Biały Obama, czyli genialny ''Bruno''

Pewien gej z Austrii marzył o karierze w Hollywood. A uściślając – chciał zostać najsławniejszym Austriakiem (po Hitlerze i pewnym gubernatorze stanu Kalifornia). Punkt po punkcie wcielał swój plan w życie, wykreślając pomysły, które skończyły się niepowodzeniem. Dopiero szczere wyznanie miłości swojemu partnerowi, skonsumowane na oczach setek agresywnych homofobów – jakże symboliczne – uczyniło go sławnym. Cóż ten cyrk oznacza?

Te wcielenie Sachy Barona Cohena uważam za majstersztyk bijący na głowę Borata. Sam film niekoniecznie jest spójny, niektóre skecze wydają się dołączone na siłę, jednak całość powala radykalizmem i odwagą odtwórcy roli. Geniusz kreacji kryje się właśnie za maską wielkomiejskiego geja z ambicjami bycia sławnym, który zawiera w sobie maksymalne stężenie stereotypu, choć równocześnie oddziałuje katarktycznie.

Kreacje

Bruno jest gejem, przegiętą ciotą – jako dziennikarz donoszący o świecie mody nosi się stylowo: make up, ufarbowane włosy, stosowne kreacje. Następnie testuje najbardziej „standardowe” modele życia gwiazd Hollywoodu, by osiągnąć zamierzony cel. Przy okazji obnaża idiotyzmy naszej rzeczywistości. Pierwszą z nich jest umiłowanie celebrity. Kolejne to adopcja dzieci z Afryki, wybielanie odbytu (to także nowy trend w heteryckiej pornografii), angażowanie się w działalność charytatywną (wyjazd na Bliski Wschód), chore ambicje rodziców, którzy za wszelką cenę chcą zrobić ze swoich pociech gwiazdy. Wreszcie najważniejsze, czyli zmiana orientacji seksualnej. Bruno będąc na dnie, doznaje objawienia – widzi w telewizorach na wystawce sklepowej trzy znane kryptocioty (w jego mniemaniu) i pragnie zostać haterykiem. W tym celu udaje się do czołowych amerykańskich homikożerców, dyskutuje nawet z samym Paulem Cameronem, który nawiedził Polską wiosną, a także uczestniczy w heteryckiej orgii i w obozie wojskowym (Dolce&Gabbana, heloł!). Seks hetercyki okazał się brutalny do tego stopnia, że Bruno ucieka przez okno – to także zabawna scena kontrastująca z homoseksualnym miłosnym happy endem. W każdym punkcie programu ponosi porażkę. I chyba to sprawia, że film z taniej komedii (bo jednak nie jest trudno wyśmiewać się z niegrzeszących intelektem celebrytów czy zajadłych homofobów), przeistacza się we wstrząsający dramat.

Komedia ludzka

Typowym chwytem Bruna jest prowokacja, nawet niekoniecznie zgrabne podchody, tylko walenie prosto z mostu z superpoważną miną na twarzy i jazda po najniższych instynktach (niektóre skecze przekraczają granicę dobrego smaku). Tym samym obnaża ludzką głupotę – brednie wypowiadane przez homofobów zostają jeszcze bardziej zmasakrowane, gdyż interlokutorzy nie wykrywają blefu. Cameron tak zafiksował się w mizoginicznych wypowiedziach, że stał się karykaturalny. Podobnie z pokazówką obrony przed gejem. Bruno z rozbrajającą powagą uczy się od mistrza sztuk walki, jak bronić się przed mężczyzną uzbrojonym w dildo (a nawet dwa dilda!). Wyłania się z tych działań obraz ciemnoty i stereotypu, to także rozbrajanie przeciwnika ich własną bronią. Jedyną odpowiedzią na bezmyślność jest obnażenie absurdu. To już nie jest tylko zdrowy śmiech, lecz także testowanie granic naszego poczucia dobrego smaku, balansowanie między obsceną a zażenowaniem (odbiorcy). Ten film to także test popkultury – jak daleko można posunąć się w ogłupianiu ludzi i wciąż na tym zarobić. Przykład z programem telewizyjnym, który miał przynieść bohaterowi sławę, jest ewidentny.

Jednak prawdziwy test odbywa się, gdy bohater pojawia się w przestrzeni publicznej w wydaniu geja. Wówczas zaczyna się spektakl reakcji, a zarazem punkt wyjścia do „szokowania”. Moi heretyccy znajomi byli zniesmaczeni dosłownością ukazania seksu gejowskiego (scena z rowerkiem, który był równocześnie wibratorem). Ja zaś uważam to za spójny motyw, którego celem jest doprowadzenie stereotypu pod ścianę poprzez skrajne zniesmaczenie i wytrącenie odbiorcy z równowagi. Czym jest masturbacja analna wobec np. postępowania rodziców, którzy zgadzają się katować dziecko, byle wcisnąć je na siłę do jakiegoś filmu?

Nie chcę tłumaczyć motywacji Saschy Barona Cohena misją – wszakże w filmie wielokrotnie wyśmiewa nadmuchane zaangażowanie gwiazd w działalność charytatywną, a do tego dochodzi jeszcze aspekt komercyjny, główna przyczyna wyprodukowania filmu. Jednak perypetie Bruna pokazują, że radykalizm się opłaca, tak samo jak bycie sobą, gdyż…

…miłość i tak zwycięża

Finał filmu wbił mnie w fotel. To jedna z najpiękniejszych scen miłosnych w historii kina. Bruno uprawia seks ze swoim asystentem w klatce przeznaczonej do walk. Czułość i emocje towarzyszące partnerom idealnie kontrastują z rozwścieczonym tłumem, który nie może pojąć co się dzieje. To wręcz fascynujące i ekscytujące zarazem obserwować autentyczne przerażenie i histerię ludzi, którzy zostali poddani eksperymentowi. Pocałunek dwóch facetów jest w stanie wywołać w nich szok, agresję, a do tego połączyć ich w nienawiści i dać się ponieść emocjom. W tle pobrzmiewa nieśmiertelny song Celine Dion z Tytanika zagłuszany rykiem gapiów.

Znakomita prowokacja, mocna i niezwykle emocjonująca – odgrywanie miłości mimo nienawiści wokół. Co z tego, że na trybunach roi się od żądnych krwi homofobów?

Uważam Bruna za genialny przypadek terapii poprzez zniesmaczenie i epatowanie wulgarnością, bo przy okazji ujrzały światło dzienne interesujące zjawiska. W dzisiejszych czasach trudno szokować, jednak mimo nieustającej irytacji zachowaniem bohatera, znajduję w nich sens. Trudno też wyjść kina obojętnym, a migawki i skecze nie dają spokoju. To nie tylko rozrywka, ale przede wszystkim zachęta do refleksji nad światem, także nad medialnym wizerunkiem geja produkowanym przez Zachód. Bruno jest przede wszystkim ucieleśnieniem stereotypu, tym podejrzanym osobnikiem, przed którym należy się chronić i którego można zwalczać. Tymczasem wszelkie nienawistne urojenia na temat gejów zostają w filmie skompromitowane i rozłożone na łopatki, zwłaszcza na tle zachowań heteryków, w tym celebrytów. To nie gej zagraża współczesnemu światu…

Zdaję sobie sprawę, że równie dobrze łatwo zakwalifikować film wyłącznie jako niesmaczny, a zatem niesprzyjający gejom i lesbijkom, zwłaszcza w Polsce, gdzie szczytem radykalizmu w przestrzeni publicznej była dość grzeczna akcja „Niech nas zobaczą”. Dlatego Bruno jest nam potrzebny, bo czasem trzeba walnąć pięścią w stół i „obnosić się” z orientacją psychoseksualną do granic możliwości, nie zważając na reakcję otoczenia. Przynajmniej pojawił się ktoś, kto wprowadził nieco zamętu. A odwołanie do Obamy w tytule tekstu zostało zapożyczone od Snoop Dogga, który tak określił Bruna w finałowej piosence. To oczywiście żart. Ale miło usłyszeć z ust naczelnego seksisty Stanów Zjednoczonych rapującego o tym, że „gej jest ok”.

Marcin Teodorczyk zastępca naczelnego homików.pl i zastępca prezeski SOFy, czyli Stowarzyszenia Otwarte Forum, naszego Wydawcy.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

11 komentarzy do:Biały Obama, czyli genialny ''Bruno''

  • Majkel

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    Zgadzam się w 100%. Ten film jest o tyle ważny, że zdecydowana większość scen była kręcona z autentycznymi postaciami; ludźmi, którzy naprawdę brali Cohena za austriackiego dziennikarza mody (nawet Paula Abdul, jurorka z American Idol, nie miała pojęcia, że to prowokacja).

    Dziwi mnie tylko, że jest tylu gejów i tyle lesbijek krytykujących ten film za jego „prostactwo” i dążenie za stereotypem. Ale żywy stereotyp odgrywany przez Cohena odbija się niczym w zwierciadle od homofobicznych heteroseksualnych bohaterów, którzy go „kupują”… i to w końcu oni wychodzą na odmieńców – nie Bruno.

    Ci, którzy nie potrafią się śmiać z samych siebie, nie do końca się zaakceptowali. I fakt, płytsza część widzów nie zrozumie przesłania filmu (nawet pomimo końcowej sceny, gdzie Snoop Dog, Elton John, Sting i Bono śpiewają wraz z Brunem o pokoju), ale szczerze mówiąc – mam gdzieś płytszą część społeczeństwa. :)

    Pozdrawiam wszystkich fanów Bruna i Sashy B. Cohena. ;)

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    Niektóre fragmenty są dobre – rozmowy z homofobami (Cameron, pastor „leczący” z homoseksualności), scena końcowa rzeczywiście poruszająca… Ale już fragmenty w rodzaju tego z rowerkiem albo tego z wywijaniem interesem to już było dość obleśne. Mnie film ogólnie niezbyt się podobał – nie uważam, żeby był homofobiczny, natomiast moim zdaniem granica dobrego smaku została gdzieś daleeeeko w tyle. Ale pewnie warto się przekonać samodzielnie.

  • zdziwiony

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    co za bzdura?! że kogo to miało poruszyć? oczarować? zachęcić do myślenia? tylko dlatego rozumiałem ten film choć trochę bo jestem gejem, znajomi heterycy, którzy byli ze mną na seansie co chwile pytali o co chodzi i czy ja też tak robię. jak ktos chce prowokować to niech sobie prowokuje, chce robić kase- niech robi, ale doszukiwanie sie w tym jakiejś misji dziejowej, korzyści dla gejów itp wydaje mi sie absurdalna… żałuję że byłem, zmarnowałem tylko kase.

  • Hipokryt

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    Zdziwiony zmień lepiej znajomych. Oni gorsze rzeczy robią w sypialni niż ty czy Bruno razem wzięci. Ale to oczywiście jest cacy.

    Gdyby Bruno był heterykiem to pialiby z zachwytu, tym bardziej jeśli do rowerka podłączyłaby się jakaś blondi z implantami…

  • Krzysztof Zabłocki

    [uwielbiam Cohena!]

    Dwa pierwsze filmy Sachy Barona Cohena zachwyciły mnie! Uwielbiam taki wulgarny humor pod warunkiem, że śmieszy. Mnie śmieszy – filmy Cohena świadczą o jego wielkiej inteligencji. Takich filmów jeszcze nigdy nie było – podejmują, rzecz jasna, tradycję Braci Marx, Monthy Pythona, Rowana Atkinsona – ale maja swój unikalny ton.

    Pól rednacz i półprezes Sofy (1/2 + 1/2 = 1 ! ), a zatem pełny rednaczoprezes celnie wyeksplikował sens tego filmu – który niestety umyka większości gejów martwiących się „co ludzie pomyślą”.

    A niech sobie myslą, co chcą! A dobry smak? Co to jest dobry smak? Ja mam odczucie przekraczania granic dobrego smaku, gdy widzę facjaty (i słucham) niektórych z naszych polityków – zwłaszcza z pewnej partii kojarzącej sie z oddawaniem moczu. Przy nich Cohen to Wersal.

  • Mafta

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    W kogo tak naprawdę wycelowany był w film?…w amerykańskie społeczeństwo. A obawiam się jedynymi społeczeństwami, które to wyłapały są te europejskie. Przeciętny Amerykanin zapamięta z tego filmu tylko to, że geje nie nadają się do wojska a kiedy uprawiają seks to koniecznie z gadżetami i kolorowym lateksem. A to jeszcze bardziej pogłębi ich stereotypy…

    Dla mnie film był w większości genialnie przemyślany…ale niepotrzebnie pozostawia niesmak po przesadzonych scenach erotycznych…czy naprawdę chcemy, że tak odbierano seks homoseksulany?!

  • Les-Ba

    [Do zdziwionego]

    „znajomi heterycy, którzy byli ze mną na seansie co chwile pytali o co chodzi i czy ja też tak robię”

    Drogi zdziwiony!
    To zaproponuj swoim wielce czcigodnym heteroseksualnym znajomym obejrzenie po PIĘĆ (i tylko PIĘĆ) odcinków „Jerry Springer Show”, rozmów Oprah Winfrey oraz „Big Brothera” (dowolna wersja, może być polska – z Frytką i Kenem). A później niech nikt z nich nie waży się opowiadać głupot, że to tylko geje i lesbijki „tak robią” – obnażanie soich obsesji seksualnych jest powszechne dzisiejszej kulturze. Od lat. I, jak w większości spraw, prym wiodą tam heteroseksualiści, których jest po prostu więcej…

  • Meo Hav

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    „To jedna z najpiękniejszych scen miłosnych w historii kina”

    No no… Ale w sumie zgoda.

  • baluk

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    Scena finałowa, o której tak wzniośle piszesz, była również zamierzenie przegięta i w gruncie rzeczy wyśmiano istotę happy endu. Tego nie można traktować poważnie, tam nie było żadnej miłości.

  • moskwa

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    Baluk, scena może i przegięta, ale czy bezmiłosna? Bruno zrozumiał, że kocha swojego asystenta, i stęsknił się za prawdziwym pedałem udając przez tyle czasu heteryka, to i wzruszył się niemożebnie, i serce mu drgnęło na pierwszy znak.

  • ja

    [Re: Biały Obama, czyli genialny ''Bruno'']

    C.I.N.E.M.A.K..pl
    Filmy o tematyce Gay np.”Bruno”, „Klatka dla ptaków”, „Moje własne Idaho”, „Przyszywany wujek”,” Idealny facet dla mojej dziewczyny”,”Obywatel Milk”, „Senność”,”Czas, który pozostał „,”Gry weselne „,”Wszystko o mojej matce”,”Tajemnica Brokeback Mountain”,”Złe wychowanie”,”XXY” i wiele, wiele innych.
    Sprawdz




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa