Witkowski na sprzedaż

Na początku był chaos, a w chaosie powstają moje recenzje, przeważnie jednak negatywne. Żeby przełamać to, bardzo chciałem napisać na Homiki jakąś recenzję pochwalną, w której podkreśli się, że autor/autorka wyrasta na nową gwiazdę polskiej literatury, że oto mamy nową Szymborską czy nowego Hłaskę. Ba! Zaangażowałem się nawet w poszukiwanie takich książek, stąd też na mojej stercie leży książka Sylwii Chutnik a w planach miałem przeczytanie kilku innych powieści „młodopolskich” . W poszukiwania te wpisał się świetnie Michał Witkowski i jego Margot.

Kupowanie książek to przygoda, polowanie, wyszukiwanie, decyzja podejmowana niekiedy przez pół roku (Zderzenie cywilizacji Huntingtona) , a niekiedy przez dwie sekundy (Chamowo Białoszewskiego). W przypadku Witkowskiego moje zaufanie zostało uśpione przez dwie świetne powieści, choć powinno być czujne po lekturze Fototapety, której niestety tytułu dobrej książki odmówić muszę. Z Margot kłopoty pojawiają się już po wzięciu do ręki – tandetna okładka, paperback udający twardą oprawę, do tego koszmarny tekst reklamowy: „Prawa do wydania w Szwecji sprzedano jeszcze przed ukazaniem się książki”. Może to i robi na kimś wrażenie, ale chcę łaskawie zwrócić uwagę na to, że fakt sprzedaży praw do niewydanej jeszcze książki nie jest niczym nadzwyczajnym (a w przypadku autorów popularnych jest to częstokroć codzienność). Ale darujmy sobie kłopoty z formą, przejdźmy do treści.

O czym jest Margot? To trudno określić. Z jednej strony to historia tytułowej bohaterki i jej przygód z tirem w roli głównej (pani tira prowadzi i o tym opowiada), z drugiej strony historia medialnego sukcesu Waldka Mandarynki, który dostaje się do programu w rodzaju reality-show, gdzie dzięki podcięciu sobie żył zostaje gwiazdą, której słucha Polska A i B.

Co się Witkowskiemu udaje? To co zawsze – stylizacja językowa, przebranie w fatałaszki, które nie są jego. Słownictwo kierowców (i kierowniczek) tirów opanowuje do perfekcji, choć posługuje się nim w sposób trochę nienaturalny, tak pomiędzy lubiewowską ciotą a wulgarnym lujem, choć cioty w tym więcej niż luja. Sami zobaczcie: Zatkał mi pysk brudną łapą, znów czuję smar benzyny i chuja, co go tą łapą walił. (…) Rozwieram nogi i czuję, jak Ukraińcy wchodzą nareszcie wygodnie, a nad twarzą stoi mi Arabstwo. Kapie ze wszystkich stron. Tak właśnie Margot opisuje orgie, którą odbyła z tirową międzynarodówką na jednym z postojów. Opisów takowych aż tak dużo nie ma, ale nie można odmówić autorowi braku dowcipu, czasem graniczącego z wulgarnością, ale jednak przezwyciężającego język i pokazującego, że można pisać powieść bez bezmyślnego rzucania mięsem. To co z pewnością w Margot przyciąga to pomysły – przebieg kariery Waldka Mandarynki czy obserwacja kultury Polski w wydaniu B, tam gdzie Ameryka w polską wieś się przeistacza. Te wszystkie opowieści o Cyganach, księdzu Marku, który z kościoła robi dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, Złodziejowo (co drugie osiedle bogatych znajdujące się w małej miejscowości tak jest nazywane przez mieszkańców) czy w końcu historia świętej Asi od Tirowców, która jako żywo jest nabijaniem się z prozy Tokarczuk – tworzą one specyficzny klimat kolażu, z którego jednak niewiele wynika.

Mam w Margot ulubioną postać, jest nią właśnie ksiądz Marek. Posłuchajmy go (błędy zamierzone):

Pochwa! Laska pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi. Tak się cieszę, że dzisiaj na wieczornej modlitwie bylo tylu mlodych milych Bogu chlopców… (I dziewczynek! I dziewczynek, oczywiście, i dziewczynek!). I jednakże też chlopców. Mlodych. Ladnych. (I ladnych dziewczynek!).

Majstersztyk hipokryzji, przepięknie skrojony. I ci Iwaszkiewiczowscy piękni chłopcy… Witkowskiemu zawsze udawała się jedna rzecz – ukryć prawdziwe intencje. Tak było z Lubiewem, które odczytywano jako powieść emancypacyjną, a w rzeczywistości było grą na poziomie autobiograficzności. Po Lubiewie tliły się nadzieje na powstanie pisarza gejowskiego, odczytywano Śnieżynkę jako porte parole autora. Tym razem autor w wywiadach mówi o tym, że jest hetero, że sam o mały włos nie stał się takim Waldkiem Mandarynką. To wszystko zabawa – artysta jest tu produktem końcowym, nie książka. Podobnie jest z Margot – za tymi wszystkimi świetnymi fragmentami, ciekawymi opowieściami nie ma niczego poza formą. Trochę się człowiek pośmieje, trochę zastanowi nad tą rzeczywistością polską, w której to małe dziewczynki (…) rodzą się od razu w zaawansowanej ciąży i na tym koniec. Chciałoby się obronić Witkowskiego pisząc, że to książka krytyczna, wręcz rozrachunkowa, głos pokoleniowy, ale tak naprawdę to wszystko jest dobrze przemyślanym produktem, zabawą, rodzajem gry z czytelnikiem i recenzentem. Gdy chce się złożyć Margot w całość wychodzi dość tandetna papka – zamierzona. Witkowski po prostu chciał napisać powieść plażową, pekaesową, pociągową. To nie zarzut, dla tej książki to komplement, bo chyba najgorsze co by można Margot zrobić to opisywać ją w kategoriach literatury, która ma inne cele niż po prostu zabawić czytelnika. W swojej kategorii jest to z pewnością jedna z najlepszych książek jakie powstały w ostatnich latach. Tyle, że dla mnie tu nie książka jest najważniejsza, a autor – w tej kategorii mamy do czynienia z mistrzostwem autokreacji, literacką Dodą, która patrzy na nas z przystanków autobusowych (tak, Margot jest na przystankach reklamowana) i mówi – kupujesz Witkowskiego, a nie książkę. Tym bardziej czekam na kolejną odsłonę.

Michał Witkowski
Margot

Wydawnictwo Świat Książki 2009

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

8 komentarzy do:Witkowski na sprzedaż

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    „Lubiewo” to bez wątpienia literackie arcydziełko, no moze małe arcydzieło, ale jednak, taka druga „Konopielka”. Redliński juz niczego więcej klasy „Konopielki” nie napisał, choc „Szczuropolakom” („Szczurojorcom” – bo czuł sie zmuszony zmienic tytuł) nie może zarzucic braku dobrego warsztatu. Podobnie z Witkowskim – prawdopodobnie nie doskoczy juz nigdy do poziomu swego arcydziełka – będzie produkował zabawne rozmaitości, ale nie sądzę, by napisał np. cos klasy „Obcego” Camusa… :-) )) To chyba nie typ intelektualisty, ale ktos obdarziny dobrym językowym uchem…

    ale byc autorem chocby jednego arcydzielka – to juz jest coś! Ja zresztą dwa razy z Witkowskim rozmawiałem, był sympatyczny, podpisał mi książkę – i qrva, uwielbiam go za to zajebiste „Lubiewo”! Jest wielu twórców jednego arcydzieła! To lepsze niz natrzepac pięcdziesiąt marnych cegieł!

    A przy okazji – Wojtek świetnie pisze – chapeau bas! To taki whiz kid środowiska LGBTQ :-)

  • xenia

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    Książka nie jest warta kupna. Wypożyczcie w biblio – jeśli koniecznie musicie ją mieć.
    Nie jest też dobrą zabawą, jak na powieść popularną przystało. Zgadzam się z Izabelą Filipiak, że Witkowski napisał książkę populistyczną.
    Część o Waldku Mandarynce jest makabrycznie nudna! To przede wszystkim.
    Do tego dodać manierę pisarską (Wojtek Szot dobrze to w recenzji uchwycił, zresztą doskonały tekst!), która w poprzednich książkach się sprawdziła, nie raziła, zważywszy na okoliczności. Jednak w książce-wydmuszce niestety stanowi niepotrzebne udziwnienie.

    Zasadnicza wada Margot polega na nudzie, owszem, bywa zabawnie (rzadko), pastisze są świetne, ale generalnie rzecz o niczym, nic niewnosząca. mało zabawna, mało pomysłowa. Największym problemem dla mnie jest to, że TEN świetny pisarz MW, udowadnia, że tak naprawdę poza smykałką do pisania (tego odmówić mu nie można), nie ma nic do powiedzenia. I inaczej postrzegam już Lubiewo… Poprzednie powieści przynajmniej osadzone bardziej w realiach.

    A wywiady Witkowskiego, które krytykują Dunin i Filipiak, to przykład braku przygotowania spójnej PR-owej koncepcji.

  • Maciek

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    Kurcze no niestety z przykroscia potwierdzam – Margot zieje nuda! :( choc bardzo sie staralem, zeby nie ;)

  • [Re: Witkowski na sprzedaż]

    tak, ksiazka „Margot” Michala Witkowskiego jest chujowa jak barszcz … nie warto jej nawet kupowac, te wszystkie historie sa wulgarne i w zlym guscie i jest ich za duzo … http://www.youtube.com/watch?v=Ky1zUwhV8HA

  • Abiekt

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    Mi się wydaje coś innego niż Xenii – te wywiady to bardzo przemyślana strategia PR-owa, chodzi o to by się gadało. Gdyby nie te wywiady Dunin by o książce pewnie w ogóle nie napisała. Witkowski w wywiadach też kreuje się tak, byśmy czytając „Margot” chcieli doszukiwać się w niej potwierdzenia jego słów.

  • xerxes

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    Witkowski, Masłowska – gloryfikacja chamstwa i wulgarności. Literatura szaletowa. Nic więcej.

  • Loth

    [Re: Witkowski na sprzedaż]

    Masłowska? Chyba żartujesz, od kiedy to ilość wulgaryzmów jest miernikiem poziomu literatury… Wojna P-R to coś więcej niż opowieści z życia Silnego – tylko trzeba umieć to odczytać :) konteksty itp… Nie wspominając o „Między nami dobrze jest..




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa