W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskieg

Zapraszamy do lektury zapisu debaty „O przyszłości i strategii ruchu LGBT”, która odbyła się 13 czerwca w Warszawie.

Gospodarzem dyskusji był KPH, a udział w niej wzięli: Anna Laszuk (moderatorka), Agnieszka Graff, Yga Kostrzewa, Robert Biedroń, Tomek Bączkowski i Adam Ostolski.

Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że poniższe wypowiedzi zgodnie z przyjętym przez nas standardem zostały przedstawione do autoryzacji osobom uczestniczącym w debacie. Dziękujemy organizatorom za umożliwienie rejestracji dyskusji, także dziękujemy uczestniczkom i uczestnikom za zaangażowanie wniesione w opracowanie niniejszego skryptu.

Poniższa dyskusja jest obszerna, ale mamy nadzieję, że okaże się dla Was ważną i pożyteczną lekturą. Prosimy więc uzbroić się w cierpliwość, ewentualnie wydrukować i spokojnie przeczytać.

*****

Anna Laszuk (dziennikarka Radia TOK FM, autorka książki „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!): Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam przy sobie książkę Agnieszki Graff „Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie” i myślę, że skoro jest to książka o Polsce, a dodatkowo dziś byliśmy na pikiecie w sprawie przemocy, jaka w obecnie Polsce ma miejsce wobec 14-latki z Lublina, to nasza dzisiejsza debata tez wokół dzisiejszej Polski się potoczy. Nie można odrywać naszych parad, od tego, jaką Polskę mamy dziś po zgonie IV RP. Najpierw chciałabym zapytać Agnieszkę Graff, której wszystkie teksty zamieszczone w książce dotyczą tego okresu: czy uważasz, ze po diagnozie, którą zawarłaś w „Rykoszetem”, jest trochę lepiej czy jeszcze gorzej?

Agnieszka Graff (działaczka ruchu feministycznego, autorka książek „Świat bez kobiet” oraz „Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie”, członkini redakcji Krytyki Politycznej): Bardzo dziękuję za zaproszenie. Zaznaczam, że jestem tutaj w charakterze kibicki waszego ruchu, zaprzyjaźnionej obserwatorki zdarzeń, uczestniczki parad. Moja diagnoza w „Rykoszetem” jest taka, że ruch LGBT skorzystał na kulturowej i politycznej polaryzacji, ale jednocześnie stał się jej zakładnikiem. To znaczy był taki moment, zwłaszcza po przełomowych chwilach w Poznaniu, gdzie tak zwani przyzwoici ludzie zaczęli pojawiać się na wiecach, ale przybywali nie tyle w obronie wolności seksualnej, co w obronie tego, co uważali za demokracje. Nie interesowały ich głoszone hasła, tylko to, by można było je głosić. To było z jednej strony bardzo budujące. Sama miałam moment wzruszenia, że „styropian” jest z nami, ale potem zastanowiłam się dlaczego on tam jest i co nam z tego. Czy nie należałoby od tych demokratycznie nastawionych Polek i Polaków wymagać więcej, to znaczy opowiedzenia się za jakimiś konkretnymi hasłami? To co mnie niepokoi – ale znowu zaznaczam, nie czuję się osobą, która zgłasza postulaty, co najwyżej dzielę się pewną obserwacją – to co mnie niepokoi, to fakt, że te bardzo piękne parady, w których co roku uczestniczę, właściwie nie mają haseł. One mówią: „istniejemy, przyzwyczajcie się do tego”. Są też momentem wspólnej zabawy. Ale ja na tegorocznej paradzie nie widziałam żadnego konkretnego hasła czy postulatu. Myśląc o przyszłości, uważam, że jest to niepokojące.. Przyjmuję do wiadomości, że bardzo ważnym przełomem było parę lat temu hasło: „niech nas zobaczą”. Wiem, że to jest wzmacniające i dla gejów i lesbijek i dla ludzi hetero, którzy nie chcą żyć w kraju, w którym geje i lesbijki muszą się ukrywać. Ale to nie wystarczy. Aby mogła zaistnieć realna sytuacja akceptacji, muszą być wypowiedziane pewne konkretne postulaty. Pomysł, że one zostaną spełnione w Polsce jest na pewno bardzo odległy. Ale moim zdaniem one muszą być wypowiedziane, by można było przejść od etapu widzialności do afirmacji, równości. Stąd moje pytanie do was, czego my się właściwie domagamy idąc na paradę?

Myślę, że takim ciekawym miejscem sporu jest dyskusja o prawie do adopcji. Jedni z was uciekają od tego tematu albo mówią „jeszcze nie”. Inni mówią między sobą: „oczywiście, że tak”, ale głośno tego nie powiedzą. Mnie to niepokoi. Ja uważam, że ruch społeczny musi wiedzieć czego chce od społeczeństwa.

A wracając do twojego, Aniu, pytania, powiem, że ta sytuacja bycia zakładnikiem wojny o polskość, z jednej strony zintegrowała ruch, ale z drugiej zaszkodziła w formułowaniu postulatów i strategii. To był spór pomiędzy zwolennikami Polski otwartej i nowoczesnej, a z drugiej Polską Kaczorów. Byliśmy po słusznej stronie, ale nie poszliśmy dalej. Myślę, że obecna sytuacja może trochę temu „dalej” sprzyjać, zamknął się etap walki z „kaczyzmem” a otworzy się przestrzeń do wewnętrznej debaty o tym, czego od tej niby-liberalnej Polski chcemy. Nic nie ujmując tegorocznej paradzie, która była fantastyczna, z żalem widzę, że bez Kaczorów liczebność spadła. To jest impreza polityczna, a nie tylko balanga – dlatego uważam, że parę konkretnych postulatów na transparentach by się przydało.

Anna Laszuk: Skoro mowa o tegorocznej paradzie: było dużo głosów żalu, że na poprzedniej paradzie byli goście z Niemiec, np. Claudię Roth, i nie tylko, tamta parada miała dużo postulatów i siłę polityczną. Tego w tym roku nie było. I tu pytanie do Tomka Bączkowskiego z Fundacji Równości. Czy to przypadek, zaniedbanie, a może celowe działanie, że w tym roku ta parada nie miała politycznej siły?

Tomek Bączkowski (prezes Fundacji Równości, spiritus movens Parady Równości): Ani nie przypadek, ani zaniedbanie, ani nawet celowe działanie. Tutaj mamy przynajmniej klika osób, które pracują w mediach i wiedzą doskonale, że media szukają newsa i konfliktów. W przypadku parady tego wyraźnego newsa już nie ma, nie mamy Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy, więc dlatego zainteresowanie gości z zagranicy nagle osłabło. Mówiąc brutalnie, Claudia Roth przyjeżdżała do Warszawy, bo mogła sprzedać to u siebie w kraju. To jest jedna sprawa. Druga sprawa – chyba zasadniczy problem nas jako organizatorów, ale też pewnie całego środowiska, to jest zachęcenie gejów i lesbijek do udziału w paradzie. Bo z jednej strony wszyscy, którzy tutaj siedzimy, jesteśmy w grupie mniej albo bardziej wyemancypowanej. Ale jak pójdziemy za godzinę albo dwie i do klubu, dajmy na to, Toro i popatrzymy na te cioteczki, które tam chodzą, bo jest darkroom i tak dalej, to nasuwa się pytanie: jak do nich dotrzeć? Staraliśmy się, by parada była na pewnym poziomie, by była w miarę wyważona między tym, co jest polityczne, a tym, co jest zabawowe. My ich możemy przyciągnąć ludzi z klubów tylko wtedy, gdy zapewnimy im miejsce do zabawy. Niektórzy chcą być polityczni, a niektórzy chcą się bawić. Tak długo jak nie zintegrujemy się w jakikolwiek sposób, tak długo nie będziemy mieli politycznej siły. Nie wiem, czy to zapewnią same hasła.

Anna Laszuk: To jest pytanie do reszty działaczy, bo rozumiem, że parada to nie tylko Tomek Bączkowski, ale wszystkie te organizacje, które reprezentują Robert Biedroń i Yga Kostrzewa, Adam Ostolski reprezentuje Krytykę Polityczną

Adam Ostolski (członek redakcji Krytyki Politycznej, Zieloni 2004): I Zielonych 2004.

Anna Laszuk: Zielonych też, przepraszam. Jednak wszyscy pracują na tę paradę. Dlatego nie rozumiem jednej rzeczy, przecież nie było nigdy tak, żeby te wszystkie gremia się spotykały i uzgadniały ile będzie polityki, a ile będzie zabawy. Ile będzie haseł takich a takich.

Robert Biedroń (prezes KPH): Było różnie, ale to są sekrety nasze, nie możemy ich ujawniać [śmiech], także przejdźmy dalej. Ja myślę, że rozmawiamy tak naprawdę o problemie, który jest nie tylko problemem środowiska LGBTQ, to jest problem całego polskiego społeczeństwa i wielu społeczeństw na świecie. Trudno jest powiedzieć, jakie są postulaty ruchu gejowsko-lesbijskiego i jakie one powinny być. Gdybym zapytał działaczki feministyczne albo ruchów kobiecych, jakie są postulaty ruchu kobiecego i czego kobiety tak naprawdę chcą jako cała masa kobiet, to one powiedzą w imieniu swoich organizacji. Będą miały trudności w powiedzeniu „każda Polka” i to jest też zarzut do środowisk kobiecych, że nie potrafią zmobilizować kobiet, żeby przyszły na manifę, które są znacznie mniej liczne. Ja bym nie czepiał się haseł, myślę, że problem nie leży w tym, by pokazywać hasła na paradzie. To jest problem dużo bardziej szerszy. Dotyka on różnych kwestii: organizacje lesbijsko-gejowskie są słabe, ruch gejowski jest słaby. To jest garstka działaczy, Fundacja Równości nie była w stanie jakoś sprawnie zabezpieczyć wszystkiego, żeby wszystko zrobić, chyba pięć osób, które przygotowują wielką Paradę Równości ze wszystkimi imprezami wokół, grupka kilkunastu innych osób z innych organizacji, którzy działają od kilku lat. Myślę, że nie powinniśmy wyobrażać sobie, że ruch gejowsko– lesbijski jest tak wielki, czy, że ma świetny kontakt ze środowiskiem i potrafi przedstawić postulaty tego środowiska. Bo często mówi się, że ktoś jest ze środowiska, albo spoza środowiska – to też jest ważne, gdyż każdy będzie miał prawie inny postulat. Ale często spotykam się z takimi zarzutami wśród pojedynczych gejów i lesbijek, że my nie reprezentujemy ich interesów. Dlatego myślę, że interesy gejów i lesbijek na tej płaszczyźnie odbioru powszechnego są różnorodne. Ja domyślam się, że gdybyśmy rozmawiali na poziomie prawnym i ustawodawstwa czy politycznym, ta dyskusja mogłaby wyglądać inaczej Akurat w tych dziedzinach mamy jasno zdefiniowane cele. One były bardzo silnie podkreślane podczas pierwszego spotkania organizacji LGBTQ w Krakowie. Kilkanaście organizacji lesbijsko–gejowskich z całej Polski spotkało się by uzgodnić cele, które są bardzo łatwo definiowalne. Może problem polega na przekazie i namówieniu tych całej reszty gejów i lesbijek do ich realizacji.

Anna Laszuk: No dobrze, to idźmy dalej. Skoro jest tak, że te postulaty zostały już wyartykułowane, to jednak parada jest jedyną okazją, by zakomunikować to społeczeństwu. Stąd moje pytanie: dlaczego nie ma tej komunikacji pomiędzy działaczami, którzy spotkali się na konferencji czy panelu, podczas którego postulaty zostały uchwalone? Gdzie one utykają, co się z nimi dzieje?

Yga Kostrzewa (Lambda Warszawa): Tutaj mamy oczywiście wiele różnych kwestii. Moim zdaniem rzeczywiście dzieje się coś takiego, że jedyną rzeczą, był ten zlot w Krakowie w styczniu, a wypracowane tam postulaty rzeczywiście nie przełożyły się na paradę, która jest takim naszym świętem. Przypomina mi się parada katowicka, która prawie w ogóle nie została zauważona. Warszawska parada z kolei była zabawowa, rozrywkowa. Pojawił się taki postulat, by spotkania robić miesiąc przed paradą i przygotować transparenty, ale ważne też jest to, co pojawi się w mediach. Parada zaczyna się przekształcać w sprawę bardziej komercyjną, jak na Zachodzie, ale my przecież jeszcze nie odrobiliśmy lekcji zachodniego ruchu LGBTQ. Lekcji pod tytułem prawo, lekcji pod tytułem coming out. Jak ostatnie badania dowodzą, tylko 15% ludzi zna w ogóle geja albo lesbijkę. To jest fatalne. Byłam tym przerażona, myślałam, że będzie przynajmniej 20%. Po różnych akcjach, robocie w organizacjach, nagłośnionych coming outach, wyniki wypadły fatalnie. To jest fakt przerażający.

Anna Laszuk: Adam Ostolski jest specjalistą od ruchów społecznych. I ja jestem ciekawa, jak Adamie widzisz ten ruch i jego siłę?

Agnieszka Graff i Anna Laszuk

Adam Ostolski: Pytanie jest takie, na ile ruch gejowsko–lesbijski rozwija się jako ruch społeczny? To ważne pytanie. Wszystkim ruchy społecznym zarówno w Polsce, jak i na świecie, grozi NGO-zacja, utożsamianie się z organizacjami pozarządowymi. To daje różne korzyści, na przykład ułatwia finansowanie. Natomiast wiąże się to też z pewnymi trudnościami w mobilizowaniu zwolenników i utrudnia demokratyczną praktykę artykułowania swoich celów. Ja w Polsce obserwuję i uczestniczę w dwóch ruchach: feministycznym i gejowsko-lesbijskim. I jednak bardziej się utożsamiam z ruchem feministycznym. Przed dzisiejszym spotkaniem zastanawiałem się, skąd się to bierze, że bardziej utożsamiam się z ruchem feministycznym? Myślę, że przez to, że jest on jednak w większym stopniu ruchem społecznym. Istnieją feministyczne NGOsy, stowarzyszenia, fundacje, ale oprócz tego istnieje szereg nieformalizowanych platform wymiany poglądów i artykułowania celów. Jedną z nich jest Porozumienie Kobiet 8 Marca. Inną, którą można nazwać (za kanadyjskim filozofem Charlesem Taylorem) „zakotwiczoną sferą publiczną”, jest portal Feminoteka. Ale myślę też ogólnie o takiej feministycznej sferze publicznej, na którą mogą się składać różne poglądy, można dyskutować nad celami, można krytykować poglądy innych, nie przestając być feministką czy feministą. Myślę, że ruch feministyczny w Polsce wyrósł już z takich złudnych przekonań, że musi być absolutna jedność celów, absolutna jedność tożsamości, absolutna jedność poglądów i dzięki temu, że potrafi artykułować różnice, potrafi artykułować cele. Z ruchem gejowsko-lesbijskim problem jest taki, że takiej własnej sfery publicznej jeszcze nie wypracowaliśmy. Poprzednia dyskusja o potrzebach i celach ruchu szykowała się przy okazji publikacji „Lubiewa” Michała Witkowskiego. Był to, jak to ujęła Agnieszka Graff, spór między postacią Michaśki z Wrocławia i Błażeja z Poznania. To były dwie alternatywy jak formułować cele ruchu lesbijsko–gejowskiego. Ta rozmowa nie została doprowadzona do końca. Nadszedł kaczyzm, można było bardzo łatwo znaleźć wspólną płaszczyznę, gdzie „wszyscy jesteśmy przeciwko homofobii”, przeciw prześladowaniu czy dyskryminacji. Z jednej strony było to bardzo korzystne, zmobilizowało to wiele osób, także spoza środowiska czy ruchu. Przekonało to też wiele osób, które wcześniej nie były przekonane na przykład do parad równości, że takie prawo geje i lesbijki powinni mieć. W 2005 roku poparcie dla parad równości wzrosło o 20% w ciągu kilku miesięcy. Wiosną 2005 to było około 15%, czyli tyle samo, co odsetek osób akceptujących postulat małżeństw gejowskich i lesbijskich. Ale już jesienią 2005, po pacyfikacji marszu w Poznaniu, ludzie poczuli, że ogranicza się także ich wolność. Obraz policjanta, który po bruku ciągnie dziewczynę za włosy zadziałał i poparcie wzrosło o dwadzieścia kilka procent i na tym poziomie się utrzymuje. Przez dwa lata CBOS nie robił badań na ten temat, ale ostatnie pokazało, że to jest nadal na poziomie trzydziestu kilku procent.

Anna Laszuk: Przepraszam, że ci przerywam na chwilę, ale chciałam zapytać o jedną rzecz. Przykuło moją uwagę to, co powiedziałeś: utożsamiasz się z ruchem feministycznym. Paradoksalnie ja też- bardziej z feministycznym niż gejowsko-lesbijskim, właśnie to odkryłam. Pomyślałam sobie, że wydaje mi się on bardziej klarowny. Wiem czego chcę od feminizmu, nie mam najmniejszego problemu powiedzieć czym jest dla mnie feminizm, czego chcą feministki w tym kraju na poziomie konkretów. To jest dla mnie jasne i przypuszczam, ze dla wielu feministek. Natomiast rzeczywiście myślę, że jest pora, żebyście powiedzieli nam, coście tam w Krakowie ustalili, jakie są postulaty ruchu lesbijsko–gejowskiego, bo ja nie wiem.

Yga Kostrzewa: Działaczy jest rzeczywiście bardzo mało, a jeszcze mniej jest kobiet, które działają, więc tu pojawia się dodatkowe wykluczenie, które jest potwornie silne. Żeby być działaczem i robić to, co uważa się za słuszne, naprawdę trzeba być silnym człowiekiem. Ja spotkałam ludzi, którzy podejmowali działania, superfajnie, ale później wymiękali, bo spotkała ich wewnętrzna homofobia i stek krytyk. Oni nie wytrzymali. Po prostu: po co mają się użerać, skoro na jakiś portalach w komentarzach, w mailach czy gdziekolwiek coś krzywdzącego napiszą. Środowisko wyklucza osoby, które jakoś nie pasują. [z sali: środowisko, jakie środowisko?]. Na przykład, jeśli wejdziemy na różne portale gejowskie, to słowo lesbijka pojawia się bardzo rzadko – raz na sto wejść. Jeśli coś tam piszą, to zawsze olewają lesbijki. Wszędzie tam pojawiają się takie rzeczy jak ruch gejowski, małżeństwa gejowskie, związki gejowskie, lokale gejowskie, wszystko totalnie gejowskie. Lesbijek nie ma. Te, które były w ogóle znikły. Ale też te osoby, o których mówię, że podejmowały działania, po pewnym czasie wymiękły. Wciąż musimy walić głową w mur i wbijać się dalej, zostawiając te wszystkie komentarze. Bo moim zdaniem, rzeczy, którymi organizacje się zajmują, nie były jakoś totalnie złe. Każdy krok do przodu jest nam potrzebny, każde przedsięwzięcie, czy to będą plakaty, czy działania, kampanie – wszystko jest krokiem na przód. Tylko jeden krok jest większy, drugi mniejszy. Każdy krok ma w podtekście to, że musi się o tym coraz więcej mówić. Nie tylko musimy zapewniać środki na edukację, prawa, inne działania. Wracając teraz do postulatów, wyodrębniliśmy trzy obszary. I o dziwo, wszyscy działacze wnosili jakieś zastrzeżenia, że się tam pokłócimy, pobijemy torebkami, ale tak nie było. Ruch ma jasność co do oczekiwań. Nie ma tu krytyk, ale jakbyśmy zrobili ankietę, to pewnie większość gejów powiedziałaby: „my nie chcemy żadnych związków, żadnych adopcji, nam to w ogóle nie jest potrzebne”. Nieprawda, tak jak mówiła profesor Szyszkowska, jest również kontekst edukacyjny. Jeśli będą już związki partnerskie, to za jakiś czas ludzie nie będą tego negować. W kwestii prawnej to oczywiście jest regulacja związków cywilnych. To jest w ogóle rzecz, która jest najbliższa do realizacji. Z punktu widzenia praktycznego, bo na przykład adopcja dzieci, to jest już pewnie bardzo odległa sprawa. Tak więc kluczowa jest legalizacja związków partnerskich na poziomie cywilnym i oczywiście wprowadzanie do prawa wszystkich przepisów antydyskryminacyjnych. Są też kwestie związane z innymi dziedzinami, może lepiej jak po prostu będziemy o tym mówić wspólnie, bo nie chcę zabierać innym głosu. Powinniśmy się uzupełniać, a pewnie Robert też ma dużo do powiedzenia na ten temat.

Anna Laszuk: Czyli na pewno legalizacja związków partnerskich?

Yga Kostrzewa: Tak, to najważniejszy postulat. Ale też zapisanie wszelkich praw antydyskryminacyjnych.

Anna Laszuk: Czyli adopcja nie jest takim celem, który miałby być widoczny w tym momencie, tak?

Yga Kostrzewa: Jest to zapisane w naszych postulatach, ale wiesz, my zdajemy sobie sprawę, że to jest rzecz na dzień dzisiejszy nierealna.

Robert Biedroń: Jeżeli można, bardzo się cieszę, ze doszło do takiego spotkania. Jest to jedno z pierwszych tego typu spotkań i możemy wspólnie, osoby bardziej lub mniej zaangażowane, zastanowić się, w jaki sposób powinniśmy wyartykułować nasze postulaty i zastanowić się, czyje są to postulaty i interesy. Są to przede wszystkim interesy osób, które są działaczami i działaczkami LGBT. Nawet bardziej L i G, bo B i T w ogóle nie jest dyskutowane, tutaj pewnie koleżanki zaraz opowiedzą. I chciałbym zwrócić uwagę na to, że zanim zaczniemy piętnować i krytykować ten ruch, musimy zwrócić uwagę, że to jest ruch bardzo młody. Tak naprawdę działamy dopiero od kilku lat. Lambda działa dłużej. Ale na zewnątrz, jak popatrzymy, od kiedy podjęliśmy debatę publiczną na temat homoseksualności, to jest jeden z najmłodszych tematów, które istnieją w przestrzeni publicznej. Ten temat oczywiście przejawiał się gdzieś od czasu do czasu. Ale parady równości są organizowane od 2001 roku, czyli dawno po tym, jak feministki przegrały sprawę o prawo do aborcji. Organizacje lesbijsko-gejowskie również zaczęły powstawać później, portale gejowskie i tak dalej. To jest ruch niezwykle młody. Zgadzam się z twoją uwagą, że feministki mają swoje think tanki, portale. My też mamy portale, na których toczy się debata, mamy tu przedstawicieli homików, które o tym napiszą. Powoli też dorabiamy się takich think tanków, ale pamiętajcie o tym, że jesteśmy ruchem niezwykle młodym. Mało jest ludzi, którzy odważnie stanęliby w naszej obronie i powiedzieli: „tak, ja jestem specjalistką od praw lesbijek”. Mamy też trochę profesorek czy profesorów, którzy zawrze to robią, mamy profesora Krzemińskiego. On jest takim mentorem.

Anna Laszuk: Ale wróćmy do postulatów.

Yga Kostrzewa: Tu mam wszystko. Obszar edukacji: wycofanie ze szkół podręczników dyskryminujących osoby LGBT. Zastąpienie przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie edukacją seksualną. Zapewnienie pomocy dla dyskryminowanych uczniów. Edukacja antydyskryminacyjna. Prawo: skuteczne ściganie i karanie przestępstw nienawiści, szkolenia pod względem edukacji antydyskryminacyjnej, urząd do spraw przeciwdziałania dyskryminacji. Związki partnerskie, to mówiłam, kwestia prawna w sprawie uznawania związków partnerskich zawartych za granicą. Status prawny dzieci wychowywanych obecnie w rodzinach homoseksualnych. No i zdrowie: kwestia praw seksualnych, kwestie zmiany płci, elementy edukacji antydyskryminacyjnej w systemie kształcenia, zwiększenie nakładów na działania HIV/AIDS, działania profilaktyczne w zakresie zdrowia seksualnego kobiet i mężczyzn, honorowe krwiodawstwo – też ostatnio był to problem, respektowanie odwiedzin w szpitalu i decydowanie o losie partnera. To jest ten obszar, tych rzeczy nie jest dużo. Postulaty pojawiły się w mediach, bo myśmy te postulaty przekazali do mediów. Może to po prostu trzeba jeszcze bardziej nagłośnić.

Anna Laszuk: Nie wiem jak wy, ale ja się spotykam pierwszy raz z czymś takim, naprawdę,

Yga Kostrzewa: Mi się wydaje, że podczas spotkania w Krakowie zebraliśmy je wszystkie. Odbyła się burza mózgów. To nie było tak, że usiedliśmy i spisaliśmy. Trwało to kilka godzin… Ale nawet, jeśli 60% gejów czy lesbijek nie będzie chciało tych związków, to i tak musimy do tego doprowadzić. Wiemy, że to działa w innych krajach i tam się zmieniła sytuacja.

Adam Ostolski: Dzisiejszego spotkania nie wyobrażam sobie jako debaty, gdzie się sprzeczamy i krytykujemy, lecz bardziej jako naradę dotyczącą tego, co dalej robić i co można robić lepiej. Potrzebujemy więcej takich narad. Ale ja bym chciał uzupełnić moją wcześniejszą wypowiedź o kilka postulatów. Pierwszy, to jest to, o czym mówiłem wcześniej, czy wiemy, czego chcemy, jak określamy sferę publiczną, w której będziemy mieć równe prawa? Potrzebujemy własnej sfery publicznej, w której będziemy się ze sobą zgadzać i nie zgadzać… Po drugie, musimy przejść od myślenia o interesach, do myślenia o postulatach. To jest dużo szersza kategoria. Dla mnie to nie feministki przegrały prawo do aborcji, tylko wszyscy przegraliśmy. Tak samo to nie geje i lesbijki w 2005 roku przegrali ustawę o związkach partnerskich, tylko my wszyscy, czyli taki szerszy podmiot zbiorowy. Myślę, żeby nie rozmawiać o interesach jakichś grup, ale o postulatach, które mają bardziej uniwersalne znaczenie i odnoszą się do tego, do czego dążymy, jak wyobrażamy sobie społeczeństwo, w którym lesbijki i geje będą mieć równe prawa. A trzecia rzecz, którą chciałbym tu przedstawić, to potrzeba oddzielenia działania ruchu społecznego od jego artykulacji politycznej, bo ich utożsamianie trochę nam ogranicza przestrzeń. Ruch społeczny powinien stawiać bardzo radykalne żądania, moim zdaniem nie być tylko przeciw homofobii, czy przeciw dyskryminacji, ale walczyć o 100% uznania. W tym kontekście nie można sobie wyobrazić, by ruch społeczny gejów i lesbijek nie podejmował takich kwestii jak prawo do adopcji. I musi sobie odpowiedzieć pytanie: jak o tym mówić? Trzeba zastanowić się, jak to komunikować, może nawet wynająć firmę dla badań fokusowych…

Anna Laszuk: Robert mówi, że nie ma na to pieniędzy.

Robert Biedroń: Łatwiej być teoretykiem z Krytyki Politycznej niż działaczem [śmiech].

Adam Ostolski: Natomiast artykulacja polityczna, tak w formie tworzenia własnej reprezentacji politycznej, jak i w formie lobbingu, będzie oczywiście bardziej umiarkowana. Żadna partia polityczna w Polsce nie będzie dziś za prawem do adopcji, natomiast możliwe, że jakiejś partii by się opłacało poważnie zawalczyć o związki partnerskie. Jest na to ponad 40% społeczna akceptacja. Dlatego bardzo dobrze byłoby odróżnić to, co jest postulatem ruchu społecznego od tego, co jest jego politycznym przełożeniem. Bo w przeciwnym razie albo nie będziemy mogli odważnie formułować postulatów jako ruch społeczny, albo będziemy bić głową w mur w sferze polityki .

Anna Laszuk: To, co pokazujecie tutaj jest bardzo dobre, to treść tych postulatów w postaci konkretnych interesów. Ale żeby przebić się do ludzi, ruch potrzebuje postulatów mocnych, przejrzystych, prosto sformułowanych, takich, które są czytelne. Tomku, mógłbyś żyć sobie z Thomasem w Niemczech, pić koktajle mleczne i mieć w nosie wszystko, ale jednak przyjeżdżasz, robisz paradę, a potem jeszcze zbierasz baty za to, że ona nie jest taka, jak byśmy chcieli. Po co to robisz? I jak postrzegasz różnice między tym, co jest teraz w Polsce, a jak to wyglądało w niemieckim ruchu, który mam wrażenie, że prawie wszystko osiągnął. Czy ty podążasz świadomie jakąś niemiecką drogą?

Na sali Izabela Filipiak i Bożena Umińska – Keff

Tomek Bączkowski: Pierwsza cześć pytania, to czy ja jestem działaczem gejowskim? Otóż nie, nie jestem. Ja po prostu robię paradę. Natomiast druga sprawa. Ja widzę pewną analogię pomiędzy tym co się działo w Niemczech, a tym co jest w Polsce. Różnica polega przede wszystkim na sytuacji politycznej. Ale to też to, co powiedział Robert, oni już zaczęli w latach siedemdziesiątych. A my jesteśmy na początku drogi, czyli to jest trzydzieści lat różnicy. Prawda jest taka, że prędzej czy później my osiągniemy ten cel. Ale tak jak tu siedzimy jesteśmy niecierpliwi i chcemy to już. I jak przez kalkę można patrzeć na to, co się wydarzyło w Niemczech i na to, co się teraz dzieje w Polsce. Na początku też była cała masa postulatów. Ja pamiętam z tego spotkania w Krakowie – każdy miał taką nadzieję, byśmy się nie pokłócili. Zróbmy jakiś kompromis. Każdy z uśmiechem na twarzy. Tak, my tu się wszyscy kochamy. I może dlatego powstało aż tyle tych postulatów, żeby każdemu dogodzić. I oczywiście marketingowo czy politycznie powinniśmy ograniczyć się do dwóch czy trzech. Natomiast nie wiem, kto zaglądał na stronę parady równości, tam są te postulaty, wybraliśmy trzy, nie będziemy przecież dodatkowo robić transparentów i dawać każdemu do ręki chyba to do końca nie jest nasza rola.

Anna Laszuk: Chciałabym zapytać o coś Agnieszkę Graff. Rozmawiamy o tym jak mają się ruchy społeczne. Tymczasem mam wrażenie, że tutaj, niezależnie od tego, co by się działo, nawet jeśli rodzicom odbiorą dziecko, to społeczeństwo się nam tym nie pochyli. To znaczy, brakuje mi w tym ruchu takiego słusznego gniewu, tego czym zaczął charakteryzować się Act Up w Stanach Zjednoczonych w latach osiemdziesiątych. W prawdzie AIDS nas nie dziesiątkuje, ale gdzie jest to pospolite ruszenie, bo pięciu czy trzydziestu działaczy nie rozwiąże problemu. My na ten gniew wciąż czekamy, na tę siłę liczymy, bo jak to wreszcie się ujawni to każdy sobie przygotuje patyk, a na nim kartkę. Tak więc brakuje mi pewnej energii, blokowana jest taka złość, odwaga, żeby powiedzieć ja tu żyję, to jest moje miejsce, jestem u siebie! Jak ty to widzisz?

Agnieszka Graff: Mam takie wrażenie i to dotyczy zarówno ruchu kobiecego jak i LGBT, że my, każdy i każda z osobna, boimy się narazić. Ja to widziałam w mailowych naradach przed dzisiejszą pikietą w sprawie „Agaty”. Wiemy, że racja jest po naszej stronie, ale wciąż miałyśmy w głowach to oskarżenie, że prowokujemy, że jesteśmy fanatyczkami, że jesteśmy ekstremalne. W efekcie trudno nam było podjąć decyzję, co my mamy napisać na tych transparentach. Były negocjacje na przykład, czy należy używać imienia „Agata”, czy mamy prawo odwoływać się do tej konkretnej dziewczynki – bo w mediach jest afera, że się jej prywatną sprawę „wykorzystuje” do celów politycznych. I my, feministki, które obudzone o 3ciej nad ranem powiemy, że „prywatne jest polityczne”, ulegamy tej presji. Nas oskarża się o fanatyzm, a tymczasem druga strona właściwie z pobudek religijnych ją porwała, odebrała matce jej prawa, uwięziła to dziecko w szpitalu…. Czas sobie uświadomić, że to jest wojna. Wojna, którą nie my wywołaliśmy. Że ta druga strona jest świetnie zorganizowana, ma bardzo precyzyjnie określone swoje cele. Tam jest pełna mobilizacja. Rach ciach i wysyłają setki smsów z pogróżkami, czy modlitwami na nasze prywatne numery. Z naszej strony musi świadomość tej sytuacji. I musimy się nauczyć organizować. Ja nie wiem czy ona ma być oparta na gniewie, tłumie czy poczuciu godności, ale nie możemy sie wycofywać, bo po prostu nas zjedzą. Inna rzecz, że co jakiś czas ktoś po naszej stronie robi coś takiego odważnego… a ja się wtedy zastanawiam, czy to nie jest niebezpieczne. Podam wam konkretny przykład. Kilka dni temu Kinga Dunin napisała list do Tuska z czy on i jego partia uważa, że należałoby jakieś środki prawne wydać, że należy odbierać dzieci lesbijkom – bo coś takiego powiedział jeden z politykow Platformy. Ja powiedziałam Kindze przeczytawszy to, że to jest świetnie napisane, że to takie motywujące, ale obawiam się, że oni na twoje retoryczne pytanie, na które domniemana odpowiedź brzmi „nie” – odpowiedzą: „ależ tak!”. Nie należy zadawać pytań przeciwnikowi, który chce ci poderżnąć gardło. Pytań, które brzmią: „no przecież nie chcesz mi poderżnąć gardła?”. Historia z Agatą, czternastolatką, którą pro-lajfy chcą zmusić do rodzenia to analogiczna sytuacja. Myśmy ich przez wiele lat pytali grzecznie: „Gdyby wasza czternastoletnia córka została zgwałcona i zaszła w ciążę, to przecież nie zmusilibyście jej, by urodziła dziecko. Prawda?” Pytaliśmy retorycznie, wierząc że gadamy do człowieka, że są pewne granice okrucieństwa, których się nie przekracza. Ale to guzik prawda. Nie ma granic. Oni nam teraz odpowiadją: „Ależ tak, zmuszalibyśmy, i dwunastolatkę też byśmy zmuszali!”. Wobec czegoś podobnego konieczny jest pewien poziom gniewu i mobilizacji. Oczywiście, że to jak Tomek określił, pozostaje problem „ciotki”, tak? Zapewniam was, że feminizm ma problem analogiczny. Ciotki nie chodzą na parady i też Witkowskiego nie czytają. One (oni) się mają tak do ruchu LGBT jak konserwatywne panie domu mają się do ruchu feministycznego. To znaczy po prostu nic tam po nich. Ja oczywiście uważam, że lepiej reprezentuję interesy konserwatywnej pani domu niż Hanna Wujkowska, ale ponieważ ta pani domu tego nie wie, to ja jakieś piętnaście lat temu sobie odpuściłam. Może córka tej pani domu trafi na moje zajęcia i się zradykalizuje? To nie jest tak, że mamy reprezentować wszystkie kobiety, a wy – ciotki z klubu jakiegoś tam. Jest pewna grupa ludzi, którzy chcą walczyć, chcą się narażać i moim zdaniem ta grupa rośnie w miarę ostrego samookreślenia się ruchu. A nie w miarę tego, jak ten ruch się stara się wszystkim dogodzić. Oczywiście są też strategie asymilacyjne, ale na nie przychodzi czas później. Dla mnie takim fantastycznym przykładem strategii asymilacyjnej – z księżyca, czyli z USA – byli dwaj geje, którzy nas tu odwiedzili, Fay i Moulton. Pamiętacie, że oni napisali uroczy list do Kaczyńskiego – żeby się z nimi spotkał jak katolik z katolikami? No więc ja pojechałam do Stanów dwa miesiące temu z referatem na temat tej historii i w pewnym momencie podniósł rękę pewien młodzieniec i powiedział: „to ja pisałem ten list”. To był gej z jakiejś organizacji w Nowym Jorku, która im doradzała – wspólnie doszli do wniosku, że będą tu rozgrywać wspólnotę religijną i kulturową. To nie jest jedyna strategia, jaka w Stanach funkcjonuje, ale to jest jedna z nich. I to jak oni do nas przemawiali – ta gadka o rodzinie – to jest jakaś prawda o nich, ale i ślad tej strategii. Oni byli przekonani, że konserwatywna Polska to kupi. Ja gej katolik; ty prezydent – katolik, to sobie pogadamy. Tylko, że u nas tak nie ma. Jeszcze długo tak nie będzie. Tu króluje endecja, upolityczniona nacjonalistyczna homofobia; tu nie ma grzecznej asymilacji. Uważam, u nas ruch LGBT jest w tej chwili w stanie ostrej walki. Ja tu jestem może w bezpiecznej sytuacji, bo nie jestem dziewczynką czternastoletnią, którą przywiązano do łóżka, ani nie jestem lesbijką, której mogą odebrać dziecko, czy gejem, któremu ktoś przyłoży. Ale widać z tej debaty, że źródła waszej ostrożności są dwojakie: z jednej strony lęk przed powszechną w tym kraju konserwą, a z drugiej strony nieupolitycznieni członkowie grupy, którzy waszym zdaniem się radykalizmu przestraszą. Otóż, rozumiem te dylematy, ale moim zdaniem przynajmniej na to drugie należy machnąć ręką. Oni i tak się boją. Boją się nie waszego radykalizmu, ale własnego ujawnienia. Co byście nie robili, oni i tak będą ciotkami w darkroomach, a jak pójdą do pracy będą kimś zupełnie innym. Tymczasem jednak część tych ciotek wyjdzie z szafy, zaangażuje. Przecież widzimy, jak poszerza się mimo wszystko pole zaangażowania. Tu chciałam też oddać hołd obecnemu tu Krzyśkowi Tomasikowi, którego książka Homobiografie przerwała całe pokłady milczenia, a jego tekst o homoseksualizmie w PRL-u pokazuje, ile jest jeszcze do przewalenia.

Robert Biedroń: To ja może wypowiem się teraz z punktu widzenia praktyka i osoby, która wie jak to wygląda od środka. Trzeba pamiętać, że ta dyskusja jest bardzo nową dyskusją. Znam te strategie asymilacji czy radykalizmu, ale taka sama debata odbywała się w latach siedemdziesiątych, gdy powstawał Act Up czy inne organizacje homofilne, które chciały się zasymilować ze społeczeństwem i udawać, że jesteśmy tacy sami jak heteroseksualni. Dzisiaj to samo odbywa się w Polsce. Teraz my musimy się zastanowić, my jako działacze i działaczki organizacji gejowskich i lesbijskich, bo stoimy przed bardzo trudnym zadaniem. Nagle pokazaliśmy się w Polsce: „patrzcie, jesteśmy częścią tego społeczeństwa!” I musimy przyjąć taką strategię, która sprawi też, że nie zostaniemy automatycznie odrzuceni. Ja przed chwilą zwróciłem Michałowi Minałto uwagę, dlaczego nie ma tutaj Szymona Niemca. Szymon Niemiec został automatycznie wyeliminowany z tego środowiska. (dzisiaj chyba będę po raz pierwszy obrońcą Szymona Niemca), dlatego, że był dziwny, że jego żądania były zbyt radykalne dla tego środowiska. Ostatnio został pastorem, który zanegował katolicyzm i założył sobie swój własny kościół. „Będę szefem swojego własnego kościoła, nie będę starał się dopasować do tej katolickiej normy, będę tworzył i wymyślał swoje rzeczy” – i to środowisko go natychmiast wyeliminowało z tego.

Anna Laszuk: No to dlaczego go tu nie ma?

Robert Biedroń: Bo tak działają te mechanizmy właśnie.

Anna Laszuk: Ale kto go wyeliminował?

Robert Biedroń: Środowisko całe. W mediach go nie ma, bo jest uważany za niezwykle radykalnego. W polskiej debacie, jeżeli ktoś ją obserwuje, to zauważy, że radykalizm w tych kwestiach jest odbierany jako temat niepoważny. My nie bylibyśmy żadnym partnerem w tych debatach i nigdy byśmy nie doszli do głosu. „Gazeta Wyborcza”, która jest gazetą niezwykle ułożoną, nigdy nie napisałaby ani słowa o Kampanii Przeciw Homofobii czy Lambdzie Warszawa, gdybyśmy zradykalizowali nasze działania, bo już dzisiaj niektóre działania są bardzo krytykowane przez „Gazetę Wyborczą”. My nie mielibyśmy partnera, z którym moglibyśmy dyskutować.

Izabela Filipiak: Które działania, przepraszam?

Robert Biedroń: W zeszłym roku zrobiliśmy akcję: „Co się gapisz pedale, co się gapisz, lesbo”. Ta akcja była przez media kompletnie zdruzgotana. Nie oczekiwaliśmy tego, nie sądziliśmy, że to jest radykalna kampania. I tak naprawdę po omacku poruszamy się.

Głos z Sali: Czy do „Co się gapisz…” były fokusy robione?

Robert Biedroń: Nie, ale to była kampania stosowana w innych krajach i my myśleliśmy, że jak zastosujemy podobne środki artystyczne, to zadziałają podobne mechanizmy: człowiek się patrzy i mówi sobie, to jesteś ty właśnie, to ty mówisz, że jesteś pedałem czy lesbą. Przygotowaliśmy się do tej kampanii, ale polskie media jej w ogóle nie kupiły. Jej się nie pokazywało, starano się nie mówić o tej kampanii.

Anna Laszuk: Tu jest taki problem, że cześć osób jest za tą kampanią, a część przeciw niej. To jest taki ogólny problem, kto ma decydować, jaki będzie ruch i czy organizacja ma prawo w ogóle decydować wedle swojej intuicji i jak sobie wymyśli. Czy ma robić ankietę wśród gejów i lesbijek i pytać się, co oni by chcieli? Ponieważ Bożena Umińska musi zaraz wyjść, to ja bym bardzo chciała, żeby powiedziała coś na ten temat.

Bożena Umińska Keff: Dziękuję bardzo, rzeczywiście będę musiała wyjść i to do TOK FM. Muszę powiedzieć, że do mnie trafiło z tych argumentów, to co powiedział Robert w sprawie Gazety Wyborczej. Nie będzie swobody wypowiadania się póki nie będziemy mieli własnego dziennika. Dziennika na lewo od Gazety Wyborczej. Niemniej pertraktować z Gazetą można. Ja się jakoś utożsamiam z ruchem gejowsko–lesbijskim, inaczej niż Agnieszka, mam jakoś tak przekonanie, że ja jestem i gejem i lesbijką, czuję to w środku. Jednak uważam, że jest tak, że od 2001 roku, od pierwszej parady minęło siedem lat, niedługo będzie dziesięć, jakby takiego przyzwyczajania opinii publicznej do tego, że się istnieje, I ja bym powiedziała, ze w tej chwili jest kryzys. Choć ok, ludzie są przyzwyczajeni, jest karnawał, festiwal, cokolwiek by to nie było. On się odbywał siedem lat, raz lepiej raz gorzej, raz dziwniej, raz mniej dziwnie, ale nie dostanie się miejsca w przestrzeni publicznej, jeśli się go sobie nie weźmie. A to dlatego, że ja kończyłam filozofię jeszcze w takich czasach, kiedy było dużo marksizmu, moje dzieci, i po prostu chcę powiedzieć przez to, że to co można odstać, to trzeba sobie wziąć zwłaszcza w Polsce. I jeśli będziemy się liczyć z tym, co kto powie, jak zareaguje, to umarł w butach. Bo wiadomo, jak zareaguje. Wiadomo, że powie, że parada równości ma nie przechodzić obok kościoła świętego Jacka, bo mu mleko skiśnie, albo co. To jest już wiadomo. Ja bym powiedziała taką rzecz na temat reprezentacji: to rzeczywiście jest tak, że w ciągu kilkunastu lat, dobrych dwudziestu, przyjęłam do wiadomości, że feministki nie reprezentują wszystkich kobiet. Reprezentują feministki. Pewną świadomość na temat tego, jak funkcjonuje i jak powinna funkcjonować społeczność w kulturze. To jest pewien rodzaj świadomości. I tak samo geje i lesbijki nie reprezentują ruchu tylko tych, którzy będą chcieli, będą mogli mieć pewien rodzaj świadomości. Ruch gejów i lesbijek zwłaszcza w Polsce już jest nacechowany politycznie, tego się nie da uniknąć. Tylko jedni mogą się z tym pogodzić, inni mogą to odsuwać. Mają ileś tam klubów, gdzie jest w miarę bezpiecznie, jak ty, Tomku, powiedziałeś właśnie te ciotki. A kobiety w takiej sytuacji jak się nazywają?

Yga Kostrzewa: Wcale się nie nazywają właśnie!

Bożena Umińska Keff: Też ciotki. Tak, lesbijek rzeczywiście nigdzie nie ma [z sali: Wujkowie; śmiech] Czyli krótko mówiąc, ja bym była za tym, bo mamy taką Polskę „X”, ale to oczywiście do omówienia i przedyskutowania, że parada równości może być nadal takim festiwalem czy zabawą, ale jednocześnie na przykład ona zanosi gotową ustawę do sejmu. Ktokolwiek zanosi do sejmu, składa komukolwiek z kim się umówi. W tej ustawie są te wszystkie punkty, które negocjujemy, które Yga tutaj czytała. Dodam jeszcze w swoim interesie, że związki partnerskie hetero też bym prosiła.

Głos z Sali: Ale już tak było, nie Szyszkowskiej, ale była inicjatywa spotkania z panem Tuskiem.

Bożena Umińska Keff: Pana Tuska to sobie na razie odpuśćmy. Ja mówię o strategii dla nas, szerszej, która by akcentowała to, by temu nadać pewien wymiar polityczny paradzie. Może żeby nie pisać wszystkich tych punktów, ale ze trzy pierwsze. A reszta może krytykować. Niech mówią „źle”, albo „dobrze”, byleby mówili. Póki nie mamy swojego dziennika, my jak tu rozumiem szeroko pojętą lewicę, w tym sensie absolutnie jestem za takim polityzowaniem tego ruchu i wychodzeniem przed szereg i liczeniem się z konsekwencjami, bo to poszerza bardzo wąski dyskurs publiczny. On się sam z siebie nie zrobi szerszy. Jego trzeba rozerwać i to jest po prostu nasze zadanie.

Yga Kostrzewa, Tomek Bączkowski, Adam Ostolski, Robert Biedroń

Anna Laszuk: Skoro była mowa o Wyborczej, to przyznam szczerze, że ja mam mieszane wrażenia co do akcji „Odkrywamy się!”, w której z resztą brałam udział. Przez jej taką pewną „ugładzoność”. Ta akcja mogłaby mieć dużo większą, siłę, gdyby to wszystko zrobiono jakoś inaczej. Osoby wyautowane outowały się po raz drugi. Ja też dałam taki tekst o sobie na koniec. To się wszystko tak zrobiło odgórne, mainstreamowe.

Yga Kostrzewa: Mogę krótko o tej akcji powiedzieć. To się właśnie wiąże z tym, co powiedziała Bożena Umińska, żeby negocjować z Wyborczą. Było tak, że ja sobie jakoś tą akcję wymyśliłam, wzięłam Krystiana Legierskiego pod pachę, poszliśmy do Wyborczej. Wyborcza się z nami spotkała i powiedziała „wchodzimy w to” od razu i nie było żadnych negocjacji.

Robert Biedroń: Ta akcja jest bezpieczna, to się Gazecie wyborczej spodoba, ale powiedz Wyborczej, że jest akcja o homorodzicielstwie albo proadopcyjna.

Głos z Sali: Może za pięć lat!

Yga Kostrzewa: Ale dokończę. I my powiedzieliśmy, że projekt ma być dużo większy, że będzie portal www.odkrywamysie.pl, gdzie można dokonać tego coming outu. Miały być teksy o różnych coming outach, w większości osób nieznanych, takich przeciętnych, które miały zachęcić innych by to robiły. Nie tylko Raczki i Poniedziałki. Wszyscy już to wiedzą. A skończyło się tak, jak się skończyło, czyli połowicznie. Miały być dwa coming outy dziennie, jeden osoby publicznej i jeden nieznanej, czyli przeciętnej. I tych nieznanych osób była jedna.

Mariusz Kurc (z sali): Myśmy próbowali znaleźć przynajmniej jedną znaną osobę, która się ujawni.

Yga Kostrzewa: Mieliśmy robić dwa coming outy dziennie, a wyszedł jeden. Niemniej jednak, jeśli chcemy 100%, a dostajemy 50%, to też jest całkiem sporo. Poszliśmy z tym po prostu i to się spotkało z przyjęciem. A jeszcze rok temu Pacewicz nic nie chciał nawet pisać o ruchu feministycznym.

Anna Laszuk: Tylko ja pod rozwagę bym podrzuciła pytanie: czy warto myśleć „pod” Gazetę Wyborczą? Powiem dlaczego. Ja nie twierdzę, że my wszyscy powinniśmy przyjąć jedną strategię, ale mi brakuje działań radykalnych. Powiem wam o takiej osobistej fantazji: ja osobiście jestem strasznie wkurzona. Ale to strasznie. Uważam, że to, czego potrzeba temu ruchowi, ruchowi feministycznemu także, to przejść się z jednym wielkim transparentem „kurwa mać”, tak jak narysował Raczkowski, w kilka milionów osób.

Głos z Sali: Ale co, obrzucenie kościołów tęczowymi farbami?

Anna Laszuk: Nie, ja po prostu uważam, ze warto wreszcie podjąć radykalne działania, w których ludzie zademonstrują swoją stanowczość i gniew. Nie wiem, może nie ma takich ludzi, może powinnam osobiście zacząć ich szukać. Niezależnie od takich posunięć para-mainstreamowych, przykrojonych, żeby pasowało Gazecie Wyborczej, żeby nikt się nie przyczepił, żeby nie dostać w mordę. Może być taki mały ruch, może się nazywać lesbian power albo lesbian gay power. Ale to, że takiego ruchu nie ma, to jest ewidentny brak. Taka akcja jak w Chorwacji, czyli wykupienie iluś stron w gazecie– niech to będzie nawet w NIE, może za darmo by nawet dali miejsce na łamach? Trzy strony w NIE (żeby się zgłosiło – wyrzucamy) dla stu czy dwustu osób, które z imieniem i nazwiskiem się ujawnią publicznie, rozumiesz…

Yga Kostrzewa: Dobrze Ania, to ja ci teraz powiem. Nasze myślenie było takie. Po pierwsze Gazeta Wyborcza jest drugim dziennikiem, jeśli chodzi o nakład, a po drugie: profil czytelnika jest taki powiedzmy… nie bardzo konserwatywny.

Anna Laszuk: To znaczy to są ludzie przekonani.

Yga Kostrzewa: Wczoraj sprawdzałam ile osób się zalogowało na nasz portal, ile wpisało się z imienia i nazwiska. Albo tylko z litery. W tej akcji tylko podaje się adres mailowy. Niech ktoś zgadnie ile? 360 osób. Czyli tyle, ile szacuje Jacek Kochanowski, że działają w ruchu i w około. To gdzie mam ich zebrać i jakoś do nich dotrzeć, żeby chociaż nacisnęli „enter”? To jest przerażające, teraz wiem, skąd się bierze te 15% ludzi, którzy nas znają – wg najnowszych badań CBOS tyle osób zdeklarowało, że zna jakąś lesbijkę lub geja. Jest firma IBM, z ostatnich moich rozmów wiem, ze dostali jakieś nagrody „supergej” w ogóle, są w firmie grupy wsparcia, świetnie. W Polsce w IBM pracuje 1500 osób. Mają platformę, gdzie mogą się zalogować anonimowo i powiedzieć o sobie w grupie, że są gejami, lesbijkami, cokolwiek. Ile osób zalogowało się z tych 1500? Jedna. I teraz jest pytanie. Jeśli po prostu ci geje i te lesbijki nic z siebie nie dają, siedzą po prostu i schody są mega do nieba, to niestety, ale my nic nie zrobimy i nie możemy przyjść i kopnąć. A ja za chwilę się tak wkurzę, że zacznę robić outingi [oklaski], bo zbierając z Krzyśkiem Tomasikiem i Mariuszem Kurcem nazwiska znanych gejów i lesbijek, o których wiemy mniej więcej z plotek, miałam całą kartkę A4 zapisaną.

Anna Laszuk: I żeście tak usiedli i dzwonili do nich potem?

Yga Kostrzewa: Tak, oczywiście, namawialiśmy ich.

Mariusz Kurc (z sali): Niektórzy uciekali na samą sugestię, że chcemy porozmawiać.

Yga Kostrzewa: Tak, wykręcali się, w publicznym przekazie w tajemnicy poliszynela wiadomo, że są gejami czy lesbijkami, i miałam nadzieję, że choć jedna osoba się ujawni i zrobi z nami konferencję prasową w bezpiecznym otoczeniu.

Anna Laszuk: To trzeba było pół roku temu zacząć…

Yga Kostrzewa: Ale oczywiście, pół roku temu zaczęliśmy! I z tej kartki nie ujawnił się nikt…

Agnieszka Graff: Ania, sama przecież napisałaś książkę „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!”, której większość bohaterek pozostała anonimowa…

Yga Kostrzewa: I do tego dochodzi, że wreszcie potrzebny będzie jakiś outing.

Krzysztof Zabłocki (z sali): I tu dochodzimy moim zdaniem do jednego z głównych problemów. Na przykład w Niemczech Klas Wowereit, dopiero przed wyborami, ze strachu, że ktoś go wyoutuje, powiedział „jestem gejem i tak jest dobrze”.

Głos z Sali: Czyli może szantażować?

Anna Laszuk: Nie, tego bym nie robiła.

Adam Ostolski: Ale zaczyna nam się robić rozmowa kombatancka… Po za tym jest w tym takie myślenie „top-down”, a nie „bottom-up”. Zastanówmy się, co w ludziach jest takiego, co mogłoby ich zmobilizować, a nie jak zrobić, by oni robili to, co my dla nich wymyślimy. Ruchów społecznych się w taki sposób nie tworzy. Chciałbym wrócić do kwestii radykalizmu, bo tak się po niej prześlizgnęliśmy, a ona jest tu moim zdaniem kluczowa. Radykalizm nie polega na robieniu rzeczy szokujących czy dziwnych. Polega na niebyciu poczciwym. Bycie radykalnym oznacza powiedzenie: „jestem człowiekiem nie na 60, 70, 99%, tylko na 100%”. Jak to przełożyć na konkret? Ludzie są różni, geje i lesbijki są różni, bardzo różne rzeczy będą dla nich radykalne. Niektórzy pozostaną przy tym dwoistym podziale, o którym rozmawialiśmy. Wersja radykalna czy asymilacyjna? Uważam, że obie te wersje mogą być radykalne, jeśli ktoś uważa, że jego lub jej tożsamość to jest swobodne życie seksualne, dużo wrażeń, podróże, radykalizmem będzie nieustępowanie ze swego pragnienia. Jeśli ktoś uważa, że jego tożsamość to jest małżeństwo, dzieci, dom z ogródkiem, to radykalne jest nieustępowanie i z tego pragnienia. Wyzwaniem dla ruchu gejowsko–lesbijskiego jest wyartykułowanie tych różnych tożsamości. Każdy ruch społeczny jest reprezentacją wielości: rozmaitych tożsamości, czasem rozbieżnych postulatów. Naszym zadaniem jest takie wyartykułowanie tych postulatów, by mieściły się w nich te dwie tożsamości i może jeszcze wiele innych. Ja jestem przekonany, że to jest możliwe. Właśnie to byłoby polityką radykalną.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

27 komentarzy do:W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskieg

  • Jacek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Bardzo bełkotliwe to i ogólnikowe. Do czego doszli zebrani po tej dyskusji? Jaka ma być wg nich strategia i jakimi środkami realizowana? Zero konkretów. Przyszli, ponarzekali i sobie poszli.

    A w ogóle kto tam dyskutował? Czy Agnieszka Graff jest lesbijką? Czy w ogóle orientuje się dobrze w temacie? I dlaczego ma być ekspertem w naszych sprawach? Co ona ma do ruchu LGBT? Pani Laszuk tez nie jest specjalnie słynna znawczynią spraw LGBT.

    Gdzie tu przedstawiciele mediów gejowskich, lokali gejowskich mogących stanowić zaplecze finansowo-rzeczowe?

    Normalnie impreza z cyklu „u cioci na imieninach”.

  • feminista

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    nie doczytałem nawet do połowy, ale wypowiem się: ta debata to jednak ważny krok do przodu, wiele zostało tu powiedziane, a na pewno stanowić może wstęp do innych dyskusji wewnętrznych, których wyraźnie zabrakło, nie tylko przed paradą.
    skoro Agnieszka Graff działa w ruchu feministycznym od lat 90-tych, to może warto posłuchać, co ma do powiedzenia w sprawie strategii, bo ma doświadczenie. Ja bym nie negował tego, że nie jest lesbijką, bo czy przez to nie wolno jej angażować się w ruch lgbt? absurd. Poza tym to mądra kobieta, podobnie jak pani Bożena Umińska, która też się tutaj wypowiada.
    mi atmosfera „u cioci na imieninach” nie przeszkadza, dobrze, chą spotkać się ludzie z różnych środowisk i pogadać, bo w ogóle powinniśmy dyskutować częściej.

  • Walpurg

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    A. Graff lesbijką raczej na pewno nie jest, ale żeby być ichtiologiem, nie trzeba samemu być rybą. Jej publikacje od dawna obejmuję kwestię praw środowiska LGBT a jej praca naukowa dostarcza nam wiedzy o tym, co dzisieje się w podobnych nurtach w USA. Przeczytaj „Rykoszetem” (albo przynajmniej rozmowę z Graff na Homikach), to zrozumiesz, dlaczego A. Graff się wypowiada. Spojrzenie z zewnątrz jest może nawet ważniejsze niż głosy jedynie z wnętrza naszego ruchu.

    Anna Laszuk – cóż, może nie znasz radia TOK FM, ale gdybyś go słuchał. wiedziałbyś, że to jedyna ogólnopolska rozgłośnia, w której tematyka LGBT jest niemal każdego dnia! Przede wszystkim dzięki Annie Laszuk i Kubie Janiszewskiemu. Sam słucham Laszuk codziennie od 5 lat i wiem, że o „naszych” sprawach mówi bardzo często. Homicza perspektywa jest w TOK FM równoległa do wszelkich pozostałych dyskursów. Wkurza to zapewne homofobicznych polityków i komentatorów, ale tak jest – w żadnym innym medium czegoś takiego nie ma. Laszuk napisała też poświęconą lesbijkom książkę, prowadziła wiele środowiskowych spotkań i dyskusji – nie wiem, co jeszcze musiałaby zrobić, żeby w twoich oczach zasłużyła na udział w dyskusji.

    Poza tym, co ciekawego mieliby mieć do powiedzenia – przy całym do nich szacunku – właściciele lokali gejowskich? Że lesbijki zamawiają tylko 1 piwo i dlatego im się nie opłacają?

    Media gejowskie, jak widać po relacji, były, choć może przydałby się wyraźniejszy ich głos i zaproszenie kogoś „za stolik”. Pewnie następnym razem organizatorzy się poprawią.

  • anka zet

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Dziękuję Homikom za rzetelną sprawozdawczość dziennikarską.

    Jesteście ważnym medium LGBTQI i fatygujecie się na każde wydarzenia, mimo tego, że nie macie „zaplecza finansowo-rzeczowego” (Jacku, czy Ty masz pojęcie, co to znaczy, kiedy to sobie piszesz? Żeby działalność na miarę KPH czy Lambda Warszawa miała być finansowana przez kluby „ciotki środowiskowe” powinny się opodatować i uczynić zlecenie stałe na poważne kwoty, których obecnie nie wydają nawet na organizowane przez siebie imprezy).

    W Polsce brak jest świadomości osób z kręgu LGBTQI, że działaczy nie należy miażdżyć niekonstruktywną krytyką, tylko wspierać obecnością i fnansami właśnie.

    Niemcy mają to przerobione, bo pamiętają lata 20-te i 30-te, kiedy dla nieheteroseksualnych Berlin był rajem, a potem praktycznie z dnia na dzień – zagładą.

    Polskie LGBTQI-ątka muszą pokrzyczeć, powykłócać się i organizować w czasie Dni Równości konkurencyjne dla organizatorów imprezy (dla mnie skandal, świadczący o amatorszczyźnie!!!) a potem jeszcze nielicznym heteroseksualnym dbających o równe traktowanie dyskryminowanych powymyślać, że jakim prawem dyskutują o prawach dla LGBTQI…

    Ech. Będzie dobrze, kiedy pewni „działacze” opuszczą wreszcie przedszkole i przestaną się obrzucać piaskiem w piaskownicy i zabierać zabawki, kiedy się pokłócą…

    Serdecznie Państwa pozdrawiam

  • Jacek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Fakt pozostaje faktem: do żadnych konstruktywnych wniosków nie dało się dojść, , jak pisze Walpurg (delikatnie) za stolikiem nie był właściwy skład – z całym szacunkiem do pani Graff – jej miejsce w debatach LGBT jest na widowni, a nie za stolikiem, bo ona jest widzem w tych sprawach. Kolejne towarzystwo wzajemnej adoracji. Załózmy nawet, ze cokolwiek by ustalono, to czy pani Graff będzie potem jakakolwiek strategię LGBT realizować? – Przeciez ona nie jest z tej bajki, choć – byc moze przychylna (być może, bo razi mnie jej mentorski ton i pouczanie).

    Jak organziator spotkania czyli KPH postrzegany jest w większosci środowiska – to chyba jasne. Sa ku temu jakieś trwające od wielu lat powody.

    Nie ma więć złudzeń – w taki sposób nic konstruktywnego nie osiągniemy i nikt albo neiwielu nowych zaangażuje się w działalność.

  • antoś

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    ja uważam, że głósy graff, umińskiej itp jako ekspertek są bardzo cenne i warte wysłuchania, super, że im się „chce”.

    ale prawda, że winniśmy „robić” sami a nie czekać, że ktoś inny się weźmie za nasze sprawy. do dzieła!

  • rdk

    [do Jacka]

    Jacku.
    Ja na przykład poczułem sie po przeczytaniu tego zapisu bardzo zmotywowany. Żałuję, że nie wiedziałem o tym spotkaniu i żałuję, że nie wiem, jak to zrobić, żeby dowiedzieć sie o następnym z odpowiednim wyprzedzeniem.

    To bardzo dobrze, że osoby „z zewnątrz” interesują się tym, co się dzieje w organizacjach LGBTQ, ze zajmuja zdecydowane stanowisko w sprawach, w ktorych to my powinnismy miec wlasnie takie, i zapewniam Cie, jest to super motywujące w momencie, w którym faktycznie czuć zastój w dzialaniach ruchu LGBTQ .

    Na koniec, myślę, że ten Twoj ton, przepraszam, ale pelen marazmu, nie odzwierciedla tego, co mialo miejscu na tamtym spotkaniu (ok, nie bylo mnie tam, ale przeczytalem calosc uwaznie). Nie spychaj takich inicjatyw (jakby nie bylo, jest ich niewiele) na slepe tory!

    Mam nadzieje, ze to spotkanie mialo jednak wazna funkcje porzadkujaca i ze „dzialacze” reprezentujacy zdecydowanie zachowawcze postawy (np. Robert Biedron) wyciagna z niego wnioski!

    Pozdrawiam!
    Radek

  • emmmwu

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    bardzo interesujące. dobry punkt wyjścia do dalszych dyskusji. (byleby ludzie zechcieli dalej dyskutowac)

  • sojuz

    [Do Radka: ]

    Informacje o spotkaniach organizowanych przez KPH są na stronie: http://www.kampania.org.pl/
    Na spotkaniu było sporo osób (znacznie więcej niż zwykle w siedzibie KPH), co już należy uznać za sukces. Wyraźnie było czuć potrzebę dyskusji i dalszych spotkań.

  • Arek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Fajnie. Super. Genialnie.

    Ale ile kuźwa można sie ograniczać do swojego środowiska, robić spotkania tylko dla swoich, organizować pokazy filmowe dla gejów i przyjaciół, czy pare jakiś warsztatów, gdzie każdy przyjdzie, każdy powie to samo, wszyscy wiedzą to samo, pogadają, pogadają, rozejdą się i tyle z tego będzie.

    Co z wychodzeniem do ludzi, ktorzy nie znają żadnego ujawnionego geja? Przez takie w sumie fajne inicjatywy, typu jakieś wydarzenia kulturalne adresowane do osób LGBT, słysze tylko „wasza kultura” „wasze środowisko” „wy to, a my tamto”. Sami sobie tworzymy takie małe getto. Nienawidze jak ktoś do mnie mówi „wy, geje”, bo ja z wieloma gejami mam raczej mało wspólnego. Dlaczego wrzuca się mnie do jednego wora z kimś, kogo nawet nie znam? Dlaczego przy całej serdeczności innych ludzi dla mnie i mojego chłopaka oni ciągle myślą, że ja 24h na dobę żyję tylko tęczą? Ja nie wiem czy im wszystkim sie wydaje, że ja nie mam innych spraw na głowie? Że tylko śnie o paradach, a całe dnie zastanawiam sie tylko jak wywalczyć swoje prawa?

    A przez co to wszytsko? Przez to, że ci „na górze” fundują nam małe getto, robiąc wiele, ale tylko i wyłącznie dla osób LGBT.

    A może zamiast tej górnolotniej paplaniny (przecież „każdy powiedział to co wiedział, wszyscy zgodzili sie ze sobą, a bedzie dalej tak jak jest”) poprostu zrobić ściepe i jeszcze raz zrobić cos w stylu „niech nas pokażą”? Albo zainwestować w materiały edukacyjne dla szkół? Giertycha już nie ma…

  • anka zet

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Arku, masz rację. Dlatego tym bardzej cieszę się, że wywołana z nazwiska p. Graff czy p. Umińska były obecne.

    Zanim pojawiły się przemiany i doszło do obrad wokół „Okrągłego stołu” odbyło się wiele dyskusji, gdzie każdy wyrażał swoje poglądy i zastanawiał się nad zmianami.
    Nikomu chyba wtedy nie przychodziło do głowy że „komuna” padnie.

    Dlatego jestem pełna nadziei na ZMIANĘ dla „Innych”

  • Marti

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Ta dyskusja jest ważna, choćby dlatego, że można się do niej odnieść, skrytykować albo zgodzić się, albo wysnuć własne wnioski i się nimi podzielić. Krytyka też powinna mieć miejsce, ale i sceptycyzm np. Jacka również:)

    Bardzo mądrze mówi też Adam Ostolski, z perspektywy swojej wiedzy o ruchach społecznych, Agnieszka Graff również ma ciekawe spostrzeżenia, właściwie każdy wniósł coś, co można pociągnąć dalej. Żeby działać trzeba mieć jakąś idee czy pomysł. Najpierw cele, potem działania.

    Zamiast pisać co robiła na dyskusji np. Agnieszka Graff, można odnieść się do Jej słów, wejść w spór na argumenty i to uważam za cenne. A zapraszanie ludzi z zewnątrz (ciekawe, że o tym „wewnątrz” ma decydować orientacja seksualna:),może pozwolić na przewietrzenie tego piekiełka.

    Bardzo podobała mi się opinia, że może nie warto myśleć o osbach, które nie chcą ani przychodzić na parady, ani nie identyfikują się z działaniami gejów i lesbijek. Zamiast pochylać się nad nimi, obawiać się krytyki z ich strony, po prostu olać to i robić swoje. Bo każdy z działaczy dostaje regularnie po d… A wszystkich i tak się nie zadowoli.

    Może ta debata nic nie da, zatrzyma się na sprawach oczywistych dla was (nie dla mnie), ale następna i kolejna już nie musi być taka. Podczas dyskusji rodzą się nowe pomysły, a i ludzie się jednoczą. Bo to ważne, by w ogóle rozmawiać. Tak to widzę. Dodam też, że ta debata wpłynęła na mnie pozytywnie.

  • Erico

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Fokusy kosztuja kilkanascie tysiecy zlotych, ale przed zrobieniem czegokolwiek warto zrobic wlasnie takie badanie, wraz z dobra analiza. Niestety, bez fokcusow nasze organizacje poruszaja sie jak dzieci we mgle.

  • Waverick

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Zamieszczona relacja dotyczy pierwszej części dyskusji.
    Na spotkaniu zabrakło podsumowania o strategii ruchu. Ponieważ nie mogłem wypowiedzieć się na spotkaniu więc kilka słów teraz.
    Główna (właściwie nie zadane) pytanie brzmiało: jak reprezentować wszystkich gejów, wszystkie lesbijki, wszystkich trans. Bez tego nie będą nas zapraszać do mediów.
    W odniesieniu do gejów, którzy siedzą po darkroomach rozwiązanie jest proste. Porzucić opowiadanie o parach gejów, którzy o niczym innym nie myślą, tylko o obrączkach i życiu razem do starości.
    Dziś możemy przejść do drugiego etapu, w którym wyraźnie mówimy: każdy człowiek ma przyrodzone i niezbywalne prawo do wyboru stylu życia – niezależnie od orientacji seksualnej – byle nie krzywdził innych. Za tym muszą pójść śmiałe obyczajowo teksty i działania. Również na paradzie równości.

  • Loth

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Hm mnie się spodobał fragment z „radykalizmem” – tego właśnie Nam brakuje. Takiego jak powiedziała Ania Laszuk transparentu „kurwa mac”. Może w wydaniu bardziej mentalnym ;) Do tego akcje w GW rzeczywiście mogą niewiele zmienić, wszak osoby ją czytające są raczej ZA. To tak jakby przekonywać wegetarian, że warzywa i owoce są zdrowe, bo za cholerę tego nie wiedzą (!?)

  • Gabbid

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Radykalizm owocuje polaryzacją postaw.
    Ci, którzy są za będą jeszcze bardziej za; ci, którzy są przeciw będą jeszcze bardziej przeciw, natomiast ci którzy są obojętni przyjmą… w sumie trudno przewidzieć jaką przyjmą postawę, ale nie spodziewałbym się aby byli przychylni stronie, która jakoś obraża. Dlatego z radykalizmem trzeba bardzo rozsądnie.

  • Jacek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Ja w kwestii formalnej: wypowiedzi powyzej sygnowane „Jacek” nie sa moje. Pozwalam sobie zwrocic na to uwage, bo bylem chyba pierwszym Jackiem w komentarzach.

  • Maciek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    do wszystkich komentujacych: zrobcie cokolwiek w tej sprawie, nawet najmniejsza rzecz. I popelniajcie bledy, to ludzkie. Ale zrobcie cos.

  • L

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Co to znaczy „radykalizm”?

    Zniesienie idiotycznego zakazu zwiazkow osob tej samej plci? Powiedzmy to wprost – tu nie chodzi o „prawa”, tylko zniesienie ograniczenia. Co to znaczy ze kobieta nie moze wyjsc za kobiete czy mezczyzna za mezczyzne? Czym to sie rozni od na przyklad przepisow o czystosci rasy z Trzeciej Rzeszy, gdzie zbrodnia bylo malzenstwo „aryjsko”-zydowskie?

  • Gabbid

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Za radykalne nie uważam postulaty.
    Miałem na myśli metody, a nie cele.

    Za radykalną metodę uważam taką, która opiera się na wywalczaniu i wymuszaniu, a za zdroworozsądkową taką, która polega na wypracowywaniu.

  • Jacek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Radykalizm moze polegac tez na konsekwencji i wspoldzialaniu. Czego – o ile moja perspektywa jest wystarczajaca – najbardziej brakuje.

  • Gabbid

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Konsekwencja i współdziałanie to nie radykalizm tylko konsekwencja i współdziałanie.

    Nie róbmy zamieszania zamieniając jedne słowa innymi… bo się nie dogadamy (a bez sprawnej komunikacji nie ma współdziałania)

  • Itchy

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Radykalizm >>> bezkopromisowosc

  • Itchy

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    bezkompromisowosc (poprzednio zjadlo m)

  • zasady

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    a ja pamietam pewna dyskusje w kobiecej organizacji, ktora dzis slabiej przedzie nt.przyszlosci ruchu kobiecego. to bylo x lat temu (5?). wtedy grupa kobiet, tych znanych i lubianych tez martwila sie, ze wejscie fem. do polityki ubrudzi fem. teraz wiadomo, ze to byl grzech (polska!) zaniechania. i konsekwencje leku przed ubrudzeniem sa odczuwalne do dzis. miejsce fem zajela partia kobiet, a aborcja zajmuja sie wszyscy oprocz zainteresowanych.
    a jesli chodzi o powyzsza debate – podoba mi sie to co mowil baczkowski i biedron, cos w rodzaju mierzmy sily na zamiary. a wiec ciekawym (!) pomyslem jest adopcja dzieci przez pary homoseksualne (a.g), tylko ze trzeba sie do tego swietnie przygotowac. profesjonalnie. najpierw grunt, najpierw malzenstwa, najpierw wiecej aryykulow pozytywnych (brutalny przyklad chyba z polityki: na okladce zdjecie les mam a w srodku o kochajacej sie rodzinie homo i o skatowanym bartku w rodzinie hetero).
    dzieci w rodzinach homo to to samo co aborcja – symboliczny zamach na swietosc rodziny i na najmniejszych, ktorych trzeba chronic przed zlem.
    a z ruchem jak ze wszystkim: potrzebni sa madrzy ludzie, pasja, kasa i roznorodnosc. i wiele porzadkujacych dyskusji.

  • Jacek

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Radykalizm demokratyczny. Neville Chamberlain vs Mahatma Gandhi.

  • 7896

    [Re: W piątek 13go: O przyszłości i strategii polskiego ruchu gejowsko-lesbijskiego]

    Ha,ha,ha…..Zalosni jestescie…:)Nic z tego!
    —”najpierw grunt, najpierw malzenstwa, najpierw wiecej aryykulow pozytywnych (brutalny przyklad chyba z polityki: na okladce zdjecie les mam a w srodku o kochajacej sie rodzinie homo i o skatowanym bartku w rodzinie hetero).”–Czy to nie jest manipulacja?Smiech pusty….To sie nie uda!Strzelacie sobie w stope:)Po przeczytaniu tego,strzele jutro sasiada-homosia w pysk,dla zasady,jesli juz jako hetero mam byc ten gorszy,to niech mam miec za co!!!No i tak zrobiliscie koledze dobrze….Dam mu 20PLN,bo bezrobotny i nie wniesie sprawy,a mi ulzy….Jestem homofobem?Faceta lubilem i chyba lubie,mysle,ze wy jestescie homofobami!Tak zrobia miliony ludzi,normalnych.Robicie krzywde homosiom!Was jest liczba stala,5-10%….to sie nie zmieni…Jak łeb wychylicie,to mozecie oberwac….jak moj sasiad:)Bo zdaje sie jego interesy towarzystwo reprezentuje?Glupia ta wasza strategia…Brat tez zna jakiegos pedalka….




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa