„Skazany na wieczne cierpienie”

Oto ja. Narcystyczny, już mężczyzna, żyję sobie od lat wielu w szczęściu i spełnieniu. Tylko wokoło mnie wiele wróżek, jasnowidzów i życzliwych słów padających bezustannie:

-„Bo Ty nie będziesz nigdy szczęśliwy”
-„Taki ładny i na co, po co to gej?”
-„Znajdziesz tę miłość, przecież na nią zasługujesz”

To przykłady. Cenne te rady. Banalne. Co bym bez nich zrobił? Pewnie nie byłbym tak spełniony. Trawiło by mnie zmartwienie, sam nad sobą bym się użalał. Nie tędy droga!

Czyż nie cudownie jest być dumnym z siebie choćby cały świat nam się sprzeciwiał? Tak ot, nie po naszemu, no bo w Polsce to kajać się należy, spuszczać…głowę, mówić: „o ja biedny, ja nieszczęsny, stara bida u mnie, nic poza tym”. A ja wolę inaczej. Pod prąd, po swojemu. Być z siebie zadowolonym, patrzeć w lustro i mówić sobie, jakim to jest się pięknym człowiekiem. Pięknym i zbyt mało otwartym. I wiecznie poszukującym tego kogoś, kogo można by było pokochać, zauroczyć się i w ogóle pochłonąć.

Były próby, były miłe spotkania, były słowa…wszystko było – tylko „Pani Miłość” się nie pojawiła. A ja tak jej wyczekiwałem, wyczekuję nadal. Wszelakie oceny swoich „życzliwych” wysłuchiwałem – że to za bardzo ja narcyz, a że na seks się otworzyć powinienem, bo ja to taki niechętny na szybkie spotkania seksualno-zaspokajające jestem i w ogóle mało spontaniczny.

Ale czy to tak trudno zrozumieć, że są ludzie, którzy wolą się kochać nie tylko fizycznie? Wolą poczuć bicie serca nie tylko ze zmęczenia, po skończonej „robocie”. Chcą w pewien sposób zaspokoić swój głód bliskości, który jest najgorszy z możliwych. Trochę zrozumienia pragnę otrzymać, tak jak daję to zrozumienie innym. Czy otrzymuję?

Nie otrzymuję. Pukają się w głowę moi „życzliwi” mówią: bo Ty taki jesteś, że sam do tego doprowadzasz, trzeba brać co jest i jeszcze za to dziękować, nie wolno wybrzydzać – się dzieckiem już nie jest. Ale czy to wyjście z tej ślepej uliczki, jaką jest to wieczne poszukiwanie. Brać co jest i uciekać w „szczęście”? Próbowałem, nawet przez tydzień potrafiło być miło. Człowiek wiele może sobie wmówić, chyba właśnie sobie najwięcej, nawet to, że wszystko gra – mimo, że fałszywe dźwięki słychać nawet przez zatknięte uszy. Teraz już inaczej będę brał, a nadal tak samo będę dawał, czyli bez ukrywania: emocji, myśli. Też źle? A oczywiście, że źle! Trzeba maskować siebie, wtedy najlepiej się na tym wychodzi. Być „tajemniczym” – jak to cudownie brzmi: „Jestem młody piękny i tajemniczy”. Szkoda tylko, że pod tajemniczością kryje się często nędza umysłowo-mentalna.

Coś za dużo tutaj zagłębiam się w warstwy zewnętrzne, a wnętrze? Istnieje ono? W ogóle można o czymś takim mówić? Po co człowieka dzielimy jakby na dwie części? Ładny i głupi. Mądry, ale brzydki. Takie sobie stereotypy. Nie lepiej poznać, zaznać i stwierdzić jednoznacznie – NIEODPOWIEDNI.

„Nieodpowiednie jest to twoje takie myślenie, ciągle o czymś myślisz, za dużo myślisz”. I po tych słowach wszystko stało się dla mnie jasne. Ja po prostu za dużo myślę. Gdyby nie to myślenie…

Łączmy się myślący ludzi tego świata, łączmy się. Chociaż świadomi bądźmy, że to doprowadzi nas do wiecznych mąk i cierpień…

Autorzy:

zdjęcie Dejwid Kiping

Dejwid Kiping

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 191; nazwa: Dejwid Kiping

18 komentarzy do:„Skazany na wieczne cierpienie”

  • czlowiek

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Troche trudno mi zrozumiec przeslanie, tak jakbys powyrzucal z siebie strzepki siebie. sprobowalem ulozyc je w calosc, zeby zobaczyc Ciebie, a dokladniej moc wczuc sie w Twoj punkt widzenia. Mysle, ze wiem o czym piszesz. Mam tak samo z potrzeba kochania, choc z drugiej strony zabijam w sobie zdolnosc, zeby tego dokonac.

    Zgadzam sie zupelnie, ze czlowiek uzywajac jednego z mechanizmow obronnych osobowosci zwanego racjonalizacja, jest w stanie wmowic sobie ze jest mu w zyciu wspaniale, mimo ze czuje zupelenie odwrotnie. Wszystko jest fanie, do momentu, kiedy rozum przestaje kompensowac rany w sferze uczuc.

    Pozdrawiam.

  • Erico

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    szkielko i oko można sobie wsadzić… miej serce i patrzaj w serce.

  • Arkadiusz Brzask

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Od wielu lat propaguję związki, w których uczucie, kontakt emocjonalny i intetektualny sa ważniejsze, niż zaspokojenie seksualne. Tylko poprzez tak rozumianą intyność można budować trwałe szczęście, Środowiska gejowskie są niestety pełne płytkiego seksu, pawich piór i migających tandentnych świateł. Brak w nim ktryształów diamentu. Model udanego związku interpersonalnego zastąpiono wymaiarami narządów płciowych i seksualnością zrównaną z bezrefleksyjnym zaspokojeniem seksualnym. Dojrzały erotyzm to nie tylko skes, to właśnie bicie serca.. Tego bicia serca życzę każdemu, kto go nie zanał, bo tylko w drugim człowieku jest ukryty sens naszego własnego istnienia. Nie zastąpią go ani krzykliwe parady, ani pełne niezaspokojenia erotycznego sauny, ani ciemne krzaki parków. Szanujmy się. Arkadiusz Brzask

  • czlowiek

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Do Arkadiusz. Podpisuje sie 5-cioma konczynami. I podkreslam na potwierdzenie tych slow, ze orientacja plciowa nie jest orientacja wylacznie seksualna, PSYCHOseksulana, tzn miesci sobie co najmniej dwie bardzo istotne plaszczyzny zycia. Zaspokojenie seksualne polega glownej mierze na zaspokojeniu glodu psychicznego drugiego czlowieka, jesli moge to tak wyrazic.

  • Dejwid Kiping

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    I wiecie co Drodzy Mężczyźni?Między innymi dzięki takim komentarzom pozostają we mnie ostatnie pokłady nadziei na to, że gdzieś tam istnieje ktoś z podobną mentalnością do mojej.
    Pozdrawiam serdecznie

  • sojuz2

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Poczucie niespełnienia jest integralną częścią ludzkiego losu. Spełnienia nie odnajdzie człowiek ani w seksie, ani w miłości, ani w pracy, ani w poświęceniu. Może najbliższe spełnieniu jest uświadomienie sobie, że spełnienie nie jest ludziom pisane i zaakceptowanie niespełnienia jako czegoś pozytywnego, co napędza życie.

  • dazzlite

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    piękne piękne piękne

    ja mam standard 2 tygodnie. Jak coś nie gra to nie ma siły. ani sensu.

    ogólnie z sensem kiepsko ;)

  • olekas

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Rozumiem caly tekst. Gdyz tez tak samo Cieprie… I jestem NIEODPOWIEDNI dla tego swiata/spoleczenstwa… Ciagle mysle co tu zrobic, ale nic sie nie da.. zostaje ciepienie..

  • deeply

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Rozumiem caly tekst. Gdyz tez tak samo Cieprie… I jestem NIEODPOWIEDNI dla tego swiata/spoleczenstwa… Ciagle mysle co tu zrobic, ale nic sie nie da.. zostaje ciepienie…..

    quzwa też tak mam…czasami czuje sie jak nieuleczalnie chory i ciągle pytam się Boga”Dlaczego ja’?sad,sad..

  • Damian

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Mysle ze znalezienie partnera jest czyms cholernie trudnym ale trzeba sobie zdac sprawe z tego, ze naprawde bardzo duzo zalezy od nas samych. Szczescie i milosc nie pojawia sie same gdy tylko poznamy kogos „fajnego”, te uczucia trzeba zbudowac w sobie i nie chodzi o oszukiwanie siebie, tylko o akceptacje drugiego czlowieka z calym spektrum jego osobowosci, dostrzeganie piekna w jego niedoskonalosci itp.Jezeli nie mozemy nikogo pokochac to znaczy ze powinnismy zaglebic sie w siebie, bo to wylacznie w nas samych tkwi przyczyna. Wiem, ze latwo mowic, trudniej wykonac, ale jest to mozliwe. Zamiast uzalac sie nad swoim cierpieniem, radze poszukac najglebszej przyczyny niepowodzen-ludzka psychika jest tak skonstruowana, jak caly swiat, tzn. zadza nia prawa, ktore nalezy poznac aby zrozumiec siebie. Pozdrawiam i zycze powodzenia!

  • Lucjusz

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Witajcie.
    Doskonale znam ten „cudowny” stan ducha i ciała. Ostatnio jeden znajomy powiedział mi prosto z mostu, że jeśli będę taki zasadniczy, co do seksu z nowo poznanymi osobami, to zawsze będę sam. Zasadniczy? A co ma piernik do wiatraka? Nie potrzeba zasadniczości, wystarczy przyzwoitość i szacunek do siebie, aby nie przyjąć propozycji seksu na drugiej randce. Inna sprawa, że po tym większość się zniechęca i idzie szukać prostszej zdobyczy. W efekcie mam 22 lata i 0 (słownie: zero :-P ) związków na koncie. Ale muszę przyznać, że nie czuję się skazany na wieczne cierpienie. Owszem, jak każdy, tak również ja nie chcę być sam. Jednak jeszcze bardziej nie chcę rozmieniać się na drobne. Trzeba znać swoją wartość. Chciałbym zakończyć wywód jakimś tekstem „ku pokrzepieniu serc”, czymś w stylu „kiedyś spotkamy tego jedynego.” Jednak nie ma tej pewności. Jedyne co można powiedzieć to to, że każdy musi sam sobie odpowiedzieć na proste pytanie – co jest dla mnie najważniejsze? Łatwa przyjemność, czy praca nad sobą? Szybki numerek, który pewnie nie będzie miał ciągu dalszego, czy poszukiwanie jakiegoś sensu w tym, co nazywamy życiem (no chyba, że ktoś widzi sens jedynie w seksie :-P )? Ja ze swojej drogi jestem zadowolony i bynajmniej nie cierpię bardziej niż inni.
    Pozdrawiam wszystkich poszukujących :-) .

  • JanaJózefa

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Bardzo podoba mi się ten komentarz. Dlaczego? Sprawił, ze przestałem czuć się samotnie i cholernie głupio, ze nie wskakuję do łózka z pierwszym zachwytem urodą, zaletami czy nawet wartościowymi cechami cechami charakteru osoby, która zwróciła na mnie uwagę. Moze w ogóle poprzestanę tylko na platonicznej miłości? Mam swoje powody… Pozdrownienia Poprzednikom!

  • Marcin

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Nie mam najlepszej opinii o prowadzeniu się gejów i dlatego jestem również sam – a mam już 25 lat – i nic nie wskazuje na to, aby to się zmieniło. Niestety większość gejów ma problemy z własną osobowością i zwykle nie wiedzą, czego chcą… przynajmniej ci, z którymi rozmawiałem na czatach…

  • Vampireq

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Jakbym widział swoje myśli. Ostatni romantycy wierzący w uczucia. Jednak jest nas kilku;D I to jest pokrzepiające. Mimo wszystko trzeba wierzyć w to że spotkamy na swojej drodze drugiego romantyka myślącego sercem a nie rozporkiem. Bo jeśli nie, to pozostaje nam tylko spodlenie, a tego nikt z nas nie chce. Pozdrawiam wszystkich gay-romantyków.

  • ja :)

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Mam 22-lata i partnera od 2 lat. Powiem Wam, że dałbym wszystko za to, żeby znów być w Waszej sytuacji. Ból samotności jest niczym w porównaniu z bólem samotności odczuwanym w związku. Kiedy on mówi, że jest wszystko ok, ale prosi o małą przysługę, żebyśmy nie pisali do siebie rano, bo to za wcześnie, popołudniu w sumie też, bo po pracy nie chce się gadać- on tak ciężko pracuje… jest wszystko super, ale ja powinienem wiedzieć, że on mówi czułe słówka bardzo rzadko, bo taki jest, powiedział raz, ma mi wystarczyć…To ja mam problem, musze się wyciszyć, bo on mnie kocha, nie musimy się dorazu tulić kiedy się spotykamy (po 5-miesiącach najczęściej) Więc pytam- O czym mam marzyć? Na co mam czekać? Skoro moje marzenia się spełniły- mam chłopaka. A co jeśli powiem- „ja tak nie chcę. Odchodzę!”- czy znajdę kogoś innego? A co jesli „mój jedyny” właśnie tak wygląda? Czy mam zmienić siebie, bo on wie lepiej jak ma wyglądać udany związek- on jest starszy, mądrzejszy- więc wie? Czasem chciałbym wogóle go nie poznać… Czy ktos może nazwać po imieniu to, czego ja nie umiem zobaczyć? Bo już nie wiem gdzie tkwi mój problem, a powiem Wam, że czuję się okropnie.

  • Loth

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Do-ja
    Na sucho i na podstawie tego, co napisałeś możliwych jest kilka opcji:

    - twój partner jeszcze nie akceptuje siebie w pełni jako osobę homoseksualną, stąd np obawia się wyrażania uczuć.

    - ma kogoś na boku ;)

    - siedzi głęboko w szafie.

    - taki jest i już.

    Tak naprawdę skoro się męczysz w związku to nie tkwij w nim, marnujesz czas – problemy powinno się rozwiązywać niemal na gorąco – a jak piszesz będąc osobą „samotną w związku” wnioskuję, że macie ich nierozwiązanych i uzbieranych duuużo.

  • ja :)

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Wow Loth – moje powiedzonko „nikt nie wie lepiej co jest nie tak w naszym związku, niż my sami” teraz okazało się kompletną bzdurą. Aż dziwię się, że tak dobrze „rozpisałeś” nasze problemy :) Albo jesteś dobrym psychologiem albo ja jestem „typowym” przypadkiem hehe :D Ale czy uleczalnym? Tak czy siak nigdy na myśl mi nie przyszło, że „on” może nie akceptować swojej homoseksualności. A już mam w głowie parę przykładów (z ostatnich dni) na to, że tak jest! Jeju! Jego zaleta okazała się wadą- bo mnie w nim od początku pociągało to, że jest on najbardziej hetero-gejem na naszej planecie:) A teraz rzeczywiście, połączenie „jego” ze „mną”- nie wstydzącym się swojej orientacji chłopakiem- rzeczywiście może być żródłem tych problemów- ciągle kłócimy się o to samo- „bo Ty mi tego nie mówisz” albo „bo Ty ciągle chcesz „o nas” rozmaiwać” itp.// Dzięki wielkie Loth, niby nic, ale teraz mam jakieś „3-cie spojerzenie” na to wszystko, a tego właśnie było mi potrzeba :) Podstawowa zasada „znaj swojego wroga” :) Pozdrawiam i 3majcie sie Chłopaczki :)

  • vito222222

    [Re: „Skazany na wieczne cierpienie”]

    Artykuł po modyfikacjach w postaci pełnej adaptacji komentarza Damiana – to jest to pod czym mogę się podpisać.
    Ma w pełni racje autor, że należy być sobą nawet jak cały świat nas zwalcza i ma w pełni rację mówiąc, że bycie z kimś nie opiera się na dupie. Natomiast nie ma racji narzekając, że jest wciąż sam, bo skoro jest wartościowym facetem, to nie było możliwe aby przez lata nie spotkał drugiego wartościowego. Jak twierdzi Damian, bardzo mądrze, gratuluję, jeśli ktoś w sumie mądrze gada a jedynie wciąż nie może znaleźć partnera, to przyczyna leży w nim. Najprawdopodobniej za bardzo jest nieufny i za mało się angażuje w chłopaka czekając na ideał.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa