Story: treatment dramatu

Przedstawiamy nasz pomysł na sztukę sceniczną – dość luźny treatment dramatu pt. Story.

W dramacie występują:

Dorbol – skin, 18 lat, ubrany na czarno, łysa głowa, tatuaż owada/ karalucha na karku.
Zefirek – 23 lata, ubrany w fajne ciuchy, fryzura półdługa modna, przystojny, gadżeciarz.

Sekunda – 25 lat, dziewczyna, wesoła, ładnie ubrana, gustowne dodatki, awangardowa fryzura.

Przechodnie, przygodne osoby, szary tłum, lekarka, sanitariusz.

Akt I

Scena pierwsza:

Przystanek autobusowy, wieczór, pusto. Stoi Dorbol i Zefirek, mija kilkanaście sekund. Dorbol przesuwa wzrokiem po Zefirku, zauważa, że ten intensywnie mu się przygląda. Chwilę mierzą się wzrokiem. Dorbol pyta agresywnie, zaczepnie „Chcesz w ryja??!” Zefirek nie spuszcza z niego wzroku, wolno cedzi: „Chcę w ryja (zawiesza głos) twojego chuja”. Chwila konsternacji ze strony Dorbola. Patrzy, jak Zefirek wchodzi w bramę. Podąża za nim. Czujny, zaintrygowany, węszy pułapkę.

Scena druga:

W bramie, Zefirek klęczy, Dorbol stoi, ma opuszczone ręce, zamknięte oczy. Stosunek oralny trwa kilka minut, cisza, światła prześlizgują się po murze – ulicą przejeżdżają samochody, ale wciąż cisza. Po stosunku Dorbol odskakuje, patrzy Zefirkowi w oczy. Dobiegają odgłosy „z zewnątrz”, odgłos telefonu komórkowego. Dorbol kopie Zefirka w twarz, zasuwa rozporek, ucieka. Zefirek zasłania twarz dłońmi, krwawi z nosa, wyciera krew łokciem, rozmazuje po twarzy, jest poważny, smutny, zamyślony.

Scena trzecia:

Pokój Dorbola, nieporządek, noc. Dorbol leży w łóżku, śpi, nagle budzi się, podrywa, próbuje znów zasnąć, kręci się w łóżku, zaczyna monolog: „Kurwa nie mogę spać, kurwa j e g o mać”. Mówi, że wciąż ma twarz chłopaka przed sobą, co się z nim stało?, czemu się zgodził?, czemu poszedł za nim?, szedł z ciekawości, zaintrygowany, a potem stracił nad sobą kontrolę, chciało mu się bzykać, ale nie tak. Zastanawia się, czy chłopak go czymś zaraził, zrywa się, szuka czegoś, przewraca, robi bałagan, chaotycznie, zsuwa bokserki, ogląda genitalia. Postanawia odnaleźć chłopaka z bramy, by zemścić się sponiewieranie, za upokorzenie.

Scena czwarta:

Ten sam pokój. Dorbol patrzy w okno, które jest symbolicznym odcięciem od tego, co na zewnątrz. Za oknem widać tłum ludzi, między nimi – Zefirek idący z Sekundą. Śmieją się, czule i ciepło rozmawiają, obejmują się, patrzą sobie w oczy. W tle ich wesoły dialog. Dorbol wychyla się z okna i zwraca się do Zefirka, skarży się, że nie może spać, że go czymś zaraził, że źle się czuje, że nic go nie kręci. Zefirek i Sekunda rozmawiają zupełnie inaczej, o miłości, ale trudno zorientować się kto kogo kocha, kto jest kochany, raczej takie filozoficzne „gadki” przetkane cytatami z książek i filmów, gotowe teksty. Głosy całej trójki nakładają się na siebie, ale tworzą zrozumiałą polifonię radości i smutku. To, co mówi Dorbol brzmi bardzo realistycznie, na końcu wstrząsa nim „suchy” szloch, z bezsilności, że nie jest słyszalny. Zefirek i Sekunda odchodzą. Dorbol zostaje sam i postanawia zabić dziewczynę, zemścić się, syczy wkurzony: „przedtem się z nią zabawię”.

Scena piąta:

Przystanek autobusowy, tłum ludzi otacza dziewczynę leżącą na ziemi, widać tylko jej nogi, ktoś krzyczy „nie ruszać nic”. Podbiega sanitariusz i lekarka, obok ktoś z kamerą, ludzie robią zdjęcia komórkami, niektórzy pochylają się nad dziewczyną, ktoś krzyczy „proszę się rozejść”. Tłum rozstępuje się, widać, że dziewczyna jest dokładnie związana taśmą, pod całe ciało ma podłożone ubrania, porusza się, zdejmują jej taśmę z ust, wtedy ta opowiada co się stało – ktoś ją uderzył i zakneblował, chyba jakiś maniak, bo mówił o miłości, o tym, że nie można ulegać, że trzeba się pilnować na każdym kroku. Do tłumu podchodzi Zefirek, dobiega krzycząc: „jestem jej bratem, przepuście mnie”. Wtedy wychyla się zdumiony Dorbol. Stał tam cały czas, przyglądał się, nie będąc rozpoznawany, zakapturzony w długim płaszczu. Zdejmuje go gwałtownie, zrzuca z siebie, stoi wyprostowany, nagle widoczny. Zefirek go zauważa, ich spojrzenia spotykają się, zamierają, długi czas patrzą na siebie, z wahaniem, z namiętnością, z oddaniem. Jest to scena kluczowa: między nimi coś zaiskrzyło, nawiązują porozumienie. Tłum powoli rozchodzi się, mężczyźni zaczynają rozmowę. Dorbol skarży się, że zawalił mu się cały świat, że dotąd wszystko było proste, a teraz nic nie jest proste, że nie ma sił na sport i seks, nie cieszą go mecze, wymienia różne uciechy, co wcześniej robił, gdy mu się nudziło, itd. Zefirek mówi o tym, jak bardzo się cieszy, że nic się nie stało Sekundzie, że dobrze, że ją Dorbol obronił, od pierwszej chwili wiedział, że jest inny, że jest dobry. Dodaje, że nie gniewa się za tego kopniaka, że go to jeszcze bardziej nakręciło, zaciekawiło. Dorbol na początku nie rozumie, potem wchodzi w tę grę, opowiada, jak podbiegł i obronił Sekundę, plącze się w opowieści, ale stara się być przekonujący (sami już nie wiemy, czy to on ją związał czy nie). Przeprasza, że w bramie kopnął Zefirka, mówi „przepraszam, ja nie chciałem tego, coś we mnie chciało”. Zaczyna mówić odtąd językiem pokręconym, dziwacznym, zmienia się jego postawa – jest rozluźniony. Do rozmowy włącza się Sekunda, mówi o tym, że dłonie tego, który ją krępował były ciepłe, pachniały. Że oprawca szeptał, że chce ją zabić, mówił do niej, co by jej zrobił, gdyby nie nadeszli ludzie, co chciałby jej zrobić i z nią zrobić. Na koniec: że to jakiś wariat był, psychol. Sekunda dziękuje Dorbolowi za obronę. Ten chce odejść, Zefirek go zatrzymuje, głaszcze go po ramieniu, po twarzy. Sekunda przygląda się z oddali, zabierają ją na noszach, protestuje, ale lekarze upierają się. Następuje dialog lekarza i wzbraniającej się Sekundy oraz Zefirka i wzbraniającego się Dorbola. Po zabraniu Sekundy i rozejściu się tłumu, zostają sami Dorbol i Zefirek. Patrzą sobie w oczy i milczą. Słychać odgłos odjeżdżającej karetki. Mężczyźni rozmawiają na początku nieśmiało, potem coraz swobodniej. Zefirek próbuje przytulić się do Dorbola, wtulić w niego. Ten poddaje się miękko. Kurtyna.

Akt 2

Scena szósta:

Pokój Zefirka. Łóżko, Dorbol leży z Zefirkiem. Obaj nadzy. Czysto, świece się palą, muzyka, wino w szklankach. Zefirek smaruje ciało Dorbola olejkiem. Rozmawiają. O bliskości. Dorbol mówi niezrozumiale, Zefirek jakby go rozumiał, jakby czytał „poza treścią”, potakuje, sprzecza się z nim – rozmowa kochanków. Na pocałunki Zefirka Dorbol mówi „nie, on nie chce”. Pozwala się dotykać, ale nie odwzajemnia tym samym, przytula tylko twarz do piersi Zefirka. Ten głaszcze go po włosach. Dorbol zasypia wtulony w Zefirka, wtedy wchodzi Sekunda, mówi, że ten facet, który ją związał był podobny do Dorbola, obwąchuje go, mówi, że tak samo pachniał, tak samo się poruszał, mówił inaczej, ale to był ten sam głos. Zefirek jest zdumiony, wstaje, przykrywa czule Dorbola kołdrą, pyta dlaczego tak wtedy mówiła, że ją obronił, że wariuje z szoku, że chce się poczuć bezpieczna i dlatego szuka winnego. Sekunda powtarza to samo, obwąchuje Dorbola, odkrywa kołdrę i maniakalnie obwąchuje go całego. Twierdzi, że rozpoznaje ten zapach, taki sam kształt, te same palce, te same nogi. Zefirek ją wyśmiewa, zarzuca, że jest zazdrosna, całuje ją w usta namiętnie, ta się uspokaja lub udaje, że się uspokaja, pozwala się odprowadzić do drzwi.

Scena siódma:

Pokój Zefirka, półmrok, zapala się światło – to Dorbol włączył lampkę, jest sam. Budzi się powoli, mówi do siebie, jakby o „miłości”, o „ciele nowym nieznanym”, pieści się, gładzi, nalewa wina, włącza muzykę, która wcześniej ucichła, jakiś fajny nowoczesny dynamiczny kawałek. Nagle przypomina sobie, że ma cały czas resztki taśmy, którą obwiązał Sekundę. Wyciąga ją z płaszcza, ogląda zdumiony, przestraszony, wkłada pod bluzkę, rezygnuje, wkłada z powrotem do płaszcza, a ten odkłada w to samo miejsce, sięga po butelkę z winem, jest pusta, wychodzi z pokoju.

Scena ósma:

Pokój Zefirka. Sekunda wychodzi zza fotela, teraz jest pewna tego, co przeczuwała, siada na fotelu. Zastanawia się, mówi, że poczeka na Zefirka, jeśli przyjdzie zanim doliczy do dziesięciu, wszystko dobrze się skończy Liczy: jeden, dwa, trzy …. dziesięć, jede…, wchodzi Zefirek z torbą wypełnioną zakupami, uśmiechnięty, przytula się do Sekundy, całuje ją w szyję, całuje w kark, mówi o wolności, o swobodzie, o tym, że wszystko jest możliwe, że czuje, jakby był skąpany w słońcu, w świetle, że czuje się pełny i mocny jak nigdy. Na koniec pyta się o Dorbola. Sekunda wzrusza ramionami.

Scena dziewiąta:

Pokój Zefirka. Siedzą we trojkę, podłoga zastawiona jedzeniem, piciem, świeczki, rozmowa na banalne tematy, zagadywanie, każdy mówi w swoim stylu, Sekunda piękną polszczyzną, Dorbol niezrozumiale, Zefirek tylko monosylaby, mruknięcia, opycha się jedzeniem. Wreszcie zajada się do syta, uśmiecha od ucha do ucha, rozciąga się na podłodze, leniwie wyciąga się, opiera głowę na kolanach Dorbola, chwila zawieszenia, Sekunda podnosi się i wychodzi, mówią, że chcą się kochać, że będą się kochać, że kiedyś będą się kochać tak wspaniale jak nigdy dotąd, nie kochają się.

Scena dziesiąta:

Pokój Zefirka, w nim Dorbol i Sekunda. Zapalają po skręcie. Czekają na Zefirka, rozmawiają monosylabami, obojętnie: chcesz?, no, masz, dzięki, zapalniczkę?, masz, tu jest, koło ciebie, gdzie?, aha, masz, niezłe, aha mocne. Po jakimś czasie Sekunda wyjmuje z torby taśmę. Mówi leniwie, przeciągle, że Dorbol oszukuje, że nie rozumie go, ale według niej jest potworem, że nikomu nie powiedział prawdy, a ona milczała, ale nie zapomniała, chciała oszczędzić Zefirka, którego kocha. Dodaje, że nie pozwoli na to, żeby ktoś go okłamywał, Dorbol jest wariatem , oszołomem, oszustem, gwałcicielem, bandytą, jest groźny, jest zdolny do wszystkiego. Mówi ładnymi słowami, ale głośno, wyraźnie, jakby jej nie słyszał, albo nie rozumiał, mówi o różnicy, o klasie, o braku porozumienia pomiędzy nim a Zefirkiem. O tym, że Dorbol nigdy nie zmieni się, że zawsze zostanie skinem, brutalem, prymitywem, trollem. Powtarza, że nie przekroczy swojego dziedzictwa. W pewnym momencie Dorbol podchodzi do szyby, która pełni rolę lustra, przegląda się w nim. Słucha w milczeniu Sekundy. Nagle odzywa się. Mówi, że wycofa się, ale prosi żeby oddała mu taśmę, że nie chce ranić Zefirka, nie chce sprawiać mu bólu, że wyjedzie. Sekunda proponuje, żeby napisał od razu list pożegnalny, ona przekaże go Zefirkowi, Dorbol się zgadza niechętnie, prosi, żeby mu podyktowała, co ma napisać. Ona dyktuje, on pisze. Wymieniają list za taśmę, każde łapczywie chwyta swoje, odwraca się plecami, Dorbol przytula resztki taśmy, Sekunda czyta głośno list, ale jest napisany niezrozumiałym językiem. Teraz wie, że została oszukana. Poprzysięga zemstę, wychodzi. Dorbol tuli taśmę, nie porusza się, milczy. Sekunda wraca z czerwonym sznurem, czymś na kształt aksamitnej apaszki, błyszczącej i bardzo intensywnie zabarwionej. Sznur się za nią ciągnie. Bawi się nim, owija tańcząc, kokietuje. Każe Dorbolowi uklęknąć, mówi do niego, hipnotyzuje go, czaruje. Mówi, jaki jest piękny, jaka przyszłość przed nim, jak bardzo Zefirek go kocha, a ona pomyliła się, że nie można nikogo przekreślać, że każdy zraniony człowiek był kiedyś dzieckiem i ona rozumie tę potrzebę miłości, to pragnienie spalające jak ogień, poszukiwanie uczucia gorącego i obezwładniającego. Jej też jest to bliskie, też marzy o miłosci pięknej, o uczuciu czystym i doskonałym, o ciepłym ciele, o dłoniach cierpliwych i namiętnych. Dorbol mięknie. Wypuszcza taśmę z ręki, ośmiela się stopniowo. Pyta, czy z niego nie żartuje, żali się, że tak trudno mu było w życiu, tak ciężko mu się żyło, że właśnie dzięki Zefirkowi zrozumiał, jak bardzo jego życie było bezsensowne. Teraz ma nadzieję, ufa. Snop światła skierowany jest na niego. Dorbol mówi coraz bardziej z sensem, zrozumiale. Na koniec wygłasza monolog o potędze uczucia do człowieka kochanego, która może odmienić życie. Dziękuje dziewczynie, mówi, że nigdy nie był tak szczęśliwy i że taki chce odejść, żeby nic już nie zepsuć w swoim życiu, nikogo nie zranić. Zdejmuje czarną bluzę, zdejmuje buty, spodnie, skarpety, układa starannie, klęka przed Sekundą i tak jak kiedyś Zefirek patrzy jej w oczy. Ona kładzie mu dłonie na głowie, zsuwa, zaciska sznur, całuje. Dorbol uśmiecha się, osuwa.

Scena jedenasta :

Przystanek autobusowy, ten sam, co w pierwszej scenie. Gwar, szum, hałas uliczny, ludzki, samochodowy itd., nie do wytrzymania, potworny, nieprzyjemny, drażniący. Sekunda i Zefirek przekrzykują się. Nic nie można zrozumieć. Rozmawiają, kłócą się, dyskutują.

Scena dwunasta:

Przystanek autobusowy. Zefirek siedzi sam. W dłoni trzyma kartkę. Idzie do bramy, w której w pierwszej scenie „robił laskę” Dorbolowi. Przyklęka tak jak wtedy. Zapada cisza. Zefirek mówi o tym, że trzeba dalej żyć, że jest piękny młody, bogaty i wszystko co najpiękniejsze jest przed nim. Sięga po komórkę, dzwoni do kogoś, umawia się na imprezę. Mówi, że wyjechał, ale już wrócił, już jest dostępny, po staremu, tam gdzie wcześniej, tak jak zawsze, o tej samej co zwykle. Dzwoni jeszcze do kogoś, jakby nawiązał nagle kontakt ze światem – ktoś odzwania, Zefirek odbiera telefon, odpowiada: „tak, tak, jasne, zajebiście”. Kładzie telefon na chodniku, ten najpierw dzwoni tradycyjnym dzwonkiem, potem rozlega się z niego muzyka chillautowa. Zefirek wyciąga nożyk, jeździ nim po dłoni, rysuje szlaczki po nadgarstku. Bierze rozmach, ręka zastyga mu w powietrzu. Światło zostaje skierowane w bramę, Zefirek tkwi nieruchomy w półmroku. W tle męski, chamowaty głos: „zara, kurwa, dogonię was, muszę się odlać”. Wchodzi młody skin, roześmiany (grany przez tego samego aktora co Dorbol), załatwia się przy murze, ale nie zauważa Zefirka. W komórce rozlega się dźwięk, muzyka chillautowa wypełnia przestrzeń. Sikn rozgląda się, nie widzi nikogo. Odchodzi, zapinając w pośpiechu rozporek. Światła gasną. Muzyka rozbrzmiewa coraz głośniej, staje się transowa. Kurtyna. Muzyka jeszcze przez chwilę rozbrzmiewa, po czy nagle się urywa.

Marta Sokołowska, Marcin Teodorczyk Spotkaliśmy się na Gender Studies (ISNS UW) w 2005 roku. Razem robiliśmy mnóstwo rzeczy w obszarach feministyczno-queerowych, których z braku miejsca nie będziemy wymieniać.

Ostatnio wymyśliliśmy sztukę o miłości, która chcielibyśmy zobaczyć na scenie. Jej treatment powyżej.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

zdjęcie Marta Sokołowska

Marta Sokołowska

autor dodany w procesie porządkowania tabeli autorów (id ref. 610)

15 komentarzy do:Story: treatment dramatu

  • magda

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    tez bym chciala zobaczyc taka sztuke, czyli musicie ja napisac?

    super foty :)

  • MNM

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    te zdjecia to chyba specjalnie takie:-), swietny pomysl

  • royte_pomerantsn

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    piękne. świeże :)

  • pooopooo

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    fajny queerowy krótki metraż by z tego wyłuskać można :)

  • kwiatteczy

    [a może by tak przeprowadzić konkurs na sztukę drogie homiki?]

    to byłoby coś!

  • abiekt

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    raczej na krótki metraż niż do teatru :)

  • [Re:]

    I to raczej na metraż debiutantów, zaczynających dopiero zabawę kamerą na osiedlu – do pisania scenariuszy czy sztuk teatralnych jeszcze im daleko…

  • Jacek

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    bardzo ladne deusy z maszyny
    tylko troche ich duzo
    i obszary jakies male
    n’est-ce pas?

  • Krzysiek

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    Nie podoba mi się, pseudoartystyczne coś…

  • MiszaWro

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    Średnie, nic nowego. Taki stary kotlet co go wątkiem homo ktoś odgrzać próbuje.

  • alex

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    Banalne i kiczowate. Takie „herlequin story” w wersji homo. Szkoda czasu na czytanie. A tym bardziej na pisanie.

  • renata

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    dla mnie jest super, mało takich rzeczy mamy

  • fors

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    Androny. I tyle.

  • anastazja

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    potrzeba wyraźnej granicy, nie społecznej bo ona nie wystarcza, ale wewnętrznego rozkładu wiary w transcendencję ,wielkiego przeżycia egzystencjalnego,które mogło by predestynować do rangi przyczyny braku porozumienia,taka współczesna wieża Babel, gdzie wszyscy mówią o tym samym,ale się nie rozumieją-tak jak tutaj-o miłości; wtedy kryzys interpersonalności rodem z Szondiego w wersji modern- może być interesujący, gratuluję pomysłu.

  • duo

    [Re: Story: treatment dramatu ]

    na scenariusz marniusienkie…oj miernota, mdle…niby ladne, temat banalny, niby dodaja pikanterii ze malolat skin i chce wpierdol spuscic slicznemu chlopcu, ale co? jest robienie laski, jest amore mio…Wiem wiem mialo byc o milosci..a przy okazji takiej niespotykanej…powiem tak. Zrobcie z tego opowiadanie fajne do gazetki itd :) sztuka na deski teatru…aaaaajc…do dupy




Skomentuj: MNM Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa