Gej najlepszym przyjacielem homo. LGBT w polskim kinie 2008

A więc tak: lesbijek w polskim kinie nie ma niezmiennie (jeśli nie liczyć krótkiej, telewizyjnej „Arii Diva” Agnieszki Smoczyńskiej), gejów natomiast jest wciąż mniej niż księży (prawdziwych, fałszywych, byłych, aktualnych…), którzy mnożą się na ekranie w zastraszającym tempie (a to dopiero początek epidemii!). Ale i oni liczebnie ustępują miejsca homofobicznym wyzwiskom i dowcipom, jakie pojawiają w co drugim polskim filmie.

Przegląd nowego polskiego kina – pod kątem jego stosunku do mniejszości seksualnej, a w oparciu o produkcje pokazywane na ostatnim festiwalu w Gdyni – zacznijmy więc od homofobii oralnej. Proponuję zachować przy tym alfabetyczną kolejność tytułów, by nikt nam nie zarzucił dyskryminacji.

Pedał i Małgorzata

Na pierwszy ogień idzie “Boisko bezdomnych” Kasi Adamik. W jednej ze scen Jacek, grany przez Marcina Dorocińskiego, próbuje wyłudzić piłkę (potrzebną mu do trenowania tytułowych bezdomnych) od kilkuletniego chłopca. Ten oddaje ją całkiem chętnie, bo nie znosi piłki nożnej, ale ojciec kazał mu kopać i jednocześnie zabronił grać na wiolonczeli, by nie wyrósł na „pedała”. Nim Dorociński odejdzie ze zdobyczą, poradzi chłopczykowi, by powiedział tatusiowi, że piłkę odebrały mu “pedały”. Stereotypowe, lecz od biedy można się uśmiechnąć.

Niestety, nieco później ten sam sympatyczny trener zwymyśla swoich bezdomnych po ich pierwszym meczu słowami: “Graliście jak pedały”. Nawet jeśli podobne, a nawet gorsze inwektywy latają w szatniach klubów piłkarskich, to mechaniczne umieszczanie ich w filmie i pozostawienie bez jakiegokolwiek komentarza czy innej reakcji jest przejawem, za przeproszeniem, tępoty. Zdumiewającej, zważywszy na fakt, że “Boisko…” wyreżyserowała Kasia Adamik, którą ponoć najbardziej w naszym kraju wkurza nietolerancja, a scenariusz napisał Przemysław Nowakowski, współautor filmu “Egoiści”. I obraźliwej, jeśli uświadomić sobie, że w aktorskiej drużynie “Boiska…” gra dwóch jawnych “pedałów”: Jacek Poniedziałek i Maciej Nowak.

Przykłady kolejne. W filmie „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta kabotyński aktor, Jerzy (Jan Nowicki) przegląda swoje zdjęcia z młodości. Przy jednym z nich (przedstawiającym, notabene, Nowickiego w słynnym spektaklu Andrzeja Wajdy „Biesy”) krzywi twarz. „Wyglądam tu jak ciota” – mówi. Chciałbyś!

Młodociany bohater filmu Dariusza Gajewskiego „Lekcje pana Kuki” pyta swojego kolegę – gdy dowiaduje się, że ten wynajmuje mieszkanie z innym facetem – „Jesteście pedałami?”. Sam natomiast jest kretynem.

W „Małej, wielkiej miłości” Łukasza Karwowskiego grana przez Agnieszkę Grochowską, Joanna w ciąży bezceremonialnie wyraża, w obecności swego homoseksualnego przyjaciela, „nadzieję”, że jej przyszłe dziecko „nie będzie gejem”. Dlaczego to mówi i dlaczego nie spotyka się to z żadną ripostą ze strony owego przyjaciela pozostanie na wieki tajemnicą twórczości Karwowskiego. (nota bene, agencja „L*Gwiazdy” Lucyny Kobierzyckiej reprezentująca Marcina Bosaka odmówiła bez podania powodów – których nietrudno się jednak domyślić – zgody na publikację w „Replice” zdjęcia
aktora w roli geja w „Małej wielkiej miłości”).

I tak sobie różni i różne wycierają gębę „pedałami”, „ciotami” i „gejami”, co jest po prostu dowodem, że w polskim kinie jak w polskiej rzeczywistości homofobia to akceptowany i często bezmyślny sposób poniżania innych. Dla porządku dodam, że nie zauważyłem, by na ekranie ktoś wyzywał kogoś od: „czarnuchów”, „parchów”, „klechów” czy „głupich Polaczków”.

Osobnym, by nie rzec osobliwym, przypadkiem jest „Serce na dłoni” Krzysztofa Zanussiego (twórcy m.in. homofobicznego „Uroku wszetecznego”). Pojawia się tu postać Angela (Szymon Bobrowski), jednego z totumfackich głównego bohatera, cynicznego milionera Konstantego (Bohdan Stupka). Już na początku filmu Angelo oznajmia, że jest homofobem, więc Konstanty, by go ukarać za pewne przewinienie, zamawia dla niego… męską dziwkę. Potem mamy nieudolną scenę orgietki, na której wije się w majteczkach jakiś młodzieniec z agencji towarzyskiej, wepchnięty następnie z nieszczęsnym Angelem do windy w celu wiadomym. Ileś tam scen dalej ten sam Angelo, chcąc oszukać zrozpaczone dziewczę o imieniu Małgorzata, oznajmia, że łączyła go z jej chłopakiem intymna więź. A dokładniej mówi: „Byliśmy parą gejów”. Znacie jakichś gejów, którzy poczyniliby tak sformułowane wyznanie? Koślawość tego zdania nie budzi jednak podejrzeń u coraz bardziej zrozpaczonej Małgorzaty. Potem Angelo nadal zachowuje się nieudolnie i w końcu głupio ginie w wypadku samochodowym. W sumie należy się Zanussiemu pochwała – o jednego homofoba mniej.

Jedyny gej we wsi

Obok jednak dowcipasów, aluzyjek i topornych ornamentów przewinęło się ostatnio w polskich filmach także kilka homoseksualnych postaci. Co ciekawe, niemal wszystkie pojawiły się w kinie popularnym, wręcz czysto komercyjnym. Kino nazywane artystycznym, które powinno przecież podejmować tematy nie budzące entuzjazmu szerokich mas publiczności, wciąż milczy. Gej w polskim kinie może być nieco ekstrawaganckim dodatkiem do prostych, poczciwych historyjek – pod warunkiem, że nie jest niczym więcej niż dodatkiem.

W kasowej komedii Tomasza Koneckiego „Lejdis” Piotr Adamczyk gra Artura, męża jednej z bohaterek, Gośki (Izabela Kuna). Jest posłem do parlamentu europejskiego i przez telefon bajeruje żonę, która ponad wszystko chce mieć dziecko. Jednocześnie Artur utrzymuje na wyjazdach związek z Portugalczykiem (Piotr Borowski). W pewnym momencie odchodzi od żony, potem do niej wraca, bo rzuca go kochanek, znowu odchodzi, wreszcie wyznaje, że nie może walczyć ze swoją naturą, ale pozostanie przyjacielem Gośki i przekazuje ją w ręce zakochanego w niej węgierskiego kolegi z europarlamentu (Tomasz Kot). Gdzieś tam w tle tego wątku pobrzmiewają poważniejsze sprawy („Mój mąż woli mężczyzn”, obłuda i podwójna moralność polskich polityków, którzy są ukrywającymi się gejami), lecz na ich rozwinięcie nie ma w tej glamourowej komedyjce miejsca.

W podobnej gatunkowo, wspomnianej już „Małej wielkiej miłości” gejów mamy aż trzech. Dwaj z nich to dekoracyjni, przegięci sprzedawcy z kwiaciarni (Marcin Kwaśny, Paweł Prokopczuk), gdzie główny bohater, Amerykanin, Ian (Joshua Leonard) kupuje bukiet dla swej polskiej dziewczyny, Joanny (Agnieszka Grochowska). Ale trzeci gej, Marcel (Marcin Bosak) jest – jak pisałem wyżej – najlepszym przyjacielem bohaterki. Pobiera nauki w szkole rodzenia, udziela Joannie dobrych rad w kwestii ciąży i pociesza ją, gdy zrywa z Ianem. O życiu uczuciowym Marcela nie dowiadujemy się nic – raz tylko obrzuca zalotnym spojrzeniem pielęgniarza w szpitalu. Tak, tak… gejów można tolerować, jeśli pomagają heterykom w wypełnianiu ich obowiązków społecznych i „nie obnoszą się” ze swoimi sprawami.

Najciekawszy jest jednak przypadek „Rancza Wilkowyje” Wojciecha Adamczyka – czyli kinowej wersji serialu o wsi polskiej, gdzie rząd dusz sprawuje proboszcz, a kasą obraca skorumpowany wójt (w obu rolach Cezary Żak). Pewnego letniego dnia nad rzeką w Wilkowyjach rozbija namiot długowłosy przybysz o dziwacznym imieniu Emanuel (Grzegorz Woś). Czyta dzieła filozofów, chce dyskutować o Sokratesie i „końcu historii”. Uczuciem zapała do niego, zafascynowana „mądrością” chłopaka, córka wójta, Klaudia (Marta Chodorowska). Zaniepokojony tatuś uda się wreszcie na poważną męską rozmowę z Emanuelem, by dowiedzieć się, jakie absztyfikant ma zamiary. Ten jednak wyznaje ze śmiechem, że jest gejem, co wójt przyjmuje z ulgą, choć zaraz potem odskakuje z niejakim obrzydzeniem. Na coming oucie wątek się raptownie urywa, nie dowiemy się np., co z zawiedzionymi uczuciami Klaudii. Już podczas napisów końcowych pojawia się krótkie ujęcia, z którego wynika, że Emanuel pomaga sprzedawać piwo w wilkowyjskim ogródku. W optyce twórców „Rancza…” na polskiej prowincji nie ma gejów ani tym bardziej lesbijek. To, co najwyżej, obcy z miasta, kosmici nie pasujący do swojskiego krajobrazu. Można ich nawet przyjąć z typowo polską gościnnością (w jednej z pierwszych scen filmu pijaczkowie spod sklepu chcą przyłożyć Emanuelowi i to jeszcze nie za gejostwo, a za długie włosy), pod warunkiem, że się dostosują, nie obnoszą itd. itp. No, i nie próbują wyrywać miejscowych chłopaków (ani dziewczyn).

Wyjątkowa Senność

Od wymienionych wyżej produkcji odstają dwa bardziej ambitne przedsięwzięcia. W jednym z epizodów filmu Piotra Łazarkiewicza „0_1_0”– zbiorowego portretu trzydziestolatków –pojawia się transseksualista (prawdziwy rodzynek w polskim kinie!), Sebastian (Tomasz Tyndyk). Wyznaje Kasi (Maria Seweryn), którą kocha, że kiedyś był jej szkolną koleżanką. Kobieta jest zszokowana i… na tym historia się kończy, niestety.
Natomiast „Senność” Magdaleny Piekorz według scenariusza Wojciecha Kuczoka to bodaj jedyny – oprócz „Egoistów” Mariusza Trelińskiego – polski film pełnometrażowy, w którym gej jest jednym z głównych bohaterów. A nawet dwóch gejów. Lekarz Adam (Rafał Maćkowiak), który nie potrafi dokonać coming outu przed rodzicami, wiąże się ze złodziejaszkiem „Bystrym” (Bartosz Obuchowicz), który w obecności swoich koleżków musi zgrywać heteroseksualnego homofoba. Spośród trzech segmentów filmu ten powszechnie uznany został za najlepszy. Ale o prawdziwej równości nie ma mowy. Bo zarazem zajmuje on najmniej miejsca w filmie, jest pobieżny i niedopracowany. Zakochani chłopcy nader wstrzemięźliwie okazują sobie czułość – nie ma ani pocałunków, ani tym bardziej scen erotycznych. Film nasuwa też kilka pytań bez odpowiedzi, m.in. o to, co młody inteligent dostrzegł w nieciekawym typku z marginesu. Doceńmy jednak tę próbę naruszenia stereotypów, przełamania tabu i wprowadzenia tematów homoseksualnej do głównego nurtu polskiego kina, gdyż nieprędko może ona się powtórzyć.

Homo nie sapiens

Nie chcę być złym prorokiem, ale wydaje mi się, że na więcej odwagi twórców i decydentów naszej kinematografii dzisiaj nie stać. Choć może uda się wreszcie zebrać fundusze i zacząć zdjęcia do zapowiadanego od jakiegoś czasu filmu „Płynące wieżowce”. Na razie w żenującej zapowiedzi prasowej nowej komedii Olafa Lubaszenki czytamy, że „twardziel, ojciec bliźniaków” Paweł Wilczak zagra… geja-charakteryzatora. Już teraz można boki zrywać ze śmiechu. Natomiast telewizja publiczna wycina ze scenariusza serialu „Londyńczycy” wątek lesbijski, lecz reżyser, Greg Zgliński zapewnia, że „drobne akcenty gejowskie” się pojawią. Doprawdy, zbytek łaski!
W kinie zachodnim i w zachodnich telewizjach wątki gejowsko-lesbijskie są obecne bez kokieterii, wstydu, śmichów-cichów, nierzadko na pierwszym planie. Ale także w filmach robionych w krajach bardziej nawet niechętnych LGBT niż Polska często otwarcie porusza się kwestie nienormatywnej seksualności czy homofobii. Nasi twórcy natomiast doszli do etapu, w którym gej może ewentualnie być aseksualnym, drugorzędnym, troszkę zabawnym, trochę sympatycznym, trochę żałosnym przyjacielem… homo (raczej erectusa niż sapiensa). Czyli – w ich mniemaniu – prawdziwego, bo heteroseksualnego człowieka.

Bartosz Żurawiecki (ur. 1971) – krytyk, publicysta. Jeden z najbardziej cenionych krytyków filmowych w Polsce. Laureat nagrody im. Krzysztofa Mętraka. Od lat związany z „Filmem“, gdzie oprócz szefowania działowi recenzji pisze felietony. Poza tym publikował w „Przekroju“, „Ha!arcie“, „Tygodniku Powszechnym“, „Odrze“, „Gazecie Wyborczej“, „Świecie Filmu“.
Nigdy nie ukrywał swojego homoseksualizmu, jest autorem licznych tekstów analizujących wątki gejowskie, lesbijskie, ale także transseksualne w kinie. Jego test „O tym, którego nie ma“ (2002) opublikowany w „Bez Dogmatu“, a potem „Homofobii po polsku“, uznawany jest za przełomowy, to pierwszy głos homosekseksualisty, który już nie prosi, ale żąda równego traktowania. Autor felietonów w gejowskich pismach „Interhom“ oraz „On i On“.
Pierwszą powieść „Trzech panów w łóżku nie licząc kota“ napisał w 2003 roku, wydana dwa lata później stała się sztandarowym przykładem literatury gejowskiej w polskiej literaturze. Rok później ukazał się zbiór dramatów „Erotica alla polacca“, a w 2007 roku powieść – „Ja, czyli 66 moich miłości“.
Niezmordowany propagator kultury gejowskiej, pisał teksty o Catherine Deneuve, R. W. Fassbinderze, Almodovarze, wraz z Małgorzatą Sadowską przedstawił pionierką analizę wątków homoseksualnych w twórczości Krzysztofa Zanussiego. Wielbiciel div gejowskich, poczynając od Zdzisławy Sośnickiej.

Tekst ukazał się w najnowszym, 16 numerze wydawanego przez KPH magazynu „Replika”. Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.

Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz „Replikę” prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika – prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.

Już w przyszłym tygodniu opublikujemy wspólny raport homików.pl i Repliki na temat polskiej prasy!

Autorzy:

zdjęcie Bartosz Żurawiecki

Bartosz Żurawiecki

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 71; nazwa: BZurawiecki

3 komentarzy do:Gej najlepszym przyjacielem homo. LGBT w polskim kinie 2008

  • loth

    [Re: Gej najlepszym przyjacielem homo. LGBT w polskim kinie 2008 ]

    „Tak, tak… gejów można tolerować, jeśli pomagają heterykom w wypełnianiu ich obowiązków społecznych i „nie obnoszą się” ze swoimi sprawami.”

    Coś w tym jest, BO przecież wszyscy geje są uczynni, mili, i pomagają swoim koleżankom, o mentalności Bridget Jones ;/

  • ewaeva

    [Re: Gej najlepszym przyjacielem homo. LGBT w polskim kinie 2008 ]

    I jeszcze gej – czarny charakter – oszust Malinowski z „Nie ma róży bez ognia”. ;) Nie wiem, jaki był zamiar reżysera, ale wyszło zabawnie, chociaż – oczywiście – stereotypowo.

  • KK

    [Re: Gej najlepszym przyjacielem homo. LGBT w polskim kinie 2008 ]

    to ciekawe jak sprawa wygląda w serialach polskich. Nie oglądam teraz ich, więc nie wiem, ale jestem bardzo ciekaw. Seriale polskie nie są progresywne w ogóle i pokazują wyidealizowana rzeczywistość, więc gej – dodatek do torebki bohaterki też pewnie zagościł. Wiem tylko o tym z Magdy M – zupełnie bezpłciowa postać.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa