O!

Kuba zniknął, tuż po wyjściu z domu. To był jeden z pierwszych dni września. Miał siedemnaście lat, szczupły, ubrany przyzwoicie, jak mówią ludzie. Po prostu wyszedł i nie wrócił. Jechał autobusem do pobliskiego miasteczka, do liceum, a potem przepadł. Były różne wersje, że może to było porwanie, albo zabójstwo, lub zwykła ucieczka, po której nastolatek wraca przeważnie w ciągu dwudziestu czterech godzin.

Matka: Nie umiem się z tym pogodzić. To dla mnie duży cios. Miał wszystko, naprawdę. Dach nad głową, telewizor, własne łóżko, ja takich wygód nie miałam za młodu. Czasami pomagał przy domu, ale to normalne na wsi. Byłam dobrą matką, ciepły obiad był, a jak nie było to i w lodówce coś mógł znaleźć. Z opieki społecznej mówią, że popijałam z mężem, ale co tam panie, jak były święta to wiadomo, że coś się pije. Poza tym, to prawie nie.

Sąsiadka: To był taki spokojny chłopak. Rzadkość w dzisiejszych czasach. Zawsze kulturalnie się przywitał, do kościoła to pierwszy, tak go matka gnała. Czasami zakupy mi robił, bo ja już stara jestem. No mówię, taki grzeczny. Nie włóczył się po wsi z chłopakami, nie demolował przystanku, naprawdę. Pytałam się go czasami, co mu tam potrzeba, to może i dałabym pieniądze, ale gdzie tam, nigdy nie chciał.

Wyczytał gdzieś, że ona właśnie tak robiła. Wsiadała w pociąg i jechała przed siebie, nie patrzyła na nic, ani na nikogo. Edyta Geppert. Wydawało mu się, że on tez musi tak zrobić, ale bez powrotu. Nie będzie żadnych powrotów. Miał dylematy, czy to wypada, czy bóg mu wybaczy, że zostawi matkę, czy poradzi sobie? Wiedział, że to nie jej wina, boże po prostu urodziła się w takich czasach, nie miała perspektyw, to zaczęła pić. Nie miało być romantycznie, żadna przeprowadzka do miasta, żadne poszukiwanie szczęścia, chciał tylko uciec, jak najdalej stąd, nie myślał o jutrze.

Ojciec: Nie piję dużo, tylko jak mam gorszy nastrój, może to jakaś depresja. Chłopak był dobrym dzieckiem, nigdy się mi nie sprzeciwił, był pomocny, co z tego, że gadali, że może pedał. Skurwysyny! Teraz każdy siedzi cicho, bo policja chodziła od domu do domu, to zamilkli. Był normalny, może bardziej wrażliwy, wychowany w dobrych warunkach. Ale był normalny. Całymi dniami tylko czytał, głupio tak trochę, nie miał kolegów. Ci tutejsi, to trochę mu dokuczali, to się nie dogadywał z nimi.

Miejski bibliotekarz: Dużo czytał. Bardzo dużo. Pochłaniał książki po prostu. Widać było, że to inteligentny typ. Powiem panu, że miarą wrażliwości człowieka są książki, jakie czyta. Znam wielu moich klientów, znam ich karty biblioteczne, to mi wystarczy. On czytał powieści, czasami obyczajowe, czasami fantastykę. Jakaś Tokarczukowa się trafiła, Masłowska, szkolna lektura, ale był też Witkowski. Wie pan, w małym miasteczku ludzie raczej nie czytają takich książek zwłaszcza w naszym regionie, gdzie młodzieży mało.

Najpierw klasztor, jakieś siostry zakonne. Dały mu jeść i pić, nie pytały o nic. Pytania zaczęły się potem, wiec odszedł. Na szczęście pełnoletni miał się stać już za kilka dni, to mógł czuć się w miarę swobodnie. Potem było hospicjum prowadzone przez dominikanów. Wyznał prawdę, że uciekł, że już prawie pełnoletni, że się boi. Że gej i co oni na to. Dali mu swój kąt i pracę w hospicjum. Teraz był bliżej śmierci niż kiedykolwiek i nie dawała ona już tak wyzwoleńczych nadziei. Praca nadawała pewien rytm jego życiu. Pewność, że coś następuje po czymś, że jest przyczyna i skutek, że wstaje rano, ciężko pracuje, potem obiad, i znów praca, w końcu kolacja i łóżko, to dawało mu poczucie bezpieczeństwa. Czuł się dobrze.

Śledczy: Nie mogę wiele powiedzieć, postępowanie jest w toku. Prawdopodobnie ucieczka, świadomy wybór. Rodzina raczej zwykła, jak na panujące tutaj warunki. Na pewno nadużywali alkoholu. Zaginiony był trudnym dzieckiem, miał trudności z nawiązywaniem kontaktów, ze swoim otoczeniem, co nie oznacza, że był groźny, wprost przeciwnie. Był za dobry jak na swoje środowisko, był inny niż jego rówieśnicy.

Była tam pani Wanda. Wolontariusze mówili na nią i jej koleżanki „Wanda i Banda”. Czasami grały w pokera, innym razem wspominały stare czasy. Trzymały się razem, były dni, kiedy ktoś odchodził z grona, po prostu umierał. Wtedy Kuba myślał, że wyrwał się z jednej obietnicy śmierci do innej, obojętnie mentalnej czy fizycznej. Zdał też sobie sprawę, dlaczego wolontariusze są zadowoleni, kipią energią i empatią. Oni po prostu wracali do swojego domu, do osoby, która tam czekała, mogli opowiadać o minionym dniu i słuchać drugiej strony.

Dorota: Znałam go bardziej, niż inni. Czasami wspomniał, że dusi się tutaj, że nie może znieść tych ciągłych śmiechów i szykan. Mówiłam o tym na przesłuchaniu. Sama się martwiłam o niego, ale nie myślałam, że tak zniknie. Na pewno był coraz bardziej zamknięty w sobie, coraz bardziej jakiś taki zamyślony. Byłam dobrą koleżanką.

Stał przy kasie. W środku kolejki. Po lewej stronie matka z małym dzieckiem, po prawej ten chłopak. Był wysoki, dość przystojny i miał to coś. Może to żenujące, ale specjalnie chodził na te same działy marketu, aby się napatrzeć na niego. Matka powiedziała do dziecka, żeby powiedział Spiderman. Chłopczyk powiedział niewyraźnie i wszystkich dookoła rozbawił. Uśmiechnął się też, ten chłopak, Kuba akurat na niego spojrzał, i odwzajemnił uśmiech. Potem na przystanku został zapytany o godzinę, okazało się, że jadą w tym samym kierunku i zaczęli rozmawiać, także o jutrze…

Niebieski Johnny Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy i w wolnym czasie strzelać fireball’ami w grach komputerowych. Zgadnijcie, kim są ofiary? ;) Odkąd pamięta, chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Agnostyk, zafascynowany katedrami gotyckimi. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

4 komentarzy do:O!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa