Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik

NS2
Rzeczpospolita, dziennik, który nie raz wykazywał swoje uprzedzenie wobec osób LGBTQ, w tym roku „uraczył” nas rysunkiem, który wedle wielu obserwatorów życia publicznego był (jedynym!) komentarzem tego tytułu do warszawskiej Parady Równości. W kolejnych dniach felietoniści i autorzy Rzeczpospolitej publikowali teksty bardzo negatywnie odebrane przez osoby LGBTQ.

Poprosiliśmy o przeprosiny. Nie uzyskaliśmy ich, stąd decyzja o wejściu na drogę sądową.

Zobacz pierwszy tekst homików…
…a oto co działo się potem.

Wojtek Szot, opiekujący się stroną internetową Naszej Sprawy, przeprowadził rozmowę z pierwszą osobą pozywającą Rzeczpospolitą – Uschi Pawlik. Uschi podczas tegorocznej parady była jedną z osób niosących wielki transparent głoszący „Żądamy ustawy o związkach partnerskich”.

Wojtek: Dlaczego obraża Cię rysunek w Rzepie oraz komentarze jej publicystów?

Odpowiedź sformułuję prosto – ponieważ czynią ze mnie forpocztę zoofilów, którzy chcieliby zalegalizować krzywdzenie zwierząt.

A żeby wyjaśnić dokładniej: zoofilia to schorzenie oparte na osiąganiu przyjemności z krzywdzenia istot słabszych, które nie mogą wyrazić sprzeciwu oraz zjawisko w naszej kulturze uważane za wyjątkowo odrażające. Homoseksualizm to orientacja seksualna stanowiąca normę i zakładająca relację pomiędzy dwiema dorosłymi, świadomymi osobami. Walka o związki partnerskie, zwane często w dyskursie medialnym „ślubami” to walka o wprowadzenie w życie zasady demokracji – równych praw dla wszystkich.

U nikogo chyba nie budzi wątpliwości, że publikacje w Rzeczpospolitej, wiążąc w czytelny sposób pierwszą rzecz z drugą i trzecią, a do tego sugerując, że pary jednopłciowe próbujące wywalczyć sobie pełnię praw obywatelskich są tym samym, co ludzie usiłujący (hipotetycznie) zalegalizować odrażającą krzywdę zwierząt obrażają osoby wypowiadające się za prawem do zawierania związków partnerskich. Obrażają również mnie osobiście. Przy każdej możliwości wypowiadam się za wprowadzeniem w życie rozwiązań prawnych, które formalizowałyby związki osób tej samej płci. Takie porównania jak zastosowane w publikacjach Rzeczpospolitej w najbardziej niski i oburzający sposób obrażają moje dążenie do tego, by równość wobec prawa była faktem.

Szczególnie oburzające jest w tej sytuacji to, że Rzeczpospolita dopuściła do wykorzystania na swoich łamach – i poparła autorytetem redaktora naczelnego – powszechnie używanego straszaka zboczeń wszelakich, z zoofilią i pedofilią na czele. Strategia wykorzystania tego straszaka ma na celu zohydzenie nas, osób nieheteroseksualnych, większości społeczeństwa – przez sugestie, że planujemy legalizację zachowań odrażających i mających krzywdzić słabszych, przez niesmaczne aluzje do zachowań nieakceptowalnych społecznie.

Myślę, że każdy porównany do zoofila poczułby się obrażony. Moją godność Rzeczpospolita porównaniem tym naruszyła podwójnie – jako osoby publicznie popierającej ideę nadania formy prawnej związkom partnerskim oraz jako osoby pozostającej w związku, który chciałaby zalegalizować, gdyby taka możliwość istniała.

Wspierałaś ideę związków partnerskich publicznie?

Moje zaangażowanie w tę kwestię polega głównie na informowaniu jak najszerszej grupy osób o tym, że brak takiego rozwiązania prawnego to poważna luka w zasadzie równości wobec prawa. Pomagałam w akcji zbierania podpisów pod petycją wystosowaną w tej sprawie do Marszałka Sejmu, wypowiadałam się na ten temat podczas tegorocznej Parady Równości niosąc transparent i udzielając informacji mediom, staram się włączać tę tematykę, w miarę możliwości ,do swoich publikacji.

Dlaczego uważasz, że jest to sprawa ważna dla LGBTQ w Polsce?

Konieczności wprowadzenia ram prawnych dla formalizacji związków partnerskich (celowo nie używam słowa „legalizacja”, ponieważ mam wrażenie, ze sugeruje to legalizowanie czegoś wcześniej nielegalnego, a nasze związki nielegalne – na szczęście – nie są) nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć – wszystkim znana jest argumentacja o konieczności zabezpieczenia socjalnego i finansowego partnera, możliwości decydowania za niego/nią w sytuacji utraty przytomności, prestiżu społecznego, jaki miałyby sformalizowane związki.

Znacznie ważniejsza jest tu druga kwestia – dlaczego należy iść do sądu na obraźliwe porównanie nas, osób nieheteroseksualnych, do zoofilów, i to porównanie opublikowane i potwierdzone na łamach poczytnego dziennika, jakim jest Rzeczpospolita. Wspomniałam już o tym nieco wcześniej. Rzeczpospolita wykorzystała jeden ze stałych sposobów, jakimi operują publicznie homofobi – obrzydzanie nas, sugerowanie, że zachęcamy do krzywdzenia innych, oburzające aluzje do zachowań odrażających i nieakceptowanych, obłożonych ogromnym społecznym odium. Zoofilia jest obrzydliwa. Pedofilia (kolejny straszak, wymieniany za zoofilią jednym tchem) jest nie tylko obrzydliwa, ale i budzi mordercze instynkty – wszak chodzi o dzieci. Gdzieś tutaj, w ten obszar, usiłuje się wepchnąć nas, żeby ludziom, którzy o orientacjach seksualnych nie mają pojęcia wtłoczyć do głowy obraz kogoś złego, obrzydliwego, zasługującego na karę. Nie zapominajmy, że za takimi obrazami tkwiącymi w głowach ludzi niestety czasami idą czyny.

To prawda, zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że dla twardogłowych homofobów jesteśmy złem wcielonym i obrzydliwością, którą trzeba usunąć z powierzchni ziemi. Ale Rzeczpospolita zrobiła coś szczególnie oburzającego – pozwoliła na zaistnienie takiej argumentacji w „kulturalnym” dialogu społecznym, prowadzonym na poziomie jej czytelników, czyli ludzi z zasady oświeconych, świadomych zasad prawa i idei demokracji. W ten sposób cofa o setki kilometrów naszą walkę o prawa obywatelskie, nasze edukowanie społeczeństwa, nasze próby zaistnienia w nim normalnie, bez odium obrzydliwości.

Na to trzeba zareagować. Nie może być tak, żeby podmiot uczestniczący na prawach opiniotwórczego w debacie publicznej mógł nas swobodnie mieszać z błotem. Tu chodzi o obraz nas w oczach i głowach społeczeństwa, które chwyta, co jest podane na tacy. Tu chodzi o nasze prawa. Ale przede wszystkim chodzi tu o naszą godność. Jako ludzi.

Urszula „Uschi” Pawlik, prezeska Stowarzyszenia Otwarte Forum
Odwiedź koniecznie: http://www.naszasprawa2.pl

***
Zobacz na blogu Naszej Sprawy zestawienie finansowe

Czy Ty możesz coś zrobić?

Możesz o Naszej Sprawie 2 napisać, skomentować, zlinkować, ale możesz też pomóc nam finansowo.

W tytule przelewu należy wpisać:
Darowizna na cele statutowe Stowarzyszenia, hasło: „nasza sprawa 2″

nr konta:
Stowarzyszenie Otwarte Forum, Volkswagen Bank
81 2130 0004 2001 0460 1332 0001

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

10 komentarzy do:Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik

  • Inari

    [:)]

    Wspaniałe jest takie konkretne, precyzyjne wypowiadanie się: fakt, nie legalizacja – w domyśle – nielegalnego (tak by mogło być z narkotykami, gdyby ktoś się chciał zabrać za taką procedurę), a formalizacja, itp.

  • Maciek

    [Re: Inari]

    Legalizacja w artykule jest uzyta poprawnie, Inari, patrz jakikolwiek slownik…

    legalizacja (Europa)
    (fr. légalisation od łc. legis latio, legis lationis ‘wniosek do prawa’ od łc. lex, legis ‘prawo’ + latio ‘przyniesienie’) 1. praw. zatwierdzenie czegoś jako zgodnego z prawem, nadanie statusu prawnego. 2. adm. urzędowe uznanie czegoś, uwierzytelnienie, np. uznanie poprawności pomiaru wykonywanego przez dany typ przyrządu pomiarowego.

  • Uschi

    [-> Maciek]

    ja wiem, jakie znaczenie ma słowo „legalizacja” ;) – chodziło mi o to, że w powszechnym odbiorze może za bardzo kojarzyć się z hasłem legalizacji marihuany itp. – czyli czegoś do tej pory nielegalnego :)

  • nn

    [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    brawo!

  • [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    bardzo dobry tekst.

  • Inari

    [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    >Legalizacja w artykule jest uzyta poprawnie, Inari, patrz jakikolwiek slownik…

    Ze słowników wyrosłam, odkąd dowiedziałam się, że denotacja to nie to samo, co konotacja. Zgadzam się z Uschi.

  • Abiekt

    [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    Inari – pod względem semiotycznym większość słowników leży :)

  • Inari

    [Re: Abiekt]

    Bo taka jest formuła słownika. Konotacje są odruchowe, uwarunkowane środowiskowo, płynne. Przykład skojarzenia z marihualna wg mnie bardzo trafny.

    Poza tym, OK., to ostry i niesprawiedliwy binaryzm: jeśli coś ma się stać legalne, to znaczy, że dotąd było nielegalne, a tak przecież nie jest. Niezdefiniowany stan prawny oznacza otwarcie na interpretacje.

  • Anuk

    [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    Brawo Uschi! Trzymam kciuki!
    Nie daj się „zjeść w sądzie”!

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Nasza Sprawa 2: pozywająca nr 1: Uschi Pawlik]

    Slowo „legalizacja” jest nie tylko prawidlowe, ale bardzo trafne.

    Jesli zarobie X pln i normalnie je udokumentuje i zglosze, zaplace 18-32%. Jesli zarobie X pln i odmowie udokumentowania tego, ale jednoczesnie nikt nie udowodni ze pochodza z przestepstwa, fiskus przywali mi 75%, ~dwa i pol raza wiecej.

    Jesli odziedzicze po partnerce, zaplace ~trzy-cztery razy wiecej podatku niz gdybym dziedziczyla po mezu.

    Daje do myslenia, prawda?

    Zeby twierdzic ze brak malzenstw – podkreslam _malzenstw_, nie zwiazkow – nie jest dyskryminacja trzeba albo swiadomie klamac, albo byc skonczonym idiota. Trzeciej opcji po prostu nie ma. Przy okazji przypominam ze ostatnio modne „pakty cywilne” _nie_ rozwiaza kwestii dziedziczenia.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa