- homiki.pl - http://homiki.pl -

Postulaty

[1]

Zastanawiam się nad tym, dlaczego tak długo to wszystko musi trwać. Oczywiście mówię tu o walce o nasze prawa, o braku odpowiedniego prawodawstwa, o homofobii w społeczeństwie. Dzisiaj przypomniała mi się koncepcja backlash'u. Backlash to zjawisko polegające na wzmocnieniu się postaw antagonistycznych. W skrócie – czarni domagają się praw, dostają pewne przywileje, ale gdy chcą więcej, biali zaczynają z większą werwą domagać się odebrania im wcześniejszych. Chyba dobrze to wytłumaczyłem? Ale co to ma do LGBT w Polsce? Zastanawiam czy po wielkiej homofilności, która nastąpiła wraz z rządami Giertycha nie znaleźliśmy się teraz właśnie w takim okresie – odwrotu. Obecny rząd nie ma zamiaru zaprzątać sobie głowy sprawami drażniącymi (no z in vitro jakoś wylecieli, ale to raczej sprawka Gowina niż całego klubu), a społeczeństwo przyzwyczaiło się do wizerunku geja-grzecznego-chłopca, takiej ryby co to pływa, ale już nie może poprosić o zmianę wody. Z drugiej strony backlash możemy zauważyć w naszym środowisku – kiedy nie było klubów, a słowo gej w mediach występowało obok słowa pedofil i złodziej ludzie chcieli coś z tym zrobić, założyli portale, stworzyli paradę, festiwale homiczne i tak dalej, ale kiedy zaczęliśmy się domagać konkretnych praw to wiele osób nagle się wycofało, zaczęło atakować swoje środowisko. Można powiedzieć, że dokonali symbolicznej apostazji, bo gdy środowisko lgbt stało się faktem, wiele osób postanowiło z niego wystąpić. A wszystkie te myśli nachodzą mnie z okazji zbliżającej się rocznicy Stonewall, która dla amerykańskich ciotek będzie wielkim świętem z okazji czterdziestu lat walki o równość, w której odnieśli gigantyczne sukcesy. Dla nas chyba będzie to smutne święto, bo przez 20 lat od upadku komuny nie uzyskaliśmy praktycznie nic. A to, że zmieniło się społeczeństwo i, że jest więcej jawnych gejów to nie jest zasługa ruchu lgbt a po prostu większego otwarcia się społeczeństwa i pretendowania do „zachodniej” nowoczesności. Po 20 latach nie ma lidera/liderki, który by to środowisko wziął za łeb i zrekrutował. Za to są sądy, ploty i opluwania. Niby mamy Raczka, Piroga i innych celebrytów, ale dla nich „homofobia się już skończyła”, że tak przytoczę to co powiedziała starsza połówka „najpiękniejszej pary”.

Obserwowałem ludzi na Manifie i mam wrażenie, że Parada jednak w Manifie nie szła – a i szkoda, bo może by się kilka osób nauczyło jak się robi pochody – polityczne, z celami, z przesłaniem, celebrytami, muzyką i wszystkim tym co na dobrym marszu powinno być. Parada w przeciwieństwie do Manify nie jest w ogóle polityczna, dla zewnętrznego obserwatora jej jedynym celem jest dobra zabawa uczestników i wielka zbiorowa pokazówa. No i w Paradzie Manifa jednak idzie, bo to właśnie manifowa społeczność ma świadomość polityczną, a nie paradowa. Le Bona „Psychologia tłumu” to obecnie przeżytek, ale pisze on tam coś takiego: Idee, aby mogły stać się własnością tłumu, powinny otrzymać jak najprostszą formę, dzięki temu uproszczeniu ulegają one gruntownym przekształceniom. No właśnie – idee Manify było jasne, proste i przedstawione, a kto wie jakie są idee Parady? Kto je słyszał w mediach? Nie mówię o nas, bo my wiemy jakie postulaty mamy, ale chodzi przecież o przekonanie nieprzekonanych, na przygarnięcie zbłąkanych duszyczek, że tak homiletyką pojadę. Backlash, w którym się znaleźliśmy może odbić się właśnie na Paradzie – zostały trzy miesiące do wydarzenia (13 czerwiec), a spotkanie inicjatywne odbyło się jedno, Fundacja szuka wolontariuszy w desperackim stylu (na Homikach ogłoszenie o wolontariacie zostało zmienione przez redakcję, co by było bardziej adekwatne). A gdyby tak zrobić paradę polityczną, bez wozów, tańców, śpiewów? Nie licytujmy się cyframi, pobijaniem rekordów frekwencyjnych. I nie nazywajmy tego wydarzenia Paradą Równości – jakiej równości moi drodzy? To nie jest parada, parady urządza się z okazji zwycięstw, rocznic i doniosłych – radosnych – wydarzeń. To jest marsz, marsz wykluczonych, nierównych, i tych, których ta nierówność boli. Powiedzmy wprost – to jest Marsz Innych, a nie Parada Równości. Dość mam tej strategii kamuflażu, udawania, szukania wspólnej tożsamości z heteroseksualnym społeczeństwem, której nigdy nie odnajdziemy. To ma być wydarzenie wywrotowe, queerowe, a nie podporządkowane heteronormatywnemu dyskursowi. Pamiętacie jak na pierwszych paradach ludzie szli w maskach, co by ich nikt nie sfotografował i nie wyoutował w prasie? I to jest myśl – wyjdźmy w maskach (nawet gazowych), wyjdźmy wściekli i źli, nie uprawiajmy polityki miłości w odpowiedzi na politykę pogardy i niezrozumienia, która nas otacza. Przestańmy się oszukiwać. Niech przyjdzie na paradę tłum zideologizowany, a nie żądna rozrywki i fajerwerków zbieranina. Może być nas znowu 100 osób, ale będziemy mieli konkretne postulaty – bo te tańce na platformach to fajne są, ale w Amsterdamie, a u nas chodzi o postulaty, za przeproszeniem – my walczymy o godne życie, a nie o możliwość tańca na ulicach. I nie odczytujcie tego jako propozycji zakazu dragów, przegiętości i różowości, ale niech przyjdą wściekłe dragi, wkurwione cioty, a nie… Toro na ulicach. Uczmy się od sióstr!

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com [2]

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot [3]

rocznik 86, pracownik, księgarz