Warszafka bawi się, a wieś płacze

Na wstępie przepraszam, że generalizuję. Ale po to tylko, aby podkreślić moje spostrzeżenia związane z tym, iż żyjemy w naprawdę różnych światach, żeby nie powiedzieć – w wielu różnych.

Zastanawia mnie to już od dawna, dlaczego lubię miasto, lubię w nim funkcjonować. Oprócz tego, iż wiele się w mieście dzieje od strony imprez, kultury, wydarzeń, znajomych, to na pewno swój procentowy udział ma czynnik właśnie wielkomiejskości, polegający na pewnej anonimowości. Dzięki temu mogę się czuć troszkę jakby „bezkarna” – moja inność gdzieś rozpływa się i nie stanowi tematu nr 1 wśród otoczenia, podwórka. Choć zapewne, jeśli społeczność jest bardzo lokalna, to może być tematem i problemem – ale tendencja jednak jest w kierunku roztapiania się. Sąsiedzi raczej nie interesują się, z kim mieszkam, kto do mnie przychodzi, kto wychodzi ode mnie i kiedy. Podczas gdy na wsi jesteśmy poddani czujnemu oku okolicznych sąsiadów. Dlatego też miasto jest tym miejscem, gdzie pojawiają się knajpki i miejsca „branżowe” – kluby, puby, lokale, miejsca spotkań, rozwijają organizacje LGBT. Jak łatwo zauważyć – im większe miasto, tym więcej tego typu miejsc. Ludzie ciągną też do miast z racji tego, iż można tu znaleźć pracę, często taką, o której się marzy lub też po prostu lżejszą fizycznie. Ogromne te różnice pomiędzy wsią czy małymi miasteczkami a dużymi ośrodkami miejskimi widzieliśmy jako Lambda już dużo wcześniej, gdy dzwoniący z problemami ludzie pochodzili raczej z większych miast, nie wsi. Organizacje także działały w miastach i to dużych. Kłopot zawsze był z osobami z małych miasteczek i wsi – jeśli osoba ma problem, to gdzie mamy ją skierować? Najbliższy psycholog/seksuolog/organizacja jest w większym mieście. Na co dzień jest więc osoba homo-, bi-, transseksualna skazana na zupełnie trudne życie.
Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale są to wyjątkowe wyjątki… Piszę to dlatego, iż te różnice coraz bardziej się pogłębiają. Podczas gdy w miastach rozwijają się kolejne organizacje, powstają nowe lokale, dzieją się akcje nawet już w mniejszych nieco miastach (Bydgoszcz, Toruń), to wieś pozostaje wciąż „nietknięta”. Jest również niezbadana – podczas zbierania danych do ostatniego Raportu nt. sytuacji osób LGBT w Polsce zaledwie 6% osób ujętych w ankietach pochodziło z terenów wiejskich. Od dawna borykamy się z tym problemem, jak dotrzeć do tych osób, jak im pomóc? I od lat wciąż nie mam odpowiedzi na to pytanie…

Ostatnio dostrzegłam jeszcze bardziej kolosalną i kolorową różnicę – podczas gdy zastanawiam się nad kondycją osób z terenów wiejskich czy też małomiasteczkowych, wyobrażając sobie czasami niewyobrażalnie słabą ich sytuację, spowodowaną homofobią w najgorszym, fizycznym wydaniu – miasto, wielkie miasto bawi się. Otóż wspomnę tylko – na przykładzie Warszawy (bo ją znam dość dobrze) – o lokalach, gdzie trudno jest się dostać zwykłej osobie w związku z selekcją gości, tzw. door selection. Przedstawicielem tego nowomiejskiego nowego trendu jest lokal Utopia, gdzie celebrytom wypada się pokazywać, lokal jest uznany za gejowski, ale jednocześnie trendy; tylko że niestety miałam swego czasu wątpliwą przyjemność niewpuszczenia mnie tam – pytanie pozostaje więc aktualne – kto tam może wejść? Takich miejsc jest więcej, ale Utopia jest chyba wierzchołkiem góry lodowej i doskonałym przykładem. Mało tego, będzie niebawem gościć na swoich deskach teatr – i to nie byle jaki – Teatr Polonia. Zaplanowano tam sztukę (nomen omen) „Darkroom”, z okazji 3. urodzin teatru. Wtedy już będzie można – dla chętnych – wejść oficjalnie, z biletem – jeśli się uda kupić oczywiście.

Innym przykładem jest fenomen drag queen. W naszym kraju wzbudza wielkie zamieszanie – w końcu jesteśmy kulturą patriarchalną i wszystko co kobiece jest bardzo niemęskie. A tu chłop przebrany za babę – to ci dopiero widowisko. Wyobrażam sobie, jak grupa dragów daje występ na deskach remizy w małej mieścince. Spodziewam się nawet, iż podpici faceci odważyliby się sprawdzić ręcznie, czy te dragi są „prawdziwymi” facetami, czyli czy „mają jaja”. A co się robi w wielkim mieście z takim cudem jak drag queen? Ano – nie dość, że regularnie występują one przez cały tydzień w różnych klubach (rozkład występów na różnych portalach można łatwo znaleźć), to jeszcze bierze się takiego kolorowego ptaka do promocji rzecz jasna! Towarzystwo można rozbawić, napisać ciekawy scenariusz z wykorzystaniem gwiazdy i efekt PR gotowy. Kilka lat temu uczestniczyłam w takim show, a dziś czytam, iż dzieje się to na porządku dziennym – zapewne wiele osób nie miało jeszcze przyjemności zobaczyć takiego występu, więc przypuszczam, iż sekcja PR pt. zatrudnianie drag queen do promocji będzie się dynamicznie rozwijać.

Tak więc Proszę Państwa – kto jako żyw nie miał okazji zobaczyć DQ, nawet będąc gejem/lesbijką, prędzej czy później zobaczy występ na imprezie integracyjnej swojej firmy, zakończeniu roku szkolnego tudzież wieczorze panieńskim (o tym też słyszałam!).

Ciekawe na jakie promocje załapują się same dragi queen?

A oto oryginalna wiadomość o takiej imprezie, któraż to wiadomość mnie tak zelektryzowała swoją zwykłością pośród innych informacji:

WTOREK, 9 WRZEŚNIA 2008
NBC Universal zaprasza na imprezę Universal Channel promującą serial „Imprezowo”. Gwiazdą wieczoru będzie drag queen Lea Divine. Organizator zaprasza do klubu Pink Flamingo przy ul. Lirowej 42 w Warszawie 9 września br. o godz. 19. Wstęp z zaproszeniami.

Yga Kostrzewa aktywistka LGBT, rzeczniczka Lambdy Warszawa, feministka, ekolożka, studentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać książki, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Czasu wciąż jej brak! Chciałaby zalegalizować swój długoletni związek z partnerką. Prowadzi blog: www.ygakostrzewa.com

Autorzy:

zdjęcie Yga Kostrzewa

Yga Kostrzewa

aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, członkini Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich, feministka, ekolożka, absolwentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Prowadzi bloga www.ygakostrzewa.com

31 komentarzy do:Warszafka bawi się, a wieś płacze

  • Marcin

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Zaczęło się szalenie ciekawie od próby zwrócenia uwagi na problemy osób z małych miejscowości. Nawet tytuł wskazuje na tekst poświęcony tej ważnej sprawie.

    Ale nagle „bach”! Wszystko się przewróciło, bo pojawiły się nic nie mające wspólnego z tematem DQ i skończyło się na reklamie jakiegoś eventu…

    :(
    Rozczarowałem się.
    Widocznie nie tylko prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą.

  • Szymon

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Czy Yga Kostrzewa ma dzieci? Jeśli nie ma to nie warto czytać Jej… ch….a wie czego. Bo po co Ona to pisze???

  • Maek

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Co maja dzieci do tekstu Ygi????? Chyba wiekszosc czytelnikow homikow nie ma dzieci. Gruba wiekszosc! Nie obrazajmy felietonistki, a polemizujmy! Tekst ciekawy i warty dyskusji.

  • jasiu smietana

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    bes sęsu

  • pfe

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Bez sensu to jest twoja ortografia.

  • loth

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    To felieton a nie wywód w sejmie nt gejów na prowincji, więc dajcie jej spokój….. Fajnie napisany :)

    Ciekawe jest to: „nawet już w mniejszych nieco miastach (Bydgoszcz, Toruń) „

    A propos gejów i lesbijek na wsi, to pokazuje jak wielka jest różnica przede wszystkim mentalna. Dla osoby z Wawy, Toruń to jakieś mniejsze miasto, dla mnie to już duuuże miasto :) w którym można czuć się w miarę anonimowo.

  • arri

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Bardzo zaciekawił mnie temat z pierwszej połowy felietonu. Ciekaw jestem czy osoby z mniejszych mniejscowości i wsi w ogóle zaglądają na ten i inne portale homoseksulane? Jeśli tak, to napiszcie jak sobie radzicie? Jak poznajecie przyjaciół, jak spotykacie partnerów? Czy jeździcie na imprezy do miast czy macie inny sposób? Czy organizacje LGBT mogą coś zdziałać w Waszej sprawie? Napiszcie koniecznie!!

  • Marcin

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Ten tekst właśnie jest bez sensu. Tak jakby autorka nagle znudziła się rozważaniami o sytuacji w małych miejscowościach albo nie wiedziała, jakie wnioski wyciągnąć i zajęła się czymś innym.
    Felieton wymaga jednak pewnej logiki, ma mieć określoną strukturę. Jeśli jest wstęp, to powinno być rozwinięcie i zakończenia poświęcone sprawie przedstawionej we wstępie.

    Strach pomyśleć, jak wyglądałby przepis Ygi na sernik. Zaaczęłaby od ucierania jajek, masła i sera a skończyła na podlaniu kurczaka wytopionym sosem.

    Bardzo szanuję Ygę i kocham Homiki, ale ten tekst kupy się nie trzyma.

  • Kamil

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Jeśli spojrzymy na Bydgoszcz czy Toruń czy Zieloną Górę (miasta duże, jakby nie było) przez pryzmat życia gejowsko-lesbijskiego, to będą to nie tylko małe miasta, ale i osady z kilkoma domkami. Dlaczego????
    No dajmy na to w Warszawie, w ciągu soboty przewinie się przez kluby np. 5000 osób, a ponoć łącznie z dojezdnymi stolica ma 2 mln – to też prowincja i wieś w jednym. Jakby nie było:)
    Opiszcie jak sobie radzicie w „mniejszych” miejscowościach (w tym w stolicy).

  • zenek

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    mnie też zaciekawiła pierwsza część.

    yga, następnym razem idź dalej tym tropem!

  • anka zet

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    ludzie… kochane ;) komentujcie tekst a nie doczepiajcie się do innych rzeczy. :)

    Sceptyka na temat Ygi sernika zapewniam, ze jest Mistrzynią kuchni i dopieszcza bogactwem smaków.

    Tekst może się podobać lub nie – odwieczne prawo czytelniczek płci obojga, ale darujmy sobie osobiste wycieczki.

    Dla własnego i wspólnego zachowania poziomu.

    serdecznie Państwa pozdrawiam.

  • Marcin

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Pani Anko!

    Tutaj właśnie nie ma osobistych wycieczek! Przedmiotem krytyki jest tekst, a ściśle mówiąc jego struktura.

  • Arek

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Ja tam znam jednego geja z małego miasteczka (co prawda to juz nie wieś, ale warto wspomnieć). Jest młody, nie wie w jego otoczeniu nikt o jego orientacji, ani w szkole, ani jak to sie mowi na powróku. Na podryw jedzie do Wrocławia. Pobawic się też ;) w zasadzie żyje tylko od weekendu do weekendu, żeby odwiedzic jego ukochane miasto, w ktorym sie czuje swobodnie, nie to co u siebie…

  • mct

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Tekst mądry i potrzebny , bo (wreszcie) „o czymś” (społecznie istotnym).
    Wielkość miasta jest – owszem – ważna , ale jest coś jeszcze ; w 200 tys. Toruniu jest dużo łatwiej , niż w 400 tys. Lublinie , gdzie nie ma NIC.
    Skleryczałe tereny elektoratu PISu – to obszar szczególnie trudny ; dla mnie jest to klucz do zrozumienia problemu.

  • galway1

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    tekst ‚przelecialem’
    wypowiedzi przeczytalem….
    dziekuje panu od sernika i kurczaka… sie usmiaaalem:D tak trzymac!

  • Traktor Ursus FTW

    [do arri]

    Arri, chcesz wiedziec jak wyglada gaylife na prowincji, to Tobie w kilku zdaniach przedstawie. Otoz mamy gay kluby – jeden jest na plebanii, drugi u soltysa, trzeci na komisariacie. Aha, jest jeszcze czwarty – miejscowe café gdzie lesbijki serwuja erotyczne ciasteczka. Ciachem faworytem jest tam double petit choux zwany przez stalych bywalcow „biuscikiem Pani P”, ale i ciasteczko „klejnot soltysa” cieszy sie nie mniejszym powodzeniem (pycha, palce lizac) W kazdy weekend odbywaja sie na plebanii huczne zabawy i uczty lukullusowe. Sa to zabawy tematyczne. Dla przykladu, w ubieglym tygodniu tematem byl „The Gladiators”, w tym – „Glitter ‚n’ Glamour” i zapowiada sie, ze bedzie wyjatkowy splendor, bowiem wedlug organizatora dyrektora miejscowego banku, zaszczyci nas swa obecnoscia sama Madame Zaza. Mamy rowniez darkroomy – a jakze ! Kazda stodola to prawdziwy darkroom. Zapewniam Ciebie, napiecie jest tam rowne temu jak przy otwarciu bomboniery z czekoladkami – you never know what you get (uzywajac tutaj starego, wyswiechtanego porownania) Kazdego roku, w miesiacu czerwcu odbywa sie takze marsz, a frekwencja jest zdecydowanie wieksza niz na „Paradzie Rownosci” w Warszawie. Co wiecej chcialbys wiedziec ? Czy nie dosc wyczerpujaco zaspokoilem Twojej ciekawosci ? Jesli nie, to zaloz sobie konto na http://www.innastrona.pl – tam jest mnostwo dziewczyn i chlopakow mieszkajacych na prowincji. Nawiaz z nimi kontakt dla korzysci obopolnych. Bedzie to okazja do wymiany doswiadczen zyciowych z obu srodowisk.

    No ludzie, do ……., troche inteligencji i wyobrazni !
    Nie trzeba mieszkac na prowincji aby sobie to wyobrazic. Przeciez wystarczy, ze sie mieszka w Polsce.

    PS. Tekst Ygi rzeczywiscie sprawia wrazenie napisanego przy dwoch roznych okazjach i w dwu roznych okolicznosciach. Czy nie lepiej bylo rozwinac obu tematow i napisac dwa oddzielne artykuly ?

  • Erico

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    ja zawsze robie sernik i wychodzi mi kurczak
    a tak naprawdę, to tekst o dwóch rzeczach i co z tego? tak wyszło Autorce i chwała jej za to.

  • arri

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Traktorze:
    Wyobrażać sobie a pytać jak jest naprawdę to dwie drogi, które mogą doprowadzić do dwóch różnych odpowiedzi. Ja wolę pytać, nawet jeśli niektórzy uznają takie pytania za proste czy głupie. Wybacz, jeśli poczułeś się urażony (choć nie do końca rozumiem czym?).

    To jak osoby homoseksualne radzą sobie na prowincji wcale nie musi być takie oczywiste i jednoznacznie pesymistyczne. Swego czasu poznałem chłopaka, który zamieszkał razem ze swoim partnerem (i kotem :) w domu w niewielkiej miejscowości, 50km od Warszawy. Mieszkali tam ładnych kilka lat, żyli sobie całkiem dobrze, układało im się z sąsiadami, ludzie im się kłaniali. Ich dom stał się miejscem niemal cotygodniowych imprez, na które zjeżdżali się ich znajomi z okolic, a nawet z Warszawy. Można powiedzieć, że oni i ich dom stał się ośrodkiem skupiającym okoliczną cyganerię, dzięki im powstała paczka ciekawych ludzi, którzy u nich mogli czuć się swobodnie, mogli czuć się sobą.
    Niestety po kilku latach mój znajomy i ejgo partner rozstali się z przyczyn osobistych i musieli sprzedać tamten dom.
    Ta historia, mimo smutnej końcówki spodobała mi się, a wizja życia w małej miejscowości bardziej urzekła niż przeraziła.. Mam nadzieję, że więcej znajdzie się takich przypadków w naszym kraju.

  • Traktor Ursus FTW

    [do arri]

    Ladnie, wrecz malowniczo opisales zycie na wsi Twoich przyjaciol, a moze raczej znajomych. Pytanie tylko kiedy ta sielanka miala miejsce. Przypuszczam, ze byly to lata ’60-te. I wcale by mnie to nie zdziwilo, bo wiadomo lata ’60-te to lata trendow m.in. hippie i zycie w stylu bohème nikogo wowczas nie bulwersowalo. W obecnych czasach, na polskiej wsi miejsce takie nosiloby miano Sodomy i Gomory i prawdopodobnie byloby wystawione na szykany i obrzucane systematycznie jajami (w najlepszym przypadku) jesli nie zostaloby wypalone do samego fundamentu. Wsi spokojna, wsi wesola…. Tak, wies wyglada czesto pittoresk gdy odwiedza sie ja podczas weekendowego wypadu za miasto. Dla dziewczyny czy chlopaka 16-18 letniego, do tego homo nie jest wcale tak latwo. Nie chce powiedziec, ze jest sie tak calkiem na pozycji underdog ale rozpoczac dorosle zycie ze swiadomoscia, ze jest sie gejem czy lesbijka do tego na wsi lub w mniejszym miescie to prawdziwa proba zycia. A tego nie kazdy z duzego miasta potrafi sobie wyobrazic, a jeszcze trudniej jemu to zrozumiec. I na pewno jest tak jak w komentarzu wyzej napisal Arek, ze mlodzi chlopacy z prowincji zyja od weekendu do weekendu by pojechac do wiekszego miasta i poznac kogos, zaprzyjaznic sie. Niektorzy moze i maja takie szczescie, ze poznaja kogos wartosciowego ale sa i tacy bardziej naiwni, ktorzy staja sie latwym lupem dla oblesnych ciot pokroju T. Jacykow – a takie doswiadczenie dla kogos bardzo mlodego, to jak na debiut seksualny nic dobrego.

  • mazi

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    najlepiej od razu uciec na Wielka Brytfanne

  • onaon

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Niestety, felietonowa forma tekstu (niespojnego wewnetrznie, co juz zostalo zauwazone) całkowicie splycila temat, a nawet chcac niechcac go osmieszyla. Co gorsza tekst czolowej dzialaczki LGBTQ jedzie najgorszymi stereotypami. Pani Igo, mam wrazenie, ze kompletnie nie zna Pani tego problemu i w obawie przed porazka uciekla sobie Pani na drag show, co okazalo sie jeszcze gorsza porazka. Tekst pokazal, w mojej interpretacji, ze traktuje Pani lesbijki i gejow z malych miasteczek lub wsi jako ludzi drugiej kategorii, nie mowie ze gorszej, bo jednak sie Pani troche lituje nad nimi. Litosc wobec ucisnionych to najgorsza rzecz. Bardzo szkoda, ze tak sie stalo, ale trzymam kciuki, bo wciaz Pania cenie, a doksztalcic w temacie zawsze sie mozna :)

  • arri

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Traktorze,
    Zgadzam się z Tobą. Życie ze świadomością, że jest się osobą homoseksulaną szczególnie na początku jest bardzo trudne. Jest tak niezależnie od tego gdzie się mieszka. Nie licytujmy się proszę kto ma gorzej. W dużym mieście także trudno zachować anonimowość, bo przecież gdzieś się urodziłeś, gdzieś mieszkasz, ktoś jest twoim sąsiadem, ktoś cię rozpoznaje, zna Twoich rodziców, itd.. Lokalne społeczności, szczególnie w starszych dzielnicach dużych miast są pod tym względem podobne do społeczności wiejskich. Ludzie się znają, niektórzy, szczególnie starsi od lat poruszają się wyłącznie w obrębie kilku ulic swojej dzielnicy.
    Natomiast historia mojego znajomego wydarzyła się koło 2001 roku. Fakt, że oni obaj wcześniej mieszkali w Warszawie i nie urodzili się w tej miescowości. Ale może przez to właśnie mieli dystans, mogli trzeźwiej ocenić klimat społeczny tam panujący. Może dlatego, że pochodzili z innego środowiska nie byli podatni na presję. A może żadnej presji nie było, może to jest tak, że te hipotetyczne szykany, które nam tutaj malowniczo zarysowałeś istnieją głównie w sferze lęków i domysłów?
    Oni w każdym razie spróbowali żyć normalnie (czyli otwarcie mieszkając ze sobą) i im się udało. Tak mi się przynajmniej wydaje z opowieści znajomego, choć nie mam już z nim kontaktu, więc jeśli tu zaglądasz, Karolu, to zapraszam Cię do podzielenia się swoją historią z pierwszej ręki.

  • Magda

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Rozważanie dość ciekawe, ale abstrakcyjne. Ocena wielkości miast – trochę śmieszna i kompromitująca.
    W miastach średnich, tj. ok. 100 tyś. mieszkańców, żyje całkiem sporo osób homo. Może nie skupiają się w wolnym czasie w określonych knajpkach, ale odkrywają swoją obecność w kontaktach towarzyskich, zawodowych itp. Aż przychodzi refleksja: i ona, i on też? Hmmm, sporo nas!

  • [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    Chcecie wiedzieć, jak wyglądać może życie na prowincji, w kilkunastotysięcznym miasteczku?
    Macie 10 lat, naturalnie kręcące się włosy i nie umiecie złapać piłki na lekcjach WF-u. Wszyscy śmieją się z was jako z „cioty” i „pedała” – nie wiecie, co znaczą te słowa, ale pogarda jest wyczuwalna. Z każdym rokiem coraz bardziej zamykacie się na ludzi, bo każde z nimi spotkanie to narażanie się na wyzwiska i śmiech. Wasz dzień sprowadza się do wychodzenia rano do szkoły i powrotu przed obiadem – nigdzie indziej nie chodzicie. Nie macie przyjaciół, z nikim się nie spotykacie, nie nawiązujecie normalnyc relacji z ludźmi. W okresie dojrzewania nic zatem nie odczuwacie, a katolickie środowisko i wychowanie (ze szkołą, w której najważniejszy jest proboszcz, na czele) niczego Wam nie uświadamia. Na lekcjach biologii nie usłyszycie o fizjologii człowieka, bo zabrakło na to czasu – ważniejsze były ślimaki. Ze względu na zagrożenie AIDS na lekcjach wychowawczych mówi się oczywiście, że trzeba stosować prezerwatywy – ale co to jest i co się z tym robi dowiecie się gdzieś pod koniec studiów. Całe życie zmagacie się z ludzkim odrzuceniem i nie rozumiecie, dlaczego podoba Wam się, jak chłopcy grając w piłkę zdejmują koszulki. Coś pewnie było z Wami nie tak, skoro nie tylko z powodu wpojonego wstydu nie dotykacie się w miejscach intymnych i dopiero w wieku 25 lat przychodzi Wam w pełni zrozumieć, co to jest erekcja. Ledwie parę lat wcześniej nauczycie się dbać o higienę w tych miejscach. Na studiach Wasze życie towarzyskie nie istnieje tak samo, jak dotąd – musicie zresztą spieszyć się na pociąg do domu, bo zbyt baliście się zamieszkać z rówieśnikami w akademiku (wciąż słyszycie „pedał” za swoimi plecami).
    Nagle budzicie się dzięki temu, że odkryliście Internet – zaczynacie pisać bloga, ktoś do Was pisze, coś Wam uświadamia, rodzą się pragnienia, z których nie zdawaliście sobie sprawy, dowiadujecie się, że poza „normą” są jeszcze inne obszary – gdzieś daleko. Do tego paraliżuje Was żal za tym, co straciliście – macie 28 lat, marne wykształcenie (fakt, Wasza w tym wina – dbaliście o oceny, żeby mieć stypendium, a nie, żeby się czegoś nauczyć), mieszkacie z rodzicami, nie stać Was na wyprowadzkę do dużego miasta, nigdy nikogo nie trzymaliście za rękę, o seksie aż boicie się marzyć.
    Przypadek to może skrajny, ale znam jeszcze gorsze…

  • DanRadcliffe

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    W 100% zgadzam się. Sam mieszkam w wiosce gdzie wszyscy o sobie wszystko wiedzą. Chce się bardzo wyprowadzić i zerwać wszelkie kontakty z tymi chorymi ludźmi, ktorzy przez swoje wścibstwo potrafią zaglądać w okna i nie spać po nocach byle tylko znaleźć temat do plotkowania. Młody gej taki jak ja nie ma co szukać na takim zadupiu jak moje….

  • Józef, prawnik

    [Autorka o sobie]

    „aktywistka LGBT, rzeczniczka Lambdy Warszawa, feministka, ekolożka, studentka warszawskich Gender Studies” – Cóż, elita. Ja, konserwatywny prawnik, to z kolei ciemnogród. Jestem faszystą, bo zamiast rozwijać swoje zdolności seksualne, rozwijałem swoje zdolności umysłowe. A to działanie niepożądane, bo w UE wolność jest wprawdzie nieograniczona, ale tylko od pasa w dół.

    No i nie mam tak „postępowego” imienia, jak „Yga”. Ja to jestem prosty „Józef”. Bardzo mi za to wstyd.

  • do Józefa

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    skoro czepiasz się czyjejś notki bio znaczy tylko tyle, że masz kompleksy.

  • zenit

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    słabe

  • innezz

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    zgadzam sie z wiekszoscią: dwa rozne teksty w jednym artykule.To mi ewidentnie wyglada na reklame wystepu DQ.i tyle.

  • Stefan

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    No reklama ewidentna.

    Jakos nie wierze, ze lesbijka pracuja po 10 godz dziennie w sklepie, dojezrzajaca 2 godz dziennie do pracy i zarabiajaa 1300 zl miesieznie spedza dzien w tygodniu na szaleniu w klubach. Nawet jak mieszka w Warszawie.

  • innezz

    [Re: Warszafka bawi się, a wieś płacze]

    te,Panie Stefan! a co,wystepujesz jako DQ i szkoda Ci,ze ktos nie chce Cie ogladac? akurat nie pracuję w sklepie ani nie mieszkam w W-awie,dzieki Bogu i mam inne zainteresowania,zeby tracic czas na imprezkach,he he :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa