Dwie dekady później

Rozmowa z Tadeuszem Olszewskim, krytykiem literackim, poetą, dziennikarzem, autorem wydanej nakładem Instytutu Wydawniczego Latarnik powieści „Zatoka Ostów”.

Pamiętam Twoje dylematy przed wydaniem „Zatoki Ostów”. Miałeś obawy, jak dziś zostanie odebrany romans sprzed 20 lat, któremu nie dane było się wcześniej ukazać. Ostatecznie zdecydowałeś się opublikować powieść w wydawnictwie „Latarnik”. Książka spotkała się z ciepłym przyjęciem, nawet tygodnik „Wprost” docenił jej walory i polecał swoim czytelnikom. Czy zastanawiasz się, jaki byłby jej odbiór dwie dekady temu? A może zwyczajnie cieszysz się z pozytywnych opinii krytyków i internautów?

Pierwszym czasopismem, które zdecydowało się opublikować fragment „Zatoki Ostów”, był poznański miesięcznik społeczno-kulturalny „Nurt”. W liście z 7 maja 1988 r. szef działu literackiego „Nurtu” – nieżyjący już, niestety, świetny poeta, prozaik i tłumacz literatury anglosaskiej, Marek Obarski – pisał do mnie: Ta proza powinna się jak najszybciej ukazać, choć z pewnością wzburzy nieco złej krwi u filistrów literackich. Ale też były miłe głosy na temat „Zatoki Ostów”. Nie pamiętam, czy wspominałem Tobie o dwóch listach do redakcji, w których wyrażano się o tej prozie bardzo dobrze. Zresztą i literatom poznańskim podobała się, a „Nurt” nagłośnił już Twoje nazwisko w Wielkopolsce. Znają tutaj i czytają Twoje teksty.

„Zatoka Ostów” przypadła do gustu również Stanisławowi Srokowskiemu, niepokornemu pisarzowi wrocławskiemu, którego komunistyczna władza zesłała w stanie wojennym do Lubina i tam kazała mu redagować zakładowy tygodnik Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi – „Polska Miedź”. Staszek rychło wprowadził do „Polskiej Miedzi” solidny dział literacki, a w samym Lubinie rozpoczął organizowanie dorocznych Spotkań z Literaturą Miłosną. I on to właśnie na łamach „Polskiej Miedzi” wydrukował kolejny fragment mojej powieści, licząc się z wywołaniem skandalu literackiego. Sam zresztą nie stronił od ryzykownych eksperymentów, do których z pewnością należy zaliczyć jego bardzo kontrowersyjną powieść „Chrobaczki”. Podarowane mi „Chrobaczki” opatrzył znamienną dedykacją: Tadeuszowi Olszewskiemu, znanemu skandaliście i przyjacielowi mojej trudnej drogi twórczej – składam na ręce to oto Dzieło Obrazoburcze ku Srogiemu Zamyśleniu. St. Srokowski, 26.VI.89.
Te opinie kolegów – pisarzy były dla mnie bardzo krzepiące. Ale nie wątpiłem, że książka wywoła też wściekłe ataki. W końcu 20 lat temu trudno było spodziewać się tolerancji dla seksualnej odmienności nie tylko w życiu, ale także w literaturze.

Półtora roku temu, gdy „Zatokę Ostów” wygrzebał z moich archiwów doktorant z Uniwersytetu Śląskiego – Tomek Kaliściak, a Krzysztof Tomasik, autor słynnych „Homobiografii”, podjął udaną próbę znalezienia wydawcy dla tej książki, odnosiłem się sceptycznie do ich zabiegów. Obawiałem się, że współczesny czytelnik odbierze „Zatokę…” jako powieść anachroniczną i nazbyt sentymentalną. Tymczasem odbiór generalnie okazał się bardzo pozytywny. Głosy Marcina Krzeszowca, Błażeja Warkockiego, Bartosza Żurawieckiego, a także liczne opinie internautów przekonały mnie, że moje obawy nie miały podstaw. Cieszą mnie zwłaszcza wypowiedzi chwalące walory językowe powieści i podkreślające fakt, że jest ona wolna od wulgaryzmów. Dotychczas tylko jeden recenzent określił język „Zatoki Ostów” jako nieświeży. Zrobił to na łamach „Czasu Kultury”. Trzeba trafu, że w tym samym zeszycie owego periodyku zamieszczono gejowski wiersz, którego bohater zjebany został zjebany i rozbity, a także prozę, gdzie znowu motyw kibla się pojawia, nieodzowny temat wszystkich ciotek – kibelek, sribelek, obciągania chętnych pełna poczekalnia. Może to i język bardzo nowoczesny, ja jednak stanowczo wolę pozostać przy swoim, „nieświeżym”.

„Zatoka Ostów” byłaby dla Ciebie 20 – lat temu literackim coming-outem. Stało się inaczej. Jak została odebrana w Twoim otoczeniu?

Za swój literacki coming out uważam tomik wierszy „Jesień z Audenem”, wydany w 1992 r. Ale to odczucie raczej subiektywne. Poezja bowiem już dawno stała się niszowym gatunkiem literackim, mało kto po nią sięga, a poeci funkcjonują w bardzo wąskim kręgu czytelniczym. Nic zatem dziwnego, że „Jesień…” przeszła właściwie bez echa. W tym kontekście można więc traktować „Zatokę Ostów” jako książkę otwarcia. Przyznam, że miałem nadzieję, iż spotka się ona z przychylnością środowiska gejowskiego. I tu się nie pomyliłem. Wielką zagadką była natomiast reakcja tzw. osób postronnych. Tymczasem także z ich strony doznałem dużej życzliwości. Jedna z moich młodych kuzynek przysłała np. sms o treści: „Wujku, jestem zachwycona. Gratuluję cudownej książki”. Znajoma z osiedla na wieczorze promocyjnym w klubie „Rasko” publicznie wyznała, że dla niej „Zatoka Ostów” jest wzruszającą powieścią o miłości. To bardzo piękne doświadczenie.


fot. R.J.
„Jesień z Audenem” wydała oficyna „L’Europe” Włodzimierza Antosa w pionierskiej serii poświęconej polskiej poezji homoerotycznej XX wieku. Warto przypomnieć te wiersze. Czy znajdą się one w Twoim najnowszym tomiku „Tropiki smutku”, który ukaże się w przyszłym roku?

„Tropiki smutku” to przygotowany przez Tomka Kaliściaka wybór moich wierszy z lat 1981-2007. „Jesień z Audenem”, uznana przez Tomka za wręcz wzorcowy tom poezji jednoznacznie gejowskiej, zostanie w nim przedrukowana w całości. Ważne będą również wiersze pochodzące z tomiku „Ciemna pamięć”, wydanego w 1990 r. przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie. Zbiorek ten, na który w większości składają się teksty o charakterze zdecydowanie homoerotycznym, ukazał się w nakładzie 99 egzemplarzy, jest więc zaledwie bibliofilską ciekawostką, praktycznie nieznaną szerszemu ogółowi. Przypomnienie zawartych w nim wierszy powinno – jak sądzę – w istotny sposób dopełnić mój wizerunek pisarza gejowskiego.

Wkrótce przypomnimy Twój tekst z 1988 roku „Inna miłość”. [niebawem w zbiorach Homikoteki – red.] O wątkach homoerotycznych we współczesnej prozie polskiej”, który opublikowałeś na łamach wspomnianego już czasopisma „Polska Miedź”. Jako jeden z pierwszych zacząłeś pisać o wątkach homoseksualnych w twórczości polskich pisarzy, kiedy było to jeszcze tematem tabu. Jak został wówczas odebrany ten szkic i co jeszcze czeka na wyciągnięcie z szafy?

W pierwotnej wersji „Inna miłość” miała formę referatu, który wygłosiłem na IV Lubińskich Spotkaniach z Literaturą Miłosną w 1988 roku. Tekst ten na pniu „kupił” Staszek Srokowski i opublikował w trzech odcinkach na łamach „Polskiej Miedzi”. Ale prawdziwą promocję urządzili mu uczestnicy Spotkań, którzy na prawo i lewo opowiadali o moim wystąpieniu. W efekcie w środowisku literackim sprawa stała się głośna. Gdy rok później ogłoszono program kolejnych Lubińskich Spotkań, na które przygotowałem referat „Poezja i ginekologia. O języku współczesnej liryki erotycznej”, prawo do wydrukowania tego tekstu z góry „zaklepało” sobie opiniotwórcze, poczytne „Życie Literackie”. Tekst ten był o tyle dyskusyjny, że przeciwstawiłem w nim wulgarny, a niekiedy wręcz obsceniczny język miłosnej poezji heteroseksualnej subtelności i delikatności liryki homoerotycznej. Do dyskusji jednak nie doszło. Kiedy szkic ukazał się w druku, był już czerwiec 1989. A wtedy stokroć ważniejszy od poetyckich niuansów okazał się Okrągły Stół i pierwsze wolne wybory parlamentarne. Wkrótce potem „Życie Literackie”, podobnie jak większość ówczesnych czasopism kulturalno-społecznych, upadło. Nie pozostało mi nic innego, jak zawiesić działalność krytycznoliteracką i wrócić do pierwotnego zawodu – dziennikarstwa.

Od pewnego czasu znów jednak uważnie obserwuję rynek wydawniczy. Szczególną uwagę zwracam na dzienniki i pamiętniki pisarzy, o których mniej lub bardziej otwarcie mówi się jako o osobach homoseksualnych. Ostatnio z wielkim zainteresowaniem przeczytałem „Dzienniki 1927-1969” Anny Kowalskiej, pisarki dziś już prawie zapomnianej, a przez lata związanej z Marią Dąbrowską. Zdumiewa mnie otwartość, z jaką Kowalska pisze o erotycznej relacji, jaka łączyła ją z autorką „Nocy i dni”. Swoje refleksje na temat tego śmiało przedstawionego związku zamieściłem w obszernej recenzji „Dziennika” Kowalskiej, która ma się wkrótce ukazać na łamach szczecińskiego dwumiesięcznika „Pogranicza”. A przecież na Kowalskiej sprawa się nie kończy. Niebawem wyjdzie kolejny tom dzienników Iwaszkiewicza, na uważnego interpretatora wciąż też czeka, co prawda wydany dość dawno temu, ale skąpo i jednostronnie omówiony dziennik Jana Lechonia, warto również ponownie przeczytać dzienniki Dąbrowskiej i zestawić je z zapiskami Kowalskiej.

Mamy do czynienia z boomem literatury gejowskiej, do której – jak zauważył w radiu TOK FM Krystian Legierski – polski rynek wydawniczy dojrzewał 20 lat. Ale lepiej późno niż wcale…Jak to zjawisko wygląda z pozycji krytyka literackiego, którym byłeś przez wiele lat?

Jeszcze kilka lat temu doszukiwaliśmy się mniej lub bardziej ukrytych wątków homo w prozie Jarosława Iwaszkiewicza, Jerzego Andrzejewskiego, Juliana Stryjkowskiego, a z młodszych autorów czytaliśmy Grzegorza Musiała. Dziś możemy wybierać między „Lubiewem” Michała Witkowskiego, „Berkiem” Marcina Szczygielskiego, „Śmiercią w darkoomie” Edwarda Pasewicza, „Trzema panami w łóżku nie licząc kota” Bartosza Żurawieckiego i kilkoma innymi tytułami. Każda z tych książek jest inna, każda ma swoich gorących zwolenników, każda wyróżnia się odrębnym ciężarem gatunkowym. I każda jest na swój sposób ważna. Polska literatura gejowska stała się więc faktem. Co więcej zyskała już dociekliwych badaczy w osobach choćby Krzysztofa Tomasika, Tomasza Kaliściaka czy Błażeja Warkockiego. Jest więc z czego się cieszyć.

Rozmawiał Rafał Junior

Rafał Junior z zamiłowania podróżnik i kolekcjoner wrażeń. Lubi pomidorową, pierogi ze szpinakiem i naleśniki na ostro. W wolnych chwilach pedałuje lub biega po parkach, obcuje z kulturą bądź podpatruje facetów uganiających się za piłką.

Autorzy:

zdjęcie Rafał Junior

Rafał Junior

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 240; nazwa: rafaljunior

12 komentarzy do:Dwie dekady później

  • karol

    [Re: Dwie dekady później]

    dlaczego nadal tak malo wiemy o latach 80-tych, akcji „Hiacynt” itp.? Moze komus zbierze sie w koncu na wspominki.
    Nie podzielam optymizmu pan Tadeusza. Za malo jest tej literatury, a w tym roku to wyszly moze ze 3 ksiazki nie liczac pozycji naukowych

  • ktosia

    [Re: Dwie dekady później]

    Właśnie, literaci do piór!

  • do Karola

    [Re: Dwie dekady później]

    nie przesadzaj, na pewno więcej niż 3.
    Faktycznie niewiele przetrwało do naszych czasów. Nie sądze żeby w Polsce Ludowej kwitło pamiętnikarstwo.Pewnie pozostanie grzebanie w biografiach.
    A mnie sie marzy współczesna powieść o dorastaniu z gejowskim wątkiem

  • jas

    [Re: Dwie dekady później]

    chętnie poznałbym te wiersze, w sieci nic nie znalazłem

  • Krzysztof

    [Re: Dwie dekady później]

    świetny wywiad.

  • LUK

    [Re: Dwie dekady później]

    Wywiad przeczytałem z zaciekawieniem i traktuję go jako swego rodzaju dokument historyczny. W latach 80.tych często gościłem w miastach Dolnego Śląska (w Lubinie i w KGHM też), rozmawiałem nawet z redaktorami gazetek zakładowych, ale o ówczesnych „śmiałkach” literatury dowiedziałem się dopiero dziś! No, no, gratuluję Tadeuszowi Olszewskiemu i… Rafałowi!

  • kasia

    [Re: Dwie dekady później]

    cos mi sie wydaje, ze poezja Olszewskiego tez bedzie ciekawym odkryciem

  • pro

    [Re: Dwie dekady później]

    LUK, informacja o tekście w „Polskiej Miedzi” była bodaj w posłowiu „Zatoki Ostów”. Niemniej bardzo dobrze, że redakcja to zamieści. W ogóle świetny pomysł z tą Homikoteką

  • adas

    [Re: Dwie dekady później]

    tyle ze tak rzadko cos nowego sie ukazuje. Pewnie brakuje materialow :( . Wiecej powinno byc wywiadw z ciekawymi ludzmi




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa