Na tropie ''odmieńców'' w Breslau

Okres po zakończeniu I wojny światowej określany jest w niemieckich podręcznikach do historii jako „złote lata dwudzieste”. Pomimo wieli prób zamachu politycznego, strajków, nasilających się walk ulicznych między zwolennikami lewicy i prawicy, inflacji i masowego bezrobocia, w ciągu dekady po upadku cesarskiego imperium, w największych miastach Niemiec kwitło życie kulturalne, które przeszło do legendy. „Taniec na wulkanie” – tak ówczesną atmosferę panującą w Berlinie określali tacy pisarze, jak Christopher Isherwood czy Klaus i Erika Mannowie. Jednak lata dwudzieste nie były wyłącznie dekadą fryzur „na chłopczycę”, charlestona, teatru Maxa Reinhardta, filmów Fritza Langa i Friedricha Wilhelma Murnaua czy występów nagiej Anity Berbers.

Lata dwudzieste były przede wszystkim czasem społecznego przełomu. Podczas, gdy architekci w swoich wizjach odsłaniali ludziom niebo i zapewniali dostęp do światła, powietrza i słońca, a „nowa kobieta” z papierosem w ustach i w odważnych sukienkach przed kolana siała postrach wśród tradycyjnych mieszczan, lata 1919 – 1933 przyniosły rozkwit pierwszego ruchu emancypacyjnego homoseksualistów. W Berlinie od 1919 roku działa słynny na świecie Instytut Nauk Seksualnych (Institut für Sexualwißenschaft), Magnusa Hirschfelda. To właśnie on w 1897 roku założył Naukowo-Humanitarny Komitet (das Wissenschaftlich-humanitäre Kommitee, WhK), który był pierwszą homopolityczną organizacją na świecie. Stawiała ona sobie za cel emancypację homoseksualistów, a dzięki akcjom samoorganizowania się, upolitycznienia czy uświadamiania środowisk medycznych, była widoczna w społeczeństwie.

W 1919 roku ukazał się pierwszy numer „Die Freundschaft”, pierwszego na świecie pisma dla gejów i lesbijek, dostępnego w kioskach z codzienną prasą. Kilka lat później ukaże się czasopismo „Blätter für Menschenrecht”, berlińskiego wydawcy Friedricha Radszuweita. Bardzo szybko stanie się ono biuletynem Stowarzyszenia Praw Człowieka (Bund für Menschenrecht, BfM), organizacji, która do 1933 roku zrzeszyła w Niemczech kilka tysięcy członków. Szczególnym powodzeniem cieszyły się jej oddziały na prowincji. Dzięki popularności obu pism oraz ich akcjom, we wszystkich większych miastach Rzeszy powstawały tak zwane „grupy przyjaźni” (Freundschaftsgruppen), dzięki którym homoseksualiści mogli prowadzić życie towarzyskie oraz formułować swój program polityczny. Ich uwaga skierowana była przede wszystkim na walkę z paragrafem 175 Kodeksu Karnego Rzeszy, który penalizował męską homoseksualność.

Na tle tych wydarzeń Wrocław jawi się jako miasto z typowym zapleczem kultury homoseksualnej. Choć do tej pory niewiele się mówi o życiu społecznym wrocławskich homoseksualistów w okresie międzywojennym. Przyczyną niewiedzy na ten temat jest nie tylko proces całkowitej wymiany ludności miasta po II wojnie światowej, lecz także wydarzenia sprzed 1945 roku. Wiadomo, że wygaszenie kultury homoseksualnej nie nastąpiło na skutek beznadziejnej walki o miasto, które sam Hitler kazał nazwać twierdzą (Festung Breslau), lecz sięga swoimi korzeniami o dekadę wcześniej; do okresu zawłaszczenia władzy przez narodowych socjalistów. Już w połowie lat trzydziestych homoseksualiści przestali być widoczni w mieście, a w literaturze wspomnieniowej dotyczącej Wrocławia brak jest wyraźnych odwołań do życia wrocławskich lesbijek i gejów. (…)

Medialne tabu

Krótkie notki pojawiające się w ówczesnej prasie rzucają nieco światła na sprawę oddźwięku społecznego, z jakim spotykali się homoseksualiści. Jak się okazuje drobne ogłoszenia i fragmenty kronik kryminalnych, w których główną rolę grali homoseksualiści, nie należały wyłącznie do wrocławskiej specjalności. W prasie gejowskiej pojawiały się poszerzone informacje o przypadkach śmierci prominentnych obywateli we Wrocławiu i na całym Śląsku, ich morderstwach, samobójstwach, napadach rabunkowych czy po prostu wyrokach z tytułu paragrafu 175. Od 1926 roku po mieście krążyła wieść o podwójnym morderstwie dokonanym na przypadkowych chłopcach. Jak donosiło krótko pismo „Freundschaft”, we Wrocławiu funkcjonowała „niemal niezliczona ilość” białych małżeństw, które homoseksualiści zawierali dla majątku lub z powodów społecznych.

Na początku lat 20. anonimowy korespondent jednej z gazet skarżył się, że policja wrocławska urządza „polowanie na odmieńców” („Jagd auf Invertierte”), a „cała armia urzędników” obserwuje podejrzane lokale. Dziś dość trudno stwierdzić, ile było przesady w podanych przez niego informacjach. Wiadomo na pewno, że prasa wysokonakładowa traktowała temat homoseksualizmu ze sporym zrozumieniem. Na początku 1922 roku w czasopiśmie „Freundschaft” ukazał się przedruk z wrocławskiego tygodnika „Die Freie Meinung”, w którym autor przestrzegał czytelników przed szantażem „chłopców ślicznych jak laleczki”, grasujących w publicznych szaletach. W prasie branżowej wielokrotnie polemizowano z informacjami publikowanymi na łamach tej gazety. Dla przykładu; radzono jej dziennikarzowi Edowi Gollandowi, który w serii swoich artykułów zatytułowanych: „Z ciemnych zaułków Wrocławia”, pisał o „przerażająco wysokim odsetku homoseksualistów” w kręgach związków młodzieżowych i stowarzyszeniach turystycznych, jak również na basenach – halowym i odkrytym, aby zanim sięgnie po pióro, przestudiował wnikliwie temat. „W przeciwnym razie – podkreślali dziennikarze – łatwo wystawić się na pośmiewisko”. O tym, że Golland nie żywił tak naprawdę homofobicznych uprzedzeń, lecz przeciwnie – wnikliwie studiował sytuację życiową „odmieńców”, świadczą jego słowa, które napisał przy okazji tekstu o morderstwie dokonanym na wrocławskim handlarzu cygarami Hermannie. W swoim artykule w „Breslauer Nachtpost”, przedrukowanym następnie przez „Freundschaft”, opisywał zachowanie męskich kokot, prostytuujących się na Shweidnitzer Strasse (Świdnicka) oraz w szalecie na Königsplatz (plac Jana Pawła II), i bezwzględnie szantażujących swoich klientów. Golland pisał: „Homoseksualista wydany jest na żer każdego ulicznego luja, wystawiony na łup każdego szantażysty, pętany łańcuchami przez wampira, który nie grozi rewolwerem czy kastetem, nie napada otwarcie jak uliczny rzezimieszek, by opróżnić kieszenie, lecz który jako oręż groźby i szantażu wykorzystuje Kodeks karny. Bowiem ów Kodeks zawiera paragraf, który wydaje się pochodzić jeszcze z czasów palenia czarownic – Paragraf 175”.

Środowisko homoseksualistów dystansowało się od „ironicznie wyniosłego tonu”, w który Golland uderzał w piśmie „Die freie Meinung”, kiedy opisywał zjawisko szeroko rozpowszechnionej – jego zdaniem – rozwiązłości wśród homoseksualistów. Na dowód prawdy opisał w nim przypadek pewnego wrocławskiego młodzieńca z pierwszorzędnej rodziny, który nosił branżowe przezwisko: „piękna Ulla”. Miał się on przeprowadzić do Berlina tylko po to, żeby namówić do prostytucji swoich dwóch młodych przyjaciół. Mieli oni, jego zdaniem, podnieść jego poziom życia do stanu z jakiego pochodził. Kiedy w stolicy ziemia zaczęła palić mu się pod stopami, wrócił do śląskiej ojczyzny. „Piękna Ulla – pisał Golland – jest obecnie ozdobą wrocławskich lokali, gdzie wypatruje dolarowych kawalerów, których – jako faworyt bogatych homoseksualnych obcokrajowców – miał tak wielu w Berlinie. Wszystko wskazuje na to, że kiepsko mu idzie [...].”

Małe scyzoryki i długie noże

Modnym i wciąż powracającym na łamy gejowskiej prasy tematem były wymuszenia. Według raportu „Neue Freundschaft” Wrocław stał się centrum tego zjawiska. O przypadkach wymuszeń w mieście nad Odrą donosiło także pismo Friedricha Radszuweita „Blätter für Menschenrecht”. Jak czytamy w nim, 19-letni wrocławski złotnik, który nawiązał romans z pewnym emerytem, tylko po to, żeby następnie szantażem wymusić na nim spore sumy pieniędzy, został skazany na cztery lata więzienia i pięć lat pozbawienia praw publicznych. Inny z szantażystów, który, podobnie jak młody złotnik, czyhał na swe ofiary głównie przy pomniku cesarza Wilhelma na ulicy Świdnickiej (największy narodowy pomnik ówczesnego Wrocławia, został zburzony w październiku 1945 roku na polecenie polskiej administracji – przyp. tłum.), od miesięcy osadzony był w areszcie. „Człowiek ów – czytamy na łamach pisma – często pojawiał się w roli głównego bohatera pogłosek o powtarzających się przypadkach wymuszeń. Tym razem ofiarą jest poważany członek śląskiej szlachty. Także i tutaj podstawą szantażu był niesławny Paragraf 175. Należy żywić nadzieję, że również i K. dosięgnie zasłużona kara i że będzie on trzymany możliwie długo z dala od społeczeństwa.”

Pod koniec listopada 1927 roku już nie tylko „Das Freundschaftsblatt” donosił, cytując wrocławskie gazety, o „groźnej społecznie bandzie szantażystów”. O podobnych przypadkach pisano w całej wyoskonakładowej prasie. Głośnym echem medialnym obiła się sprawa aresztowania ośmiu wrocławskich szantażystów w wieku od 20 do 27 lat, którzy 8 i 9 listopada 1927 roku stanęli przed obradującym, w poszerzonym składzie rejonowym, sądem karnym. Oskarżonym nie udowodniono wprawdzie udziału w napadach rabunkowych w popularnym szalecie przy pomniku cesarza Wilhelma, ale odpowiedzieli za podobne czyny. Prawdopodobnie szajka młodych mężczyzn już od 1923 roku zajmowała się zorganizowanym szantażem homoseksualistów, których pozbawiali całego majątku. Szczególną bezwzględnością wykazywał się wśród nich 23-letni Georg Philipp, który w środowisku przestępczym nosił przydomek „Dusiciel”. Głównym terenem działania mężczyzn skupionych wokół Philippa, był Fränkelplatz (plac Konstytucji 3 Maja), Dworzec Główny oraz Hummerei (ulica Kazimierza Wielkiego). Większość oskarżonych z szajki skazano na długoletnie wyroki.

Na początku 1927 roku o pojmanej szajce szantażystów donosił także biuletyn „Mitteilungen des Wissenschaftlich-humanitären Kommitees”, który powoływał się na artykuł opublikowany w gazecie „Breslauer Neueste Nachrichten”. Tekst przesłał do Berlina „Pan S.”, zaufany współpracownik Naukowo-Humanitarnego Komitetu (das Wissenschaftlich-humanitäre Kommitee, WhK). W artykule znaleźć można szereg dodatkowych danych, według których odsetek czynów przestępczych w tym „specjalnym zakresie” (tj. szantaży), wzrasta od kilku lat. W 1923 roku wrocławska policja zanotowała tylko 127 przypadków napadów rabunkowych i wymuszeń, a w rok później już 142. W 1925 roku – aż 175. Na podstawie danych z pierwszego półrocza 1926 roku prognozowano, że liczba przestępstw w całym roku przekroczy 200. Podawano do publicznej wiadomości, że od dawna pracę policji wspierał pewien wrocławski adwokat, znany jako „specjalista od psychologicznych stanów granicznych”. Poszkodowani mogli zatem zgłaszać się bezpośrednio do niego lub też do Komitetu, którego członkowie składali następnie doniesienie na policję lub w prokuraturze. W ten sposób w ciągu kilku lat wykryto i udzielono pomocy ponad setce poszkodowanych. W rzeczywistości ilość szantaży, gdyby uwzględnić sprawy, które nie ujrzały światła dziennego, musiała być znacznie wyższa. Wiadomo też, że świetnie zachowane dokumenty archiwalne z lat 20. ubiegłego stulecia, które dotyczą wymuszeń, nie zostały jeszcze w pełni zbadane. Z dostępnych źródeł trudno także wywnioskować, czy wrocławskie organizacje homoseksualistów prowadziły porady prawne dla swych członków, tak jak to miało miejsce w Berlinie czy Hamburgu.

Homoseksualna subkultura w Breslau

Homoseksualna subkultura z początku lat 20. wydaje się trudna do wytropienia. Na przykład „Internationaler Reiseführer”, przewodnik berlińskiego domu wydawniczego Karl Schultz z lat 1920/21, pisząc o Wrocławiu, wymienił jedynie bliżej nieznane stowarzyszenie o nazwie „G.d.f.W.”, do którego pierwszy sekretarz Niemieckiego Związku Przyjaźni (Deutscher Freundschaftsverband), berlińczyk Wilhelm Dillmann, słał zapytania i informacje. Krótko potem w piśmie „Freundschaft” pojawiły się ogłoszenia dwóch lokali dla „przyjaciół” i „przyjaciółek” – restauracja Neumann-Diele na Bahnhofstrasse 10 (dziś ulica Dworcowa), której właściciel Max Frranke, zapraszał na coniedzielną „herbatkę o piątej” w miłym towarzystwie, oraz nowo powstały wówczas lokal Alte-Heidelberger-Diele na Universitätsplatz 7 (obecnie plac Uniwersytecki), który celowo reklamowany był jako miejsce spotkań wyższej sfery panów i dam. Reklamy tego lokalu zapraszały klientów na codzienny koncert utrzymany na wysokim poziomie artystycznym.

Dla bardziej wymagających w salach balowych Astorii przy Sonnenstrasse 42 (dziś Iwana Pawłowa), przynajmniej raz – 19 lutego 1921 roku – odbył się bal maskowy, którego gościem był sam „Sylvester-Fiebig” (znany niemiecki aktor, wcielający się w role kobiecie, dzisiejszy odpowiednik drag queen). Zaproszenie na bal umieścił w gazecie anonimowy bywalec Astorii. W roku 1924 w gejowskim czasopiśmie „Die Fanfare” ogłaszały się gospody Bayern-Stübel, mieszczące się przy Kronprinzenstrasse 44 (ulica Gwiaździsta), oraz Traube na Bahnhofstrasse pod numerem 35. Na początku 1931 roku pojawiła się informacja o otwarciu we Wrocławiu restauracji Ohlauer Tor na Tauentzienstrasse 190 (współcześnie Tadeusza Kościuszki). „Prawdziwi przyjaciele i prawdziwe przyjaciółki” – jak czytamy na łamach „Das Freundschaftsblatt” – byli tam mile widziani”. Rok później na łamach tej samej gazety reklamowała się Pension Radler z siedzibą przy Gartenstrasse 64 ( obecnie Stanisława Małachowskiego).

Poza głównymi lokalami, które sytuowały się przede wszystkim w południowej części miasta, mogły istnieć również inne miejsca spotkań wrocławskich homoseksualistów. Jest to o tyle prawdopodobne, że badania nad ilością lokali w zbliżonych wielkością do Wrocławia miast Rzeszy, wyraźnie pokazują częstotliwość ich występowania. Dla porównania; w Kolonii, która w owych czasach liczyła o 150 tys. mieszkańców więcej niż Wrocław, działało ponad 20 lokali dla homoseksualistów. Oprócz legalnych lokali w mieście nad Odrą istniała również męsko – męska prostytucja w wyznaczonych miejscach, które prawdopodobnie służyły do przypadkowych spotkań nie tylko gejom. (…)


***

Dane i fakty zaprezentowane w tym artykule są jedynie fragmentem większej całości, której nie da się już prawdopodobnie nigdy zrekonstruować. Po zakończeniu II wojny światowej Wrocław był morzem ruin i ogromnym cmentarzyskiem, a stopień zniszczenia miejskiej tkanki sięgał 75 proc. Przyczyną tego stanu był nie tylko bezpośredni wpływ działań wojennych. Realizacja szalonego pomysłu, by zbudować w centrum miasta lądowisko dla samolotów na początku 1945 roku, pociągnęła za sobą wysadzenie w powietrze wszystkich budynków wzdłuż Kaiserstrasse (dzisiejszego placu Grunwaldzkiego), wśród nich również archiwum państwowego. A zatem bezcenne dla historii dokumenty zostały bezpowrotnie stracone. Mechaniczne przesunięcia granic Polski na wschód i wysiedlenie niemieckich mieszkańców miasta pociągnęło za sobą dalsze zniszczenia obrazu historii. Być może wraz z kolejnym pokoleniem młodych historyków, mapa homoseksualnego Breslau zaludni się od wydarzeń, ludzi i miejsc.

(Tekst jest obszerną częścią artykułu opublikowanego w czasopiśmie „Invertito. Jahrbuch fuer die Geschichte der Homosexualitaeten”, 9. Jahrgang 2007. Tłumaczenie: Jerzy Piątek, redakcja: Agnieszka Kłos)

Raimund Wolfert (rocznik 1963) jest absolwentem skandynawistyki, lingwistyki i bibliotekoznawstwa uniwersytetów w Bonn, Oslo i Berlinie. Obecnie pracuje w stolicy Niemiec jako wolny wykładowca. Jest autorem licznych publikacji naukowych na temat niemiecko – skandynawskich kontaktów kulturowych oraz prac z historii homoseksualnych ruchów emancypacyjnych i historii homoseksualności w Niemczech w XX wieku.

ZAPROSZENIE NA WYKŁAD

W najbliższy piątek 17 października w Instytucie Filologii Angielskiej Uniwersytetu Wrocławskiego przy ul. Kuźniczej 22 odbędzie się wykład Raimunda Wolferta na temat poruszany w artykule.

Spotkanie zatytułowane „Między kryształowymi nocami – rekonstrukcja życia queerowego w Breslau” rozpocznie się o godz. 18:30 w sali 404.

Organizatorami spotkania, wpisanego do programu VI Festiwalu Przeciwko Wykluczeniom „Lesbijki, Geje i Przyjaciele”, jest portal Homiki.pl oraz projekt „Breslau CV”. Patronem medialnym – redakcja wrocławskiego pisma „Rita Baum”.

***

Agnieszka Kłos – wiceprezeska Stowarzyszenia Kulturalno – Artystycznego Rita Baum we Wrocławiu, redaktorka pisma „Rita Baum”, pomysłodawczyni multimedialnego projektu poświęconego pamięci i transgresji miasta „Breslau cv”. Publicystka, fotografka, autorka książki „Całkowity koszt wszystkiego”. Inicjatorka i założycielka nieformalnej grupy „Kobiety w Auschwitz”, badającej nieznane tropy historii obozu. Na co dzień wykładowczyni dziennikarstwa i fotografii prasowej oraz komórkowej w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Dolnośląskiej Szkole Wyższej Edukacji we Wrocławiu. Jest współorganizatorką wykładu Raimunda Wolferta.

Autorzy:

zdjęcie Raimund Wolfert

Raimund Wolfert

ur. 1963, pracuje jako wykładowca w Berlinie. Jest autorem licznych publikacji naukowych na temat niemiecko-skandynawskich kontaktów kulturowych oraz prac z historii homoseksualności. Wydawca książki „Alles nur Kunst?” Knut Hamsun zwischen Ästhetik und Politik” (1999) i autor publikacji „Gegen Einsamkeit und ‚Einsiedelei’. Die Geschichte der Internationalen Homophilen Welt-Organisation” (2009). Obecnie pisze biografię niemieckiego pisarza i pacyfisty Bruno Vogela (1898-1987), która ukaże się wiosną 2012.

7 komentarzy do:Na tropie ''odmieńców'' w Breslau




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa