Tęczowe wyjście z mroku, odc. 5

Zapraszamy na kolejny odcinek grafomańskiej i kiczowatej powieści „Tęczowe wyjście z mroku”. Osobom, które z pasją dodają po kilka negatywnych komentarzy pod odcinkiem (każdy z nich pod innym nikiem oczywiście, choć z jednego komputera), przypominamy, że Mniszkównę i Rodziewiczównę można znaleźć w każdej osiedlowej czy gminnej bibliotece.

A tu dowiecie się, co zdarzyło się wcześniej.

12

- Co masz dla mnie? – Mariola spytała wyniośle, gdy ledwo co Beata odebrała telefon.

- Cześć Mariola. Mam mały problem.

- Jaki kurwa problem. Jesteś najbardziej powtajemniczaną laską w tym popierdolonym kraju. Kurwa Beata? Jaki problem?

- Nie złość się – sekretarka próbowała załagodzić sytuacje – Po prostu, policja nie dopuszcza mnie już do biura, bez komputera nic nie załatwię. Zabanowali mnie na amen, bo trwają czynności procesowe, sama wiesz zresztą.

- Załatwię to od ręki. Co ci jest potrzebne? Dysk? Laptop Franka? Jakieś notatki? – dopytywała gorliwie Mariola zaciągając się głośno papierosem.

- Mój komputer z biura, a właściwie dostęp do niego na chwilę. Załatwisz?

- Już dzwonię gdzie trzeba. Przyniosą ci wszystko do hotelu i zamontują. Albo co ja kurwa się Frank nie nazywam? Trochę wpływów mam jeszcze wśród tych durni.

Beata nie mieszkała już w pokoju na komendzie. Wice Rodziny Silnej Mojżesz Studnia załatwił jej apartament w hotelu, w którym partia miała swoje udziały. Beata dalej mogła wykonywać swoją pracę, dopóki nie odbędzie się zjazd członków delegatów i nie wybiorą nowego prezesa partii. Nie mogła zamieszkać w swoim mieszkaniu. Prasa nie dałaby jej spokoju, sąsiedzi tym bardziej, bo widzieli ją w telewizyjnej transmisji pogrzebu, gdzie komentator przedstawił ją z imienia i nazwiska. Osiedle, na którym mieszkała, oszalało na jej punkcie. Nagle wszyscy wiedzieli kim jest ta niepozorna trzydziestolatka. Sąsiedzi byli dumni i chodzili z podniesionymi głowami. W warzywniaku i spożywczym wszyscy dopytywali się o TĘ panią sekretarkę, rozpowiadali niestworzone historie, każdy chciał choć odrobinę umoczyć się w blasku jej sławy. Nieoczekiwanie Beata stała się znaną postacią, na szczęście dla niej tylko w okolicy.

Beata była więc pod szczególną ochroną. Dalej prowadziła coś na kształt biura. Odpowiadała na korespondencje, słała listy dziękczynne do ofiarodawców i fundatorów pomników dzieci poczętych. Wice przebąkiwał o tym, że Beata miałaby prowadzić fundację do spraw dziecka poczętego i antyhomoseksualną – oczywiście imienia Ramona Franka. Więc Beata jako prawniczka przygotowywała dokumentację, statut i szukała członków zarządu fundacji.
Wciąż miała przy sobie zamkniętą białą kopertę pachnącą piżmem, ale schowała ja głęboko razem z innymi papierzyskami, nie chcąc się zajmować rzeczami, które wydawały się być nieważne. Monotonię biurową przerwał telefon komisarza Bocona.

- Pani Mariolu, tutaj Bocon – mlasnął przeraźliwie, aż Beata wzdrygnęła się na samą myśl o spotkaniu z tym oblechem – Zaraz chłopcy wniosą pani komputer i zamontują. Przeszukaliśmy go i co potrzebne wzięliśmy, ale nic nie kasowaliśmy.

- Dzień dobry, to dobrze. Mam sporo pracy, dokumenty z komputera są niezbędne. Wie pan pewnie, że fundację zakładamy.

- Tak, tak. Przesyłam pani też laptopa Ramona. Już nam nie jest potrzebny, a pani będzie wiedziała, co z nim zrobić. I proszę pozdrowić panią Frank. Taka nieszczęśliwa kobieta. Aż przykre. A do tego taka piękna… No nic. Proszę dzwonić, jak będzie czegoś pani potrzebowała – nastąpiła chwila ciszy – Jestem do usług – dokończył rozmowę mlaśnięciem.

Komputer stał już na biurku. Wszystko wydawało się nietknięte. Beata odnalazła plik o nazwie DŁUŻNICY. Był to obszerny spis wszystkich osób, którym partia pomogła i od których oczekiwała, w razie najrozmaitszych sytuacji, lojalności. Frank kazał Beacie skrupulatnie odnotowywać wszystkie dostępne informacje o petentach. Lista liczyła ponad dwadzieścia tysięcy nazwisk: od prostych rolników, którzy stali się dzięki partii radnymi gminy lub sołtysami, po największe szychy: dyrektorów banków, ważnych państwowych spółek oraz samych ministrów. Obok imienia i nazwiska zamieszczone były informacje o życiu osobistym. Taki mały wywiad zakończony datą podpisaniem lojalki. Partia miała silne wpływy w terenie i umiała egzekwować należności.

Nie namyślając się Beata w wyszukiwarce wystukała hasło GINEKOLOG. Jej oczom ukazało się kilkadziesiąt nic jej nie mówiących nazwisk. Lista ta ułożona była według oczywistego klucza: najwyższe numery oznaczały wielkie szychy z sygnaturą BD, co Ramon rozwijał jako BARDZO DŁUŻNY, środek listy zaś oznaczono samą literą D. Pozostała reszta wskazywała na nic nie znaczące płotki. Równie dobrze sekretarka mogła zadzwonić do ministra, jak i do zwykłej szarej ginekolożki, której partia pomogła w dostaniu się na specjalizację do renomowanego szpitala i zapewniła stypendium. Jednak w sprawie aborcji nie było to takie proste: Mariola Frank była osobą powszechnie znaną. W grę wchodził jedynie wyjazd za granicę. Co przy bogactwie i wpływach Marioli nie stanowiło problemów. Beata wzięła się do pracy.

- Pani Frank jedzie na górę – głos recepcjonistki zabrzmiał w słuchawce, którą Beata chwyciła bez zastanowienia. Nim odłożyła rozległo się pukanie do drzwi.

- Cześć kochanie, nie mogłam czekać. Na dupie usiąść nie mogą, ni cholery – Mariola podeszła do Beaty i pocałowała ją w policzek.

Wyglądała jak zwykle oszałamiająco. Czarna obcisła suknia podreślała jej znakomita sylwetkę. Blond włosy spięte w kok schowane były pod granatowym kapeluszem. Mimo ciepłego dnia zdecydowała się włożyć kozaki na wysokiej szpilce oraz skórzane rękawiczki. Czerń ubioru przełamany został czerwienią, która nieodłącznie towarzyszyła Marioli na ustach. Ledwo co weszła, od razu sięgnęła po papierosa.

- Och, widzę, że dostałaś mój apartament. Świetnie. Sama go projektowałam. Najbardziej lubię sypialnie.

Kokieteryjnym krokiem skierowała się do pokoju obok. Otworzyła drzwi, podeszła do łóżka i wygładziła zmięty róg pościeli.

- Co to za obsługa, że nie potrafią słać porządnie łóżek. Chyba napiszę o nową książkę o tym, jak w porządnej patriotycznej rodzinie powinno się łóżka słać.

Zaśmiała się nonszalancko.

- Chodź Beata, tu możemy rozmawiać w spokoju. Wiesz, zadbałam o to, by nie było w sypialni podsłuchów. Przed twoją przeprowadzką moi chłopcy osobiście sprawdzili ten pokój. No siadaj! – wskazała miejsce obok niej na łóżku.

- No więc – Beata zaczęła niepewnie – No więc, tutaj nie zrobisz aborcji. Nie ma szans, za duże ryzyko. Co prawda mam kilka zaufanych nazwisk, ale sprawa jest zbyt poważna. Jesteś zbyt znana.

- No kurwa jestem, wiem, nie chce u nas się skrobać. Ale muszę. Kurwa muszę – kwiliła Mariola jak zbity pies.

- Wymyśliłam, że wyjedziesz za granicę. Dostaniesz nawet rządowy samolot. Oficjalnie wylądujesz w luksusowym hotelu, pojedziesz na spa czy coś takiego na trzy dni. Odpocząć na narty, już sama wymyślisz, co wolisz. To znaczy, jaką bajkę sprzedasz mediom, bo wiedzieć muszą. Załatwiłam na jutro samolot, zabieg masz pojutrze, w hotelu się wszystkiego dowiesz. Już zapłaciłam z góry z partyjnych pieniędzy. Oczywiście jako żona Franka jedziesz tam odpocząć po zamieszaniu, taką wersje dostał zarząd. Potem naładowana wracasz i zakładasz ze mną fundację. W hotelu dowiesz się wszystkiego, pojedzie z tobą kierowca Franka. On jest pewny i dostał wszelkie wytyczne. Lubię go nawet. Zresztą znasz go…

- Znam, kurwa znam, oj znam tego ogiera…. – Mariola nagle przerwała Beacie – To ten buchaj zmajstrował mi brzuch… I to wszystko pod okiem Franka. Zresztą…
Przerwała nieoczekiwanie, sięgnęła do torby po kosmetyczkę, wyjęła z niej lusterko i konturówką poprawiała usta.

- Zresztą Ramon pozwalał mi się z nim bzykać po tym jak nas raz nakrył. Taki mieliśmy układ. Ja znikam z mediów, on dalej rządzi w partii i na pocieszenie, bo wiadomo, że dla żony czasu nie miał, dał mi chłopca miłego.

- Mariola, to wasze sprawy. Nie opowiadaj mi wszystkiego – Beata oponowała. Zrobiło jej się przykro. Zawsze lubiła kierowcę. Plotkowali razem, nabijali się z szefa i ufała mu.

- Nie, nie, kochana, musisz wiedzieć wszystko. Teraz to nie ma, że boli. Wpakowałaś się w gówno, czyli mego męża nieboszczka, wiec tylko tobie ufam. Muszę się kiedyś wygadać – znów poczuła się bezradna jak dziecko. Wtuliła się w Beatę i tak siedziała oparta głową o jej ramię.

- Poza tym – kontynuowała – Ramon też korzystał z jego usług. Wiesz, ze był biseksem. Dobre co? Największy homofob w tym kraju był biseksem! – zaśmiała się – Wiesz, że lubił być posuwany od czasu do czasu. A wierz mi, moja droga, Radzio nasz najdroższy ma czym posuwać…

Nie dokończyła. Beata uciekła z wrzaskiem na korytarz. Kotłowało się w niej. Nie z powodu opowieści Marioli, bo te zlewała ciepłym moczem. Znała Franka i nic nie było w stanie ją zaskoczyć, nawet seks homoseksualny.

Zrozumiała nagle, że stała się trybem w ich maszynie. Niemal jak służąca zamiatała wszystkie sprawy pod dywan. Za dużo z siebie dawała. I to za jaką cenę? Kilka tysiaków.
Przemknęła na balkon zaczerpnąć świeżego powietrza. Zakręciło jej się w głowie. Beata pomyślała, że świat jest zbyt piękny, by marnować życie na pracę w biurze. Co ja tu do cholery robię?

- Beata! Beata! – Mariola przybiegła po chwili – Przepraszam cię kochanie. Ty masz tyle na głowie. Jutro wsiadasz w samolot i lecisz na wakacje. Ja już załatwię wszystko jednym telefonem. Ty też musisz wypocząć. Wieczorem dostaniesz bilety, kasę i ciuchy. Niech będzie to niespodzianką, więc na razie ci nic nie zdradzę. To taki mały prezent ode mnie.
Chwyciła ją za rękę i szepnęła do ucha:

- Dzięki za wszystko. Nie zapomnę ci tego nigdy…

13

Beata wypoczywała na Majorce zupełnie nieświadoma piekła, które rozegrało się na partyjnej scenie politycznej. Po śmierci Franka i dwutygodniowej żałobie narodowej nastąpiło małe trzęsienie ziemi – walka o władzę w Rodzinie Silnej. Partyjny zjazd miał się okazać przełomowy. Rodzina Silna po śmierci przywódcy wyrosła na prawdziwego giganta. Kampania antyhomoseksualna wzmocniła poparcie do 89 procent. Było więc o co walczyć. Kadencja parlamentu kończyła się za dwa lata, więc tym razem nic nie zagrażało miażdżącemu zwycięstwu. Arcybiskup Antoni Świekra był potulny jak baranek. On na pewno już nam nie zaszkodzi – przewidywali działacze.

Obrady trwały trzy dni. Pierwszego dnia wspominano Franka, drugiego dnia przedstawiano kandydatury, trzeciego zaś odbywały się wybory. Jak donosi organ partyjny, najpopularniejszy brukowiec obecnie w kraju, pierwszy dzień zjazdu wyglądał następująco:

Konwencja Rodziny Silnej była bardzo emocjonująca. Rozpoczęto mszą świętą w intencji Ramona Franka o szóstej rano w katedrze pod wezwaniem Dziecka Poczętego. Kościół pękał w szwach. Mszę koncelebrował arcybiskup Antoni Świekra, który w płomiennym kazaniu wychwalał osobę Franka oraz skrytykował cywilizację śmierci. „Tylko rodzina powstrzyma ten świat przed zagładą. Wspierajmy rodzinę. Chrońmy dzieci i społeczeństwo przed wstrętnymi pederastami oraz nasze kobiety chrońmy przed zabijaniem. Morderczyniom nienarododzonym mówmy nie! Tak nam dopomóż…”.

Następnie na konwencie odczytano spuściznę Ramona Franka. Nieopublikowane dotąd zapiski o roboczym tytule „Precz z homookupacją”. Niebawem pamiętniki te będziemy przedrukowywać w naszym dodatku telewizyjnym. Puszczano też filmy związane z Ramonem. Cała sala płakała. Przemawiali liderzy poszczególnych oddziałów i nie kryli wzruszenia. Przemówiła też żona Franka, która wyglądała niemrawo. Jej nieskazitelny urok ukrył się pod woalką tragedii rodzinnej. Nasz kraj stracił wybitnego patriotę, a pani Mariola straciła najbliższą osobę w swoim życiu. „Musi powstać fundacja imienia mojego męża. Właśnie nad nią pracujemy w dzień i w nocy. Nie wolno nam zaprzepaścić tej szansy. Nam kobietom, matkom, córką, przyszłym matkom. Tylko kobieta musi stać na straży ogniska domowego. Chronić je. I prosić męża o pomoc, gdy jej słaba natura nie pozwala na walkę. Mąż był dla mnie wszystkim. Kocham cię Ramonie…” Po czym zemdlała (znów, bo pierwszy raz na pogrzebie). Dochodziła do siebie dziesięć minut, ale nie chciała wsiąść do ambulansu, który gotów był zaoferować jej pomoc. Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że pani Frank pracuje nad kolejną swoja książką poświeconej sypialni i ścieleniu łóżek. „Nasi rodacy muszą mieć ładną sypialnię. Tylko tak mogą się począć zdrowe moralnie dzieci. W rodzinie pięknej, bogatej, religijnej i patriotycznej. Rodzinie Silnej” – dodał wydawca książek pani Frank.
Przemawiali też przedstawiciele kościoła. Długo i wylewnie, z charakterystycznym zaśpiewem. Co chwilę publiczność złożona z członków delegatów na zjazd wbijała się niemal jak do lotu w powietrze trwając w ekstatycznym modlitewnym uniesieniu. Niebawem do naszej gazety dołączymy płytę dvd z rejestracją tych fantastycznych mów. Pierwszy dzień zakończył się mszą świętą w intencji kanonizacji Franka. Następnie członkowie delegaci udali się do hotelu partyjnego, gdzie w kuluarach naradzali się w sprawie jutrzejszych głosowań.

Drugi dzień przebiegał bardzo burzliwie. Wice Rodziny Silnej prawa ręka Franka Mojżesz Studnia przewodził obradom. Mojżesz znany był ze swojego umiarkowania i braku zaangażowania. Właściwie wykonywał polecenia Franka. Nie miał nawet matury, ale maskował braki w wykształceniu swoim rolniczym doświadczeniem oraz ogładą, której, jak mniemał, nabrał sprawując funkcję posła od pięciu kadencji. Był nijaki, niereprezentatywny, o twarzy buraka. Podtatusiały i brzuchaty. Przypisywano mu wszelkiej maści skandale seksualne, próbowano go wrobić w gwałt na prostytutce, załatwianie posad za seks. O mało nie wyleciałby z partii, gdyby nie to, że stał się najżarliwszym obrońcą życia poczętego i miał na koncie ileś tam akcji blokowania torów, by pociągi z turystami gejami nie wjeżdżały na teren kraju. Rozsypywał w tym celu buraki na tory, a rolnicy, którym przewodził uzbrojeni w widły i kosy robili za obstawę. Miał sprawy w sądach. Następnie po związaniu wygodnej koalicji Rodziny Silnej z Religią i Honorem konsekwentnie wspinał się na szczyty. Zabłysnął projektem unaradawiania ziemi i wcielania prywatnych przedsiębiorstw w struktury państwowe. Reprywatyzacja podobała się obywatelom, którzy bez obaw o utratę pracy z przyjemnością garnęli się do roboty. Dzięki niemu bezrobocie z 30 procent zmalało do 10. Miał więc ogromne zasługi, więc Ramon Frank uczynił go prawą ręką.

Mojżesz Studnia zaczął od wygłoszenia manifestu założycielskiego, którego ponoć był autorem. Choć w rzeczywistości słabo pisał i czytał. To była jego najbardziej skrywana tajemnica i największy kompleks. Nadrabiał więc prostackim poczuciem humoru oraz opinią nieokiełznanego zaliczacza wszystkiego co się da i na drzewo nie ucieka – jak szeptano w sejmowych kuluarach. Po prezentacji manifestu recytowanego z pamięci przedstawił sześć kandydatur na szefa partii. Pierwsza odnosiła się do Studni, miał on przepłacać członków delegatów na zjazd wódką oraz kiełbasami, choć jak się okazało niepotrzebnie. Kolejne nominacje to: Anna Maria Opium, Krystian Wątroba, Krzesimir Zmar, Amanda L. Kowalska oraz Marcin Robaczewski.

Anna Maria Opium (56 l.) wystąpiła z płomiennym wezwaniem do miłości w rodzinie. Kobieta nie powinna pracować i się skrobać. To ja byłam koordynatorką ustawy o planowaniu życia od począcia. To mnie Frank najbardziej hołubił i na rękach nosił za ten projekt. To ja byłam szefową Centralnego Biura Antyaborcyjnego i ja rozgromiłam Wściekłe Suki. I omal nie przypłaciłam za to życiem! Tak drodzy towarzysze i koledzy. Byłam prawą ręką Franka Ramona i podporą mojej przyjaciółki Marioli Frank w tych trudnych chwilach. Moje postulaty w kwestii kierowania partią sprowadzają się do dwóch słów: miłość i śmierć! Miłość, bo musimy się kochać, otoczyć rodzinę szczególną miłością. Śmierć – bo kto nie z nami ten przeciw nam. Nie ma półśrodków. Tylko jedna droga prowadzi do miłości.

Po czym sala huknęła gromkimi brawami. Dziennikarze z opiniotwórczych mediów nie dawali Annie Marii Opium najmniejszych szans. Była kobietą, to po pierwsze, po wtóre, jako szefowa Centralnego Biura Antyaborcyjnego nie miała sukcesów, a cały budżet przejadła na konwentach, przyjęciach, w restauracjach. Opium była tęga i kilka razy lądowała w szpitalu z powodu podejrzeń o zawał. Nie miała też dzieci. Jednak na jej korzyść świadczy uczestnictwo w świeckim zakonie, złożenie stosownych ślubów i dziewictwo poświadczone notarialnie.

Na scenie pojawił się najprzystojniejszy kandydat Krystian Wątroba (30 l.). Był to najmłodszy delegat. Łysa głowa o pięknych kształtach i ciepłych brwiach odznaczała się na tle jasnego garnituru w prążki. Wątroba zasłynął tym, że obejmował pięć kolejnych ministerstw, z których wszędzie był wywalany za brak kompetencji. Umiał jednak walczyć i został szefem Młodzieży Silnej, niezwykle brutalnej młodzieżówki, która zajmowała się tropieniem homoseksualistów i blokowaniem parad równości. Świat obiegły zdjęcia jak wypindrzony młodzieniec, w butach od znanego projektanta i marynarce za kilka tysięcy złotych, wywijał bejsbolem na paradzie. Choć wówczas było to niezgodne z prawem, lądował w areszcie na pół godziny, ale ze względu na niską szkodliwość społeczną czynów za każdym razem był wypuszczany. Jego przemowa skoncentrowała się na potwierdzeniu kontynuacji linii Franka, czyli wprowadzenia kary śmierci dla homoseksualistów i obozów pracy dla lesbijek.

Krzesimir Zmar (50 l.) miał twarz kartofla. Był niskiego wzrostu, więc podczas przemowy otrzymał mównicę zrobioną na swoją miarę. Nigdy się z nią nie rozstawał. Kiedyś o mało nie został prezydentem, ale przegrał minimalnie wybory. Od tamtej pory wszędzie tropił homoseksualistów i agentów w jednym. Stworzył nawet listę homoseksualistów parlamentarzystów i był ciągany za to po sądach (do tej pory zresztą). Udało mu się jednak złamać kilka ciekawie zapowiadających się karier. Powrócił na scenę polityczną, gdy Frank chciał otworzyć Centralne Biuro Antyhomoseksualne (odpowiednik Centralnego Biura Antyaborcyjnego), które miało uruchomić swą działalność w dniu dziecka, czyli pierwszego czerwca, po wygranych głosowaniach w sprawie zmiany w konstytucji zakładającej penalizację homoseksualizmu. Jego przemowa była nudna, drętwa jak on sam, za to pełna podejrzliwości wobec posłów innych ugrupowań.

Amanda L. Kowalska (45 l.) wykrzyczała, że po bożemu trzeba żyć. Cytując za organem partyjnym: Tylko po bożemu! Kobieta chce robić karierę i nie rodzi dzieci dla narodu. Co gorsza, morduje te dzieci w imię własnej przyjemności. Dlatego, jako przyszła prezes Rodziny Silnej zadbam o to, by kobiety nie miały możliwości studiowania. Żadnej rozwiązłości na uczelniach. To skandal. Rola kobiety to dzieci i usługiwanie mężowi, który wraca zmęczony z pracy. Zadbam o to, by młodzież wykonująca bezwstydną czynność codziennej masturbacji, była stosownie resocjalizowana. W tym celu w każdym domu powinien być dla chłopca przeznaczony materac antypolucyjny, który wyłapie wszelkie śladowy ilości śluzu. Masturbacja to grzech. Radzimy sobie nieźle z homoterrorystami i feminonazistkami, poradzimy sobie z wyuzdanym seksem masturbacyjnym. To obrzydliwe, okropne.
Kobieta jako matka, a ja jestem matką trójki dzieci, żadnego nie zabiłam, wszystkie kocham jednakowo, no więc, kobieta jako matka ma obowiązek trwać przy dzieciach i mężu. Na dodatek planuje wyplenić plagę rozwodów, a samotne matki parować na siłę, by dziecko w domu miało wzór ojca. Nie to co sodoma i gomoria się szerzy. Nie to co ten kurdupel pieprzy o pedałach. Zmar masturbant od siedmiu boleści, pornogrubas jeden. Nie co to hipokrytka Opium opowiada androny jakieś. Tylko ja jestem w stanie zapewnić ciągłość sukcesu Rodziny Silnej, którą zawdzięczamy Frankowi…

Amanda L. Kowalska skończyła mówić, ale nim zeszła ze sceny zaczęła się draka. Zaatakowała ją Opium, która wyrżnęła jej pięścią w oko tak mocno, że aż sama straciła równowagę i runęła na podłogę. Kowalska upadając po dotkliwym ciosie, walnęła głową o mównicę i straciła przytomność. W międzyczasie doskoczył Zmar i rzucił się na obie panie leżące, przygniatał je swoim ciałem i wykonywał ruchy kopulacyjne na grubszej, gdyż tak się podniecił sytuacją. Łysy młodzieniec zaś gwizdnął i ku niemu zbiegli się równie łysi kibole i zaczęli pałować całą trójkę bejspolami wyciągniętymi z rękawa. Na sali zawrzało. Delegaci na zjazd okładali się między sobą. Wynajęta w tym celu aula politechniki została całkowicie zdewastowana.

Podczas zjazdu zginęło piętnaście osób, siedemdziesiąt zostało rannych.

Mojżesz Studnia nie namyślając się, wyjął mały karabinek maszynowy i strzelił w sufit. Hałas ustał. Podszedł do mównicy zabruzganej krwią i powiedział:

- Moi drodzy. Tak zawsze kończy się walka o władzę. Czy ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia? – zapytał ironicznie fikuśnie machając karabinkiem – Tak myślałem. Jeszcze został nam jeden kandydat Marcin Robaczewski (55 l.). Kolega Robaczewski ma coś do powiedzenia jeszcze? Tak, śmiało proszę. Tak myślałem – spojrzał się na Robaczewskiego, który stał z podkuloną głową i równocześnie sikał w spodnie. Ciepły mocz wyciekał strużką zza nogawki i kierował się w stronę mównicy. Mojżesz nawet nie spojrzał. Nie takie rzeczy widział już i doświadczał.

- Jutro głosowanie. Co prawda w zmniejszonym nieco składzie, ale tak samo ważne. Karetki już jadą, więc bez obaw. Zapraszam na mszę. Dziś pomodlimy się w intencji opadów deszczu.

Autorzy:

zdjęcie Janek Kowal

Janek Kowal

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 267; nazwa: JanekKowal

1 komentarz do: Tęczowe wyjście z mroku, odc. 5

  • anka zet

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku, odc. 5]

    opisywanie rzeczywistosci. To jest cenna inicjatywa. Pamięć ludzka jest ulotna.

    A tekst sie rozwija. Czekam na kolejne.

    Serdecznie Państwa pozdrawiam!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa