Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!

1. Pupa na okładce cienką kreską

Niosłem ci kanapeczkę – tomik prozy poetyckiej młodego łotewskiego autora Karlisa Verdinsa (wydany niedawno przez wrocławskie wydawnictwo Biuro Literackie) to edytorskie cacko, bibelot. Jak zresztą i inne tomy tej oficyny. Na okładce Kanapeczki jest poczyniony delikatną kreską rysunek – nieco à la David Hockney, czy może Andy Warhol (tak, tak, mało kto wie, jakie piękne delikatne rysunki tworzył ten artysta obok swych puszek zupy pomidorowej czy fasoli) – przedstawiający dwóch chłopców leżących na kraciastej pościeli: jeden leży na brzuchu, a drugi – poprzecznie do niego – układa głowę na dolnej części jego pleców, tuż na pośladkami. Te pośladki to niejako niespodzianka – ukazują się w swej pełnej cienkopiórkowej krasie dopiero po odgięciu skrzydełka. Ów miły dla oka rysunek – autorstwa Ewy Zwarycz – zapowiada klimaty gejowskie. I faktycznie, są te klimaty, ale niejako „podskórnie”: homoerotyczność tych mikroutworów to jedynie naturalne podglebie, oczywistość, coś, co jest, co w sposób naturalny powstało i jest dobre.

Książeczka zwróciła na siebie uwagę przede wszytskim z uwagi na jej tłumacza – znanego pisarza i poetę Jacka Dehnela, autora prozy beletrystycznej – Lali i Balzakianów, własnych tomików poetyckich oraz felietonów drukowanych w „Polityce”; młodego celebryty uhonorowanego Nagrodą Kościelskich i Paszportem Polityki.

Dehnel to casus separatus młodej polskiej literatury: ten niespełna trzydziestolatek już jako student wzbudzał niejaką sensację swoim ubiorem – żakiet XIX wiecznego dżentelmena-dandysa, cylinder i laseczka. Gdy w latach dziewięćdziesiątych po raz pierwszy ujrzałem go na uniwersyteckim dziedzińcu, pomyślałem, że oto w starym BUW-ie znów kręcą jakiś film z epoki. A tymczasem był to codzienny strój warszawskiego studenta na przełomie wieków – tyle że Dehnel przesunął ten przełom o całe sto lat.

2. Dotknijcie się językami, aby ujrzeć Rygę

Tomik Verdinsa został napisany po łotewsku i każdy, kto bierze go do ręki zachodzi w głowę, czy tłumacz, aby przełożyć tych kilkadziesiąt stron, nauczył się w tym celu łotewskiego (tak jak ponoć Iwaszkiewicz nauczył się duńskiego, żeby przekładać Kierkegaarda); otóż nie, Jacek Dehnel uczestniczył wraz ze swym łotewskim rówieśnikiem w warsztatach translatorskich poświęconych poezji gejowskiej i ich pomostowym językiem był angielski. A także rosyjski. No i ogólna, językowa i erudycyjna baza dwóch spadkobierców wspólnej realkomunistycznej tradycji. (Tak przy okazji: byłem trzy lata temu w Rydze: piękna hanzeatycka starówka kohabitująca z najczystszymi klimatami radzieckimi – dworcem, bazarem, a także słodkim Pałacem Kultury (niemal idealna kopia) – ale znacznie mniejszym i postawionym tak całkiem bez sensu, na jakiejś bocznej ulicy).

Kiedy zapadnie błękitny wieczór, możesz się ukryć w cieniu zaspy śnieżnej albo w dymie z komina i gapić się cichutko na dotykających się językami ludzi, którzy widzą Rygę.

To, jak wyjaśnia w przypisach tłumacz, aluzja do szkolnego żartu: nabierania naiwnego kolegi, że jak dotknie językiem zamarzniętej balustrady czy żelaznego słupka, to zobaczy Rygę.

Przypomina mi to trochę żart z moich szkolnych czasów: „Chcesz zobaczyć Pałac Kultury?” Ale to, co dalej następowało, nie było już wcale miłe…

W Kanapeczce Ryga jest jednak mało obecna – jedynie wzmianka o jakiejś dzielnicy czy cmentarzu tu czy tam. Bo przecież nie są to krajoznawcze wspominki. To językowe gry i zabawy. Gry i zabawy znaczeniem, rejestrem, tradycją. A także barwą słowa.

Tak w ogóle to trudno jest pisać o poetyckiej prozie. Tak samo jak i o poezji. No, o poezji to jeszcze – poezja to kwintesencja, skrót, szyfr, błysk, pomysł, granat czy bomba, który w lekturze wybucha, ale można też ten pocisk rozbroić, powoli rozładować. Zaś poetycka proza? Po to napisane jest coś „poetycką” prozą, bo właśnie „zwykłą” prozą się nie dało, a eksplikować takie passusy, to tak jak komentować seksualne doznania – teraz oto autor odczuwa pewien taki skurcz w członku, a teraz pewną taką rozkosz w prostacie, a teraz pewną taką gładkość języka – wychodzi z tego albo pornografia, albo… poetycka proza. Tłumaczyć poetycką prozę poetycką prozą? A na ch… to nam!

3. Łaskocz mnie. Powiedz mi, o czym myślisz.

… żebyś miał jeszcze wyższą temperaturę, żebyś już zawsze leżał w naszym starym łóżku, bezradny jak ślepe szczenię. Wsadź sobie termometr do ust i śpij.

Bez wrednych, chytrych przyjaciół, obcych i odległych rodziców, ważnych zajęć – będę twoja matką, ojcem, bratem, żoną i mężem. Przez całą świnkę, zapalenie płuc, psychozę, neurozę, ospę i odrę.

Mów do mnie. Łaskocz mnie. Powiedz mi, o czym myślisz.

Ładne, prawda? Takich delikatnych perełek, naszkicowanych podobnie jak wspomniany rysunek cienką kreską jest w tej książeczce co nieco, co nieco…

W dobrym zdrowiu i przy życiu
Trzymają nas pogaduszki, pełne świątecznych pozdrowień:
„Mam nadzieję, że nawet ty będziesz kiedyś szczęśliwy!”.
Job twoju zostawiają na Dzień Matki,
Pałę pod choinkę, jaja na Wielkanoc.

No właśnie. Cóż czyni bowiem poetycka proza? Już śpieszę z odpowiedzią: poetycka proza otóż tworzy pewne przestrzenie, pewnie konteksty i konstelacje – autor czegoś tam doznaje, a wyrazić tego w żaden sposób się nie da, odczuwa więc „coś tam, coś tam”, i ma taką płonną nadzieję, że i czytelnik czytając jego obłędne słowne konstrukcje „coś tam, coś tam” może podobnego odczuje…

A przynajmniej dozna jakiegoś tam estetycznego kopa.

Siedzimy tutaj, jedząc kartofle, a tymczasem Rimbaud z Verlainem dawno już pojechali do Brukseli. Mówią, że napisali mnóstwo nowych wierszy.
(…) Powiedział Ardżuna: „Nie trzeba mi królestwa ni szczęścia, ale jeszcze jednego dnia z dala od tego cholernego komputera”. I zwalił się przy szarych nagrobkach.

4. Ale zawsze jest nadzieja:

Przezimujemy w cieple i świetle,
Zbierzemy w domu ostre, kruche przedmioty.
Żadnych nieoczekiwanych zwrotów, nagłych gestów -
W miękkiej ciemności wślizgujemy się w siebie nawzajem
By zbudzić się rano w łóżku pełnym potrzaskanych promieni.

Reasumując: Kanapeczka ma piękne i ujmujące celnością i estetyką fragmenty, ogrzewające erotycznym uczuciem niczym w rozkosznie rozleniwiającym, wilgotnym cieple sauny – ale są i inne passusy, które mnie zupełnie nie biorą, przy których, chciałoby się powiedzieć, nie staje…

Ale dodajmy jeszcze: Jacek Dehnel przełożył niedawno wiersze wszystkie Larkina (też wydane przez Biuro Literackie, i tez świetna okładka). Otóż Philip Larkin to bardzo wielki poeta – jak dla mnie najwspanialszy poeta brytyjski XX stulecia. A klimatycznie trochę taki angielski Szymborski – ja Wisławę osobiście uwielbiam, choć na jej temat zdania są podzielone. Często sobie myślę, że Larkin był lepszym (czyli „celniejszym”) poetą od swojej polskiej rówieśniczki, tyle że on ćwierć wieku temu zmarł; kto wie, może to on Nobla by dostał, nie Wisława. Więc kocham i Szymborską, i Larkina, a z tego ostatniego to nawet sam „coś tam, coś tam” przełożyłem (ukazały się te moje drobiazgi w autobiografii Doświadczenie Martina Amisa wydanej przez „Czytelnika”).

I to właśnie za larkinowski przekład Dehnelowi na ustach zawisam (niczym w Bądźmy poważni na serio Wilde’a anglikański proboszcz na ustach panny Prism, guwernantki) – oczywiście metaforycznie, niczym ów wielebny zaczerpnąwszy figurę retoryczną od pszczół…

Jak już mówiłem, jestem zmęczony: tylko dzisiaj wyciągnąłem zebrę z płonących zarośli i zapakowałem do ciężarówki jedenaście zatrutych pingwinów.

Ale jednak. Żeby wyrazić swoje uznanie przede wszystkim za pracę nad Larkinem (a niektóre z przekładów bardzo mi się podobają, i myślę, że może nawet na Homikach zabawię się porównaniem przekładu zwłaszcza jednego wiersza z przekładami Barańczaka i Jarniewicza), więc żeby wyrazić Jackowi Dehnelowi swoje uznanie za Larkina przede wszystkim, ale i za Verdinsa także, kupiłem otóż w barku w przejściu podziemnym przy Rotundzie kanapeczkę – a właściwie dwie kanapeczki (kurczak curry) w takim waginopodobnym plastikowym opakowaniu – i niosę Dehnelowi ową kanapeczkę (a nawet, jak widać, dwie). Metaforycznie, choć szczerze, niosę…

Ale przecież są dwie: yes, yes, yes! Wiec jedną i Verdinsowi podeślę.

A Izabel Marcinkiewicz niechaj się smakiem obejdzie.

Kārlis Vērdiņš Niosłem ci kanapeczkę. Wybór próz poetyckich (1999-2008)
Tłumaczenie: Jacek Dehnel
wydawnictwo Biuro Literackie
wydanie 2009 r.
ISBN: 978-83-620-0612-0
Format: 16.4×21.4cm, 64 stron
Cena: 16 zł

Więcej informacji na stronie wydawnictwa

Książka pod matroqueeropatronatem Homików.pl

A oto i rozwiązanie naszego konkursu o cechach audiotele.

Wakacyjne rozleniwienie sprawiło, że Generator Konkursów tym razem zaproponował coś nieskomplikowanego i strawnego na plaży. Ale obiecujemy, że kolejny konkurs homików.pl będzie wymagał zastosowania mind mappingu i trudnością dorówna krzyżówce w Przekroju w latach siedemdziesiątych.

Spośród bardzo licznych prawidłowych odpowiedzi (ha!) maszyna losująca obsługiwana tym razem przez samego Detrollatora wskazała na następujące osoby:

- Bartek (diverso@…)
- Piotr (mrocznypedro@…)
- Rafał (amoreoj@…)

Prosimy, śledźcie maile z informacjami dla dostarczenia nagrody!

Wszystkich uczestników i uczestniczki konkursu audiotele serdecznie pozdrawiamy!

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

12 komentarzy do:Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!

  • Sluchainaya

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    Och, jaka szkoda… Nie wygrałam :P
    A w ogóle jakieś kobiety brały udział?

  • Adam

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    a czy to ksiażka dla kobiet? :-)

  • aby

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    chyba dla wszystkich czytających…

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    Jasssne, przecież jakaś tam BABA nie jest w stanie zrozumieć poetyckich subtelności! A poza tym wiadomo, nie dla nich, bo BABA jest głupia i pruderyjna i nie jest w stanie docenić istnienia miłości męsko-męskiej.
    (Jak ktoś to zrozumie serio, to niech lepiej już NIC nie czyta)

  • Facet

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    no bez przesady, skąd tyle urazy? Baba/facet – co za różnica? Kawałek mięśnia miedzy nogami, lub jego brak. To aż tak rzutuje na umysl? W sumie milosc m/m jest bardziej atrakcyjna dla facetów, wiadomo. Ale faceci lubią też historie lesbijskie! Nie twórzmy sztucznych podziałów i niesnasek!

  • Ewa

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    Ja brałam, Sluchainayo:) Lubię nieheteronormatywną poezję i nie ma dla mnie znaczenia, czy porusza wątki gejowskie, lesbijskie czy trans.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    Facecie – a czy ja twierdzę, że tak JEST? Ja się tylko wyzłośliwiam, bo Adam jest wielce zdziwiony, że kobiety mogą czytać poezję gejowską. Straszne.
    Powiem więcej, osobiście nawet lubię gejowskie sceny erotyczne w literaturze lub filmie, choć pornografia sensu stricto to już mnie zniesmacza niezależnie od płci osób występujących. Ale w wydaniu łagodnieszym – to fascynujące, jak różnorodna jest ludzka miłość.

  • Niezaspokojony

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    książeczkę warto przeczytac czy przejrzec – choc bez rewelacji. Jak pisze autor recenzji na pewno ladny bibelot, tyle ze za malo konretu jak na moje gusta

  • Niezaspokojony

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    książeczkę warto przeczytac czy przejrzec – choc bez rewelacji. Jak pisze autor recenzji na pewno ladny bibelot, tyle ze za malo konretu jak na moje gusta

  • Oh

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    To zdrobnienie jest okropne „kanapeczka” . Kurna, no bez przesady. Niosłem Ci kanapkę albo robiłem Ci śniadanie, to już coś, a ta kanapeczka to przez usta nie przechodzi.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    Mnie się książka bardzo podobała (ogólnie rzecz biorąc ja jak najbardziej czytuję takie rzeczy jak poezja i proza poetycka) – ale ma jedną wielką wadę: CENĘ!!! No kurde blaszka, za taką cienką, ładnie, ale przecież nie megaluksusowo wydaną, książeczkę, ponad 20 zł?!! Nadal zdaje się pokutować mit, że w Polsce książki są tanie, tymczasem to niestety bzdura i od paru lat ceny książek wędrują na poziom lekko przerażający.

  • Sluchainaya

    [Re: Kanapeczki dla Verdinsa i Dehnela!]

    No proszę – jeden mój komentarz wywołał taką burzę :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa