- homiki.pl - http://homiki.pl -

Mężczyzna homoseksualny (23)

[1]

…miewał zawsze sprzymierzeńców, „prawych ludzi spoza naszych kręgów środowiskowych” – jak przed ponad 50 laty określił to szwajcarski periodyk branżowy Der Kreis (koło) – chodziło tu o heteryków, którzy swym dobrym imieniem angażowali się publicznie, by wywrzeć wpływ na polityczne nastroje ku pożytkowi mniejszości homoseksualnej. Było to konieczne, gdyż dawniej taki gej ryzykował zdrowie i życie, upubliczniając oficjalnie swe nazwisko oraz twarz. Już w roku 1897 petycja pierwszej niemieckiej organizacji homoseksualistów (WHK) w sprawie liberalizacji paragrafu 175 [zakazującego i karzącego za relacje jednopłciowe – przyp. red.] była wspierana przez wielu ówczesnych prominentów. Do roku 1930 podpisało się pod nią ponad 6 tys. osób, a wśród nich takie znakomitości, jak Rainer Maria Rilke, Karl Kautsky, August Bebel, Gerhart Hauptmann oraz Max Liebermann.

Naziści położyli kres takiemu kumpelstwu. Dopiero w 1968 gejowski publicysta oraz etnograf Rolf Italiaander zwrócił się do intelektualistów, by wsparli wysiłki jego środowiska w celu wywarcia wpływu na niemieckich polityków oraz zmiany paragrafu 175. Reakcje były zróżnicowane. W duchu Italiaandera odpowiedzieli Wolfgang Abendroth i Theodor W. Adorno, Boleslaw Barlog i Margret A. Boveri, Max Brod i Axel Eggebrecht, Werner Hinz i Werner Höfer, Helmut Käutner i Marie Luise Kaschnitz, Ulrike Meinhof i Henri Nannen, Luise Rinser, Karlheinz Stockhausen i wielu wielu innych.

Dokładnie w dziesięć lat później 29 europejskich prominentów podpisało petycję zamieszczoną w amerykańskim magazynie Time w obronie przestrzegania praw człowieka w USA. Chodziło tu o praktykę wielu stanów amerykańskich „odmawiających homoseksualistom prawa do mieszkania, zatrudnienia i dostępu do instytucji publicznych”. Wśród podpisujących petycję znaleźli się Dorothee Sölle oraz Günter Grass z Niemiec, Jean-Paul Sartre oraz Simone de Beauvoir z Francji, hiszpański socjalista Felipe González oraz brytyjski aktor John Gielgud. Akcja ta była pretekstem dla springerowskiej prasy (Die Welt) by określić Grassa ironicznym mianem „groteskowego kabareciarza” a jego zwolenników jako „doboszy” (z „Blaszanego bębenka”).

Od tego czasu na froncie partnerstwa hetero-homo panuje złowieszcza cisza. Żadnych spektakularnych afer – no może z wyjątkiem wyrażanego cichego przyzwolenia niektórych celebrytów dla małżeństw homoseksualnych. Zaś prawa człowieka dla homoseksualnych kobiet i mężczyzn w Afryce, Europie Wschodniej, krajach arabskich – cóż – dla teraźniejszych prominentów nie są widać wystarczającym powodem by wstępować na mównicę. Można ten fakt skonstatować też pozytywnie: nasi promi-celebryci wierzą może, iż ich lesbijskie przyjaciółki oraz gejowscy przyjaciele wezmą sami sprawy w swoje ręce. Albo może ulegli propagandzie, głoszącej, że od wprowadzenia dla gejów i lesbijek surogatu małżeństwa* sytuacja polityczna i społeczna homoseksualistów zmieniła się w sposób znaczący na lepsze. A może mają to po prostu w swojej heteroseksualnej dupie – czy lesbijki i geje są dyskryminowani, prześladowani czy zabijani.

* Przypominamy, że felietony z cyklu MH pochodzą z Niemiec. Niemcy debatę o małżeństwach / związkach mają już za sobą. My nadal nie. W najbliższą niedzielę okazja, by wprawić w ruch naszą demokratyczną broń – kartę wyborczą. Do końca tygodnia zapraszamy na teksty propagandowe przed wyborami do europarlamentu.

TAZ 11.05.2009 Elmar Kraushaar tłum. jbog