Homoseksualizm i katolicyzm

Gorycz wygnania Michała Oleszczyka to autorska analiza twórczości Terence’a Daviesa – gęstej i wielopoziomowej, przeżywającej od kilku lat renesans w Wielkiej Brytanii. Davies – nazywany „Proustem kina” – w ciągu 30 lat zrealizował zaledwie siedem filmów. Autor traktuje pierwszych pięć filmów Daviesa jako jeden, autobiograficzny tekst filmowy, badając ich wzajemne zależności i wskazując na zdumiewającą jedność formalną i tematyczną. Zwraca uwagę na ich oryginalną organizację czasową i wszechobecność kina – obecność metaforyczną, autotematyczną i intertekstualną. Wskazuje również głębokie pokrewieństwa między „cyklem autobiograficznym” a dwoma ostatnimi (jak dotąd) filmami reżysera, stanowiącymi adaptacje utworów literackich Johna Kennedy'ego Toole'a i Edith Wharton. Książkę zamyka rozmowa z reżyserem, przeprowadzona w styczniu 2008 roku.

Twórczość brytyjskiego reżysera Terence’a Daviesa nie miała dotąd szansy, aby zaistnieć w Polsce. Tymczasem Davies, mimo skromnego ilościowo dorobku, od lat umacniał swą światową sławę najbardziej osobistego spośród twórców filmów autobiograficznych. Wyświechtana fraza o Prouście kina przylgnęła do niego na dobre i na złe. Na dobre, bo jest w dużej mierze prawdziwa; na złe, bo zamknęła lekturę Daviesa w wygodnej (lecz ciasnej) przegródce zarezerwowanej dla twórców nostalgicznych.

Homiki.pl przedstawiają fragment ksiązki zakreślający jeden z kluczowych dla twórczości Daviesa kontesktów: rozdarcia pomiędzy katolicyzmem a homoseksualizmem. Zapraszamy do lektury!

Zanim przejdę do analizy samej Trylogii…, niezbędne jest nakreślenie tła kulturowego konfliktu, odpowiedzialnego za rozdarcie obecne w życiu Daviesa i w dziejach jego ekranowego alter ego – a mianowicie konfliktu katolickiej moralności z homoseksualizmem.

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że w świetle nauki Kościoła katolickiego akty homoseksualne są grzeszne w każdych okolicznościach i we wszystkich przejawach. Są nie tylko moralnie złe same w sobie, ale stanowią nadto wypaczenie i karykaturę małżeńskiej relacji seksualnej, co czyni je tym bardziej występnymi. John F. Harvey, oblat od świętego Franciszka Salezego, w swej książce o homoseksualizmie przytacza następujący fragment Listu o duszpasterstwie osób homoseksualnych:

List stwierdza w punkcie 7: „Jedynie w stosunku małżeńskim współżycie płciowe może być moralnie dobre. Stąd osoba, która postępuje w sposób homoseksualny, postępuje niemoralnie. Wybór aktywności seksualnej z osobą tej samej płci jest równoznaczny z przekreśleniem bogatej symboliki i znaczenia, nie mówiąc już o celach i zamyśle Stwórcy co do rzeczywistości płci”. [1]

W wielu publikacjach autorów katolickich nawet sama możliwość istnienia miłości homoseksualnej zostaje zanegowana. Józef Augustyn, jezuita, pisze na przykład:

Chociaż wzajemne przyciąganie osób tej samej płci w homoseksualizmie jest nieraz bardzo silne, to jednak nie jest ono w swej istocie wyrazem realnego głębokiego pragnienia oddania się w miłości drugiemu, ile raczej jest ono wyrazem narcystycznego poszukiwania siebie w drugim. [2]

Katechizm Kościoła Katolickiego (§ 2357 – 2358) wprowadza jednak rozróżnienie na „akty” i „kondycję homoseksualną”, piętnując te pierwsze, namawiając do zrozumienia drugiej, a przede wszystkim do poszanowania osób ową kondycją naznaczonych i traktowania ich „z szacunkiem, współczuciem i delikatnością” [3]. Nie zmienia to faktu, że postulowane poszanowanie jest praktykowane niezwykle rzadko – nie tylko w dyskursie publicznym, ale przede wszystkim w rodzinach osób homoseksualnych i w ich bezpośrednim otoczeniu. Wielka Brytania lat czterdziestych i pięćdziesiątych była pod tym względem wyjątkowo konserwatywna (także w prawodawstwie, penalizującym tzw. sodomię aż do roku 1967) [4]. By tym dosadniej zobrazować moralny klimat otaczający homoseksualistów w tamtym miejscu i czasie, warto przytoczyć słowa wybitnego angielskiego filmoznawcy, Robina Wooda (autora przełomowej książki o twórczości Alfreda Hitchcocka). Wood tak oto opisywał swoje doświadczenie jako dorastającego chłopca (przytaczając je w kontekście Hitchcockowego Sznura [1948  ]):

Kiedy Sznur wchodził na angielskie ekrany w roku 1948, miałem siedemnaście lat. Od co najmniej siedmiu snułem intensywne erotyczne fantazje dotyczące mężczyzn, a w wieku piętnastu lat natrafiłem na słowo „homoseksualista” (w książce o Czajkowskim), co zaowocowało pełnym zdumienia wnioskiem, że muszą być na świecie inni ludzie czujący podobnie jak ja. Była to konstatacja natury spekulatywnej; nie przyszło mi bowiem nawet do głowy, że mógłbym kiedykolwiek spotkać kogoś takiego (lub że takie spotkanie już nastąpiło). Homoseksualizm był wówczas nie tylko „miłością, która nie śmie wymówić swego imienia”; był miłością, której imienia nie dało się wymówić – albowiem wymówić je oznaczałoby przyznać, że ta miłość w ogóle istnieje [5].

Świadectwo Wooda jest bardzo cenne, należy jednak pamiętać, że w przypadku Terence’a Daviesa na ową – by tak rzec – kulturową nieobecność nałożył się dodatkowo dyskurs religii katolickiej. Doprowadziło to do bardzo bolesnej sytuacji społecznego wykluczenia połączonego z moralną winą i świadomością czekającej grzesznika kary wiecznej. Davies powiada o swoim dzieciństwie i dojrzewaniu następująco:

Byłem [ …  ] katolikiem, i to bardzo wierzącym. Wierzyłem prawdziwie i czasem modliłem się tak długo, że moje kolana dosłownie krwawiły. Nagle stało się dla mnie jasne – kiedy zacząłem dojrzewać – że odczuwam wobec innych mężczyzn rzeczy, o których instynktownie wiedziałem, że są złe. Modliłem się i modliłem, nieustannie prosząc o wybaczenie i – oczywiście – nic się nie wydarzyło [6].

Poczucie winy homoseksualnego mężczyzny wychowanego w kulturze katolickiej i silnie się z nią utożsamiającego jest jednym z najważniejszych tematów Daviesowskich [7] – powraca z wielką siłą we wszystkich filmach cyklu z wyjątkiem Dalekich głosów…, w których (jak już wspomniałem) nie występuje postać będąca alter ego reżysera. Bohater Daviesa jest rozdarty pomiędzy pragnieniem pełnego uczestnictwa w porządku religijnym (w który – co istotne – wprowadziła go ukochana matka) a pożądaniem do mężczyzn, które nie może znaleźć ujścia w żadnej uświęconej formie zachowania społecznego, niepodpadającej automatycznie pod kategorię bądź to zasługującej na wyszydzenie dewiacji, bądź to godnego potępienia grzechu.
Jest to sytuacja patowa; konflikt absolutny i nierozwiązywalny, który zażegnać można tylko i wyłącznie poprzez pojęciową eliminację jednego z porządków: albo porządku ciała, albo porządku religii. Zarówno pierwsze (z przyczyn obiektywnych), jak i drugie (z przyczyn psychologicznych) jest wykluczone. Bohater Daviesa nie może nakazać ciału posłuszeństwa, ale nie może też odrzucić religii, która uformowała jego symboliczne i pojęciowe uniwersum. Wszelkie uczynki będą zawsze już rozpatrywane przezeń w kategoriach moralnych i poznawczych, których dostarczyła mu religia katolicka – jest to dziedzictwo niemożliwe do przezwyciężenia, dlatego też kumulacja poczucia winy i wstydu jest nieunikniona.
Zanim przystąpię do omówienia sposobu, w jaki wina i wstyd obecne są w Trylogii Terence’a Daviesa, konieczna jest dodatkowa charakterystyka kultury katolickiej w Wielkiej Brytanii, bez której to, co napisałem powyżej, musiałoby się wydać zbyt jednostronne. Nie jest bowiem prawdą, że katolicyzm stanowił ciemną i okrutną siłę, której jednym celem było niszczenie jednostek nieprzystosowanych i ściganie udręczonych homoseksualistów. Kultura brytyjskich katolików – bardzo często posiadających korzenie irlandzkie, co pokazuje także Davies w Kresie długiego dnia [8] – została ukształtowana w szczególny sposób ze względu na historyczne uwarunkowania. Od 1534 roku, czyli od oficjalnego zniesienia władzy papieskiej w Anglii za Henryka VIII, aż do roku 1829, czyli do wydania Catholic Emancipation Act, angielscy katolicy doświadczali dyskryminacji, a niejednokrotnie także prześladowań. W dziewiętnastym wieku coraz odważniej zaznaczali swoją obecność na scenie publicznej, jednocześnie mocno podkreślając odrębność od Kościoła anglikańskiego. Lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku to okres rozkwitu najwybitniejszych pisarzy katolickich, którzy współtworzyli kulturę będącą niezwykłym połączeniem miłości do własnej ojczyzny i podkreślanej bezustannie niezależności w kwestii wiary (największe osiągnięcia w tej dziedzinie mieli bezspornie Hilaire Belloc i Gilbert Keith Chesterton, który oficjalnie przyjął katolicyzm w 1922 roku [9]).
Dennis Sewell, autor książki o brytyjskich katolikach, pisze o tej szczególnej odrębności tak oto:

Istniały dwa światy: ten katolicki, przytulny, bezpieczny i kulturowo odrębny [ …], poza nim zaś terytorium wroga: nieprzyjazne i zepsute, istne pole minowe grzesznych pokus. Słowo „getto” było po wielokroć przywoływane dla określenia pozycji katolików w tamtym czasie. [ … ] Aliści współcześni komentatorzy skłaniają się raczej do zastępowania „getta” – „fortecą”, by podkreślić, że izolacja społeczności katolickiej była tyleż narzucona, co dobrowolnie wybrana [10].

To dziedzictwo wpływało na życie brytyjskich katolików bardzo długo i stało się punktem wyjścia twórczości licznych pisarzy (takich jak J.R.R. Tolkien, Graham Greene czy David Lodge) i filmowców (jak na przykład Alfred Hitchcock). Doświadczenia samego Daviesa i jego bohatera wyrastają z tego samego gruntu, ale są specyficzne o tyle, że wiążą się z podważeniem katolickiego doświadczenia poprzez odkrycie własnych skłonności homoseksualnych.
Gdyby chronologię powstawania poszczególnych filmów autobiograficznego cyklu zastąpić chronologią osobistego doświadczenia ich bohatera – nazwanego w Trylogii… Robertem Tuckerem, a w Kresie… Budem Daviesem – należałoby zaproponować następujący porządek: (1) odkrycie homoseksualnych skłonności w dzieciństwie (m.in. sceny na kąpielisku z Dzieci, obserwowanie murarzy przy pracy i kąpieli brata w Kresie długiego dnia); (2) bolesny dysonans dwóch identyfikacji: seksualnej i religijnej (m.in. scena modlitwy przed krucyfiksem w Kresie… i scena zatajenia grzechu w trakcie spowiedzi w Madonnie z dzieciątkiem); (3) ukrywana przed matką i światem aktywność seksualna z przypadkowymi partnerami (m.in. nocne eskapady Roberta w Madonnie… i sceny homoseksualne w Śmierci i przemienieniu oraz Dzieciach); (4) śmierć w całkowitym osamotnieniu (Śmierć…).
Charakterystyczne dla cyklu Daviesa jest to, że mimo jego ewidentnej przynależności do kina tworzonego z perspektywy homoseksualnej, nie ma w nim afirmacji homoseksualizmu, a jedynie ból wywołany sprzecznymi tęsknotami bohatera. To odróżnia cykl od filmów gejowskich, takich jak na przykład Querelle (1982) Rainera Wernera Fassbindera, Mala noche (1985) Gusa Van Santa czy Flames of Passion (1989) Richarda Kwietniowskiego. Homoseksualne pożądanie jest w nich czymś oczywistym, zakładanym w punkcie wyjścia jako po prostu istniejące i domagające się spełnienia; u Daviesa natomiast to samo pożądanie staje się tematem i problemem, kojarzonym nieodmiennie z grzechem i z tym, co mroczne i występne.

[1] John F. Harvey, Prawda o homoseksualizmie. Wołanie wiernych, przeł. Mirosława Majdan, Warszawa 1999, s. 177.
[2] Józef Augustyn, Homoseksualizm a miłość, Kraków 1997, s. 102.
[3] Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994, s. 532.
[4] Por. Wendy Everett, Terence Davies, Manchester – New York 2004, s. 17.
[5] Robin Wood, Hitchcock’s Films Revisited: Revised Edition, New York 2002, s. 351.
[6] Cyt. za: Mario Falsetto, dz. cyt., s. 69.
[7] Ciekawie pisze o tym wątku Ewa Mazierska (zob. taż, Ból istnienia, ból pamięci. (O twórczości Terence’a Daviesa), „Kino” 2001, nr 12, s. 43 – 46).
[8] Matka Buda śpiewa w pewnym momencie Kresu… jedną z najpopularniejszych irlandzkich pieśni pt. She Moved Through the Fair Hughesa i Colluma, wyjaśniając synowi, że „jej ojciec często to śpiewał”. Bud dopytuje się: „Dziadek O’Brian?”, na co matka przytakuje. O’Brian to typowe irlandzkie nazwisko.
[9] Zob. Jaga Rydzewska, Chesterton. Dzieło i myśl, Komorów [ 2003], s. 122.
[10] Dennis Sewell, Catholics: Britain’s Largest Minority, London 2001, s. 37.

Terence Davies – ur. w 1945 roku w Liverpoolu. Jako reżyser zadebiutował w 1976 roku krótkometrażowym filmem Dzieci. Następnie – aż do 1992 roku – tworzył swój autobiograficzny cykl, na który złożyły się Madonna z dzieciątkiem (1980), Śmierć i przemienienie (1983) – oba filmy, wspólnie z Dziećmi, stanowią tzw. Trylogię Terence’a DaviesaDalekie głosy, martwe natury (1988) oraz Kres długiego dnia (1992). W kolejnych latach zrealizował adaptacje Neonowej Biblii (1995) Johna Kennedy’ego Toole’a i Świata zabawy (2000) Edith Wharton, a także dokument O czasie i mieście (2008), poświęcony rodzinnemu Liverpoolowi.

Michał Oleszczyk (ur. 1982) – krytyk filmowy, absolwent filmoznawstwa UJ. Laureat nagrody im. Krzysztofa Mętraka (2005). Publikuje w „Kinie”, „Tygodniku Powszechnym” i pracach zbiorowych. W Instytucie Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ przygotowuje pracę doktorską poświęconą refleksji Pauline Kael.

Michał Oleszczyk, Gorycz wygnania. kino Terence'a Daviesa
ISBN 978-83-89911-77-3
Okładka: miękka
Format: 155×225
Liczba stronic: 240
Seria: Linia Wizualna
Wydawnictwo Korporacja Ha!art, Kraków 2008
Cena: 37 zł
http://www.ha.art.pl

Autorzy:

zdjęcie Michał Oleszczyk

Michał Oleszczyk

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 248; nazwa: MichalOleszczyk

10 komentarzy do:Homoseksualizm i katolicyzm

  • j

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    a ja mam w ciemnym zaulku mojego ciala kosciol. i wali mnie co katolicy na to.religia dla mnie to oblakanie.

  • Miś

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    przyznam, że nie znam tego reżysera, ani tym bardziej filmów, książkę chętnie bym przeczytał, ale najpierw wypadałoby wiedzieć o czym są. Trylogia zapowiada się całkiem interesująco.

  • Waldek

    [Po obejrzeniu filmu "Zeitgeist"]

    sprawy opisane w artykule przestają mieć jakiekolwiek znaczenie dla osoby, która film zrozumie i zreflektuje się, że jest w nim esencja zmywająca klątwy religijne z naszego życia!

  • Jacek

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    „…docieranie do sedna problemów, do najdrażliwszych punktów życia, ponad barierę nakazów i zakazów, bez peryfraz i zbędnych słów, czy tyczyć to miało spraw uznawanych za przyziemne i wulgarne lub wręcz zakazane), czy też tych które uważa się za „wzniose”, i umieszczając je wszystkie – jak to czyni Natura – na jednej płaszczyźnie”.

    Umberto Saba

    Ja bym moze napisal ….jak to czyni Bog…, co oczywiscie jest tylko zmiana stylistyczna.

  • Kanpachino

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    Kosciol od wiekow staral sie poprzez swoje zakazy i nakazy psuc ludziom ( nie tylko gejom ) dobre samopoczucie. Geje z powodu tych kilku slow w biblii sa szczegolnie wystawieni na napietnowanie. W krajach katolickich poczucie winy i wyrzuty sumienia wsrod gejow to zjawisko powszednie. Ci zas, ktorzy sa „praktykujacymi katolikami” maja jeszcze wiekszy dylemat – bo jak tu pogodzic fakt, ze na co dzien lody a w niedziele i swieta Corpus Christi. Czy nie tak? Dla tych wszystkich, ktorzy sie ze mna nie zgadzaja i dla tych ktorzy juz nabyli i stali sie szczesliwymi wlascicielami cudownego medalika, polecam mohairowy beret w barwach teczy, juz wkrotce w przystepnej cenie do nabycia w PrideShopie na IS.

  • nessey

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    Nie istnieje coś takiego jak homoseksualizm i katolicyzm. Nie da się tych dwóch rzeczy pogodzić, bo w sferze religijnej nie jesteśmy akceptowani.
    A to bardzo dziwne, bo pożycie homoseksualne jak najbardziej kwitnie w seminariach i zakonach…

  • Łukasz

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    Jestem gejem i jestem katolikiem i z niczego w moim życiu nie zamierzam rezygnować.

  • Forget-me-nots` irises

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    Co to jest takiego, co czyni czlowieka katolikiem ?
    Czy to tylko dziedzictwo ?

  • marek

    [Re: Homoseksualizm i katolicyzm]

    zgadzam sie z tym




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa