Precyzyjna kolistość *

Opowiedziana w Fun Home historia składa się z kilku faktów: córka odkrywa, że jest lesbijką, pisze list do rodziców, ojciec popełnia samobójstwo. Ekspozycją jest dzieciństwo spędzone w domu, który przypomina muzeum (całe to wizualnie interesujące utrapienie), tłem – przeszłość rodziców (czyli okres ich narzeczeństwa i małżeństwo). Historia ta mogłaby zostać opowiedziana linearnie (z retrospekcją dopuszczalną tu i ówdzie). Ale nie jest. Książka składa się z siedmiu rozdziałów. W każdym z nich historia rodzinna zostaje przedstawiona na nowo. Za każdym razem dostajemy nową konfigurację faktów. Pojawiają się nowe przesłanki. Pokazane zostają zdjęcia, których nie widzieliśmy wcześniej. Dowiadujemy się o rozmowach, o których uprzednio nie mieliśmy pojęcia. Otóż każdy profesor uniwersytecki nam to powie (przynajmniej tu, gdzie w tej chwili mieszkam, na Zachodnim Wybrzeżu), że narracja linearna tradycyjnej powieści jest oparta na wzorze seksualności męskiej: napięcie narracyjne wzrasta aż do klimaksu… I koniec pieśni. Profesor ów przyzna chętnie, że eseje pisane na zaliczenie przez studentów i studentki muszą mieć tezę, rozwinięcie i zakończenie, bo piśmiennictwo amerykańskie opiera się na wzorze seksualności męskiej. Rzecz jasna, odważni czytelnicy i czytelniczki Cixous mogą wzór ten podważać. Ale podważać, to nie znaczy być normą, stawiać wymagania. Otóż Fun Home napisany jest tak, jakby ten wyżej wspomniany wzór nie istniał, a jedynym normatywnym był wzór seksualności kobiecej, na którym struktura tego komiksu się opiera. Nie ma tu linearnego rozwoju. Jednak ów brak linearności nie sprawia, iż odpowiedzią staje się chaos. Siedem części oznacza, że za każdym razem inaczej dochodzi się to tego, co jest być może prawdą.

Prawda natomiast, co pewnie wymagałoby osobnego eseju, a raczej dochodzenie do prawdy, staje się najistotniejszą kwestią tej książki. Ogniskuje się ona w figurze „kryzysu epistemologicznego”. Kiedy ojciec zachęca małą Alison do prowadzenia pamiętnika, z początku wszystko zdaje się dobrze się układać. „Ale w kwietniu drobniutko pisane ‘chyba’ zaczęło wkradać się do moich zapisków”. Od tej pory dziewczynka zadaje sobie dziwne pytania: „Skąd miałam mieć pewność, że wydarzenia, które opisywałam, działy się naprawdę?”. Wkrótce te „chyba” („szwy fastrygujące dziury moich niepewności”) stają się znaczkami, potem kleksami. Być może mała Alison odpowiedziała ostrym poczuciem niepewności na „grę pozorów”, którą uprawiali przed nią ojciec z matką. Za pomocą kleksów opowiedziana zostaje wszak historia spotkania dzieci z wężem zbożowym na wycieczce, na którą ojciec zabiera Billa, który był „typem harcerza”. Na którą matka nie wybiera się z nimi, bo „nie lubi lasu”. Podobny wąż lata później mógł przestraszyć ojca i spowodować jego śmierć. O tym opowiada kierowca ciężarówki, pod której koła ojciec odskoczył do tyłu, „jakby zobaczył węża”. Bechdel wie, że nigdy nie będzie mieć pewności. „Zasugerowałam, że mój ojciec popełnił samobójstwo, ale równie dobrze mogłabym powiedzieć, że zginął, plewiąc”. Ojciec (chyba) popełnił samobójstwo. Bechdel nie ukrywa, że ma do tej historii stosunek głęboko osobisty, że nie jest to zdystansowana i zrównoważona narracja. Alison nie chce postrzegać ojca jako ofiary homofobii, bo wtedy „trudniej by mi było go obwiniać”. Można więc powiedzieć, że Bruce Bechdel (chyba) ofiarą nie był, bo płynął przez życie na fali hipokryzji (do czasu). Gdyby nie zginął w wypadku samochodowym, to pewnie zmarłby (bo wszak nie stać go było na stały związek, mógł sobie pozwolić tylko na przypadkowe) na AIDS. Kolejny problem tworzy się wokół faktu, że Alison niejako została poczęta „w szafie”. Zawdzięcza jej swoje istnienie. Gdyby ojciec nie ożenił się z matką… „co by było ze mną?” (204). (Chyba) nie byłoby jej na świecie.

Tu zasadniczo różnimy się z Bechdel. Ja nie miałabym kompletnie problemu z tym, żeby się nie narodzić. A wracając do Fun Home… Poszczególne poziomy retrospekcji (i introspekcji) w tej zajmującej opowieści rozsypałyby się, gdyby nie trzymała ich w karbach konstrukcja oparta na logice i precyzji. Introspekcja, przejawiana przez ludzi świadomych swojego wnętrza, chroni przed sadomasochizmem, służy do unikania przemocy w życiu codziennym, bo pozwala się porozumieć. Bechdel przez lata wypracowała sobie artystyczną metodę poznania świata, w której niepewność poznawcza nie prowadzi do zamilknięcia, tylko znajduje w niej dla siebie właściwe miejsce.

Izabela Filipiak – autorka powieści (Absolutna Amnezja, Alma), opowiadań (Magiczne oko. Opowiadania zebrane), poezji (Madame Intuita) i dramatu (Księga Em), komentarzy prasowych (Kultura obrażonych), podręcznika-eseju (Twórcze pisanie dla młodych panien), a także rozlicznych esejów, artykułów i recenzji publikowanych w pismach artystycznych i naukowych w kraju i za granicą.

* Wstęp do polskiego wydania Fun Home – fragment

Kliknij, aby powiększyć!

Alison Bechdel, Fun Home – Tragikomiks rodzinny
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy, Abiekt.pl

Już w czwartek nasza recenzja!

Autorzy:

zdjęcie Izabela Filipiak

Izabela Filipiak

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 275; nazwa: IzabelaFilipiak

23 komentarzy do:Precyzyjna kolistość *

  • [Re:]

    Jak czytam, że już nawet sama „narracja linearna” jest „oparta na wzorze seksualności męskiej”, to zaczynam się cieszyć z przerwania swojej kariery naukowej…

  • wooooooooooooooow!

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    pierwszy skan jest wyczesany w kosmos :)

  • milek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    HAHA – jeden z bardziej zabawnych tekstów, jakie ostatnio przeczytałem:

    „że narracja linearna tradycyjnej powieści jest oparta na wzorze seksualności męskiej: napięcie narracyjne wzrasta aż do klimaksu… I koniec pieśni.”

    Cała ta teoria wali się, kiedy facet może kilka razy albo przedłuża napięcie narracyjne i w końcu nie wzrasta do klimaksu… i co wtedy? :)

    Zwyczajnie autorka tego twierdzenia jest opresyjna względem męskiej seksualności. Wtłacza męską seksualność we wzory…
    (albo ci profesorowie z Zachodniego Wybrzeża).

  • marta

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    ale przecież książka dotyczy kobiet i jest historią kobiety
    z resztą co ma piernik?
    analiza filipiak bardzo fajna, twórcza, odświeżająca, brawo.

  • milek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Marta – masz rację – książka dotyczy kobiet i jest historią kobiety.

    Natomiast rozbawiło mnie stwierdzenie, że „że narracja linearna tradycyjnej powieści jest oparta na wzorze seksualności męskiej: napięcie narracyjne wzrasta aż do klimaksu… I koniec pieśni.”

    I ja też mam ochotę zapytać – a co ma piernik? Jeżeli kategorią analizy charakteru narracji staje się wzór seksualności męskiej (lub jakiejkolwiek innej,) to uważam to za mocno naciągany element analizy. Przerost formy nad treścią, który znalazł wyraz w tym groteskowym twierdzeniu.

    Równie dobrze mógłbym napisać – narracja linearna powieści ma charakter chmury burzowej, bo napięcie wzrasta aż do opadu i grzmotu, a potem już koniec. W ten sposób z chmury burzowej uczyniłem narzędzie analizy narracji…

    Po prostu co ma piernik?
    Czemu porównuje się narrację do męskiej seksualności?

    Nie mówiąc już o tym, że ujmowanie czyjejkolwiek seksualności we wzorce jest opresyjne.

  • marta

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    milek, ale to jest zajeb*ście ciekawe.
    analizy literackie wykorzystują wiele narzędzi z innych dziedzin nauki. nie jestem polonistką, ale interesują mnie takie klimaty.
    izabela pisze, że na zachodzie usa, w mitycznej krainie harveya milka, profesorowie literatury moim zdaniem trafnie uznali, że klasyczna powieść odpowiada potrzebom seksualnym mężczyzny – podniecenie, akcja, spełnienie. książka bechdel przypomina zaś potrzeby seksualne kobiety – sprawa opisywana jest ze wszystkich stron, raz po raz, niczym kobieta potrzebująca wiele uwagi i czułości.

    choć jest to wiedza, która raczej nikogo nie wyżywi :) , jest po prostu fajna, trafna i miła.

    równie dobrze możesz opisać jakąś narrację do jazdy koleją. pędzisz do katowic CMKą a potem wleczesz się do bielska starymi torami przez pszczynę, itd.

    proszę, wyjaśnij, dlaczego to ma być opresyjne. nie rozumiem. przecież filipak nie ;pisze, czy to dobrze, czy źle, nie tworzy oceny itd. po prostu tak interpretuje.

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Dziwi mnie oburzenie Komentatorów zestawieniem schematu rozwoju narracji z męską seksualnością. Pisarzami przez wieki byli niemal wyłącznie mężczyźni, nie byłoby więc nic dziwnego, gdyby pewna prawidłowość ich wrażliwości seksualnej znalazła odzwierciedlenie w sposobie konstruowania opowieści. Nie musi to też koniecznie oznaczać uproszczenia wizji męskiej seksualności, bo warianty opowieści są przecież niezliczone, a tutaj chodzi tylko o uwypuklenie pewnego schematu na bardzo wysokim poziomie ogólności. Oczywiście nie sposób tu udowodnić związku przyczynowo-skutkowego, ale nie na tym przecież polega analiza literatury. Literaturoznawstwo nie jest nauką ścisłą.

    P.S. Skoro chmury burzowe opowieści nie pisują, to chyba jednak zestawienie z męską seksualnością jest bardziej przekonujące…;)

  • milek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Marta – już wyjaśniam o co mi chodzi.

    Otóż z tego co zrozumiałem, to wzorzec seksualności męskiej jest tu kategorią analizy jakiegoś tekstu, który funkcjonuje na poziomie uniwersyteckim.

    Gdyby była to metafora – tak jak podana przez Ciebie jazda koleją po CMK – wtedy byłaby to licentia poetica autora. Autor tak widzi sprawę i ok – dzieli się tym. Ale kiedy wzorzec męskiej seksualności staje się kategorią analizy tekstu (funkcjonującym na poziomie uniwersyteckim – czyli nie jest już subiektywną metaforą) – to ja czuje, że ktoś naciąga analizę.

    Bo ostatecznie (i tu odpowiedź na pytanie o opresyjność) – czy można mówić w ogóle o wzorcach seksualności męskiej lub kobiecej czy jakiejkolwiek innej?
    Ponieważ są kobiety, które wpisują się w model „podniecenie, akcja, spełnienie” (i nie jest to mniejszość) oraz są mężczyźni, którzy poza to wychodzą i „raz po raz, potrzebują wiele uwagi i czułości” (i też nie jest to mniejszość).

    Zatem wtłaczanie czegoś tak indywidualnego jak seksualność w jakiekolwiek wzorce i sprzedawanie tego jako rzekomą seksualność męską czy kobiecą jest właśnie pod tym względem opresyjne.

    Przemek – to co napisałeś, (że ów wzorzec męskiej seksualności został przedstawiony na bardzo wysokim poziomie ogólności) – jakoś może rzeczywiście bronić używania tego typu stwierdzeń. Ale jednak musisz przyznać, że wszystko, co jest przedstawiane na bardzo wysokim poziomie ogólności, właśnie w radykalny sposób upraszcza sprawę.

    PS. Dla mnie jednak zarówno chmury burzowe, jazda koleją po CMK jak i ów wzorzec męskiej seksualności są akceptowalne jedynie jako metafory – wyraz inwencji twórczej autora.
    I bardzo bym nie chciał, aby tego typu uproszczenia czy stwierdzenia na bardzo wysokim poziomie ogólności były uniwersyteckimi kategoriami analizy literackiej. Ot tyle. :)

  • Yenn

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Może po prostu wybrano zły fragment przedmowy do publikacji, po co wtłaczać komiks w ramy ciężkostrawnej (choć niegłupiej przecież) analizy. On broni się sam. Mam nadzieję, że zapowiadana recenzja będzie bardziej po ludzku napisana, bo sam komiks świetnie się broni jako historia z życia.

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Jednak analogia wobec seksualności męskiej moim zdaniem nie funkcjonuje tu na zasadzie metafory. Należy ją moim zdaniem rozumieć dość dosłownie. Wynika po prostu z zastosowania metody psychoanalitycznej do analizy tekstu. Analogie między seksualnością a tekstem były bardzo szeroko stosowane w ramach badań feministycznych inspirowanych psychoanalizą. Są w podobnym stopniu arbitralne i subiektywne, jak wszelkie inne kategorie analityczne. Jeśli nie uznamy psychoanalitycznego założenia o związku twórczości artystycznej z popędowością/seksualnością, to oczywiście taka analiza wyda nam się bez sensu. Ale tak się sprawa ma również z innymi typami analizy – jeśli nie zaakceptujemy pewnych wyjściowych założeń – np. o związku tekstu z sytuacją społeczną w ramach socjologii literatury – też uznamy wynikające z nich rozumowanie za bezsensowne. Ale może w ten sposób zagubimy pewien ważny wymiar tekstu? Nie twierdzę, że analiza Filipiak jest jedyną możliwą, ale też nie sposób dyskwalifikować jej jako nieuprawnionej i bezsensownej.

  • [Re:]

    Śmieszy mnie takie produkowanie teorii pod jakieś światopoglądowe tezy – narracja linearna odpowiada po prostu naturalnej ludziom skłonności do postrzegania wydarzeń jako rozwijającego się w czasie ciągu przyczynowo-skutkowego, mającego swe kulminacje i momenty zwrotne. Tak sobie ludzie opowiadają wszystkie historie, nie tylko w literaturze, ale przede wszystkim w życiu. Z tej też przyczyny teksty (czy filmy) zaburzające ten porządek, achronologiczne, wielokrotnie naświetlające ten sam moment z różnych punktów widzenia, nigdy nie cieszą się taką popularnością jak „tradycyjne” fabuły. Seksualność nie ma tu nic do rzeczy, podobnie jak fakt, że literaturę przez wieki tworzyli głównie mężczyźni – bo przecież ci sami mężczyźni te „tradycyjne” modele narracji wraz z przemianami społecznymi i odkryciami psychologicznymi zaczęli podważać i modyfikować.

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Powiedzenie, że seksualność nie ma tu nic do rzeczy jest w takim samym stopniu ideologiczne i dokładnie tak samo odbija pewne założenia światopoglądowe jak twierdzenie przeciwne. Podbudowę każdej teorii w naukach humanistycznych stanowią pewne niesprawdzalne światopoglądowe tezy. To, że w Polsce twierdzenia o wpływie seksualności na twórczość napotykają na taki opór świadczy tylko o słabej adaptacji na naszym gruncie zdobyczy psychoanalizy i feminizmu. Był w polskiej nauce wyraźny moment strukturalistyczny, który pozostawił po sobie przekonanie, iż możliwa jest „obiektywna” nauka o literaturze, natomiast wymienione dwa nurty nigdy nie zdobyły u nas pozycji dominującej. A przecież skoro uznajemy, że przemiany społeczne i odkrycia psychologiczne miały wpływ na ewolucję modelu fabuły, to dlaczego seksualność by takiego wpływu mieć nie mogła? Zresztą twierdzenie, że istnieje „naturalna” skłonność do opowiadania historii w pewien określony sposób stanowi odwołanie się do biologii (mózgu) w takim samym stopniu jak twierdzenie o seksualnej determinacji twórczości.
    Gdyby istniał „naturalny” model rozwoju fabuły, to we wszystkich społeczeństwach opowieści tworzono by według tego samego schematu. Uniwersalny model fabuły próbowali opracować badacze strukturalistyczni, ale jakoś im się nie udało. Wystarczy odwołać się do antropologicznych badań porównawczych, żeby zdać sobie sprawę, że w różnych kulturach ludzie w różny sposób porządkują rzeczywistość. I tak np. są kultury, które w ogóle nie biorą pod uwagę w swoim myśleniu wymiaru czasowego, nie mówiąc już o związkach przyczynowo-skutkowych.

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Dodatkowo proponuję namysł nad taką fascynującą sprzecznością w myśli konserwatywnej: z jednej strony konserwatyści mówią o „naturalnej”, „przyrodzonej” roli życiowej kobiety i mężczyzny, z drugiej energicznie protestują przeciw wszelkim twierdzeniom o wpływie płci czy seksualności np. na twórczość artystyczną. Z tego punktu widzenia mainstream polskiej nauki jest kwintesencją konserwatyzmu i znajduje się na etapie przed Freudem.

  • [Re:]

    Ja nie neguję wpływu seksualności na twórczość artystyczną (jest on dla mnie oczywisty) i nawet słowem nie wspomniałem o „przyrodzonej” roli życiowej kobiet i mężczyzn. Uważam tylko, że tak „chwalone” przez przedmówcę zdobycze feminizmu („opóźnienie” u niego Polski na tym polu odczytuję jako wskazanie wad naszej nauki, choć niedawno media podawały, że tzw. gender studies zdobywają u nas popularność, choć na Zachodzie są już w odwrocie) prowadzą niekiedy – z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy, nieposługującego się naukowym żargonem – do „absurdalnych” nadinterpretacji. Taki właśnie „zdroworozsądkowy” punkt widzenia przedstawiłem, nie negując wcale prawa „uczonych głów” do zabawiania się stawianiem podobnych tez…
    Być może też istnieją kultury, które „nie biorą pod uwagę w swoim myśleniu wymiaru czasowego, nie mówiąc już o związkach przyczynowo-skutkowych”, ale jakoś znaczącej literatury one nie stworzyły.

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Oczywiście, ludy te znaczajcej literatury nie stworzyły, bo znacząca jest tylko literatura białego Zachodu… Jeśli przyjmiemy taki sposób myślenia, to rzeczywiście wyjdzie nam, że istnieje „naturalny” model fabuły.
    Poza tym nie rozumiem skąd dystans wobec tez Filipiak, skoro „wpływ seksualności na twórczość artystyczną jest oczywisty”? Nie widzę też u Filipiak śladu żargonu naukowego. Jej tekst ma raczej wybitnie popularyzatorski charakter.
    A co do popularności gender studies na Zachodzie, to nigdy nie był to wiodący paradygmat, ale jednak zdołał wprowadzić pewne swoje pomysły do głównego nurtu i w tym sensie polska nauka faktycznie jest spóźniona, bo u nas zdarza się negowanie samej zasadności tego rodzaju badań.
    P.S. Uwaga o konserwatyźmie nasunęła mi się tylko przy okazji tej dyskusji, nie odnosiła się do przytoczonych argumentów.

  • [Re:]

    Czekałem na ten zarzut europocentryzmu ;-) – będący w istocie źle pojmowaną poprawnością polityczną. Mogę się nie wiem jak zachwycać np. przekazywanymi ustnie mitami Indian północnoamerykańskich, ale nie zmienia to faktu, że pozostaje ta twórczość zjawiskiem lokalnym jeśli chodzi o krąg odbiorców, swoją popularność i wpływ na literaturę światową, a i pod względem zróżnicowania, głębi ujęcia kondycji człowieka w świecie i społeczeństwie nie dorównuje osiągnięciom choćby Szekspira czy Dostojewskiego. I nie znaczy to wcale, że Indianie są „gorsi” od Europejczyków – bo dzięki antropologii wiemy, że nie ma lepszych i gorszych kultur, są tylko różne – ale że wskutek złożonych przyczyn natury historyczno-gospodarczo-technologiczno-socjologiczno-psychologicznych nie mieli szansy w konfrontacji (także kulturowej) ze światem Zachodu, a sama ich kultura jest zbyt hermetyczna, by taką „światowo znaczącą” pozycję zdobyć. Natomiast dziś nie ma już przeszkód, by ów przykładowy Indianin dzięki własnemu talentowi, zdobytej edukacji i znajomości wielkich dzieł kultury (a więc mimo wszystko dzięki zetknięciu z osiągnięciami kultur dominujących) zaczął zdobywać uznanie dzięki tworzeniu dzieł na miarę Szekspira – i mogłyby one nawet pozostawać w całości w obrębie motywów jego najmniejszego nawet szczepu…

    Co zaś do wpływu seksualności na twórczość, to rozumiem ją jako przekuwanie własnych, indywidualnie intymnych doświadczeń w sferze tożsamości płciowej, seksu i miłości na artystyczny sposób ich wyrażania – ale już teza autorki (ponoć tak oczywista dla profesorów Zachodniego Wybrzeża), że narracja linearna opiera się na wzorcu seksualności męskiej jest – moim zdaniem – bardzo w swym uogólnieniu ryzykowna. Bo ja też mógłbym na poczekaniu stworzyć podobną teorię, np:

    Nie da się chyba zaprzeczyć, że od schyłku XIX stulecia mamy do czynienia z upodmiatawianiem kobiet, zdobywających sobie zastrzeżone dotąd dla mężczyzn prawa i pozycje społeczne, jak i z równoczesnym rozwojem budownictwa wysokościowego. Jedynym możliwym wyjaśnieniem tej zbieżności jest potraktowanie budowy wieżowców jako odpowiedzi mężczyzn na kobiecą emancypację poprzez choćby symboliczne zaznaczenie w przestrzeni miejskiej i krajobrazie ich dominującej pozycji. Ukierunkowanie wertykalne wysokościowców jest wobec tego przejawem męskiej opresji wobec kobiet za pomocą stechnicyzowanej konstrukcji o charakterze fallicznym. Wszelkie tłumaczenia, że wieżowce powstają w zagęszczonej tkance miejskiej i są wyrazem tendencji do osiągania jak największej powierzchni na jak najmniejszej (a i tak wielce kosztownej) działce, a powstawać zaczęły wraz z rozpowszechnieniem konstrukcji stalowych, to anachronizm, dowodzący opóźnienia naszej nauki wobec odkryć profesorów West Coast, co pozostaje nam do szybkiego nadrobienia… ;-)

    A podsumowując tę pasjonującą wymianę zdań: ja naprawdę nie neguję wartości gender studies i doceniam nowe spojrzenie na wiele kwestii, jakie im zawdzięczamy. Czasami mam tylko wrażenie, że wiele teorii zbytnio odrywa się od rzeczywistości czy materiału, na którym bazują. Literaturoznawstwo może i nie rozstrzyga, która interpretacja jest właściwa, ale chyba potrafi wskazać, która z pewnością jest błędna.

  • d.biskupa

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    „[...] np. są kultury, które w ogóle nie biorą pod uwagę w swoim myśleniu wymiaru czasowego, nie mówiąc już o związkach przyczynowo-skutkowych.”

    Ejże, ejże, to jak i o czym oni myślą w tych kulturach? Ktoś to badał?

    Tak na marginesie, bardzo ciekawa dyskusja. Śledzę z zainteresowaniem. Zupełnie nie znam się na humanistyce, ale (a może właśnie dlatego) stanowisko Alexandersona bardziej do mnie przemawia. Narracja linearna jako wynikająca z takiej czy innej skłonności wspólnej ludziom niezależnie od ich kultury brzmi całkiem sensownie.

  • Moje imię

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    „Co zaś do wpływu seksualności na twórczość, to rozumiem ją jako przekuwanie własnych, indywidualnie intymnych doświadczeń w sferze tożsamości płciowej, seksu i miłości na artystyczny sposób ich wyrażania”

    Tratatata „przekuwanie” i „artystczny wyraz”. Zastanawiam się, kiedy dotrze do niektórych odkrycie mechanizmów nieświadomości, które miało miejsce ponad sto lat temu.
    A może poprostu wolimy myśleć, że w pełni kontrolujemy nasze myśli, twórczość, czyny na poziome świadomości?

  • d.biskupa

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Olaboga, a cóż to takiego odkryto ponad sto lat temu? Ja muszę być bardzo niedzisiejszy, skoro lubię sobie myśleć, że się kontroluję na poziomie świadomości. Na przykład, jak piszę komentarz w internecie, to piszę w nim to, co chcę, i jak chcę. Tak samo, jakby mi przyszło do głowy rysować komiks, to też bym to zrobił tak, jak bym chciał. Oczywiście w miarę swoich umiejętności. Nie umiem rysować, więc pewnie nie wyszłoby to tak idealnie, jak bym to sobie wymarzył.

    Tak myślę, ale to pewnie mi nieświadomość kazała…

  • [Re:]

    A czy ja twierdzę, że owo „przekuwanie siebie na sztukę” jest tylko i wyłącznie wykoncypowane przez intelekt? Zapewne i podświadomość – wśród wielu innych czynników – odgrywa tu jakąś rolę. W każdym przypadku indywidualną i odmienną…

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Cały problem polega właśnie na tym, że to według kryteriów naszej kultury to, co stworzył ten przykładowy Indianin jest gorsze od tego, co napisał Szekspir czy Dostojewski. A może z jego punktu widzenia to dzieła Szekspira są nic nieznaczącym bełkotem, który w żaden sposób nie dotyka ważnych dla niego problemów egzystencjalnych? Fakt, że akurat nasza kultura, napędzana uniwersalistycznymi ambicjami chrześcijaństwa oraz logiką kapitalizmu zdobyła dominującą pozycję w świecie, nie oznacza, że musimy ją przyjąć za miarę wszechrzeczy. Tego dotyczy sedno prowadzonego tu sporu: czy dlatego, że sposób tworzenia opowieści w ramach kultur mniejszościowych, niepotwierdzający tezy o uniwersalności pewnego typu fabuły, nie zdobył dominującej pozycji, możemy go pominąć? Moim zdaniem nie. Jeżeli nasze wnioski oprzemy na wybiórczym materiale, to po prostu będą one błędne. Nie o polityczną poprawność tu chodzi, a o poznawczą trafność. Jeżeli systematycznie będziemy rugować z naszych badań wszystko, co pochodzi spoza naszej kultury, a jednocześnie twierdzić, że nasze ustalenia dotyczą wszystkich ludzi, to nie wykroczymy nigdy poza świat wygodnej iluzji, w którym wszystkich i wszystko mierzymy własną miarką.
    Przykład z wieżowcami jest efektowny, jednak nie ma nic wspólnego z prowadzoną tu dyskusją. Psychoanalityczna teoria twórczości literackiej dotyczy związku między seksualnością a tekstem a nie między seksualnością a np. architekturą. Nie wiem, czy seksualność ma wpływ na rodzaj tworzonej przez danego twórcę architektury. Wiem natomiast, że teoria psychoanalityczna dostarcza dość przekonujących dowodów na istnienie związku między seksualnością a tekstem właśnie. Każdą teorię można doprowadzić do absurdu ekstrapolując jej wnioski na dziedziny, z którymi nie ma ona nic wspólnego. Powtórzę więc raz jeszcze: falliczne konotacje architektury nie mają tu nic do rzeczy, bo chodzi tu o związek twórczości literackiej z popędem seksualnym. Tego dotyczyły tezy feministycznych badaczek literatury inspirowanych feminizmem i na tym opiera się rozumowanie Filipiak, jeśli dobrze je rekonstruuję.
    Co do kwestii interpretacji w literaturoznwstwie, to niektórzy badacze twierdzą, że każda interpretacja jest „nadinterpretacją”, bo badacz zawsze nagina tekst do pewnych wyjściowych tez, stanowiących podstawę przyjmowanej przez niego perspektywy badawczej. Tyle tylko, że niektóre sposoby „naginania” tekstu zyskały już społeczną aprobatę, bo np. przeniknęły do systemu edukacji i ludzie zdążyli się z nimi oswoić w trakcie swojej edukacji, inne – jak feminizm – czego dowodzi niniejsza dyskusja – wciąż pozostają marginalne i ich tezy budzą kontrowersje. Chociaż wcale nie są mniej trafne niż usankcjonowane już formy analizy.

  • [Re:]

    Problem polega na tym, że ja nie wyśmiewam ani związku seksualności z tekstem, ani krytyki feministycznej jako takiej, tylko konkretną tezę pani Filipiak. I mam pretensję o to, że nadaje jej ona wymiar uniwersalny jako coś – wobec „najnowszych ustaleń” – niepodlegającego dyskusji (tymczasem to Pan stawia mi ten zarzut w ostatnim zdaniu pierwszego akapitu). Mam wrażenie, że to właśnie ona siedzi w „świecie wygodnej iluzji”, która do wszystkiego przykłada miarę genderową.

    Mówi Pan, że mój „efektowny” przykład nie jest tu na miejscu – fakt, nie dotyczy on „psychoanalitycznej teorii twórczości literackiej”, ale też nigdy tego nie twierdziłem. Ja stworzyłem teorię o związku między seksualnością, rolami społecznymi obu płci a organizacją przestrzeni i architekturą. Teoria została przedstawiona i uzasadniona – wydaje się równie dobra, jak każda inna, teraz tylko wymaga szczegółowych badań potwierdzających i dotacji państwowych. Jako pionier nowego kierunku zastrzegam sobie prawa autorskie… ;-)

    Nie rugowałem też w swojej wypowiedzi dorobku innych kultur – specjalnie nawet zaznaczyłem pewną swoją osobistą nimi fascynację. Zastanawiające jednak, że ów przykładowy Szekspir jest odczytywany i rozumiany przez tak wiele zróżnicowanych względem siebie kręgów kulturowych – mówi bowiem „o ludziach”, gdy ów przykładowy indiański szaman snuje opowieść „jedynie” o wierzeniach swoich pobratymców. Nie mówię też, że Zachód jest „lepszy”, tylko że w pewnym momencie – by posłużyć się obrazowym przykładem – łukom „Innych” przeciwstawił skonstruowane przez siebie karabiny. W pewnych okresach bowiem pewne kultury wykazują większą innowacyjność, mobilność, zdolność organizacji czy po prostu siłę militarną niż inne. Co nie znaczy, że ich przewaga jest wieczna, a „Tamtych” należy z historii usunąć wraz z całym ich dorobkiem…

  • Przemek

    [Re: Precyzyjna kolistość *]

    Twierdzenie Filipiak nie pretenduje do uniwersalności, bo ona przyjmuje możliwość innych wzorów fabuły, jej teza dotyczy wyłącznie intrygi klasycznej powieści. A tym bardziej nie odnosi się np. do wszystkich utworów pisanych przez mężczyzn. Nie miejsce tu na dokładną dyskusję nad tym, ale w psychoanalizie seksualność męska nie musi oznaczać seksualności anatomicznego mężczyzny, jest to mówiąc najogólniej typ seksualności skupionej na centrum (fallusie), w odróżnieniu od „rozproszonej” seksualności kobiecej. Ale może on też być udziałem kobiety, podobnie jak seksualność „kobieca” – udziałem mężczyzny.
    Co do Pańskiej teorii, proszę wybaczyć, ale wydaje mi się słabiej uargumentowana (jeden akapit) niż psychoanalityczna teoria twórczości literackiej (całe tomy), stąd w mniejszym stopniu mnie przekonuje. No i nijak ma się do dyskusji o literaturze.
    Co do Szekspira, to nie jest on odczytywany przez różne kręgi kulturowe, tylko przez te kręgi, do których dotarła kultura Zachodu. Zachód zdominował świat ekonomicznie, ale i kulturowo – narzucając innym własny kanon pisarzy. No i oczywiście nie snuje on opowieści bardziej uniwersalnych niż indiański szaman. Tragedie Szekspira są tak samo zanurzone w pewnym szczególnym kontekście kulturowym, jak opowieści szamańskie. Tyle że dla nas – i dla wszystkich, którym Zachód narzucił swoje kategorie myślowe – jest to kontekst zrozumiały sam przez się, bo jest kontekstem naszej kultury, natomiast kontekstu szamańskiego nie znamy, dlatego tamte opowieści wydają nam się partykularne, a nasze uniwersalne.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa