Opowieści wigilijne (3)

I

Mój

Rok w rok, jest tak samo. Żadnych zmian. Najpierw ubieranie choinki, potem siedzenie przed telewizorem i głodzenie się, aby starczyło miejsca na dania z wigilii. Ojciec na fotelu popija piwko, mama w kuchni smaży karpia. Pamiętam jak tok temu, miała łzy w oczach jak jej się dwa kawałki przypaliły, bo akurat ze mną rozmawiała. Ja nie robię nic, po prostu muszę być. To jest trudne. W dzieciństwie święta były magiczne, potem wtórne, a teraz czuję, że coś tracę za każdym razem. Poczucie straty, myśl, że powinienem być gdzieś indziej, z kimś innym zżera mnie już od początku grudnia.

Wieczorem pakujemy wszystko w plastikowe tacki i do dziadków. Czasami część potraw zostawała w tych tackach na stole. Babcia z uśmiechem rozdaje opłatek, nawet dziadkowi, alkoholikowi, który zniszczył jej życie. Dziadek na rauszu mamrocze coś pod nosem. Wszyscy życzą mi dziewczyny. Nie pracy, nie dobrych ocen, o tym nie słyszę od kilku lat, najważniejsza jest dziewczyna. Jaka ma być? Mama chce żeby była ładna i spokojna jak na dziewczynę przystało, ojciec klepie mnie po ramieniu, ze zrozumieniem, że wiem, do czego ona służy. Dla babci najważniejsi są jej rodzice, bo wiadomo, trzeba się ustawić jakoś w życiu, a tego kwiatu to pół światu. Dziadek dalej coś mamrocze pod nosem.

Nikt mnie nie pytał, czego sobie życzę. Żadnego spełnienia marzeń, tylko spełnienie oczekiwań. Wszystko jest sztuczne, plastikowe jak te tacki. Kolęd nie śpiewamy, ale ojciec wyciąga pół litra. Muszę pić, bo tak trzeba, na trawienie, dla dzieciątka, bo pierwsza gwiazdka, wtedy dopiero zaczynamy rozmawiać. O synku mojej siostry ciotecznej, o wnuczce koleżanki z mamy pracy, o tym, że mam się nie martwić, bo pieniądze na wesele już odłożone. Wybucha kłótnia czy ma być DJ czy orkiestra. Rozglądam się zdezorientowany dookoła, bezradny. Muszę wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza. W kuchni opieram się o parapet i zamykam oczy, wyczuwam wibracje telefonu, i czytam: Trzymaj się, jestem z Tobą. Twój R.

II

Spotkanie

To miałby być inne święta. Od kilku miesięcy pracował i kiedy okazało się, że ma zmianę w wigilię, zrobiło mu się niedobrze. Rodzina była daleko, niemożliwy był dojazd po pracy. A godzina zero nadchodziła szybko. Chciał obrócić to w żart, będę płakać do karpia, a karp do mnie. Nie pomogło. Nie przyznał się nikomu, że zostaje sam. Nie chciał tych pełnych litości i współczucia spojrzeń. Każdy miał tradycyjnie wolne miejsce przy stole, dla niespodziewanego gościa, i tradycyjnie zawsze takie właśnie pozostawało: wolne.

W Wigilię tak naprawdę pracuje się na papierze. 11.03 Włącza pocztę, a w niej kilka zleceń. 12.35 Jest po całej serii świątecznych łańcuszków, z Mikołajami 14.01 Socjal jest wyludniony, prawie wszyscy starsi pracownicy mają wolne, on najmłodszy ma dyżur 15.55 Ściemnia się, a w radiu leci Last Christmas po raz setny 16.00… Ma łzy w oczach, jest mu smutno, za oknem śnieg prószy i ulice są coraz bardziej puste, chciałby się do kogoś przytulić, zaczyna wspominać, robić podsumowanie nędznego roku, jeśli chodzi o facetów, przychodzą mu do głowy tylko smutne wydarzenia.

Gdy wracał zrezygnowany i podłamany do domu, zobaczył swoją sąsiadkę w oknie. Dziarska staruszka, z której biła energia życiowa. Czekałam na pana. Niech pan nic nie mówi, tylko wchodzi, jest jeszcze moja butelka wina. Nie czuł wstydu, czy zakłopotania, potrzebował drugiego człowieka, jak powietrza. A teraz opowiem, Ci moją historię chłopcze. Rozgość się i słuchaj. Zapamiętał fajerwerki. Mówiła, a bił z niej blask. Mówiła o miłości w najczystszej postaci, o swojej dziewczynie i wspólnych wczasach, mówiła o miłości do książek i do złotego kota. O dniach, gdy zaszywały się razem w domu i czytały poezję. Mówiła o rytmie jej serca, o jego wyczuwalności i zmienności, o swoim wyczuciu w tej materii. Śmiał się z ich przygód. Śmiał się i czuł błogość. Zasypiał wpatrzony w nią, słuchając jej kojących słów.

9.18 Pierwszy dzień świąt: Sąsiadka miała jogurt. To dobrze. Zapamiętał, że zrewanżował jej się swoją historią. Mówił o planach na życie. O sobie i czasem o innych. Czuł potrzebę wygadania się. Nic jej nie szokowało, była cały czas uśmiechnięta. Potem oglądali stare zdjęcia, najnowsze sprzed kilku lat, ich ostatnie, sprzed jej choroby. Tak ją poznałam. To była zima dekady. Ona miała wino, a ja zakochałam się jak nastolatka, i tak przez trzydzieści lat. Wczoraj wydawało mi się, że widziałam ja przez okno, jak pan szedł, daję słowo. Myślę, że to nie przypadek. Uśmiechnęła się, do siebie.

III

Mrugnięcia

Jechałem pociągiem. Specjalnie usiadłem od strony wejścia do przedziału, żeby policzka nie było widać nawet przez okno. Firanka skutecznie wszystko zasłoniła. Trochę bolało, ale już nie tak jak rano. Pierwszy raz w życiu mnie wtedy uderzył. Po prostu podszedł, i przyłożył mi z pięści, przewróciłem się prawie, matka krzyczała i płakała, a ojciec zaraz jak to zrobił wyszedł, trzaskając drzwiami. Wiedzieli, że jestem gejem od trzech miesięcy, ale gdy powiedziałem im, że spędzę wigilię z jego rodzicami, nie wytrzymali tego, a zwłaszcza ojciec.

Nie chciałem im robić przykrości. Przecież mam siostrę i brata, którzy mają swoje rodziny i przyjechaliby do rodziców jak zwykle. Nie zostawiłbym ich sam. Sam się poryczałem, tak wiesz – po prostu. To dla mnie też był szok. Nie pamiętam jak się spakowałem, chyba zrobiłem to dość szybko. Matka usiłowała mnie zatrzymać, ale nie mogła nic zrobić. Postanowiłem, że koniec, że muszę przestać być poddańczo – uległy. Pewnie, że było mi żal. Myślę, że tak naprawdę nie byłem zły na ojca. Byłem zły na świat, na ludzi, bo to oni wpoili im w pewnym momencie, że gej to coś nienormalnego i potem były skutki takie, a nie inne.

Na miejsce dojechałem po trzech godzinach. Czekał na mnie na peronie. Nie znałem wcześniej jego rodziny. Na powitanie mnie przytulił i spojrzał na policzek zatroskanym wzrokiem. Jego brat siedział w samochodzie, na mój widok podrapał się po głowie i uśmiechnął. Wiesz, pamiętam jego słowa do dziś: Siadaj na tyły, i tak jesteś poobijany. Jak byś chciał kilku lekcji samoobrony, to śmiało, nauczę Cię. On już zna. Wskazał palcem na mojego partnera, a swojego brata. Tomek szturchnął mnie zaczepnie i mrugnął okiem. Na miejscu było z osiem osób. Jego ojciec był trochę zakłopotany, ale jak powiedział, że mam się czuć jak u siebie w domu i uścisnął mi dłoń, myślałem, że się poryczę.

Przy stole siedziała też jego babcia. Starsza kobieta. Pamiętam, że spojrzała na mnie i ze wskazaniem na Tomka powiedziała: Widziałam jak był niemowlakiem i robił pod siebie. Widziałam, jak szedł pierwszy raz do szkoły i grał w piłkę z kolegami. Widziałam niepewność w jego nastoletnich oczach, widziałam też, jak przeżywał rozstanie ze swoim ostatnim facetem, i co czuł. Zrobisz mu krzywdę, a drugi policzek będziesz miał obity. A teraz przestań się patrzeć na mnie jak na wariatkę i podaj mi karpia. Czuję, że zostaniesz tu na dłużej synu i cholera, cieszę się z tego. Mrugnęła do mnie porozumiewawczo.

IV

Naprawdę?

Nie mogłem w to uwierzyć. Z początku nic nie wróżyło takiego obrotu spraw. Bilety znalazłem w bucie na Mikołaja, a Robert udawał oczywiście, że o niczym nie wie. Choć swój bilet też tam znalazł. Po kilku minutach widziałem, że nie może wytrzymać ze śmiechu, i jak radośnie błyszczą jego oczy. Tak! Spędzamy święta w Finlandii, niedaleko Helsinek. Będzie śnieg, kilku znajomych i drewniana, dobrze ocieplona chata, dostępna dla Nas przez cztery dni.

Moi rodzice z początku myśleli, że będę z Robertem u nich na wigilii, a potem u jego rodziców, ale sprawy potoczyły się inaczej, więc każda ze stron dawała nam rady: a) że mamy się ciepło ubierać b) przy paleniu w kominku uważać na wypadające drewna (tutaj jak zwykle usłyszeliśmy historię mojego dziadka, który nie pilnując ognia, sprawił, że cała choinka się spaliła i został suchy kikut, oprócz metalowej gwiazdki na szczycie c) nie wychodzić do lasów, bo renifery mają rogi i byśmy byli naiwni, wierząc, że używają ich tylko do ozdoby (jak twierdzi mama Roberta), albo do walk w okresie godowym (jak twierdził mój tata – urodzony leśnik, amator).

Pierwszy raz miałem lecieć samolotem. Za granicą byłem, jednak nigdy w rejonach skandynawskich. Mój partner był tam dwa razy. Trochę pracował, trochę się szkolił. Tam podobno nikt nie zna sformułowania comig out – może kiedyś, ale dla młodzieży, zwłaszcza homoseksualnej to nie istnieje. Ktoś jest gejem czy lesbijką, no problem. A więc chodziliśmy po Helsinkach trzymając się za ręce. To był dla mnie szok kulturowy, jeśli mówimy o takich sprawach. Finlandia jest wbrew pozorom blisko Polski, a taka dzieli nas różnica kulturowa, coś niesamowitego. Bardzo wcześnie się robiło ciemno i po wyjściu z samolotu, z małym dyskomfortem w uszach, ruszyliśmy na miejsce. Prószył śnieg, wszędzie światła, takie oświetleniowe, i nastrój świąt, który przywieźliśmy z sobą.

Domek był idealny, jak z pocztówki, no może mało był z drewna (a taki rzekomo miał być), ale kominek pierwsza klasa. Za oknem zaśnieżone pola i mały las, w zasadzie to chyba był park. Akurat złapał wtedy mróz i widać było gwiazdy na nocnym niebie. W wigilię zamknęliśmy drzwi, rozpaliliśmy ogień i otworzyliśmy wino – zrobiliśmy sobie małą kolację. Każdy z Nas (a była jeszcze jedna para, plus znajoma i kolega – oboje spoza branży), miało za zadanie powiedzieć coś ważnego albo przeczytać. Alicja powiedziała, że jest super i nigdy nie myślała, że spędzi tak święta, parka znajomych przeczytała swoje pierwsze smsy jak się poznawali, co wszystkich bardzo rozśmieszyło. Tomek rozprawiał o wyższości wina nad karpiem.

A Robert… Przytulił mnie i powiedział, że ten czas zostanie w nas na zawsze, tak jak my, i że upoluje dla mnie renifera, jak będę grzeczny, i stanie się prawdziwym wikingiem (znowu wszyscy wybuchli śmiechem), nie mówił dużo, bo wiedział, że mam przygotowaną opowieść, więc po chwili zacząłem ja: Każdego roku, miesiące zbierają się przy ognisku i opowiadają sobie historie. Pierwszy zaczyna wrzesień, tak żeby na końcu był sierpień. Styczeń dokłada do ognia, a maj szuka zakochanych. Nic nie jest ustalone, niektóre opowieści trwają trzy tygodnie, inne kilka minut. Miesiące wiedzą, że nie ma ustalonych ram, stąd miłość ma wiele barw i wiele odmian, a liście wirują na wietrze, razem z płatkami śniegu w słoneczny dzień…

„miesiące roku zbierają się przy ognisku i opowiadają sobie historię” – ten wycięty fragment pochodzi ze zbioru opowiadań Neil Gaimana „Rzeczy ulotne”, Wyd. Mag, Warszawa 2006.

Niebieski Johnny Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta, chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

8 komentarzy do:Opowieści wigilijne (3)

  • Pawel

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    dzieki za te opowiesci. nie wyobrazam sobie co prawda Bozego Narodzenia bez Pasterki, ale naprawde zachcialo mi sie jeschac do Finlandii :)

  • Sheeshka

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    Wyjątkowo wzruszyła mnie opowieść III Mrugnięcia.
    Była taka, zapierająca dech…

    A Finlandia… I te Helsinki i ta chatka… Coś pięknego. Wyobrażenie 6 szczęśliwych ludzi, wtulonych w siebie i śmiejących się jak myszy do sera z historii o miesiącach…

  • vodaboy

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    to co piszesz jest po prostu swietne!! dziekuje:)

  • Pitr

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    No, Finlandię polecam…

    A opowieści piękne.

  • er

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    Pochwalic, pochwalic – to dobre, naprawde dobre bylo. Ciezko powiedziec, ale chyba Mrugniecia naj… hmm, najbardziej mi do gustu przypadly.
    Wszystkiego dobrego.

  • buster

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    Przyjemne. Usmiechnalem sie. Dzieki.
    Szkoda tylko, ze „MOJ” wydaje mi sie najbardziej prawdziwa.
    Pozdrawiam noworocznie

  • VVV

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    Jej, opowiesc tego uderzonego chlopaka, jest niesamowicie smutna ale i radosna na koncu.
    Jak rodziny moga sie bardzo roznic. I najgorsze, jak zauwazyl autor, ze czasami ludzie zostali tego nauczeni (nietolerancji, przemocy) przez srodowisko w ktorym dorastali a pozniej zyli :(

  • Toudeusz

    [Re: Opowieści wigilijne (3)]

    jak ktoś słusznie napisał pod którymś z twoich wpisów – Ty nie możesz być prawdziwy :) Twój facet ma przeogromne szczęście. Życzę Wam(chociaż to lipiec) wytrwania w miłości. I tego byście najbliższe święta znów mogli spędzić razem. I tego czego sami dla siebie nawzajem życzycie.
    :-)




Skomentuj: Sheeshka Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa