Artystyczne lato filmowe w Lambdzie: „Śmierć w Wenecji” Luchino Viscontiego

W tym roku w sezonie letnim Dyskusyjny Klub Filmowy Lambdy stawia na filmy ambitne i artystyczne! Komedii mamy i tak w bród – choćby niedawno obśmialiśmy się jak norki z przedniego dowcipu o gejach i kozie… do tej pory nas skręca na samo wspomnienie.

I jeszcze uśmiejemy się nie raz, nie dwa… „Rzepa” i „Nasz Dziennik” nie zawieszają przecież latem działalności…

Ale ad rem! Na pierwszy ogień proponujemy film, który co prawda był cytowany w polskim dziele „Chłopaki nie płaczą” jako najnudniejszy film, jaki kiedykolwiek powstał, ale było to zdanie prawdziwych heteryckich macho – natomiast my, les, cioteczki i transy jesteśmy bardziej wrażliwe na różne klimaciki i smaczki, które uwadze prawdziwych samców umykają.

A TERAZ JUŻ CAŁKIEM SERIO: otóż jako pierwszy film proponujemy „Śmierć w Wenecji”(1971) Luchino Viscontiego. Jest to, jak wiadomo, adaptacja noweli Tomasza Manna z 1911 roku, utworu o wątkach autobiograficznych. Wspaniała nowela warta jest oczywiście lektury (spolszczył ją sam Leopold Staff), ale my skupiamy się bardziej na filmie, w którym, rzecz jasna, dokonano pewnych zmian w stosunku do literackiego pierwowzoru. Tak więc w filmie sławny kompozytor Gustav von Aschenbach, twórczo wypalony i uczuciowo zablokowany po śmierci ukochanej córeczki, przyjeżdża na wypoczynek do Wenecji. Zatrzymuje się w luksusowym hotelu na wyspie Lido. Tam spotyka zamożną polską rodzinę – uwagę jego przykuwa kilkunastoletni chłopiec o imieniu Tadzio, uosobienie idealnego piękna i wdzięku. Kompozytor podąża śladem rodziny uliczkami Wenecji, obserwuje chłopca na plaży, stara się choćby dotknąć jego włosów… Fascynacja chłopcem prowadzi jednak starzejącego się mężczyznę do…

Tu już się zatrzymamy. Kto czytał, czy widział, ten wie. Ale film ten można oglądać i rozkoszować się jego maestrią wielokrotnie – ja sam widziałem go chyba dziesięć razy. Tłem muzycznym jest urzekające adagietto z Piątej Symfonii Mahlera. Rolę pisarza odtwarza świetny aktor brytyjski Dirk Bogarde (1921-99), którego niedawno mieliśmy okazje oglądać w filmie „Ofiara” pokazywanym w Krytyce Politycznej.

Pierwowzorem Tadzia był autentyczny polski chłopiec – o jego późniejszym (dość zwyczajnym) życiu napisano nawet książkę.

Film „Śmierć w Wenecji” – który stał się częścią żelaznego kanonu kina artystycznego – to dzieło trzech wielkich twórców, dość otwartych (jak na ich epokę) w odniesieniu do swojej orientacji: Tomasza Manna, Luchino Viscontiego i Dirka Bogarde’a właśnie. Natomiast Tadzia gra chłopiec szwedzki, Bjoern Andresen – włoski reżyser nie znalazł, jego zdaniem, wystarczająco pięknego chłopca polskiego…
(kz)

Zapraszamy zatem na film – latem seanse odbywać się będą we wtorki, gdyż na weekendy sporo osób wyjeżdża; seanse będą też godzinę później – o 19.00

PO FILMIE, JAK ZWYKLE, ZAPRASZAMY NA DYSKUSJĘ! – kawa i herbata są dostępne w naszej kuchence, soft drinki (tzn. bezalkoholowe!) dobrze jest przynieść własne.

Zapraszają Mateusz Urban i Krzysztof Zabłocki

7 lipca (wtorek), godzina 19.00

Lambda Warszawa, ul. Żurawia 24 A, lokal nr 4 (domofon)

(kz)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa