Homiki i inne zwierzęta

Dom mój i mojej Małżonki zasiedlają trzy koty stałe i zmienna liczba kotów (najczęściej kociąt) tymczasowych – które ratujemy od beznadziejnej, bezdomnej śmierci, leczymy i oddajemy do nowych domów (ot, takie hobby[1]). W domu naszych najbliższych kolegów-gejów mieszkają dwa cudnej urody kocury. Para naszych przyjaciółek-lesbijek to uniżone służące jednego psa i dwóch kotów, z których jeden to nasz dawny „tymczas”. „Tymczasami” obdzieliłyśmy zresztą jeszcze kilkoro znajomych i znajomych znajomych LGBTQ oraz osób, z którymi zetknął nas przypadek (i serwisy ogłoszeniowe), a które też okazały się należeć do „branży”. Prawidłowość ta wydała się memu socjologicznie skrzywionemu umysłowi zastanawiająca i postanowiłam się przyjrzeć dokładniej mojemu otoczeniu. Wynik (liczba zwierząt na głowę) wskazał wyraźnie, że zdecydowanie więcej osób nie-hetero niż hetero ma zwierzęta (co najmniej jedno, ale częstokroć dużo więcej), kocha zwierzęta, pomaga zwierzętom – choćby od przypadku do przypadku.

Tak, wiem. Przyjrzałam się moim znajomym, więc popełniłam jeden z podstawowych błędów metodologicznych w naukach społecznych, co zresztą zostało mi skrupulatnie wytknięte przy kilku okazjach. Między innymi kiedy zapytałam o tę „prawidłowość” na kocim forum, gdzie większość heteryków zdrowo mnie obsztorcowała za „tworzenie sztucznych podziałów ze względu na orientację” – ku mojemu nieopisanemu zdziwieniu, ale i radości. Jednakże część odpytywanych przeze mnie osób potwierdziła moją obserwację –wśród im z kolei znanych osób „zazwierzęceni” są w większości jednak nie-heterycy. Zanim zostanę sławną socjolożką i przeprowadzę prawidłowe metodologicznie badania na większą skalę oraz uzyskam istotne statystycznie wyniki, postawię sobie wobec tego, na zupełnie prywatny użytek tego małego felietoniku, równie malutką, skromniutką hipotezę: osoby LGBTQ częściej niż osoby hetero mają zwierzęta.

Jeśli więc, zakładając niewielki rozmiar i niereprezentatywność próby oraz czyniąc wszelkie inne zastrzeżenia, przyjmiemy, że ta prawidłowość istnieje – jakież mogą być jej przyczyny?

Pierwsza możliwa – nasuwa się sama, ślicznie stereotypowa. Ileż to osób jest zdania, że ludzie „zwierzęco zakręceni” to ci, którzy muszą sobie coś rekompensować, a zazwyczaj tym czymś jest brak „normalnego” życia rodzinnego (słowo „normalne” ujęte w cudzysłów celowo – bo czymże jest normalność, średnią statystyczną?). Skoro – wedle ich rozumowania – nie mogę lub nie chcę spełnić się w najważniejszej życiowej roli kobiety, czyli jako matka, w moim życiu zieje pustką ogromna wyrwa, którą rozpaczliwie, świadomie czy nie, staram się zapełnić zajmując się kotami. Czyż nie nadają się do tego idealnie słodkie kocie pyszczki, niejednokrotnie tak chore, że trzeba przy nich czuwać nocami lub wstawać co kilka godzin, wozić do weterynarza i wydawać majątek na leki? Taki jest tok rozumowania tych, co w osobach zajmujących się bezdomniakami chciałyby widzieć wybrakowane niesparowane egzemplarze i uczą się trudnego słowa „kompensacja” – życia rodzinnego, naturalnie. Nie trzeba być zresztą karmicielką czy wolontariuszką – samotny facet z psem, a nie daj Bogini z kotem, to już na pewno pedał, a co najmniej felerny heteryk, co to z przyczyny wad ukrytych musi sobie rodzinę czymś zastępować. Zaś dwóch gejów i kocica – cóż, to już „Trzech panów w łóżku nie licząc kota”, czyli obrazek stereotypowy kompensacji instynktu rodzicielskiego.
No dobrze, wystarczy złośliwości, jak jest naprawdę z tą potencjalną pierwszą przyczyną, czyli „LGBTQ mają koty/psy/inne bo muszą na kogoś przelewać uczucia rodzicielskie”?

Coś na rzeczy jest niewątpliwie. Sporo osób LGBTQ mimo wszystko nie ma rodzin w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, nie ma też dzieci. A ponieważ część z nas posiada (na różnych etapach wyklucia i uświadomienia) instynkty rodzicielskie, których z różnych przyczyn zazwyczaj nie realizujemy – cóż więc łatwiejszego niż przyjąć pod swój dach jakąś inną żywą istotę? Bezwarunkowo kochającego psa, który przy okazji wprowadzi w naszą codzienność odrobinę dyscypliny i być może uratuje od jesiennej depresji (lub choćby od cichych dni z partnerem/partnerką, bo trzeba ustalić, kto go wyprowadzi i kiedy było ostatnie szczepienie), albo kota – symbol i odzwierciedlenie naszego homo-nonkonformizmu, wyłączności i własnych ścieżek. Swoją drogą, niezwykle ciekawe jest, że to akurat właśnie posiadanie kota i nieposiadanie męża/żony stało się dla sąsiedzkiej opinii publicznej wyznacznikiem lesbijstwa/pedalstwa – jak dawniej staropanieństwa/starokawalerstwa. Signum temporis?

Wracając do tematu moich rozważań – można zatem chyba przyjąć, że fakt nieposiadania dzieci a posiadania instynktu rodzicielskiego jest jedną z potencjalnych przyczyn nadpopulacji zwierząt u osób LGBTQ. Sama przyczyny tej nie doświadczam, ale znam osoby, które mówią do swoich pupili per „córeńko/syneczku” a o sobie per „mamusia/tatuś” (co ciekawe, częściej osoby LGBTQ niż hetero no i oczywiście częściej te bezdzietne niż dzieciate) – można chyba uznać to za potwierdzenie tezy…
Kolejne potencjalne przyczyny, która przychodzą mi do głowy, wiążą się z pierwszą wyżej wymienioną. Nieposiadanie dzieci bowiem oznacza brak małych ludzików, którym trzeba poświęcać 120% uwagi oraz brak konieczności zarabiania większych pieniędzy na te małe generatorki kosztów, co daje więcej wolnego czasu – nie zawsze błogosławieństwo… Jeśli ktoś nie ma duszy wiecznego aktywisty i wiecznej aktywistki, którzy zawsze znajdą dla siebie zajęcie – powroty do domu, gdzie być może nie czeka partner/ka, potrafią być smutne i dla egoistycznego poprawienia sobie jakości egzystencji przygarnia się zwierzaka lub pędzi do hodowli. Przy tym drugie rozwiązanie niejednokrotnie podnosi nam jeszcze status i poczucie własnej wartości – „nie tylko kocham mojego zwierzaka, ale jeszcze stać mnie na wydanie majątku na to, by mieć właśnie takiego kota/psa jakiego chcę, a jego wartość mogę potwierdzić papierami” (no, chyba, że ktoś lubi podróbki, których urodzenie się okupione jest zdrowiem wyzyskiwanych do zbyt częstego rodzenia matek i chęcią łatwego nachapania się kasą właścicieli – wtedy pędzi do pseudohodowli po „prawie persika”, „w typie maine-coona” itepe.).

Natomiast pierwsze rozwiązanie – przygarnięcie zwierzęcia ze schroniska, z ulicy, z domu tymczasowego – może mieć związek z jeszcze jedną przyczyną częstości posiadania zwierząt i pomagania zwierzętom przez osoby LGBTQ. Przyczyna ta nie przyszła mi do głowy w ogóle, kiedy zastanawiałam się nad tematem, ale niezależnie od siebie podsunęło mi ją kilka osób… Mogłaby nią być pewna, znów niepotwierdzona naukowo, ale obserwowana ponoć, prawidłowość – zwierzęta lubią i zwierzętami się zajmują ludzie, którzy mieli tzw. trudne dzieciństwo, którym życie dało kopa, którzy nie ufają za bardzo ludziom – i dlatego zwracają się do zwierząt. Serce, które do stracili do ludzi, wkładają w miłość do zwierzaków – niejednokrotnie poświęcając im swoje całe życie… No tak, my, LGBTQ, często łatwego życia jako dzieci nie mieliśmy – takie tam drobiazgi jak ogólnie niezrozumienie, poczucie wyobcowania agresja czy niechęć rówieśników… Nie jestem przekonana, czy akurat tutaj istnieje związek przyczynowo-skutkowy, ale z paranaukowej uczciwości odnotowuję.

No dobrze, a jeśli ktoś, tak zupełnie zwyczajnie, bez podtekstów, lubi zwierzęta? Tak ot, bo są fajne? I dobrze mieć w domu przyjazną duszę (bo że zwierzaki dusze mają, żaden właściciel nie wątpi)? I psychoanaliza czy Freud nie znajdą w nim żadnych pokręconych przyczyn? Albo jeśli kogoś, tak po prostu, boli cierpienie „braci i sióstr naszych mniejszych” i wyłącznie dlatego zajmuje się zwierzętami schroniskowymi / bezdomnymi / powypadkowymi / porzuconymi / bezmyślnie rozmnożonymi? Również bez trudnego dzieciństwa i innych skomplikowanych przyczyn? Cóż. Takich osób jest wśród nas pewnie najwięcej, mimo moich usilnych prób stworzenia naukowego wywodu… Choć – gdyby przeprowadzić na nich porządne wywiady psychologiczne? W takiej sytuacji zawsze okazuje się, że nikt nie jest do końca normalny…

A starając się opędzić od tej ostatniej myśli warto pamiętać, że opieka nad zwierzęciem zawsze jakoś tam ubogaca i uszlachetnia. Więc, jeśli jeszcze jesteś sam w swoim małym świecie gatunkizmu (autorskie tłumaczenie terminu specieizm) – może warto przemyśleć zakocenie / zapsienie / zaświnienie / zaptasienie? Autorka, jako że specjalizuje się w kotach (i ewentualnie psach), może polecić przede wszystkim następujące źródła informacji i bazy zwierząt do adopcji:

www.forum.miau.pl

http://kocia_stronka.republika.pl/kot-01.html

www.dogomania.pl

www.adopcje.org

[1] Zainteresowanych odsyłamy do strony www.kmt.waw.pl .

Uschi „Sass” Pawlik tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm

Tekst ilustrują zdjęcia kotów Autorki i jej małżonki, wg. kolejności: „tymczasy” w zasedesowym przedszkolu, Sopel, Mrufka i Pestka.

Poniżej prezentujemy koty, które mieszkają w obecnej, warszawskiej centrali redakcji homików.pl:

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

24 komentarzy do:Homiki i inne zwierzęta

  • seba

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    czad.

    rzeczywiście, mój men ma 3 koty…

  • Twoje imię Kaśka

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Ufff Uschi, uratował Cię przedostatni akapit. Bo już ostrzyłam sobie pazury.
    Jestem hetero, jestem mężatką, nigdy nie chciałam mieć dzieci – nie mam i nie żałuję, miałam zaje… szczęsliwe dzieciństwo, mam kochającą rodzinę, o której członkach można powiedzieć podobnie i wszyscy, wszyscy kochają zwierzęta i zajmują się nimi. Oprócz nieżyjącego już, stryjecznego dziadka – geja, który zwierząt nie posiadał i chyba nie lubił. A ten dopiero miał pod górkę, w tamtych czasach – to tak co do kompensacji.
    A wśród moich bliskich znajomych LGBTO (czy słowo gej to nietakt?) owszem, niektórzy mają zwierzęta, ale to mniejszość. I nie znam nikogo, kto miałby powyżej 1 kota czy psa, ani nikogo kto angażował by się w sprawy zwierzęce tak jak Wy dziewczyny.
    Casica z miau

  • anka

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    a ja jestem les i mam 4 koty.

    wszystkie znajome les mają po kilka kotów, psów, żółwi, inne maja papugi. generalnie zwierzyniec

  • kaśka

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Mam pytanie odnośnie tego, co Pani zaznaczyła na wstępie – jakie były przesłanki ku temu, żeby jednak napisać ten artykuł, wiedząc z góry, że założenie jest dość ważkie a próba obiektywnie niereprezentatywna?

  • Marcin

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    A ja jestem gejem i mam dwie kotki i jednego kocórka…:) I dobrze mi z tymi mruczuszkami :-)

  • Xerxess

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Frater Xerxess będzie normatywny i wypadnie blado na tle przedkomentujących:) mam dwa kotki – moje dzieci, miłosci życia.
    Jednego uratowłem ze śmietnika – odwodniony, cały w świerzbie i brudny – po leczeniu okazał się norweskim leśnym o idealnych cechach.
    Drodzy i drogie olejmy klasyfikujące dywagacje- ratujemy, robimy coś dobrego i opiekujemy się. Czy można wymagać więcej?
    Całuje (niczym Violetka Villas) w samo serce wszystkich Dr Dolittle LGBTQ.

  • zet

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Pomimo tego, że obiektywnie patrząc, tezy są mocno nieobiektywne, a sposób badania niejednego socjologa przyprawiłby o pełny zadziwienia wytrzeszcz oczu trąbkarza, to i tak sposób w jaki piszesz ujmuje lekkością i dowcipem i każe niecierpliwie czekać na kolejne zaskakujące korelacje;)

  • miś

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Fajniutkie te kotki. Ja swoje koty nie traktuję jak dzieci, bo one na swój sposób są już dorosłe i samodzielne, ale bardziej jak przyjaciół, domowników. Nie wiem, czy dla mnie koty są substytutem dziecka, jeszcze do poziomu, gdzie włączają się pragnienia posiadania potomstwa nie doszedłem, ale chęć opiekowania się słabszym nie musi wynikać z jakiś rodzicielskich „instynktów”, które homofobiczna kultura czy społeczeństwo odebrało gejom i les. Zauważcie, że dzieci też opiekują się swoimi zwierzętami, a wcale nie muszą analizować tego, czy kotek jest zamiast czegos tam.
    Może pokrętnie napisałem, ale myślę, że uczucia wobec zwierzaków mogą pochodzić z innych obszarów niż uczucia rodzicielskie, bo relacja jest inna.
    Niemniej, świetny tekst!

  • Krzys i Pfemek

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    A my mamy tylko jednego pieska. A jako, że jest to ratlerkowato-pińczerowo podobny pasuje idealnie do naszej małej (c)homiczej norki. Jest wszędzie. Śpi z nami, włazi na biurko, a jak gdzieś wychodzimy to robi takie sceny, że już nieraz wymusił, żeby go zabrać ze sobą.

  • Azorek i Reksio

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    A to dlatego, ze pies jest zwierzeciem socjalnym z silnym instynktem stada i nie powinno sie go zostawiac samego w domu. Rozwiazaniem jest sprawienie sobie co najmniej dwu. Posiadanie psa to bardzo duza odpowiedzialnosc z ktorej niestety niewielu zdaje sobie sprawe. Podobnie odnosi sie to do wlascicieli kotow.
    Uschi nalezy sie Tobie wielkie uznanie. Twoja praca ma jak najwiekszy sens – choc jako psy to za kotami nie szczegolnie przepadamy ( grrrr… za duzo mrucza )

  • Azorek i Reksio

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Sorry, Reksio mowi ze nieszczegolnie pisze sie razem – i ma racje. Usch… Uschi, mowie Tobie nielatwo byc psem.

  • marcin

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    No bo wiadmo, ze kicie znają się na ortografii, nie to co Azorki czy Reksie:)

    a poważnie, chcialbym mieć dwa olbrzymie owczarki, ale do tego potrzeby jest niestety wielki ogród i domek, kotki też kocham, zwłaszcza takie przyklejki i mruczydła.

  • Arek

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    A ja przy całym moim zamiłowaniu do natury, jakoś zwierząt bym nie chciał w domu. Psieski, które są słodkie jak sie je ma raz na jakiś czas, a tak to zostawiają kłaki wszędzie, nie daj boże, niech sie na dywan zesikają, wyprowadzaj na spary nawet jak jesteś chory czy przemęczony… :/ Koty, które niewiadomo gdzie sie szlajają, drapią meble itd. Poza tym jakoś nie ufam kotom… wydają mi się takie… fałszywe ;) A dodać do nich jeszcze np jakąs kuwetę, która capi niemiłosiernie :D

    Ja tam bym sie pisał tylko na przepiękne kolorowe rybki akwariowe, chociaż mój facet chciałby mieć jakiegoś tam pieska. Nie wiem narazie nie planuję. Wolny czas póki co wolabym poświęcać np na podróze, albo chociaż jednodniowe wypady gdzieś-tam, a ze zwierzaczkiem to raczej spore utrudnienie.

  • --->Arek

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Arek postawił sprawę jasno:)
    ale wiele osób nie docenia obecności zwierząt w domu. Wbrew pozorom kuweta kotów nie śmierdzi, problemem jest drapania i kłaki, ale są drapaki do kupienia i różne szczotki do czesania.
    Zwierzę w domu uspokaja bardzo, dobrze wpływa na samopoczucie, zabawa z kotem czy psem pozwala odreagować stres, do zwierzęcia się można przytulić (nie do rybek:), można z nim porozmawiać, pogłaskać czy wytarmosić. Ale oczywiście obowiazki też dochodzą i tu ma Arek rację.

  • Ysobeth

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    „Koty, które niewiadomo gdzie sie szlajają” O.O „Szlajanie” kotów można usprawiedliwić tylko w dwóch okolicznościach:
    a) kiedy ma się dom z ogrodem w okolicy całkowicie pozbawionej samochodów/agresywnych psów/nieżyczliwych ludzi w tym myśliwych – jednym słowem na totalnym pustkowiu ;-)
    b) jeśli kot, przygarnięty jako dorosły, w żaden sposób nie jest w stanie pogodzić się z ograniczeniem rzeczonego „szlajania” i w zamknięciu ginie na depresję :/
    W każdych innych okolicznościach pozwalanie mu na „szlajanie” to rosyjska ruletka i tylko kwestia czasu, kiedy się kota straci.
    A kuweta, oczywiście, capi na ogół z przyczyny niedbalstwa kociego opiekuna ;-)

    Ale naturalnie zakocenie domu powinno wynikać z głębokiej wewnętrznej potrzeby zakocającego – nie ma ustawowego obowiązku posiadania – czy też bycia posiadanym przez – kota, psa, czy inną makolągwę :) Niezależnie od orientacji seksualnej, koloru włosów, stanu rodzinnego, majątkowego itepe ;-)

  • ula

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    instynkt macierzyński niewątpliwie mam:) ale kota wzięłam, bo jak możnaby było zostawić takie małe coś w środku lasu przy ruchliwej drodze, no jak?

  • Hope

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    do linkow bym jeszcze dodała http://sps.forall.pl/ dla szczurzych miłośników ;)

    ja sama mam psa i 3 szczury :P

  • Zojka

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Tymczasami obdzieliłyśmy zresztą jeszcze kilkoro znajomych i znajomych znajomych LGBTQ oraz osób, z którymi zetknął nas przypadek (i serwisy ogłoszeniowe), a które też okazały się należeć do „branży”.
    Może właśnie dlatego, że niewielu Twoich i Twojej żony przyjaciół jest hetero założyłas, że osoby LGBTQ sa częściej „zazwierzęcone”?

  • Norek

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Chcialbym miec psa lub kiciusia ale niestety jestem alergikiem – wywoluja u mnie bardzo silne ataki astmatyczne.

  • Filip Komrowski

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Witajcie,w tym atykule jest wiele prawdy mam 29 lat i młodszego faceta z którym jestem prawie 3 lata.Mieszkamy razem i mam dwa a niekiedy i wiecej kotów.Bardzo je kochamy i poswięcamy im wiele uwagi.Pozdrowienia dla wszystkich kociaków które podobnie jak ludzie LGBTQ chpdza własnymi scieżkami.

  • Tom

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Nie ma nic. Chyba jestem hetero :O

  • amico

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Substytut dziecka niestety. Sam mam psa..

  • Soniasonia

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    Zwykle posiadanie zwierząt (Piszę tutaj o przypadkach, w których zwierzęta trzyma się w roli przyjaciół, towarzyszy, a nie dla zysku) łączy się z większą empatią. Osoby LGBT, ze względu na prześladowania, bądź w najłagodniejszym przypadku niecałkowitą akceptację powinny, przynajmniej teoretycznie, cechować się empatią rozwiniętą. Oczywiście, piszę tylko teoretycznie, gdyż moje osobiste możliwości sprawdzenia tej teorii są nadzwyczaj skromne.
    Co do mnie, to posiadam suczkę, starszego kocura i jego córkę. Mieszkam w pobliżu lasu, więc co roku pod dach mojej rodziny trafia jakaś osierocona bidula, która niestety za każdym razem umiera przed końcem wakacji… ;_:

  • Anna

    [Re: Homiki i inne zwierzęta]

    zgadza się.
    przynajmniej w moim wypadku;]
    jestem lesbijką, mam w domu dwa psy i często inne na tymczasówce.
    dodatkowo jestem wegetarianką.
    koleżanka lesbijka to samo.

    hmm…czy to nie cudowne, że homoseksualiści tak kochają zwierzęta?
    :)
    gratuliję autorce artykułu za trafne spostrzeżenia.
    :)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa