Tęczowe wyjście z mroku, odc. 6

…tu dowiecie się, co zdarzyło się wcześniej.
14

Marcina zdumiewało wiele rzeczy dziejących się ostatnio w jego życiu, ale po wizycie w podziemiach kawiarni niewiele rozumiał. Nie poznał szczegółów dotyczących organizacji QueersAttack, zasad jej działania i funkcjonowania. Konrad umiejętnie odwracał jego uwagę od spraw, do których jeszcze nie był przygotowany. Choć spotykali się od kilku dni, to niewiele rozmawiali o organizacji. Zbywał go zdawkowym: wkrótce wszystkiego się dowiesz. Ufał mu i instynktownie czuł się bezpiecznie we wzajemnej relacji.Nie była to miłość, ale luźny związek opierający się na sympatii, życzliwości i pożądaniu.

Któregoś dnia szef zaskoczył Marcina, dając wypowiedzenie z natychmiastowym skutkiem i sześciomiesięczną odprawę z zaległymi premiami. Powodem był jego stan cywilny. Marcin pozostawał wciąż kawalerem przed trzydziestką, co w obecnej dobie politycznej rzucało na niego cień podejrzeń.

- Nie obraź się Marcinie. Jesteś dobrym pracownikiem, ale muszę dbać o wizerunek firmy – oznajmił szef w obecności księgowej – I nie mam nic do gejów! – puścił oczko wręczając świadectwo pracy.

Marcin nie krył zaskoczenia, choć tak naprawdę było mu wszystko jedno. Już miał na końcu języka krzyknąć „Tak, jestem pierdolonym pedałem!”, ale nie stracił zimnej krwi. Szef kontynuował:

- W innych okolicznościach awansowałbym cię, bez dwóch zdań. Ale sam rozumiesz, zobacz zresztą.

Odczytał mu świstek z pieczęcią dyrektora jakiegoś departamentu, który rozesłany został do wszystkich firm w kraju. Tekst napisany został typowo urzędniczym bełkotem.

Szanowni Państwo,
Uprzejmie informujemy, że nasze wysiłki na rzecz wyeliminowania propagandy homoseksualnej skupiły się tym razem na kawalerach i pannach po dwudziestym piątym roku życia. Żadna zdrowa jednostka społeczna nie powinna w tym wieku nie pozostawać w związku małżeńskim. Jednostka, która nie podporządkuje się naszej inicjatywie parowania oraz związywania węzłem małżeńskim naraża się na podejrzenia o złe prowadzenie się. Dlatego apelujemy do wszystkich pracodawców o eliminowanie ze swoich zakładów pracy oraz firm niezdrowych jednostek, którzy mogą być „wstrętnymi pederastami”. Równocześnie, jednostki wyżej wymienione mogą pozostawać w związkach służbowych z firmami, gdy wypełnią stosowną Deklarację Heteroseksualisty, którą pracodawca ma obowiązek wysłać do Instytutu Prawdy o Skłonnościach. W wypadku nie podjęcia takowych działań pracodawca, w myśl art. 33 Kodeksy Cywilno-Moralnego ma obowiązek zwolnić w/w jednostkę ze stosunków służbowych pod groźbą kary finansowej.
P.o. Sekretarza Departamentu Cnoty i Występku
Kazimierz O…

- Sam widzisz. Nie będę narażał cię na upokorzenia z lojalkami. Ale nie chcę mieć kłopotów i trafiać co chwilę na listę osób propagujących homoseksualizm. Biznes to biznes. Myślę, że to uczciwa wymiana i podziękowanie za twoją ciężką pracę. Jak się ożenisz, daj znać, a zatrudnię cię od razu – kontynuował szef – Marcinie, ja wiem, że jesteś homo. Widzę to w twoich oczach. Nie pytaj czemu – szepnął mu czule do ucha – Mam nadzieję, że pozostaniemy przyjaciółmi – Położył rękę na jego kroczu, poruszał rytmicznie palcami przez chwilę i równocześnie całował go z języczkiem.

- I widzisz, co narobiłeś – Dodał spoglądając na wybrzuszenie w spodniach – Do zobaczenia.

Marcin osłupiały wpatrywał się kształtne ciało swojego szefa Jacka znikające za drzwiami. Jego pocałunek mimowolnie wywołał w nim erekcję. Jacek był czterdziestoparoletniem biznesmenem. Ładnym, szczupłym, zadbanym, eleganckim. Zwracał na siebie uwagę dobrymi garniturami i znakomitymi dodatkami. Miał żonę i dwójkę prawie dorosłych już dzieci. Dorobił się majątku na nowych technologiach, teraz prowadził firmę informatyczną, raczej nie dla pieniędzy, bo tych miał sporo. Po to, by udowodnić sobie, że potrafi zaczynając od zera rozkręcić niezły biznes i poza kasą – mieć z tego frajdę. Marcin nigdy nie spoglądał na niego jako obiekt seksualny, dopiero ten namiętny pocałunek, któremu nie potrafił się przeciwstawić, sprawił, że nogi mu się lekko ugięły. – Rzeczywiście jest wspaniały – Rozmarzył się w myślach – I do tego homo? Bi? Kurcze! – docierało do niego powoli, co się wydarzyło. Na ziemię sprowadziło go wypowiedzenie. Spojrzał do papierowej teczki i znalazł tam prywatny numer do Jacka, znakomite referencje oraz czek ekstra. – Tyle kasy, na cały rok. Jacek naprawdę się mną przejął.

Spakował rzeczy, nawet nie pożegnał się z kolegami i koleżankami z pracy, wyruszył przed siebie. Usiadł na ławeczce w parku i rysował patykiem po ziemi jakieś kreski, kółka, kwiatki zastanawiając się, co począć ze swoim życiem.

- Gdzie ja pracę znajdę. Czy mam się ożenić tylko po to, by na chleb zarabiać? – myślał uparcie.

Dźwięk komórki wybudził go ze słonecznej majowej kąpieli.

- Marcinie, przyjdź pod największy pomnik dziecka poczętego w mieście. Usiądź na najbliższej ławce i na trzynastej będziesz miał w oddali lokal gastronomiczny. Wejdź od zaplecza. Czekamy na ciebie.

Nie zdążył rozpoznać rozmówczyni. Był to niski zmysłowy kobiecy głos, który zapierał dech z wrażenia. Domyślił się kto go wzywa. Tylko nie wiedział po co. Wsiadł do najbliższej wolnej taksówki i udał się pod wskazany adres.

Pod pomnikiem dziecka poczętego panował przyjemny nastrój. Ładnie obsadzony brzózkami wzgórek mienił się odcieniami świeżej zieleni. Usiadł na ławce vis a vis pomnika i przez chwilę kontemplował jego kształt. Na sporym zgeometryzowanym cokole ustawiona została kilkumetrowa figura dziecka w szóstym miesiącu ciąży. Obrazek ten widniał także na logo partii Rodzina Silna, która zainicjowała akcję pomnika w każdej wsi i w każdym mieście. Marcin zdawał sobie sprawę z blefu, którym Rodzina karmiła społeczeństwo. W żadnym cywilizowanym świecie nie wykonuje się aborcji na życzenie będąc w szóstym miesiącu.
- Chory ten kraj – Pomyślał – Nie, nie tylko chory, popierdolony, faszystowski, skretyniały. Nie – motał się w myślach – Nie, nie kraj. Nasz kraj jest piękny. To moje miejsce na ziemi. Kocham te brzózki w parku. To społeczeństwo jest popierdolone. Zaściankowe, zamknięte i mocno przestraszone. Co im kurwa przeszkadza w osobistych wyborach życiowych drugiej osoby? No kurwa co?

Zdenerwowany ruszył pod wskazany adres. Dotarł do zaniedbanego budynku z czerwonej cegły. Przypominał dworzec kolejowy. Na fasadzie majaczył na wpół zniszczony napis „CAFE BAR”. Przez brudne szyby zajrzał do wnętrza. Rozwalony bar gastronomiczny skropiony promieniami słońca wpadającymi nieśmiało do środka wyglądał koszmarnie. Wszedł w podwórko przez zdezelowaną bramę i dotarł do masywnych zardzewiałych stalowych drzwi. Szarpnął za nie i przecisnął się do środka. Wąski korytarz wyglądał jak nora piwniczna, choć mieścił się na parterze. Rozglądał się niespokojnie, gdy nagle ktoś chwycił go rękę. Przestraszył się i podskoczył. Huk zamykanych drzwi sprawił, że nora pogrążyła się w ciemnościach. Milcząca nieznajoma ręka prowadziła go jakimiś schodami pod górę. Stopniowo wyłaniała się przestrzeń komunikująca dawną świetność lokalu. Wciąż było mroczno i ciemno. Weszli do olbrzymiej kuchni, przesuwali się między piecami i blatami. Dotarli do szatni lub jakiegoś pomieszczenia gospodarczego. Pajęczyny na suficie ocierały się o włosy Marcina. Weszli do olbrzymiej szafy pancernej zamontowanej na całej długości ściany. Zamknęły się za nimi drzwi. Tajemniczy towarzysz uchylił wieko w podłodze. Ich oczom ukazała się potężna otchłań, z której wydobywały się promienie sztucznego oświetlenia. Schodząc w dół, Marcin naliczył trzydzieści stopni. Schody były bardzo strome, więc musiał trzymać się obu poręczy tak mocno, by się nie poślizgnąć. Sylwetka jego opiekuna idącego przodem stawała się coraz bardziej wyrazista i odbijała się w poświecie jarzeniówek. Dotarli do wielkiej sali piwnicznej, niemal niezapełnionej przedmiotami. Na środku stał wielki dębowy stół z kilkunastoma krzesłami.

- Usiądź i poczekaj chwilę – Tajemniczy opiekun zniknął za zasłoną.

Marcin usłyszał zbliżające się głosy. Ujrzał arcybiskupa Świekrę, a za nim pięć osób, których twarze skądś kojarzył, ale nie potrafił sobie przypomnieć. Wszyscy usiedli przy stole. Tajemniczy przewodnik położył na stole obrus, przyniósł kawę i ciastka, po czym zniknął.

- Witaj Marcinie, no mój kochanieńki – Zaczął przemowę Antoni. Uśmiechnął się ciepło, po czym nagle spoważniał – Czas byś się wszystkiego dowiedział, bo masz misję do spełnienia. Ale najpierw przedstawię cię pozostałym biesiadnikom.

Biskup zaczął od Dariusza, niegdyś szefa wpływowej organizacji Tęczowa Rurka, która działała na rzecz wyzwolenia gejów i lesbijek. Dariusz był teraz posiwiałym trzydziestopięciolatkiem, niegdyś energiczny i błyskotliwy, teraz wyglądał jak siedem nieszczęść. Opowiadał, że od pięciu lat musi się ukrywać, zmieniać tożsamość i starać się jakoś walczyć. Kilka razy otarł się o śmierć. Dwa razy uniknął cudem śmierci, w jego samochodzie znaleziono ładunki wybuchowe, na szczęście źle zamontowane. W zamieszkach na paradzie równości stracił życie jego partner życiowy. Kibole z Młodzieży Silnej zaczaili się na niego i zawlekli na śmietnik w pobliżu trasy przemarszu. Media początkowo pisały o tym sporo, jednak z czasem sprawa się wyciszyła. Oprawców nie znaleziono.

- Mam osobisty cel – Mówił Dariusz prawie płacząc – Zemszczę się na tych skurwysynach. Jeszcze nie teraz… Ale popamiętają mnie.

- Ja nazywam się Angela. Pewnie pamiętasz mnie z felietonów w … i z telewizji. Pamiętasz nagonkę na feministki siedem lat temu? Wściekłe Suki, co wysadzały pomniki dziecka poczętego i kościoły? Pamiętasz jak ten skurwiel Frank wybił się do władzy, bo wymyślili sobie dupki Centralne Biuro Antyaborcyjne? – Marcin skinął głową, nie chcąc wchodzić Angeli w zdanie – No więc się również ukrywamy. I wcale nie jest nas mało. Kobiety w tym kraju umierają z powodu źle wykonanej aborcji. Tak mój drogi, szydełka wciąż są na topie. Walczymy z tym, pomagamy kobietom, zgwałconym dwunastolatkom, ale po cichu. Przecież za mną unosił się list gończy, bo stałam z megafonem pod sejmem i darłam się w niebogłosy, że brzuch kobiety to tylko i wyłącznie jej sprawa. Ile z moich sióstr rozgromiła ta banda faszystów? Ale widzisz – Poprawiła okulary i przetarła je obrusem – Jakoś dajemy radę, trzeba to zwalczyć.

- Jestem Ivette, najpopularniejsza niegdyś lesbijka w tym kraju. Też musiałam się kryć po nagonce. Jestem na emigracji wewnętrznej już kilka lat. Teraz to w ogóle nie mam szans na ujawnienie się. Co ja pieprzę – Spojrzała na arcybiskupa i od razu przeprosiła w żartach za wulgaryzmy w jej ustach – nie mam szans na życie. Ale dbamy wciąż o lesbijki, by jakoś znosiły ten koszmar.

Ivette była korpulentną dziewczyną. Zasłynęła onegdaj przemówieniem pod sejmem, w którym nazwała Franka faszystą. Jej zdjęcia obiegły cały świat, gdyż po tej akcji została dotkliwie pobita i pół roku leżała w szpitalu. Sprawców nie znaleziono oczywiście. Choć, jak pisała w swych opublikowanych w małym nakładzie pamiętnikach, widziała znajome twarze z Młodzieży Silnej. Znajome, gdyż fanatycy często prześladowali ją na paradach i w życiu codziennym. Marcinowi zrobiło się żal Yvette. Lubił jej publiczne wystąpienia. Zawsze dobrze reprezentowała gejów i lesbijki w mediach. Była śmiała przed kamerami, prowokująca czasem, ale zawsze skuteczna. Niejeden polityk homofob został przez nią skompromitowany na wizji.

Pozostała dwójka to piędziesięciolatkowie, para Marcin i Adam. Niegdyś jako pierwsi dokonali publicznego coming outu w znanym programie telewizyjnym. Potem założyli organizację dla gejów i lesbijek żyjących w związkach monogamicznych. Oferowali wspólne wycieczki, kursy wendo, kontemplacji oraz zwykłą sądziedzką pomoc. Z czasem jako jedyni z pierwszych zaczęli lobbować na rzecz rejestracji związków partnerskich. Byli o krok od celu, gdy nieoczekiwanie lewica, która obiecała pomoc w tej sprawie i rządziła wówczas, wmieszała się w największą aferę gospodarczą kraju. Wykorzystała to prawica, zwłaszcza Rodzina Silna, która cynicznie żerowała na tematach aborcji oraz związków partnerskich wespół z hierarchiami kościelnymi, atakowała bezpardonowo gejów i lesbijki w mediach oraz w kontaktach mniej oficjalnych. Buntowała społeczeństwo tak skutecznie, że gdyby nie odmowa poparcia w ostatniej chwili przez Antoniego Świekrę i jego dzielnych maszynek do głosowania, Rodzina zdobyłaby większość w parlamencie. Tak fanatyczna prawica została rozdrobniona, ale ziarno posiane przez żołnierzy Franka kiełkowało. Nieoficjalnie to on rządził w koalicji, choć jego partia nie była najliczniejszym ugrupowaniem.
Marcin i Adam wciąż byli razem. Zostali wrogami numer jednen, gdy Adam, który był dziennikarzem w niegdyś lewicowym piśmie, ujawnił romans wysokopostawionego polityka z jego asystentem, tudzież innych działaczy kryptohomoseksualnych, których w Rodzinie Silnej było na pęczki. Obaj byli niebezpieczni dla prawicy ze względu na wielką wiedzę, skrupulatnie zbierane pogłoski i rozwijane dochodzenia obnażające hipokryzję i cynizm polityków.

- Wiemy, że outowanie na siłę jest nieetyczne, ale to jedyna droga, którą możemy podążyć – Powiedział Marcin, popijając kawę – Wiem, Antoni i Angela – zwrócił się do biesiadników – Że nie popieracie tego, jako zbyt miękką strategię naszych działań, ale ja brzydzę się przemocy i Marcinie musisz o tym wiedzieć, by nas lepiej rozumieć.

- Bardzo się różnimy między sobą, ale jakoś działać trzeba – dopowiedział Marcin.
Skoro już nas znasz, czas byś się dowiedział po co cię tu przyprowadziliśmy – oznajmił uroczystym tonem arcybiskup – Pewnie się dziwisz,- co ja robię w tym towarzystwie. To długa historia, niemniej najpierw trzeba zjeść obiad. Przejdźmy więc do kuchni.

cdn…

Autorzy:

zdjęcie Janek Kowal

Janek Kowal

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 267; nazwa: JanekKowal




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa