Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.

Właściwie pewne rzeczy przyjęłam już za pewnik. A może nie tyle przyjęłam za pewnik, co po prostu pogodziłam się z nimi – takimi, jakie są. Przestałam naciskać na ich zmianę, przestałam podejmować próby. Czasami mam wręcz wrażenie, że gdzieś w środku zaakceptowałam stan rzeczy – który przecież jest nieakceptowalny i nienormalny (jeśli za normę przyjąć to, co dobre i właściwe, a nie to, co statystycznie najczęstsze). I ten właśnie poziom akceptacji mnie ostatnio uderzył – czy aż tak dostosowałam się do stanu faktycznego, czy to reakcja obronna mojej udręczonej głowy? Czy raczej mądra świadomość, że jeśli nie da się czegoś zmienić, to szkoda energii na próby? A może po prostu zobojętnienie…

Zobojętniałam na fatalne relacje z moimi rodzicami, wywołane wyłącznie moją orientacją seksualną. Choć może nie tylko tym? Bo jeśli od początku okresu dojrzewania słyszałam, że moje pomysły na życie są nie takie, moje przyjaźnie niewłaściwe, moje wybory nieodpowiednie, a związki, wówczas jeszcze po linii heteromatrixu, na pewno katastrofalne dla mojej przyszłości… To być może nie powinnam być zdziwiona tym, co stało się, kiedy kilka lat temu zdecydowałam się na coming out: chcąc być w zgodzie z własnym sumieniem, wiedziona jakąś mętnie pojętą uczciwością wobec najbliższych – było nie było – ludzi, przeżywszy bez ich wiedzy kilka lat w swojej otwarcie biseksualnej tożsamości, spotkawszy kobietę swojego życia, postanowiłam poinformować o tym rodziców.

Ojciec zabronił mówić matce (syndrom chronienia słabej jednostki przed „ciosami”). Matka próbowała popełnić samobójstwo. Przeszła załamanie nerwowe, po kilkunastu miesiącach awantur i szantaży emocjonalnych praktycznie ze mną nie rozmawia, przekonana, że swoim egoizmem zniszczyłam życie swoich najbliższych. Że zniszczyłam jej szczęście (drobne wyjaśnienie: egoizmem, bo będąc biseksualna i „mając możliwość związania się z mężczyzną i stworzenia normalnej rodziny” zrobiłam jej na przekór, nie pozwalając spełnić się w roli babci).

Nie, nie twierdzę, że byłam aniołem. Też krzyczałam, też w obronie swoich wyborów stosowałam agresję, też oskarżałam ich o egoizm. W końcu, dzięki nieocenionej pomocy mojej terapeutki, zrozumiałam, że nie zmienię ich poglądów i nie uszczęśliwię ich na siłę, kształtując ich przekonania na moją modłę. Każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny sam za swoje życie i swoje szczęście – tej myśli staram się trzymać. Już ich nie przekonuję, że mam prawo być sobą. Przestałam.

Matka nie rozmawia ze mną w zasadzie w ogóle. Po obu stronach, jak sądzę, sporą rolę gra urażona duma, zniechęcenie, poczucie bezsensu. Ja już na szczęście nie czuję się pokrzywdzona – to też dzięki mojej terapeutce. Z ojcem mam kontakt niezły – widzę w nim wysiłek, jaki podejmuje, żeby poradzić sobie z sytuacją. Opowiadając mu o swoim życiu często mówię o „nas”, wspominam swoją partnerkę. Mojemu ojcu też kilka razy zdarzyło się użyć sformułowania „wy”, liczby mnogiej. Wiem, że to w jego przypadku wielki postęp i wielka zmiana. Bardzo to cenię. Choć obiektywnie patrząc – to niewiele.

Paradoksalnie jest mi trudniej niż gdyby się mnie całkiem wyrzekli. Jestem z nimi związana mocno, choć na co dzień o tym nie myślę. Uciąć z nimi relację całkowicie nie byłoby mi trudno, ale nie dają ku temu powodów. Z matką tkwimy w przeciwległych okopach jak w czasie „dziwnej wojny”, ale nie ma już bitew, czasem pomniejsze potyczki. Panuje lodowate zimno. Ojciec próbuje być łącznikiem między nami. Sytuacja jest chorobliwa, ciężka, trudna do zniesienia, jeśli się o niej za dużo myśli. Więc nie myślę. Zrobiłam sporo, żeby ją znormalizować. Czas na ich ruch. Ale nie jest normalnie.

Dla porządku muszę dodać, że zupełnie inaczej wygląda moja relacja z moim bratem – który przyjął zapewne szokującą dla niego wiadomości o orientacji siostry ze spokojem i naturalnością. Relacje układają nam się świetnie. Normalnie.

Relacja z moimi rodzicami wydaje się tym bardziej nienormalna, że mam w tym samym czasie porównanie z normalnością. Bo skrajnie inna atmosfera panuje w drugiej części mojej rodziny – czyli wśród bliskich mojej partnerki.

Rodzice traktują swoją córkę z wielką miłością i szacunkiem, jej orientację przepracowali (choć z opowiadań wynika, że na początku nie było im łatwo, nigdy jednak nie odrzucali jej z tego powodu), akceptują jej wybory życiowe i wspierają w nich. Kiedy ich poznałam, jako jej – potencjalnie wówczas – stała partnerka życiowa, zostałam przyjęta w rodzinie z życzliwym, ciepłym zaciekawieniem, które przerodziło się w wielką, obustronną sympatię. Nasza decyzja zamieszkania razem, podjęta dosyć szybko, wzbudziła niejakie zaniepokojenie jej rodziców, ale widać było, że wynika ono wyłącznie z troski o jej dobro.

To wszystko było dla mnie od samego początku cudem. Wyobraźcie sobie, jak się czułam, otoczona miłością, ciepłem i szacunkiem w sumie zupełnie mi obcych ludzi, kiedy moi biologiczni rodzice… Wiadomo. Wyobraźcie sobie, o ile większym cudem jest dla mnie spotykanie się z dalszą rodziną mojej partnerki, gdzie rozkwitam w serdecznej, ciepłej atmosferze, szanowana i – mam nadzieję przynajmniej przez większość – lubiana. Niezwykłym doświadczeniem jest dla mnie to, że mogę liczyć na ich bezwarunkowe wsparcie, nie tylko jako partnerka ich ukochanej córki/siostry/wnuczki/siostrzenicy itp., ale także jako ja sama. „Bezwarunkowe” to ważne słowo, ponieważ moi rodzice zapewne również udzieliliby mi zawsze wsparcia w trudnej sytuacji życiowej – ale pod jednym, oczywistym warunkiem… (lub w stylu „zobacz, jak wiele dla ciebie robimy, choć jesteś taką złą córką”).

Oczywiście, rodzina mojej partnerki, jak każda rodzina, idealną nie jest. Oczywiście, nasze relacje z nimi to nie sielanka. Oczywiście, wolałabym, żeby mówili o mnie „jej partnerka”, a nie „jej przyjaciółka” i żeby jasno komunikowali naszą relację światu na zewnątrz – znajomym itp. Oczywiście, czasem sama siebie strofuję, kiedy popadnę w zachwyt zbyt wielki – że przecież takie relacje, jakie mamy z nimi, powinny być normą, więc czymże ja się tak wzruszam… No, ale normą nie są. Wiecie, jak wygląda nasze społeczeństwo, wiecie, jak wygląda większość sytuacji rodzinnych osób LGBTQ. Więc chyba rozumiecie mój zachwyt, nieustający od lat kilku, nad moją nową rodziną.

To wszystko, co opisałam powyżej, ma nawet odzwierciedlenie w języku, jakim się posługuję. Istnieje w semantyce zasada (w uproszczeniu), że pojęcie, relacja, które są najbardziej podstawowe i elementarne, najważniejsze, nie wymagają dodatkowych określeń. Więc kiedy mówię „mama” – mówię o matce mojej partnerki. Kiedy chcę odnieść się do mojej matki, mówię „moja mama”. To pokazuje dużo, jak sądzę – a nie jest wcale zabiegiem zamierzonym.

 

 

32 komentarzy do:Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.

  • anka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Jestem matką geja i domyślałam się od zawsze, że on jest gejem chociaż nie mówiłam tego głośno, ale nie unikałam z nim rozmów na ten temat żeby wiedział jakie mam zdanie i miał łatwiej kiedy będzie gotowy mi o tym powiedzieć. Nie wyobrażam sobie że mogłabym go odrzucić czy nie zaakceptować go takim jakim jest, kocham go bezwarunkowo. Jego partnera przyjęliśmy z mężem w naszym domu z miłością a to, że się kochają jest dla nas bardzo ważne i życzymy im jak najlepiej.
    Tobie nie zazdroszczę takiej sytuacji ale dobrze, że chociaż rodzina partnerki otacza się miłością.

  • Luki

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Czytałem, jakby to był opis mojego własnego życia i obecnego stanu rzeczy….
    Może wyślę „mojej mamie” linka?
    Bo „mamie” już wysłałem…

  • Julka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Mam dwóch synów, w tym jeden jest gejem, a ponieważ ma partnera, więc teraz mam trzech synów.I wszystkich bardzo kocham, mój mąż także.Nie rozumiem jak można odrzucić swoje dziecko z powodu orientacji, albo się na niego obrazić! Myślę, że jeśli do tego dochodzi to dlatego, że rodzic traktuje swoje dziecko jak własność, a nie jak autonomiczną jednostkę mającą prawo do bycia sobą. A jeśli tak, to orientacja jest po prostu doskonałym pretekstem do kolejnej ingerencji w życie dziecka. Jeśli nie orientacja to prędzej czy później znalazłyby się inne powody do pokazania swojej rodzicielskiej władzy i wyegzekwowania prawa własności. Oczywiście wszystko pod płaszczykiem „dobra dziecka”. Problem zniknąłby, gdyby rodzic uznał, że powołał dziecko do życia nie dla siebie i realizacji własnych celów, ale po to, aby się z nim rozłączyć i pozwolić stać niezależną, samodzielną, samostanowiącą osobą. Jeśli rodzic ma kłopot z uznaniem tego to znaczy, że ma problem sam ze sobą, a nie, że z dzieckiem jest coś nie tak. Zachęcam rodziców do patrzenia na swoje dziecko sercem oraz jego oczami, co pomoże zmienić optykę i , mam nadzieję, zrozumieć, a przez to zaakceptować!!!

  • panterka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    W moim domu panuje atmosfera „o tym się nie rozmawia”. Z bliskimi prawie wcale się nie widuję, na czym cierpię zarówno ja, mój syn, moi rodzice… Każda próba rozmowy o mnie i moim życiu jest ignorowana, bo moi rodzice wolą udawać, że mają „normalne” dziecko, któremu się nie układa w życiu prywatnym. Zazdroszczę akceptacji a nawet zwykłej tolerancji.

  • Arek

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Za to moja historia pokazuje, że nawet najgorsze piekło może przerodzić się w coś dobrego :) Jeszcze dwa lata temu, mama mojego chłopaka, dowiadując się gdzieś o tym, że jej syn spędzał czas ze mną dostawała ataku nerwicy. Było zabranianie wychodzenia z domu, awantury, zabieranie telefonów, odcinanie neta itd itp. U mnie może mniej hardcorowo, acz muszę przyznać, że z okazji comming outu, mama także sprawiła mi prezent w postaci odciętego neta i schowanego telefonu. ogólnie rzecz biorąc, spotykalismy się w wielkiej konspiracji, całowaliśmy się na „partyzanta” jak nikt nie patrzył. I w ogole nie było wesoło. Ja miałem zakaz zbliżanie się do domu mojego chłopaka (a najlepiej to w ogole sie na jego osiedlu nie pokazywać), a mój u mnie w domu nie był zbyt mile widziany, ale chociaz mógł czasem przyjść.

    Nawet sam nie wiem jak to było, że sie poprawiło, ale dziś, jest tak, że jak nie przyjdę do teściowej w niedziele na obiad to będzie obrażona :P Nawet jest już zdolna pożyczyć mi kluczyki do jej auta (gdzie jak dotąd nikomu w historii nie pozwoliła nim jeździć :D ) Albo jak robi się późno, ja się zasiedzię i z czystej przyzwoitości uprę, że nie, ja nie zostane na noc, jak skończy się film to wróce nocnym autobusem, to mnie namawia, żebym został, bo coś sie może stać, bo to różne mendy po ulicach chodzą (wtedy jeszcze dołącza się teściu, wyciągając co nie co z barku i wtrącając swoje „no co ty, ze mną sie nie napijesz, chociaz jednego piwa?”) . A ze strony moich rodziców (oboje mieszkają za granicą) miłą niespodzianką było zaproszenie NAS na święta i sylwestra do nich. Tak więc w grudniu szykuje się urlopik ;) bilety lotnicze do staruszków już zakupione, oczywiście dla dwóch osób =]

    I to pokazuje, że nawet największy koszmar keidyś się kończy. Poprostu trzeba sięgnąć dna, żeby się odbić. Ot, tyle.

  • rob

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    mnie ojciec po prostu pobił. matka wylądowała z nerwów na pogotowiu. potem rodzice moi i mojego partnera zawarli swoisty pakt na rzecz naszego zerwania. trwało to ze trzy tygodnie. potem nadszedł okres lodowatego chłodu. wreszcie moja mama poszła po rozum do głowy i postarała się o pomoc z zewnątrz – załatwiła psychologa, może nie najlepszego, ale pomógł. odtąd sytuacja jest normalna. moich rodziców odwiedzamy często i wspierają nas. teściów nigdy nie poznałem.
    jesteśmy ze sobą siódmy rok.

  • kgh

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Zastanawiam się czy nie porozmawiać z rodzicami o mojej odmiennej orientacji, ale wiele osób przeszło prawdziwe piekło z własnym coming outem, mam poważne wątpliwości zwłaszcza, że jestem osobą bardzo młodą ( 18.letnią) i w pełni zdaną na rodziców ,choćby finansowo. Mój brat wie,że jestem lesbijką i przyjął to spokojnie , mamy dobry kontakt, ale reakcji rodziców się obawiam. Byłabym wdzięcznma gdybyście podzielili się ze mną swoimi doświadczeniami i doradzili coś w tej niełatwej kwestii.

  • panterka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Bardzo trudno jest doradzać w tak osobistej kwestii, ale jedna rzecz będzie pozytywna jeśli powiesz rodzicom – poczujesz się wolna (tak było w moim przypadku). To nic, że teraz się nie odzywają… Z pewnością twoi rodzice widzą sygnały, ale może jeszcze nie dorośli do tego by je zrozumieć. Decyzję musisz podjąć ty sama. Łatwiej jest żyć nie kryjąc się z uczuciami i mówić „moja kobieta” zamiast „osoba, z którą jestem”…pozdrawiam i życzę szczęścia:)

  • anka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Do kgh – rozmawiaj z rodzicami na temat homoseksualizmu, wyczujesz ich stosunek, który ułatwi ci ujawnienie się. Trudno coś radzić, wszystko zależy od tego jakich masz rodziców, ale ja jako matka uważam, że jeżeli nawet na początku nie będzie im łatwo to w końcu jeżeli cię kochają i to wszystko przetrawią i pogodzą się.
    Wiem jedno, że mojemu synowi było dużo lżej żyć po powiedzeniu nam o swojej orientacji, ukrywanie się to najgorsza rzecz jaka może spotkać młodego człowieka. Też jest od nas zależny finansowo i co z tego, nic się nie zmieniło a nasze stosunki może nawet bardziej się zacieśniły, teraz nic nie musimy udawać i ukrywać. Zyczę ci powodzenia.

  • Loth

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Ja bym doradzał powiedzenie o sobie, jak się będzie niezależnym ;) wtedy jest chyba bezpieczniej.

  • Marchew

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Absolutnie zgadzam sie z Lothem, trzeba miec furtke w postaci wlasnych dochodow i mieszkania poza „domem rodzinnym”. Inaczej coming out moze sie skonczyc tragicznie! Nawet najbardziej „kochani” rodzice potrafia wyrzucic za drzwi! Zdaje sobie sprawe z tego, ze powiedzenie o sobie jest potrzeba wazna, bo chodzi o potrzebe akceptacji i nikt nie chce oszukiwac w nieskonczonosc i klamac, ale na wyrozumialosc rodzicow bym w ogole nie liczyl. Oczywiscie brzmi to pesymistycznie, ale takie jest moje doswiadczenie.

  • Arek

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    kgh – właśnie! Brat! U mnie pierwszą osobą z rodziny, która wiedziała, była moja starsza siostra. Już mężata i dzieciata. W momencie, kiedy miałem cylk ostrych awantur z rodzicami, ona codziennie (dosłownie codziennie) tłukła jej przez telefon, albo na żywo dosłownie to samo. Może dlatego szybciej to zaakceprowała niż mama mojego chłopaka, który nie miał nikogo takiego jak moja siostra. Moj ojciec za to dowiedział się od mojej mamy (dla mnie to źle, bo sam mu to chciałem powiedzieć, ale jak przyleci do Polski – a wyleciał wraz z całą falą emigracji do UK, teraz już tam mieszka też moja mama) Jak już przyleciał w lipcu tego roku i zostałem z nim sam na sam, pierwszy raz widziałem go jak naprawdę płaczę. O dziwo – nie płakał dlatego, że jestem gejem – tylko jak ja mogłem mieć go „za takiego buraka, założyć że on nie zrozumie, nie mieć zaufania, że musiał się od kogoś dowiedzieć, że nie mógł ode mnie, że może i profesorem doktorem habilitowanym nie jest, ale aż taki głupi nie jest, żeby nie zrozimieć” – tak mi powiedział. Zdziwiłem się bardzo – przyznaje – bo to z ust taty często słysałem coś o „dewiantach” (kiedy np pokazywali w TV paradę równości). Jednak zrozumiał. Czyli mówić o homoseksualizmie można co innego, a jednak jak sie ma poukładane to mysli się zupełnie co innego.

    Mojej teściowej nie pomagał nikt. Żaden psycholog, nikt z rodziny. Ba, jeszcze zaprowadziła mojego Mateusza na „leczenie”. Pani twierdziła, że już nie jednego geja w życiu wyleczyła, po czym dodała „że Mateusz, jest bardzo ciekawym przypadkiem, proszę często z nim przychodzić, 2 – 3 razy w tygodniu, 150zł za wizytę.” Myśle, że jej do zrozumienia dało to, że mimo zakazów wychodzenia z domu, mimo zabranego telefonu i internetu, my dalej jestesmy razem. Więc „ten pedał co się jej syna przyczepił” to nie jest ktoś, kto szuka tylko chłopaczka do ruchania. Poza tym, dziwnym trafem Mateusz poprawił oceny, a przeciez nie chodził na żadne korepetycje. Wszytsko metodą małych kroczków. Osfajania, że ktoś taki jak ja istnieje. Potem, mało, że istnieje, czasem pisze z mateuszem smsy. Mało, że pisze – czasem się widują. Nie tylko widują, ale przyjaźnią. Przyjaźń? To mało powiedziane. To zdecydowanie coś więcej. Skoro już taki szmat czasu minął, a oni mają się dalej ku sobie, to coś znaczy. I tak raz przyszłem na obiadek do teściowej, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty i już jest normą. :)

    Na wszytsko trzeba czasu. A osobiście nasłuchałem się tylu skrajnie różnych reakcji rodziców, że aż nie chce się wierzyć jak różne dziwne rzeczy potrafią rodzice wymyślać. Jednocześnie zawsze zazdrościłem tym, którzy opowiadali, że rodzice od początku akceptowali, a ci mogli swoich chłopaków przyprowadzać do domu ot tak – jako swoich chłopaków ;)

  • kgh

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Dziękuję za tak duży odzew, jak widzę zdania są podzielone, ale z pewnością czuję się teraz pewniej bo dostrzegam ,że można to przyżyć i jakoś ułożyć sobie relacje z rodzicami i otoczeniem. Poczekam jeszcze trochę z tym ważnym krokiem. Za rok wyjadę na studia i wtedy powiem im jak jest, gdyby to źle przyjęli będę mogła dać im po prostu trochę czasu i zniknąć z oczu.Na moją decyzję miało też wpływ to,że aktualnie jestem sama i (choćto idiotycznę) obawiam się ,że rodzice powiedzą mi wprost, że nie wiem o czym mówie i nie mogę być pewna takich rzeczy skoro nawet nie jestem z kimś w związku. Nie zaskakuje was czasem to,że choć jest wiele przesłanek świadczących o waszej orientacji to rodzice usilnie starają sie tego nie zauważać ?

  • panterka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    To normalne jest. Wypiera się ze świadomości niewygodne rzeczy…Tylko skąd wiesz, że Twoi rodzice będą homofobami? A na pytanie skąd wiesz odpowiedz po prostu :tak czuję! Moi rodzice ignorowali moją orientację przez 4 lata, zanim im nie powiedziałam oficjalnie. Ale jeśli przez tyle lat były same dziewczyny, przyjaciółki, koleżanki… niechęć do małżeństwa itd… Może Twoi rodzice myślą, że jak będą ignorowali fakty to ci przejdzie? Heterycy mają niezłe pomysły czasami:)

  • kgh

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Zawsze wydawało mi się, zę moja rodzina to raczej liberalni ludzie, otwarci i tolerancyjni. W dalszym ciągu tak uważam, ale kilka razy przy okazji rodzinnych spotkań moja mama wyraziła pogląd,że odnoszenie się ze swoją orientacją jest niewłaściwe, jest również przeciwna legalizacji związków parnerskich oraz adopcji dzieci. Myśle ,że trudno byłoby im się pogodzić z moją odmiennością. Jednocześnie od ponad roku jestem ujawniona wsród bliskich znajomych i ,co najważniejsze, sama się zaakceptowałam,to jest najlepszy rok mojego dotychczasowego życia ! :) Warto jest żyć w zgodzie z sobą i bez wyrzutów sumienia patrzec corano w swoje odbicie w lustrze.

  • anka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    To faktycznie poglądy twojej mamy nie zachęcają do powiedzenia prawdy o sobie, miejmy nadzieję że na razie. Ja zawsze głośno mówiłam, że nie mam nic przeciwko orientacji homoseksualnej i mój syn to wiedział, ale obawiał się ojca który raczej milczał i dlatego odkładał informację o sobie, ale ku jego zaskoczeniu postawa ojca była pozytywna i teraz żyje nam się na prawdę dobrze.

  • Arek

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Ja jeszcze wszytskim spanikowanym na pocieszenie napiszę tylko słowa babci mojego chłopaka :) Otóż dziś mój M., który zaraz po c-oucie wysłuchiwał jej pomysłów jak to trzeba jego wysłać do kamieniołomów do Strzelina, żeby mu przeszło, dziś usłyszał od niej „No wiesz, czemu ty swojego Arka jeszcze mi nie przedstawiłeś? Ja jestem babcia XXI wieku, a nie XVIII ;) ” Miła zmiana, prawda? ;) Nie ma sie co bac.

    Z wyoutowaniem się jest troche jak z zatrzykiem: mdlenie na samą myśl, potem panika na widok igły (zimny pot chwile przed ukłuciem), troche krzyku, a po chwili okazuje się, że wcale tak bardzo nie bolało, a za to jakie efekty ;) Hehe, normalnie lepiej by tego sam Homer nie porównał xDDD

    Swoją drogą własnie mam kolejny dowód, że jeżeli walczymy o akceptacje dla chociażby związków partnerskich, należy zacząć od mówienia o sobie. Heterycy w 90% zmieniają zdanie o nas tylko i wyłącznie dowiadujac się, że ten „spoko koleś”, „ukochany syn”, „wporządku kumpel” „miły sąsiad” itd to gej.

  • Loth

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    „a po chwili okazuje się, że wcale tak bardzo nie bolało, a za to jakie efekty ;)

    rozumiem optymizm, bo Twoich efektach, ale jak miałeś okazję przeczytać nie wszędzie było jak w operze mydlanej, stąd lepiej zachować ostrożność ;)

  • anka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Z wyoutowaniem się jest troche jak z zatrzykiem: mdlenie na samą myśl, potem panika na widok igły (zimny pot chwile przed ukłuciem), troche krzyku, a po chwili okazuje się, że wcale tak bardzo nie bolało, a za to jakie efekty ;) Hehe, normalnie lepiej by tego sam Homer nie porównał xDDD

    Swietne porównanie.

    Dodam od siebie, że dopóki będziecie siedzieć w szafie to ciężko będzie wam żyć w ciągłym kłamstwie, tak się nie da na dłuższą metę.

  • panterka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    W moim świecie, to tylko w pracy nie wiedzą, bo wtedy miałabym spory problem (nikt nie chce nauczycielki lesbijki). Ale znajomi, przyjaciele i rodzina już wiedzą i tylko 2 razy wśród moich znajomych spotkałam się z negatywnym odbiorem. A z rodziną jest naprawdę trudno… Ale warto się wyoutować :) Fajnie byłoby mieć taką mamę Aniu:)

  • Stefek

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    „Po chwili okazuje się, że wcale tak bardzo nie bolało, a za to jakie efekty „

    Wszystko zależy od tego, jakich efektów się oczekuje. W moim przypadku jedynym pozytywnym efektem jest fakt, że nie muszę kłamać, ukrywać się, stresować, że rodzinka złoży mi nieoczekiwaną wizytę i zastanie w mieszkaniu partnera itp.
    Efekt jedyny – ale ważny, ponieważ się wyluzowałem, zmieniłem stosunek do swojej orientacji i nikt z rodziny mnie nie zaskoczy, ponieważ nie utrzymują ze mną kontaktu.

  • anka

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Do Stefek: piszesz, że osiągnąłeś efekt jedyny ale jaki ważny i chociażby dla niego warto się wyoutować – możesz teraz żyć w zgodzie ze samym sobą i nie tkwić w kłamstwie a to pomaga w wielu życiowych sytuacjach.
    Nie mam pojęcia co kieruje rodzicami, którzy nie potrafią zaakceptować swoje dziecko, takim jakie jest i zrywają z nim kontakt, co chcą przez to osiągnąć?
    Dla mnie mój syn i jego chłopak są najważniejsi i życzę im aby mogli być ze sobą zawsze a kiedyś może zawrzeć związek małżeński czy partnerski, ale w tej chwili to chyba marzę, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że tak będzie w tym homofobicznym kraju.

  • Damian S.

    [Re: Normalne/nienormalne. Relacje rodzinne.]

    Moja sytuacja jest troche inna. Ja mam 22 lata, moj partner ma 43 i jest latynosem. Jestesmy razem od trzech lat, a mieszkamy razem od ponad dwoch. Jego matka traktuje mnie jak wlasnego syna (mieszka w mieszkaniu naprzeciwko naszego, wiec gotuje obiadki itd)
    Moi rodzice dowiedzieli sie o mojej orientacji od ich znajomego ktory znalazl przez przypadek moj profil na MySpace. Oj, ale sie dzialo…. Dostalem telefon od matki z pytaniem czy sa na internecie moje zdjecia gdzie caluje sie z innym facetm. Odpowiedzialem ze, owszem, sa” Powiedziala mi ze mam ja natychmiast wykasowac bo to wstyd dla rodziny etc.
    Zawsze martwilem sie ze gdy moj ojciec dowie sie o moim homoseksualizmie to sie mnie wyrzeknie i ze tylko mama bedzie z tym OK. Okazalo sie cos calkiem innego. Moj tato powiedzial mi ze zewsze bede jego synem i ze zawsze mnie bedzie kochal niewazne z kim jestem. Moja mama probowala mnie namowic na „terapie” i proboje wszystkiego aby mnie zmienic…. Czesto gdy ja gdzies wiaze samochodem mowi „Ooo Popatrz jaka sliczna dziewczyna! Jest czym oko pocieszyc, nieprawdasz?” Na co znudzonym tonem odpowiadam „Musze ja blizej poznac, to bede mial z kim na zakupy chodzic i paznokcie malowac…”

  • Ania

    [Re: o homiku ]

    mama kilka pytań 1 czy jak homiki miszkają w akwiarium to im dobrze czy nie ?
    2 a ja homiki nie mają klatki to w czym mają pić wode i jeść ?
    3 co homiką najbardziej pasuje ?
    4 czy do zabawy wystarczy tylko kołowrotek dla homika ? odpowiedz plis




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa