie uważacie, że ulica miałaby dopiero wtedy problem ze swym myśleniem ? Jak to, taki ładny, męski, normalny, a „nienormalny”? A do tego tak super wyglądający, zadbany, jakim nigdy nie będzie np. mój sakramentalny chłop.
    - Jeszcze coś: powiedzcie mi, dokąd ma się udać np. młody człowiek, który ma spory zgryz ze swoją odmienną seksualnością, a nie jest aż tak zdeterminowany lub może nie ma aż takiej cywilnej odwagi ( też mu wolno!), by dokonać outingu, który chciałby spotkać sobie podobnych w cywilizowanych warunkach, niekoniecznie w „branżowych” dyskotekach lub na pikietach? dlaczego nie ma w miastach takich miejsc – klubów wsparcia, nie dyskotek, saun, lecz klubów, o których wiadomo, które nie kojarzą się z drapieżną muzyką, obscenicznością, alkoholem i prochami, gdzie można by bezpiecznie i godnie spotkać znajomych, może nawet kogoś zaprosić – spośród swych ‚normalnych” przyjaciół, rodzeństwa może, gdzie można by podyskutować, włączyć się do aktywności „na rzecz” ?
    - odrębnym tematem jest wielokrotnie zagmatwane wykluczenie osób starszych, a przecież też obecnych, oczekujących na rozmowę, spotkanie, pozbawionych przez bezlitosny czas szansy na spotkanie również w cywilizowanych warunkach kogoś ze swego środowiska; czy należy ich ignorować i właśnie dodatkowo piętnować za to jedynie, że mają więcej niż np. 40, 50. 60 lat ? Oni przecież jeszcze nie umarli!
    - o tym aktywiści tego środowiska powinni pomyśleć, nie o prowokujących nasze ksenofobiczne i homofobiczne społeczeństwo wygłupach na platformach tirów – może to jest właśnie ta krótsza droga ?

  • misiek Chomiczewski

    [Re: Gdzie jest ciastko? O nowDisclaimer: Domain owner maiym numerze pisma „Inte]

    Disclaimer: Domain owner maintains no relationship with third party advertisers. Reference to any specific service or trademark is not controlled by domain owner and does not constitute or imply its association, endorsement or recommendation.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa