- homiki.pl - http://homiki.pl -

Wyuczona bezradność i wściekłe hasła

[1]

To już czwarta odsłona naszej „akcji”. Przypominamy – zastanawiamy się nad tym, jaki jest stan na dziś homiczych spraw – i co z tym zrobić! Dziś z dr Dorotą Majką-Rostek z Instytutu Socjologii UWr, autorką pracy „Związki homoseksualne. Studium socjologiczne” o asymilacji, bojówkach i celebrytach rozmawia Xexress.

Xerxess: Czy środowisko gejowsko-lesbijskie przejawia według Pani jakieś cechy utrudniające dialog z głównym nurtem?

Dr Dorota Majka-Rostek: Według mnie są tu dwa aspekty. Z jednej strony aktywność środowiska nie różni się od aktywności w innych krajach. Problemy są podobne. Podstawowym jest brak osób chętnych do tego żeby wyjść poza codzienne funkcjonowanie, rutynę i zaangażować się. To wymaga pewnego zacięcia społecznikowskiego, predyspozycji i chęci. Ludzie natomiast są zazwyczaj wygodni.

I rzeczywiście widać tu analogie do zagranicznych ruchów?

Zawsze znajdą się aktywiści wyróżniający się od reszty, czyli ci, którym coś jeszcze się chce robić. A to nie jest powszechna postawa. Natomiast polska specyfika związana jest z klimatem społecznym. Niechęć do społecznego działania może wiązać się z niechęcią do ujawnienia. Ludzie wiedzą jakie są u nas postawy wobec homoseksualizmu, a one niestety wbrew pozorom nie za bardzo ewoluują. Od początku lat 90-tych CBOS robi badania, w których pada pytanie czy uważa pan/pani homoseksualizm za normalne zjawisko. Odpowiedź „tak” oscyluje ciągle między 4 a 5 %. Jak widać poglądy naszej opinii publicznej są zdecydowanie różne od zachodniej. To, co się zmienia to podejście ludzi młodych. To napawa optymizmem jeżeli chodzi o przyszłość.

Wydaje mi się, że zmiana klimatu politycznego jest momentami dość apologizowana. Czy „koniec epoki kaczyzmu” ma dla nas jakieś istotne znaczenie?

Nie przeceniałabym znaczenia polityki w naszych warunkach. Właściwie od początku transformacji ekipy się zmieniają, a sytuacja gejów nie. Początki lat 90-tych to nowe możliwości organizowania się, rejestrowania, tworzenia infrastruktury. To było znaczącą zmianą. Natomiast później nie działo się w zasadzie nic. Warto zaznaczać swoją obecność w obszarze politycznym, ale nie oczekiwałabym w najbliższym czasie możliwości zmian ze strony polityków. Oni są bardzo pragmatyczni, nie zważają na swoje poglądy czy postawy tylko na słupki poparcia i skoro widzą, że większość osób jest przeciwko jakimkolwiek formom emancypacji to nikt się nie wychyli.

Dlaczego po 89 roku nie udało się zrobić prawie nic dla zmiany naszej sytuacji prawnej?

Musimy wziąć pod uwagę specyfikę kultury, przesiąkniętej katolicyzmem. Stąd u nas na pewno będzie inna sytuacja jeżeli chodzi o walkę o prawa.

Ale Hiszpania i Irlandia też są katolickie.

Tak, ale są bardziej zmodernizowane. Katolicyzm inaczej tam funkcjonuje. W społeczeństwie hiszpańskim nie ma również mentalności, która dopuszczałaby tak duży wpływ kleru na życie codziennie czy osobiste wybory. 50 lat realnego socjalizmu też wpłynęło na sytuację. Nie bez powodu symbolem tego okresu jest akcja Hiacynt – niektórzy twierdzą, że tam są korzenie syndromu oblężonej twierdzy – lepiej się nie wychylać bo prześladowania mogą zaistnieć z różnych stron. Generalnie przyczyn jest wiele, a elementem spuścizny po komunizmie jest cały czas zjawisko wyuczonej bezradności.

Pamiętam jak rozmawiałam z jednym z pierwszych działaczy wrocławskiego ruchu „Tęcza”, który zauważał to samo zjawisko – przychodzili ludzie z nastawieniem „zróbcie coś, żeby mi żyło się lepiej”. Nie mieli jednak pomysłów i niestety także osobistej chęci aktywności.

„Wyuczoną bezradność” można by rozciągnąć na całe środowisko?

Jasne, pamiętam chłopaka, który w latach 90-tych brał udział w moich wywiadach. Jako młody gej wyjechał do Warszawy. Nie miał mieszkania, zadzwonił do Lambdy, a oni mu powiedzieli, że takimi rzeczami się nie zajmują. Ten jeden kontakt sprawił, że dziś odnosi się wrogo do wszystkich organizacji. Ta sytuacja ilustruje podejście o którym mówię „Wy mi coś zróbcie, wy mi coś dajcie”

Czy na naszym gruncie racje bytu miały by organizacje typu OutRage! ? Bojówki miast „humanitaryzmu”?

Wydaje mi się, że nie. Jeżeli nawet teraz jest problem z chętnymi osobami do jawnego działania w organizacjach na bazie strategii asymilacyjnej, to tym większy byłby problem do znalezienia wystarczającej liczby osób do takiej konfrontacyjnej polityki.

Tylko jednostki stwierdzają, że „nie powinniśmy być tacy uładzeni i grzeczni”. Chyba jednak niewiele z nich osobiście wyszłoby na ulicę z wściekłymi hasłami i strategią antyasymilacyjną.

Zaowocowałoby to negatywnymi reakcjami?

Taka obawa istnieje. Ale z drugiej strony i tak funkcjonuje u nas stereotyp campowego geja, geja z parad, takiego z piórkiem w d…. Nie ma on przełożenia na rzeczywistość, ale w dyskursie prawicowo-katolickim funkcjonuje. Może więc taka strategia nie wypłynęłaby aż tak źle na sytuację środowiska. Ci którzy upowszechniają taki jednoznaczny stereotyp i tak już się go raczej nie pozbędą.

Zdarzają się porównania dzisiejszej sytuacji gejów i lesbijek z sytuacją Żydów na początku wieku. Dlatego chciałem poruszyć wątek asymilacji. Żydowska według mnie poniosła klęskę i nigdy nie była całkowita. A co z nami?

Nie dopatrywałabym się tu analogii. W kontekście porównywania samego dyskursu antysemickiego i homofobicznego, tak. Funkcjonują one na bazie takich samych kalek językowych i tych samych komunikacyjnych schematach, jednak sytuacja jest inna. O całkowitej asymilacji nie może być mowy, chodzi mi raczej o funkcjonowanie gejów i lesbijek jako miłych chłopców i dziewcząt z sąsiedztwa. W pewnej mierze jest to możliwe. Nie można generalizować, że środowisko odrzuca tego typu strategie asymilacyjne. Organizacje popierają je, ale wiadomo, że z jednej strony jest to wyraz pewnego asekuranctwa. Natomiast z drugiej to odpowiedź na pewne potrzeby osób identyfikującymi się z takimi niekonfrontacyjnymi strategiami. Problem jest taki, że są też inni. Oni czują się podwójnie wykluczeni przez orientację i niereprezentacyjność organizacji.

Z wywiadów w Pani książce „Związki homoseksualne. Studium socjologiczne” wynika jak dla mnie, że najlepszą strategią może być rozmycie się w heteronormie, bycie niewidocznym.

To ludzka tendencja. Dążymy do jakiejś małej stabilizacji. Mniejszością są gwiazdy pragnące przekraczać granice, dokonywać publicznych transgresji. To wynika z sondaży na temat wartości, że nie można przypuszczać, żeby osoby homoseksualne radykalnie tu różniły się od reszty społeczeństwa (choć oczywiście pewne różnice mogą istnieć. Na szczycie tych sondaży są wartości rodzinne, dobra praca oraz zdrowie. Nie ma tu żadnych ekstrawagancji, nie dziwię się więc takim postawom.

Czy warto podchodzić do coming outu ludzi z pierwszych stron gazet z bezkrytycznym aplauzem?

Doceniam te gesty, biorąc pod uwagę specyfikę postaw społeczeństwa wobec homoseksualistów. Porównując to z ewentualnym coming outem osoby gorzej usytuowanej społecznie, Szczygielski i Raczek ujawniając się nie mieli raczej wiele do stracenia, ale warto docenić ich decyzję. Nie zapominajmy jednak, że współcześnie gej jest kategorią klasową, taki jest kulturowy wizerunek. Zachodni badacze twierdzą, że a cały ruch gejowski przeszedł od etapu walki o prawa do etapu wolności konsumpcji. U nas też gej kojarzy się z młodym mężczyzną z klasy średniej, który mieszka w dużym mieście i jest podobny do Sebastiana z „Magdy M.” Problem w tym, że taki klasowy wizerunek geja wiąże się również z wykluczeniem – „a widziałeś kiedyś geja robotnika?”.

Problemem polskiego ruchu gejowskiego jest właśnie to, że niewiele robi z tymi stereotypami.

dr Dorota Majka-Rostek jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, od lat specjalizuje się w badaniu socjologicznych aspektów homoseksualizmu. Autorka książki Mniejszość kulturowa w warunkach pluralizacji. Socjologiczna analiza sytuacji homoseksualistów polskich, ostatnio wydała pracę Związki homoseksualne. Studium socjologiczne.


Autorzy:

zdjęcie Marek Idzi

Marek Idzi [2]

Piotruś Pan w klatce z azbestu. Permanentnie postindustrialny i posthumanistyczny.