Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?

„walka o małżeństwa jest tylko elementem propagandy, bo w życiu gejów dominuje absolutny promiskuizm” (ks. Dariusz Oko)

„Przychodzi pedał do lekarza: Panie doktorze, oprócz męża mam czterech kochanków, bzykam się z sąsiadem i z ekspedientem ze sklepu, z listonoszem i mleczarzem, nawet z facetem, który przynosi pizzę…” Lekarz: „Wygląda mi to na ewidentny przykład choroby społecznej, zwanej promiskuizmem”. Gej: „A czy zapisze mi to pan po łacinie w karcie choroby? Żeby mój mąż przestał mnie wyzywać od dziwek…”

Promiskuizm, zwany także promiskuityzmem oznacza odbywanie stosunków płciowych z wieloma partnerami. To także brak reguł współżycia seksualnego i małżeńskiego, charakteryzujący (według hipotezy z drugiej połowy XIX w.) najwcześniejsze stadium rozwoju rodziny (Słownik Wyrazów Obcych). Po angielsku „promiscue” znaczy: tu i ówdzie, byle gdzie. Jest to zatem strategia seksualna polegająca na braku wybiórczości w kontaktach płciowych gdzie kopulacje odbywa się z wszystkimi aktualnie dostępnymi partnerami. Promiskuityzm jest przeciwieństwem monogamii. Samce (w tym również, a może przede wszystkim geje) ponoć nie są z natury monogamiczne…

Taka sucha definicja zawiera przeważnie w sobie osąd moralny. W powiązaniu z gejami ma na celu zdyskredytowanie ich i obnażenie zgnilizny moralnej rozwiązłego stylu życia. Nie można przyznawać prawa do małżeństwa, czy zalegalizowanego prawnie związku partnerskiego osobom, które i tak nie są do tego zdolne i monogamii „z natury” nie praktykują. Tak orzekł już w 1957 roku niemiecki Trybunał Konstytucyjny. W latach osiemdziesiątych, wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa HIV oraz dramatycznym wzrostem zachorowań na AIDS argument promiskuizmu zyskał ponownie na znaczeniu. Doprowadziło to do stygmatyzacji homoseksualistów, jako grupy nie tylko podwyższonego ryzyka, lecz także przede wszystkim jako sprawców i roznosicieli dżumy XX wieku. Konserwatywni politycy wyciągają co rusz obraz rozpustnego geja (lesbijki są bardziej wierne? monogamiczne?) by obalić i udaremnić dążenia hedonistycznych zwyrodnialców do legalizacji ich zdrożnych związków i „tzw. małżeństw”.

Przyklejona etykietka

Etykietka promiskuizmu przylgnęła do geja niczym rzep do psiego ogona. Od czasu rewolucji obyczajowej zapoczątkowanej w 68 roku obserwujemy ponoć „upadek moralności”. W dziedzinie dotąd tabuizowanej otwarły się nowe perspektywy; także dla gejów. Obserwujemy nowe sposoby zachowań, nowe formy partnerstwa, nowe modele rodziny. W środowisku LGBT takie pozorne przeciwieństwa jak „stały związek” oraz „układ otwarty” nie stoją w wykluczającej się sprzeczności. Jak to działa? Czy związki otwarte mogą być stabilne? Przeanalizujmy nasze sposoby zachowań, nie wdając się w osądy moralne. Witamy zatem w świecie stosunków męsko-męskich. Mam nadzieję, że panie się za to pominięcie nie obrażą.

Nie można zaprzeczyć, że geje lubią seks, częsty, namiętny i stosunkowo obfity. Czy jednak rozpustnikiem nazwiemy kogoś, kto ma dwóch partnerów (na raz! z czego jeden na boku, w zapasie, jako tzw. pogotowie seksualne), czy też takiego typa, co to dzień w dzień na pikiecie wysiaduje (niechby nawet i wirtualnej na fellow, czaterii czy gayromero), łykend w łykend w darkroomie siedzi i się gzi, na drągu, w przeciągu, w pociągu… Zależy to już od indywidualnego systemu wartości, który często zmiennym jest. I od okoliczności zależy. Taki to i w samym środowisku nie jest poważany a określenia w rodzaju: „kurwa, zdzira, latwica” sugerują, że dany obiekt ma o wiele większy apetyt seksualny i przebieg niż inni. Mniej szczęśliwi może. Taki kurwiszon nie jest ponoć zdolny do dojrzałego związku, do stałego uczucia. Po prostu karzełek emocjonalny. Przynajmniej w opinii osądzającego.
Dziwne, ale wyrażenie „promiskuizm” nie odnosi się w zasadzie do tych gejów, którzy mieli liczne, mniej lub bardziej długotrwałe związki (tak zwani seryjni, kilkutygodniowi lub kilkumiesięczni monogamiści).

Fakt, że geje mają sporo częstych, przypadkowych, powierzchownych kontaktów da się łatwo wytłumaczyć, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej geje się znajdują. To nie homoseksualista jest perwersyjny, lecz sytuacja, w jakiej żyje (Nicht der Homosexuelle ist pervers, sondern die Situation, in der er lebt) głosił w 1971 roku znany niemiecki reżyser Rosa von Praunheim. W owych czasach nawiązanie stałego, długotrwałego związku, ze względu na uwarunkowania społeczne graniczyło z cudem. Polska A.D. 2009 nie odbiega zanadto od ówczesnej sytuacji w RFN. No mamy wprawdzie Internet, kluby i lokale, ale… Zawsze istnieje jakieś ale.

Dzisiaj nadal mężczyzna homoseksualny definiowany bywa poprzez drzemiące w nim popędy i seksualne żądze. Ignorancja krytyków pozwala zapomnieć, że promiskuizm i zdolność do życia/bycia w związku wcale się nie wykluczają. Liczne badania potwierdzają, ze geje potrafią tworzyć w sprzyjających społecznie warunkach stabilne układy i związki. Nie przeszkadza to jednak w funkcjonowaniu, równolegle do tych monogamicznych i wiernych sobie bezwarunkowo, związków przypadkowych, krótkotrwałych, czasowych i jednorazowych. A bywa też często i tak, że geje żyjący w „związku stałym”, zachowują się (obaj – więc nie ma tu mowy o zdradzie) zgoła poligamicznie. Czy partnerstwo zakłada wyłączność i wyklucza możliwość spotkań intymnych z innymi partnerami? Przecież i heterycy nie zawsze wierni są do grobowej deski.

Faceci to lubią…

Mężczyzna, obojętnie homo czy hetero, może realizować swój popęd seksualny z wieloma partnerami. Zmienność fizyczna nie wyklucza moim zdaniem stałości uczuciowej psychicznej. Konwencja moralna wraz z wpojonymi zasadami etyki chrześcijańskiej powodują, że zdolność ta, dar ten (nazwijmy go chwilowo GEJ-darem) staje się przekleństwem. Powoduje wyrzuty sumienia własnego oraz wyrzuty moralne osądu społecznego. A gdzie jest powiedziane, że powielać mamy heteroseksualne wzorce zachowań? Monogamia uzasadniona bywa stałością i stabilnością opieki nad potomstwem. Geje jak wiadomo dzieci nie posiadają. Przynajmniej nie płodzą sami. (akurat!) Więc i monogamia przestaje być uzasadniona socjalnie. Przesadą jest jednak traktowanie seksu tak prosto i płytko jak jedzenia czy uprawiania sportu. Jeść zresztą możemy także różnie: kaszankę na gazecie codziennie, lub kawior i ostrygi na wykwintnym półmisku co jakiś czas.

Jak podaje psycholog Don Symons, mężczyźni heteroseksualni mogliby mieć przypuszczalnie tyle samo seksu z wieloma partnerkami jak mężczyźni homoseksualni. Większość chciałby mieć także dodatkowego, zmieniającego się co pewien czas, partnera poza oficjalnym stałym związkiem. Wielu facetów w drodze do domu zboczyłoby na kilka minut do publicznej toalety, by jakaś kobieta im sprawiła przyjemność. Oczywiście gdyby tylko panie czatowały w tych toaletach i byłyby zainteresowane obciąganiem. Kobiety jednak nie czatują i zainteresowane tym nie są. Jaka szkoda. Pech dla heteryków.

Na szczęście są jednak geje. Nie są oni zafiksowani ani na orientacje, ani na monogamizm. Często potrafią wyłuskać spragnionego heteryka i doprowadzić do „dobrowolnego poddania się czynności seksualnej”. Ten model funkcjonuje od stuleci i w wielu krajach, zwłaszcza tych gdzie geje są w ten lub inny sposób prześladowani (nie mogą obnosić się publicznie, zawierać związków i zrzeszać się) uchodzi za dopuszczalny. Obie strony są tu zadowolone. I homo i hetero. Chociaż, jak mówi stare przysłowie: Nie ma prawdziwych heteryków, są tylko niewłaściwie podrywani.

Michael Bochow w 2003 roku przeprowadził badania, z których wynikało, że długość trwania związku ma ścisły związek z promiskuizmem. Im dłużej para trwa w związku, tym więcej miewają partnerzy stosunków „na boku”. Znudzeni sobą wierni kochankowie szukają „do trójkąta” w celu uatrakcyjnienia zabawy. Badania Bochowa wykazały ponadto, że pary homo łatwiej radzą sobie z podejściem do „zdrady”, niż porównywalna grupa par hetero. Homiki są bardziej wyrozumiałe i gotowe do kompromisu. Pamiętajmy, że zdolność oddzielenia intymnej podstawy stałego związku od dynamicznej i zmiennej seksualności może stać się nawet gwarancją udanego partnerstwa. Otwartość w związku nie musi oznaczać przecież niestabilności czy braku więzi, miłości lub zaangażowania. Nie musi doprowadzić do rozpadu. W miłości prócz radości, bliskości i przyjemności jest miejsce na zazdrość, strach przed utratą partnera i żal. Pamiętajmy tez o tym. Otwartość i szczerość powoduje że rozmawiając o tych uczuciach rozumiemy się wzajemnie bardziej a dzięki temu jesteśmy w stanie przezwyciężyć najgorsze kryzysy.

Wprowadzenie do szczęścia

Brytyjski socjolog Anthony Giddens określa opisany powyżej związek otwarty mianem „czystego”, przy czym przymiotnik czysty pełni rolę opisową a nie wartościującą. Czysty związek trwa dopóty, dopóki obaj partnerzy czują się w nim dobrze, fizycznie i emocjonalnie. W takim układzie obaj partnerzy powinni usilnie pracować nad zdolnością empatii, kompromisu, umiejętności odczytywania i zrozumienia różnych pragnień, życzeń, wyobrażeń. Takie „pacta conventa” zawierać powinny „ogólne zasady postępowania”, czyli mini seksualny kodeks moralny danej pary. Nie powinien on oceniać zachowań i praktyk współpartnera, lecz określać sposób ich realizacji. Co w ramach partnerstwa, a co poza nim może być akceptowalne i możliwe. Oral czy anal? Ostro czy delikatnie? Z fetyszem czy bez? S/m czy sneak? Nie ma spraw i obszarów tabu. Nie ma też wartościowania. Bo różne bywają seksualne pragnienia i nie zawsze są one z ukochaną osoba możliwe do spełniania.

Złota zasada

Domyślam się oburzenia i głośnego sprzeciwu wszystkich (obecnie monogamicznych) czytelników, gdy powiem, że nie spotkałem długotrwałego (kilkuletniego!) związku gejowskiego, w którym partnerzy byliby sobie absolutnie i pod każdym względem wierni. No może jeden, który i tak potwierdza regułę. Nie mówię tu o tzw. związkach trwających od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy. To po prostu nie działa. Związki partnerskie z wieloletnim stażem rozpływają się po jakimś czasie w układy otwarte (nawet jeśli to otwarcie polega na przesiadywaniu na czacie i wirtualnym zaliczaniu kolejnych cyber-seksów), lub też partnerzy zaczynają okłamywać się wzajemnie. Kluczem do szczęścia w takim związku jest permanentna gotowość do rozmów. Gdy zanika otwartość, szczerość i zdolność do kompromisu – związek jest w niebezpieczeństwie. Rozmawiajmy więc o tym co było, co jest i co stać się może.

Polecam drogim czytelnikom następującą regułę: dopóki nie jesteś w związku stałym, ciupciaj sobie stosunkowo obficie. Jesteś jednak z partnerem – wspólnie decydujcie, czy i w jakiej formie możliwy i akceptowalny może być seks „pozamałżeński”. Partner, który potajemnie „chadza na boki” nie jest dla mnie żadnym rozpustnikiem. Jest po prostu nieuczciwy! Nie jest to jednak ocena moralna. Widocznie zabrakło tu szczerości w związku. W każdym razie zawsze to można nadrobić. Gorzej, gdy widzimy, że nasz ukochany ma obsesje na punkcie seksu. Tu kryje się niebezpieczeństwo nadszarpnięcia domowego budżetu na seks-telefony, party-line, biznesbojków (escort) oraz seksualne gadżety. Taki ryzykant to i bareback lubi i bez gumki bywa w stanie się puścić. Takim zachowaniom mówimy zdecydowanie: Nie!

O mitologii i patologii

Według mitologii greckiej satyry to bóstwa leśne przedstawiane jako stworzenia z koźlimi różkami i końskimi nogami. Lubowały się one w pijaństwie i rozpuście. Nimfy były zaś pięknymi, długowiecznymi córkami Zeusa i reprezentowały boskie siły przyrody. Od nazw tych postaci mitologicznych pochodzą określenia dwóch zaburzeń seksualnych: satyriasis i nimfomanii. (poradnikmedyczny.pl)

Bywają geje opętani na punkcie seksu. Cały wolny i niewolny czas spędzają w poszukiwaniu potencjalnego, nowego partnera. To jak uzależnienie, seksoholizm. Każdy nowy kontakt prowadzi jednak do frustracji, żaden nowy partner nie daje pełnego zadowolenia. Problem ten ma podłoże bardziej psychologiczne niż seksualne. Naukowcy twierdzą, że przyczyna takiej erotomanii tkwi w strachu przed samotnością, lęk przed odrzuceniem, potrzeba akceptacji. Satyriasis, czyli ciągła, wyniszczająca i uporczywa potrzeba uprawiania stosunków płciowych, przesłaniająca inne potrzeby życiowe człowieka ma bardzo wiele obliczy. Bliżej jej do nerwicy seksualnej niż do – potocznie nazywanego – „łajdaczenia się” czyli promiskuizmu. To taki stan ustawicznej gotowości seksualnej, schizofrenia od pasa w dół, jak określa ten zespół obłędu seksualnego i niemożliwych do zaspokojenia żądzy, znany seksuolog Lew Starowicz. O zaburzeniu mówimy, jeżeli popęd do realizacji potrzeb seksualnych wymyka się spod kontroli i staje się powodem cierpienia albo jednostki dotkniętej zaburzeniem albo osób z jej otoczenia. W takich przypadkach należy zwrócić się do psychiatry lub seksuologa celem uzyskania porady i pomocy. (ibidem)

Miłość to odkrycie granic wolności partnera

Fakt powszechności istnienia promiskuizmu nie wyklucza zdolności gejów do budowania stałych i trwałych więzi uczuciowych. To paradoks, lecz przyjrzyjmy mu się bez niepotrzebnych emocji. Coraz powszechniejsze możliwości zawierania zalegalizowania układów partnerskich doprowadziły to tego, iż geje przejęli uprzedzenie heteroseksualnego społeczeństwa w kwestiach miłości i wierności. Przejęli heteroseksualny Matrix. Otóż trik polega na tym, że związki partnerskie gejów nie muszą być monogamiczne. Oczywiście poligamiczne także być nie muszą. Nic na siłę.

Jedynym sposobem na obalenie mitu o nietrwałości i powierzchowności związków między mężczyznami jest integracja promiskuizmu, jako równouprawnionej formy organizacji życia seksualnego. Dyskryminacyjna alternatywa: albo- albo, zamienia się w „owszem, również, także i nie wyłącznie”.

Partnerstwa gejowskie są różnorodne jak sami geje. Miłość i oddanie w partnerstwie homoseksualnym wyraża się w końcu także w tym, że nie mamy na siebie wzajemnie patentu wyłączności. Szanujmy wolność drugiego. Także wolność seksualną. Bo bądźmy szczerzy: czyż pojęcie wolności nie brzmi ładniej niż jakiś tam promiskuizm.

Literatura:
1. Anthony Giddesn, Wandel der Intimität
2. Stefan Schmidtgall, Was heißt promisk!?
3. Kriss Rudolph, Paaroli

Janusz Boguszewicz tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.

Autorzy:

zdjęcie Janusz Boguszewicz

Janusz Boguszewicz

tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.

63 komentarzy do:Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?

  • krzsz1986

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Blee… nie czytałem całego, tylko pierwszy i ostatni akapit. Wystarczy. Dla mnie „związek”, w którym wolność seksualna oznacza skoki w bok, to namiastka dla ludzi zrezygnowanych lub niedojrzałych. Ludzie mają mniej lub bardziej barwną przeszłość i niektórzy, jak to się mawia, z niejednego pieca chleb jedli, ale w związku liczy się teraźniejszość i przyszłość. O przyszłości w takim „związku” wolę nawet nie myśleć. Szczerze mówiąc, już teraźniejszość jest wystarczająco przerażająca: nie mógłbym całować się ze swoim(???) chłopakiem, mając świadomość, że wczoraj tymi ustami obrabiał obcego fiuta. Szczerze, współczuję.
    (…)
    Przeczytałem jednak całe. Przy takim temacie, nie potrafię uciec od moralnej oceny. Spójrzmy: „czyż pojęcie wolności nie brzmi ładniej”, „heterycy nie zawsze wierni są do grobowej deski” oraz „różne bywają seksualne pragnienia i nie zawsze są one z ukochaną osoba możliwe do spełniania”. Dla mnie to szczyt sztampy.

    Mam nadzieję, że są jacyś homo faceci, którzy nie dążą jedynie do spełnienia swoich wszystkich seksualnych pragnień”. :)

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Dawno nie czytalem czegos rownie dualistycznego. Moze to jakas nowa religia?

  • Franc

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Jestem gejem i monogamistą ale nie o to chodzi. Mam kupe kolesi hetero i oni tak samo co impreza pukają inną laskę, nikogo to nie dziwi. Cos mi się wydaję, że dla gejów jest osobna miarka tak jak dla kobiet. Jak hetero codzień ma inną babke, to jest maczo a jak gej albo kobieta to jest dziwką. Żałosne.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Tekst bardzo ciekawy, ale mam pewne zastrzeżenia.
    Żeby wyjaśnić mój punkt widzenia – zapewne niewiele mogę o tym wiedzieć, bo nigdy z nikim nie byłam, zapewne jestem naprawdę psychicznie niezdolna do seksu – i nie przeszkadza mi to, zaspokajam popęd seksualny wyobraźnią. Tym niemniej zawsze pozostaję zwolenniczką poglądu, że:
    a) seks nie jest przyjemnością z tego samego poziomu, co jedzenie cukierka albo oglądanie zachodu słońca, wymaga większej odpowiedzialności i dlatego także wymaga narzucenia sobie pewnych zasad.
    b) najlepiej, by ludzie uprawiali seks tylko i wyłącznie z miłości lub przywiązania.
    c) a jak jeden czy drugi – obojętne, homo, hetero czy bi – nie może wytrzymać bez ciupciania wszystkiego co się rusza, to niech weźmie interes do ręki, rozciągnie i zawiąże na supełek. :]
    Tym niemniej nie wykluczam tego, że można żyć najzupełniej zgodnie w związku otwartym. Nie mnie to oceniać, skoro jestem absolutnie poligamiczną skoczniołazicą (zwiedzam skocznie narciarskie) – tak, ja zawsze mówię, że _zakochałam się_ w danej skoczni, tylko niestety, ciągle innej! ;) (Mam nadzieję, że skocznie nie uważają mnie za zdzirę… ;) )
    Ale tak już bez ostrych argumentów w rodzaju tego o supełku – jeszcze dwa argumenty za monogamią.
    1. Warto pamiętać, że prezerwatywa nie daje absolutnej pewności. Może się zdarzyć, że pęknie. Oczywiście choróbska też nie muszą koniecznie zarazić przy krótkim kontakcie bez prezerwatywy, ale MOŻE się to zdarzyć. Więc lepiej nie ryzykować.
    2. Szczerze mówiąc zupełnie nie uznaję argumentu o „powielaniu heteroseksualnego modelu związku”. Po pierwsze nie ma czegoś takiego, jak jeden model heteroseksualny. Są tacy heterycy, co kochają do grobowej deski i są tacy, co chodzą na dziwki i jeszcze się tym szczycą. Osobiście uważam, że model zakładający, że uczciwy związek powinien być monogamiczny. nie jest „modelem heteryckim”. On tylko był do tej pory zawłaszczany przez heteroseksualistów-homofobów, odmawiających gejom zdolności do tworzenia związków. Oczywiście „Nicht der Homosexuelle ist pervers, sondern die Situation, in der er lebt”, nadal nie żyjemy w sytuacji idealnej, w której taka czy inna orientacja jest czymś neutralnym, a związki homoseksualne uchodzą za moralnie tak samo dobre, jak heteroseksualne. Ale i tak warto choćby DĄŻYĆ do „neutralizacji” monogamii, zniesienia przypisania jej do jednej tylko orientacji.

  • bez

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    1 heterycy to i tamto …. [...piii...] wiesz o heterykach geju to sie wstrzymaj z opowiesciami… nie wiem gdzie sie szanuje ‚ruchaczy”? moze wsrod praskiego dresiarstwa albo wsrod kurew-sekretarek z korporacji, tancerek z tvshow… nie wsrod normalnych …

    2 ile lez by gejom osczedzono gdyby strasi, organizacje, autorytety srodowiskowe mowily- stale gejowskie /nie lesbijskie/ zwiazki sa trudne i bardzo rzadkie, najczesciej przychodza bardzo pozno, kolo 40tki!!! pogodz sie z tym mlodziencze bo takie jest zycie

    3 naiwna jest wiara, w to,ze prawne sankcje cokolwiek zmienia- tak jak zakazy nie ‚wyplenily’ tak i homomalznstwa nie stworza nagle tysiecy stabilnych par

    [ej-ej-ej. bez chamstwa się uprasza. detr.]

  • ampersand

    [do zewsząd i znikąd]

    „najlepiej, by ludzie uprawiali seks tylko i wyłącznie z miłości lub przywiązania”

    Najlepiej by seks uprawiały tylko pary heteroseksualne po ślubie w celu spłodzenia dziecka.
    See what I did here?

  • Moje imię....

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    ciekawy tekst ale w pewnych momentach osiąga szczyty relatywizmu….

    z 9 letniego ! doświadczenia :) wiem, że zbudowanie czegoś stałego, nie wspomaganego skokami w bok,nawet tymi za obustronną zgodą jest możliwe i warto do tego dążyć, warto wierzyć w coś lepszego …

    a dodam tylko, że w ciągu tego okresu przeżyłem bez Mojej Miłości ponad rok w oddaleniu(Jego zagraniczny staż, podjęty po wspólnej decyzji- i to jest chyba taka wolność w związku o którą chodzi- możliwość samorealizacji) i wcale nie musiałem sobie kompensować tego seksem na boku czy wycieczkami do marnych klubików…

    czasem wystarczy po prostu jedno głębokie spojrzenie i już wiesz dlaczego to właśnie on a te przeżyte lata w stałym związku(a nie jakimś „układzie”) są najlepszym co mi się w życiu przytrafiło..

    dziś już wiem że nikogo innego nie potrafiłbym tak pokochać więc wskazywanie na konieczność wspomagania się seksem na boku wydaje mi się szczytem rozpaczy i zdesperowanym głosem najczystszej głupoty…

  • Vampireq

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Autor chyba naoglądała się za dużo QaF i zapatrzył na bohaterów Briana i Justina ;D lub co smutniejsze nie spotkał (być może nie szuka) w życiu mężczyzny który byłby gotów stworzyć związek oparty na przywiązaniu. Osobiście nie mógłbym żyć z facetem o którym bym wiedział że dzień/tydzień/miesiąc wcześniej zaliczył jakiegos kolesia. I co? Może jeszcze przy obiedzie powinni sobie opowiadać jak im to wczoraj było dobrze i czego nie robili z jakimś obcym facetem, tak dla podtrzymania konwersacji.
    Jeśli jest się dojrzałym emocjonalnie człowiekiem (a ta przychodzi różnie, w wieku 20-kilku lat, 30, a może u niektórych nigdy) to pragnie się stworzyć związek który nie będzie trwał na kiepskich podstawawach pozwalania sobie na skoki w bok, a oparty na zaufaniu, szczerości i miłości.
    Pisze że zdrada jeśli nie jest poparta uczuciem nie jest zdradą, że czyste zaspokojenie żądzy jest po prostu podążaniem za popędem. Bzdura. Jeśli ktoś decyduje się na zdradę to zdradza emocjonalnie.
    Może idealista ze mnie, ale nie wyobrażam sobie dzielenia się ukochanym partnerem z innymi. Na tym polega miłość. Miłość to nie tylko możliwość przytulenia się do ukochanego pocałunku po męczącym dniu. To przywiązanie, odpowiedzialność za uczucie i za osobę którą kochamy.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Szkoda, że dyskusja jakoś uschła, przez chwilę był duży ruch w komentarzach… Dodam jeszcze tyle: osobiście staram się być tolerancyjna, zastrzegam, że skoro nigdy w życiu nie byłam w żadnym związku, siłą rzeczy moje pojęcie na ten temat jest wyłącznie teoretyczne. (I trudno – nie sądzę, bym kiedykolwiek jeszcze podjęła próbę; zrobiłam najlepiej, jak mogłam, uciekając ze świata miłości doświadczanej bezpośrednio – ale i tak każdy człowiek ma prawo MÓWIĆ.) Natomiast zauważam, że w wielu kręgach (i nie, to nie ma być insynuacja, jakieś „pewne kręgi” – po prostu niewątpliwie tego poglądu nie powielają wszyscy) uznaje się za coś jakby przestarzałego idee wierności, seksu w sposób konieczny związanego z miłością, czasem-potrzeby odmawiania sobie czegoś.
    W moim odczuciu jest mi nie po drodze i z konserwatyzmem, i z absolutnym liberalizmem obyczajowym. Może dlatego, że sama jestem zapewne niezdolna do seksu, a widzę, jaka kultura mnie otacza – jestem bardzo wyczulona na problem presji, czuję, że seks po prostu nie jest dobry, tylko neutralny, że każdy akt seksualny należy oceniać, umieszczając go w kontekście. (Zwłaszcza robienie tego wbrew sobie to nie jest ot, drobiazg – to krzywdzenie siebie, dlatego warto mieć to krystaliczne spojrzenie przenikające kulturę na wskroś i tę siłę, by odmówić życia według cudzej recepty.) Chrzanić przyjemność, chrzanić porządek społeczny, liczy się MIŁOŚĆ. Takie jest moje zdanie w sprawie etyki seksualnej. Pogoń za samą tylko przyjemnością nie da szczęścia na dłuższą metę. Tylko nie twierdzę, że znam rozwiązanie problemu, skoro niełatwo przecież budować związki w kulturze, w której ciągle jeszcze wszystko poza modelem heteronormatywnym uchodzi za otchłań perwersji.

  • [Re:]

    zewsząd i znikąd:
    Bardzo podobają mi się Twoje wypowiedzi w tym wątku, bo sam myślę niemal tak samo, a i chyba cierpię na podobną „niezdolność”…

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Świetny tekst. Komentarze niektórych czytelników pokazują tylko, jak bardzo zakorzenieni są w hipokrytycznym, judeochrześcijańskim matriksie.

    Ludzie są jednak różni, mają różne potrzeby, nie wszyscy czują się spełnieni w monogamii. Ich prawo. Bądżcież tolernacyjni i pozwólcie im życ, tak jak chcą. Nie spotkłem się nigdy z faktem, żeby jakiś „promiskuityczny” facet opluwał „monogamicznego” za to, że się pieprzy tylko ze swoim chłopem.

    DAJCIE LUDZIOM, DO CHOLERY, PRAWO DECYDOWANIA O ICH WŁASNYM ŻYCIU!

    To, że ktoś żyje w monogamicznym związku, nie oznacza, że jest LEPSZY (choć czesto się za takiego uważa). Po prosty wybrał model, jaki mu pasuje. A nie każdemu musi on pasować. Kolorów tęczy jest wiele.

    No, chyba, że krytyka „promiskuitywnych” odbywa się na takiej samej zasadzie, w myśl której rozwódka lub atrakcyjna singelka jest traktowana przez swoje przyjaciolki za potencjalne źródło zagrożenia.

    A swoją drogą, żyję wśród gejów już lat 15 i też nie spotkałem żadnej monogamicznej pary. Albo oszukują się, albo mają otwarte związki (i te, jak obserwuję, w sumie dość dobrze się sprawdzają, pod warunkiem, że chcą tego obie strony).

    Nauka zreszt a chyba mówi, że pożądanie i namiętność trwają tylko jakieś 3-4 lata, a potem wygasają i zastępują je inne rzeczy, przyjaźń, przywiązanie, czy „wspólny interes”. Ale ludzie, wychowani na micie romantycznej miłości (który od XIX wieku skutecznie unieszczęsliwia miliony) nie chcą się z tym po prostu pogodzić.

  • krzsz1986

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Piet najpierw pisze, że nie spotkał się nigdy z sytuacją, w której „promiskuityczny” facet opluwa „monogamicznego” za to, że uprawia seks tylko ze swoim chłopem i domaga się tolerancji dla ludzi bardziej ceniących otwarte związki. A za chwilę, może nie opluwa, ale z wyraźną pogardą pisze, że romantyczną miłość, a co za tym idzie także udany związek „zamknięty”, można włożyć między bajki. Odrobina w tym niekonsekwencji. Ale trudno :)

    Jak wskazują źródła antyczne (greckie, rzymskie) sposób przeżywania miłości (zazdrość, wierność, zdrada itp) wcale tak bardzo się nie zmienił pod wpływem kultury judeochrześcijańskiej. Podejrzewam, że związki monogamiczne to coś więcej niż tylko produkt tej kultury.Może jednak ludzie są w dużej mierze „zaprogramowani” do monogamii. Na przykład w Islamie dopuszcza sie sytuację, w której mężczyzna posiada 4 żony – mimo to takie rodziny są naprawedę rzadko spotykane. Oczywiście zdarzają się wyjątki, np. otwarte związki gejów. Poza tym jak zwykle mamy tą drugą stronę medalu: potrzeby seksualne i pożądanie, za sprawą których dokonuje się czasem wyboru innej drogi niż monogamiczny, „zamknięty” związek.

    Jeśli jest tutaj zakochany i kochający gej albo zakochana i kochające lesbijka, który/która nie ma nic przeciwko, żeby jego/jej druga połówka uprawiała seks z innymi osobami, niech się ujawni. :) Ciekaw jestem, czy jest ktoś kto naprawde kocha, a nie tylko żyje w układzie, i jednocześnie pozwala na skoki w bok.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Ja tak tylko w kwestii wielożeństwa w islamie. Na pewno są i tacy mężczyźni, którym to po prostu nie odpowiada, którzy rzeczywiście kochają żonę i dlatego nie korzystają z prawa do „wzięcia” kolejnych. Ale czasami powód jest bardziej prozaiczny. Mężczyzna ma prawo do posiadania do czterech żon pod tym drobnym warunkiem, że każdej zapewni takie same warunki, żeby było sprawiedliwie… Więc stety-niestety, żeby mieć cztery żony, najpierw trzeba mieć pieniądze. ;) Tak nadmieniam tytułem przypominania o faktach, co nie zmienia mojego „promonogamicznego” tudzież proreligijnego zdania.

  • krzsz1986

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Oczywiście przez zewsząd i znikąd ma rację, tak rzeczywiście jest w islamie. Ale tam też rodziny bywają mniej lub bardziej zamożne. Sprawiedliwie oznacza na ogół mniej więcej po równo, a niekoniecznie dużo ;) Z pewnością czynnik ekonomiczny nie jest decydujący w każdym przypadku. Decydują pewnie inne potrzeby, których na pewno nie można zaspokoić w związku otwartym czy poligamicznym.

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Bardzo prosze, ujawniam(y) się. Ze swoim chłopakiem nie mamy seksu już od czterech lat. Najpierw częstotliwość była 3 razy dziennie, po roku raz dziennie, po kilku latch raz w miesiącu, potem jeszcze rzadziej. Po prostu seksualnie się sobą znudziliśmy i wypaliliśmy. Normalna rzecz.

    A jednocześnie dalej się kochamy, dbamy o siebie, mamy wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru, razem spędzamy czas i obaj sądzimy, że jesteśmy dla siebie najważniejsi i najbliżsi na świecie.

    Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy teraz żyć w celibacie, skoro potrzeby seksualne mamy dalej duże, albo mieć seks na siłę. I dlaczego nasza miłlość miałaby się skończyć tylko dlatego, że brakuje w niej czegoś tak drugorzędnego jak seks.

    Mamy więc wyjątkowo otwarty związek i dużo seksu z innymi facetami – i jesteśmy z tego zadowoleni.

    Mówię, nie każdemu może to odpowiadać – nam akurat pasuje.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Tylko po polsku naprawdę nie istnieje wyrażenie „mieć seks”… Nie można kalkować na siłę z innych języków, nie wszystko, co da się powiedzieć, jest poprawne językowo.

  • Art

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „A jednocześnie dalej się kochamy, dbamy o siebie, mamy wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru (…) Mamy więc wyjątkowo otwarty związek i dużo seksu z innymi facetami”

    Mysle, ze nie znasz znaczenia slow, o ktorych piszesz…

  • krzsz1986

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Piet mnie rzeczywiście zaskoczył. Art nie wierzy, że to miłość. Ja nie wiem, co myśleć o tym. Nie chcę odmawiać nikomu prawa do miłości, ale może to jednak nie miłość, tylko przyzwyczajenie? Zaskoczył mnie ten coming-out. Na pewno taki związek jest nie dla każdego. Może to po prostu kumpelstwo? Zwłaszcza, że obaj Panowie ze sobą już seksu nie uprawiają w ogóle. W takiej sytuacji trudno powiedzieć nawet, że to układ.

    Do „zewsząd i znikąd”: seks można mieć po polsku, jak się wyjedzie na zmywak na wyspy ;)

  • Ralfik

    [do krzysz1986]

    może to jednak nie miłość, tylko przyzwyczajenie– tu się kłania nasz wieszcz narodowy: „I ciągle sobie zadaję pytanie, czy to jest milość, czy to jest kochanie”

    Może to po prostu kumpelstwo? Zwłaszcza, że obaj Panowie ze sobą już seksu nie uprawiają w ogóle. W takiej sytuacji trudno powiedzieć nawet, że to układ.—- czy to znaczy że seks implikuje miłość, a jak nie ma seksu to już miłości nie ma? przecież to absurd! Kochamy często nawet bez seksu, który po wyrośnięciu z pewnego wieku „burzy i naporu” nie stanowi już jedynej podstawy udanego związku. Są w miłości inne wartości. natomiast takie podejście jak przedstawia krzysz1986 to własnie heteromatrix, w którym „brak konsumowania” lub „rozpad pożycia” są podstawą do rozwodu i rozstania się. Bo jak już nie kopulują, to dzieci z tego nie będzie, i cała miłość nic nie warta…

    własnie u gejów może być i jest inaczej

  • MM

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Bardzo ciekawa dyskusja!
    Też jestem monogamiczna i zgodnie z moją najlepszą wiedzą nasz związek jest całkowicie monogamiczny od …nastu lat.
    Co do jednego z poruszanych tu wątków, to spotkałam się tak wśród heterosów jak i wśród lesbijek z pogardą dla monogamów. Znam nawet jeden moim zdaniem bardzo udany zwiazek gdy dziewczyny rozstały się, bo z jednej strony czuły presję żeby spać ze wszystkimi, a z drugiej – nie dały rady tego połączyć z udanym związkiem.
    Ludzie są rózni. Osobiście lubię monogamię, bo wierzę w miłośc (nie w sensie: „wierzę w UFO” czy że jakaś stara książka zawiera czystą żywą dosłowna prawdę, tylko w sensie – mam zaufanie do, doświadczam)

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    PS.

    Mówi mi codziennie „kocham cię misiu”. Przynosi mi czesto śniadania do łóżka. Kupuję mu majtki. Myję mu plecy. Umawiam go do dentysty. Przytulam, gdy wraca wkurwiony z pracy. Dzwonimy do siebie parę razy dziennie. Kłócimy się, bo on za głośno puszcza muzykę, a ja mam bałagan. On gotuje, ja zmywam. Leżę z nim w łóżku cały dzień i oglądam filmy na laptopie. Odstepuję mu w darkroomie faceta, który mu się podoba. Kocham go.

    No to koleżeństwo czy związek? ;-)

    Dla nas jest to związek, bo dalej czujemy się parą, choć od kilku lat nie uprawiamy już ze sobą seksu. Od ruchania i obciągania są inni.

    Co więc mamy zrobic, żeby Państwa zadowolić? Rozstać się, bo taka para się nie
    miesci w głowie? Do SCHEMATU nie pasuje? Mam komuś, kogo nad życie kocham walizki za próg wystawić?

    Zmuszać się do seksu? Viagrę kupić, bo po 10 latach już się nie podniecamy (za przeproszeniem, mój chłop wypieprzył mnie już tyle tysięcy razy, że zdążyło nam się znudzić).

    Zrezygnować z seksu z innymi facetami, bo jesteśmy razem? A takiego wała!

  • Stef

    [do: Piet]

    „A swoją drogą, żyję wśród gejów już lat 15 i też nie spotkałem żadnej monogamicznej pary. Albo oszukują się, albo mają otwarte związki (i te, jak obserwuję, w sumie dość dobrze się sprawdzają, pod warunkiem, że chcą tego obie strony).”
    No to widocznie nas nie spotkałeś: 7,5 roku bez urozmaiceń na boku.

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Wyjątki się zdarzają – ale zbyt czesto mieliśmy jedną połówkę takiej monogamicznej, wiernej pary w swoim łóżku, żeby wierzyc, że jest ich sporo :-)

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „No to koleżeństwo czy związek? ;-)

    Zapewne, jakis rodzaj zwiazku. Jak jednak nazwac stosunki z tymi od „ruchania i obciagania”? Do jakich innych stosunkow spolecznych (w tym wypadku jak rozumiem w czesci przynajmniej z anonimowymi ludzmi) mozna je przyrownac? Czy seks jest jak konwersacja przy kawie na obojetny temat? Czy w takim razie mogl byc na poczatku jakas podstawa tworzenia zwiazku? Dlaczego ta aktywnosc przestala byc wciagajaca?

    etc

  • Erico

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    8 lat razem, w monogamicznym związku. Ale nigdy nie staram się krytykować osób, które mają inne podejście do spraw relacji. Świat jest olbrzymi i na każdego starczy miejsca.

  • `ʊ´

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Bardzo madrze napisal Erico. Jestem tego samego zdania. Badzmy bardziej tolerancyjni. Wszystko zalezy od umowy. Kiedys czytalem artykul z danymi szacunkowymi odnoszacymi sie do wiernosci w zwiazkach heteroseksualnych. O ile pamietam dobrze dane, to tylko jakies 20% zyje w zwiazkach monogamicznych. W pozostalych 80% ca 15% to namietni swingersi (oboje) w ponad 55% to mezczyzni majacy stale kochanki, sporadyczne stosunki z kobietami, badz z kolezankami w pracy, badz z prostytutkami. Pozostale ca 10% to zdradzajace kobiety. W tej grupie 80% tylko niespelna 30% decyduje sie na rozwod. Powodem jest religia, naciski otoczenia (szczegolnie rodziny) a przede wszystkim sytuacja ekonomiczna kobiety.

    P.S. Aha, mozna miec sex z kims. Uprawia to sie buraki na polu.

  • krzsz1986

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Dziwni się czuję „pod tym artykułem”. Chyba dlatego, że nie wypada mi jako osobie homo mówić, że coś jest niemoralne. Bo przecież miliony uważają homoseksualizm za niemoralny. Dlatego jestem skazany na tolerancję ;) Z Ericiem trudno się nie zgodzić: wystarczy sam fakt, że istnieje taki zwiazek/układ/relacja jak Pieta i jego chłopaka. Z faktami się nie dyskutuje. Świat jest olbrzymi i na takie rzeczy też jest miejsce. Można się najwyżej dziwić.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    do `ʊ´: nie, nie można. „To have sex” jest poprawne po angielsku, ale nie po polsku.
    Dobrze wiem, że wiele osób tak pisze, ale co z tego? Uzus nie jest ostatecznym argumentem, bo gdyby był, to nalerzało by uznać, rze morzna pisać, jak sie hce.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    do `ʊ´: nie, nie można. „To have sex” jest poprawne po angielsku, ale nie po polsku.
    Dobrze wiem, że wiele osób tak pisze, ale co z tego? Uzus nie jest ostatecznym argumentem, bo gdyby był, to nalerzało by uznać, rze morzna pisać, jak sie hce.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    I przepraszam za podwójny komentarz; cosik się sknociło.

  • `ʊ´

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Można, można, wszystko można gdy tylko obie strony wyrażają na to chęć :)

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    1. naleŻało, nie „nalerzało” (ort.)
    2. partykułę „by” z osobowymi formami czasownika piszemy łącznie, czyli: należałoby

    To tak w kwestii „uzusu”… ;-)
    Bądź konsekwentny i jak poprawiasz innych, to sam pisz bezbłędnie. Bo inaczej to trochę obciach..

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    I po co sie klucic?
    X powie ze zyje w zwiazku mono i wiekszosc jego/jej znajomych tez, Y powie ze zyje w zwiazku otwartym i wiekszosc jego/jej znajomych tez. Jakie sa proporcje – i czy te proporcje roznia sie w zwiazkach homo i hetero – po prostu sie nie dojdzie, wiarygodnym badaniem byloby dopiero obserwowanie kilkunastu tysiecy osob przez kilkadziesiat lat 24 godziny na dobe. Zreszta jakie to ma znaczenie? Nie ma zadnych podstaw zeby uznac ze jest jakis zwiazek miedzy wiernoscia, sklonnosciami do zdrad i/lub poligamii, etc, a orientacja. A nawet gdyby byly, to to kompletnie nic nie zmienia. Ani nie ma sensu dorabiac do mono- lub poligamii ideologii, wazne zeby zyc w zgodzie ze soba, nie oklamywac partnera, nikogo nie krzywdzic. Wszystko.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    A co do „miec seks”to oczywiscie to jest kalka, ale jezyk nie jest czyms wykutym w kamieniu raz na zawsze tylko ewolujacym tworem. Mozna sie dzis oburzac ze „to kalka, anglicyzm”, a za 50 lat nikt nie bedzie o tym pamietal. To nic nowego, w polskim funkcjonuje ogromna ilosc zapozyczen chocby z niemieckiego i rosyjskiego i nawet najwieksi purysci jezykowi wiekszosci z nich nie dosc ze uzywaja, to jeszcze nieswiadomie.
    Nie mowie zeby *ehem* tolerowac wszystko jak leci, ale nie wkladajmy do jednego worka zapozyczen, ktore sa naturalna czescia ewolucji jezyka, i wtornego analfabetyzmu i niechlujstwa, to sa dwie zupelnie rozne rzeczy.

  • Piet

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Sorry, późna pora, dopiero teraz załapałem, że to była taka figura ;-) Przepraszam

  • Arti

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „Odstepuję mu w darkroomie faceta, który mu się podoba. Kocham go.

    No to koleżeństwo czy związek? ;-)

    Sorry, ale to juz jest dla mnie patologia…

  • Loth

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „Odstepuję mu w darkroomie faceta, który mu się podoba. Kocham go”

    To jak w Queer as Folk – Brian i Justin :)

    Nie oceniam – każdy powinien żyć w zgodzie z sobą pod warunkiem, że nie krzywdzi innych czy też drugiej osoby. Powodzenia wszystkim!

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    >> „Odstepuję mu w darkroomie faceta, który mu się podoba. Kocham go.

    > Sorry, ale to juz jest dla mnie patologia…

    Patologia? Niby dlaczego?

    To nic w porownaniu ze „zwykla” zdrada i oklamywaniem partnera.

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „Patologia? Niby dlaczego?

    To nic w porownaniu ze „zwykla” zdrada i oklamywaniem partnera.”

    Tyle tylko, ze zdrady i oklamywania nikt nie uznaje za norme (moralna, nie mylic ze statystyczna). A „odstepowanie w darkrumie” proponuje sie jako jedna z wielu norm (moralnych). Nie lepsza, ani nie gorsza od wiernosci.

    I dlatego osobiscie zgadzam sie z okresleniem takiego swobodnego zachowania mianem patologii.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „Tyle tylko, ze zdrady i oklamywania nikt nie uznaje za norme”

    To dlaczego wiekszosc traktuje to bardzo poblazliwie? Dlaczego mezczyzna ktory ma wiele partnerek przy pomocy klamstw i zdrad cieszy sie podziwem i jakas dziwaczna forma szacunku? Slyszales zeby takiego mezczyzne ktos nazywal „kurwa” czy „szmata”?

    Wiec tak, dla wielu zdrady i klamstwa _sa_ norma i to jest prawdziwa patologia.

    Niemoralne i patologiczne wg takiej „moralnosci” typu „nie uprawiaj seksu w celu innym niz prokreacja”, tak? To nie jest moralnosc, to religijny matrix, system kontroli.

    Jest taka stara dobra zasada – „nie ma przestepstwa bez ofiary”. Odnosi sie tak samo do prawa i etyki. Szkoda ze dzis malo kto o niej pamieta.

    Wracajac do tego konkretnego przypadku – jesli odbywa sie to za pelna zgoda i akceptacja (co oznacza rowniez brak jakiejkolwiek presji, nie-dzialanie wbrew sobie i pelna emocjonalna i intelektualna zdolnosc do podjecia dezycji) wszystkich zaangazowanych osob, to z definicji nie moze to byc patologiczne ani niemoralne.

    Patologiczne byloby np. gdyby dwie osoby X i Y, jedna ze sklonnosciami poli druga mono, byly w zwiazku i jedna lub obie wywieraly presje, zmuszaly, albo zgadzaly sie na cos wbrew sobie.

  • idlxdb

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Zdrada jest oszustwem, nadużyciem zaufania, wykorzystaniem zaufania, złamaniem obietnicy, kłamstwem, itd – zakłada krzywdę drugiego człowieka – dlatego stosowanie do niej kategorii moralnych ma sens. Zaś z mieszania moralności do seksu moglibyśmy już jako społeczeństwo wyrosnąć…

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Dokladnie. Zwiazek otwarty – jesli jest naprawde otwarty, a nie pod presja jednej ze stron a wbrew drugiej – nie jest zadna z tych rzeczy.

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „To dlaczego wiekszosc traktuje to bardzo poblazliwie?” …na takie pytania odpowiada np. psychologia ewolucyjna, co zreszta zasygnalizowalem piszac o normie statystycznej).

    Co do naszego konkretnego przypadku: po pierwsze nie wiadomo, czy nie ma jakiegos rodzaju presji (np. jedna ze stron godzi sie na taka sytuacje, ze wzgledu na strach przed odrzuceniem i samotnoscia itp).

    Zadalem nieco wcesniej pytanie, dlaczego seks jest tak wazny na poczatku zwiazku. Czy znaczy to ze jest czyms szczegolnym, dajacym podstawe dla bardzo bliskiego poznania sie partnerow (czego nie mozna osiagnac w inny sposob), czy tez jest czyms pokrewnym konwersacji przy kawie.

    Jesli jest czyms szczegolnym, co zatem oznaza w tym kontekscie „wypalenie sie”? Czy mozna znudzic sie partnerem pod wzgledem seksualnym, a pod innym nie? Dla mnie jest to zadziwiajace pokawalkowanie relacji z partnerem. Traktowanie drugiej osoby jako zbioru funkcji, co do ktorych mozna zawierac niezalezne kontrakty. Z tego powodu uwazam takie postepowanie za niemoralne. (Nie ma to nic wspolnego z seksem w sposob szczegolny.)

  • idlxdb

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Myślę, że MOŻE być czymś szczególnym, co pozwala poznać i zbliżyć się, nawet na poziomie duchowym. Nie musi. Może też być tylko rozrywką, która – jak inne współdzielone rozrywki – również zbliża i pozwala się bliżej poznać – ale tylko na poziomie koleżeństwa. Znudzenie jakąś formą wspólnej rozrywki i rezygnacja z niej nie skreśla związku, nie?

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Oczywiscie, ze tak: seks pelni wiele funkcji. Jak najbardziej moze byc czysta przyjemnoscia i rozrywka. Ale chyba nie o to chodzi w omawianym przykladzie. Pytanie jest zreszta szersze: co stanowi o zwiazku dwoch mezczyzn/ kobiet? Jesli nie seks, to czym rozni sie od przyjazni lub kontraktu?

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    To chyba oczywiste? Czy nie? To samo co o zwiazku k+m, k+k+m, k+m+m, k+k+k, czy dowolnym innym. Wiez emocjonalna. Seks i/lub dzieci moga byc bardzo wazne, ale nie sa niezbedne.

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    W omawianym przykladzie dla obu partnerow seks jest wazny, a nawet bardzo wazny. Tak, jak zapewne na poczatku ich zwiazku. Jednak seks nie jest realizowany z partnerem, a z osobami nie znajdujacymi sie z w zwiazku. Czy ten „pozny” seks tworzy czy nie tworzy wiezi emocjonalnych? Jezeli nie tworzy, to czym rozni sie od seksu „poczatkowego”, a takze czy mozliwy jest zwiazek calkowicie aseksualny?

  • Bart

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Tak najlepiej niech każdy, każdego pcha- niedobrze mi się zrobiło jak to czytałem.

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Jest tez oczywiscie mozliwa odmienna interpretacja: Piet i jego Partner powielaja historie Boleslawa Wstydliwego i Kingi. Tamci tez calkiem na bialo, a stosunki utrzymywali wylacznie poza, z Jezusem. Byc moze i mechanizm jest podobny: „nasz zwiazek jest tak swiety, ze musi byc aseksualny. A rozwiazlosc zostawiamy za progiem” (darkrumu, badz swiatyni, to bez roznicy).

  • Jan

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Dziękuję ci za ten artykuł. Od dawna przeczuwałem, że tak się sprawy mają. A ja głupi nie wierzyłem temu, co głosi Kościół na temat zwiazków homo. Teraz widzę, że głosi prawdę. Pomogłeś mi podjąć decyzję, wracam skąd przyszedłem, na kolanach.
    pozdrawiam

  • Xen

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    (@Jan)
    Hehe, nie którzy wszystko wykorzystają, żeby uzasadnić swoją religijność (czyt. bezmyślność) ;]

  • Jacek

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Piet = Jan
    Czekalem na taki glos…

  • Anielka

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    „Nieuczciwy” to nie jest ocena moralna? !!!

    „Jedynym sposobem na obalenie mitu o nietrwałości i powierzchowności związków między mężczyznami jest integracja promiskuizmu, jako równouprawnionej formy organizacji życia seksualnego.”

    Tak z góry? Znaczy heteroseksualnego mężczyznę da się udomowić (potrzebna jest heteroseksualna kobieta, dużo pracy i trochę szczęścia), a homoseksualnego już nie? Innym sposobem na obalanie tego mitu (jeśli to jest mit) jest udowadnianie sobie i innym, że monogamia jest możliwa – a że jest, wiemy z obserwacji otoczenia – i dobra.

    „Partnerstwa gejowskie są różnorodne jak sami geje.”

    No na szczęście. Bo gdyby wszystkie były otwarte, to bym chyba zwątpiła.

  • grzgorzalbert

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Janusz dobry tekst! tak trzymaj dziesiec dni komentarzy!

  • Pan od Genderu

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    wlos sie jezy na calym ciele czytajac to… Pan to chyba, mimo domniemanej otwartosci i pseud-queerowosci, ma niezwykle zawezone horyzonty umyslowe – bez obrazy, ale pojecie zwiazku monogamicznego to nie ‚heteroseksualny’ produkt kultury a raczej jak tu jakas Pani zauwazyla wyprobowany wiekami sposob wspolzycia, ktory umozliwia stabilizacje przede wszystkim emocjonalna… nie bierze Pan pod uwage faktu, ze takie chasanie w bok moze doprowadzic do rozpadu zwiazku, bo przeciez nagle ktos stwierdzi a nie z tym mi lepiej w lozku moze zmienie, i tak zmienia w nieskonczonosc powielajac steeotyp geja co to w stalym zwiazku nie moze wytrzymac… toz to relatywizm moralny, niekoniecznie stricte chrzescijansko naznaczony. bo przeciez jezeli ktos jest w otwartym ‚zwiazku’ to to juz nie jest ZWIAZEK wtedy to jest prosze Pana ‚uklad’… i tu myli Pan pojecia, zwiazek z definicji wymaga poswiecenia i pewnych wyrzeczen, jezeli nie jest sie im w stanie sprostac to lepiej sie nie zabierac za zwiazki chyba lepiej… ponadto, dodam, czy kazda ‚fantzja’ (a te z definicji tez urzeczywistniania nie powinny byc) czy tez jak Pan to ladnie zwie ‚pragnienie’ musi byc realizowane… czyli cale zycie ma sie toczyc wokol penisa, tak? a gdzie inne wartosci? co wiecej, pamietac nalezy ze gumka nie zabezpiecza w stu procentach, wiec zawsze bierze sie ryzyko nie tylko na siebie ale i na partnera. a wlasnie, uzywa pan slowa ‚partner’ opisujac owe relacje intymne, ale czy to nie za duzo… to wtedy raczej ‚obiekty’ zaspokojenia, a chyba malo jest ludzi chcacych takimi obiektami byc… moje skromne zdanie jest nader negatywne co do Panskiej analizy ‚promiscuity’.

  • agarama

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    a wsród heteryków promiskuizm nie istnieje?
    nie ma zdrad? rozwodów nie ma? Chyba tylko w
    kosciele katolickim.Ilu znajomych,ilu w mojej blizszej lub dalszej rodzinie ludzi się zdradza,rozwodzi,sprawdza sie w seksie przed slubem.i opowiadają o tym bez zenady.
    I jak wsrod hetero tak i wsrod homo sa wierni jednemu partnerowi badz mają ich tylu,ze czesto nie pamietaja imion ludzi z ktorymi spali.

  • agarama

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Autorze tekstu! wyraznie usprawiedliwiasz swoja rozwiazlosc,twoj pozal sie boze,artykul obraza po prostu gejow,ktorych zebrales do jednego worka i wymieszales, wiernych z niewiernymi…jak ktos jest czlowiekiem dojrzalym,z zasadami i po prostu kocha swojego partnera,meza,zone,niech kazdy nazwie jak chce,bo na temat nazewnictwa tez byl juz artykul,to bez wgledu na status-gej,lesbijka,heteryk,trans etc.kochal bedzie i dupe na wodzy trzymal,nie w glowie jakies smieszne spelnianie sie w seksie z kims na boku.po jakiego ch…ma jednego stalego,zeby miec gdzie wracac? wspolczuje wlasnie takiemu,jak tu wczesniej ktos napisal,calowac takiego ktory przed chwila brał komus drugiemu,trzeciemu,czwartemu…do ust!
    to dopiero patologia.Ja jestem w zwiazku od ponad 7 lat i kocham,i u mnie to pojecie jest jednoznaczne.Sorki,ale czy takim chasającym jak baranki po hali,ktore stricte sa wiekszymi monogamistami od takich osobnikow,nie jest blizej do koprofilii niz w ogole do seksu? bo to juz nie seks,tylko obrzydlistwo!Napisz Pan ogolny reportaz dla wszetecznikow spod kazdej orientacji,nie dziel wlosa na czworo,nie dziel ludzi na ludzi!
    ale mi sie cisnienie podnioslo po tym artykule!

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    > i tu myli Pan pojecia, zwiazek z definicji wymaga poswiecenia i pewnych wyrzeczen, jezeli nie jest sie im w stanie sprostac to lepiej sie nie zabierac za zwiazki chyba lepiej

    Z czyjej definicji?

    Naprawde udany i dopasowany zwiazek, niewazne czy otwarty czy monogamiczny, nie potrzebuje zadnych poswiecen i wyrzeczen.

  • Daniel

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Przeczytałem artykuł jednym tchem i mogę tylko po części się z nim zgodzić. Tzw „wolność partnerska” to beznadzieja… Związek właśnie polega na wierności i rozmowie, zaufaniu i zdolności odmówienia sobie „brykania na boki” w imię miłości. Po za tym jeśli jesteś z kimś i kochacie się naprawdę to z pewnością zaspokoicie wszystkie swoje potrzeby. Jestem w związku monogamicznym i nie wyobrażam sobie kłamstwa (bo czat, sextelefon itd.), a już na pewno żadnego bzykania na boku. Żadne inne fiuty mi w głowie nie siedzą. Nie mógłbym zdradzić bo sam wiem jak to boli, to nie jest przyjemność, lecz krzywdzenie partnera, kochanka i siebie samego. Takie są realia. A jak pomyślę, że mój chłopak miałby dotknąć innego… (brrr) aż mnie dreszcze przechodzą. Jak dla mnie w związku partnerskim zdrada nigdy nie powinna mieć miejsca. Każdy ma własną skalę wartości, ale wg mnie sex nie jest w życiu najważniejszy. Jeśli komuś sumienie pozwala na skoki w boczek, to pozdrawiam i życzę powodzenia. Mogę tylko poradzić, żeby się zastanowił nad sobą i nad tym czego chce od życia. Jeśli w głowie Ci tylko sex to prawdopodobnie skończysz jako samotny, 50cio letni facet, płacący młodziakom za dupę…

  • Jan

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    CZY ZDRADA CZYSTO SEKSUALNA NIE MA ZNACZENIA DLA ZWIĄZKU?

    Mamy tu do czynienia z przeświadczeniem bardzo często głoszonym – dla własnego usprawiedliwienia – przez osoby mające skłonność do przelotnych i przypadkowych kontaktów seksualnych. Twierdzą one, że prawdziwa wieź łączy je tylko ze współmałżonkiem, a te krótkotrwałe relacje seksualne, które im się przydarzają, trudno w ogóle nazwać zdradami, gdyż nie mają one żadnego znaczenia. Czasami mamy do czynienia z sytuacją, gdy podobne poglądy wyznaje nie tylko osoba zdradzająca, ale również zdradzana. Twierdzi ona wtedy, ze jest absolutnie pewna miłości partnera i nie uważa zdrady fizycznej za istotną, póki nie pojawia się zdrada psychiczna. Rzecz w tym, że nie tak łatwo to odróżnić.
    Pogląd uznający zdradę seksualna za nieistotną jest oparty na dość szczególnej wizji seksu jako wyizolowanej sferze mogącej nie mieć wiele wspólnego z innymi aspektami relacji między partnerami. W myśl tego poglądu można bardzo przemyślnej dysponować swoją seksualnością, nie angażując niczego innego i nie popełniając jednocześnie owej osławionej „zdrady psychicznej”. Jest to jednakże tylko złudzenie zadufanego w panowaniu nad sobą człowieka. Możemy kontrolować swoje zachowanie, ale znacznie trudniej kontrolować uczucia. Dlatego jeśli umawiamy się sami ze sobą, ze nasze zaangażowanie ma charakter wyłącznie seksualny, to już na wstępie oszukujemy samych siebie.”

    Zofia Milska-Wrzosińska, Bezradnik, str 44-45 (Wydawnictwo Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005, Wydanie III)

    Zofia Milska-Wrzosińska: Absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ma certyfikat psychoterapeuty oraz superwizora psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, a także superwizora treningu grupowego i trenera. Posiada również certfikat psychoterapeuty Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii oraz Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii Integracyjnej. Brała udział w licznych szkoleniach i warsztatach prowadzonych przez psychoterapeutów zachodnich w Polsce i za granicą, m.in. ukończyła trzyletni kurs Biosyntezy w Berlinie. Jest współzałożycielką Laboratorium Psychoedukacji i pracuje w nim od jego powstania. Uprawia psychoterapię o orientacji psychodynamicznej. Zajmuje się również superwizją, szkoleniem psychoterapeutów oraz doradztwem psychologicznym dla menedżerów i firm. Należy do PTPPd i PSIP. Jest mężatką, ma czworo dzieci. Źródło: http://lps.pl/pl/?page_id=169

  • Peter Pan

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Psychologia jest nauką głównie w takim stopniu, w jakim wykorzystuje odkrycia neurologii i psychiatrii klinicznej. Reszta to próby stworzenia pewnego opisu, teorii.
    I w tej warstwie, psychologia, jak wszystkie nauki humanistyczne, nie jest całkowicie obiektywna a zdania wartościujące etycznie, mają więcej wspólnego z osobą piszącego niż z jakąś „obiektywną prawdą”.

    Pani Zofia Milsko-Wrzesińska jest … no właśnie … panią. Rzekomo obiektywna wizja niemożności oddzielenia seksu od uczuć jest wizją babską. Mężczyźni, gdy widzą osobę, która ich podnieca, byliby teoretycznie w stanie rozebrać ją w minutę a w następne trzy się zaspokoić i iść dalej. Bez gier wstępnych, głaskania, miziania i wszystkiego tego, co lubią kobiety.
    To oczywiście nie usprawiedliwia zdrady, bo człowiek oprócz popędu ma też rozum.
    Tylko to trochę jak kradzież a morderstwo albo morderstwo w obronie własnej a morderstwo dla kasy. Każdy, jednoznacznie niemoralny czyn, podlega jeszcze pewnej gradacji.
    Gdybym był kobietą, czułbym się chyba lepiej jeśli mój partner pyknąłby jakąś lasencję w przypływie chuci, niż gdybym się dowiedział, że prowadził podwójne życie i inwestował swoje uczucia w jakąś inną kobietę.
    Tymczasem pani Milska-Wolska, próbuje wmówić kobietom (bo takie poradniki czytają wyłącznie kobiety), że nawet jeśli ich koleś tylko raz wyruchał jakąś panienkę, to już z pewnością zakiełkowała tam jakaś miłość czy inne głębokie uczucie.

  • Jan

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Czy się to komuś podoba czy nie człowiek jest jednoscią psychofizyczną i sfery seksualna i emocjanalna są ze soba w wiekszym bądź mniejszym stopniu zintegrowane i dotyczy to obu płci.

    A co do Milskiej-Wrzosinskiej, to pracuje ona jako psycholog od 1978 r. Nie badźmy śmieszni i nie sugerujmy, że nie potrafi uwolnić sie od swojej kobiecej perspektywy. Raczej wie jacy są faceci, a jakie kobiety.

  • Adrian

    [Re: Promiskuizm czyli geje jako rodzinka Puszczalskich?]

    Jeszcze jedna opinia, tym razem prof. Lwa Starowicza :

    „zdrady ze strony żon bardziej zagrażają trwałości małżeństwa” – ten sąd opiera się na wynikach statystycznych i przypisywaniu kobietom większego zaangażowania uczuciowego w romansach w porównaniu z mężczyznami. Bywa jednak różnie i nie ma podstaw do kreowania takiego stereotypu”
    Encyklopedia Erotyki, str. 410




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa