Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych

Na początku lat 90-tych po polsku ukazało się kilka ważnych książek „gejowskich”. Mówię oczywiście o tłumaczeniach, bo polskich rzeczy ukazywało się więcej, choć z ich jakością było różnie.

Postanowiłem sprawdzić w jaki sposób książki te zostały odebrane przez prasę. Przypomnę, że w tym okresie pisma kulturalne, literackie były w rozkwicie. Wiadomości Kulturalne, Krzywe Koło Literatury czy Nowe Książki miały całkiem inną siłę rażenia niż dzisiaj sobie to wyobrażamy. Wnioski na końcu, ale ponieważ powinna być teza, to powiem Wam czemu o tym myślałem – zastanawiałem się, czy książki „gejowskie” mogły być zrozumiane, odczytane, odpowiednio skomentowane, czy jednak zostały pominięte z racji niewygodności.

Pierwszą z tych książek jest powieść Gore'a Vidala Nie oglądaj się w stronę Sodomy (tłum. Andrzej Selerowicz, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, Warszawa 1990).

Obecnie często o tym dziele wspomina się jako o jednej z najciekawszych propozycji wydanych w latach 90-tych. Prasa chyba jednak go nie doceniła. Polska Bibliografia Literacka podaje jedynie dwie recenzje na jej temat. Pierwsza, autorstwa Agnieszki Malinowskiej ukazała się w „Życiu Warszawy”, ale jest to raczej krótka notka.

Dwa lata [sic!] po ukazaniu się powieści Vidala, ukazał się drugi artykuł omawiający Nie oglądaj się… Tekst Wacława Sadkowskiego w „Literaturze na świecie” (Odmienni [Nowe zasługi i grzechy wydawców]) [w:] „Literatura na Świecie” 1992 nr 8/9 s. 147-149) trudno nawet recenzją nazwać. To raczej glossa w sprawie książek o tematyce gejowskiej. Autor pisze:

Obowiązki kronikarza wydawniczych osiągnięć – a także pomyłek i przeoczeń – przynajmniej z dziedziny pisarstwa przekładowego, nakazują mi przypomnienie (…) dwóch stosunkowo niedawno wydanych u nas książek o problematyce gayowskiej, kamuflowanej u nas dotychczas z największą bodaj starannością.

(…)

powieść Vidala była w swoim czasie aktem odważnego przełamywania obyczajowego tabu i – przyjęta w wielu krajach z ogromnym, choć nieraz „kontrowersyjnym” zainteresowaniem – odegrała istotną rolę w taje zmianie sposobu myślenia i odnoszenia się do homoseksualizmu, jaka się w świecie Zachodu dokonała w ciągu ostatniego półwiecza. (Ciekawe kiedy – i czy w ogóle kiedykolwiek – dokona się u nas!)


W tak zwanym międzyczasie – od Vidala do tekstu Sadkowskiego w Polsce ukazała się arcyważna dla homików w Stanach książka – Mój Giovanni Jamesa Baldwina (tłum. A. Selerowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1991). Ukazała się i… chyba żaden recenzent po nią nie sięgnął. Jedynym tekstem, w PBL, odnoszącym się do tej książki jest cytowana powyżej glossa Sadkowskiego. Akurat o samej książce Sadkowski nie pisze praktycznie nic, za to zachwyca się biografią autora pióra Jamesa Campbella Talking at the Gates, którą bardzo chce rozpropagować:

Może więc ktoś zechce się tą biografią Baldwina zainteresować? Służymy posiadanym w bibliotece redakcyjnej egzemplarzem – oraz pomocą w nawiązaniu kontaktu z autorem i londyńskim wydawcą (Faber and Faber)

Dwie pierwsze książki „gejowskie” przeszły w Polandii bez echa. Później było już trochę lepiej, w 1993 roku ukazuje się nakładem Czytelnika książka Alana Hollinghursta, Klub Koryncki (tłum. Maria Olejniczak-Skarsgard, posłowie Aleksandra Ambros, Warszawa 1993). W tym samym roku ukazały się dwie jej recenzje – Krzysztofów, Masłonia i Piechowicza.

Rok później ukazała się ciekawa recenzja autorstwa Danuty Bakalarczyk zatytułowana dziwacznie: Gey is o'key („Nowe Książki”, 1994 nr 3 s. 29). Absurdalne zwroty językowe to cecha wyróżniająca ten tekst:

To hasło [tytułowe] – w podanej lub dowolnej innej wersji ortograficznej – powiewało nad Placem Zamkowym w czasie ubiegłorocznego wczesnojesiennego zlotu polskich homoseksualistów. Na jesienny Warszawskim Festiwalu Filmowym niektórzy widzowie z samozaparciem liczyli kolejne obrazy traktujące o miłości homoseksualnej. (…) Jesień więc – pod znakiem geizmu?

(…) Jeśli gey - to koniecznie arystokrata (ewentualnie „parobek”) (…)

Mimo tych dziwnych numerów, które trochę podkreślają ówczesną obcość w dyskusji określeń osób nieheteronormatywnych, sam tekst Bakalarczyk świetnie pokazuje problem, jaki mam z powieściami Hollinghursta – są strasznie stereotypowe, ale ukazuje też coś ukrytego między wierszami:

I raz jeszcze podkreślić: represyjnej kultury obyczajowej nie zlikwiduje się przez wprowadzenie na jej miejsc innej, także przecież potencjalnie represyjnej, tyle, że nie wobec mniejszości, ale większości. Zniknie ona wtedy, kiedy przestaną istnieć podziały – na swoich i obcych, normalnych i odmieńców, wyższych i niższych. Kiedy podziały te przestaną funkcjonować w świadomości jakiejkolwiek postaci – i tolerancji, i nietolerancji. Jak w starym dowcipie o dwóch dyrektorach, z których jeden uchodził za antysemitę, bo zatrudniał słownie i aż pięciu Żydów. Ten drugi po prostu nigdy nie zastanawiał się nad tym, ilu.


Zgodnie z taką wykładnią, coming-outy publiczne nie mają żadnego sensu, bo przecież o to chodzi, by wszyscy byli równi, autorka w swojej zinternalizowanej homofobii obawia się dyktatu mniejszości nad większością, a wszystko to w trosce o dobro mniejszości. Za taką troskę serdecznie podziękujemy, pedałujemy dalej.

Pedałując przez rok 1994 trafiamy na powieść Jeana Geneta, Matka Boska Kwietna (tłum. i posłowie Krzysztof Zabłocki, Tenten, Warszawa 1994). Ta krwista, mięsista powieść, której bohaterami są ludzie z marginesu przyciągnęła media z większą siłą – jak każda powieść czy sztuka Geneta. Genet miał w tamtym czasie dobry okres, z powieści: w 1992 roku wyszły Dzienniki złodzieja, w 1994 obok Matki Boskiej Kwietnej ukazał się Cud róży, a rok później Ceremonie żałobne (te akurat wcześniej publikowane we fragmentach w „Kresach”, „Literaturze na Świecie”, „Nowym Nurcie”, „Metaforze”, „Dekadzie Literackiej” i „Kwartalniku Artystycznym”). No po prostu literacki raj dla pedałów. To, że autor był uznany za gwiazdę literatury francuskiej, a jego książki w Polsce dobrze się sprzedawały, wcale nie oznaczało jednak wielu recenzji.

Niestety z racji różnych obowiązków nie dotarłem do dyskusji, która miała miejsce na łamach „Polityki” pomiędzy autorem o pseudonimie Ham a Krzysztofem Zabłockim, tłumaczem Geneta. Obiecuję nadrobić zaległości ;)

Największym jednak wydarzeniem związanym z Genetem był cały numer „Literatury na Świecie” poświęcony autorowi Pokojówek („Literatura na Świecie” 1994 nr 4/5). Choć i w nim zabrakło omówień jego twórczości. Możemy przeczytać jedynie tłumaczenia, a z polskich autorów Tadeusza Komendanta (Bajeczna bryndza), w którym jest mowa o błędach w tłumaczeniach Geneta, teksty Krystyny Rodowskiej, Od „Uroczystości” do „Ceremonii żałobnych” i Anny Wasilewskiej, Obraz i jego odbicie, oraz de facto recenzję biografii Geneta autorstwa Krzysztofa Zabłockiego Święty i jego biograf. Po za tym ukazały się:

- ciekawa recenzja autorstwa Marka Pieczary (Więzień miłości. Wiadomości Kulturalne 1994 nr 6 s. 20), który jednak bardziej od samych książek (recenzuje Matkę… i Cud róży) zajmuje się rekonstrukcją biografii Geneta, a interpretację ściąga od Sartre'a, czyli znowu mamy o „świętym Genecie”. Nic odkrywczego.

- artykuł Tadeusza Nyczka, Genetyka w „Dialogu” (1995 nr 3 s. 79-86). Nyczek interesuje się raczej teatrem Genetowskim, ale jako jedyny chyba komentator próbuje samodzielnie dokonać interpretacji Geneta. Pisze m.in.:

Najpierw czynił z niej [literatury] narzędzie zwierzenia, ale nie konfesjonał, raczej urynał, szambo, gdzie wrzucał całe gówno swojego pokrętnego ducha. Takie są pierwsze powieści, od Matki Boskiej Kwietnej do Dziennika złodzieja. Okazało się, że przyniosły mu chwałę. Szczerość, nawet najbardziej okrutna, była już towarem coraz lepiej widzianym na rynku dwudziestowiecznej kultury.


Na koniec jednak najciekawszy tekst o Genecie jaki powstał: Janusz Majcherek, Jak posunąć Geneta? (antyrecenzja) (Res Publica Nowa 1994 nr 9 s. 68-70). Już sam tytuł sugeruje, że autor postanowił zabawić się Genetem, wejść w jego sposób narracji, nie boi się „geizmów”. Majcherek zastanawia się czy po interpretacjach Geneta dokonanych przez Sartre'a, Edmunda White'a i Deleuze uda się „posunąć Geneta, czyli przesunąć sprawę interpretacji Geneta i posunąć się w rozumienie tej sprawy”, ale wydaje mu się to „prawie niemożliwe”:

Genet przychodzi za późno, jego dzieło wyprzedziły już niezliczone egzegezy. Wydane właśnie po polsku dwie powieści Geneta, Matka Boska Kwietna i Cud Róży, na długo zanim wyszły spod prasy drukarskiej były już uwikłane w sieć komentarzy, znaczeń, relacji z innymi powieściami. Jakkolwiek są dla nas świeże, nie sposób czytać ich na świeżo, bo nie sposób zawiesić sądu urobionego przez cudze sądy. To paradoks recepcji arcydzieł, które już zostały uznane za arcydzieła: pole krytyki jest od dawna zajęte i użytkowane, a i na polu metakrytyki robi się coraz ciaśniej. (…) Wiedza o Gombrowiczu to palimpsest. Podobnie – wiedza o Genecie. (…)

I żeby wreszcie skończyć ten, w gruncie rzeczy, żart recenzencki: wiem, jak do lektury Geneta zachęcić. Mnie w każdym razie na samą myśl o Genecie ręce opadają.


Ręce widocznie opadały większości recenzentów, gdyż Matka Boska Kwietna nie doczekała się żadnego ciekawszego tekstu w okresie po premierze.

Na samym końcu powinienem napisać o Nagim Lunchu Borroughsa, który ukazał się w 1995 roku i – w porównaniu do poprzednich książek – stał się wydarzeniem recenzenckim (8 recenzji wg IBL), ale przytoczę fragment tylko jednej z nich:

Nagi Lunch będzie wydarzeniem, ale tylko dla wtajemniczonych.


(Hannibal Lektor, „Opcje” 1995 nr 1/2 s. 135)

To chyba najlepsze podsumowanie tego tekstu – chyba dopiero kilka lat temu, po ukazaniu się książek Witkowskiego czy Żurawieckiego książka „gejowska” stała się wydarzeniem nie tylko dla „wtajemniczonych”, a wymienione pozycje przeszły do legendy, choć chyba niewielu z nas je czytało.

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Tekst stanowi część projektu Inna Historia pod matroqueeropatronatem homików.pl.

Już w czerwcu będziemy obchodzić 40 rocznicę Stonewall Riots. Z tej okazji postanowiliśmy zaprezentować Wam różne fragmenty historii. Historii Odmieńców, Innych, Gejów i Lesbijek, osób Transpłciowych. Po prostu – Inna Historia.

Zapraszamy na stronę: innahistoria.blogspot.com

Jeszcze w tym tygodniu relacja ze spotkania HOMO NIEWIADOMO? o kondycji polskiej literatury gejowsko-lesbijskiej.

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

8 komentarzy do:Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych

  • marcin

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    Rzeczywiście te książki funkcjonują na zasadzie legendy. Np. weźmy niedostępną nigdzie książkę Marcina Krzeszowca „Ból istnienia” z 1992 roku. Długo jej szukałem, a okazała się niewarta zachodu, wręcz nie sposób jej czytać (grafomańska, bełkotliwa). A jednak ma statut mityczny, bo była jedną z pierwszych i pozostanie w annałach. Niemniej same poszukiwania białych kruków to fajna sprawa:

  • Miron

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    Ciekawy i inteligentny tekst. Widac, ze gejowska spuscizna istnieje także w Polsce. Klasyka stanowi punkt odniesienia, bez niej nowa tworczosc jest zawieszona w prozni.

  • Tym

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    Dość pobieżny ten tekścik, ale dobrze że się pojawił. Mimo wszystko. Jeśli już mowa tylko o powieściach gejowskich obcojęzycznych autorów (właściwie nie rozumiem czym ten podział został uwarunkowany), zabrakło mi choćby wzmianki na temat „Telenego” (wyd. pol. 1992), powieści przypisywanej Oskarowi Wilde’owi, czy „Samotności” Isherwooda (pol. wyd. 1994).

    Wymienione przez autora pozycje rzeczywiście zasługują na wyróżnienie. W wydawaniu literatury gej/les specjalizowały się wówczas dwa wydawnictwa: legendarny poznański „Softpress” oraz Wydawnictwo TENTEN, no może jeszcze efemeryczna Oficyna Wydawnicza L’Europe, która „zasłynęła” wydaniem kilku tomików – warto jednak zająć się gejowskim rynkiem wydawniczym lat 90., bo właściwie niewiele o nim wiadomo.

  • Abiekt

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    Tym – wybrałem po jednej książce z każdego roku. Taka była metodologia, a to nie jest miejsce na wielką historię, a małą historyjkę, przyczynek do dyskusji, a autor nie zamierza siedzieć w archiwach miesiącami.

    Teleny wg IBL – jedna recenzja,
    Samotność – jedna recenzja akurat Agnieszki Osieckiej

  • KZ

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    Recenzja Osieckiej: ta wspaniała kobieta odebrała „Samotnosc” jako romansidło pederastyczne – tak przynajmniej pamiętam przez mgłę… – i dośc ją zjechała… :-)

    pamietam tez, jak w innym miejscu AO dworowała z Jerzego Andrzejewskiego, że był na nia wściekły, gdy się przysiadła do niego do stolika gdzieś tam, gdzieś tam, podczas gdy on akurat był pochłoniety rozmową z młodym chłopcem…

    no cóż – Osiecka to autorka kultowych piosenek („Okularnicy” !), ale jednocześnie chyba homofobka…

  • zadra

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    bardzo ciekawe zestawienie!

  • Abiekt

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    KZ – cos ci sie pomieszalo, mam recke w ręku, nie ma tam nic o pederastach. Owzem zjezdza Samotność, ale ni słowa nie ma, które by można uznać za homofobiczne. Za to Piechowi cz piszący o Klubie korynckim – obrzydliwe :)

  • wandea2007

    [Re: Inna Historia: Książki dla wtajemniczonych]

    rzecz w tym, że tak „przygotowuje” się grunt pod bardziej rewolucyjne pomysły… Dlaczego nie? na początku delikatnie, potem nieco mocniej, a na w końcu pojawiają się głosieciele praw człowieka… szkoda, że jak dotąd nie załozono jeszcze Stowarzyszenia obrony Praw Człowieka. Human Rights za całkiem powazne pieniądze wydaje w tej chwili certyfikaty „moralności”… I tak neo-bolszewicy maja się całkiem dobrze….




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa