W poszukiwaniu straconego…

ON otwiera drzwi i rzuca mi się w ramiona z promiennym uśmiechem.

JA staram się odpowiedzieć uśmiechem, ściskam go czule i przełykam ukradkiem łzy… może nie zauważy…

ON zamyka drzwi i oprowadza mnie po mieszkaniu, pokazuje kuchnię, sypialnię- małżeńskie łoże pod baldachimem. I bajer- włącznik nocnej lampki zmieniający kolor oświetlenia w zależności od nastroju- zupełnie jak w filmie „Miś”. Teraz jest romantycznie – błękit, a teraz namiętnie – czerwień. A teraz zapalimy świeczki i możemy zatonąć w płomieniach naszej miłości.

JA oczyma wyobraźni widzę tylko łóżko w ciemnym pokoju, w którym nocami płaczę, gdzie nikt mnie nie widzi…

ON pokazuje mi swoje szafy, prezentuje koszule, garnitury, nowe szalone pomysły stylistyczne.

JA widzę tylko moją małą szafkę z ubraniami odziedziczonymi po bracie, które donaszam, bo nie mogę sobie na nic więcej pozwolić…

ON znika nagle w łazience; po chwili ukazuje się niczym młody bóg w opiętym na wspaniałych mięśniach T-shircie, erotycznych slipkach a`la Calvin Klein. Dziara na ramieniu, piercing w pępku. Całość uzupełnia zajebisty jędrny tyłeczek.

JA widzę tylko wskazówkę wagi, którą codziennie rano z przerażeniem obserwuję. Moje prawdziwe i wyimaginowane rozstępy i oponkę w miejscu brzucha, moje obwisłe pośladki i moją cerę nie pamiętającą opalenizny nawet sprzed 5 lat. Solarium? A co to takiego solarium…?

ON ma wspaniałe oczy, ich błękit podkreśla rasowa opalenizna, ech… zatonąć w takim spojrzeniu, jak Titanik, jak wszystkie na wojnie storpedowane u-boty; trafiony – zatopiony, to się nazywa miłość od pierwszego spojrzenia

JA staram się by nie zauważył, jak bardzo się moje oczy „spociły“. Milczę – nie mówię nic….

ON wprowadza mnie do pokoju, sadza w fotelu i plecie o tym i o tamtym. Że to i owo, że tamto i owamto, że to, że sio. A ciotka Juanitta znowu się łajdaczy w Internecie… Ta to jest nie do zdarcia, stara cholera… a jeszcze się trzyma, bo się puścić nie może…

JA jestem załamany i zdołowany, bo właśnie przeżyłem rozstanie z wieloletnim partnerem, przyjacielem, kochankiem. Zamienił mnie na lepszy, nowszy model!!! Cóż. „C'est la vie„. Kocha się raz, potem drugi / trzeci / znów…

ON włącza eMPeTrójkę i rozkoszuje się najnowszym hiciorem z „Orthopedii”. Spod tych wszystkich (umpa, umpa) dynamicznych rytmów wyłania się powoli smutny i zmuszający do refleksji tekst. On nuci melodię, zagłuszając skutecznie słowa…ja…

JA …wiem, że słowa są angielskim tłumaczeniem mojego życia. Każde życie bywa tragiczne, tylko trzeba nadać mu odpowiedni rytm, ująć w dynamiczną kompozycję. I przebój gotowy. Każda zwrotka to krótkie podsumowanie mojej małej życiowej historii, bezsensu codzienności, a każdy refren bolesnym ukłuciem. W samo serce. Może nawet emo-poetą zostanę…

ON właśnie zaczął nową, rewelacyjnie płatną pracę. Znalazł ją oczywiście przez przypadek, tzn. przez branżowego kolegę, z którym kiedyś coś tam teges….

JA nie liczę godzin ni lat – jak tułam się … chlip, chlip, plum, plum…chrum, chrum…

Czasem chciałbym dać ogłoszenie: Nieudacznik szuka przyjaciela. I pozbyć się wreszcie tej powierzchowności, tego mazgajstwa, tego niedorajdstwa, myśli czarnych, neurotycznego pragnienia miłości i panicznego strachu przed nienawiścią. Chciałbym to komuś umieć wykrzyczeć.

(spisane na podstawie rozmowy z anonimowym przyjacielem)
PS. I proszę mi nie pisać, że banalne, trywialne, słabe i żal….
Miało być takie, bo takie życie jest. C`e la żyźń- jak mówili starożytni Rosjanie ;-)

cmok
Juanitta

Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia ;-)

7 komentarzy do:W poszukiwaniu straconego…

  • Zen

    [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    „JA widzę tylko wskazówkę wagi, którą codziennie rano z przerażeniem obserwuję. Moje prawdziwe i wyimaginowane rozstępy i oponkę w miejscu brzucha, moje obwisłe pośladki i moją cerę nie pamiętającą opalenizny nawet sprzed 5 lat.”

    No niestety, ja też to widzę, ale to jeszcze nie powód do pesymizmu, strasznie dołujący ten tekst. Poza tym smukłe 20-latki za chwilę będą mniej smukłe. To co ma się w głowie też jest ważne. Dla mnie zdecydowanie ważniejsze.

  • [Re:]

    Ja mógłbym być tym żalącym się, anonimowym przyjacielem – gdybym tylko miał komu opowiedzieć o tym, co mnie w życiu NIE spotyka…

  • JonVickers

    [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    Aż się prosiło, by na końcu okazało się, że JA i ON to ta sama osoba – że JA to mój obraz wykrzywiony kompleksami, a ON to mój obraz wykrzywiony marzeniami, ideałami. Tymczasem to nie wydumana refleksja, ale scenariusz napisany przez życie.

    Obu bohaterów łączą podobne marzenia nt. idealnego siebie, idealnego własnego życia. Łączą też podobne kompleksy – nie idzie bowiem do solarium i na siłownię ten, kto jest zadowolony ze swojego ciała… Nie rozbudowuje wokół siebie krzykliwego, barwnego tła (ciuchy, wystrój wnętrza, bajery) ten, kto nie ma poczucia, że musi sobie coś „doczepić”, żeby nabrać wartości. Jeśli brzmi wam to banalnie, weźcie na warsztat któregoś z facetów, których podziwiacie – a po tym, jak wygląda, co robi, na co kładzie akcenty poznacie, jakie kompleksy go dręczą i jaki ma obraz idealnego siebie.

    Różnią się jednak obaj bohaterowie pod względem reakcji na swoje kompleksy. Obaj je „przykrywają”, jednak obrazowo mówiąc ON używa barwnej, modnej narzuty, gdy tymczasem JA zamyka je na klucz w graciarni.

    Druga różnica między bohaterami wyjaśni częściowo, skąd wynikła pierwsza. Otóż różne jest ich otoczenie, znajomi, ludzie, których spotkali i którzy na nich wpłynęli. JA nauczył się od kogoś, że jest beznadziejny (idealne słowo) i że skuteczną reakcją na ten fakt jest izolowanie się (żeby uniknąć poniżeń). ON został przez kogoś nauczony pewności siebie mimo wszystko, używania rekwizytów dla dodania jej sobie, sięgania po lepiej płatną pracę, żeby na nie zarobić itd. Od napotkanych w życiu ludzi zależy więcej niż od naszego charakteru.

  • x

    [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    panowie, wiecie co?
    u kobiet jest baaardzo podobnie
    JA zazwyczaj siedzi w szafie, ON(a) to wyzwolona, młoda dziewczyna epoki czatów i profili
    u heteryków chyba aż tak mocno nie widać tych różnic…

  • [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    Tekst o mnie. Nie jestem ani „przegięty” ani muskularny, ani do końca zwyczajny, ani ekstrawagancki, ani skejt ani biznesmen. Ja sam.

  • Miko

    [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    Uczucia to nie to samo co fakty. Nasze myśli tworzą nasze emocje, a więc emocje nie stanowią żadnego dowodu na to, że myśli są odzwierciedleniem rzeczywistości. Nieprzyjemne odczucia wskazują tylko na to, że myślisz o czymś negatywnym i wierzysz w to, o czym myślisz. Emocje „idą” za myślami, tak jak małe kaczątka idą za swoją matką. Jednak fakt, że kaczątka z ufnością podążają za matką nie świadczy o tym, że matka wie, dokąd zmierza.

    Odnosząc to do depresyjnego stylu myślenia: nie, jeśli nie zrobisz czegoś perfekcyjnie, to nie znaczy, że jest beznadziejne. Nie, pojedyncze wydarzenie nie układa się we wzorzec porażki. Nie, nie potrafisz czytać w myślach innych. Nie, motywacja nie wynika z tego, co się „powinno” i „trzeba”. Nie, nadanie sobie etykietki nieudacznika nie jest błyskotliwym podsumowaniem, tylko wybiórczym uogólnieniem. I last but not the least – nie, nie jesteś przyczyną wszystkiego co złe w twoim życiu.

  • viyo222222

    [Re: W poszukiwaniu straconego...]

    podoba mi się komentarz dzonego. dodam do tego tyle, że dla mnie ten tekst stawia pytanie, czy może udać się związek bogatego z biednym….a właściwie inaczej, co zrobić, aby taki związek się udał……?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa