Niech nam wybaczą – cd.

ciąg dalszy debaty…
z sali – Krzysztof Zabłocki: Ja bym chciał nawiązać do tego co powiedział Michał Minałto i pani Ania, której głos był najbardziej wyrazisty wobec tego, co tu się toczy. Pani mówiła o Racji, z całym szacunkiem, ale nie znam waszych poglądów, trzeba by się przez nie przebić. Ale większe partie, te bardziej znane, mają siłę przebicia. Gdyby SLD zrobiło taki pierwszy plusk jak u Hockney’a, gdyby SLD podjęło takie ryzyko i zaczęło akceptować postulat związków jednopłciowych, to by podskoczyły notowania. Teraz jest implozja, są sondaże i co kto pomyśli! To jest fantasmagoria, Jacek Kochanowski napisał “Fantazmat zróżnicowany”. Ale partie mają takie fantasmagoryczne pojęcie o elektoracie, że jest elektorat, któremu możemy się czymś narazić. A to jest bzdura! Partia, pani Laszuk powiedziała, powinna mieć profil, poglądy, to by ludzi przyciągało, a nie, że partie lecą za opinią publiczną, która nie istnieje! Ja pracuję na UW i w swojej jednostce całkowicie się ujawniłem. Jestem moderatorem forum, studenci o mnie wiedzą, nic się nie dzieje. Jest też mały związek zawodowy im. Księdza Popiełuszki. I te panie są dla mnie bardzo miłe i nie mają problemu, że ja jestem otwartym gejem. Jeśli SLD przestanie się wreszcie bać, to będzie duża zmiana.

Tomasz Kalita: To nie jest tak, że ktoś się postulatu boi. Od trzech lat się zmieniło. Apelowałem o zrozumienie, ze jest kontekst, sytuacja w Polsce, nie chodzi mi o słupki, tylko o klimat społeczny, że lewica się transformuje. Zobaczcie skąd ta lewica pochodzi, ja nie mam problemu pokoleniowego i mam in e spojrzenia na historię. Ale jestem w SLD, bo wierzę, że dzięki tej najsilniejszej partii lewicy zmieniając ją można zmieniać sytuację w Polsce nie tylko mniejszości. To jest sens tego wszystkiego. Jeśli państwo sądzicie, że to się stanie o tak, to nie! Apeluję o zrozumienie, pani redaktor poganiała, no kiedy? Za rok, dwa? Nie wiem, uważam, że klimat w Polsce się zmienia i politycy lewicy, starzy politycy, będą musieli w pewnym momencie pod naporem [zamieszanie na sali]. Mogę zadeklarować zdecydowanie jasno, ze jesteśmy za legalizacją związków partnerskich, za legalizacją aborcji. Od trzech lat jesteśmy na paradach, nie baliśmy się wystąpić na konferencji prasowej obok…[ zamieszanie]

Anna Laszuk: Musimy kończyć, ale obiecałam jeszcze pani… Zaangażowani zostaną w kuluarach. Ale nie chcę zgubić puenty spotkania. Jest projekt obywatelski gotowy. Są państwo gotowi poprzeć projekt. No nic łatwiejszego nie da się powiedzieć po tym spotkaniu, kampanie społeczne, idea pana Dominiaka bardzo słuszna, niech to będzie konkret, na którym się oprzemy, to będzie to wzajemne zaufanie, o które pan tak apeluje. Po prostu czekamy na państwa reakcje, jest gotowy projekt.

głos z sali: Czyli potrzebujecie czasu?

Tomasz Kalita: Nie, to dla budowy zaufania!

Anna Laszuk: Ale mamy konkret, na którym możemy się oprzeć i możemy zobaczyć go przy pierwszej okazji.

skrypt: Bartek Matusiak, Michał Minałto, Marcin Teodorczyk

od lewej Tomasz Kalita – rzecznik prasowy SLD, Anna Kornacka, Partia Kobiet

***
Czwartkowa debata z udziałem przedstawicieli i przedstawicielek lewicowych partii niczym specjalnym nas nie zaskoczyła. Jednak dalecy jesteśmy od malkontenctwa – po prostu nie oczekiwaliśmy zbyt wiele po skompromitowanym SLD i partiach, które choć deklaratywnie stoją po naszej stronie, w praktyce niewiele znaczą lub robią. Jak słusznie zauważył Robert Biedroń, małe ugrupowania nie mają nic do stracenia – radykalizm obyczajowy na pewno im nie zaszkodzi, ale nawet nie próbują ugrać poparcia na homiczym elektoracie. Pierwsze nasze wrażenie jest dość smutne – raczej pozostajemy poza kręgiem ich zainteresowania. Więcej, jakakolwiek lewicowość tych ugrupowań jest nader wybiórcza i deklaratywna. Żenujące jest biadolenie polityków i polityczek o „okropnych, zacofanych kadrach” partii, które to kadry należy „wychować”. Może lepiej je rozpędzić? Żenujące jest wysłuchiwanie „radykalnej lewicy”, której „lewicowość” polega na zasłanianiu się twierdzeniem, że „wszystko czynią biskupi”, a „oczywistą oczywistością” jest to, że polskie społeczeństwo jest z zasady „zacofane i zaściankowe”. Oby nadal „było” dla powodzenia „pozytywistycznych” idei tych „lewicy”! Raziło poczucie „spotkania wśród samych swoich” – błędnie lewicowe ugrupowania uważają, że „mają nas w kieszeni” i to my – ewentualnie, powinniśmy czynić umizgi w ich kierunku. Czyż najwięcej rozsądku nie wyrażał aktor zbiorowy, „głos z sali”, nie ukrywający swego rozgoryczenia?

Druga z kolei kwestia dotyczy nikłej frekwencji osób LGBTQ podczas debaty – sami pozbywamy się możliwości publicznej dyskusji, stawiania pytań i wysuwania żądań wobec polityków i polityczek. Tym samym pozbywamy się wpływu na ich działania w naszej sprawie. Niestety, odnosimy takie wrażenie, że „naszej sprawy” nie ma. Było nas koszmarnie mało. Przynajmniej znalazły się w siedzibie KPH miejsca siedzące dla partyjnego aktywu, który, pewnie w ramach jakiejś pracy domowej, dzielnie, czasem wręcz komicznie, trzymał kciuki za dobry występ swoich liderów i liderek…

Jak wspomniał podczas debaty Michał Minałto (red.nacz. homików.pl), może dojść do tego, że pewnym sprytnym posunięciem to prawica przegłosuje legalizację związków partnerskich. Może tak się zdarzyć, gdy np. w parlamencie zasiądą tylko PO i PiS. W końcu PO będzie musiała się czymś odróżnić od swoich konkurentów i zdobywać nowych wyborców i wyborczynie… I co wtedy? Czy bezideowy SLD będzie nam jeszcze do czegoś potrzebny? Jasne, teraz nie mamy specjalnego wyboru, a wspomniana partia wie, że homiczy ród chętnie głosuje na nią. Tymczasem zacznijmy rozdawać karty! Może zamiast wypatrywać nadziei w SLD, czas przekonywać do siebie członków i członkinie jeszcze innych, nawet nielewicowych partii? W każdej partii dokonują się przetasowania, a wiecznie płynna PO to modelowy wręcz przykład.

Na koniec – podziękowania dla Mariusza Kurca, organizatora czwartkowej debaty, redaktora „Repliki”, organizatora branżowych wieczorów filmowych w Krytyce Politycznej, zazwyczaj pozostającego w cieniu. Warto docenić Jego poczucie misji i zaangażowanie, co niniejszą wzmianką czynimy.

(mt)

Autorzy:

zdjęcie Raimund Wolfert

Raimund Wolfert

ur. 1963, pracuje jako wykładowca w Berlinie. Jest autorem licznych publikacji naukowych na temat niemiecko-skandynawskich kontaktów kulturowych oraz prac z historii homoseksualności. Wydawca książki „Alles nur Kunst?” Knut Hamsun zwischen Ästhetik und Politik” (1999) i autor publikacji „Gegen Einsamkeit und ‚Einsiedelei’. Die Geschichte der Internationalen Homophilen Welt-Organisation” (2009). Obecnie pisze biografię niemieckiego pisarza i pacyfisty Bruno Vogela (1898-1987), która ukaże się wiosną 2012.

4 komentarzy do:Niech nam wybaczą – cd.

  • kosmo

    [brawo]

    Brawo dla organizatorów! Podziękowania dal homików! Takie wydarzenia są niezmiernie potrzebne, bo to zmusza polityków do zajęcia stanowiska. Szkoda, że partie establiszmentu, w szczególności SLD i SDPL są takie kunktatorskie i czekają, aż poparcie samo im urośnie.

  • er

    [bez zdziwienia]

    Tak jak pisalem przy zapowiedzi calego wydarzenia, lewacy okazali sie farbowanymi lisami zdolnymi jedynie do wspominania przeszlosci i niedookreslonych obietnic. Nic mi po Was, drodzy partyjni bezideowcy, i wiem o tym od dawna. Nie musialem tracac trupa patykiem, na odleglosc dalo sie wyczuc smrod.
    Co do liczenia na to, ze PO skupi uwage na nas, ha! Zarcik to, prawda? Jesli SLD oferowalo jedynie deklaratywne poparcie, to czy nie jest naiwnoscia oczekiwac czegos wiecej po PO?
    Heh, chyba predzej doczekamy sie takiej sytuacji jaka panuje obecnie w Grecji niz realnego poparcia.

  • żenia

    [Re: Niech nam wybaczą - cd.]

    to niesamowite…

    nie sądziłem, że będzie AŻ TAK źle!

    pan z SLD PRYWATNIE „coś tam coś tam”, dopiero dociśnięty do muru awansem zarąbał”…

    tragedia i wstyd, kury szczać prowadzać, a nie…

  • Walpurg

    [Re: Niech nam wybaczą - cd.]

    Jak można było przypuszczać, politycy skupili się na chwaleniu własnych organizacji a swój marazm usprawiedliwili mentalnością społeczeństwa.

    Wnioski jest jeden: na polityków nie ma co liczyć. Liczyć można tylko na Raczka i Szczygielskiego – dosłownie i w przenośni. Jeśli zaś komuś marzy się związek, powinien pójść drogą Waldka Zboralskiego – wyjechać do Wielkiej Brytanii i tam zawrzeć związek.

    Jedyny konkretny pomysł to ta propozycja akcji wokół 100 000 podpisów – kilka miesięcy temu wydawał mi się naiwny i głupi, ale dzisiaj widzę to inaczej. To chyba dobra droga i niezły sposób na integrację różnych grup środowiska LGBT i środowisk gay/les-friendly wokół jednej idei.

    Ciekawe jest zresztą to, że to po stronie działaczy społecznych (tych licznych – anonimowych lub zidentyfikownaych – „głosów z sali”) jest entuzjazm – u polityków go brak.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa