Wystawmy w Warszawie Pomnik!

W weekend 20-21 września odbędzie się w Warszawie drugie ogólnopolskie spotkanie organizacji LGBTQ – w ślad za spotkaniem krakowskim z końca stycznia br. Do omówienia jest mnóstwo spraw, rzecz jasna – będą to kwestie antydyskryminacyjne, prawne, zdrowotne, edukacyjne, kulturalne. Ustalono, że każdą organizację może reprezentować najwyżej dwóch członków – żeby uniknąć zarzutów, że „scenę” przywłaszczają sobie dwa stowarzyszenia – Lambda Warszawa (organizator tego spotkania) i KPH (organizator spotkania krakowskiego). Informacja o spotkaniu rozsyłana była w necie i swój udział zgłosili uczestnicy reprezentatywni dla ogólnopolskiego środowiska. W trakcie tego drugiego „okrągłego stołu” (stołu de facto nie ma – uczestnicy rozsiadają się wedle swoich idiosynkratycznych predylekcji, tam gdzie ich osobnicza queerowska dusza rzuci…) – a więc w trakcie owego stolnego weekendu odbędzie się też ceremonia wręczenia Nagrody Tolerancji – przyznawanej łącznie przez trzy organizacje wchodzące w skład LGBTQ-owskiego „trójkąta weimarskiego” – Lambdę Warszawa, niemiecką Maneo i francuską SOS-Homophobie. W 2006 roku nagrodę tę otrzymał m.in. wybitny reżyser i działacz polityczny Kazimierz Kutz, natomiast w roku ubiegłym redaktor i wiceszef „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz – zeszłoroczna uroczystość odbyła się w Paryżu. Clou paryskiego sobotniego wieczoru stanowiła śródnocna wizyta w słynnej restauracji „Maxim’s” – takim paryskim „Wierzynku”, który raz w miesiącu przemienia się w gejowską dyskotekę. Było to dla mnie nie lada przeżycie, bo w czasie poprzednich wizyt w Ville Lumières – „mieście świateł” przechodziłem obok zasłoniętych okien restauracji (a wizytę tam ongi przeżywał nawet rewolucyjny poeta-prowokator Majakowski!) z uczuciem dojmującego wykluczenia, niemal tak, jakbym mijał warszawską „Utopię” – dostępną jedynie dla parnasowego światka reklamowo-telewizyjnych metroseksualnych celebryciąt (ach, cóż to za wielcy ludzi – sławni, bo sławni!), oraz wszelkich ładnych dupek poniżej lat trzydziestu…. wrrróć!!! – niech wszelkie stare dupy powyżej 25-tki (i nie ubierające się w Zarze czy Berschke) nawet nie marzą o wejściu – to utopia! Jednak w „Maxim’s” w gejowskie wieczory nie obowiązuje żadna selekcja – natomiast w dni pozostałe obowiązuje selekcja najbardziej demokratyczna w świecie – portfela. (A jednak w „Utopii” też bywałem – podczepiając się podstępnie pod grupę Lambdowych 25-latków – czyli where there is a will, there is a way!).

Natomiast ceremonia wręczenia Nagrody Tolerancji odbędzie się w sobotni wieczór w klubie „Galeria”. Bez door selection.

Przed laty Bill Clinton powiesił w Gabinecie hasło Economy, stupid!. Mnie jednak interesują najbardziej kwestie związane z kulturą – bo to moja parafia, że tak powiem. W drugim dniu spotkania, w niedzielę przed południem, odbędzie się dyskusja dotycząca tych właśnie spraw – kultury. Będziemy się zastanawiać, czym właściwie jest kultura LGBTQ, co to pojęcie znaczy, jakich dotyczy obszarów, co warto by w tej dziedzinie zrobić. Można nawet powiedzieć, ze dzieje się tu niemało, choć nie mamy przed sobą uporządkowanej, przejrzystej „mapy” tych działań. Spójrzmy więc na to poletko pokrótce.

Kultura to – jak wiadomo – niemal wszystko… Można by tu zacząć od sfery umownie nazywanej „wysoką” – czyli od działań na polu badań naukowych/kulturoznawczych wchodzących w zakres tematyki LGBTQ, czy choćby zazębiających się z nią: poczynając od wartościowych konferencji „Queer Studies” (lata 2000-2006) i licznych publikacji będących tych konferencji pokłosiem. Publikacji także w necie, jak choćby w poważnym naukowym (i recenzowanym!) czasopiśmie „InterAlia”. A także w pismach „papierowych”, może niekoniecznie gejowsko-lesbijskich, ale na przykład feministycznych, społeczno-politycznych, czy artystyczno-literackich – gdzie także często zamieszczane są teksty o interesującej nas tematyce (przykładowo „Zadra”, „Panopticum”, „Krytyka Polityczna”, a nawet „Przegląd historyczny”). A jeśli już o pismach mowa, to wspomnijmy o czasopismach popularnych – począwszy od niegdysiejszych wyczekiwanych co miesiąc (choć niekiedy dość efemerycznych) pismach takich jak „Okey”, „Filo”, „Inaczej”, „Facet”, „O zmierzchu”, „Interhom”, „On i on”, i jeszcze innych… Teraz zastąpiły je znane wszystkim internetowe portale (ze „zorientowanymi kulturowo” homikami.pl na czele), ale z drugiej strony coraz prężniej rozwija się także na przykład papierowa jak najbardziej „Replika”… Są też – lub były – pisma nie związane ze „środowiskiem”, które z sympatią poruszają/poruszały naszą tematykę – jak choćby „Bez dogmatu”, czy „Zielono i w poprzek”. I tak dalej, można by jeszcze długo wyliczać…

Wspomnijmy też o licznych pozycjach książkowych – naukowych bądź beletrystycznych, rodzimych i przełożonych. Po polsku ukazała się już niemała część klasyki gejowsko-lesbijskiej (w tym Kawafis, Genet, Isherwood, Baldwin, Gore Vidal, Edmund White, Hollinghurst), żeby wymienić tylko niewielką część nazwisk. Polscy autorzy też dwoją się i troją (myślę tu, rzecz jasna, o współczesnych – nie o Iwaszkiewiczu i innych z epoki bardzo przedemancypacyjnej) – począwszy od Grzegorza Musiała, poprzez Witkowskiego (już wszedł do historii literatury) czy Żurawieckiego aż po… a to się jeszcze okaże!

No i książki naukowe – ze wspaniałym Fantazmatem zróżnicowanym Jacka Kochanowskiego na czele. Książką tą zachwyciłem się jeszcze w pierwotnej wersji elektronicznej – i zrobiłem sobie wydruk. Bo jednak co papier, to papier! No i można by jeszcze dodać pozycje Joanny Mizielińskiej, Tomka Basiuka, Tomka Sikory, Tomka Kitlińskiego, Pawła Leszkowicza (wszyscy szacowni autorzy gdzie tylko można preferują zdrobnioną postać imienia) – i jeszcze inne. I niedawne głośne Homobiografie Krzysztofa Tomasika. I wiele innych całkiem niedawnych tomów.

Oczywiście daleko tu do długich półek pełnych książek w gejowskich księgarniach w Berlinie, Londynie czy Amsterdamie…

W sztukach plastycznych też coś się dzieje – o czym świadczą organizowane co pewien czas wystawy w większych lub mniejszych ośrodkach i galeriach – sztuka homoerotyczna w Polsce istnieje, a jakże (vide choćby niedawna wystawa Wojciecha Ćwiertniewicza „Mężczyźni” w Galerii „aTak” w pobliżu Uniwersytetu na Krakowskim Przedmieściu). Przywołajmy też znaną chyba wszystkim sztukę Karola Radziszewskiego.

I film Homo.pl Roberta Glińskiego…

Żeby jednak zachęcić potencjalnie zainteresowanych do konsumowania oferowanej kulturalnej strawy, trzeba ich – uciekając się do języka „nauk(o/a)wego” – niejako „zanimować”. I otóż ta działka też funkcjonuje całkiem nienajgorzej. Odbywają się spotkania autorskie i promocyjne, w Lambdzie i KPH działają biblioteki o całkiem bogatych zbiorach, a portale, w tym homiki, starają się do lektury zachęcić – choćby niedawnym plebiscytem na wakacyjną książkę. Sporo jest pokazów filmowych – w Lambdzie, w siedzibie „Fundacji Równości”, w redakcji „Krytyki Politycznej”. Organizowane są też festiwale filmowe – zwłaszcza w okresie przedparadowym. Nie chcę dalej wyliczać tego, co oczywiste, choć może jednak nie wszystkim znane – sądząc po nieszczególnej niekiedy frekwencji na bardzo ciekawych i niełatwo dostępnych filmach.

Zaś wspomniane przed chwilą doroczne manifestacje – warszawska Parada Równości i krakowski Marsz Tolerancji – to wydarzenia jak wiadomo szczególne, i jednocześnie znaczące festiwale kultury. Będziemy o tym mówić podczas spotkania.

Do kultury zalicza się też jak najbardziej życie klubowo-imprezowe – rozmaite imprezy, spotkania czy uroczystości w „szlachetnych” klubach takich jak Tomba Tomba, Galeria, Rasko, czy Toro (żeby wyliczyć niektóre z warszawskich) też współtworzą – może najbardziej! – coś, co określa się jako „kulturę gejowską”, a co dość trudno poddaje się skrótowemu, impresyjnemu opisowi. Ale chciałem tylko o tym „punkcie” wspomnieć.

Skoro kultura to i dziedzictwo. To bardzo ważna działka kultury LGBTQ (do zdefiniowania), ale w Polsce niezbyt rozwinięta. Tymczasem w rozmaitych krajach są na tym polu niemałe dokonania. W Berlinie na przykład działa od lat wspaniała instytucja – Schwules Museum: placówka posiada bogate zbiory biblioteczne, prowadzi działalność wydawniczą na wysokim poziome naukowym i edytorskim, a także organizuje niezwykle wartościowe wystawy – jak na przykład ukazanie życie i prześladowania homoseksualistów w Trzeciej Rzeszy: ekspozycja zorganizowana była po części w siedzibie tej instytucji – prawdziwym ośrodku naukowym – a po części na terenie obozu Sachsenhausen (Oranienburg) w pobliżu Berlina.

Innym dobrym przykładem jest działalność placówki The Jean-Nickolaus Tretter Collection in Gay, Lesbian, Bisexual and Transgender Studies działającej w ramach Uniwersytetu Minnesota – założyciela, Jeana-Nickolausa Trettera, poznałem pięć lat temu na konferencji ILGCN w Berlinie (zorganizowanej przez wielce zasłużonych założycieli tej organizacji Colina de la Motte-Shermana i Billa Schillera); wtedy dopiero tę minesocką homikotekę zakładał. Teraz – po ledwie pięciu latach! – to już poważna archiwistyczno-naukowa placówka z własną siedzibą, wydawanym dwa razy do roku obszernym, ilustrowanym newsletterem i bogatymi zbiorami – książkami, manuskryptami, (mikro)filmami, nagraniami, i rozmaitymi materialnymi przedmiotami dokumentującymi historię i tradycję LGBTQ. Placówka organizuje także konferencje naukowe.

W Polsce też pojawiła się podobna inicjatywa, i było to dziecko „homików”: jak narazie przyjęła postać „wirtualną”, a zaczątki tej działalności są na homikach.pl dostępne i widoczne. Oczywiście Polska to nie Ameryka, ani też Niemcy – na wszystko brakuje pieniędzy, choćby na ewentualną (chemiczną) kastrację pedofilów, czy też na odprawy wysokich urzędników tak postponowanej prezydenckiej kancelarii – a przecież co chwila, ktoś tam kogoś uraża czy obraża, więc fluktuacja jest niemała. Gdzież wobec takich Doniosłych Spraw niepoważne problemy polskiej homoteki! Ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ani polska odpowiedniczka burmistrza Wowereita z pewnością nie sypną groszem.

Ale tymczasem róbmy, co możemy, by tę homoteczną ideę rozwijać.

– no z pewnością ten pomnik nie byłby ze spiżu, ani też z Horacjańskiej mowy wiązanej – a z czego, to może się jeszcze okaże. Pewnie się komuś w tym miejscu narażę – bo wiem, że wiele osób ma do tego pomysłu negatywne nastawienie; właściwie każdy, z kim na ten temat rozmawiałem, łącznie z szefem mojej macierzystej Lambdy… Więc może z ideą pomnika nie mam racji, nie wiem, ale jakoś się w tę myśl wczepiłem…

Kiedy półtora roku temu Łukasz Pałucki zgłosił publicznie ową sugestię, rozpętała się mała burza: chodziło między innymi i o to, że pomysł wystawienia w Warszawie pomnika poświęconego pamięci homoseksualistów – ofiar nazistów i rodzimej akcji „Hiacynt” (przyznam, trochę te prześladowania jednak niewspółmierne i zestawienie może nawet niestosowne) – nie był przez kolegę Pałuckiego konsultowany z liderami środowiska (byli tym pomysłem niejako zaskoczeni, niczym [nie zestawiam tu osób, rzecz jasna, jedynie rozmiar szoku!] Jego Obrażalskość przez ślicznego [zwłaszcza na zdjęciach z młodości] ministra Radka), a poza tym samo proponowane miejsce – plac Trzech Krzyży, gdzie mieścił się ongi najsłynniejszy (i najsmrodliwszy) w Polsce pisuar-pikieta, osławiony blaszany „grzybek” – też wydawało się jak gdyby „nie na miejscu”…

Tymczasem gdy tego lata zobaczyłem w Berlinie wystawiony tam parę miesięcy wcześniej Schwulen Denkmal – czyli pomnik gejów – po prostu oszalałem! Już z samego miejsca wysyłałem znajomym komórkowe zdjęcia, już na drugi dzień chciałem taki pomnik wystawiać w Warszawie! A wkrótce po powrocie dowiedzieliśmy się wszyscy, że pomnik ten został uszkodzony. To jeszcze bardziej przekonało mnie, że i w Warszawie taki pomnik powinien stanąć.

Pomnik w Berlinie zachwycił mnie swoją formą i ideą. Przed laty widziałem pomnik w Amsterdamie – Homomonument (trzy kamienne/granitowe trójkąty – różnej wysokości i rozmieszczone w pewnej odległości od siebie; na jednym z trójkątów umieszczony jest wers z homoerotycznego wiersza holenderskiego poety (Jacob Israel de Haan, 1881-1924): „tak bezkresne pragnienie bliskości”); poruszył mnie, ale nie tak, jak berliński. Widziałem także – wraz z redakcją „homików” zresztą – pomnik we Frankfurcie – „Zranionego Anioła”. Powiem krótko: piękny i poruszający – ale tylko tyle. Natomiast pomnik berliński to całkiem inna jakość. Zdjęcia są niby wszędzie dostępne – ale zobaczyć na zdjęciu i na żywo to całkiem co innego. Abstrakcja i figuratywność w jednym: prostokątna bryła – kamienny pionowy sarkofag, przekrzywiony i jak gdyby postawiony „niechlujnie” (czy jest to celowe? – nie wiem, ale zawsze można dobudować interpretację), a w jednej ścianie szyba z grubego szkła z wtopioną „plwociną”. Tak mi się w każdym razie zdawało – ale może to wcale nie ma być plwocina, jedynie nierówności grubej szklanej tafli. Natomiast w środku ekran z wyświetlanym na okrągło krótkim filmem przedstawiającym gorący, erotyczny pocałunek dwóch młodych współczesnych chłopców – dwudziestolatków może. Autorzy pomnika mówili, że chodziło im w zamyśle o to, że choć oficjalnie i formalnie geje mogą mieć wszelkie prawa (w Niemczech, nie w Polsce!), to widok okazywanych sobie przez nich uczuć jest dla nie-gejów często nienawistny i nie do zniesienia. I cóż – nie pomylili się, jak widać, skoro pomnik ten został uszkodzony…

Nie miejsce tu na dalszą analizę tego i innych „gejowskich” pomników. Jest ich zresztą w Europie i w (obu!) Amerykach niemało – a nawet w samym Berlinie jest jeszcze szereg upamiętniających tablic. Niezmiernie ciekawy jest też jeden z „pomników” w Wiedniu – jest to płytki basen z umieszczonymi na „dnie” literami Q U E (E) R – czyli „w poprzek”, germański/niemiecki źródłosłów słowa queer z dodatkowym („angielskim”) „e” w nawiasie…

Pomniki te z reguły upamiętniają zbrodnie z okresu nazizmu, ale mają wymiar szerszy, symbolizują krzywdy doznane przez homoseksualistów w ogóle. Te krzywdy są przecież „lokalne” – choćby polska akcja „Hiacynt”, czy najazd policji na skromny bar Stonewall Inn przy nowojorskiej Christopher Street. Nowojorski pomnik niewiele ma wspólnego z nazizmem: upamiętnia walkę o prawa obywatelskie amerykańskiego środowiska LGBT, a jednocześnie starcia gejów z policją na tejże ulicy w czerwcu 1969 roku. To cztery postaci, dwóch młodych stojących mężczyzn i dwie siedzące na ławce dziewczyny – w dżinsach, koszulach/koszulkach czy kurtce, okazujących sobie uczucia bliskości, czułości…

Łukasz Pałucki zaproponował też formę pomnika: miała to być niezbyt wysoka bryła w kształcie trójkąta, w kolorze różowym – tak w każdym razie czytałem, możliwe, że nie jest to zgodne z intencją pomysłodawcy. Podniosła się mała wrzawa z powodu tego trójkąta – otóż to akurat nie było uzasadnione, gdyż jak wiadomo różowy trójkąt (rosa Winkel) to właśnie stygmatyzująca naszywka, jaką musieli nosić w obozach koncentracyjnych homoseksualiści – wysłani tam z powodu swej orientacji. Trójkąt to właśnie kształt większości pomników i upamiętniających tablic w Niemczech i innych krajach.

Niniejszy tekst piszę – jak już wspomniałem – z okazji zaplanowanego na ten najbliższy weekend Drugiego Ogólnopolskiego Spotkania Organizacji LGBTQ; chciałem w nim zasygnalizować kilka wątków związanych z szeroko pojętą sferą gejowsko-lesbijskiej kultury – czemu ma być poświęcona dyskusja w niedzielę. Może pojawią się w międzyczasie jakieś głosy, jakieś uwagi i sugestie, które byłyby w tej dyskusji pomocne, czy pomogły jej nadać ten czy inny ton. To po pierwsze.

Podejmijmy znowu ten wątek, właśnie w ramach dyskusji o kulturze i dziedzictwie LGBTQ z okazji Drugiego Ogólnopolskiego Spotkania!

Pozwalam sobie oto podjąć zapomnianą już nieco propozycję Łukasza Pałuckiego sprzed półtora roku – tak, ja też jestem za pomnikiem! Anch’io sono…! Wiem, ze są pilniejsze sprawy, że dyskryminacja, brak praw obywatelskich, że ważniejsza profilaktyka HIV/AIDS, że nie ma pieniędzy, że w Afryce głód, a w Ameryce bili Murzynów, że pomników ci u nas dostatek – właśnie dlatego! I właśnie dlatego, że taki pomnik został niedawno uszkodzony w Berlinie, w mieście, gdzie burmistrzem jest otwarty gej.

Polscy geje i polskie lesbijki – choćby dlatego, ze jest nas tak bardzo dużo – też mają prawo do materialnego, uwidocznionego symbolu – to ustawi dyskusję o naszych prawach na innej płaszczyźnie, wzniesie ja na inny poziom.

Co do formy pomnika:sprawa jest do dyskusji, mógłby to być właśnie rodzaj kamiennego trójkątnego postumentu, choć niekoniecznie w różowym kolorze – a może po prostu sama niesformatowana bryła, wielki, ciężki głaz, nie do zniszczenia i nie do usunięcia… I napis upamiętniający krzywdy doznane przez homoseksualistów i w okresie nazizmu, i w całej historii – ale to też rzecz do omówienia, co dokładnie ten pomnik miałby upamiętniać. A może nie tylko krzywdy, ale i nadzieje? Tak jak monument nowojorski, wiedeński czy berliński?

A może coś figuratywnego?Rok temu postawiono przed Liverpool Street Station w Londynie pomnik upamiętniający akcję wysyłania żydowskich dzieci z Niemiec do Anglii w przededniu Drugiej Wojny, co ocaliło im życie. Taki pomnik stanie też wkrótce w Berlinie przed dworcem Friedrichstrasse – stamtąd odjeżdżały dzieci. I pomnik taki stanie też w Gdańsku i w innych jeszcze miastach. Pomnik londyński i pomnik berliński mają formę figuratywną – to po prostu grupka dzieci z walizeczkami. Podobno berlińskim radnym bardzo się ten projekt nie podobał (bo jak to, w naszej epoce taki figuratywny kicz?!) – ale w końcu przekonał ich twórca, wywodzący się z Polski Frank Meisler, twórca także pomnika londyńskiego, którym był jednym z owych wysyłanych dzieci. Powiedział, że tylko ludzkie postaci przyciągają uwagę przechodniów, abstrakcyjne bryły są natomiast mijane z obojętnością. I coś w tym jest.

Ostatnio przecież tak modne stały się pomniki z siedzącymi/stojącymi postaciami – bodajże pierwszy usiadł na wieczność przed lizbońską kawiarnią wielki portugalski pisarz Fernando Pessoa, jakiś czas później Julian Tuwim na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, potem student-everyman przed starą biblioteka uniwersytecką w Warszawie… Nowojorski pomnik przy Christopher Street właśnie jest z tego nurtu.

I lokalizacja: z pewnością nie plac Trzech Krzyży! Polscy geje i lesbijki nie mogą się kojarzyć w powszechnej świadomości z cuchnącą (acz zabytkową) pikietą!

Proponuję następującą lokalizację: Uniwersytet Warszawski, rejon głównego dziedzińca. Albo w pobliżu starego BUW-u, albo bliżej bramy głównej, a może na małym placyku przed Instytutem Kultury Polskiej, a jednocześnie obok budynku Instytutu Historii? Pod starymi drzewami… O, to chyba idealne miejsce!

Jeżeli uzyskałbym wsparcie środowiska, to podjąłbym się w tej sprawie zadziałać. Instytut Kultury Polskiej to jedno z najbardziej liberalnych i światłych miejsc na Uniwersytecie Warszawskim – myślę, że znalazłbym poparcie wśród kierownictwa tej placówki.

I niech to już – jak na dziś – będzie na tyle. Żeby nie zagadać sprawy.

A pomnik – oby powstał. Już sama poważna dyskusja będzie miała duże znaczenie. I pomnik też w końcu będzie postawiony. Credo, quia absurdum – wierzę, bo to (niby) niedorzeczność, ale często to, co nierealne, szybko przyobleka się w ciało.

Przykłady pomników LGBTQ
Amsterdam

Berlin

Frankfurt nad Menem

Haga

Kolonia

Montevideo

Wiedeń

Sydney

Nowy Jork

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

18 komentarzy do:Wystawmy w Warszawie Pomnik!

  • miss

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik !]

    Dziekuje za tekst!
    Pomnik z Nowego Jorku podoba mi sie najbardziej. Ale moze postawmy na zywy pomnik, np. biorac udzial w imprezach kulturalnych przeznaczonych dla nas (to jakos chyba laczy ludzi) i zapraszajmy na nie naszych znajomych heterykow. Nie ma tego duzo, ale byly festiwale rownosci, pryzmat, teraz w UFIE jest queermash z bardzo bogatym programem, rozne dyskusje i pokazy filmowe w Krytyce Politycznej.

    Chyba jednak malo tego, bo nie pamietam wiecej, ale warto wspierac takie dzialania. No i pani prezydent pewnie nie wesprze imprezy z budzetu miasta – rowniez naszego miasta.

  • Arek

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Niektorych pomnikow nie rozumiem. Np tego z Hagi… A ten z Frankfurtu? To jest nasz, czy kościelny?

  • antoś

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    to słynny frankfurcki anioł z odpadającą głową, bardzo dobry pomnik społeczności lgbt

  • QB

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    szyja podtrzymujaca glowe tego aniola jest prawie w calosci przecieta, a glowa trzyma sie na malym fragmencie szyi, nie wiem jak to dobrze opisac, dzielo robi wrazenie, ale niestety nie pamietam historii i koncepcji pomnika.

  • zadra

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    najlepszy ten z nowego yorku

  • Nitro

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    OK, lokalizacja juz prawie ustalona, teraz jako monument proponuje frontowa figure Teletubbies – Tinky Winky i to niekoniecznie w brazie. Dlaczego nie zostawic oryginalnych barw – cudowny kontrast fioletowy indigo i czerwien torebki. Co Wy na to ? W koncu to on zaznaczyl nasz kraj na mapie swiata, a i przy okazji Ewa Sowinska zostalaby upamietniona hmm…raczej jej skrajna glupota.

  • [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Jestem jak najbardziej „za” budową pomnika. Myślę, że dobrze by było obrać symbolikę różowego trójkąta. Co prawda odnosi się ona do działań nazistów, ale może stanowić też dobrą ogólną metaforę prześladowań i dyskryminacji homoseksualistów. Proponuję żeby pomnik przybrał formę raczej monumentalną niż figuralną, z przyczyn czysto praktycznych. Otóż w naszym kraju z całą pewnością znajdzie się nie mała grupa osób które będą chciały doprowadzić do jego jak najszybszego zmiecenia z powierzchni naszej (nie waszej) ziemi. Tak więc pomnik musi być zwarty, mocny i stabilny (zestaw cech przydatnych również dla organizacji LGBT). Dobrym pomysłem jest dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego. Co prawda to miejsce niejako wyłączone z publicznej przestrzeni ulicy, ale jego położenie też może istotnie pomóc w zachowaniu bezpieczeństwa monumentu.

    Trzymam kciuki za ten projekt.
    Oby się udało.

  • Marcin

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Więcej Światła!
    Tu trza kaganek oświaty nieść a nie pomniki stawiać.

  • do Marcina

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    taaaa, trzeba autostrady zbudować, szpitale, i w ogóle, jak Polska będzie bogata, czyli za jakieś 100lat, to dopiero wszystkim gejom i lesbijkom będzie sie żyło dostatnio – taką argumentację często słyszę.
    Sorry, ale ja w to nie wierze.
    Trzeba robić wszystko, co się da, a najlepiej równolegle, stawianie pomnika, choc pomysł może się wydać irracjonalny, nie przeszkadza nieść kaganka oświaty. Działania rozproszone są najlepsze. Niech każdy robi to, na czym się zna, a będzie dobrze.

  • optyTom

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    kurcze, a niby dlaczego w Wawie nie może być pomnika – czemu to u nas zawsze ma by najgorzej – skoro nawet w Montevideo i Sydney stoją, to naprawde takie gadanie, że u nas trza kaganek oświaty nieść jest do chrzanu. To niby Urugwaj na wyższym etapie cywilizacji od Polski? no może pisiory to neandertal (może giertychy potwierdzą), ale nie tylko pisuarem i kruchtą Polska stoi!

  • astra

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    no właśnie, ale żeby znów nie było głosów, że to sprawa bezsensowna i stracona – bo tak to napewno zadnego pomnika nie będzie, jak sami tego nie poprzemy

  • jares

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Ten nowojorski, figuratywny, jest zdecydowanie najlepszy, najlepiej trafiajacy do widza, najbardziej zabawny. Na szczescie od jakiegos czasu widac, ze odchodzi sie juz od nudnawych przedstawien symboliczno-minimalistycznych.
    Yourcenar byla kolekcjonerka malarstwa hiperrealistycznego, gdyz nie akceptowala rugowania przedstawien figuratywnych ze sztuki. Odwazyla sie isc „pod prad”. I chyba miala racje.

  • Konrad

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    teraz jest chyba nawrot do figuratywnosci, a na przyklad ten pomnik z Hagi – co za nuda, jakby to byl pomnik podboju kosmosu w ZSRR. We
    Wrocławiu przed Uniwesytetem jest pomnik nagiego chłopca z czasów niemieckich jeszcze – ponoc chciano ten pomnik usunac na wniosek LPR-u – moze go przeniesc do Warszawy? :-)

  • Konrad

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    teraz jest chyba nawrot do figuratywnosci, a na przyklad ten pomnik z Hagi – co za nuda, jakby to byl pomnik podboju kosmosu w ZSRR. We
    Wrocławiu przed Uniwesytetem jest pomnik nagiego chłopca z czasów niemieckich jeszcze – ponoc chciano ten pomnik usunac na wniosek LPR-u – moze go przeniesc do Warszawy? :-)

  • jares

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Do Konrada: ja tez uwazam fontanne z szermierzem Hugo Lederera (chyba z 2004 r.) przed Uniwersytetem Wroclawskim za jeden z najpiekniejszych pomnikow w Polsce. Poza tym ta fontanna jest wspaniale wkomponowana w otoczenie.

    Nie wiem, ile kosztowalby taki pomnik wykonany przez Igora Mitoraja, ale chyba mozna pomarzyc, nieprawdaz ?
    Zatem moze jakis konkurs ? Tym sposobem mozna by bylo dac szanse takze mlodym rzezbiarzom.

  • Łukasz Pałucki

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    Cieszę się, że Krzysztof chce reaktywować pomysł pomnika.

    Zgodnie z tym o czym rozmawialiśmy podczas spotkania lgbtq w Warszawie trzeba będzie się spotkać i wspólnie coś postanowić.

  • marivin

    [Re: Wystawmy w Warszawie Pomnik!]

    tak, warto pociagnac to dalej… bo pomnik jak już stanie, to będzie widocznym znakiem!
    I bedzie to coś trwałego, co stale będzie przypominac o sprawie LGBTQ




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa