Obama jest gejem!

Barack to gej. I mam na to dowody. Jego wybór krzyczy protestem przeciw wykluczeniu mniejszości, bo Obama ucieleśnia – jakże cieleśnie i z seksapilem! – nas, tych spoza, wykluczonych przez stulecia, Arendtowskich „pariasów świadomych”. Twórczo odmiennych, nadal nieobecnych, a często zakazanych. Tuż po zwycięstwie wyborczym Barack Obama dziękuje zarówno hetero, jak i homo.

Demokracja to otwarcie na inność, gość-inność. Demokracja to różnorodne drogi życia. Demokracja to samo-rząd. I tu zasługi ma Jefferson z naszego rysunku, który marzył o republikach elementarnych, małych terytoriach samorządzących się. A gdyby rady samorządowe skonfederowały się kosmopolitycznie? Idzie o pielęgnację podmiotowości. Obcej i własnej. Obcość stanowi wartość. Od zawsze myśl kosmopolityczna ceni inność: w biblijnej Pieśni nad Pieśniami rzecze Sulamitka „śniada jestem, lecz piękna”; miłość sławią cudzoziemka Diotyma i odmieniec Sokrates, który przypomina, że większość często nie ma racji.

No i po zwycięstwie Baracka – nic się nie zmieni. Pozostaną heteroseksizm, nierówności, hegemonia. A jeśli nie? Przecież Obama is hot. A jeśli odnowimy się – raz jeszcze?

Gwiazda mniejszości, Obama z odnową & seksownie. Ale czy zadziała? Czy zadziała kosmopolitycznie? Czy Polska stanie się wreszcie demokracją? Na zwycięstwo Baracka zareagowała już Anna Sobecka (obecnie PiS): „Mnie ten wybór martwi, gdyż z wypowiedzi Obamy wynika, że do głosu będą dochodziły antywartości, związki homoseksualne, szeroki dostęp do aborcji etc. Nad tym bardzo ubolewam”.

Jak wiadomo, poseł Artur Górski ział pogardą do Afroamerykanów i wszelkich niekonserwatywnych poglądów. Poseł wyraził przede wszystkim pogardę wobec Sejmu, gdzie nietolerancja nie powinna być tolerowana. Rasizm bowiem i inne uprzedzenia nie może być częścią demokracji. Tymczasem poseł Górski pławił się w stwierdzeniach rodem z, dawno odrzuconych przez naukę, teorii rasistowskich, które połączył z homofobią, wyrażając dezaprobatę dla normalnego, czyli tolerancyjnego, akceptującego stanowiska Baracka Obamy wobec homoseksualizmu.

Myślałem, że społeczeństwo polskie wyrosło już z nienawiści do mniejszości rasowej czy seksualnej. A tu przedstawiciel klasy politycznej, doktor nauk humanistycznych Artur Górski powraca do tych zaprzeszłych fobii.

Znów jesteśmy świadkiem publicznej demonstracji uprzedzeń. Rasizm i wszelką nienawiść do tzw. innych powinno się potępić. Humanistyka współczesna, a może myśl kosmopolityczna od zawsze, od Sokratesa, przypomina o znaczeniu odmienności, pielęgnując różnice i mniejszości; stąd wielkie zainteresowanie Afroamerykanami, gejami, osobami transgender w filozofii amerykańskiej (Cornel West, Kwame Anthony Appiah, Judith Butler). Myśl profesorki prawa i filozofii Uniwersytetu Chicagowskiego, Marthy C. Nussbaum, to pochwała różnorodności w egzystencji i polityce. Dotyczy to zwłaszcza kultury, która wyraża otwarcie na drugiego człowieka, nie zaś przesądy.

W „New York Review of Books” pisarz gejowski Colm Toibin porównuje Baracka Obamę do legendy kultury afroamerykańskiej, wielkiego pisarza homoseksualnego Jamesa Baldwina, znanego u nas z wielu przekładów. Według Toibina, celem obu jest próba przemiany niesprawiedliwego świata na przekór wszelkim trudnościom.

Ale poseł Górski nie rozumie, że winniśmy docenić odmienność, a nie potępiać ją w imię rzekomych norm własnej represji. Nie rozumie, że kultura to powstrzymanie się od nienawiści do „obcych”. Nie rozumie, że z tymi „obcymi” dzielimy człowieczeństwo i że ich inność to wartość. Nie rozumie demokracji, która polega na różnorodności życia.

Może nauczą się wiele od Baracka politycy polscy, którzy nie wiedzą, że demokracja współcześnie to nie rządy większości, lecz docenienie mniejszości. Obama ratuje dziś honor imperium, które – oby! – wróci do demokracji.

Rysuje Mariusz Tarkawian

Rysunek Tarkawiana – tak, ten obok – gra na pewnym obrazie. Autor to Jacques-Louis David, Gautier Rewolucji i Cesarstwa, autor sakry biseksa Bonapartego, w którym kochało się tylu romantyków, w tym – jak dowodzę w „Miłości i demokracji” – Jul Słowacki. „Leni Riefenstahl uczyniła dla Hitlera, co neoklasyczny David dla Napoleona”, pada od Camille Pagli. David opiewa muskulaturę osobowości, superjaźni Sokratesa, który tuż przed wypiciem cykuty rzuca argumenty na nieśmiertelność duszy. Dramatyczność tej pozy doradzał malarzom filozof, wyjątkowo jak na ów czas niemaskulinistyczny, Denis Diderot, twórca Encyklopedii i Salonów, który obruszał się na swój wizerunek pędzla van Loo, że „zerkający, mizdrzący się, ładniutki”. Oczywiście czytałem, co pisali o Davidzie brytyjska pisarka z żydowskiej rodziny tu, Anita Brookner, czy gejowski historyk sztuki, Norman Bryson, albo w swej ze swadą sporządzoną historią filozofii Alain de Botton, ale nikt jeszcze nie odarł płótna z patosu i nie dodał humoru. Żenić się? – pytano Sokratesa. Cokolwiek uczynisz, będziesz tego żałował/a.

Rozlegały się głosy, że David był homoseksualistą; mówiono ówczesnym kodem, że sokratyzował. Autor studium „Aktu” Kenneth Clark dostrzega u Davida hipnotyczną ekspresję woli. Wbrew wirom zmysłów Fragonarda, David ustawia totalny gest Horacjuszów, o żylastych goleniach niczym Madonna Ciccone, modeluje ostry wskaźnik ręką Sokratesa ku górze. Ku górze, czyli sublimacja. Jak Sokratesa nauczała miłości wieszczka Diotyma – uwznioślać! – „od ciał pięknych do pięknych postępków, od postępków do nauk pięknych, a od nauk aż do tej nauki na końcu, która już nie o innym pięknie mówi, ale człowiekowi daje owo piękno samo w sobie”. „Uczta” Platona z Sokratesem w roli głównej gra gamę fizyki i psychiki naszego erotyzmu, wskazuje i na nieświadomość, popędy i na nadświadomość, boskość. A przede wszystkim samoświadome dialogi o różnorodnym Erosie.

Ongiś żałowałem, że moja prababcia wyjechała, a raczej wypłynęła z Ameryki ku Europie, i to Wschodniej. Potem pławiłem się w różnorodności europejskiej (tłamszonej w Polsce, nie tylko przez IV RP). I dziś marzyłaby mi się prezydentka: Madonna, caryca rzeźby i Nowego Jorku Louise Bourgeois, Hillary I, lespopkrytyczka Camille Paglia, queenreżyser Bruce LaBruce czy gejartysta Robert Gober, Oprah. Winfrey jest władczynią talkshowu, klubu książek, odtwórczynią głównej roli w filmie „Umiłowana” według powieści „Beloved” noblistki Toni Morrison, która gotycko streszcza traumę niewolnictwa. Oprah przysporzyła Obamie milionów głosów, a sprawie tolerancji miejsca w wielu amerykańskich domach, tzw. przeciętnych, a nieprzeciętnie otwartych.

Tęsknię za gościnnością amerykańską, za niezgodą na autorytaryzm, za protestem przeciw niesprawiedliwości, za nieustającymi staraniami o prawa i „sztuką zrzeszania się”, aby te prawa wywalczyć, i za sztuką amerykańską – kobiecą, gejowską, znakomitą. Jeszcze w latach 90. opiewałem Monikę Lewinsky, która spuściła polityce jankeskiej spodnie. Potem jednak przyszła wielka smuta i buta Stanów Zjednoczonych. Pisaliśmy z Pawłem Leszkowiczem w eseju o protesttwórczości amerykańskiego Rimbauda, Davida Wojnarowicza: kultura amerykańska „odradza się i mnoży i różnicuje dzięki krytyce samej siebie, pielęgnując różnorodność życia – nieosiągalne dla wielu krajów, takich jak nasz, który brzydzi się obcością.” („Obcy jest w nas”, Aureus, Kraków 2001, s. 105). Dziś w nowym Nowym Świecie, Obama jest – jak Sokrates i Clinton – za mniejszością.

Toni Morrison nazwała Billa Clintona pierwszym czarnym prezydentem USA. Dla mnie, Obama jest pierwszym gejowskim prezydentem.

Barack jest także prawdziwym kosmopolitą. Timothy Garton Ash przypomina, że to nie tylko Afroamerykanin, ale także po części Hawajczyk, Kenijczyk, Indonezyjczyk. Teraz okazuje się, iż do Obamy przyznają się Beduini w Izraelu. Potrzebujemy Obamy również w Polsce, aby zmienić ten kraj.

A może projektujemy nasze nadzieje na Obamę, zasypujemy go własnym optymizmem. Czy Jadwiga Staniszkis ma rację, że nowy prezydent nie spełni obietnic – zwłaszcza teraz w kryzysie – i jest postacią tragiczną? Jean Baudrillard pisał, że Europa wytwarza fantazje, a Ameryka je realizuje; może Barack ucieleśni ideę sprawiedliwości społecznej.

Nestor historii gejowskiej Martin Duberman zwrócił uwagę na połączenie rasizmu z homofobią w dziejach i współczesności USA. Wykluczenia ze względu na etniczność towarzyszą uprzedzeniom z powodu orientacji seksualnej, a także klasy społecznej. Duberman opisuje również rasizm w świecie gejowskim. Oczywiście nie jesteśmy odeń wolni w Polsce. Dlatego powinno się wreszcie u nas wydać mądrą książkę pisarza marokańsko-francuskiego Tahara Ben Jelloun „Le racisme expliqué à ma fille” (Seuil, Paris 1998).

Oburzamy się na Polack jokes, a odurzamy rasistowskimi dowcipami o Obamie. Pielęgnujemy fobie, dopieszczamy nienawiści, pławimy się w pomiocie-abiekcie. Jeśli nie poradziliśmy sobie z cudzą innością, to nie zaakceptowaliśmy własnej osobliwości, obcości. Dowcip rasistowski jest kompromitacją, tak jak homofobia – jak stwierdził Mikołaj Lizut – to obciach. W rasizmie nie ma nic twórczego ani śmiesznego. To czysta destrukcja – innych, ale też samego siebie. „Cios zadany kozłowi ofiarnemu stanowi odrzucenie całej cywilizacji” – powiada psychoanalityczka Julia Kristeva (przekład Beata Maciejewska). Tak samo z nienawiścią do kobiet i gejów, tudzież z fobią wobec osób biseksualnych i transgender.

Zakaz małżeństw tej samej płci jednopłciowych przypomina zakaz małżeństw między przedstawicielami różnych „ras”. Nazizm i apartheid zakazywały małżeństw międzyetnicznych, a jednocześnie kryminalizowały i wyniszczały homoseksualistów. W faszystowskich Niemczech i Republice Południowej Afryki obowiązywało ustawodawstwo o barierach rasowych, zakaz kontaktów społecznych i system „białej supremacji”.

Tymczasem już starożytny filozof Zenon Stoik radził partnerstwo uzależniać nie od płci, lecz przymiotów wybieranej osoby. I rzeczywiście stoicy i stoiczki nie stronili od homoseksualności, śladem Sokratesa.

Filozofka Hannah Arendt dowodziła, że prawo do małżeństwa z osobą, którą się wybiera, to prawo człowieka. A w roku Eleanor Roosevelt, Pierwsza Dama Ameryki i osoba wpisała do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka słowo „płeć”, dzięki czemu dokument ten przeciwdziała dyskryminacji seksualnej. Właśnie mija sześćdziesiąta rocznica uchwalenia Deklaracji

Pod patronatem medialnym „Homików”, rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka będziemy obchodzili 10 grudnia w Lublinie w Queer Fest, organizowanym przez Homo Faber, z udziałem Kazimiery Szczuki (autorki książek „Kopciuszek, Frankenstein i inne” oraz „Milczenie owieczek”), Krzysztofa Tomasika (autora książki „Homobiografie” oraz felietonów w „Krytyce Politycznej”), pokazem filmów les/gej/trans z Festiwalu Pawła Sołodkiego „a million different loves?!”. Odbędzie się także debata o prawach człowieka dla mniejszości.

Wyobrażam sobie dialog Obamy z Thomasem Jeffersonem, oświeceniowym prezydentem USA, autorem Deklaracji Niepodległości: „wszyscy ludzie są stworzeni wolni”. A przecież Jefferson nie uczynił nic przeciw hańbie Ameryki: niewolnictwu. Miał romans z „czarną Wenus” i znaleziono ich potomków, białych zresztą. To jeszcze jeden dowód na to, że rasa to fikcja.

Obama i Jefferson – śladem Sokratesa? „Jakże go po kosmatych rękach całować musiał biały Platon” – imaginuje sobie Sokratesa polski tłumacz dialogów Władysław Witwicki. Sokrates był wytrzymały na zimno, ból, uwodzenie. Sokrates to bowiem przykład panowania nad namiętnościami: w „Uczcie” powstrzymuje się od przyjęcia zalotów pięknego Alcybiadesa. Mógłby też zostać wzorem dla dzisiejszego protestu przeciw konsumeryzmowi: gdy patrzył na towary, rzekł „Bez ilu dóbr mogę się obyć!”

Nonkonformizm, pogardę wobec konwencji i abnegację rozwinął „Sokrates szalony”, cynik Diogenes z Synopy. Onanizował się publicznie i – tabu wówczas – jadł publicznie. Obaj, Sokrates i Diogenes, ogłosili się obywatelami wszechświata, kosmopolitami. O tym Peter Sloterdijk w „Krytyce cynicznego rozumu” (którą fantastycznie przełożył Piotr Dehnel) barytonowej koloraturze filozofii współczesnej.

„Nic nie wydaje mi się mniej przestarzałe niż klasyczny ideał emancypacji” – napisał Jacques Derrida. Nic dziwnego, że filozof współczesny Simon Critchley skomentował: „Derrida i Habermas żenią się”. Ponowoczesny myśliciel Derrida z nowoczesnym Habermasem. Jeszcze jeden znakomity filozof Richard J. Bernstein, który również żeni Oświecenie Habermasa z dekonstrukcją Derridy, modernę z postmoderną, jako nową konstelację, komentuje, iż Derrida ostrzega nas przed systemami zamkniętymi, dyskryminacją, cierpieniem mniejszości.

Zwycięstwo Baracka pozwala myśleć o Derridiańskiej demokracji przyszłości, demokracji nadchodzącej, demokracji, która przychodzi (democratie à venir). Przychodzi dla mniejszości i prześladowanych zbyt wolno. Derrida – za Biblią i Levinasem – głosi potrzebę miasta otwartego (ville franche), w którym mogliby się chronić uchodźcy, uciekinierzy, zagrożone, „obce”. Idzie o miasto azylu, schronienia (ville refuge). Fromm i Kristeva przywołują przykazanie „Nie bedziesz uciskał przybysza“, „Kochaj tę osobę obcą“ z Księgi Kapłańskiej.

I odnosi się to także do naszego obecnego kryzysu: „Przemoc, nierówność, wykluczenie, głód, a zatem ucisk ekonomiczny, nigdy jeszcze nie dotykały tak wielu ludzi w dziejach ziemi i ludzkości” – pisał Derrida i nabiera to szczególnej aktualności dziś. Derrida, mąż, paterfamilias, który pragnął pisać jak kobieta, podpisał petycję przeciw homofobii. Nie zgadzał się na apartheid, popierał Mandelę, był aresztowany w komunistycznej Czechosłowacji.

Już w wieku XIX klasycy myśli wolnościowej Alexis de Tocqueville i John Stuart Mill w wieku XIX, a obecnie Kwame Anthony Appiah czy Martha C. Nussbaum ostrzegają przeciw tyranii większości (a sam termin pojawił się w Millowskim dziele On Liberty). Nussbaum argumentuje, że „prawa lesbijek i gejów są najważniejszą kwestią sprawiedliwości w naszych czasach”. Współczesny filozof polityki Claude Lefort przypomina, że demokracja to nie rządy większości, lecz troska o mniejszości.

Dzisiejszy felieton w „Homikach” rozpoczyna współpracę, współtworzenie z Mariuszem Tarkawianem, artystą wizualnym, rysownikiem, komentatorem życia społecznego i wewnętrznego. Nasz dialog odbija dialog bohaterek naszych prac. Cokolwiek mówią sobie Obama i Jefferson, mówimy sobie my. Koniec z Guantanamo! Koniec z tyranią większości! Demokracja jest mniejszościowa – wow, Obama!

Tomek Kitliński jest autorem książek o kobietach i gejach; publikowany m. in. w „The Guardian”, „Der Spiegel”, „Die Tageszeitung”, „The Advocate” i „Art in America”.

 

 

 

 

Mariusz Tarkawian jest autorem rysunków, prezentowanych m. in. na wystawach „Pięć dni zwiedzania” i „Establishment jako źródło cierpień” w Centrum Sztuki Współczesnej – Zamku Ujazdowskim, ekspozycjach „Transgresja wyobraźni” i „Remont generalny” w Galerii Białej w Lublinie, na Targach Sztuki w Wiedniu i Miami, a ostatnio Mediations Biennale w Poznaniu. Reprezentuje go Galeria Program w Warszawie. Tarkawian lubi komiksy, a Kitliński – nie. Nie mieszkają w Warszawie.

Autorzy:

zdjęcie Mariusz Tarkawian

Mariusz Tarkawian

jest autorem rysunków, prezentowanych m. in. na wystawach „Pięć dni zwiedzania” i „Establishment jako źródło cierpień” w Centrum Sztuki Współczesnej – Zamku Ujazdowskim, ekspozycjach „Transgresja wyobraźni” i „Remont generalny” w Galerii Białej w Lublinie, na Targach Sztuki w Wiedniu i Miami, a ostatnio Mediations Biennale w Poznaniu. Reprezentuje go Galeria Program w Warszawie.

zdjęcie Tomek Kitliński

Tomek Kitliński

Autor książek „Obcy jest w nas” oraz „Miłość i demokracja. Rozważania o kwestii homoseksualnej w Polsce” (rozdział o Czechowiczu). Absolwent filologii angielskiej UMCS, uzyskał także Dyplom Studiów nad Tekstem i Obrazem pod kierunkiem Julii Kristevej na Uniwersytecie Paryskim Diderota. Był stypendystą Fulbrighta w Centrum Badań o Demokracji na nowojorskim uniwersytecie New School. Mieszka w Lublinie. Jest członkiem klubu „Krytyki Politycznej” w Lublinie i pisze felietony w wortalu www.homiki.pl

19 komentarzy do:Obama jest gejem!

  • Piotr

    [Re: Obama jest gejem!]

    Zapraszamy wszystkich miłośników tekstów Tomasza Kitlińskiego (i nie tylko) oraz prac Mariusza Tarkawiana na Festiwal Filmów Queer do Lublina: http://www.hf.org.pl/queer.
    Napewno autorów tam spotkacie.

  • magda

    [Re: Obama jest gejem!]

    Obama to rzeczywiscie zjawisko.

  • Robek

    [Re: Obama jest gejem!]

    Czy uda mu sie cos zmienic?

  • ja

    [Re: Obama jest gejem!]

    Gbyby nasz kraj mial Obama i szanse na odnowe…

  • czytelniczka

    [Re: Obama jest gejem!]

    Czyż nie za dużo się spodziewamy po Obamie?

  • obol

    [Idżmy na całość!]

    Powiedzmy, że wszyscy mężczyźni są gejami. Tylko, gdzie miejsce na rozum?

  • Rozum

    [Re: Obama jest gejem!]

    Na pewno wszyscy mają potencjał biseksualny. I wszystkie.

  • Marcin

    [Re: Obama jest gejem!]

    Świetny tekst, świetny rysunek.Obama to wielki przełom, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Porwał mnie ten tekst i Wasze komentarze, zatęskniłem za kimś takim u nas. nadzieja na zmianę jest ważna…

  • jack

    [odp: gdzie miejsce na rozum?]

    Rozum i dowcip, czyli esprit w artykule i rysunku.

  • er

    [Re: Obama jest gejem!]

    W stosunku do czlowieka, ktory powiedział m.in. „I know the human being and fish can coexist peacefully.”, tj. w stosunku do George’a Busha, ale nie popadalbym w euforie z powodu Obamy. Moze i za nami jest bardziej niz jego poprzednik, ale na tym swiat sie nie konczy. Bardziej niepokoi mnie jego prawdopodobna polityka zagraniczna – kraza juz pogloski o tym, ze jego gabinet tworzyc beda persony o wyraznie prowojennych pogladach. Bedzie zmiana – zamiast wojen z terroryzmem beda wojny o pokoj i stabilizacje, a na marginesie byc moze bardziej prohomiczo.

  • re

    ["nie popadalbym w euforie z powodu Obamy"]

    Zatem szkoda, że nie McCain? Razem ze swym pro-homiczym zapleczem, nie prowadziłby wojen, bo – jak wiadomo – jest pacyfistą.

  • Mateusz

    [Re: Obama jest gejem!]

    Tekst i obraz to lekkie a ważne głosy polityczne.

  • hm....

    [Re: Obama jest gejem!]

    Idźmy dalej – Bóg jest homo. Właśnie dlatego Maryja pozostała dziewicą. Dziękuję za uwagę

  • er

    [re: "nie popadalbym w euforie z powodu Obamy" ]

    Ha, oczywiscie, ze nie! :-) Nie mowie, ze nie jestem zadowolony w jakims stopniu z tego, ze McCain i Pallin poniesli porazke, ale wybor Obamy to dla mnie po prostu mniejsze zlo.
    A przy takiej alternatywie ciezko popadac w stany euforyczne. Co najwyzej mozna powiedziec – Moglo byc gorzej.

  • ram

    [Re: Obama jest gejem!]

    Moze byc lepiej. Wsrod fobii, ktore wzrastaja globalnie, swiat moglby sie stac, nieco przynajmniej, pro-homo. Wlasnie dlatego, ze Obama pochodzi z mniejszosci, jego wybor przynosi nadzieje.

  • Fallax spes

    [Re: Obama jest gejem!]

    Kochani, czy Wy aby nie robicie sobie zbyt wielkich nadziei ?

  • Zen

    [Re: Obama jest gejem!]

    Ja sobie nie robię nadziei, bo co ma Obama do Polski, ale podoba mi się jego oddziaływanie na społeczeństwo amerykańskie. A to, że podziękował również gejom i lesbijkom za głosy, to kamień milowy. Jest to niewątpliwie fascynujący gość, a jako pierwszy czarnoskóry prezydent USA już przeszedł do historii, dlatego taki szał mnie nie dziwi:) A przy okazji fajny tekst przeczytałem.

  • > Yep, certainly he is <

    [Re: Obama jest gejem!]

    „All men are homosexual but for their choice not to be” – Norman Mailer

  • Uschi

    Wpis iście proroczy :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa