Najsztub w Przekroju odpytuje prof. Środę z patriotyzmu

Kontekstem dla wywiadu są wybory do Parlamentu Europejskiego. Przypominamy, że prof. Magdalena Środa kandytuje do PE w Łodzi z listy centrolewicy (jako Zieloni 2004)

Pani profesor, kiedy pani poczuła, że jest Polką?
– W 1968 roku, miałam wtedy 11 lat, działy się różne rzeczy na uniwersytecie i w mojej szkole. Wtedy dowiedziałam się, że moja koleżanka Ewa (już jej nie ma w tym kraju) jest Żydówką. Nie wiedziałam, co to znaczy, ale mówiono o niej, że „jest Żydówką”. Mam taką stronę w pamiętniku, gdzie opisuję ten dzień, a na końcu piszę: „Ewa jest Żydówką. Boże, co teraz będzie?”. I pamiętam, że zadałam pytanie swoim rodzicom, co to znaczy, i oni powiedzieli, że ja jestem Polką, a ona Żydówką. Moja wtedy najbliższa przyjaciółka Hania Krawiec też „okazała się” Żydówką. Pamiętam tę konfuzję, że one są Żydówki, a ja jestem Polką… I sobie zadałem w pamiętniku pytanie: co to znaczy być Polką?

Czyli wtedy nic przyjemnego.
– Wtedy w ogóle tego nie oceniałam. Nie czułam się ani lepsza, ani gorsza, nie wiedziałam, o co chodzi.

A kiedyś pani poczuła swoją polskość jak wyrok?
– Tak. Chociaż nazywam to słowem „karma”. Po raz pierwszy w czasie wyborów, w których startowali Mazowiecki, Tymiński i Wałęsa. Według mnie najlepszy był Mazowiecki, Wałęsa był mitem, a ten trzeci obywatel – nikim. Siedziałam w Hotelu Europejskim, w pokoju z dziennikarzami, i kiedy dowiedziałam się o wynikach, to się poryczałam. Nagle zrozumiałam, że świat, w którym żyję, nie jest taki, jak myślałam. A kiedy Kwaśniewski został po raz drugi prezydentem, pomyślałam sobie: to jest karma, muszę tutaj być, nie mogę stąd wyjechać, muszę to wszystko przeczekać. Tak sobie też mówiłam, jak panowali Kaczyńscy – trzeba przeczekać. Trzeba tu być. To karma.

Co to znaczy „przeczekać”?! A cieszyć się tą polskością, napawać, zachłystywać to nie łaska?
– Nie, ja mówię w kategoriach moralnych – trzeba przeżyć, przeczekać, ale robić swoje, pracować u podstaw, bo eskapizm nic nie da. Przed tamtymi wyborami wierzyłam, że zawsze zwyciężają rozsądek, prawda, wolność… Byłam strasznie naiwna, bo byłam przekonana, że świat się dzieli na ludzi złych, czyli komunistów, i na dobrych, czyli wszystkich innych. I że jak zwyciężyliśmy wreszcie i opanowała nas euforia 1989 roku, to potem różnice ugrupowań partyjnych w parlamencie będą różnicami, no nie wiem – koloru skrzydeł…

Skrzydeł aniołów…
– Właśnie. Ale nie. Wśród nich był na przykład Macierewicz, który stawał się coraz bardziej dziwny. Z grupy tej jakoś wylęgli się Kaczyńscy. A mnie wydawało się, że wszyscy ludzie opozycji są monolitycznie doskonali, jak Michnik i Kuroń widziani oczami studentki, która chodziła na ich „podziemne” wykłady i nienawidziła komunistów. Ciekawe, że mnie ta nienawiść przeszła, a innym urosła. Urosła i przybrała formy politycznego szaleństwa.

A więc gdzie duma z Polski?
– Tak, jestem teraz w panice… Bo co mam powiedzieć? Nasza historia jest beznadziejna. Te wyniszczające powstania, ten brak rozsądku, umiejętności zawierania kompromisów… Przecież nawet bitwy pod Grunwaldem nie potrafiliśmy przerobić na długotrwały polityczny sukces. Ciągle się tylko nadymamy, pokrzykujemy, kłócimy i machamy szabelką. W latach 80. pisałam pracę doktorską o godności zainspirowaną tym naszym polskim zbiorem narodowościowych gestów i postaw. Wtedy mnie to fascynowało! Podobało mi się, że wolimy stać z pustym brzuchem, niż klęczeć z pełnym. Że tacy jesteśmy dumni, waleczni, nieustępliwi. Że tak cudownie mobilizujemy się, jak jest wróg. Później poczułam beznadzieję takiej dumy. Teraz to już tylko… karma. Jak patrzę na świat wokół mnie, zwłaszcza polityczny, to coraz cieplej myślę o Epikurze, który twierdził, że aby być szczęśliwym, nie trzeba zmieniać świata, tylko uciec od niego na wieś, do ogrodu i żyć wśród przyjaciół. Teraz jest trochę jak w stanie wojennym. Wszystko to, co na zewnątrz, jest obce, szalone i człowiek tego nie lubi. Wtedy było szare, byle jakie, obleśne. A fajnie było w domach, bo tu się piło wódkę, grało na gitarze, kontestowało. Teraz trudno kontestować, ale często robi mi się niedobrze, gdy oglądam parlament.

Cały wywiad przeczytasz na stronie Przekroju




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa