Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa

Na zaproszenie Lambdy Warszawa, 24 kwietnia odbyło się spotkanie pod hasłem Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Polsce. W panelu udział wzięły i wzięli: dr Kinga Dunin, dr Bożena Umińska-Keff, dr Tomasz Basiuk, Krzysztof Tomasik, dr Błażej Warkocki. Moderował Krzysztof Zabłocki. Zapraszamy do odsłuchania nagrania oraz lektury skryptu!

Nagranie i skrypt powstały w ramach współpracy homików.pl i projektu InnaHistoria. Podziękowania dla Lambdy Warszawa, Panelistów i Gości spotkania.
Uwaga, skrypt obejmuje jedynie dyskusję panelistów.

Krzysztof Zabłocki – Witam serdecznie zebranych. Dzisiejsze spotkanie, jak już wiadomo, nosi tytuł Homo-Niewiadomo ? To jest oczywiście tytuł zapożyczony z książki Błażeja Warkockiego, tylko dodaliśmy znak zapytania. Parę miesięcy temu rozmawialiśmy z Błażejem Warkockim i Tomaszem Basiukiem i stwierdziliśmy ze w obecnej chwili istnieje coś takiego, jak boom literatury o tematyce gejowsko-lesbijskiej; choc może jest to błędne przekonanie? Przyczynkiem do dyskusji jest fakt, że ukazało się parę znaczących pozycji beletrystycznych, pojawia się też coraz więcej tekstów naukowych, często jako pokłosie konferencji, ale także pozycji samoistnych, jak również zbiorów esejów, szkiców. Wymienię te pozycje, które w ostatnich latach miały znaczenie, takie jak Lubiewo Michała Witkowskiego, Trzech panów w łóżku… Bartosza Żurawieckiego, Berek obecnego tu Marcina Szczygielskiego, Zatoka Ostów Tadeusza Olszewskiego. Także szereg książek przedstawiających środowisko LGBTq, np Dziewczyny, wyjdzie z szafy Anny Laszuk czy Kiedy Kobieta Kocha Kobietę [Anka Zet Studio], bardzo znaczące Homobiografie Krzysztofa Tomasika, które miały szeroki rezonans w mediach, Gejdar Dominiki Buczek i Mike'a Urbaniaka, który czyta także wiele osób „spoza środowiska”.Także ukazał się ostatnio – co prawda jest to literatura przekładowa, a raczej transpozycja „wysokiej”, wyrafinowanej literatury komiksowej w polski kontekst, Fun Home Alison Bechdel. Obecny jest tłumacz i redaktor, Wojciech Szot. To tyle tła. Przeczytam teraz pięć pytań i poproszę na początek panelistów, żeby skomentowali, czy rozszerzyli je według swojego uznania. Czym jest literatura gejowsko-lesbijska, czy może wejść do literacko-kulturalnego mainstreamu i czy może już się tak stało w naszym kraju; jak się mają obecnie wydawane książki do literatury czasów minionych, czy opuściły tak zwana „szafę” – i czy to początek, czy może łabędzi śpiew, czy może obserwujemy zmierzch beletrystyki o tematyce lesbijsko-gejowskiej. Tutaj można nawiązać do pierwszego punktu: czym jest literatura gejowsko-lesbijska? . I ostatni punkt – jak scena literatury LGBTQ ma się do innych krajów, czy to tzw. „rozwiniętych demokracji”, czy to „demokracji wschodzących”, takich jak Rosja, Ukraina. I wreszcie: czego polscy czytelnicy oczekują po literaturze gejowsko-lesbijskiej? Proszę o wypowiedzi panelistów.

Kinga Dunin – Niech Pan Profesor może zacznie

Krzysztof Zabłocki – Tomasz Basiuk jest bardzo zasłużony – to znaczy w sensie dokonań ! – zwłaszcza w dziedzinie queer studies. 10 lat temu odbyła się pierwsza konferencja queer studies w Szczyrku, potem były jej kontynuacje; był to prawdziwy przełom. Tomek Basiuk jest dyrektorem Ośrodka Studiów Amerykańskich.

Tomasz Basiuk – Pierwszą konferencje razem ze mną organizowała [obecna na spotkaniu] Dominika Ferens, szefowa koła naukowego Nic Tak Samo. Dziękuje za to, chyba przesadzone, moim zdaniem, przedstawienie. Chciałem powiedzieć tylko dwa słowa – sam pomysł, że jakiś rozdział literatury może się nazywać gejowska, lesbijską czy gejowsko-lesbijską jest takim importem z USA, w tym sensie, że chyba w latach 90-tych pojawiły się tam napisy w księgarniach takie jak „literatura gejowska” i to się przeniosło do innych krajów. Dyskusja o tym, czy taka klasyfikacja ma sens odbywała się w wielu krajach, więc to nie jest polska specyfika, a reakcja na amerykańską rzecz. W Stanach jest to z całą pewnością jest związane z budowaniem widoczności mniejszości homoseksualnej, z polityką tożsamościową, która przypomina działania podejmowane przez grupy etniczne, które mówią, „my jesteśmy trochę inni, istnieje pewna różnica kulturowa, którą możemy wskazać, w związku z nią możemy wskazać na sposoby opresji, na sposoby dyskryminacji i domagać się równego traktowania”. Tak wygląda projekt polityczny, który za stoi tą kategoryzacją. Jeśli chodzi o sposoby prowadzenia narracji, to podstawową kategorią jest kategoria coming-outu, polega ona na tym, że ktoś opowiada o odkrywaniu swoje seksualności, jak odkrył homoseksualność, to przez długi czas wydawało się podstawowym modelem tej literatury. Tak było jakieś 10 lat temu, ale teraz już nie, może dlatego, że do mainstreamu weszły opowieści o postaciach homoseksualnych. nie koniecznie mają formę coming-outowych, oni od początku są w nich, np w operach mydlanych, jako gej i lesbijka. Od tego modelu coming-outowego te narracje zaczęły odchodzić. To tyle na początek, i ja bym chciał zadać pytanie – czy w polskim kontekście tego typu kategoryzacje – dotyczące literatury coming-outowej ma sens. Wydaje się, że w Gejdarze mamy do czynienia z tego typu narracją, ale w innych prawdopodobnie tak nie jest, może to nie jest jednak polska specyfika.

Błażej Warkocki – To ja o polskiej specyfice? Gdybym miał powiedzieć coś o polskim kontekście, to by było tak, że gdzieś w drugiej połowie lat 90-tych prawodawcą literatury homoseksualnej był szwajcarski slawista, German Ritz, wydal między innymi książkę o Jarosławie Iwaszkiewiczu [Jarosław Iwaszkiewicz: Pogranicza nowoczesności], w której pojawił się pojecie „literatury homoseksualnej”, oraz inne, które kluczyły wokół wysokiego, sublimacyjnego pisania jakie jest u Iwaszkiewcza. Ja bym zaryzykował stwierdzenie, że w polskim kontekście nie było literatury homoseksualnej przed Germanem Ritzem, nie przed Lubiewem, Iwaszkiewiczem, Narcyza Żmichowska, tylko właśnie przed nim, dlatego, że to był ktoś z zewnątrz,to był Szwajcar, profesor, który powiedział ze istnieje coś takiego jak literatura homoseksualna, najlepiej ją reprezentuje ją Iwaszkiewicz, także dlatego, że ona nie jest w żaden sposób stematyzowana, tak naprawdę nie pisze się o homoseksualności, ale raczej wyraża to, co niewyrażalne, dla Germana Ritza takim głównym clue literatury homoseksualnej, tak jak on ją rozumiał, było to, że homoseksualność jest w poetyce utworu, jest komunikatem niewyrażalnym, trzeba go dekodować, bowiem jest on zapisany w niestematyzowany sposób. Takim paradoksem koncepcji Germana Ritza, jest to, że póki nie wyrażalna, to jest homoseksualna, dla mnie jest bardzo znaczące jest to że to pojecie stworzył ktoś z zewnątrz i mam wrażenie, że nad tym trzeba by się zastanowić. Dzisiaj już się rzecz zmieniła, ale to była polowa lat 90-tych. Trzeba zacząć tą koncepcje krytykować, bo oprócz strategii sublimacyjnej były pewnie też inne, ale nie chce przynudzać. Tak, czy inaczej, polską literaturę homoseksualną stworzył Szwajcar. Uściślę – w polskim…

Krzysztof Tomasik – … dyskursie polonistycznym. Ja bym się z tym zgodził, że German Ritz stworzył i uprawomocnił tą literaturę w dyskursie polonistycznym.

Kinga Dunin – I potem poloniści doszukiwali się w tych wszystkich tancerzach, muzykach homoseksualności i pożądania.

Krzysztof Tomasik – Myślę , że German Ritz głównie odnosi się do literatury przed 1989 rokiem, największych twórców PRL i wcześniejszych. Bocznym torem na początku lat 80-tych zaczął się oddolny, emancypacyjny nurt – kiedy wychodziły książki, gdzie temat homoseksualizmu został stematyzowany,wyrażony – opisany wprost. Na początku lat mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, „pierwszej fali emancypacyjnej”, to chyba określenie ukuł Błażej Warkocki. Pierwsza fala emancypacyjna, o której nikt nie wiedział; te książki, pisma, zbiory, to jest coś, co się stało oddolnie i przeszło bokiem – była to inicjatywa gejów i lesbijek, w żaden sposób nie przeszła do mainstreamu. Takie książki, które wtedy i dziś prawie nikomu nic nie mówiły takie jak Zakazana miłość Tadeusza Gorgola, Gorące uczynki Witolda Jabłońskiego, Ból istnienia Marcina Krzeszowca, Nieznany świat Antoniego Romanowicza do tego dochodzą takie zbiory jak Zbiór poezji homoerotycznej, Ze strefy namiętności, Leksykon kochających inaczej Andrzeja Selerowicza. Jakbyśmy sobie wymieniali, do tego dołożyli książki, w których te wątki się pojawiają, dołożyli tłumaczenia, to byśmy otrzymali pierwszą falę takiej literatury. Pojawiły się również wydawnictwa wyspecjalizowane w tej tematyce, wydawano całe serie tomików poezji homoseksualnej. Tadeusz Olszewski, którego książka wydana została dopiero rok temu, a wtedy nie przebiła się, w tej właśnie serii ukazał się jego tomik, Krzysztofa Boczkowskiego i innych, których nazwiska nic nikomu nie mówią, ale myślę, że to był bardzo ważny czas, zwłaszcza ważny dla tej drugiej fali literatury gejowsko-lesbjskiej, którą potocznie przyjęło się datować od Lubiewa.

Kinga Dunin – ja bym powiedziała, że literatura lesbijsko-gejowska była początkowo tworzona z zewnątrz i w tym sensie była to sprawa niszowa, która jako segment główno-nurtowej literatury nie istniała. Później pojawił się pewien kontekst, powstały z czynników politycznych i społecznych. Tak jak na początku lat 90-tych mówiło się o literaturze kobiecej i uderzeniu feministycznym, początek XXI wieku to znów jest sprawa parad, emancypacji, homofobii, upolitycznienia kwestii gejowsko-lesbijskiej. Wtedy powstało zapotrzebowanie na głos, a głos ten zostaje usłyszany. Powiedzmy sobie uczciwie, że nie wszystkie z tych powieści są dobre, nie są dużo lepsze od tych, które pojawiły się wcześniej, ale miały szanse być usłyszane i nazwane. Pojawiła się koniunktura na nie, a czy wykorzystana dostatecznie, to ja nie wiem, może będzie wykorzystana? W końcu geje też mogą się znudzić, tak jak znudziły się kobiety. Macie jeszcze dziesięć lat.

Bożena Umińska-Keff – Ja chyba rzeczywiście mam mniejszą wiedzę, ale chcę się odnieść do Ritza i uprawomocnienia z zewnątrz – ono dotyczy kręgu akademickiego…

Błażej Warkocki – Ale to jest znamienne.

Bożena Umińska-Keff – Jest znamienne, ale dotyczy małego kręgu dyskutantów, ale nie odbiorców. Ja absolutnie nie wątpię, że geje i lesbijki się znudzą, bo mają do odrobienia kilka tysięcy lat.

Kinga Dunin – Ale zobacz, jak szybko znudziły się kobiety.

Bożena Umińska-Keff – Ale kobiety wcale się nie znudziły. Ten Ten wątek jest po prostu kontynuowany pod różnymi postaciami, teraz już jako pewna oczywistość.

Kinga Dunin – Ale jako „literatura kobieca”, o której się dyskutuje, to już się znudziły.

Bożena Umińska-Keff – Na pewnym etapie tak, ale nie wiemy co będzie na kolejnym. Zwłaszcza, że w kwestii wywoływania różnych etapów dla tożsamości marginalizowanych, to mamy – przykro mi to powiedzieć – kra fantastyczny, bo tak pełny opresji, dalszego marginalizowania, a literatura na to odpowiada, bo taka jest między innymi jej funkcja. Myślę, że – niestety – okoliczności sprawią, że się te tematu nie przejedzą.

Kinga Dunin – Ale zaczynają inaczej funkcjonować.

Bożena Umińska-Keff – To, że wątki podlegają ewolucji to jest sprawa oczywista. Można na to popatrzyć od strony filmu Anioły w Ameryce, który nie wiadomo czym obecnie jest – utworem gejowskim, czy uniwersalnym, który opowiada historię tożsamości, ruchu, równouprawnienia. Został inkorporowany do historii ogólnej, uniwersalnej. To Polsce jeszcze długo nie grozi.

Kinga Dunin – Ja myślę, że co raz bardziej grozi.

Bożena Umińska-Keff – Grozi, ale nie szybko.

Kinga Dunin – Ale już się zaczęło.

Bożena Umińska-Keff – Czyli się zgadzamy.
Jeśli spojrzymy na literaturę współczesną, to od paru lat nie weźmiesz żadnej książki polskiej, żeby nie było w niej coś o gejach. Jeśli wziąłbyś literaturę do XXI wieku, to jest to nisza mniejszościowa i gdyby przylecieli Marsjanie i przeczytali książki wychodzące w Polsce w latach 90-tych to by twierdzili, że mieszkali u nas mężczyźni, kobiety, były feministki, ale nie było homoseksualistów. Mówię oczywiście o poezji polskiej. Gdybyśmy świat poznawali przez literaturę to by się wydawało, że w przyrodzie nie występują. Po 2000 roku zrobiło się tak, że przynajmniej w każdej książce musi się pokazać jako drugoplanowa, epizodyczna, odniesienie, również w postaci homofobicznej, ale mniejszość stała się normalnymi-nienormalnymi obywatelami kraju.
Dyskursu literackiego, ja mówię, że w kontekście społeczno-politycznym, żeby te tematy się zmieniły. Ty mówisz o literaturze, ale literatura jest pisana zawsze w jakimś kontekście, i jej od niego odrywać nie można. Jak już mamy być przy pytaniach, to ja uważam, że literatura gejowsko-lesbijska straci mocną specyfikację i to … Ona absolutnie powinna należeć i należy do mainstremu, przecież Lubiewo jest mainstreamowe – i chwała literaturze, że tak jest. Więcej jest takich produkcji, pisanych trochę nie wiem po co… dla urody tematu? Była taka piosenka przedwojenna -Halo, sensacja, pali się.

Błażej Warkocki – Ale nie ma w tym nic złego, że ukazuje się różna literatura, dobra, wysoka, zła, czy wręcz fatalna. Ale mamy taką specyfikę polską… Ja przepraszam za Ritza, ale mówimy o warunkach legitymizacji, pojawienie się tego w polonistycznym dyskursie jest istotne, bo refleksja na temat polskiej literatury to jest refleksja na temat substancji narodowej. W XIX wieku miała ona za zadanie podtrzymywanie tej substancji, kultura polska była literaturocentryczna, literaturę uważano za coś istotnego, bo niosła tą substancję. My jesteśmy w absurdalnej sytuacji, bo jak tylko pojawiła się ta etykieta – „literatura homoseksualna” – okazuje się, że większość najwybitniejszych twórców XX wieku pisało literaturę homoseksualną i można zacząć o niej tak myśleć. To jest osobna sprawa, że wielu krytyków broni ich przed tym gay label, np. Białoszewskiego, Stryjkowskiego i innych. Ta fala sprawiła, że na literaturę sprzed 89 roku nagle patrzy się inaczej. Bardzo trudno jest dziś czytać Białoszewskiego tak jak się czytało dziesięć, dwadzieścia lat temu, gdy nie było Lubiewa. Ni z tego ni z owego stają się one homoseksualne. Ta potencjalna homoseksualna etykieta, którą można przyczepiać najważniejszym polskim pisarzom.

Kinga Dunin – To ciekawe… ja się chyba wycofam z poprzednich sądów.

Błażej Warkocki – Ja mam wrażenie ze w Gazecie Wyborczej Białoszewskiego broni się przed gay label, bo on nie ma być gay writer ale great writer.

Kinga Dunin – Ja myślę, że istnieje takie oczekiwanie, że to będzie pisał gej o gejach i dla gejów, bo wtedy mamy jasność, a jak jest nie-gej dla nie-gejów o gejach, to zaczyna się problem. Jest obecnie wielki kłopot z odczytywaniem dawnych mistrzów w kategoriach queerowych i homoseksualnych. Zajmuję się współczesną literaturą i krytyką i widzę jak ona broni się przed tymi wątkami, są w ogóle nie rozpoznawalne. Jakby ktoś zapoznawał się z nowościami wydawniczymi w Polsce z Gazety Wyborczej, to moje słowa mogą zaskakiwać, bo to się w ogóle nie pojawia. Bo w wielu powieść one się pojawiają, powieść Gesty Ignacego Karpowicza kończy się wątkiem homoseksualnym, Kowalewski w ostatniej książce umieścił duży wątek homoseksualny, można tak czytać Dehnela, bo są do tego podstawy w Balzakianach, a nie w jego biografii. Tego się w ogóle nie robi. Trochę macie racji, że nie jest najgorzej.

Tomasz Basiuk – Są tu dwa tematy, to co mówi Kinga Dunin ja rozumiem tak, że różni pisarze, którzy są, albo nie są gejami te wątki wprowadzają i to jest bardzo dobre, bo buduje widoczność i rozszerza pole rozmowy. Drugą zupełnie rzeczą jest to, co mówił Błażej w kontekście Ritza – odczytywanie tych kwestii przed momentem swoistego przełomu epistemologicznego, który nastąpił w Polsce, gdzie można powiedzieć, że mamy do czynienia z większą otwartością w mówieniu o homoseksualizmie. W nauce amerykańskiej jest taki człowiek, Jonathan Ketz Crowell, który napisał książkę zawierającą wypisy historyczne pod tytułem Gay American History [Gay American History: Lesbians and Gay Men in the U.S.A.: a Documentary], zbudował on w amerykańskiej historiografii kategorię gay. Obecnie pracuje on nad rozróżnieniem między współczesną, zbudowaną politycznie tożsamością gejowską, a czymś co było wcześniej, co w wielu szczegółach było od niej różne. Z – między innymi – politycznych względów, włączamy wielu pisarzy w gay history, to robi bardzo dobrze Krzysiek [Tomasik], ale to nie jest chyba jedyny sposób czytania. Ja nie chcę bronić dotykania biografii tych pisarzy, ale być może to nie jest to, co my widzimy przez współczesne konstruowanie tożsamości.

Kinga Dunin – ja popadam z optymizmu w pesymizm. żyjemy w rzeczywistości, kiedy ciągle ta świadomość gejowska jest słabo skonstruowana jeśli chodzi o ujawnianie się, większość z tych powieści współczesnych z wątkiem gejowskim to są rzeczy przedemancypacyjne. Teraz takie rozróżnienie, że tworzy … takiej literatury w nowoczesnych warunkach, wyemancypowanej, wyoutowanej, to nie jest prawda, ja często czytając nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie czy pisarz ukrywa tożsamość bohatera, czy po prostu opisuje bohatera, który musi tą tożsamość ukrywać. Nie potrafię tego rozstrzygnąć na poziomie tekstowym.
Co sprawia, że w Polsce jest uznawane za literaturę gejowsko-lesbijską i w jaki sposób to się dzieje, to jest w dużej mierze powtarzalne. Jeśli myślimy, że są sztywne reguły, jak np temat, o tym decyduje albo… Jest bardzo dużo książek, które są niemal wprost gejowskie i zupełnie nie są w ten sposób opisywane i interpretowane. Są też przykłady odwrotne. Dla mnie ciekawym przykładem jest książka Remigiusza Grzeli, Bądź moim bogiem, która dla mnie jest bardzo gejowską powieścią, poruszającą typowe tematy, począwszy od diw gejowskich, różne strategie ukrywania się, autobiograficzne – tam jest tego bardzo dużo, a z drugiej strony jest taka książka jak New Romantic Michała Zygmunta – tam wątek gejowski jest drugoplanowy, epizodycznych. Takich książek jak ta jest mnóstwo, ale ta była omawiana razem z książkami Żurawieckiego czy Pasewicza, więc co o tym decyduje? To jest świadectwo na to, że jesteśmy na dość podstawowym poziomie.

Błażej Warkocki – Ale one wyszły równocześnie i to był efekt tego „boomu”.

Krzysztof Tomasik – Boom z książek, które wcale nie muszą być gejowsko-lesbijskie – my nie dorobiliśmy się możliwości nazywania tego. Jedyną osobą, która może stworzyć i zaliczyć książkę do literatury gejowsko-lesbijskiej jest autor, tak właśnie zrobił Michał Zygmunt, który przy okazji się wyoutował i dał legitymizację do omawiania jej wraz z innymi książkami gejowsko-lesbijskimi. W przypadku innych temat ten nie został rozpracowany, jak np. u Kowalewskiego – heteroseksualny pisarz, publikujący od lat i nie wiadomo co z nim zrobić, może nie wolno? Ja myślę, że wolno.

Kinga Dunin – Ale romans gejowski Kuczoka… żadnemu gejowi nie udało się takie romansidła strzelić.

Błażej Warkocki – A propos coming out, bo te jest jedyna opowieść literacka, która jest coming-outowa. Ona jest stereotypowa, bo się kończy tam gdzie powinna się zaczynać. To jest w niej najgorsze. W polskiej kulturze dominuje jedna wersja opowieści o coming oucie – od nieszczęścia przez coming out a potem pstryk i już jest super. Tak Kuczok skonstruował swoją opowieść. Nie wiem, czy Państwo ją pamiętają – jest złodziejaszek i lekarz, perypetie, a potem miłość tryumfuje, gdy się ouotują, wyprowadzają na wieś i pojawia się sugestia, że teraz będzie pięknie, chociaż nie wiadomo skąd ten optymizm… [śmiech] …ona wtedy powinna się zacząć.
Co z literaturą, która porusza wątki homoseksualne, ale pisana przez pisarzy nie-homoseksualistów nie wiadomo co z nią zrobić, taki jest casus Pankowskiego i jego Rudolfa?

Kinga Dunin – Jeszcze mamy problem, czemu ten gej, stał się postacią polityczną, literacką i doczekał się odczytywania. Na marginesie dalej zostaje lesbijka, gej to ten stereotyp, jak mówił Błażej [Warkocki] oklepane sposoby opowiadania, on jest już gotowy jako topos literacki, gorzej jest z lesbijką, a dobija się do głosu kolej na fala, jeśli weźmiemy książkę Sylwii Chutnik [Kieszonkowy atlas kobiet], to wśród bohaterów mamy Panią-Pana i osobę o nieokreślonej tożsamości seksualnej. Jest już inaczej pokazywany, nie jest to jednoznaczna ciota. Nie?

[Sala – JEEEEST!, SALA cz. 2 – NIE JEST!]

Błażej Warkocki – Ja bym wrócił do lesbijek…gej jest napiętnowany najbardziej w sferze publicznej, więc w literaturze się go mocniej zauważa, a jednocześnie jest tak, że najważniejszym coming outem był ten dokonany przez Izę Filipiak, i to jest ciekawe, ale to był pierwsza świadoma artystyczna strategia, którą przyjęła. A jest tak, że Iza Filipiak nie napisała żadnej powieści w pełni lesbijskiej. Ona dała przyzwolenie, a sama jest raczej queerowa niż lesbijska. Jeśli chodzi o beletrystykę polską, to wątek lesbijski pisze tylko jedna autorka, Ewa Schilling i nie ma żadnej innej. Ale jednocześnie jest tak, że w wielu debiutach – u Marty Dzido [Ślad po mamie]…. w bardzo wielu debiutach młodych kobiet, posiadanie romansu lesbijskiego jest częste, podobnie jak ten gej występujący wszędzie. To jest takie „ja”, które sugeruje autobiografizm. W literaturze męskiej nie ma takiego śladu posiadania gejowskiego romansu w swoim bujnym życiu. We współczesnej prozie pisanej przez kobiety, motyw lesbijski – romansu między kobiety – pojawia się dość często, ale pisarka, która używa tego lesbian label i pisze „powieści lesbijskie” jest tylko jedna.

Krzysztof Tomasik – Tu wychodzi nasza rożna słabość, brak po prostu mediów, osób które by się tym zajmowały.

Kinga Dunin – Kobiety są zawsze dyskryminowane.

Krzysztof Tomasik – ja sobie przypominam taką książkę Urszuli Ledzewicz, Gorsze uczucia, która z różnych względów mogłaby stać się takim lesbijskim coming-outem, czymś popularnym, ale ona zupełnie przepadła. To jest kwestia niechęci pewnych wydawców i autorów do tej etykiety. To jest etykieta stworzona i ona ma swoją wartość rynkową, co powoduje, że te książki zupełnie przepadają, ja nie mam wątpliwości, że gdyby Gorsze uczucia były rozreklamowane i z prawem do używania etykiety lesbijskiej, ona by się lepiej sprzedała i więcej osób na ten sali by ją znało. Myślę, że tak samo jest z Grzelą, książka Bądź moim bogiem, która przeszła bokiem i w wielu innych, które przepadły z tego powodu, Już wyrobiły się pewne nisze, w przypadku książek to też powoduje, że ta literatura jakoś tam się sprzedaje, chyba nie ma takiej kompletnej porażki wśród książek gejowsko-lesbijskich, która by zalegała na taniej książce i kompletnie nie sprzedawała.

Błażej Warkocki – Jak już jesteśmy przy wątku lesbijskim, mniejsza widoczność i nieprzejrzystość jest jednocześnie zaletą, jest poezja i tam się wiele działo jeśli chodzi o wątek lesbijski, relacji między kobietami – Ingi Iwasiów, Izy Filipiak, Ewy Sonneberg, ta nieprzenikliwość była jakaś taka produktywna, a poza tym jest tak, że w tym temacie wiele się dzieje. Filipiak napisała świetny tekst o Narcyzie Żmichowskiej, o Białej róży. Tam mamy taką sytuację, że dwie kobiety uwodzą się na balu, to jest jeszcze przed Freudem i jest fantastyczne. Jest książka o Marii Komornickiej [Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej], gdzie ona funkcjonalizuje tę kwestię. Jadąc pociągiem czytałem Kobiety Nałkowskiej. To jest fantastyczna powieść, w której niby nie ma lesbijki, główna bohaterka jest dandysem, ale uwodzi zarówno mężczyzn jak i kobiety. Ale mamy też Annę Kowalską i jej dziennik, który wyszedł całkiem niedawno i tutaj nie ma już tego lesbian label, a jednocześnie dla mnie jest to dziennik – choć trochę nudny, jak każdy dziennik…

Krzysztof Tomasik – Ja się nie zgadzam.

Błażej Warkocki – Wyszedł dziennik Anny Kowalskiej, która – przypomną – była przez długie lata partnerką Marii Dąbrowskiej, tej – przypomnę – od Nocy i Dni, nie został on wydany przez żadne gejowsko-lesbijskie wydawnictwo, a na okładce mamy queer family, jest Kowalska, Dąbrowska i jej córka Julcia. tak naprawdę jest to zaproszenie dla czytelnika by to przeczytać

Krzysztof Tomasik – Myślisz, że to jest świadome? Bo ja się zastanawiałem nad tym. Wydawnictwo zapraszając do napisania wstępu Julii Hartwig, który polega na tym jak napisać, żeby nie napisać. A ten dziennik pisany pięćdziesiąt-sześćdziesiąt lat temu jest odważniejszy, szerszy niż Julia Hartwig obecnie.

Błażej Warkocki – Ona używa figury przyjaciółek ona nie użyje słowa „lesbijka”.

Krzysztof Tomasik – Ale nawet nie używa określenia „towarzyszka życia”.

Błażej Warkocki – Nie chcę bronić Julii Hartwig.

Krzysztof Tomasik– I słusznie [śmiech].

Błażej Warkocki – Zmierzam do tego, że to wszystko powoduje – i nawet nie chodzi o te kilka powieści, które wyszły, choć o nie również, bo fajnie że wyszły – że udaje się budować gay i lesbian visibility. to sprawia, że trzeba zacząć inaczej myśleć o naszej przeszłości, o historii, o Dąbrowskiej i Kowalskiej, że trzeba inaczej czytał Białoszewskiego, że trzeba inaczej myśleć o Iwaszkiewiczu. To jest bardzo ważne, bo dywersyfikuje naszą tożsamość.

Bożena Umińska-Keff – Chciałabym podsumować te watki, a propos tego, co Błażej mówi, abstrahując od tej masy powieści lepszych i gorszych, ja nie wszystkie znam…

Krzysztof Tomasik – …bo nie jest ich aż taka masa.

Bożena Umińska-Keff – …ale wymieniacie ich bardzo dużo. Ja czytam te, które są najbardziej wyraziste, czy najbardziej znane. Ja bym powiedziała nie do samej literatury, ale do pewnych problemów, pewnego rodzaju tożsamości. Bo my ciągle mówimy, że literatura zajmuje się pewnym rodzajem tożsamości, która do pewnego momentu była niewypowiadalna, nienazywalna. Jak powieść lesbijska, która nie ma własnego imienia. Zastanawiam się czemu literatura lesbijska, czy z wątkiem lesbijskim ma mniej wyraźny podmiot polityczny. Z tego samego powodu dla którego kobiety są mniej wyraźnym podmiotem politycznym. Ja obserwuję to od lat na piosenkach popowych. O ile mężczyźni pozwalają sobie na wiele komentarzy politycznych, mądrych, głupich i średnich, to nawet najmądrzejsze kobiety rzadko sobie na to pozwalają. To podobnie wygląda na Zachodzie – im bardziej na zachód tym jest większej w tej kwestii równouprawnienie. Kobiety nie dają sobie prawa do bycia podmiotem, który ma wagę społeczną. Druga historie niesłychanie ważne, to wyraziste ujęcie własnej przeszłości. Takie polskie pisanie biografii, wątków kulturowych jest niezbyt wyraziste. Zwłaszcza wtedy, kiedy rzecz dotyczy tematów stabuizowanych, a ten taki był. Mnie uderza coś takiego – gdyby jakaś nacja zachodnia miała taką postać jak Nasierowski, to by miała Oscara Wilde'a. Mówię to w znaczeniu „postaci” – pojawił się w latach 80-tych z dość obłąkaną historią. Jest ona po części w Gejdarze, ale autorzy nie bardzo go dociskają. To jest postać, która pasuje na postać ikoniczną. Jest nieobrobiony, a różne takie postaci budują tożsamość zbiorową.

Błażej Warkocki – Ale nie stało się tak trochę z Marią Komornicką? Czy ona nie stała się takim trochę polskim Wildem?

Krzysztof Zabłocki – Może raczej w tamtych czasach powinniśmy szukać naszego Oscara Wilde'a, który jest nieodkryty?

Bożena Umińska-Keff – No szukajta, ale ten jest znaleziony.

Krzysztof Tomasik – Komornicka jest już w jakimś sensie znaleziona. Stała się po części legendarna, choć może w niszowy sposób.

Kinga Dunin – Ale tu wyrazistość Komornickiej pokrywa się z wyrazistością Izy Filipiak, która ją obrabiała. Jasne, że zawsze można się pochylić nad jakimiś homoseksualnymi aspektami w twórczości iksińskiego, bo gdzieś na stronie pięćdziesiątej jest aluzja do czegoś – czemu nie. Ja jednak mówię o tym, że są postaci-ikony, jeszcze nieobrobione.

Błażej Warkocki – No, ale Wilde'a obrobili dopiero po jego śmierci, najpierw go wykończyli. On jest taką postacią, którą trzeba wyciągnąć. Zobaczcie jak trudno w Polsce mówić o czymś wyraźnie, zwłaszcza jak to dotyczy biografii. Co się stało po śmierci Agnieszki Osieckiej, której córka coś tam o niej powiedziała. Nie można wyraźnie…

Tomasz Basiuk – Ale jak możemy mówić wyraźnie o Komornickiej? Czy mówienie o niej jako o lesbijce a nie osobie transgenderowej nie jest jakimś grubym nadużyciem? Dla mnie wcale nie jest oczywiste, co z tymi postaciami można jeszcze zrobić.

Bożena Umińska-Keff – Jeśli w historii są wyraziste osoby, z pewnego punktu widzenia też bardzo ekscentryczne, to jest to skarb, który się świeci i trzeba go obrobić, by włączyć do tradycji.

Tomasik, Dunin – Rodziewiczówna!

Krzysztof Zabłocki – Jest to idealny moment, bo powstają nowe utwory i odzyskuje się poprzez interpretacje te wątki w literaturze minionej. Mamy pełną rozmaitość. Nie powinniśmy jednak dążyć do ujednolicenia interpretacji i na przykład Błażej [Warkocki] czy Krzysztof Tomasik, gdzie można, tam doszukują się wątków i klimatów gejowsko-lesbijskich, a publicyści „Więzi” czy „Rzeczpospolitej” krytykują ich za jednoznaczne klasyfikowanie. Te pisma – wiadomo… Ale moim zdaniem nie można czasem danej osobie, nawet bardzo wyrazistej, przypisywać jakiejś „orientacyjnej” dominanty…

Krzysztof Tomasik – Ale o czym ty mówisz? O jakiej dominancie? My jesteśmy na poziomie takiego zapóźnienia, że, by to weszło w universum i stało się jedną z części składowych czyjejś biografii czy twórczość, to musimy nadrobić stracony czas i do tego doprowadzić.

Krzysztof Zabłocki – Weźmy na przykład Lubiewo, ja tą książkę uwielbiam, to jest najlepsza książka dziesięciolecia.

Kinga Dunin – Ale ona jest do uwielbienia jeśli uzna się, że jest campowa. Jak się uzna, że jest przedemancypacyjna, to można się wyrzygać.

Krzysztof Zabłocki – Śmieszy mnie, gdy czytam, że to jest traktat socjologiczny o ciotach z PRLu, bo to nie jest w ogóle o tym książka. To jest zabawa językiem, odwołania do Białoszewskiego czy Gombrowicza. To jest książka wspaniała w warstwie językowej, a to środowisko, które tam jest ukazane to klimaty…

Błażej Warkocki – Niewątpliwie świat jest tam tworzony przez język, i jest to pewna cezura, po której wszystko zmieniło się w dyskursie o tym. Ale nie mówi, że temat nie jest ważny, bo Kuczok napisał świetną książkę pt Senność, bardzo dobrze napisaną a też o gejach.

Krzysztof Zabłocki – Ale tam temat jest, w pełni obrobiony, on chciał tylko poruszyć wątek gejowski, a Witkowski w innych intencjach ją pisał – jako homoseksualista i artysta.

Kinga Dunin – Ale jako artysta napisał też parę książek, których już nie chce się tak znowu czytać.

Tomasz Basiuk – Nie koniecznie Lubiewo trzeba czytać jako rzecz zupełnie nostalgiczną. Może jednak takie postaci jak w Lubiewie były w rzeczywistości, a my po prostu nie mamy z nimi kontaktu patrząc znowu przez pryzmat gejowskiej – wielkomiejskiej tożsamości. To wcale nie znaczy, że ich nie ma np. w parku Skaryszewskim w krzakach. Taka coming outowa narracja czy pryzmat jest bardzo zawężająca.

Błażej Warkocki – Ja mam poczucie, że narracja coming outowa w polskiej literaturze nie jest dominująca. Powiedziałeś, że ta druga fala zaczęła się od Lubiewa… to jest paradoksalne, bo Witkowski przecież odcina się od tożsamości gejowskiej i gejów. Jakby patrzyć na książki Bartosza Żurawieckiego, to też nie jest to narracja coming-outowa. Geje już tam byli, wyoutowanie, to raczej społeczeństwo nie nadąża. Ta narracja pojawia się wyraźniej teraz, na przykład w związku z Kuczokiem.

opr. Wojciech Szot www.innahistoria.blogspot.com / red.
foto Y.K.

16 komentarzyHomo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa

  • megamasa

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Wow… Na zdjęciach wygląda prawie jak tajne komplety…

  • x

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    podziwiam kogoś, kto zrobił transkrypt tej dyskusji…

  • y

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    ja równiez, bo dyskusja bardzo jalowa…

  • Mastereo

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    W humanistyce chodzi przeciez nie o „konkretne” wnioski (których przeciez w tej dziedzinie nie ma), a o pobudzenie mysli… i to chyba miejsce miało !

  • z

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    ale może potomni się zainteresują, ważne jest rejestrowanie takich dyskusji!

  • Kronikarius

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    tak, mozna by to gdzies wydac na papierze w jakims kolejnym zbiorze variów LGBTQ

  • Abiekt

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    🙂 dzieki za podziw 😀 Nie było aż tak strasznie.

  • Ü:)

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Jasne ze nie bylo, nude zrekompensowala obecnosc Krzysia Zablockiego.

  • d.biskupa

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Mógłby mi to ktoś streścić? Tak w paru punktach.

  • Ü:)

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    OK, spróbuje. I’ll do my best, bo kto by sie odwazyl odmówic dupie biskupa ? – a wiec, w paru punktach:
    # 1 – ZAGAJENIE
    # 2 – DYSK US JA
    # 3 – ODGAJENIE

  • Zen

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Czemu jałowa dyskusja?? Gdzie tu jałowość? Na tym polegają dyskusje przecież, że się rozmawia. Czy Kinga Dunin jest jałowa, albo Tomasz Basiuk czy Bożena Umińska? Dyskutanci zostali dobrze dobrani. Jak się komuś nie chce czytać zapisu dyskusji, albo odłuchać (co przecież nic nie kosztuje), to znaczy, że nie czyta książek albo się nimi nie interesuje, więc nie widzę sensu streszczania. Ta dyskusja jest dla osób spoza Warszawy, które nie mogą uczestniczyć w takich spotkaniach i dlatego ważne, że się ukazuje, bo w każdej chwili można ją wygooglać. Zresztą kulturą i tak interesuje się garstka osób w Polsce, więc ja bym tym bardziej docenił starania.

  • tymon

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Popieram Zena, nie czepiajcie sie. Powiedzcie lepiej jakie sa wasze czytelnicze oczekiwania wzgledem literatury gej/les, bo zdaje się ten temat umknal dyskutantom

  • d.biskupa

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    @ tymon: Ja mam jedno oczekiwanie: żeby literatura gej/les nie była pisana pod oczekiwania publiki…
    Kretyńskie pytanie. Może dlatego dyskutantom „umknęło”.

    Chyba se odsłucham te posapywania jednak, żeby udowodnić Zenowi, że ja, tak jak i on, należę do tej garstki kurtularnych. A potem jeszcze przeczytam zapis. Tak na wszelki wypadek, żeby mi nic nie umknęło. Było nie było, jestem spoza Warszawy, więc to jakby specjalnie dla mnie wszystko.

    @ Ü:): Nieładnie tak sobie żartować z obcych!

  • wit

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    I jak zwykle – zamiast się cieszyć, że ktoś wpadł na dobry pomysł ciekawej dyskusji – wyłażą w komentarzach typowe problemy zakompleksionych rodaków. A ja powtórzę to, co powiedziała kiedyś Krystyna Kofta: „Chcecie należeć do elity – czytajcie, nie chcecie – nie czytajcie”.

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    Przeczytalem „swiezym okiem” dyskusję – jest to zapis zywej mowy, trochę nieprecyzyjności, niekonsekwencji (a czy w tekstach sensu stricto „pisanych” tez nieprecyzyjnosci i niekonsekwencji nie brakuje?). Tak, ale summa summarum jest to dyskusja ciekawa wielce – mamy tu bogactwo impulsów, tropów i …tropizmów (a la Nathalie Sarraute) – i jakis intuicyjny, nie „obrobiony” jeszcze obraz sie jawi… Wielkie dzieki Panelistom dużej intelektualnej wagi (a zachęcam do wysłuchania całości w wersji audio! – w dalszej części była na przykład bardzo ciekawa i „kontrowersyjna” niejako wypowiedz Tomasza Raczka), wielkie dzięki zatem Panelistom, a takze Michałowi Minałto, rednaczowi homików za nagranie, i Wojtkowi Szotowi-Abiektowi (albo Szot-Abiektowi – bo tak się każe „nieodmieniac” – brzmi to trochę jakby był weteranem Pierwszej Brygady! 🙂 ) – za wersje tekstową powyżej… I jako moderator moze pozwole sobie na pewną uwagę, idac w slad przywołanego w czasie spotkania Michała Witkowskiego: qurva, to była zajebista dyskusja! 🙂 – a klimat faktycznie, jak juz ktoś powyżej zwrócił uwagę, nieco a la tajne komplety, a moze homouniwersytet latający… 🙂 Lambdowe Genius loci …?

  • Zygfryd

    [Re: Homo niewiadomo? O boomie literatury LGBT w Lambdzie Warszawa]

    no, dyskusje sa potrzebne, jak najbardziej – ale tak w ogóle to najwazniejsze są książki… Wielka (dobra) książka jest tym, co pozostaje… czytajmy więc! 🙂 Dzieki ksiązkom jest potem o czym rozmawiac… 🙂 Ksiazki i rozmowa to cos lepszego niz rzeczywistosc…

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa