- homiki.pl - http://homiki.pl -

Koniec epoki Biedronia. Szef KPH odchodzi

[1]

Robert Biedroń ogłosił na swoim blogu, że z końcem lutego przestanie być prezesem Kampanii Przeciw Homofobii. Osiem lat prezesowania KPH to szmat czasu i doświadczeń. To przyjaźnie do końca życia, wydarzenia, których nigdy nie zapomnę. To także zaniedbane życie prywatne, które czas nadrobić. Chciałbym się zająć nowymi wyzwaniami, nowymi pomysłami, których tony odłożyłem na potempisze [2].

Z tej okazji homiki.pl zapraszają na wywiad z odchodzącym prezesem KPH.

***

Michał Minałto, homiki.pl: Z końcem lutego kończy się kadencja zarządu Kampanii Przeciw Homofobii. Ogłosiłeś, że nie będziesz kandydował na stanowisko prezesa KPH. To ostateczna decyzja?

Robert Biedroń: Ostateczna i bardzo przemyślana.

Kończy się pewien etap!

W moim życiu tak! Osiem lat działalności w KPH ma swoje też osobiste znaczenie. To długo, czas na zmiany w KPH i moim życiu. Swoje już odrobiłem na tym poletku gejowsko – lesbijskim. Dobrze byłoby rozwijać się w innych dziedzinach. Myślę, że te zmiany są potrzebne nie tylko mnie, ale też Kampanii. Potrzebna jest świeża krew, pomysły, ktoś, kto poprowadzi Kampanię, środowisko i całe społeczeństwo polskie ku bardziej świetlanej przyszłości. Dajcie mi trochę odpocząć.

Kim byłaby nowa osoba?

Z pewnością powinna to być osoba z wizją na przyszłość Stowarzyszenia. Bo tylko taka osoba przyciągnie kolejne i zarazi swoją wizją innych.

KPH jako stowarzyszenie ma teraz czas na wskazanie tej osoby i na podjęcie decyzji?

Decyzja zapadnie 22 lutego, podczas Walnego Zgromadzenia KPH. Chciałbym, by była to osoba o jasnej wizji działalności Kampanii w nowych czasach. Atmosfera polityczna i środowisko są inne niż w 2001 roku, kiedy ja zostawałem prezesem Kampanii. Przez te wszystkie lata KPH zmieniała się jako organizacja, my zmieniliśmy się jako środowisko, jest inna scena polityczna.

Jest osoba, osoby, które już wyartykułowały taką wizję?

Kampania jest organizacją pluralistyczną, jest wiele takich wizji. Zwycięży pewnie ta, która pogodzi je i przedstawi najciekawszą ofertę.

Jakie miałbyś rady dla nowego zarządu? Jak powinny dalej iść sprawy?

Myślę, że kluczem do rozwiązania problemu homofobii jest edukacja. To powinien być priorytet nowego lidera czy liderki – zmiany w systemie edukacji. Jeszcze większy nacisk położony na przełamywanie stereotypów gejów i lesbijek w nauce, edukacji.

A sprawy lobbingowe? Tu chyba są największe oczekiwania wobec KPH, sprawa projektu ustawy o związkach partnerskich…

Lobbing polityczny nie powinien być zaniedbywany i pewnie nie będzie. Zamierzam kandydować do Zarządu i być zwykłym jego członkiem, ale nie rezygnować z zajmowania się w KPH rzecznictwem i sprawami politycznymi.

No właśnie, gdzie będzie Twoje miejsce w KPH, rozumiem, że zostajesz w stowarzyszeniu…

Mam nadzieję! Wszystko w rękach Walnego Zgromadzenia.

Federacja na rzecz kobiet i planowania rodziny tworzy ustawę alternatywną o in vitro, wobec ustawy Gowina. Czy nie sądzisz, ze nowy zarząd też powinien takie rzeczy w naszych sprawach robić? Czy przez dwa lata nowej kadencji może się – realistycznie – coś wydarzyć, jeśli chodzi o sztandarowe projekty LGBTQ?

Trzeba pamiętać, ze Zarząd KPH i cała Kampania musi działać w ramach ustaleń II Okrągłego Stołu Organizacji LGBT. Tam ustalono priorytety i zespoły robocze, które powinny opracowywać pewne materiały. KPH już dzisiaj tworzy koalicję na rzecz ustawy o równym traktowaniu, angażuje się w wiele innych inicjatyw legislacyjnych….

Czyli uważasz, że powinno obowiązywać dzielenie się odpowiedzialnością z całym środowiskiem?

Tak uważam, że trzeba się dzielić odpowiedzialnością z całym środowiskiem.Organizacji jest coraz więcej i mają coraz większy potencjał. Powinny się dzielić swoją wiedzą. Organizacje, które uczestniczą w spotkaniach Okrągłego Stołu są na tyle odpowiedzialne, że skoro podejmują się tworzenia jakiegoś projektu, to zrealizują go od A do Z i przedłożą go. KPH oczywiście będzie aktywnie się włączać i tam, gdzie my podjęliśmy się, że coś zrealizujemy w ramach ustaleń II Okrągłego Stołu, to z całą pewnością będziemy aktywnie, tak jak do tej pory, działać. Wydaje mi się, że jest bardzo ważne, by w prace organizacji włączać też środowisko gejowsko – lesbijskie.

Ale to ty jesteś „dyżurnym zawodowym gejem”.

No bez przesady! Jest wielu innych. Potrzebne są nowe twarze.

Dywersyfikacja dostaw?

Dywersyfikacja dostaw twarzy! [śmiech] Dzisiaj mamy sytuację, która jest kuriozalna. Mówimy, że jest nas dwa miliony. Z drugiej strony panuje ubóstwo jeśli chodzi o aktywność publiczną gejów i lesbijek. Nie angażujemy się społecznie, nie bierzemy udziału w życiu publicznym…

Ty się zaangażowałeś, dlaczego?

Uważam, że nie można stać z boku. Ubolewam, że tak wiele osób nie angażuje się. To jest smutne.

Pochodzisz z Krosna. Czy dziś na przykład w Twoim mieście geje i lesbijki teraz chętniej zaangażowaliby się społecznie? Co się zmieniło od Twoich czasów?

Dużo się zmieniło! Przede wszystkim podejście społeczeństwa. Dzisiaj homoseksualność jest tematem publicznym, nawet w Krośnie. W 2001 roku tak nie było. Dziś geje z Krosna są w stanie pokazać swoją twarz na portalu randkowym. Wtedy – nie do pomyślenia, nawet w Warszawie. Ogłoszenia były anonimowe, bez zdjęcia, bez twarzy.

Bardzo dobrze, ale czy uczeń, uczennica szkoły średniej w Krośnie odważył(a)by się np. założyć kółko Amnesty, takie, jakim opiekuje się Marzanna Pogorzelska?

Kilka tygodni temu dostałem maila od chłopaka z Krosna. Jest gejem, wszyscy w liceum o tym wiedzą. Prosił o ulotki. Przesłaliśmy mu. Odpisał, ze rozdał je w szkole, że pani wychowawczyni zauważyła te ulotki i powiedziała, że trzeba zaprosić jakąś organizację na pogadankę o homoseksualności. Takich maili jest mnóstwo. Odchodzę z prezesowania ze świadomością, że przez osiem lat bardzo dużo się zmieniło i Polska jest inna.

Pochodzisz z południa Polski, ale odnajdujemy Cię potem na północy, w Olsztynie. Studiowałeś tam politologię.

Tak, ale miałem jeszcze zdawać na italianistykę. [śmiech] Do Krakowa. Ale w ostatnim momencie pomyślałem, że znam już włoski, nie chcę czytać średniowiecznych tekstów w jednym z włoskich dialektów, bo to mnie nie interesuje. Po co marnować kilka lat, skoro mogę zrobić coś bardziej pożytecznego. Teksty włoskie czytam teraz do poduszki.

Już wtedy byłeś zaangażowany politycznie?

Tak, działałem w SdRP, w młodzieżowce. Byłem we Frakcji Młodych SdRP.

Co Cię tam sprowadziło?

Może trochę naiwna chęć zmieniania świata. Po prostu uważałem, że jest wiele niesprawiedliwości a lewica ma pomysły, jak temu zaradzić.

Ale o równouprawnieniu na lewicy wtedy mało się mówiło?.

Był to temat kompletnie nie podejmowany przez partie lewicowe. Zdziwiło i zaskoczyło mnie to. Takim pierwszym spektakularnym sukcesem były zmiany w statucie nowo tworzonej partii – SLD.

I za to otrzymałeś wyróżnienie.

Tęczowy Laur. Wraz z Joanną Sosnowską, pomagała mi jako posłanka, by te znamy przeprowadzić.

Ale na czym konkretnie te zmiany polegały?

Zmieniliśmy statut dostosowując je do standardów europejskich. Stał się statutem, który włącza wszystkich obywateli, a nikogo nie wyklucza. Był to statut zakazujący dyskryminacji, promujący równouprawnienie. Statut nowoczesnej partii europejskiej. Oczywiście praktyka wyglądała potem całkiem inaczej. Ale w sferze symbolicznej udało się wprowadzić zmiany, które do dziś są w tym statucie.

W 2002 pierwszy raz wypuszczono Cię na żer. Kandydowałeś w wyborach samorządowych w okręgu Warszawa Mokotów, do rady miasta.

Wtedy mieszkałem na Mokotowie . Interesuje mnie historia Mokotowa, interesowałem się rozwojem dzielnicy. Dostałem całkiem sporo głosów, nieźle jak na pierwsze doświadczenie polityczne. Miejsce miałem mizerne, jakieś dalekie, w połowie listy. Liczba głosów dodała mi otuchy Pomyślałem: „Wow, są osoby, które chciały, żeby Robert Biedroń był w polityce”. Oddźwięk medialny był bardzo pozytywny. Uważam, że dla środowiska to było bardzo ważne. To był znak, że geje i lesbijki są pełnoprawnymi obywatelami i mogą kandydować w wyborach!

Dosyć szybko, bo już trzy lata potem, kandydowałeś do sejmu, też z Warszawy.

Tak, startowałem z czwartego miejsca, zająłem trzecie.

Kiedy rozczarowałeś się SLD? Dałeś temu wyraz w październiku podczas debaty „Lewica a LGBTQ”

Po tym, jak zobaczyłem, jak wyglądają wojny o przewodnictwo w SLD. Byłem członkiem Krajowego Komitetu Wykonawczego, moim szefem był Grzegorz Napieralski…

Który otwierał Twoją kampanię wyborczą w Rasko.

Zobaczyłem, jak to wygląda od wewnątrz. Wiedziałem, że tak jest w każdej partii i może tak być w SLD, ale nie wiedziałem, że przyjmuje to takie rozmiary.

Na czym to polegało? Jakieś żenujące sceny, zanik warstwy merytorycznej?

Wyglądało to tak, że moje standardy, które obowiązują wśród organizacji pozarządowych, nijak się mają do polityki dziś robionej w Polsce. Zrozumiałem, że nie chcę uczestniczyć w czymś takim. Nie pozwalało mi na to sumienie.

Złożyłeś legitymację?

Nie, dyskretnie wycofałem się z wszystkiego. Nie jestem drama queen jakich wiele w Polsce, które pisują maile pełne oburzenia i publiczne oświadczenia.

Jesteś teraz członkiem jakiejś partii?

Nie, żadnej. W ostatnich wyborach głosowałem na Partię Kobiet.

Dlaczego? Tam lesbijki nie były mile widziane, tak burknęła Manuela Gretkowska.

Manuela Gretkowska nie była jedyną członkinią, znałem wiele osób z tej partii. Uważałem, że należy dać im szansę. Nie myliłem się jak widzę. Partia Kobiet wybrała sobie nowe władze, teraz działają tam osoby o wiele bardziej otwarte na nasze sprawy. Z resztą Manuela Gretkowska też podobno zmieniła zdanie na ten temat.

W tym roku są wybory europejskie. Masz na kogo głosować?

Zawsze mam. To nie jest tak, ze nie mamy na kogo głosować. Pewnie mój głos pójdzie na jakąś siłę polityczną, która nie ma większych szans w tych wyborach, ubolewam nad tym. Przejęcie sceny politycznej przez partie prawicowe jest dla mnie zatrważające. Zatrważające jest też to, że nasze środowiska LGBT, które tak bardzo ucierpiały i przez PO i przez PiS dają się łatwo manipulować i tak łatwo wierzymy tym politykom.

Sam mówiłeś, że wielu gejów głosowało na PO i PiS. Jak byś wytłumaczył gejom i lesbijkom o co chodzi z nami i z PO?

Wystarczy przeczytać gazetę, co PO zrobiło dla gejów i lesbijek, albo w jakim języku się wypowiada. Donald Tusk powiedział, ze na sprawy gejowskie być może będzie czas po Euro 2012, wcześniej nie.

Na to można odpowiedzieć, ze w PO jest przecież Kazimierz Kutz.

Jest też Stefan Niesiołowski, słynący z nienawiści do gejów i lesbijek oraz iele innych postaci, które z odrazą podchodzą do gejów i lesbijek. Zobaczmy konkrety: zmiany in vitro i próba zakazu parom lesbijskim korzystania z in vitro. To jest przykład tego, że PO nie jest partią nam sprzyjającą. Przecież wywodzi się z AWS, to takie same korzenie, jak Prawo i Sprawiedliwość.

To co może być politycznym zapleczem dla naszych spraw?

Z całą pewnością nadal lewica, nie ma alternatywy. Ale to też niewiadoma.

Czekamy, aż Sierakowski będzie premierem?

Ja myślę, że dużym sukcesem jest już to, że – organizacje pozarządowe LGBT wiele lat na to pracowały – lewica mówi o naszych problemach. Kilka lat temu ignorowano problemy gejów i lesbijek, nawet na lewicy. Dzisiaj problem LGBTQ jest zadaniem do rozwiązania.

Politycy lewicy wierzą w to?

Może nie wszyscy wierzą, ale wiedzą, że muszą się tym zajmować. I zaczną jeśli będziemy wywierać na nich presję.

Wojciech Olejniczak miał płakać, gdy dostał od dziennikarki pytanie o LGBT.

Tak samo pewnie nie wierzą w rozwiązywanie problemów górników, nauczycieli. Ale polityka nie polega na tym, żeby politycy sami wierzyli w pewne sprawy. Polityka polega na tym, by rozwiązywać problemy. To, co sobie w głowie myśli Olejniczak, Napieralski, czy Magda Mosiewicz, jest mniej ważne od tego, co konkretnego zrobią dla gejów i lesbijek.

Czy taka dwutorowość – działanie w organizacji pozarządowej i prowadzenie działalności politycznej nie wpłynęła negatywnie na wizerunek KPH?

Jak się okazuje – nie. Kampania Przeciw Homofobii jest zaliczana do organizacji działających najprężniej w Polsce.

A może przez skojarzenia polityczne organizacja nawet zyskała?

Łatkę polityczną zyskuje każda organizacja, niezależnie, w jakiej sferze działa. Lambda Warszawa jest przez niektórych kojarzona z Zielonymi. Dzisiaj działając publicznie zawsze będziesz jakoś kojarzony. Jurek Owsiak jest podobno antypisowski. Wanda Nowicka jest z kolei kojarzona bardzo lewicowo. Na szczęście polityka dzisiaj daje sferę do działania także organizacjom pozarządowym. Polska polityka właśnie dlatego jest bardzo uboga, że zawodowym politykom wydaje się, że mogą rozwiązać nasze problemy. Ale zawodowa klasa polityczna nie rozumie naszych problemów. Nie zna się na nich. Potrzebne są nowe twarze.

Za czasów Giertycha Rafał Ziemkiewicz powiedział, ze dla równowagi kiedyś Ty będziesz ministrem edukacji.

Aż tak źle mi życzył? Mam nadzieję, że nie będę. Bycie ministrem edukacji jest czymś najgorszym, co może spotkać polityka. Zobacz jak skończył Giertych (śmiech). Kto wie, kim będę?

Kiedy zaczęła kształtować się Kampania Przeciw Homofobii?

W mojej głowie po doświadczeniach z innymi organizacjami. Brakowało takiej, która odważnie zaczęłaby działać na zewnątrz i próbowałaby podjąć dialog ze społeczeństwem. Brakowało osób, które powiedziałyby „tak, jestem gejem i porozmawiajmy o tym”. Większość moich kolegów i koleżanek bała się pokazać twarz. O homoseksualności mówiło się w sposób pełen stereotypów, uprzedzeń, z ukrytymi twarzami, w kontekście prostytucji, AIDS i Love Parade w Berlinie. Byłem przekonany, że potrzebna jest organizacja dla dialogu ze społeczeństwem. Dlatego powstała KPH. Tworzyliśmy ją wśród pełnego entuzjazmu, mieliśmy zmienić cały świat.

Był tam Bartek Żurawiecki, Jacek Kochanowski…

Sławek Królak, ja, Marta Abramowicz. Była cała grupa osób, które pochodziły z różnych środowisk, to było fajne. Włączyły się feministki, anarchiści, pacyfiści, ruch antywojenny, żydowski, filmowcy, intelektualiści. Ciekawe było to, że wydawało nam się, że zmienimy świat, Wydawało nam się, że wszyscy na to czekają na organizację, która powie: „ Jesteśmy gejami i lesbijkami i przyzwyczajcie się, ze tu jesteśmy ”. Myślałem, że wszyscy geje i lesbijki ucieszą się, że jest taka organizacja, która będzie chciała coś zmienić. Odzew był olbrzymi, zgłaszali się ludzie z całej Polski. Nie chcieliśmy tworzyć organizacji lokalnych, takie już były, robiące coś dla swojego miasta. My chcieliśmy utworzyć duży ruch dla wszystkich. Ale natychmiast też pojawiło się coś, co obserwuje do dzisiaj – olbrzymia fala krytyki ze środowiska. Najgorsze co mnie spotkało, to nie krytyka ze strony Niesiołowskiego, tylko krytyka środowiska. Krytykowana była jakakolwiek inicjatywa. Zszokowało mnie, że kiedy powiedzieliśmy, że chcemy walczyć o związki partnerskie, zmiany prawne, że dyskryminuje nas prawo pracy, nie ma w rządzie osoby odpowiadającej za równy status i przeciwdziałanie dyskryminacji, to wtedy część środowiska powiedziała, że bycie gejem i lesbijką nie jest sprawą polityczną. Powiedzieli „nie upolityczniajcie naszych problemów. My tylko uprawiamy inny seks i to nas różni od osób heteroseksualnych”. To było dla mnie szokujące,. Taki tok myślenia był mi obcy. Po doświadczeniu w krajach zachodnich myślałem, że to jest historia, że tak uważano w latach 60-tych.

Była dobra koniunktura, bo lewica dochodziła do władzy.

To pomogło tematowi przeniknąć do przestrzeni publicznej. Znalazły się osoby, które chciały z nami współpracować. Pojawiła się Izabela Jaruga Nowacka, pierwsza pełnomocniczka ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, która wsparła akcję „Niech nas zobaczą”. Pojawiła się prof. Maria Szyszkowska, z projektem ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich osób tej samej płci. Wielu polityków, osób publicznych, dla których to był ważny temat.

Rejestracja KPH ma datę 11 września 2001. To dobre czy złe fatum?

Chyba dobre! Kampania okazała się sukcesem. Istnieje, rozwija się. Tworzymy nowe oddziały…

Chyba jest zgoda, ze „Niech nas zobaczą” była akcją udaną i najlepszą, niektórzy uważają, że to była jedyna akcja KPH…

Jest też wiele krytyki! Działając publicznie trzeba się z nią zmierzyć i część z niej przyjąć z pokorą.

Ale to było wydarzenie nawet pokoleniowe! Ale co się potem stało z KPH? Była kampania „Jestem gejem, jestem lesbijką”…

Ale ona nie wychodziła do społeczeństwa z bilbordami.

A kampania „Homofobia, tak to wygląda”?

Ta była realizowana razem z Radą Europy, musiała odpowiednio wyglądać, mieć odpowiedni temat. Ale też Kampania Przeciw Homofobii nie jest organizacją, która robi kampanie społeczne.

Dlaczego? Przecież z takim właśnie zadaniem jest kojarzona KPH!

Myślę, że nie. KPH działa na wielu płaszczyznach, czasami robi kampanie społeczne. Ale jak by zapytać specjalistę, jak powinny wyglądać dobre kampanie społeczne, to one muszą być rozłożone w czasie. Inaczej jest nieskuteczna. Kampania społeczna służy zmianie społecznej i musi być działaniem rozciągniętym w czasie. Inaczej społeczeństwo się sfrustruje i powie „sorry, za dużo tego”. My sobie z tego zdajemy sprawę. Pewnie przez wiele lat nie będzie jeszcze atmosfery, by przeprowadzić skuteczną kampanię społeczną dotyczącą gejów i lesbijek.

Po „Niech nas zobaczą” stała się druga ważna rzecz. Pojawiła się na scenie osoba Marii Szyszkowskiej i idea ustawy o związkach partnerskich. Jak to się zaczęło?

Projekt był wynikiem wieloletnich postulatów organizacji gej – les. Wcześniej była propozycja Joanny Sosnowskiej. W najbardziej praktycznej formie udało się zrealizować pomysł profesor Marii Szyszkowskiej. Współpracowała z prawnikami KPH, by przygotować ten projekt…

Uczestniczyła tez Lambda i ILGCN…

To był czas wielkiego pospolitego ruszenia. Szyszkowskiej udało się zmobilizować środowisko. Tęsknię za taką inicjatywą, którą znów coś takiego udałoby się zorganizować, takie pospolite ruszenie.

Ale były też zgrzyty, profesor Szyszkowska trzaskała drzwiami…

Tak, ale bycie profesorem filozofii ma swoją cenę. Rozpatrujmy dorobek profesor Szyszkowskiej poprzez to, co osiągnęła, nie jej drobne ułomności.

Nie udało się z ustawą.

Z góry było wiadomo!

No to po co to było robione? Można było w sejmie przehandlować związki partnerskie za jakąś inną ustawę, tak działa polityka!

Za żądną ustawę! Nie można było robić żadnego handlu. Klimat wokół tej ustawy nie był sprzyjający. To nie tak, że ustawę się przygotowuje i jest uchwalana ot tak. Jak długo była uchwalana straszna ustawa antyaborcyjna? Kolejne kadencje nie są w stanie uchwalić ustawy antydyskryminacyjnej. To był początek debaty, którą trzeba kontynuować!

Kto był główną postacią pospolitego ruszenia na rzec ustawy?

Wokół profesor Szyszkowskiej wytworzyło się środowisko wolnościowe, elita ludzi, którzy chcą Polski demokratycznej, wolnej, szanującej prawa człowieka. Pamiętam spotkania do późna w nocy, rozmawialiśmy na różne tematy. Dzisiaj tego nie ma. To zostało utracone. Nie ma liderki, lidera, który by się tym zajął.

W latach 2005 – 2007 nazwa „KPH” padała często z trybuny sejmowej.

To był czas przetrwania, trudny dla nas czas. Prokuratura krajowa sprawdzała nas, badała, czy mamy powiązania z mafią narkotykową i światkiem pedofilskim. Zarzuty się oczywiście nie potwierdziły…

Ale nie nagłośniono tego aż tak! Czy nie uważasz, ze powinna a istnieć więź między środowiskiem a organizacją, jako emanacją tego środowiska?

Kampania Przeciw Homofobii nie była i nie będzie reprezentacją środowiska.

To na czym polega więź między KPH a gejem i lesbijką?

Jestem przekonany, że będzie dobrze, gdy będzie więcej organizacji pozarządowych reprezentujących różne punkty widzenia. Cieszę się, ze powstają nowe organizacje i inicjatywy. Tylko w takiej różnorodności przygotujemy najlepszą ofertę. Kampania Przeciw Homofobii, Lambda Warszawa, Fundacja Równości nie są w stanie zaprezentować pełni postulatów tego środowiska.

Ale są tacy, którzy mówią, że KaPeH się wyalienował.

Ale uważającą tak ci, którzy nie działają w tym środowisku, nie angażują się w działalność Kampanii. Jesteśmy stowarzyszeniem, można się zapisać. I zmieniać tę organizację! 21 i 22 lutego jest walne zgromadzenie członków. Każdy członek może przyjść i powiedzieć, co uważa za priorytet. Przekonać innych członków do jakiegoś celu.

Z drugiej strony ,jest to środowisko, które „wychodzi z szafy”. Polacy kiepsko angażują się w działania społeczne, może nasze środowisko trzeba potraktować wedle innych kryteriów? Zachęcić, potraktować ulgowo? Mobilizować?

Jest już mobilizowane. Może warto by portale LGBT też się zaangażowały w tę mobilizację?

Nadano Ci tytuł „dyżurnego, zawodowego geja”…,

[śmiech] Nie czuję się dyżurnym gejem Polski, czuję się prezesem KPH. Odpowiadam za Kampanię, która dziś jest największą organizacją, ma oddziały na terenie całego kraju, ma wiele projektów, utrzymuje jedyne drukowane czasopismo niepornograficzne „Replikę”. To olbrzymi sukces, bo bardzo trudno przetrwać na rynku wydając takie pismo. Poza tym udaje się nam przedstawiać propozycje zmian w prawie. Każdego roku publikujemy raporty na wiele tematów, które przedstawiamy na forach krajowych i zagranicznych. Prowadzimy grupy studencką, młodzieżową, biblioteczną, prawną, lobbingową, wschodnią, międzynarodową… . Jesteśmy olbrzymią organizacją, porównywalną do największych w Polsce!

A kim jest dla ciebie Szymon Niemiec?

Ubolewam, że są osoby, które próbują skonfliktować mnie z Szymonem. Nigdy nie miałem z nim konfliktu. Nie pozwolę na to, by konfliktować mnie z osobami, z którymi nie chcę być skonfliktowany. Cenię Szymona Niemca, zrobił wiele dobrego, jest charyzmatyczny. Cieszę się, że Szymon Niemiec stworzył alternatywą dla Kościoła katolickiego w Polsce. Kościół katolicki nie ma oferty dla gejów i lesbijek, a kościół Szymona ma. Za to go cenię. Za zaangażowanie, pasję. Nie pozwolę, by ktokolwiek próbował dyskredytować działalność Szymona Niemca i próbował mnie skonfliktować z Szymonem Niemcem.

Prawnik Szymona Niemca twierdzi, że to między innymi ty przyczyniłeś się do jego zniknięcia z areny LGBTQ. Co mu zrobiłeś?

Nic nie zrobiłem Szymonowi i nigdy nic mu złego nie zrobię.

Dlaczego Kampania procesuje się z jedną z redakcji gejowskich? [chodzi o gaylife.pl – red.]

Dlatego, że podawano wiele nieprawdziwych informacji. Przez lata tolerowaliśmy te ataki, uważając, że lepiej milczeć i nie reagować na tak absurdalne oskarżenia. Ale ta redakcja zaczęła rozsyłać swe informacje do mediów ogólnopolskich. Rzeczpospolita i Dziennik, media prawicowe, podchwyciły ten temat i dały się zmanipulować. Rozdzwonili się nasi donatorzy pytając o co chodzi. W ciągu kilku tygodni przyjęliśmy kilka kontroli finansowych projektów, by odrzucić oskarżenia. Aby oczyścić się z zarzutów uznaliśmy, że należy wnieść sprawę do sądu. Niech sąd zdecyduje, czy to, co pisano w tych tekstach jest prawdą czy nie.

A czy nie odchodzisz w kryzysowym momencie, gdy jest o KPH głośno?

Zawsze jest głośno. Ja chcę odpocząć! dajcie mi prawo by odpocząć! Po ośmiu lat mam do tego prawo! [śmiech]

Co będziesz robił?

Nadal będę budował Kampanię Przeciw Homofobii, ale też nowe rzeczy, mam nowe plany. Jeszcze ich nie zdradzam. Nie mogę się już doczekać!