Historia jakich wiele

Dziś mija prawie rok od kiedy poznałam wstrząsającą prawdę: mój mąż kocha faceta. Pierwsza reakcja, niedowierzanie jak ten człowiek dobrze wykształcony,
może być gejem, przecież gej to narkoman, ćpun, chory na AIDS, ale nie mój mąż. Nie to nie może być prawda. On zawsze miły zadbany człowiek, były problemy, ale które para z ponad 10 letnim stażem ich nie ma. Ale przecież miał problemy z pracą, to przecież przez to nie chciał mieć dzieci, przez to się oddaliliśmy. Chowam znalezione słowa głęboko w sobie, mąż wraca z pracy podaje jak zwykle obiad. Nie coś musiałam źle zrozumieć, to nie może być prawda. Przychodzi kolejny dzień wyciągam znaleziony w czasie sprzątania list, czytam, po raz setny, tysięczny słowa, skierowanie do kolegi: „Tęsknie, kocham, pragnę Cię przytulić, spędzić z Tobą noc”. Powoli dociera do mnie prawda. Co robić, jak mu powiedzieć? Pojawia się nagły przypływ szlachetności i myśl jemu też nie jest łatwo. Szukam pomocy po portalach homoseksualnych, ale niestety temat żon jest zamkniętym tabu. Jedynym efektem poszukiwań jest znalezienie jego profilu na kilku portalach homoseksualnych. Zaczynam pisać do redaktorów tych portali. Na kilkanaście napisanych listów dostaję jedną odpowiedź. Pojawia się kolejne pytanie czy tak powinno być?

Zdobywam się na rozmowę, i co słyszę, że to nie moja sprawa. Zaczynam analizować swoje małżeństwo, fakty zaczynają układać się w logiczną całość.

W ręce wpada mi kolejna informacja, znajoma widziała go obejmującego mężczyznę kilka lat temu, ale uznała to za przyjacielski gest. Ale ja wiem, że to nie był przyjacielski gest, wtedy on zaczął mi robić piekło z życia, wtedy to się zmienił. Nie radził sobie z sytuacją i musiał na kimś odreagować. Skoro nie wahał się ze mną ożenić czemu nie może odreagować na żonie? Żądam rozwodu, ale to ja muszę wszystko załatwić. Z jego strony są tylko utrudnienia bo przecież jak się ludzie dowiedzą, że pan doktor ma romans z mężczyzną, co ludzie powiedzą? Czy awansuję jak się szef dowie? To są najważniejsze pytania, ale co dzieje się w głowie żony? Cierpi, miłość znika i tylko te bezsenne noce i wciąż powracające pytanie, co ja mu zrobiłam, żeby tak zabawić się moim życiem. Czemu zniszczył wszystko w co wierzyłam, czemu zniszczył moje marzenia? Kto mu dał prawo zabijać człowieka?

Mija rok a to wciąż boli, rozwód ciągnie się w nieskończoność bo on nic nie zrobi, bo on ma ważniejsze rzeczy na głowie: kolejny romans, kolejny partner.

Partner też ma żonę, widocznie ciągnie kłamstwo do kłamstwa. Kolejny człowiek, który żyje w kłamstwie. Ktoś może powie, gdyby była większa tolerancja to takie rzeczy by się nie zdarzały. Nie prawda. Byłaby większa tolerancja gdyby takie rzeczy się nie zdarzały. Przecież jak ktoś nie chce się ujawniać może mieszkać z partnerem i twierdzić, że wynajmuje mieszkanie z kolegą. Czy koniecznie musi się żenić? Czy koniecznie musi rujnować komuś życie?

Ja jestem osobą dość silną, mam świetną pracę sporo zainteresować ale wciąż zdarzają mi się przepłakane noce i dnie. Wciąż mam problemy żeby patrzeć ludziom prosto w oczy. A przecież ja nie zrobiłam nic złego.

A co z kobietami słabszymi albo takimi, które poświęciły się dla domu. Ile z nich skończy z kieliszkiem w jednej a proszkami nasennymi w drugiej ręce.

Czy ktoś może być tak cyniczny, żeby zniszczyć drugiego człowieka? A jak powiedzieć dziecku, ze tatuś już nie kocha mamusi bo właśnie zakochał się w panu Piotrze z sąsiedztwa? Mi już nic nie wróci marzeń, nic mi nie wróci straconych lat, zniszczonego życia. Ale może uchroni choć jedną kobietę przed pytaniem, które ja sobie zadaję, jak mogłam tego nie zauważyć. Może choć jeden gej pomyśli nad tym zanim się ożeni. Panowie nie oszukujcie się, i nie próbujcie sobie wmawiać, że po ślubie coś się zmieni. Nie zmieni się. No może poza tym, że z radosnej przyjaciółki zrobicie kobietę, która będzie Was nienawidzić z całego serca. No może poza tym, że z sympatycznej sąsiadki zostanie wrak człowieka lub zapomniany grób na którymś z cmentarzy.

Autorzy:

zdjęcie

„Krysia”

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 247; nazwa: krysia

429 komentarzy do:Historia jakich wiele

  • rob

    [Re: Historia jakich wiele]

    ja pierdziu…

    jak można sobie / komuś tak skopać życie

    od tego jest coming out

  • Twoje imię adam

    [Re: Historia jakich wiele]

    mam 41 lat i zdradzam z facetem…

    co mam robić??

  • Erico

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu, dzieki za piekny tekst.
    Niestety, tylko prawda nas wyzwoli!

  • svsgsfgsfgsfgfgs

    [Re: Historia jakich wiele]

    tylko prawda nas wyzwoli?

    w tym kraju, gdzie pedały się muszą nadal chować za parawanem małżeństwa??

  • K.N.

    [Re: Historia jakich wiele]

    Nie baw się w samarytankę, tylko wal prosto z mostu w sądzie. I nawet nie chodzi w tym tekście tylko o homoseksualizm Twojego eks, bo podeszłaś do problemu z wielką wyrozumiałością, zresztą on mógłby odejść równie dobrze do innej kobiety, ale o to, że jest on zwyczajnym chamem i wciąż źle Cię traktuje. To nie jest „historia jakich wiele”, bo rozstać się można na różne sposoby np. z kulturą i klasą, właśnie tego jemu zabrakło.
    Załatw rozwód szybko, wyłóż wszystkie karty na stół w sądzie, niech kwiczy z bólu! Przynajmniej sobie ulżysz.

  • danny

    [Re: Historia jakich wiele]

    ja z moja rozstałem się po dobroci.
    ja wychowuję dziecko, z moim krzysiem.

  • Krzysztof

    [Re: Historia jakich wiele]

    Droga Krysiu,

    Jest to historia przerażająca, jednak jak sama piszesz, nie pierwsza i nie ostatnia na tym świecie. Jako gej powiem Ci, że brzydzę się ludźmi żyjącymi w takim kłamstwie, bo nikt nie ma prawa rujnować życia drugiej osobie. My, geje i lesbijki, oczekujemy tolerancji od reszty społeczeństwa, co sprowadza się do tego, by dać przyzwolenie innym ludziom na życie według własnych reguł, pod warunkiem, że tym samym nie krzywdzi się innych. Twój mąż skrzywdził Cię, więc niech nie oczekuje na to, że nie zostanie poddany ostracyzmowi.

    Życie w takim kłamstwie jest oznaką tchórzostwa, bo kosztem innych osób tworzy się fałszywy wizerunek samego siebie. Nawet gdybyśmy żyli w jeszcze bardziej homofobicznym kraju niż ten który zamieszkujemy, to przecież gej czy lesbijka mogą dla otoczenia pozostać osobami samotnymi, a jedynie najbliższym osobom dać poznać swojego partnera/partnerkę. Jak można zawierać związek małżeński wiedząc z góry, że od pierwszego dnia będzie się zdradzać żonę? W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam zdrad heteroseksualnych, ale chyba rzadko kto wstępuje w związek małżeński mając kochankę na boku – ale w przypadku żeniących się gejów jest to kłamstwo od pierwszego dnia.

    Nie mówię że nie ma gejów którzy nie zaakceptowali własnego homoseksualizmu i żenią się licząc, że ich życie się „ułoży” – ale w ich wypadku również warto się zastanowić, czy postawą typu „ryzyk-fizyk” nie krzywdzą swojej żony – bo co będzie, jeżeli oni faktycznie są homoseksualni i nie będą spełnieni w malżeństwie i ostatecznie skończą tak samo jak Twój mąż?

    Znam różnych gejów i lesbijki – takich, co nie wyszli z szafy i żyją kompletnie zapuszkowani, jak i tych, którzy nie kryją się przed nikim i spacerują z partnerem/partnerką za rękę po ulicach – jednak żadna z tych osób nikogo nie skrzywdziła swoim postępowaniem.

    Geje i lesbijki niestety żyją w kłamstwach różnego rodzaju – głównym kłamstwem jest życie w ukryciu, ale w tym wypadku jest to mechanizm obronny przed nietolerancją społeczeństwa. Jednakże z powodu tego kłamstwa nikt nie cierpi – natomiast w Twoim wypadku Twój mąż wyrządził Ci krzywdę i to już jest niedopuszczalne.

    Nie lubię oceniać ludzi, bo nie „przeszedłem się w ich butach”, ale tym razem czuję że musiałem wylać swoją żółć.

    Powtarzam, nikt nie ma prawa krzywdzić innych ludzi i wykorzystywać ich do swoich celów. Nawet w najbardziej liberalnym kodeksie moralnym znajdzie się taki nakaz.

    Szczerze Ci współczuję i życzę, by to druzgocące doświadczenie nie osłabiło Twojej wiary w ludzi – bo wiele jest życzliwych osób na tym świecie.

    Proszę Cię również, byś miała na uwadze, że wśród życzliwych ludzi wokół Ciebie znajdą się też geje i lesbijki – większość z nas, tak samo jak osoby heteroseksualne, ma dobre intencje i kieruje się tymi samymi zasadami moralnymi. Proszę Cię więc, byś z tego przykrego doświadczenia nie wyciągnęła o nas złej opinii – większość z nas szczerze Ci współczuje.

    Pozdrawiam,

    Krzysztof

  • mtv

    [Re: Historia jakich wiele]

    Po pierwsze dziekuję za Twój głos Krysiu. Historia którą opisałaś niestety, z przykrością trzeba stwierdzić, powtarza sie nadal. Podziwiam Twoją postawę. Facet, który rujnuje Ci życie nie jest wart tylu odruchów serca. Z małżeństwa zrobił sobie parawan dla siebie, swojej małości i tchórzostwa. Nie daj się nadal wykorzystywać. Walcz o swoje dobro. Nie daj się krzywdzić. Masz prawo do pełni szczęścia z partnerem, który naprawdę to szczęcie Ci da. Nie Twoją winą jest postawa i postępowanie męża. Nie popełniłaś żadnego błędu po drodze. Nie wiń siebie za to.
    Bądź dzielna. Masz nasze wsparcie.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Dziekuje za mile slowa, wiem, ze nie wszyscy homoseksualisci sa tacy, znam rowniez przyzwoitych geji. Potrafie ich szanowac. I to raczej heteroseksualni (szczegolnie Ci ktorzy nie znaja zadnej osoby homoseksualnej) probuja znalesc jakies wytlumaczenie dla tego typu zachowan (mowie o samym malzenstwie, nie zachowaniu meza). Dla osob ktore znaja osoby homoseksualne lub nimi sa w wiekoszsci sprawa jest prosta, to nie powinno sie zdarzyc.

    Slowo do Adama, ja Ci nie powiem co masz zrobic (nie wiem jak ukladaja sie Twoje relacje z zona, nie wiem czy macie dzieci), ale moge Ci powiedziec czego oczekiwalam od swojego meza. Ja oczekiwalam prawdy, wyjasnienia mi, ze to nie moja wina, slow w stylu zrobilem to bo .. sie balem, bo …., Zwyklego slowa przepraszam, ja wiem, ze jej reakacja moze byc rozna, od wyzwania Cie od najgorszych, do zrozumienia. Ale pownienes z nia porozmawiac, pozwolic jej podjac decyzje, czy chce z Toba byc czy moze chce odejsc. Prawda wczesniej czy pozniej wyjdzie na jaw (ona cos zauwazy czy dowie sie do kogos), a wtedy badz pewny w jej oczach bedziesz tym najgorszym. Jestescie jeszcze mlodzi, kazdy z Was ma szanse i prawo ulozyc sobie zycie z kims kogo pokocha. Ty nie bedziesz musial zmieniac partnerow, zeby za bardzo sie nie zaangazowac, nie wierze ze nie chcesz spedzic z ukochana osoba swiat, czy wyjechac na wakacje. A ona robila za parawan wystarczajaco dlugo, zeby miec prawo znac prawde.

  • szampans

    [Re: Historia jakich wiele]

    To wszystko nie jest takie proste.
    Niemal czterdziesci lat temu zdalem sobie sprawe z tego, ze, byc moze, jestem homoseksualista. Zwrocilem sie do psychologow. Bylo ich czterech i wszyscy (w tym jeden profesor uniwersytetu, ktory mnie poddal szczegolowym badaniom) stwierdzili, ze jesli sie ozenie i postaram sie wyeliminowac mezczyzn z mego zycia, stane sie po paru latach stuprocentowym hetero. Robilem wiec wszystko, co w mojej mocy, aby zmienic ma orientacje.
    Kilka lat pozniej ozenilem sie i po dwoch latach rozwiodlem za obopolna zgoda. Bylem wowczas przeswiadczony, ze z inna kobieta mogloby to wygladac inaczej. Czyz nie mialem gwarancji ludzi znajacych sie na rzeczy, najlepszych w tej dziedzinie specjalistow ?
    Ozenilem sie powtornie, opowiedziawszy przed slubem mej zonie wszystko o mych perypetiach. Odpowiedziala, ze jej wspanialy ojciec tez wolal mezczyzn i byl jednak dobrym mezem i ojcem, wiec nie widzi zadnego problemu. Urodzil sie nam syn. Nie zdradzalem zony, lecz popadalem w straszliwa depresje. Przezywalem pieklo. Moja obsesja samobojcza niszczyla nas troje. Zona wystapila o rozwod, wykorzystujac w sadzie wszystkie o mnie wiadomosci i oskarzajac mnie o ukrywanie prawdy. Nie chcialem tego rozwodu, gdyz balem sie o syna, lecz przegralem ten proces z kretesem.
    Po kilku latach wygrzebywania sie z dolka, gdy znalazlem mezczyzne, ktory mnie pokochal, zrozumialem, ze moja walka z samym soba byla bez sensu. Bylismy razem 11 lat i czulem, ze z mezczyzna moglbym mieszkac pod jednym dachem do konca zycia, zas z kobieta bedzie to zawsze niemozliwe. Ale moje zycie bez kobiet jest takze nie do pomyslenia. Mam wsrod nich wiele wspanialych przyjaciolek. Moge powiedziec, ze darzymy sie czyms w rodzaju „milosci”, ale milosci platonicznej. O seksie nie moze byc mowy. Nie wiem, skad sie biora przeswiadczenia, ze gej, to wrog kobiet.

    W naszym spoleczenstwie, bedacym pod ogromnym wplywem Kosciola, niewiele jest osob rozumiejacych, ze orientacja seksualna jest nam dana raz na zawsze i nie mozna od niej uciec. Przypadki „wyleczen” paru niezdecydowanych biseksualistow na rok zdaja sie swiadczyc o tym, ze jestesmy panami naszych marzen i pragnien. Nic bardziej mylnego. Mam wrazenie, ze nie rozumieja tego nawet niektorzy psychologowie i seksuolodzy.

    Wielu mlodych katolikow, aby uciec przed malzenstwem ucieka do seminariow duchownych, aby znalezc jedyne w ich mniemaniu „honorowe” wyjscie z ich bardzo trudnej sytuacji. Ci, ktorzy tej drogi wybrac nie chca – a pozostaja pod ogromna presja rodziny i spoleczenstwa – staraja sie ulozyc ich zycie z jakas kobieta. Niektorzy staraja sie ich zonom wynagrodzic to w jakis sposob, lecz moim zdaniem nigdy nie bedzie to mozliwe, gdyz nic nie zastapi intymnego zwiazku dwojga ludzi. Zreszta oni sami nigdy nie beda szczesliwi w zwiazku z kobieta. Podobnie wygladaja zwiazki lesbijek z mezczyznami. A na dodatek niektorzy homoseksualisci plci obu nie zdaja sobie sprawy z przyczyn ich trudnosci malzenskich, zwalajac to na karb braku milosci, ulomnosci charakterow it.p.

    Zatem dopoki nie zmieni sie spojrzenie Kosciola i spoleczenstwa na te sprawy obawiam sie, Krysiu, ze takie dramaty, jak Twoj, beda mialy w Polsce miejsce. To przerazajace, ale wyglada na to, ze taka zmiana nie nastapi w najblizszym czasie i bedziemy jeszcze wielokrotnie czytac o podobnych do Twego dramatach.

    Moja rada: rozwiedz sie i zapomnij. Trudno znalezc usprawiedliwienie i przebaczenie dla Twego meza, lecz chyba mozna go zrozumiec. To nie tylko jego wina, ze sie z Toba ozenil. Ale musicie z tym skonczyc. Kontynuacja nie ma sensu. Jesli uda sie Wam zalatwic to bez nienawisci i agresji, mozecie pozostac przyjaciolmi do konca zycia, a to tez sie liczy.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Szampas nikt nie twierdzi ze to jest proste. Dlatego takie wypowiedzi jak Twoja powinny pojawiac sie czesciej jest to przestroga dla wielu mlodych ludzi, ktorzy staja przed dylematem ujawnic sie czy ozenic. Chociaz zdziwilo mnie, ze napisales „Nie wiem, skad sie biora przeswiadczenia, ze gej, to wrog kobiet.” ja czesto slyszalam ze „gej to najlepszy przyjaciel kobiety”
    i chyba cos w tym jest.
    Miedzy Twoim losem a losem mojego meza jest kilka roznic: od czasu kiedy Ty przezywales swoja decyzje wiele sie zmienilo, dzis naprawde malo kto twierdzi ze „homoseksualizm to choroba”, moje pokolenie jest duzo bardziej tolerancyjne, owszem zdazaja sie ciekawskie spojrzenia czy dziwne komentarze, ale to w duzej mierze wynika jeszcze z tego, ze codziennie nie widac normalnych geji. Zdaje sobie sprawe ze kazdy z was wie duzo lepiej niz ja jak reaguja ludzie. Inna roznica jest to ze obecnie ludzie zawieraja pozniej zwiazki malzenskie niz 40 lat temu, raczej dzis nikt osoby 25 czy 26 letniej nie uwaza za stara panne czy kawalera, ktory musi sie ozenic. Wylansowany zostal model singla, ktory moim zdaniem jest swietnym rozwiazaniem dla osob ktore nie chca sie ujawnic.
    Kolejna roznica to taka ze po pierwsze powiedziales zonie i pozwoliles jej podjac decyzje (chociaz mimo zrozumienia dlaczego, nie pochwalam, ze utrudniales jej rozwod), i ze jej nie zdaradzales. Osoba, ktora probuje ulozyc sobie zycie z kims tej samej plci (i tu dokladnie lezy wina mojego meza i wielu innych geji, ktorzy zyja pod plaszczykiem malzenstwa), a odmawia prawa do szczescia drugiej osobie jest po prostu nie w porzadku.

    Piszesz o Kosciele, jego spojrzenie tez przez te lata sie zmienilo, homoseksualizm sam w sobie nie jest grzechem, grzechem sa stosunki poza malzenskie, i tu KK nie rozroznia czy mowimy o zwiazkach homo czy heterokseksualnych. Kazdy grzeszy tak samo. Tylko inaczej odbierane sa slowa ksiedza, ktory krytykuje stosunki przed malzenskie miedzy chlopakiem a dziewczyna (najczesciej Ci co sie z nim nie zgadzaja nazywaja go zacofanym) a dwoma chlopakami (nietolerancyjny homofob). Niby powiedzial to samo a inaczej zostalo odebrane. To samo jest ze spoleczenstwem (przynajmniej ta czescia, ktora ja znam) albo ktos potepia generalnie mieszkanie ze soba bez slubu, albo nie przeszkadza mu czy zyja ze soba dwie osoby tej samej czy przeciwnej plci.

    Ja sie rozwiode mniejszym lub wiekszym nakladem nerwow, to jest postanowione. Moze nawet jeszcze uda mi sie zalozyc normalna rodzine. Ale glownie chodzi mi tylko, zeby uchronic kilka kobiet przed cierpieniem, a moze niektorzy zyjacy w malzenstwie geje sie zastanowia, moze jednak w ktoryms momencie trzeba zmadrzec. I przestac traktowac siebie jako ofiare, taka jest natura, i tylko od danej osoby zalezy czy bedzie patrzac w lustro mogla stwierdzic, przytrafilo Ci sie cos czego moze do konca nie lubisz, ale zachowales sie jak prawdziwy facet.

  • Azazel

    [Re: Historia jakich wiele]

    W pogańskiej Grecji i Rzymie faceci bzykali się z facetami bez większych problemów, co nie przeszkadzało im zazwyczaj mieć także żony i dzieci. Wszystkie te tabu, zakazy i nakazy, którymi dzisiaj kieruje się większość naszych społeczeństw, stworzyła dopiero religia chrześcijańska.
    Dlaczego niby romans z ładnym chłopcem miałby zaraz wykluczać udane małżeństwo? To jakiś nonsens.
    Irytujący jest krótkowzroczny egoizm dzisiejszych kobiet, które chciałyby mieć faceta na wyłączność i zamknąć go w czterech ścianach swego babskiego światka. Tymczasem większość mężczyzn ma w sobie coś z Odyseusza… Niestety, mało która dzisiaj chce być Penelopą.

  • royte_pomerantsn

    [-> Azazel]

    A., ja Cie proszę, jesteś niepoważny/a… Czy możesz wykazać się czymś w rodzaju empatii?
    Jak znajdziesz kobietę gotową na taki układ, szczery i otwarty od początku, to niech ona wychodzi za takiego geja czy bi. Ale oszukiwanie najbliższej (teoretycznie…) osoby w życiu jest niskie.

  • Azazel

    [Re: Historia jakich wiele]

    Zgadzam się: najgorsze jest zakłamanie. :P

  • Re

    [Re: Historia jakich wiele]

    Nie powinnaś wahać się z decyzją o rozwodzie i z łatwością również dowiedziesz, po czyjej stronie leżała wina. Nie daj sobie tylko pozwolić, żeby Ci przyklejono łatkę homofoba, czy to przez Twojego męża, czy to przez co niektórych wojujących postępowców, bo to naprawdę nie ma nic wspólnego z tolerancją, to tylko odpowiedzialność za to co się zrobiło i powiedziało. Niestety kanalie zdarzają w każdej grupie społecznej i w każdej mniejszości. Cieszy mnie tylko, że mimo krzywdy jaka Cię spotkała nadal wykazujesz rozsądne podejście do sprawy i nie wrzucasz wszystkich gejów do jednego worka.

    Twój przypadek zdemaskował również fałsz ideologów chadeckich, którzy twierdzą, że gejów trzeba „leczyć”, a już po tej cudownej kuracji wypchnąć na ślubny kobierzec. Stąd też trzeba mieć na uwadze, że takie hasełka polityczne są wymierzone nie tyle w samych gejów, tylko ich przyszłych żon i dzieci.

  • Giovanni R.

    [Re: Historia jakich wiele]

    Zdrada jest zawsze zdrada i to bez wzgledu na plec czy orientacje seksualna. Jest jak lodowaty noz wbity w serce wtedy gdy sie tego najmniej spodziewasz. I trudno jest z tym dalej zyc, bo czesto caly swiat sie zawala. Zaczynamy wszystko analizowac i zadajemy sobie pytanie jaki blad popelnilismy, ze tak sie stalo, choc powinnismy zdac sobie sprawe z tego, ze to nie nasz blad. Zabrzmi to na pewno jak cliché ale doskonale Ciebie rozumiem i wiem co odczuwalas. Tylko ktos kto zostal zdradzony przez osobe, ktora naprawde bardzo kochal moze to zrozumiec. Przypuszczam ze Ty ciagle jeszcze kochasz swojego meza, jakkolwiek jak rozumiem jest to milosc ambiwalenta. Wszystko co teraz napisze w nastepujacych zdaniach nie jest proba obrony Twojego meza, bo nic nie zmieni faku, ze zachowal sie jak czlowiek bez kregoslupa, by nie okreslic tego bardziej trywialnie – facet bez jaj. Troche ciekawi mnie czy Ty ze swej strony nie dociekalas, czy rodzina Twojego meza wiedziala o tym, ze on jest gejem. Znam wiele takich przypadkow gdzie mial miejsce coming out, nawet w mlodym wieku, a rodzina pomimo tego postawiala ultimatum – ozenisz sie albo my ciebie wiecej nie znamy, bedziesz calkowicie wykluczony z rodu i nigdy na nas nie licz – i do tego nie ma zadnej trzeciej opcji. Wiadomo jak wazna jest rodzina w polskim chrzescijanskim spoleczenstwie. Doskonale wiem jak to wyglada takze w rodzinach chrzescijanskich w USA, Italii, Irlandii i innych szczegolnie zdominowanych przez katolicyzm krajach. Wielu gejow/lesbijek ugina sie pod presja i przystaje na takie rozwiazanie – po prosty czesto nie maja wyboru. Sa i tacy, ktorzy nie maja odwagi na coming out i graja cale zycie heteroseksualistow i to z roznym powodzeniem. No i nie zapownijmy o takich zwiazkach gdzie kobieta wiedziala od samego poczatku ze maz jest gejem – takich jest takze bardzo duzo. Niektore z nich maja szanse na dlugotrwala kontynuacje i przetrwanie, niektore niestety nie wytrzymuja proby.
    A teraz czy ktos sie kiedykolwiek zastanawial jak wyglada zwiazek z biseksualista/istka ? Jak tam wygladaja zdrady ? Na ile i jak dlugo mozna przebaczac niewiernosc w takim zwiazku ? Jak widzicie kwestie wielozenstwa ? Czy to nie byloby dobrym rozwiazaniem dla biseksualistow ? A moze najlepiej zupelnie zlikwidowac instytucje malzenstwa ?

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Oczywiscie ze dociekalam, jak wygladala sprawa z jego rodzina, moim zdaniem nie wieidzieli, chociaz mam wrazenie ze cos przeczuwali, Rodzina jego wogole nie byla zbyt zeby on sie zenil, bo stal u progu kariery. I zona a jeszcze dzieci moga mu to utrudnic, Wiec napewno nie ozenil sie ze mana za namowa rodziny.
    Moim zdaniem, i na podstawie tego co wiem (on nie chce na ten temat rozmawiac, zreszta przede mana probuje sie wypierac swojego homoseksualizmu, wiec w wiekszosci sa to strzepki informacji i obserwacje) on cos mogl podejrzwac co do swojej orientacji, zawsze bylo kolo niego duzo kobiet, ale nigdy nie mial dziewczyny. Jednak spedzajac ze soba sporo czasu, w pewien sposob zzylismy sie ze soba, pozniej z mojej strony przyszlo uczucie, z jego albo tez uczucie albo wydawalo mu sie ze mnie kocha. Po pewnym czasie pobralismy sie, i mysle ze przez jakis czas byl mi wierny. Nie wiem co spowodowalo, ze jakis czas po slubie zaczal spotykac sie z panami. Pewnie natrua zwyciezyla. Ja jestem w stanie nawet uwierzyc ze pierwszy raz to byl jakis impuls, ale kiedy pojawil sie kolejny partner, mysle ze juz byl pewny, zreszta bardzo sie w tym czasie od siebie oddalilismy. I wtedy to powinnien mi byl powiedziec prawde, pozwolic mi odejsc, a nie robic awantury o wszystko i zwalac wine na mnie.
    Kolejnym momentem kiedy mysle ze pogodzil sie sam ze soba, bylo intensywne poszukiwanie partnerow przez portale homoseksualne, gdzie istotne dla niego bylo zeby partner byl uczciwy i cenil szczere rozmowy. Brzmi jak kiepski zart, w ustach kogos kto tyle lat zyje w klamstwie.
    Ja wiem, ze bylam swietnym parawanem, bo jako katolicznka uwazam,ze malzenstwo nalezy ratowac, a nie od razu wystepowac o rozwod. Zreszta tak naprawde potrafilam zaczac godzic sie z rozwodem, w momencie kiedy poznalam prawde, i kiedy pojawila sie szansa na uniewaznienie malzenstwa koscielnego, Oczywiscie zajelo to mi jakis czas, zanim to do mnie dotarlo, zanim napisalam pozew. Najgorsze bylo to 5 lat kiedy w domu mialam pieklo, a nie potrafilam odejsc. Wtedy naprawde odbilo sie to na mojej psychice, czulam sie winna nie potrafilam nic zrobic zeby ratowac swoje malzenstwo. Nerwy mialam naciagniete do granic mozliwosci. Zaczelam wyjezdzac z domu jak tylko moglam, bralam dodatkowa prace zeby tylko nie byc w domu, I tego czasu nie moge mu wybaczyc, jestem w stanie zrozumiec nawet to ze sie ozenil, a nie jestem w stanie zrozumiec, ze klamal tyle lat. Oczywiscie w tym wszystkim zakladam wariant, ze nie byl na tyle cyniczny zeby ukartowac wszystko od poczatku do konca. A dla kobiety robi to roznice czy dowiaduje sie w wieku 26 czy 27 lat. Wtedy naprawde jest latwiej wybaczyc ulozyc sobie zycie, miec upragnione malenstwo, normalny dom, A dzis niby wciaz mam szanse na wlasne dzieci, ale wiem, tez ze nie ufam ludziom tak jak kiedys. Wiem, ze nieraz sie zastanawiam czy moze cos zle zrozumialam, wiem, ze maz moglby sie zachowac jak czlowiek, i cos mi wyjasnic, przeprosic, Wiem, ze to dziecinne, ale ja naprawde oczekuje zwyklego przepraszam, zamiast tego utrudnia rozwod jak tylko moze i informuje kolejnych naszych znajomych, ze mam kochanka i dla niego rozbilam rodzine. Ok wiem, ze nie kazdy gej sie tak zachowa, i ze to w pewnym wzgledzie jest szczegolny przypadek. A z drugiej strony zdaje sobie sprawe, ze moze jest tez wiele osob, ktore brna w klamstwa, zeby chronic wlasne, no wlasnie co? Ja wiem,ze w naszym srodowisku nikt nie powiedzialby o nim zlego slowa gdyby przyznal sie ze jest gejem, ale tez wiem, ze dla wielu osob bedzie po prostu tchorzem. I wlasnie z powodu wieloletnich klamstw ciezko mu bedzie odzyskac szacunek, w srodowisku w ktorym pracuje. I zdaje sobie sprawe ze w jego przypadku comming out, bedzie sie musial wizac z wieloma zmianami w zyciu. I wiem, ze teraz to bedzie wymagalo naprawde duzego bohaterstwa,

    Ja wiem, ze nie jestem obiektywna, i dlugo mnie nie bedzie stac na obiektywizm, Jesli kogos urazilam swoimi slowami przepraszam, ale o takich rzeczach nalezy mowic, zeby unikac takich sytuacji.

  • szampans

    [Re: Historia jakich wiele]

    Trudno wyrazic jakas sensowna opinie o Waszej sytuacji, Krysiu, nie znajac Was i nie mogac wysluchac wersji Twego meza. Moze byc bardzo wiele powodow jego zachowania. Spotkalem na mej drodze gejow, ktorzy byli zacieklymi homofobami. Nienawidzili chyba tej cechy u samych siebie z calego serca i nie potrafiac zaakceptowac swej orientacji opluwali homoseksualistow przy kazdej okazji. Ale kiedy wydawalo im sie, ze nikt sie nie dowie, rzucali sie w ramiona pierwszego napotkanego mezczyzny. Wiele wskazuje na to, ze np. byly posel LPR, pan Wojciech Wierzejski jest takim wlasnie przypadkiem. Ale to przypadki skrajne i nie sadze, aby Twoj maz byl az tak zaklamany.

    Byc moze Twoj maz wychowal sie w srodowisku, w ktorym malzenstwo jest czyms „swietym” i uwaza, ze musi ono przetrwac wszelkie burze i jego „wyskoki” sa bez znaczenia; ot, niewiele znaczace przygody bez zadnej przyszlosci. Podobnie postepuja ksieza: niby „swieci”, ale „cialo ma tez swoje prawa”, wiec od czasu do czasu trzeba troche zapomniec o „nakazach boskich” i troche sobie pofolgowac, aby nie oszalec. Bardzo wielu homoseksualistow potrafi oklamywac samych siebie. Niestety, zdarza sie, ze robia to przez cale zycie. Kiedy sa mlodzi nie jest to trudne. Jestesmy niemal wszyscy w jakims tam stopniu biseksualni i w mlodosci jestesmy zdolni do milosci zarowno z kobietami, jak i z mezczyznami. Byle co podnieca nas i niektorym wydaje sie, ze bedzie tak zawsze. Z czasem wylazi z nas to, kim jestesmy naprawde i wtedy juz nie mozemy sie oszukiwac. Natura zmusza nas do spojrzenia prawdzie w oczy.
    Dlatego Waszemu malzenstwu nie rokuje swietlanej przyszlosci – obym sie mylil. Twoj maz chyba sam nie wie do konca kim jest naprawde. Chyba nie potrafi pogodzic sie z tym, ze odczuwa pociag do mezczyzn i ze bedzie tak zawsze, do konca zycia. Co nie przeszkadza temu, ze moze on odczuwac bardzo silny pociag do kobiet (tzn. do Ciebie) i – byc moze – sam nie wie do konca, czy jest hetero, czy homo.
    Radzilbym Wam zwrocic sie do dobrego psychologa. Niechaj Twoj maz przejdzie przez testy, niech wie, czy mozna rokowac jakas przyszlosc dla Waszego malzenstwa. Musi to byc psycholog, ktory mu wytlumaczy, ze dla Ciebie takie zycie jest nie do zaakceptowania i ze i dla niego bedzie lepiej, jesli sie zaakcepuje takim, jakim jest w rzeczywistosci. Musi tez wiedziec, ze czas niczego nie zmieni na lepsze. Jesli jest bardziej homo, niz hetero, to bedzie sie to tylko poglebiac. Moze sie przy tym okazac, ze Twoj maz jest raczej hetero, niz homo i wszystko miedzy Wami sie ulozy po Waszej mysli, choc to watpliwe, gdyz malo kto ma trudnosci z zaakceptowaniem swego heteroseksualizmu :-) ))
    Zycze Ci szczescia. Jestes kobieta madra i wrazliwa. Jestem spokojny o Twa przyszlosc. Twoja analiza sytuacji jest niezwykle trafna.

    P.S. Nie chcialem sie zgodzic na rozwod, gdyz wyskoczylo to bardzo nagle. Nie wiedzialem wtedy, ze moja zona zakochala sie w swym psychoanalityku (jak wszystkie jego pacjentki), a ten zazadal od niej, aby sie natychmiast rozwiodla. Nasz syn byl maly (2 lata), a widzac, ze moja zona popadala w jakies szalenstwo, balem sie, ze moze sie to zle skonczyc. Przestala sie zajmowac nie tylko naszym domem, lecz takze dzieckiem, nie chcac mi go oddac pod opieke. Niekiedy niczego nie rozumialem. Ale z czasem wszysko wyszlo na jaw. Opowiedziano mi, jak sie zachowywala wobec psychoanalityka, ktory mial jej dosc w pare miesiecy po naszym rozwodzie. To byl koszmar. Oczywiscie wszyskiemu bylem ja winien. I tak jest do dzis, gdyz wszelkie jej proby zalozenia rodziny spelzly na niczym.

    Na forach internetowych mozna niekiedy przeczytac, ze geje nienawidza kobiet. Stad ta moja wzmianka o tym, ze jest raczej przeciwnie.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Szampas slowko do Ciebie ja nie bede ratowac tego malzenstwa, nie mam na to juz sily i checi, robilam co moglam ostanie kilka lat.
    Wiem, tez ze homoseksalizm to nie choroba z ktorej go wyciagne, podajac cudowne tabletki. Nie potrafilabym zyc, z mysla ze maz wychodzac z domu idzie do kochanka.
    Teraz jedynie chce szybkiego rozwodu z zachowaniem jak najweiekszej klasy.

    Ja mialam sporo szczescia w tym wszystkim, bo nie mamy dzieci (trudno nazwac to szczesciem, jak sie dziecka pragnie, ale wole byc sama niz skrzywdzic kogos kto bylby mi drozszy nad zycie), bo finansowo stoje na tyle dobrze, ze moglam sobie pozwolic na wynajecie oddzielnego mieszkania, bo mam dosc silna psychike, i powoli umie wygrzebac sie z tego sama, bez zadnych psychologow, psychoanalitykow itp. (ten list powstal w czasie jednej z takich bezsennych nocy, ale tez sprowokowalao go zachowanie meza, ale takich nocy jest coraz mniej, i glownie wtedy kiedy on na sile przypomina o swoim istnieniu). Mam wsparcie rodziny, wiem, ze on ma w wielu przypadkach gorzej niz ja, nie mam zamiaru grac samarytanki, ale znam siebie, i wiem, ze jedna szczera rozmowa z jego strony, a pomoglabym mu na tyle na ile potrafie.
    I tu wlasnie apel do wielu panow ktorzy moze zyja w podobnej sytucji, lepiej wyjasnic wszystko zonie, i miec z jej strony przyjaciela,
    niz wroga. Pierwszy jej odruch moze byc dla was bardzo nie mily, ale kobiety tak juz maja ze musi sie wykrzyczec/wyplakac/wygadac zanim zacznie myslec. A jak zacznie myslec to w wiekszosci przypadkow zachowa sie przyzwoicie, da wam wsparcie, pomoze ulozyc relacje z dziecmi a i srodowisko zareaguje inaczej jak zobaczy, ze ona was mimo wszystko potrafi Was sznaowac. Ono tez Was zaakceptuje takimi jakimi jestescie, zobaczy w Was wspanialych ludzi a nie zaklamanych tchorzy.
    Oczywiscie ja troche upraszczam myslenie, bo oczywiscie zgadzam sie z Szampsem, ze zaakceptowanie homoseksualizmu, jest pewnie latwiejsze dla osoby hetero (chociazby na zasadzie uff mnie to nie dotknelo, on taki biedny trzeba mu pomoc) niz homo, ktora musi nie tylko to zaakceptowac, ale podjac wiele waznych i nielatwych decyzji.

  • szampans

    [Re: Historia jakich wiele]

    A wiec decyzja juz podjeta. To chyba dobrze.
    Mam nadzieje, ze Wasz rozwod nie bedzie dla Was ciezkim przezyciem. Przy odrobinie dobrej woli jest to mozliwe. Nie widac w Tobie zadnej agresji, wiec powinno sie udac. Mam nadzieje, ze Twoj maz zrozumie, ze nie mozecie zyc pod jednym dachem i szybko pogodzi sie z losem. Tym bardziej, ze to Ty wyswiadczasz jemu przysluge, wyzwalajac go z wiezow obyczajowosci polskiej, a ktorych nie powinien sobie dac nalozyc. Ale czy byl swiadom kilka lat temu w co sie pakowal ? Wyglada na to, ze nie.

    Napisalas, ze wiele sie w Polsce zmienilo od okresu, gdy „leczono” z homoseksualizmu. Tak i nie. Naukowcy wiedza juz bardzo wiele, lecz mentalnosc spoleczenstw zmienia sie niezwykle powoli. Widze, ze wciaz pokutuja przekonania, ze z homoseksualizmu mozna sie wyleczyc, a geje sa zagrozeniem dla ludzi mlodych. Polacy drza o swe pociechy, ktore jakis „paskudny gej” moglby wprowadzic na „zla droge”. Ciekawe, ze te ich pociechy sa az tak bardzo wrazliwe i podatne na pokusy. Jesli chodzi o mlodych homo jakos tej wrazliwosci nie widac: nie daje sie ich leczyc nawet wtedy, gdy tego chca, ale zazwyczaj oni nawet tego nie chca. Ludzie nie rozumieja tego, ze tylko biseksualisci +_50% hetero, 50% hetero nadaja sie do takiego „leczenia”. Ale co to daje ? Z obserwacji wiem, ze i tak do konca zycia pozostaja bi. I takie wlasnie przypadki „wyleczonych” bi utrudniaja ludziom zrozumienie tego problemu. Wiec KK uparcie twierdzi, ze to mozliwe w kazdym przypadku. Zadziwia mnie to, ze takiemu „leczeniu” nie poddaje sie homoseksualnych ksiezy, ktorych jest bez liku. Dlaczego ? A presja spoleczenstwa pozostaje chyba rownie silna, jak niegdys, ze wzgledu na umocniona pozycje KK i coraz silniejsze jego wplywy na spoleczenstwo. Nie latwo byc w Polsce mlodym homoseksualista. Nie kazdy moze pozwolic sobie na bycie tym, kim jest. I stad tragedie takie, jak Twoja.

    Z czasem, gdy ochloniecie z tych tak bardzo silnych emocji, powinno sie Wam udac to, na co ja, niestety, liczyc nie moge: na przyjazn. Przezyliscie zapewne ze soba wiele pieknych chwil, ktore Was w jakis sposob lacza. Nie unikniecie wspomnien i wcale nie musicie od nich uciekac. Daj Twemu mezowi nieco czasu na ochloniecie. W koncu musi sie on pogodzic ze swa orientacja i nauczyc sie zyc inaczej. To dla jego dobra.
    Z pewnoscia uda Ci sie zbudowac nowy zwiazek, powiekszyc rodzine i zyc pelnia szczescia. I niech Twoja historia przyczyni sie do zmiany spojrzenia polskiego spoleczenstwa na te sprawy. Dzieki za Twe swiadectwo. Mlodzi, ktorzy sie z nim zapoznali, beda, mam nadzieje, nieco ostrozniejsi i unikna w ten sposob blednych decyzji.

    Zycze Ci tego szczescia i pozdrawiam serdecznie

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Dlugo myslalam nad tym co napisaliscie i jeszcze raz dziekuje za wszystkie slowa, Chcialabym zostawic jedno pytanie. Ktore moze zaadresowac zarowno do homo jak i hetero. A jak TY bys sie zachowal/zachowala gdybys wiedzial/wiedziala ze Twoj znajomy/znajoma prowadzi podwojne zycie?

  • rysiek

    [Re: Historia jakich wiele]

    jeżeli Twój mąż jest bi – nie zrozumiem go. Nie rozumiem bi. Wiem, że jest to orientacja seksualna, ale jej nie rozumiem. Jestem gejem i myśl, że mógłbym pożądać kobietę jest dla mnie po prostu dziwna! Analogicznie, dla heteryków dziwne jest pożądanie innego mężczyzny. To, że istnieją ludzie, których pociągają obydwie płci nie mieści się moich zdolnościach postrzegania świata. Oczywiście nie sprawia to, że oceniam bi, choć ich nie rozumiem. W moim uporządkowanym świecie bi jest zjawiskiem krytycznym.

    Tak, tak, wiem, heterycy tak myślą tez o nas i stąd homofobia. Może jestem heterofobem też?:)

    Ale wracając do pytania Krysi – dziewczyno, bardzo cię doceniam, że odważyłaś się zabrać głos. Super i dzięki! Homiki trafnie zatytułowały tekst „Historia, jakich wiele” (a może to twój pomysł?). Mam naokoło dużo kobiet w Twojej sytuacji. Szczególnie w dzisiejszym pokoleniu 35 – 45. być może wtedy geje jeszcze szli starym tropem – trzeba mieć żonę, dzieci, albo iść na księdza. Tak było dawniej. ale przyszła emancypacja i coraz śmielej zaczęli wiązać się zgodnie z orientacją, z facetami. Czasem odważnie stawiając czoło sytuacji, czasem inicjując podwójne życie. Ta ruga sytuacja jest wg mnie wysoce nieetyczna. Ale żyjemy w Polsce, kraju masek, gdzie pan były premier, pan były minister sprawiedliwości czy pan piosenkarz od „mocniej, mocniej” znakomicie promują postawę „oj nie to nie ja”, a nawet mają czelność dop***ać homo. Wierzę w coming out i póki „elity” będą zachowywać się jak durnie „Krysie” nadal będą istnieć. Macie takiego redaktora MS z pewnej Gazety, któremu dziwnym trafem bardzo podoba się lesbijska literatura, ale on to nieeeee.

    Nie akceptuję podwójnego życia.

    Ale! Znam też sytuację na odwrót. Kobieta ma kobietę. Mąż nie cierpi – zaakceptował to, uważa, że to nawet kręcące. Nie wiem.

    Jesteśmy wytworami kultury, która wspiera monogamię. Ostatnio nie wierzę, że człowiek jest monogamiczny. moja monogamia jest wytworem kultury. Nawet les / gej wspierają monogamię, walcząc – dobrze! – o związki partnerskie. Ale może bylibyśmy bardziej szczęśliwi w świecie bez małżeństw, z większa swobodą seksualną? Nie mam pojęcia.

    Krysiu, powodzenia. Daj znać co u ciebie i jak możemy pomóc.

  • szampans

    [Re: Historia jakich wiele]

    Masz racje, Rysku. A przy tym cholerne szczescie: wiesz, ze jestes gejem i tylko gejem. Dla wiekszosci nie jest to jednak takie oczywiste. Kiedy sie ma 18 lat, to nawet widok dwoch kopulujacych pieskow moze doprowadzic do erekcji. Taki mlody chlopak, przezywszy jedna, lub dwie noce z dziewczyna, moze dojsc do wniosku, ze gejem nie jest. Bylo mu dobrze, piekna i mila dziewczyna byla zadowolona, wiec gdzie tu problem ? Ze wyobrazal sobie jakiegos golego faceta obok ? Ale przeciez chyba kazdy sobie cos takiego wyobraza. Powoli, niezauwazalnie, wchodzi w pulapke i zeni sie.
    Klopoty zaczynaja sie po kilku miesiacach lub latach, gdy mija zauroczenie dziewczyna i zwiazkiem. Odradzaja sie niegdysiejsze pragnienia. Widok golego kumpla pod prysznicem doprowadza go do obledu. Walczy ze soba, majac nadzieje, ze da sobie z tym rade. W koncu musi dac za wygrana. Malzenstwo rozpada sie, unieszczesliwiajac jego, zone i dzieci.
    Uwazasz, ze biseksualistow jest niewielu. Nic bardziej mylnego. Wiedza o tym ludzie pracujacy w gejowskich klubach z back roomami. Najczesciej w poniedzialki bywaja tam rzesze zonatych mezczyzn, ktorzy, po weekendzie w rodzinie, przybiegaja tam, aby przezyc choc chwile wyzwolenia w byle meskich ramionach. Jesli policzysz zonatych gejow z Twego otoczenia, to moze sie okazac, ze jest ich naprawde bardzo wielu. Niestety.
    Malo bedzie hetero, ktorzy beda chcieli mowic otwarcie o swych przygodach z facetami. Lecz Amerykanie przeprowadzili badania i okazalo sie, ze sposrod „zdecydowanych” hetero ponad 40% (jesli sie nie myle) przezylo conajmniej jedna homoseksualna przygode.
    Na tej wlasnie ambiwalencji bazuje KK, wmawiajac mlodym ludziom, ze oni tez moga zalozyc rodziny. Dla kosciola liczy sie jak najwiecej wiernych. Klechow nie obchodzi szczescie rodziny; byle bylo jak najwiecej potomstwa. A jesli taki chlopak wie, ze swym obowiazkom malzenskim nie podola, to nic straconego. Moze zostac ksiedzem. I stad ten ogromny nabor do polskich seminariow. Na egzaminach wstepnych odrzuca sie ( po zarzadzeniu papieskim ) tylko tych, co do ktorych nikt nie mialby watpliwosci co do ich orientacji seksualnej, czyli cioteczki. „Mescy” homoseksualisci sa w seminariach bardzo mile widziani. Ci na pewno nie beda probowac dusic ich nowonarodzonych dzieci w szpitalach, gdyz plodzic nie beda, zas egzaminatorzy i wykladowcy tez beda mogli sie z nimi zabawic od czasu do czasu.
    Hipokryzja kosciola i polskiego spoleczenstwa jest straszna.
    Dlatego to, co napisala Krysia, jest tak cenne dla wszystkich mlodych ludzi. Oby to tylko do nich dotarlo. Ale nie ludze sie. Do „homikow” zagladaja mlodzi juz calkiem swiadomi swej orientacji. Natomiast w szkolach, w rodzinach i w calym spoleczenstwie wciaz wpaja sie mlodym ludziom, ze kazdy ma „wolna wole” i moze sobie te orientacje wybrac. I oto skutki.

  • Lukasz

    [Re: Historia jakich wiele]

    Witam,

    Rozumiem całe Twoje rozczarowanie i ból Krysiu. Chciałbym tylko dorzucić swoje trzy grosze. Mam 23 lata, świadomy coraz bardziej siebie gej. Szczęściarz. Ale tylko dzięki ludziom, których spotkałem w swoim życiu. 10 lat mojego życia młodzieńczego, które każdy człowiek powinien wspominać jako najradośniejszy, beztroski okres życia, dla mnie było męką i tragedią. Wydaję mi się, że człowiek, który nigdy tego nie przeżył, nie jest w stanie zrozumieć, jak trudno wyrwać się z kłamstwa. Twoi rodzice planują już twój ślub, kumple ze szkoły pytają tylko o „laski”, koleżanki chcą cię zaprosić na kawę. Ty, żeby nie wypaść na odludka, (bo ciągle samotny=bez sukcesu, niezdara życiowa) kłamiesz i chodzisz z tymi swoimi kumplami na imprezy i flirtujesz z tymi koleżankami i każdy myśli, że jesteś fajny. A jak nie będziesz flirtował, to nie jesteś fajny. Później po tym flircie to już nie wypada odmówić, jak ktoś chce z tą być – no bo jak to uzasadnisz? Co więcej, koledzy się tylko dziwią, czemu jeszcze jej nie wyrwałem. Przecież widać, że na mnie leci. Człowiek przyzwyczaja się do kłamstwa, buduje ułudny wizerunek samego siebie, w którym się całkowicie zatapia. Na dodatek nie ma nawet z kim porozmawiać, bo nikt absolutnie nie wie o Tobie, nawet Twój najlepszy przyjaciel.

    W moim przypadku później były strony internetowe, spotkania i przyjaciele, którym zdecydowałem sie powiedzieć prawdę o sobie, co było jednak ogromnie trudne.

    I teraz najtrudniejszy moment – powiedzieć przyjaciołom, znajomym, braciom, rodzicom: wiecie co, nie jestem taki, jak myślicie. Znacie mnie od 20 lat, ale nie wiecie o mnie prawdy. Macie zupełnie inny obraz mnie. Okłamywałem was przez całe moje życie, mimo, że uważam was za najważniejsze dla mnie osoby. Jest to tak niesamowicie trudne. Dla mnie – osoby silnej psychicznie, bez większych kompleksów, lubiącej siebie było to niewyobrażalnie trudne, a co dopiero dla osób słabszych?

    Nie bronię Twojego męża Krysiu, ja też uważam prawdę za wyraz szacunku dla drugiej osoby. Mam tylko nadzieję, że dzięki mojemu postowi może trochę bardziej zrozumiesz postępowanie swojego męża.

    Poza tym nie wiem czemu piszesz, że zmarnował Ci 10 lat życia? Było aż tak źle? Nie masz z nim żadnych wspaniałych wspomnień? Nie dostarczył ci żadnych radosnych chwil? A na życie nigdy nie jest za późno. Wszystko zależy od nastawienia. Masz szansę na drugą młodość, randki, pierwsze pocałunki. Życzę powodzenia!

    Pozdrawiam
    Łukasz Szulc

  • Marcin

    [Re: Historia jakich wiele]

    Łukaszu, do ujawnienia można sie przygotować, poszukaj książki wydaną przez anka zet studio „Coming out. Zaproszenie do dialogu”, a jeśli jej nie znajdziesz, to napisz do wydawczyni (znajdziesz w googlach lub przez homiki.pl, pani Anna tutaj często pisze w komentarzach. Powodzenia życzę.
    Tutaj link:
    http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=491

    Od siebie dodam, że warto ujawnić się, kiedy już ma sie własne dochody i jest się samodzielnym… Smutne, ale w moim przypadku prawdziwe.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Lukaszu, wiem ze piszac o 10 latach zmarnowanego zycia, pewnie pisze o tym bardzo subiektywnie i jestem tegio swiadoma. Na obiektywizm narazie mnie nie stac. Czy kiedys bede nie wiem. To pewnie duzo zalezy od tego jak ulozy sie moje zycie. Od kiedy maz zaczal sie spotykac regularnie z facetami, zrobil mi z zycia pieklo, owszem nigdy mnie nie uderzyl, ale dopiero teraz widze na czym polega znacanie psychiczne sie nad kims. I wierz mi jest duzo gorsze niz fizyczne. Z wielu rzeczy sama nie zdawalam sobie sprawy, dopoki jakies 1 miesiec po tym jak zazadalam od meza rozwodu, kolezanka z pokoju stwierdziala, wiesz co szef mnie sie spytal co sie u ciebie zmienilo, bo po raz pierwszy od wielu lat zobaczyl ze sie usmiechasz. Do jakiego stanu trzeba doprowadzic osobe, zeby wesola osobe pozbawic usmiechu? Jak trzeba silnie czlowiekowi zmienic psychike zeby, kobieta ktora prawie nigdy nie placze, wpadla w histerie z powodu zbitego kubka (przed tym incydentem rozbilam kilkadziesiat naczyn rodzicom i poza sprzateniem nic sie nigdy nie dzialo).
    Ja wiem, ze to dla nikogo nie jest proste, i ja sobie zdaje z tego sprawe, jednak jest pewna roznica miedzy Toba a nim, on zawsze przebywal glownie z dziewczynami, wiec kumple wyrywajacy go na laski to raczej maloprawdopodobne, ale rozumie o co Ci chodzilo. On obral tez najgorszy (oczywiscie w mojej opini) sposobob zachowania w stosunku do mnie, powiedzial ze to nie moja sprawa, zostawil mnie z tym wszystkim sama, nic nie wyjasnil. Wiadomo, ze jak rozmawiamy z najblizszymi (rodzice, zona, przyjaciele) i ktos sie pyta dlaczego mi nie powiedziales, mozna powiedzic chociaz banalna odpowiedz bo sie balem, bo nie wiedzialem jak to zrobic, bo nie bylem pewny. Za jakis czas zdobyc sie na szczersza rozmowe, ale nie mozna oswiadczyc komus, ze „to nie jego sprawa”. A w zamian za jakakolwiek pomoic z jego strony, slysze od kolejnych wpolnych znajomych, ze nie spodziewali sie ze dla kochanka moglam rozbic rodzine (nigdy nikogo nie mialam), ze on zostawil mi wszystko (to ja wyprowadzilam sie z domu, tylko z ksiazkami i ciuchami), ze kupil mi mieszkanie (kupili je niedawno moi rodzice, bo wciaz mamy wspolnote majatkowa, a bylo im szkoda ze sie tulam po wynajetych mieszkanianiach) i teraz go niestac na wynajmowanie mieszkania dla siebie. To sa drobne rzeczy, ale wciaz niepozwalaka mi normalnie satnac na nogach.
    Szampans, wiem ze to co piszesz wynika z Twoich doswiadczen, i pewnie duzo w tym racji, ale nie wszyscy ksieza sa tacy, ja jestem katoliczka i tolerancji nauczyl mnie wlasnie kosciol. Kiedy w czasie ostatniego roku przechodzilam przez rozne fazy uczuc do meza, od „szlachetnosci”, kiedy to przez pierwsze 4 czy 5 miesiecy dusilam znalezione informacje w sobie (szukajac informacji i zastanawiajac sie jak mu to najdelikatniej powiedziec, nie wiem w jaki sposob ale dokaldnie myslalam w takich kategoriach jak Lukasz) , przez okres, w ktorym najchetniej zabilabym go wlasnymi rekami, i wtedy to spotkalam wielu ksiezy (ok glownie mlodych, moze to jest ta roznica), ktorzy nie tylko potrafili mi przekazac wiele informacji, to jeszcze ustawic do pionu, tlumaczac ze jemu tez nie bylo latwo, mowiacych ze homoseksualizm nie jest choroba. I nie wykazujacych zadnego potepienia ani dla mojego zignorwania pewnych faktow, ani dla jego zachowania. Zaden z nich nie kazal mi leczyc meza, ale odejsc i uniwaznic malzenstwo koscielne. Nie wiem czy mialam duzo szczescia czy naprawde sporo sie zmienia w spoleczenstwie polskim.

  • Magenta

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu, wyobraz sobie ze Twoj maz zdradzalby Ciebie z kobietami a nie mezczyznami – czy zmieniloby to Twoja sytuacje, Twoje uczucia, Twoja ocene meza. Czy naprawde byloby latwiej Tobie przebaczyc ? Zadaj sobie to pytanie. Moj maz zdradzal mnie z kobietami – a bylo ich bardzo wiele. Jest znanym lekarzem na wysokim stanowisku. Przezylam takie samo dlugie pieklo na Ziemi, ktore i tak w koncu zakonczylo sie rozwodem. W wieku 43 lat zaczelam nowe zycie, tak od linii startu i do tego z dwojka malych dzieci. Udalo sie i niczego w zyciu nie zaluje. Zycze Tobie tego samego. Trzymaj sie i spojrz na zycie pozytywnie – zobaczysz wszystko sie ulozy. Nigdy nie zaluj rzeczy, ktore sama zrobilas lub stalas sie bierna ofiara okolicznosci i wiesz ze nigdy sie nie da tego odkrecic. Pozdrawiam M.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Magento na to pytanie staram sobie odpowiedziec od dawna, wydaje mi sie ze z jednej strony byloby mi latwiej, bo bym mogla wierzyc ze moj maz tego nie ukartowal, on na portalach, ktore ma zalozone od dawna jawnie pisze, ze chce zbudowac szczesliwa rodzine z mezczyzna. I w jednym, ze znalezionych listow juz kilka lat temu tlumaczy sie mezczyznie ze nic go ze mna nie laczy. A z drugiej strony zdaje sobie sprawe ze jakby zdradzil mnie z kobieta, bardziej szukalabym winy w sobie, przez wiele lat podejrzwalam go o zdrady z roznymi kobietami, i wiem ze jak poznalam prawde to bylo mi jakos lzej. Wiem, ze przeszlas przez to i latwiej Ci spojrzec na to z dystansu, ja mimo,ze optymistyczne staram sie patrzec w przyszlosc, ciagle jeszcze to boli, plotki i pomowienia rozpuszczane na moj temat, moze kiedys tez nie bede niczego zalowac. Ale teraz jest jeszcze za wczesnie, teraz wciaz widze to, ze po 10 latach razem, nie mam nic, teraz probuje to tylko zrozumiec, odzyskac marzenia,
    przejsc przez to tak, zebym za kilka lat mogla spojrzec w lustro, i ostrzec jak najwiecej mlodych ludzi, zeby nie wyrzadzali podobnej krzywdy innym/sobie.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Magendo, jeszcze jedno, tu nie jest wazne czy ja bede czegos zalowac czy nie (na obecna chwile wydaje mi sie ze tak), ja sobie poradze i stane na nogi, jestem dosc silna osoba. Nawet jesli nie zaloze rodziny to moge pomagac dzieciom z domow dziecka, i w ten sposob realizowac swoja potrzebe macierzynstwa. Tu chodzi o to, zeby panowie (nie pisze o paniach bo nie wiem co moga czuc mezowie lesbjek) nie pakowali sie w malzenstwo, jesli podejrzwaja (a tym bardziej maja pewnosc) ze sa gejami. A jak juz sie wpakuja, np myslac ze sie z tego wylecza, zmienia orienatcje, to przynajmniej w momencie kiedy jednak sie przekonaja ze moga byc szczesliwi tylko z drugim mezczyzna. Nie robili zonie z zycia piekla, tylko powiedzieli prawde i z godnoscia przerwali klamstwa. Bo klamstwo nikomu nie przyniesie szczescia.

  • zen

    [Re: Historia jakich wiele]

    rety, jaka straszna historia… kobieto, współczuję ci… trzymaj się…

  • aaa

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu . wspolczuje ci bardzo .

    Swoja droga , tozsamosc gejowska moze ksztaltowac sie bardzo dlugo , wiem o tym , sam bylem zonaty ( jak jest sie mlodym , to sie bywa biseksualnym ) . Dluzej juz nie moge udawac , tylko mezczyzni , to cala radosc , bliskosc , to na ich urode zwracam uwage , na razie jestem nieatrakcyjny , wiem , ale kiedy wyladnieje , pojawi sie rowniez i sex . Probowalem z kobietami , jestem do pewnego stopnia bi – niemniej na te chwile pociagaja mnie tylko mezczyzni . Nie wiem ,zobacze , jesli , kiedy wejde w relacje z kims , bede mial chlopaka i bede mial po nim tylko meskich partnerow- jestem homikiem . Jesli nie- jestem bi . Sam nie wiem na te chwile co bedzie i niczego nie jestem pewien , poza tym , ze pociagaja mnie faceci . Z kobietami nie chce probowac , bo nie chce kogos skrzywdzic , poza tym jestem rozbity psychicznie i teraz moja psychika teskni za zwiazkiem z mezczyzna i oparciem w nim .
    Nie wiem , co bedzie potem .

    Pozdrawiam.

  • szampans

    [Re: Historia jakich wiele]

    Tak sie sklada, Krysiu, ze mam wsrod znajomych kilku ksiezy-gejow. Widzialem w mym zyciu sporo, lecz chyba nikt nie moze sie zrownac z ksiezmi, jesli chodzi o seks. Poza granicami Polski i w bardzo sekretnych kregach w Polsce, czujac sie calkowicie wolni, pozwalaja sobie na wszystko. Wiem o czym mowie, bo sam to widzialem.
    Wcale ich za to nie potepiam, lecz nie moge zrozumiec, jak to mozliwe, aby pozniej z ambony mowili o strasznej karze, jaka spadla na Sodome i Gomore i o potepieniu homoseksualizmu przez Boga. Przeciez to chore: rozdwojenie jazni, lub calkowite zaklamanie. Jak mozna zyc w takim klamstwie przez cale zycie ???
    Trafilas pewnie na ksiezy-gejow (co nie bylo trudne), ktorzy wiedza doskonale, ze z tego wyleczyc sie nie mozna i, wchodzac w konflikt z nakazami papieza, wyrazali wlasne zdanie. Sa i tacy, lecz na lekcjach religii nie spodziewaj sie, aby ktorys z nich mowil mlodziezy uczciwie, co o tym sadzi. Gdyby poskarzyli sie rodzice i gdyby to doszlo do uszu przelozonych, pozegnalby sie taki ksiadz ze szkola natychmiast.
    A wlasnie od szkol nalezy zaczac, to tam nalezy mowic o tych sprawach otwarcie i nigdy nie klamac. Ale kiedy do tego dojdzie ?

  • Łukasz

    [Re: Historia jakich wiele]

    zdecydowanie sie zgadzam z długa wypowiedzią Krzysia.
    Sam jako gej wiem ze łatwiej by bylo zyc jak wiekszosc z kobieta. Ale nie umial bym tak zyc i krzywdzic druga osobe i zyc podwojnie, bym musial wiedziec ze potrafibym zrezygnowac z homoseksualnej czescie a tego wiedziec sie nie da. Wiec pozostaje szukanie partnera co tez jest trudne. Niestety jest chyba malo osob z systemem wartosci i zasad.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Jeszcze raz dziekuje za Wasze slowa, niedlugo zbliza sie rozprawa, a ja na kazda mysl o sadzie mam nogi z waty, i tylko jedna mysl przejsc przez to z honorem, nierozplakac sie. Przeszlam w zyciu wiele ala tak paralizujacego strachu nieczulam nigdy, kiedys zdarzaly sie tylko bezsenne noce, teraz budze sie z placzem. Wydawalo mi sie ze jestem silna, jak bardzo sie mylilam.
    Wydawalo mi sie ze juz sie z tym pogodzilam, a jednak boje sie spotkania z nim.
    W podziw wprawia mnie tez zachowanie ludzi, ktorzy w jakis sposob dowiedzieli sie o jego homoseksualizmie, przychodza do mnei i pytaja czy mozna mu jakos pomoc,
    czy staralam sie znalesc mu psychologa, zeby sie ze soba pogodzil. Ja nie wiem czy ja zwariowalam czy ten swiat, gosc oszukuje zone, zdradza ja na boku, zabiera wszystkie rzeczy, ktore wspolnie kupilismy, malo go obchodzi gdzie ona sie wyprowadzi (mimo ze do mieszkania wynajmowanego mielismy takie same prawa), i jeszcze caly swiat sie nad nim uzala. Przepraszma musialam sie gdzies wypisac zanim zrobilabym cos glupiego,

  • royte_pomerantsn

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu
    niestety, nie zawsze ludzie naokoło widzą to, co się dzieje naprawdę w rodzinie, między dwojgiem ludzi :/.

    Trzymaj się dzielnie na rozprawie

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Postanowilam, ze bede dopisywac kolejne fragmenty, moze ktoremus z panow, ktorzy sa w takiej sytuacji jak moj maz da to do myslenia.
    Do rozprawy zostalo jeszcze kilka tygodni, a ja niepotrafie o niczym innym myslec. Boje sie coraz bardziej, co wymysli, czy przyjdzie z prawnikiem, czy znow oznajmi ze to nie moja sprawa, a moze choc raz w zyciu zachowa sie przyzwoicie i zaoszczedzi mi nerw. Jak bym bardzo chciala zeby napisal maila, czy zodzownil i powiedzial ze nic nie bedzie utrudnial, ze nie musze sie niczego obawiac. ALe coz w tym wypadku to tylko nadzieja, ktora nigdy sie nie spelni, zostaje kilka tygodni paralizujacego strachu. A co jesli on zacznie udowadniac, ze sobie to wszystko wymyslilam, ze przekrecilam slowa i twierdzic ze profile na stronach to tylko i wylacznie zart. Czy sedzia potraktuje je powaznie? Coraz wiecej pytan i zadnej odpowiedzi. Czemu ludzie nie moga byc po prostu uczciwi?
    Chyba powoli poznaje odpowiedz na pytanie, ktore kiedy czy tu padlo, czy wolalabym zeby zdradzil mnie z kobieta, Tak coraz bardziej jestem pewna ze bym wolala, przynajmaniej moglabym miec nadzieje ze kiedys mnie kochal, a teraz coraz czesciej czuje sie jak pierwsza naiwna, zignorowalam tyle sygnalow, przeciez znalam go na dlugi przed slubem,

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Dzis sprawdzajac czy jego profil w serwisie dla europejskich homoseksualistow, dowiedzialam sie ze moj maz, nie wstydzi sie powiedziec calemu swiatu o swoim gejostwie, zamieszcza zdjecie, zeby pochwalic sie swoim wygladem i orientacja seksualna. A nie ma odwagi przyznac sie do mnie . Hipokryzja.
    Musze sie dobrze kontrolowac zeby nie rozeslac tego po wszystkich wspolnych znajomych i w koncu otworzyc ludziom oczy. Dopoki wiedzialam tylko i wylacznie o mailach i profilach bez zdjecia, moglam jeszcze wierzyc ze jest zagubiony, ze jemu tez jest ciezko. Teraz juz wiem, ze skorzystal na mojej naiwnosci,na moim zaslepieniu.
    Nigdy nie zrozumie jak osoba ktora oklamuje najblizszych, jego rodzice tez nie maja pojecia o zyciu syna, moze napisac o sobie: ze jest odpowiwedzialny i szczery. Czy naprawde ktokolwiek ma prawo na klamstwie i krzywdzie drugiego czlowieka budowac swoje szczescie? I czy to naprawde jest szczescie?

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    I tu moja historia sie konczy, rozwod zostal orzeczony bez orzekania o winie, sedzia byl rozsadny a eksmalzonek, zdobyl sie tylko i wylacznie na wyznaczenie mi kilku dni na zabranie documentow i ksiazek, ktore zapodzialy sie w czasie szybkiej wyprowadzki. Niestety terminu nie bylam w stanie dotrzymac i pewnie rzeczy te wyladuja w koszu. Coz pozostaje mi tylko miec nadzieje ze to nic waznego. Niestety po tylu latach robienia za kurtyne i ulatwiania mu kariery nie bylam warta jednego slowa „przepraszam”.
    Niestety nie bylam tak silna jak myslalam. Pozostaje mi tylko miec nadzieje ze komus ta historia da do myslenia, zanim bedac homoseksualista wpakuje sie w malzenstwo. Nic z tego dobrego nie wyniknie.

  • royte_pomerantsn

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu, Twoja historia bardzo mocno mnie ruszyła, dostałaś mocno od życia po tyłku :/. Mam nadzieję, że teraz zacznie Ci się dobrze układać… Powodzenia!

  • Dominik.

    [Sam bylem w takim zwiazku z kobieta.]

    Sam jestem gejem i sam bylem w zwiazku z kobieta. Kochalem ja bardzo ale nie pozadalem jej. Myslalem,ze jak zamieszkamy razem, to bedzie pieknie i kolorowo… Po roku jednak wszystko zaczelo sie walic. No bo jak, droga Krysiu mialo byc dobrze, jak idac na spacer z zona, zamiast ja nosic na rekach i sluchac jej slow, spogladalem na przechodzacego faceta?
    Po roku postanowilem, ze nie moge jej krzywdzic, ze za bardzo ja kocham, zeby spieprzyc jej dalsza czesc zycia. Powiedzialem jej o wszystkim i to byl poczatek konca naszego malzenstwa.
    Rozstalismy sie we lzach ale na poziomie. Bol tylko towarzyszyl i jej i mi takze.
    Dzis zyjemy daleko od siebie ale caly czas mamy kontakt. Raz po raz o niej mysle. Co jakies 3 miesiace dam znac, ze zyje, albo ona da znac, ze zyje…
    Mimo faktu, ze zniszczylem sobie 6 lat zycia depresja, ciesze sie, ze dalem jej szanse na wolnosc, na zycie w prawdzie.

    Probuje zrozumiec twojego meza, wiesz? I nie potrafie. A jeszcze to, ze opowiada, ze go zdradzasz… Wiesz Krysiu? Jego przyjaiele przytakuja mu, ale wiedza dokladnie jaka jest prawda. TO sie czuje podskurnie. Naprawde.
    Pokaz poziom i nie oczerniaj go. On sam sobie szkodzi mowiac to, co mowi. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak olbrzymia cene za chwile za to zaplaci. Wyjdzie na IDIOTE i czlowieke bez honoru. A gdyby tylko rozstal sie z toba, rozwiodl szybko, byloby inaczej.
    On za chwile straci swoich przyjaciol. Bo jak zaufac komus takiemu?
    Szczerze mowiac, to szkoda mi i jego i Ciebie.
    Ale chyba ciebie bardziej. Bo jak odchodzilem od zony, to szczerze mowiac nie dbalem, co ze mna bedzie, jaka bedzie reakcja moich rodzicow, przyjaciol. Bylem gotow na wszystko. Bardziej bolalo mnie, ze niepotrzebnie uwiklalem sie w taka sytuacje. Myslalem,ze przejdzie… Bardziej martwilem sie o to, jak zona sobie porazi, czy jeszcze zaufa i znajdzie kogos. Odchodzilem od niej kochajac ja bardzo. Zreszta ona tez mnie kochala. I nawet mowila: Przeciez moze bedzie tak, ze znajdziesz kogos sobie… Mozesz byc szczesliwy…

    Z tego co wiem, to ona nie ma nikogo. Ja tez nie. Trudno. Lepsze to, niz zyc razem w klamstwie i raniac druga osobe. BO OKLAMIWAC kogos najblizszego, kogos, kto ci zaufal bezgranicznie jest zle ZAWSZE. I przyczyna tego klamstwa jest tutaj najmniej wazna. Klamstwo to klamstwo. I nie usprawiedliwiajmy takiego zachowania.
    Zycze tobie Krysiu sil i obys poznala kogos wyjatkwoego, kogos, kto cie bedzie na rekach nosil kazdego dnia. Jestes wspaniala kobieta i nalezy CI SIE duzo milosci i szczescia od zycia.

    Dominik.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Dominiku,
    dziekuje za Twoje slowa, ja juz nie oczerniam, staram sie juz o tym nie mowic nie myslec, rozwod na szczescie byl szybki, ale to zasluga tylko i wylacznie pieniedzy, ktore wpakowalam w adwokata. Pewnie bez problemu mialabym rozwod z orzeczeniem o winie, bo mialam w reku chociazby profile ze zdjeciem. Ale po co? Czy to pozwoliloby mi odzyskac spokoj, czy lata ktore stracilam. Mysle, ze nie.

    Kiedy juz troche ochlonelam mi tez jest go w pewnym sensie szkoda, jest to osoba, strasznie samotna, majaca ogromna potrzebe milosci. Ale jednoczesnie sam nie potrafi kochac (nie mowie to o uczuciu do mnie, ale chociazby o relacjach z rodzina) i od kazdego chce wyciagnac jak najwiecej materialnie, a osob, ktore wyprowadza sie z domu zostawiajac wszystko nie ma duzo.

    Niestety jest jeszcze jeden problem z ktorego do tej pory nie zdalama sobie sprawy, a z ktorym bede musiala sie zmierzyc, mamy bardzo rzadki zawod. I jesli chce pracowac w Polsce, to bede musiala pracowac z nim w jedynym budynku. Kocham swoj zawod, robie to co lubie, ale czy nie bede musiala sie zupelnie przekwalifikowac, znow zaczynac od zera, czy i ta cene bede musiala zaplacic? Nie wiem.

    Danielu zycze Ci wszystkiego najlepszego, Jest wiele osob, ktore kogos maja a pozniej zwiazek czy malzenstwo sie rozpada, najwazniejsze, ze Ty jako osoba, ktora miala w reku cala wiedze umiala powiedziec „stop”.
    Jest wiele zwiazkow zarowno homo jak i heteroseksualnych, gdzie ososby zamieszkuja ze soba z wielkiej milosci, a pozniej okazuje sie ze to jednak nie to. Tyle tylko ze w przypadku malzenstw homoseksualistow z kobietami oni w momencie kiedy pociagaja ich inni faceci czy tez maja z nimi blizsze kontakty zwiazki, to powinni to przerwac tak jak Ty to zrobiles. Kobieta w takiej sytuacji szuka winy w sobie i naiwnie mysli ze jak zrzuci kolejne kg, pojdzie to fryzjera, czy kupi nowe ciuchy, ze to cos pomoze. Nie pomoze. I dlatego w tym wypadku wszystkie karty sa w reku panow, zeby jej wytlumaczyc przeprosic, pomoc a nie wystawic zone walizki na korytarz, kiedy zacznie sie domagac wyjasnien.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Dominiku, oczywiscie Tobie zycze duzo szczescia, piszac poprzedniego posta pomylilam imiona przeprasza.

  • Dominik.

    [Do Krysi.]

    Krysiu.

    Rozumiem Ciebie. Juz chyba nie chodzi ci o to, ze twoj byly maz jest gejem, prawda?

    I tobie i mnie chyba bardziej rozchodzi sie o to, jak Cie potraktowal. Powiem Ci szczerze. To nie jest cecha, ktora wystepuje dlatego, ze jest sie gejem. To cecha charakteru niezalezna od orientacji.

    Powiem Ci szczerze. Nie chce az sie uwierzyc, zeby byl az tak CHAMSKI, wiesz?
    To, ze dal ci kilka dni na zabranie rzeczy.
    BOOOOOZE. Jakie to smutne. Jak ty to ZNIOSLAS? PODZIWIAM CIE BARDZO.

    Co za typem gada, juz nie czlowieka trzeba byc, by tak postapic w stosunku do osoby, z ktora sie mieszkalo, no bo o milosci to juz chyba nie mozna mowic.

    Moja zona, jak sie dowiedziala, to robila wszystko,zeby mi pomoc. I nie wyobrazam sobie, zebym jeszcze mial JA KRZYWDZIC za to, ze jestem gejem i ze spieprzylem jej oczekiwania, nadzieje na rodzine.

    Odchodzac od niej wiedzialem, ze martwi sie, bo bylem w strasznym stanie. (Ostra depresja)
    A ja sie martwilem o nia. Do dzis sie martwie o nia, tak naprawde. Pozostanie dla mnie bardzo wazna osoba do konca. Nawet jesli juz mnie nie kocha ani ja juz jej nie kocham tak, jak kiedys.
    Zreszta te sprawe mozna odlozyc. Chodzi o to, zeby po calym ODKRYCIU, twoj maz NIErobil z ciebie idiotki.
    Tylko ze tak naprawde, to chyba bezwiednie, to on z Siebie RObi JESZCZE WIEKSZEGO IDIOTE.
    Za chwile wiesci sie rozniosa, ktos go zauwazy z innym facetem etc… i zacznie miec przesrane. A gdyby sie przyznal i nie robil ci tego swinstwa, to moglby wyjsc obronna reka.
    A jesli do tego, jak mowisz, interesuja go tylko pieniadze, zycie na wysokim poziomie, a nie prawdziwa milosc, ze dla pieniedzy potrafi oszukiwac itd., nigdy NIe bedzie juz szczesliwy. Bedzie mial kolejnych i kolejnych facetow i skonczy w bagnie.
    No w BAGNIE moralnym to on juz jest.
    Sam sobie nie zdaje sprawy, ale ON potrzebuje pomocy z zewnatrz chyba.
    Bardzo szkoda mi jego. Ale respekt i szacunek to czuje do Ciebie KRYSIU.
    ZNAJDZ SOBIE INNEGO FACETA. I to takiego, ktory Cie pokocha. Pelno samotnych facetow na poziomie.
    A co zrobic z bylym? Przeciez nie wymazesz 10 lat z pamieci. Nie staraj sie, bo nie dasz rady. Nie jestesmy przeciez maszynami.
    I nie staraj sie mu zaszkodzic, bo ON SAM SOBIE JUZ ZASZKODZIL tak, ze jeszcze nawet nie wie jak bardzo.

    Tak to widze. POdziwiam Cie, jak ty dalas rade przez to wszystko przejsc. Gratukuje ci Krysiu i zycze DUZO MILOSCI.

  • adii

    [Re: Historia jakich wiele]

    witaj Krysiu, nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek tu zajrzysz, mam nadzieję, że tak. przezywam podobną sytuację, przynajmniej tak mi sie wydaje, choć ja kocham nadal mojego męza i chce z min zyć. jesli tu jeszcze się pojawisz powiedz czy chcesz porozmawiać ze mną, napisze wówczas numer gg, pozdrawiam Cię

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Adii bardzo chetnie z Toba porozmawiam. Badz dzielna dziewczyno,

  • adii

    [Re: Historia jakich wiele]

    krysiu, moj numergg [cel osiągnięty, dane dla bezpieczeństwa usuwam. detr.], zawsze jestem niewidoczna na gg, ale czesto siedze przy kkomputerze

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Adii napisze jak wroce z pracy. Dzieki

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Ostatnio bylam tu ponad rok temu staram sie wyprzec temat z pamieci, Wasze slowa bardzo mi pomogly, przestalam sie oskarzac.
    Dziekuje, chociaz musze powiedziec ze nadal boli i pewnie juz tak zostanie, a mozna tak prosto pomoc takiej osobie jak ja. Po prostu porozmawiac, wyjasnic,. Pewnie to dziecinne ale ja nadal czekam na zwykle ludzkie przepraszam, I slowa zrobilem to, bo ……….

  • vito222222

    [Re: Historia jakich wiele]

    znów bardzo ciekawe rozmowy. z jednej strony geje żyjący w ukryciu z jakiś powodów a z drugiej geje otwarci. usprawiedliwiać tych w ukryciu? czy coś może ich tłumaczyć? czy jak tu ktoś napisał, 40 lat temu psycholog mu nagadał, że ślub go uzdrowi? czy nacisk ludzi usprawiedliwia wiązanie się gejów z kobietami? czy jednak powinniśmy wymagać od nich większej samoświadomości niezależnie od czasów, bo niby co za mądrość jest potrzebna do tego, aby uświadomić sobie, że pociąga nas facet? żadna. każdy człowiek, najbardziej prymitywny, odczuwa pociąg seksualny i wie do kogo. dlatego ja się skłaniam ku nieusprawiedliwianiu homo żyjących jak hetero. podkreślam też, że dla mnie i wielu znajomych gejów nie ma nic gorszego, nie ma gorszej postawy, jak gej udający heteryka!

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu dziekuje ze napisalas swoja historie wiesz jestem w podobnej sytuacji tylko ze nie mam dowodow i zazdroszcze ci ze dowiedzialas sie o nim prawdy a ja mam tylko przeczucie i kazdego dnia sie modle aby moj maz pokochal sobie wlasciwa osobe prosze jesli mozesz napisz jakie sygnaly czulas ze cos nie gra prosze odpisz ja juz ledwo ciagne

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Cicha zagladam tu bardzo rzadko. Nie wiem czy odczytasz te slowa. Ja odkrylam prawde przez przypadek, i byla ona dla mnie tak niewiarygodna, ze przez 3 miesiace nie przyznalam sie mezowi, ze znalazlam jego listy do mezczyzny, ze znalazlam jego profile. Mialam niby czarne na bialym, slowa na papierze, ale bylo i w gorszych chwilach nadal jest tak niewiarygodne ze trudno mi w to uwierzyc. Ja podejrzewalam ze on kogos ma ale oczywiscie stawialam na kobiete. Czemu podejrzewalam, przesadna dbalosc o siebie (zawsze bardzo dbal o wyglad) ale zaczely sie „eksperymenty” kolczyk (mimo ze zawsze bal sie bolu i krwi), przefarbowane wlosy, depilacja, silownia (mimo, ze od najmlodszych lat mial zwolnienie z wf) itp. Kiedy kolejne kandydatki na kochanke wychodzily za maz, czujnosc na jakis czas spadala, a pozniej znow wracala. Awantury doslownie o wszystko, kiedy zaczelam napomykac o dziecku, uslyszalam, ze on nie chce miec ze mna dzieci. Wtedy zaczelam dorastac do decyzji o rozwodzie, ale nauczona ze wina zawsze jest po srodu, walczylam, tak glupio po babsku, diety, z ogromnego awansu w pracy zrobilam nic nie znaczacy epizot, zrobilam wszystko co moglam, zeby on tez awansowal.
    Po trzech miesicach od kiedy znalazlam dowody zdecydowalam sie mu powiedziec, ze wiem kogo kocha.
    Przez przypadek uzylam samego imienia (a wiadomo, ze nie jednego znajomego mamy o danym imieniu) i uslyszalam ze zwariowalam, dodalam nazwisko i dowiedzialam sie ze to nie moja sprawa. Wtedy wiedzialam ze znam prawde

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Bardzo Ci dziękuje że mi odpisałaś to wszystko co Ci się przydarzyło jest bardzo smutno myślę ze jestem w podobnej sytuacji i jeśli mogę tak napisać a nie chce Cie zranić to mimo wszystko poznałaś prawdę trudna prawdę ale ja znasz i jesteś wolna! a mi pozostaje kobieca intuicja jak bym miała jaki kol wiek dowód łatwiej by mi było żyć.Znam męża 7 lat po ślubie jesteśmy 5 i jestem zła na siebie ze nie zauważyłam czerwonych lampek. Z całego serca mocno Cie ściskam i serdecznie pozdrawiam jeśli przyjdzie ci pomysł do głowy na mój temat proszę napisz.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Cicha a probowalas rozmawiac z mezem? Z jego reakcji i podejscia do tematu czasem wiele mozna wyczytac. A jak sie meczysz nie znajac prawdy jestem sobie w stanie wyobrazic, ja nadal mimo, ze uplynelo troche czasu mam watpliwosci czy wszsytko dobrze zrozumialam. Moj byly maz nigdy nie potwierdzil wobec mnie. Zawsze staral sie krecic. Rzeczywiscie dowody i informacje jakie mam daja mi 99% pewnosci, ze znam prawde. Ale ten 1% wciaz potrafi namieszac. Jesli moge cos radzic to sprobuj porozmawiac, ale dobrze sie do tej rozmowy przygotuj. (Jesli potrzebujesz „wyplacz sie na zapas”) Jesli ma Ci to pomoc to musi to byc rozmowa bez oskarzen, agresji itp. Wiem, ze to nie jest latwe, tak trudno jest zapomniec o emocjach. Ale jesli zalezy Ci na poznaniu prawdy, to chyba jedyny sposob. Nawet jesli nie potwierdzi, to z tonu rozmowy mozna wyczytac wiele.

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu dziękuje że mi odpisałaś tak próbowałam z moim mężem rozmawiać rożnie spokojnie, z współczuciem, z płaczem, z nerwami, nawet z przyciskaniem do muru on nigdy się do tego nie przyzna nawet zapewniłam go ze będziemy dalej razem żyć tylko muszę znać prawdę jedyne co usłyszałam to to ze nasze życie tak wygląda z powodu jego ignorancji na ludzi, świat i mnie, mówi ze mnie kocha, ze nie jest człowiekiem i tylko przy mnie może być normalny. To wszystko jest trudne do pisania bo to tylko szczepki informacji a moja głowa nie pracuje należycie zapominam, wypieram, wszystko mi się miesza sama się pogubiłam co powiedział a może mi się tylko wydaje a może ja to wszystko zmyślam okropnie się z tym wszystkim czuje za niedługo będę wrakiem człowieka na dzień kieliszek wina a na noc tabletki :) w lutym mamy spotkanie z panią psycholog a ja nadal się zastanawiam czy powiedzieć ze uważam mojego męża za kryptogeja a co ze mną ? zostaje mi udawanie ze jestem szczęśliwa? Krysiu napisze jeszcze w punktach dlaczego uważam że jest kryptogejem może są jakieś wspólne cechy.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Cicha mysle ze spotkanie z psychologiem to super pomysl, Niezaleznie jaka jest prawda jest ona najwazniejsza. Mam nadzieje ze psycholog Wam pomoze. Najwazniejsze ze on widzi ze jest problem i ze chce z Toba pojsc. A nie twierdzi ze to nie Twoja sprawa. Nie napisze Ci zebys walczyla o zwiazek, ale walczcie o prawde. Jesli okaze sie ze on jest gejem (on sam moze tego nie akceptowac dlatego wypiera ze swiadomosc) zwiazek nie ma sensu, Jesli okaze sie ze nie jest to mam nadzieje ze znajdziecie problem i go rozwiazecie. Trzymaj sie wino i tabletki nie rozwiaza sprawy.

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    dlaczego tak cieszko powiedziec jestem kryptogejem przepraszam ze ci nie powiedzialem kim jestem dla niego? jesli nie moze byc soba wobec najblizszej osoby! to kim jestem nikim!! i to boli tworzymy rodzine mamy dzieci trzeba sie dogadac byc szczerym jestesmy polaczeni dlaczego on nie widzi moich potrzeb mojego bolu lez smutku w oczach jestem niewidoczna przezroczysta

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Cicha ja nie wiem czy dobrze mysle, ale czlowiek zakochany (zaangazowany w jakis zwiazek) staje sie monogamista. Liczy sie dla niego najabrdziej ta osoba. Stara sie byc wobec tej osoby uczciwy i szczery. Szczegolnie silne jest to na poczatku zwiazku. Przepraszam nie chce Cie ranic, ale ja z obserwacji mojego ex-meza (oczywiscie dlugo po fakcie jak przeanalizowalam pewne zachowania) zauwazylam to samo. Bezgraniczne zachowanie „uczciwosci” w stosunku do mezczyzny w ktorym sie zakochal. To jemu tlumaczyl sie dlaczego jeszcze jest ze mna. To on byl ta osoba najblizsza. Jakikolwiek objaw czulosci w stosunku do mnie (chociazby pocalowanie mnie w policzek przy skladaniu zyczen swiatecznych) byloby zdrada. Zdrada najblizszej mu osoby. To boli, ale mysle, ze psychika osoby, ktora wiele lat cos ukrywa, ktora musi uwazac z kazdym slowem, sie zmienia. I zeby niezwariowac, taki czlowiek buduje sobie wlasny „kodeks uczciwosci”. Nie wiem dokladnie jak to jest z Twoim mezem, staram sie tylko opiasac jak ja to widze.
    O tym kto jest najblizsza osoba, nie decyduje papier z urzedu, czy wspolna przeszlosc, ale zaangazowanie tu i teraz.

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu dziękuje ze mi odpisujesz jesteś jedyna osoba która wie jak się czuje nie znamy się to tylko okruszki mojej historii ale myślę ze ból cios i rany w sercu i duszy Twoim i moim sa podobne.Brakuje mi juz sily wszystko oparte na przeczuciu oczywiście do wizyty u psychologa nie doszło byly za to rozmowy ktore nic nie zmieniły. Otworzyłaś mi oczy cały czas uważam sie za jego najbliższa osobe ale przecież tak nie jest raczej czuje sie jak wrog a ja nadal myślę ze on taki biedny poszkodowany przez życie ze trzeba mu pomoc aby wyszedł ze swojej skorupy nawet zaproponowałam układ ze jeśli mi powie ze jest gejem to zostanę z dziećmi {mieszkamy za granica}ze nie wyjadę i ze nadal będziemy małżeństwem takim udawanym jak do teraz ale musze znac prawde on na to ze moze tak mi powiedziec ze jest!! podkreslajac ze traci swoje resztki męskiego honoru ale jesli ma to uratować nasze małżeństwo Boli mnie brzuch łzy same lecą jak to wszystko pisze jak to mozliwe ze moja ”druga polowa ‚ jest tak nie czula na moja rozpacz na moj smutek depresje tone a on nie podaje reki DLA CZEGO przeciesz jest czlowiekiem ma serce ale chyba nie dla mnie! sama juz nie wiem co jest prawda w moim życiu? na pytanie a gdzie jego mneski honor ze przez ostatnie lata kocha sie raz na rok RAZ i nadal czuje sie facetem z honorem dziwne a ja jak ta głupia naiwna UWAŻAM SIĘ ZA JEGO NAJBLIŻSZA OSOBĘ !!
    postanowilam nie myslec o tym wszystkim ale sie nie da jestem cala zatruta bardzo mnie to wszystko zmienilo nie odzywam sie do moich przyjaciol nie umiem napisac ani jednego slowa bo oczym tu pisac znikla moja radosc blask optymizm wszystko nawet jesli moj maz nie jest gejem to lata spedzone z nim jego gesty czyny a raczej brak czynow :) wystawily mu taki rachunek i ja juz nie zmienie zdania na ten temat i moje cialo tez postanowilam zostac rok z roznych przyczyn ale musze sie wyrwac z tego koszmaru zeby siebie odzyskac moja utracona kobiecosc spokoj ducha radosc ale czy to mozliwe??? Krysiu a jak ty sie teraz
    czujesz? czy otworzylas sie na nowego mężczyznę ? znikła podejrzliwość bo ja teraz wszędzie widzę pseudo facetów.
    Czy powrót do normalności jest możliwy? gdy nie usłyszało się słowa PRZEPRASZAM.
    Krysiu pozdrawiam Cie serdecznie jeszcze raz Ci dziękuje ze jesteś.

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    To bardzo smutne co piszesz. Szkoda ze jednak nie udalo Wam sie porozmawiac z psychologiem, a rozmowy wspolne nic nie daja.
    Pytasz jak sie czuje, czy otworzylam sie na mezczyzn. Staram sie byc dzielna ale przeszlosc daje o sobie znac w najmniej oczekiwanych momentach. Czy kiedys uda mi sie komus zaufac tak zupelnie do konca. Nie wiem, nie umie na to odpowiedziec. Czasem jest juz ok. Ale wciaz pojawia sie niewytlumaczalny strach. Wystarczy ze ktos krzyknie w mojej obecnosci, a ja w jakis sposob moge przeszkadzac. Kule sie w sobie, i wieje gdzie pieprz rosnie. Moj ex-maz poza tym, ze byl gejem probowal to zamaskowac znecaniem sie psychicznym, i to niestety zostawilo duzy slad w mojej psychice. Sytuacje, ktorych normalnie czlowiek nie zauwazy, ja przezywam, jakby to byl koniec siwata. Jest jeszcze problem, ze ja bardzo bym chciala miec dziecko, a juz wiem, ze nie bardzo mam na to czas.

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu WALCZ nie pozwól mu na to proszę co to znaczy JUŻ WIEM ZE NIE MAM CZASU proszę nie myśl tak!! jest tyle możliwości aby być mama wymysł coś rusz się proszę jesteś kobieta pragniesz dziecka Ono już jest w Twojej głowie i sercu od dawna!! szkoda ze nie mogę być ciałem teraz obok Ciebie opowiedziałabym CI tyle ciekawych historii o kobietach i o dzieciach i o ich drogach szukania się nawzajem.
    Jestem mama i nikt mi tego nie zabierze moje dzieci są piękne mądre cudowne i to dla nich każdego dnia otwieram oczy Krysiu czy oby na pewno zrobiłaś wszystko?

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Cicha to wszystko nie jest takie latwe. Po pierwsze moj wiek, po drugie nie chce byc mama samotnie wychowujaca dziecko, i nie chodzi tu o mnie, ale o dziecko. Wiem, ze samotna mama moze cudownie wychowac czlowieka, ale wiem, ze nie umialabym zdecyowac sie na to zeby zapelnic jakas luke w zyciu. Moze kiedys jakims cudem uda mi sie utworzyc rodzine zastepcza dla jakiegos dziecka. Ale zanim zaczne cos robic w tym kierunku to jednak musze pare rzeczy w zyciu uporzadkowac.
    [...] numer usunięty :) . detr.

  • cicha

    [Re: Historia jakich wiele]

    Krysiu dziękuje za GG mam nadzieje ze administrator go szybko usunie ODEZWĘ SIĘ

  • Krysia

    [Re: Historia jakich wiele]

    Wracam tu zawsze kiedy mam ciezsze chwile, sporo rzeczy mi wytlumaczyliscie, wsparliscie kiedy bylo to potrzebne, za to Wam wszystkim dziekuje.
    Niestety zapomniec sie nie da i bol (chociaz przytepiony i zatarty przez czas) pozostanie na zawsze. Mam wiec prosbe, jesli ktorej z osob, ktore wiedza/podejrzewaja ze sa homoseksualne przyjdzie do glowy sie zenic. To niech sobie powie „STOP” nie zazna ani on/ona szczescia ani ta druga osoba.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa