Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)

Po raz pierwszy zetknąłem się ze słowem homoseksualizm we wczesnych latach szkolnych: usłyszałem wtedy od mamy, że to coś tak strasznego, że nie może mi powiedzieć co ono znaczy… Gdy nieco podrosłem dotarło do mnie, że niektórzy panowie lubią jakieś wyuzdane igraszki z „chłopcami” (choć nie zastanawiałem się nawet, na czym miały polegać), i już wiedziałem, że „pederaści” to artyści – Violetta Villas, Rena Rolska, Kazimierz Brusikiewicz z Lidią Korsakówną, czy Lucjan Kydryński z Haliną Kunicką – czyli taki stały ówczesny zestaw, który wciąż wyjeżdżał do Ameryki, by tam na czołowych scenach Broadwayu (i koniecznie w paryskiej Olimpii) zarabiać cenne dewizy i przywozić zachodnie auta coupé koniecznie w kolorze czerwonym. A jeśli nawet nie ci wymienieni, to na pewno większość pozostałych.

Był jeszcze znajomy pan Jurek, kierowca, którego zwolniono z pracy w ważnej instytucji, bo chodził na chłopców. No tak, bo przedtem pracował w „Estradzie” i tam się nauczył. Tak mówiła mi mama.

No i balet. Zaświadczały o tym dokumenty filmowe Stanisława Barei czy Jerzego Gruzy. I spotykany na mokotowskiej uliczce solista Teatru Wielkiego Stanisław Szymański, gdy wyprowadzał swego srebrzystego pudelka na różowej smyczy.

I sławny pisarz Jarosław Iwaszkiewicz – ale literaci, tacy wyrafinowani, to wiadomo, zwykłe relacje z kobietą już mogą im nie wystarczać.

Arystokracja także: świadczyła o tym postać barona Humaniewskiego z Zaklętych rewirów. Ale klasa pasożytnicza była zawsze dobrym podglebiem dla zboczeńców.

Kucharze i… rzeźbiarze. Tak przeczytałem w pewnym starym angielskim poradniku seksuologicznym znalezionym na sekretnej półce ojca. No i że jest to śmiertelny grzech. Tak, ja nigdy tego grzechu nie popelnię (choć nawet nie wiedziałem, na czym miałby polegać); nie warto ryzykować piekła na wieczność.

Pederaści – nawet samo to słowo brzmiało odstręczająco. Kojarzyło mi się – excusez le mot – ze słowem pierdzieć. Z kolei szkolny kolega łączył je etymologicznie ze słowem pedikiur: pedes to stopa, więc pederasta, to coś „niskiego”.

Oto typowe mentalne uwarunkowanie odebrane w całkiem cywilizowanym dzieciństwie, w całkiem cywilizowanym kontekście. Jeśli nie „żoliborskim”, to „mokotowskim”. Czy więc trudno się dziwić?

I gdy teraz wydajemy wspólnie HomoWarszawę, a moi współautorzy nie istnieli w tamtych latach nawet w sferze zamiarów, to… zaprawdę, powiadam Wam, myślę, że nasza książka jest cholernie potrzebna. Bo czymże jest człowiek bez historii?

Do czego będą mogli odwoływać się ci, którzy są jeszcze młodsi, którzy stawiają pierwsze pytania? TE pytania… Gdzie będą się mogli dowiedzieć, że ich zainteresowanie osobami tej samej płci to coś całkiem normalnego, to powód nie do rozpaczy i wstydu, lecz do radości i dumy? Odpowiadam: będą mogli sięgnąć choćby do naszego Spacerownika. Gdzie zobaczą, że człowiek jest istotą złożoną, że każdy jest inny, i że TO jest normą, i TO jest TEŻ normą, jak powiedział Tomasz Raczek. I że i CI, i CI, to tacy sami mieszkańcy Warszawy, tacy sami współobywatele i współtwórcy Polski.

George Orwell napisał w Roku 1984: Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość. Nie wspomniał jednak o braku przeszłości. Bo gdy jej w ogóle brak, to nawet nie ma czego kontrolować. To nie ma nic, i nie będzie nic, jak powiedziałby Kononowicz.

Wypełniamy ten brak, tak jak „na dzień dzisiejszy” potrafimy – niech to będzie ten pierwszy krok, zapewne niedoskonały, ale zawsze musi być ten pierwszy raz… Bo inaczej dalej będzie nic, czyli DUPA. Tak DUPA, i tak DUPA. Wiadomo, pedały…

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

17 komentarzy do:Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)

  • Jacek

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Bycie gejem nie jest imho powodem do dumy, podobnie jak byciem heterykiem nim nie jest.

  • Jacek

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Bycie gejem jest powodem do dumy w srodowisku nietolerancyjnym. W normalnych warunkach, gdy orientacja seksualna jest traktowana jak np. kolor wlosow, jest calkiem obojetne.

  • junior

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    czekam na tę książkę z niecierpliwością. Rozumiem, że się drukuje :)

  • royte_pomerantsn

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Wszyscy czekamy – oby opóźnienia, pewnie niezbędne w każdym procesie produkcji, były jak najmniejsze!

  • mamam

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    do Jacka nr 1., kiedy wszyscy mówią, że jesteś śmieciem, to jednak taka kategoria dumy okazuje się ważna. Na niej opierała się kompleksowa strategia ruchu amerykańskich homo.

  • tymon

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    ja tez czekam na te ksiazke, choc wstep akurat malo zachecajacy, taki jakis nijaki ;-)

  • Ray_Omen

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Bardzo ciekawie piszesz. Nie trzeba było mnie zachęcać do wejścia w posiadanie tej książki, ale myślę, że każdy, kto był odo tej pory niezdecydowany lub w ogóle nie wiedział o inicjatywie pisania jej, teraz nie będzie miał wątpliwości, że to będzie bardzo ciekawa lektura ;)
    Pozdrawiam,
    Piotr

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    W gruncie rzeczy zawsze uważałam, że dumnym/-ą można być tylko z czegoś, co się osiągnęło własnym wysiłkiem. Dlatego np. odrzucam ideę dumy narodowej – działanie dla dobra kraju tak, ale nie duma z tego, że jestem Polką, bo nikt sobie nie wybiera pochodzenia. Natomiast zarazem stopniowo doszłam do uznania, że jednak można być dumnym/-ą z bycia gejem czy lesbijką. W końcu to nie jest tak całkowicie tożsame z posiadaniem orientacji homoseksualnej. Orientacji człowiek nie wybiera, ale już co z nią zrobi, w jaki sposób będzie żyć, czy pozwoli się stłamsić, czy będzie samodzielnie decydować o sobie – to już zależy od człowieka.

  • d.biskupa

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Bardzo ładny tekst. Może nawet kupię sobie książkę, chociaż nie lubię czytać.

  • jk

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    ja tez uwazam ze mozna byc dumnym z orientacji seksualnej. ludzie sa dumni z wielu dziwnych rzeczy np. ze zebrali duza ilosc jakiejs rzeczy, ze trafili oilka do bramki, ze skoczyli dalej albo wyzej…. duma z orientacji seksualnej wydaje mi sie na tym tle calkiem normalna.

  • Jacek

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    >jk
    Duma z bycia gejem nie polega na dumie z orientacji/ ekspresji seksualnej, ale z tego ze jest sie normalnym czlowiekiem, a nie na przyklad szefem prawicowej, homofobijnej partii.

  • Mirek

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    a może duma z przynalezności do „narodu wybranego”? – trochę jak w przypadku Zydów? Bo podobnie jak Zydzi, geje i lesbijki mają nieproporcjonalnie duzy wkład w dziedzinie kultury – spójrzmy chocby na czolowych polskich pisarzy XX wieku – więkzosc z nich to geje wlaśnie!

  • ´_´

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    – i do tego Zydzi ;)

  • ´_´

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    A Polacy po tych wszystkich cudach nad Wisla, a szczegolnie po wybraniu na papieza K. Wojtyly, tez uwazali sie za ‚narod wybrany’. Z reszta wielu, jak widac dotad sie za takich uwaza.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Mirek – „większość” to za dużo powiedziane. Ale owszem, wśród artystów wszelakiej maści istnieje nadreprezentacja mniejszości. I jest super. :D

  • ShinGay

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Samo uświadamianie innych to już szczytna idea. Wielu artystów, malarzy pisarzy, ludzi nauki to kryptogeje, albo geje. Wynika to często z większej wrażliwości, a i niekiedy doświadczeń emocjonalnych, na przestrzeni lat często młodzieńczych westchnień, zatajonej miłości do osoby tej samej płci. Później się często maluje, rysuje, pisze, odsuwa myśli… w efekcie powstają dzieła. Ja bynajmniej tak uważam.

  • Krakowiak

    [Re: Parę groszy ni priczom… (Metarefleksja)]

    Fajny tekst. Książka będzie hitem – czegos takiego nie było. Ciekawe, czy wyjdzie też homokraków, hehe




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa