Marsz do Wrocławia

Nawet nie macie pojęcia, ile przedsięwzięć i szczytnych działań powstaje z prostego wkurwu. Tak było ze Stonewall, czy z ruchem sufrażystek. Tak było też ze skromnymi homikami. Pierwsze pomysły na stworzenie portalu pojawiły się we Wrocławiu, podczas sylwestrowego występu Reni Jusis w legendarnym klubie Scena. Kto by pomyślał, że było to już prawie sześć lat temu. Intryga była pleciona wytrwale przez Pawła, Piotra i Jerzego, a łącza internetowe między Tarnogajem a Gądowem Małym aż się grzały od rewolucyjnych idei. To we wrocławskich knajpach odbywały się burzliwe narady na temat grafiki, logotypów i idei, czasami kończące się awanturami pod same niebo.

Pięć lat temu twórcy homików mieli powody do wkurwu – chyląca się ku upadkowi lewica mimo parlamentarnej większości nie zrobiła nic dla emancypacji gejów i lesbijek, a starania i ogrom pracy nad ustawą o związkach partnerskich profesor Marii Szyszkowskiej zostały zaprzepaszczone. Zamiast zająć się wyborcami, którzy dali im mandat zaufania, woleli układać się z kościołem.

Minęło sześć lat i,można stwierdzić, że powodów do niezadowolenia mamy tyle samo. Choć trzeba przyznać, że machina oświecenia bardzo powoli przetacza się przez ludzkie umysły. Więcej mamy homików wyoutowanych, mamy garść znanych gejów i lesbijek, a i w debacie o nasze prawa zyskujemy znaczących sojuszników. Jednak nadal to mało, to prawie nic. Z perspektywy Wrocławia widać to bardzo boleśnie. Aby znaleźć się w świecie tolerancji i normalności wystarczą dwie godziny jazdy samochodem; i w Niemczech, i w Czechach mamy okazję poczuć się nieskrępowani. To boli i frustruje. Dlatego warto zrobić coś dla nas, chociażby zamanifestować naszą obecności i nasze niezadowolenie.

Wrocław, podobnie jak wiele innych miast zachodniej Polski ma swoją wielowarstwową, multikulturową historię, przeszłość niemiecką, czeską i piastowską. Czasami chwalebną, czasami haniebną. Niektórzy mieszkańcy ulicy Hercena we Wrocławiu pamiętają jeszcze wspólne mieszkanie z pokonanymi w drugiej wojny światowej Niemcami. A nawet pamiętają, jak się z nimi zdążyli zaprzyjaźnić. Wielu z nich ze łzami wspomina chwile, kiedy towarzyszyli całym niemieckim rodzinom w ostatniej drodze na Dworzec Świebodzki do pociągów, które na zawsze miały ich wywieźć z ich własnego domu. Mogli zabrać ze sobą tylko tyle, ile mógł pomieścić niewielki wózek a i to stawało się łupem dla złodziei. Byli wytykani palcami. Często obrzucani kamieniami. Jednak nie bali się. Szli ramię w ramię, manifestując sprzeciw wobec nienawiści.

Dzisiaj Wrocław stara się promować jako nowoczesne miasto, bez barier i nietolerancji. Czy hasło „Wrocław – miastem spotkań” jest naprawdę sloganem miasta, czy tylko pustym frazesem? Zobaczymy, jak ponad pół milionowa społeczność tej aglomeracji zda ten egzamin.

(napisała wrocławska redakcyjna stara gwardia: jp, pb, pw)

Zapraszamy na Marsz we Wrocławiu! sobota 24 października 2009 r., godz.: 14.00 start Plac Uniwersytecki

18 komentarzy do:Marsz do Wrocławia

  • Multilicus [disenchanted]

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Ja może i jestem dziś w fatalnym nastroju i chwilowo nie można pokazywać mnie jako przykładowej ciotki-działaczki, ale zapytam okrutnie i przewrotnie: po co jechać do Wrocławia, dokąd są fatalne połączenia, skoro branżową „demonstrację” z udziałem niespełna 50 osób mogę sobie obejrzeć w każdym innym mieście, gdzie działa orga LGBTQ? Czy naprawdę jakakolwiek rozsądna osoba z ruchu LGBTQ martwi się jeszcze reakcją heteryków? Wygląda przejawów homofobii z ich strony? Skoro na akcje i wydarzenia w samej Warszawie niemal nikt nie przychodzi – nieważne, jak nagłaśniane, nieważne, jak słuszne, nieważne, przy jakiej pogodzie organizowane – to czy reakcja heteryków naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie? Nie wiem czemu nikt nie powie tego głośno: nad sobą, nie nad heterykami, musimy najpierw popracować, i to przez kilka najbliższych lat. Myślenie, że hasło walki z homofobią porwie branżę lub jej dużą część, okazało się fatalną pomyłką – niemal nikogo w branży to nie obchodzi. Na tym należy się skupić, a nie na stawianiu dramatycznych pytań, czy miasto X lub Y „zda egzamin”.

  • Fałst

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Powyższą wypowiedź sekunduję. Dodatkowo uczepię się gramatycznych i interpunkcyjnych błędów autora tej barykadowej tekściny! StonEwall, niemiecki, czeski od małej litery, prostegO wkurwu itede… Ad rem – Multilicus, więc co proponujesz? Zreformować (niereformowalne) orgi? Zlikwidować? Przecież należy coś robić! A może pozostawić bieg zdarzeń samemu sobie, żeby płynął?
    [korekta już zadziałała, przepraszam za niedopatrzenie. kor.]

  • marcin

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Przepraszam bardzo – co innego marsz czy protest w Warszawie, a co innego we Wrocławiu, to będzie lokalny nius dnia! Niech i przyjdzie 50 osób, tutaj to będzie tłum, nie zapominajmy, ze to pierwszy tego typu marsz w tym mieście!! I dlatego nie jest to byle co. W znudzonej imprezami LGBT Warszawie można sobie olewać, bo jest przeogromny wybór i inny stan świadomości ludzi. A jednak tzw. „prowincję” (choć Wrocek to ogromne miasto, mam na myśli prowincje mentalną) trzeba wspierać, a każde działanie na rzecz LGBT to dowód na to, że my sami się zmieniamy. Skoro teraz geje i lesbijki wychodzą na ulicę Wrocławia, to za 3 lata wyjdą w przysłowiowym Pcimiu. Podwójnie nie trafiłeś Multiclicus.

    Fałście – nie przesadzaj z wypominaniem błędów, to nie szkoła, a takie punktowanie „zamiast”, zniechęca do dyskusji.

  • sekretarz

    [Do Fałsta]

    Kto mi wyjaśnić to zdoła, czemuż to niemiecki i czeski dużą literą pisane byc musi? Przymiotniki to przecież! A już zwrot „od małej litery” takim rusycyzmem mi pachne że ho ho…przydadał zatem kocioł garnkowi… bez obrazy drogi kolego.
    Poza tym kibicuję Wrocławianom (dużą literą pisanym!) by ich pierwszy Gay Pride Marsz się udał.
    cmok

  • Multilicus [disenchanted]

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Rzeczywiście, 50 osób w skali Wrocławia (jeśli w ogóle tyle przyjdzie), 30 osób w skali Torunia (póki co moje miasto) lub Bydgoszczy albo zbliżone ilości w np. Krakowie czy Trójmieście (o możliwościach mobilizacyjnych w Lublinie, Rzeszowie, Poznaniu czy Szczecinie nie wiem zbyt wiele, ale raczej od tej „normy” nie odstają) to pokaz siły, zainteresowania i zaangażowania branży. A to właśnie było przedmiotem mojego wpisu.

    Przypominanie heterykom, że wśród nich żyjemy i chcemy równouprawnienia, jest bardzo ważne – nasza społeczna „niewidzialność” to podstawowa przeszkoda w naszej walce. I do niedawna uważałem, że to pierwsza sprawa, którą orgi LGBTQ powinny się zająć – choć przełamanie tej „niewidzialności” może potrwać lata wypełnione jedynie i wyłącznie upartym przypominaniem we wszystkich mediach i na wszelkie inne sposoby, że istniejemy i nie mamy się dobrze, bo nas dyskryminują, bo jest homofobia, bo mamy mniej praw. Dziś widzę, że uderzanie do mediów i tzw. społeczeństwa z roszczeniami i hasłami jest niepoważne – literalnie niepoważne – i to niezależnie od tego, jak słuszne, oczywiste i poprawne są te roszczenia i hasła. Powód: roszczenia i hasła formułuje mikroskopijna grupa tzw. działaczek i działaczy, a popiera je grupa niewiele większa. Reszta branży (niechby stanowiącej nawet niecałe 5% społeczeństwa, czyli niespełna 1,9 mln ludzi) nie tylko nie formułuje takich roszczeń, nie tylko ich nie popiera, ale:
    - często nie ma o nich pojęcia,
    - często jest im przeciwna,
    - często nic jej to nie obchodzi.

    Ktoś powie, że oczekiwanie, że na manifestację LGBTQ – jakąkolwiek i gdziekolwiek, Parady Równości czy EuroPride nie wyłączając – przyjdzie wysoki procent z tych 1,9 mln – to mrzonka. I słusznie: zawsze są okoliczności obiektywne, które utrudniają udział – termin, odległość, pogoda, finanse. Nawet najbardziej zaangażowanej i wyoutowanej ciotce-działaczce mogą w pracy nie dać wolnego, żeby pojechała na Bardzo Ważną Imprezę – to normalne. A co dopiero mówić o wszystkich ludziach, którzy siedzą w szafie tak głęboko, że sami przed sobą boją się ujawnić? Problem w tym, że w tych 1,9 mln jest mnóstwo różnych rodzajów i kategorii ludzi – w różnym wieku, w różnym stopniu ujawnionych, mieszkających w całej Polsce, o różnym dostępie do mediów, w tym Internetu. I to wszystko też jest niby oczywiste, brane pod uwagę przy przygotowaniach imprez, uwzględniane w działalności org LGBTQ – a na końcu na Paradę Równości przychodzi niespełna tysiąc osób. Bo pogoda była zła, bo termin był dziwny, bo nie lubimy Fundacji Równości, bo informacje były słabo rozpropagowane, bo mamy inne plany na weekend… I to samo jest z każdą inną formą „udziału” branży w walce o jej emancypację: do orgów należy garstka ludzi, na konferencje i spotkania chodzą ciągle te same osoby, w akcje – abstrahując od ich charakteru i złożoności – angażuje się mało kto.

    Myślę – i o to chodziło mi w pierwszym wpisie – że orgi LGBTQ powinny całkowicie zmienić swój profil działania: skoncentrować się wyłącznie na działalności „do wewnątrz”, na pracy u podstaw, na rozszerzaniu w samej branży wiedzy, że homofobia istnieje i trzeba z nią walczyć. Branża jest nieuświadomiona, bierna i przekonana, że tak, jak jest, jest dobrze. To trzeba w pierwszej konieczności zmienić – póki to nie nastąpi, inicjatywy skierowane do ogółu społeczeństwa, czy pomysły na zmiany w prawie (kodeks karny, związki partnerskie, ustawa antydyskryminacyjna, otwarcie małżeństw etc.) nie napotkają żadnego odzewu. Nie martwmy się czy „Wrocław – miasto spotkań” zda egzamin, ani czy zda go jakiekolwiek inne miasto, bo na razie egzaminu nie zdaje sama branża.

  • marcin

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    A ja uważam, że nie ma jednego patentu na działanie, marsz to naprawdę dobra rzecz, nawet jesli przyjdzie mało osób. Kurcze, a niby dlaczego projektujesz tak rzeczywistość?? Może przyjdzie 3000 osób? Zresztą ilość nie jest ważna, a przekaz medialny, to ile ludzi o tym przeczyta, dowie się o istnieniu we Wrocku gejów i lesbijek. Ja uważam, że wciąż jest ważne, by pokazywać się na ulicy. Pamiętajmy, że polski ruch LGBT jeszcze się nie zaczął!!!! I nie winą orgów jest brak frekwencji, zsumujmy ilość wejść na portale branżowe, to kilkaset tysięcy osób dziennie. Dziwne, że oni nie mają świadomości… A co z faktem, że KPH otrzymała prawie 60 tys. z jednego procenta – to świadczy o potencjale branży.

    Absencja to „wina” mentalności naszego społeczeństwa, nie angażujemy się, nie różnimy się tylko dlatego, że jesteśmy homo.A

    A może po prostu geje i lesbijki nie potrzebują żadnych ustaw, praw antydyskryminacyjnych, może jest im w Polsce dobrze?

  • junior

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Dokładnie, Polacy nie są społeczeństwem obywatelskim. Nie mamy zaufania do innych ludzi, nie potrafimy grać zespołowo, nie zrzeszamy się. A jeśli coś się złego dzieje – to wtedy pospolite ruszenie…
    A propos 60 tys. zł KPH z akcji 1 % – jeśli tyle wpłynęło, to moim zdaniem max od 2 tys. osób. To raczej niewiele jak na jedną z największych organizacji i ok. 2 mln społeczność LGBT w Polsce.
    ~Multilucus: masz sporo racji. W tym właśnie sęk – w jaki sposób aktywizować ludzi, którzy ze strachu/wygody lub z innych względów stoją z boku i nawet przy akcji 1 proc. nie wspierają organizacji, które działają w ich interesie. Osobiście uważam, że parady to nie wszystko, ale są potrzebne. Trzymam kciuki za Wrocław!

  • Multilicus [disenchanted]

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Paradę Równości podałem jako przykład – bo jest to chyba najlepiej znana branżowa impreza, a przy tym dosłownie polega ona na ilości osób, które w niej uczestniczą.

    Świeższy przykład: w piątek o 17:00 było trzygodzinne seminarium w ramach projektu „Berlin – Yogyakarta”. W Warszawie, w budynku sąsiadującym z BUWem – czyli nie gdzieś-nie-wiadomo-gdzie ani nigdzie daleko. Z udziałem m.in. Marzanny Pogorzelskiej (w drugim panelu) – to jak ktoś nie lubi ludzi kojarzonych z organizacjami. Wydarzenie reklamowano nie tylko na stronie KPH, ale m.in. tu, na homikach. Na widowni było 30 osób, w tym co najmniej połowa należących do org LGBTQ. Brak czasu czy brak zainteresowania?

    Na stronie KPH Wrocław do dziś można obejrzeć zdjęcia m.in. z festiwalu „Lesbijki, Geje i Przyjaciele” z 2007 roku. Ja też mam wielką nadzieję, że w tym roku frekwencja będzie dobra. Ale się nie łudzę. Po akcjach we Wrocku i innych miastach wiem, że „idea” motywuje do działania tylko maleńką grupę, która zwykle znajduje oparcie w ludziach, którzy ją osobiście znają – natomiast cały czas nie udaje się nam rozszerzenie „bazy” działalności i uzyskanie oparcia/poparcia dla działalności od większej grupy ludzi – niezależnie od miasta. Stąd wniosek, że orgi LGBTQ na tym właśnie powinny się skupić, bo bez tego wygląda na to, że np. występując w mediach, skarżąc się na obojętność władzy, na homofobię w polityce, na braki w edukacji, albo proponując zmiany w prawie – reprezentują siebie same (czyli zrzeszoną w nich garstkę ludzi) i nikogo więcej.

  • junior

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Zgoda, takich przykładów też mam wiele. Konferencje, wystawy są może dla niektórych zbyt elitarne, ale nawet seanse w „Lunie” podczas festiwalu filmowego z okazji Dni Równości w Warszawie gromadziły średnio po 50 osób, a zdarzało się, że i po kilkanaście.
    W takim razie ponawiam pytanie: jak Twoim zdaniem aktywizować ludzi?

  • Multilicus [disenchanted]

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Nad aktywizowaniem ludzi głowię się od trzech i pół roku. I nie mam żadnych osiągnięć. Wydaje mi się, że ludzie walczą z homofobią z sobie-tylko-znanych powodów, przy czym sama walka niekoniecznie jest dla nich najważniejsza ani najciekawsza – chodzi im o zabawę, o zajęcie się czymś „pożytecznym”, o poznawanie nowych ludzi etc. Kiedyś nie wnikałem w te przyczyny, uważając, że nie ma znaczenia, czemu ludzie chcą działać – ważne, że działają. Dziś wiem, że takie myślenie prowadzi bezpośrednio do tego, że aktywnych jest coraz mniej osób.

    Najprościej jest z ludźmi, którzy walczą dla idei – wystarczy dotrzeć do nich z tą ideą („to-i-to jest homofobia, jest problemem dla całej branży, przyłączcie się do walki z tym problemem”), żeby mieć ich po swojej stronie. Mogę się mylić, ale ogromna większość ludzi nie należy do tej kategorii. Tej większości – jeśli już zdecyduje się na „działaczostwo” – trzeba zaoferować w zamian coś innego, niż satysfakcję z udziału w walce o słuszną sprawę. Co to będzie – to już zależy od człowieka.

    No i jeszcze jedno: cała branża nie musi należeć do KPH, Lambd, nie musi działać w ramach Fundacji KdT czy Fundacji Równości. Ale powinno być tak, że główne postulaty org LGBTQ (a te są jednak wspólne i niesprzeczne) są:
    - znane większości branży,
    - rozumiane przez większość branży,
    - popierane przez większość branży.
    Na tym polu braki są ogromne, co skutkuje np. znikomymi zainteresowaniem i poparciem pomysłu wprowadzenia związków partnerskich – vide ilość podpisów pod kolejnymi petycjami w Internecie (mikra, jeśli wziąć pod uwagę ilość osób z branży korzystających z Internetu), vide frekwencja podczas „manifestacji” pod sejmem (jeszcze marniej, niż z podpisami – czyżby naprawdę nikogo w Warszawie temat nie interesował?), vide dyskusje w Internecie (których, zasadniczo, nie ma). Baner tu, baner tam – to wszystko. Związki partnerskie to „niby” prosta sprawa, ale nie zauważyłem, żeby gdzieś towarzyszyło im wyjaśnienie, uzasadnienie. Wygląda to tak, że orgi LGBTQ mówią „związki partnerskie są potrzebne” i tematu nie rozwijają, nie dyskutuje się nad nim (jaki zakres uprawnień? tylko dla osób tej samej płci, czy dla różnej płci też?), nie nagłaśnia, nie próbuje wyjaśnić, czemu to jest ważne i potrzebne – i to tym ludziom, którzy mają na tym rozwiązaniu skorzystać, którym ma być ono potrzebne. Trochę, jakby uznano, że sprawa jest oczywista i nie ma nad czym dyskutować ani czego propagować, do czego zachęcać – trzeba poprzeć i koniec. Reakcją na tak prowadzoną akcję jest głucha cisza, bezruch i – w najlepszym razie – wzruszenie ramionami. Może gdyby skupić się na propagowaniu tylko tego pomysłu, gdyby wszystkie wysiłki włożyć tylko w to jedno zadanie, gdyby uparcie, konsekwentnie, za pośrednictwem każdego medium, jakie jest w zasięgu, „bombardować” ludzi, ale nie incydentalnie czy od święta, a bez przerwy przez miesiące, przenikając do ich świadomości, to stan „oczywistości” sprawy udałoby się osiągnąć, może w końcu doszłoby do prawdziwej debaty, czy nam te całe związki są potrzebne (jeśli tak – to dlaczego, w jakim kształcie itd.), z udziałem – na początek – kilkunastu-kilkudziesięciu tysięcy ludzi z dostępem do Internetu (a nie garstki na jednym-dwóch forach albo w ramach wymiany komentarzy pod jakimś blogiem). Tak samo należy zrobić z innymi problememi – począwszy od uświadomienia ludziom, czym jest homofobia i że jest ona wszędzie dookoła.

  • Loth

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Wydaje mi się, że ostatnio i tak się sporo dzieje. Marsz we Wrocławiu to kolejna cegiełka, obojętnie czy przyjdzie 50 osób czy 500. Pokutuje u nas niestety typowe „zajęcie się swoimi sprawami” – ,co potem skutkuje brakiem zaangażowania w cokolwiek… bo jakiś wyimaginowany „ktoś” zrobi to za nas – dotyczy to ogółu społeczeństwa, a nie tylko homoseksualnej części.

  • .

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    …albo może po prostu trzeba stwierdzić, że polscy geje i polskie lesbijki nie są zainteresowane związkami partnerskimi. Czateria codziennie miewa tysiące gejów odwiedzających, coś jednak pcha ich tam, zamiast na listy z podpisami pod związkami partnerskimi.

    DLa mnie to, że we Wrocku cokolowiek się dzieje, świadczy o przebudzeniu homików. Dziś Olsztyn, Wrocek, jutro Pcim. Nie ma innej drogi, skoro przekaz internetowy zawodzi.

  • Loth

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    Właśnie przeczytałem, że pod petycją do FIFy i UEFy i zrobienie czegoś z PZPNem podpisało się…. ponad 150tys ludzi :) a pod petycjami o związki partnerskie… zastanawiam się gdzie leży problem, w piłce nożnej być może w tej skostniałej instytucji, że przegrywamy na żenującym poziomie, może polskie środowisko lgbtq potrzebuje jakiegoś „kopa”, poczucia zagrożenia? Jak za czasów pisu.

  • Fałst

    [Wychodźmy z szafy!]

    Może komentarz trochę spóźniony, no ale do dyskusji dorzucić swoje trzy grosze mogę. Jedna cudowna recepta:
    Outować się! Wychodzić z szafy! Oczywiście, nie myślmy o tym w kategoriach ekshibicjonizmu jakiegoś, nie outujmy się na siłę, nie mówmy osobom, których np. nie darzymy sympatią. Ja się parę dni temu wyoutowałem moim rodzicom i czuję się świetnie! Siostrze rok temu wyszedłem z szafy.

    Im więcej ludzi będzie wiedzieć, tym większe są szanse, że ta nasza niewidzialność, o której wspomniano, zniknie. Będziemy widzialni.

    Ludzie, którzy nas kochają lub są naszymi przyjaciółmi i którym powiemy, wesprą nas lub będą zwracać większą uwagę na przejawy homofobii i zaczną zwalczać ją swoim oburzeniem – to nie są mrzonki, to nie jest moja naiwność – ja to sam dostrzegam.

    Homofobom łatwo obrażać nie-wiadomo-kogo. Z 2 milionami będzie ciężej.

    Jest taki blog o coming oucie:
    comingout.blox.pl
    Podbudowuje, polecam

  • x

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    [komentarz usunięty. detr.]

  • Xen

    [Re: megamasa "Z jakimi dwoma milionami Ośle?"]

    2 miliony, to szacunkowa liczba osób homoseksualnych w Polsce. Ignorancie

  • Fałst

    [Re: Marsz do Wrocławia]

    2 miliony, 1,5 mln, 1 mln – i tak osób LGBTQ jest sporo w tym kraju. Niestety, nikt nie prowadzi statystyk i prawdopodobnie nie byłby w stanie dokładnie oszacować tej liczby.

    Ja jeszcze raz się powtórzę, bo nudzić to umiem ;) )) : Naprawdę polecam ujawnianie się, polecam inicjatywy zachęcające do wyłażenia z szafy – to nie jest aż tak straszne i pomaga nie tylko nam samym, ale wszystkim innym zaszafowanym i niezaszafowanym osobom. :)

    Pozdrawiam

  • [Re:]

    Dla osób, które od dziecka doświadczały wyłącznie (!) aktów homofobicznej agresji i pogardy, i tych, które nikogo nie mają (i nigdy nie miały – wydaje im się więc tylko, kim są), i tych, które nie mogą sobie pozwolić na samodzielność i niezależność – to jest straszne. Dlatego tak podziwiam tych, którzy się odważyli. I zazdroszczę…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa