Tęczowe wyjście z mroku odc. 1

Od redakcji: W nowym roku chcielibyśmy nawiązać do wspaniałej tradycji czasopiśmiennictwa przedwojennego, jaką było publikowanie powieści w odcinkach. Tak się składa, że nasz czytelnik, objawiony nam jako Janek Kowal, pragnął podzielić się swoją twórczością. Nadesłał nam stustronicowy plik nieukończonej powieści o nieco patetyczno-kiczowatym tytule „Tęczowe wyjście z mroku” (tytuł wpisuje się w konwencję czytadła). Autor pisał ją ku pokrzepieniu siebie i znajomych, raczej bez myśli o publikacji, w czasach jawnie homofobicznej władzy IV RP. Za cel postawił sobie odtworzenie napięć, w których rodzi się gejowski silny ruch bojówkarski, który nie waha się używać przemocy w walce o swoje prawa. Mamy tu więc barykady, konspirę, biskupów, moherową policję, ale też i narodziny miłosnej relacji między chłopakami i gorący seks… Czyli to, co czytadło zwierać powinno. Jak twierdzi nasz Autor, przestał pisać, gdy dowiedział się, że Michał Zygmunt planuje wydać „New romantic” (wyd. ha.art). Przekonajcie się, czy słusznie.

I jedna uwaga: utwór jest przed redaktorskimi szlifami, a w zasadzie jest wersją pierwotną, stąd mamy świadomość, że jest pełen zgrzytów i daleko mu do ideału literatury pięknej. Być może nawet po solidnej redakcji byłby totalnym gniotem. Jednak nie o walory artystyczne nam chodzi, ale o przekaz, pokrzepienie serc i dobrą zabawę. To dla nas też eksperyment i przekonamy się, czy takie formy publikacji mają jeszcze sens.

Potraktujcie powieść z przymrużeniem oka i miejcie z niej frajdę. Tymczasem zapraszamy do lektury dwóch pierwszych rozdziałów z części 1. Za tydzień kolejna odsłona.

Ostrzeżenie: tekst zawiera treści mogące urazić wrażliwszych czytelników.

1.

Ramon siedział za biurkiem w przestronnym gabinecie. Panował półmrok. Ciszę co chwilę przerywał stukot palców poruszających się rytmicznie po klawiaturze przy akompaniamencie odgłosów wydychanego dymu nikotynowego. Skórzany fotel pana prezesa lekko skrzypiał pod naciskiem ciężkiego ciała. Ramon zgarbiony wystukiwał kolejne słowa. Niemal w ekstazie gasił peta i sięgał po następnego. Odpalał pozłacaną zapalniczką, która była prezentem urodzinowym od jego przyjaciół z partii. Mimochodem zerknął na dedykację i zaśmiał się złośliwie. Spojrzał raz jeszcze i szeptem skandował wyryte słowa: „RAMONIE, NASZ PRZEWODNIKU, MY Z TOBĄ WSZĘDZIE I BÓG Z NAMI”. Podrapał się za uchem, rozłożył wygodnie w fotelu, rozpiął pasek u spodni i bawił się przez moment klamrą. Z błogostanu wyrwał go dźwięk telefonu. Była to Beata. Perła wśród sekretarek. Znała się na prawie, mówiła czterema językami, miała opinię niedoszłej zakonnicy, ale wszyscy się z nią liczyli. Jako jedna z nielicznych miała dostęp do szefa dwadzieścia cztery godziny na dobę. „Przemądrzała pizda, niedoruchana klacz” – jak o niej mówił w gronie przyjaciół z partii – „Takie są najgorsze. Cicha woda, a pewnie najlepsza lodziara w dzielnicy, no ciekawe czy dałbym jej radę, hehe he hehe he hehehe”. Zawsze krztusił się od śmiechu, gdy temat schodził na Beatę. Choć przyznawał, że tak oddanej sekretarki jeszcze nie miał.
Ogarnął się i podniósł słuchawkę.

- Kurwa, miałaś mi nie przeszkadzać! – wrzasnął rozwścieczony. Lubił pokazywać podwładnym, gdzie ich miejsce – Pracuję, kurwa, pracuję!

- Panie prezesie, przepraszam najmocniej, bardzo przepraszam, ale biskup na linii. – kwiliła Beata chcąc udobruchać szefa. Wiedziała, że podoba mu się każda forma posłuszeństwa, zwłaszcza płaszczące się przed nim kobiety, których chyba nie uznawał za istoty ludzkie – Mówiłam mu, że pan prezes pracuje, ale biskup nalega, mówił coś o pana występie w telewi…

- Dobra nie pierdol już, dawaj go! – przełączył rozmowę i nonszalanckim chrząknięciem przywitał swego rozmówcę – Witaj Antoni, w czym służyć ci mogę…

- Ramonie kochany, cudowny mój Ramonie – biskup zawsze był skory do czułych powitań i pożegnań, zwłaszcza łzawych. Ten zmanierowany pajac – jak o nim mówiono – trząsł całym episkopatem. Miał rzesze wiernych, którzy poszliby za nim do piekła bez mrugnięcia okiem. Nawet w Watykanie siał postrach – Ramonku byłeś dziś cudowny. Cu-do-wny, wprost bajeczny. No sam przyznaj, jak sprytnie rozegrałeś rozmowę z tą, Bóg mi wybaczy, dziwką masońską. No gratuluję, gratuluję. Nie dałeś się jej podejść. No ja sam odbieram ciągle telefony z ciepłym słówkiem o tobie. No…

- Poczekaj Antoni sekundę. – Beta! Beta! Podaj mi łiski! – wydarł się zza biurka. Niemal natychmiast usłyszał stukot szpilek sekretarki i dźwięk kostki lodu uderzającej o szkło. Beata była wzorową sekretarką, wszystko miała pod ręką. Gdy alkohol znalazł się na biurku, prezes sięgnął po słuchawkę:

- Wybacz mój drogi za zwłokę, już jestem. Dzięki za gratulacje. Rzeczywiści mi się należą. Rozgromiłem szmatę, he hehe he hehehe he, rzeczywiście, hehe he hehe he… – krztusił się kretyńskim chichotem.

- No ba. No ba. Bóg był z tobą.

- Dobra, Antoni, do rzeczy. Wiem, że nie dzwonisz z gratulacjami. Znam cię i wiem, że nie pieprzysz godzinami o dupie maryni, gadaj. Czego chcesz teraz? – jednym haustem opróżnił zawartość szklanki, na dnie wesoło brzęczały kostki lodu.

- No wiesz, Ramonku, co za ton, tupet. Oj, tupeciarz z ciebie, oj oj, Bóg mi świadkiem – jego głos stał się władczy i poważny – Mamy mały problem, zmiana planów…

- Jaki kurwa problem! Głosowanie za trzy dni. Wybory za dwa miechy. Kurwa, mam zaplanowaną każdą godzinę do jebanych wyborów. Do rzeczy, Antoś.

- To nie na telefon, ale powiem ci, że mamy inne plany. No Bóg ma inne plany wobec ojczyzny naszej ukochanej. Nie wściekaj się już – biskup starał się załagodzić sytuację, wiedząc jak łatwo prezes wpada w furię – Za chwilę zapuka do ciebie mój posłaniec. Ty go grzecznie ugościsz. Odczyta ci moje przesłanie, no bo wiesz… to nie na telefon. Warunek mój, żadnych osób w biurze. Okna pozasłaniane. Kierowcę oddal do jakieś supermarketu na drugim końcu miasta, po grzybki, czy coś, ma go nie być przez godzinę co najmniej. Ochrona niech idzie na piwo. Teraz mamy dwadzieścia po północy. O pierwszej masz być sam i spodziewaj się gościa. Pojąłeś wszystko, kochany Ramonku? – zmienił ton na bardziej rubaszny i bezpośredni.

Ramon znał swoje miejsce w szeregu. Wiedział, że bez niego jest zerem. Już raz biskup go wystawił tuż przed wyborami i wybrał inną partię, na którą skierował swoje karne maszynki do głosowania. O mało Ramon nie przegrał wyborów. Jego partia dostała minimalne poparcie. Teraz sytuacja była inna. Ramon okazał się władcą wielkiego imperium, rządził niepodzielnie koalicjantami, miał większość w sejmie i odnawiał moralnie owieczki dla narodu. Wiedział, że bez biskupa i jego trzody nic nie znaczy. Łaska pańska, jak mawiał klecha, a często ironizował przeginając się ochoczo, na pstrym koniu jeździ…

- Dobrze Antoś. Niech będzie jak chcesz. Skoro to ważne zrobię jak trzeba. – skulił się i grzecznie pożegnał rozmówcę – Bata! Do domu, Władek cię odwiezie i daj mi go jeszcze do telefonu. Ja zostaję. Nalej mi przed wyjściem łiski, tylko nie oszczędzaj na płynie.

Nachylił się nad komputerem, zapisał w pliku swoje dzisiejsze dzieło, wysłał je mailem na skrzynkę, którą odbierał w domu. Rozłożył się wygodnie w fotelu i zapalił papierosa.
2.

Upojony łiski zasnął niemal natychmiast. Wyjątkowo alkohol uderzył mu do głowy. Był zbyt zmęczony, by oprzeć się jego wpływom. Od miesięcy nie miał wolnej godziny. Harował ciężko, jeździł po całym kraju, spotykał się z wyborcami, głaskał dzieci z domów dziecka, odsłaniał pomniki dziecka poczętego i wygłaszał milion bzdurnych przemówień.

W półśnie przypominał sobie fragmenty rozmów w dzisiejszym programie. Osiągnął mistrzostwo świata. Był tak z siebie zadowolony, że zapomniał o biskupie, troskach, chełpiąc się swoim zwycięstwem. Błogi sen nadszedł.
Dzień dobry państwu, Magdalena Block, oglądają państwo program Dobranoc Polityko!, dzisiejszym gościem jest Ramon Frank, szef partii Rodzina Silna. Panie prezesie na rozgrzewkę pytanie, jak się pan miewa?

- Witam państwa. Znakomicie he hehehe he hehe.

Roześmiał się wyluzowany, wygodnie rozpostarł na krześle, poczuł się swobodny i pewny siebie.

- Widzę, że humor panu dopisuję. Chciałabym porozmawiać o głosowaniu w sejmie, które będzie miało miejsce dwudziestego kwietnia. Przypomnę państwu, że chodzi o głosowanie nad zmianami w konstytucji w zakresie penalizacji homoseksualizmu, czyli mówiąc wprost – karanie za akty homoseksualne, propagowanie swojej orientacji homoseksualnej w miejscu publicznym, dożywocie dla rodziców homoseksualnych wychowujących dziecko, obozy pracy dla lesbijek, czy wreszcie kara śmierci dla agresywnych bojówkarzy z QueersAttack… tych poprawek jest cała masa, nie będę wymieniać w szczegółach. Jak pan się z tym czuje? Przecież to jawny i niesłychany zamach na swobody obywatelskie?

- Czuję się znakomicie, jak mówiłem. Wprost cieszę się z tego głosowania, wreszcie po latach wypleni się pedalstwo z ulic, z życia publicznego. Niech pani nie przesadza z tym atakiem na swobody obywatelskie. Homoseksualistom pozostawiam wybór. Albo emigracja, albo przymusowe leczenie, albo więzienie. Gdzie tu łamanie praw człowieka? Co do kary śmierci, proszę pani, to jest to jedyna niestety możliwość uwolnienia narodu spod jarzma tych szaleńców z bojówek. Oni są niebezpieczni. Podpalili jeden kościół, zniszczyli dwadzieścia pięć pomników papieża, dewastują pomniki dzieci poczętych, na które wydaliśmy już miliard. Czy pani wie, ile będzie ich kosztował remont. Moi posłowie są ciągle zastraszani. Młodzieżówka moja ciąfle, przepraszam, ciągle, donosi o napaściach, włamaniach do sal katechetycznych, łamaniu krzyża, wypisywaniu jakiś bzdur na kościołach różowym szprejem… To się musi skończyć. Myślę, że kara śmierci ich odstraszy. Opamiętają się. To skandal…

- To pana wina…

- Bo ja, muszę to zaznaczyć koniecznie, nie działam z pobudek egoistycznych, czy jak wypisują o mnie w liberalnych mediach – z fanatyzmem na twarzy, ja (przerwa, łyk wody) ja działam z woli narodu i Boga.

- Jak to z woli Boga? Narodu? Chce pan wsadzać do więzienia niewinnych ludzi!

- Nikogo nie chcę wsadzać, już pani mówiłem…

- Z woli Boga? To nadużycie!

- Ja pani nie przerywałem. Mówiłem, że pozostawiam wybór tym homozboczeńcom. Po tym jak wygraliśmy bitwę o aborcję i zakaz pornografii, penalizacja niezgodnych z prawem naturalnym czynów jest tylko konsekwencją naszych dążeń. Bo prawo naturalne będzie prawem obowiązującym! Ale wszystko w swoim czasie.

- Siedemdziesiąt procent społeczeństwa pana popiera! Wybory wygracie zapewne. Ale też ponad połowa narodu wolałaby, żeby pan nie ośmieszał kraju na arenie międzynarodowej robiąc z niego państwo wyznaniowe. Nie można w cywilizowanym kraju karać za homoseksualizm. Nie można odbierać prawa kobietom do samostanowienia o sobie, nie można… Na litość boską, przecież nie żyjemy w państwie wyznaniowym! Mamy olbrzymie bezrobocie, kolosalną migracje, ucieczkę za chlebem i wolnością. Czemu akurat zajmuje się pan takimi rzeczami?

- Gospodarka ma się świetnie, nie przesadzajmy. Wprowadzenie kartek na cukier i mięso rozładowało atmosferę. Lud oczekuje, by prawo naturalne stało się prawem obowiązującym. Wiem, bo codziennie spotykam się z ludźmi, znam ich potrzeby i oczekiwania. Według naszych danych dziewięćdziesiąt procent obywateli tego właśnie chce. My jako naród musimy podporządkować się woli Boga, musimy iść z Bogiem i kierować się jego nakazami. Mówiła pani o cywilizowanym kraju, a czym jesteśmy jak nie cywilizowanym narodem właśnie, narodem dumnym, który jako jedyny na świecie chce promować nie zboczenia, bo dla nich to tylko szubienica, ale cywilizację życia. Miłości i prawdy w duchu świętym. Ślubowałem przed cudownym obrazem, że nie cofnę się przed niczym, by nasza ojczyzna stała się ojczyzną życia, wzorem do naśladowania dla innych narodów. My jesteśmy dumni z naszej misji. I nie spoczniemy.

- Ale część episkopatu wyraża głęboki sprzeciw wobec zmian w konstytucji. Biskupi mówią wprost, że nie można karać ludzi za homoseksualne czyny. W Katechizmie podanie jest jak byk, że homoseksualistów należy szanować…

- No więc mówię, że szanujemy, dajemy wybór, albo lecze…

- Ale tego nie można leczyć!

- Jak to nie można? Mamy w naszych placówkach przykościelnych znakomite wyniki, weźmy grupę Rozwaga! Prawie wszyscy zboczeńcy zostali nawróceni, większość z nich ma dziewczyny, rodziny zakłada. Terapia nasza przynosi skutki, trzeba poprawiać to, co nie jest normalne. Gdzie tu norma? W obrażaniu uczuć religijnych milionów uczciwych obywateli? W promowaniu niezdrowych zjawisk? W rozbijaniu rodziny? Normą jest kobieta z mężczyzną, normą jest mężczyzna zarabiający na dom, normą jest rodzina wielodzietna, rodzina przede wszystkim. A zboczeńców trzeba leczyć, a jak nie chcą to wieszać. Nie może być w naszym kraju takich postaw. Po tym jak rozgromiłem ostatnią paradę zboków, przeszli oni do podziemia, ale znajdziemy na nich sposób…

- No właśnie podziemie. Nie radzi sobie pan z podziemiem aborcyjnym, a poradzi z podziemiem homoseksualnym. QueersAttack już szykują się do wielkiego odwetu. To podobno groźne bojówki, chociaż jeszcze nie pokazały swojej siły. Pamięta pan Wkurzone Suki po uchwale karzącej aborcję karą śmierci. Ilu wtedy zginęło polityków? Prawie połowa senatu! Czemu chce pan doprowadzić do kolejnej wojny?

- Wkurzone Suki to przeszłość. Dziś nie stanowią zagrożenia. Nasz aparat bezpieczeństwa to solidnie wyszkoleni agenci. Niech pani mnie nie rozśmiesza.

- Skąd u pana tyle nienawiści do homoseksualistów? Oni byli są i będą. Są od początku świata.

- Proszę pani, to nie nienawiść mną kieruje. To miłość! Miłość! Do człowieka, który zszedł na drogę szatana, ciemności, cywilizacji śmierci. Który jątrzy przeciw rodzinie, a przecież tylko w rodzinie jest przyszłość narodu. Gdzie pani widzi nienawiść? Oczywiście się zgodzę, że homozboki byli, są i będą. To bardzo nieszczęśliwi ludzie i trzeba im pomóc wyjść na prostą, by ułożyli sobie życie, założyli rodziny. Czy pani wie, że jak się przyzwoli na homoseksualizm, to naród nasz wyginie. Czy pani wie…

- A pana dziecko? Jak kiedyś przyjdzie do pana i powie tato jestem gejem czy lesbijką?

- Niemożliwe.

- Możliwe, wszystko jest możliwe. Jest stały odsetek homoseksualistów w każdej wspólnocie od zarania. Z faktami nie dyskutujmy.

- Niemożliwe proszę pani. Nie wychowam dziecka na pedała, he hehe he hhehehehe he…

- Co pan zrobi jak się dowie od syna czy córki, że jest homoseksualistą? Że ma partnera czy partnerkę, że czuje się szczęśliwy czy szczęśliwa…

- Niemożliwe. Niech pani skończy ten temat.

- Proszę odpowiedzieć!

- Nie, nie bawmy się w sajensfikszyn. Nie ma szans. Moje dzieci będą normalne, bo wychowują się w normalnej religijnej rodzinie.

- Odpowiedź. Czekam na odpowiedź. Jak pan zareaguje? Niech pan się nie pieni, tylko odpowie na pytanie.

- Nie zareaguję, bo nie będzie takiej okoliczności. Ale…

- Ale…

- Jeśli by miał miejsce taka sytuacja, to oczywiście…

- Zakładając, że syn czy córka nie chce się poddać terapii, nie chce emigrować, cieszy się własnym szczęściem u boku kogoś tej samej płci.

- To oczywiście, z całą stanowczością zapewniam…

- Że…

- Zabiję!
Obudził go szmer. Poderwał się z fotela i w lekkim amoku rozejrzał się po gabinecie. Spojrzał na zegarek, było za pięć pierwsza. No malutka – pomyślał o znajomej prostytutce, do której woził go raz w tygodniu kierowca – za godzinę zrobisz mi lodzika stulecia. Lepiej ogól cipeczkę, bo wiesz, że nie lubię krzaków. Na samą myśl o młodej dziewczynie poczuł znajome ciepło na ciele. Pogłaskał swojego członka przez spodnie i zamruczał – czekaj no mały, jeszcze chwila.

Otworzyły się drzwi do gabinetu. Z półmroku wyłoniła się czarna postać. Ramon nie widział jej twarzy. Nie zdążył nawet nic powiedzieć. Przybysz wyciągnął rękę. W mroku dało się usłyszeć małe piknięcie – cichy odgłos przytłumionego strzału. W sam środek czoła.
ciąg dalszy nastąpi…

Autorzy:

zdjęcie Janek Kowal

Janek Kowal

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 267; nazwa: JanekKowal

7 komentarzy do:Tęczowe wyjście z mroku odc. 1

  • Zen

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    Ramon… skąd znamy tego pana, w sumie śmieszne i nawet wciągające :)

  • jogi

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    tytul rzeczywiscie kiepski, ale tekst juz troche lepszy, moze nawet i zabawny, z bardzo wyraznym kluczem lepperowsko-torunskim, wszystko jednak zalezy od tego, jak rozwinie sie fabula. W gruncie rzeczy takie kawalki maja skrocona date waznosci

  • ramzes

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    bardzo mi się podoba
    potrzebujemy więcej gejowskich czytadeł!

  • kacper

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    Kochani redaktorzy, nie niszczcie Homików taką „literaturą”. Stanowczo będzie lepiej, jeśli żaden dalszy ciąg nie nastąpi.

  • idaho

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    Czyżby te grafomańskie brednie miały zastąpić ambitnie pomyślaną Homikotekę, która, mimo szumnych zapowiedzi, wciąż pozostaje w powijakach?

  • oj oj oj

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    Na rok 2009 życzyłbym wszystkim mniej malkontenctwa, a więcej dystansu do siebie. Nawet tak lekki temat musi spotkać się z zapiekłymi reakcjami. Jak byk „pisze” na górze, żeby potraktować utwór z przymróżeniem oka, że to gniot, ale nie, damulki muszą wbić się w gorset i swoje dowalić. Jak zresztą w każdym temacie. Im więcej takich „szitów” (przepraszam autora z góry, ale ja uwielbiam wszelaką „sztukę” klasy B, C, D i dalszą), tym lepiej dla nas, a na pewno zdrowiej. Ale ponoć według naukowców , takie wynalazki jak np. horrory z gumowymi potworami, mają się dobrze tylko w okresie prosperity, gdy lud jest szczęśliwy i zadowolony. Autorowi radzę za 30 lat spróbować szczęścia:-)

  • bomba

    [Re: Tęczowe wyjście z mroku odc. 1]

    bardzo fajne, lekkie, powiesc pierwsza klasa! wiecej! przeczytane w wannie z pianka i piwem z pianka robi dobrze na ciele i duszy po calym powaznym nudnym glupim dniu. czekam. bomba.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa