- homiki.pl - http://homiki.pl -

Słowo na Paradę

[1]

1.Oczyszczenie przedpola ze zdrowych sił narodu

I oto znów, jak co roku, nadchodzi dzień warszawskiej Parady Równości. Tegoroczna Parada – start z Placu Bankowego o godzinie 14-ej, gdyby ktoś nie zrobił węzełka! – parada, która wieńczy tygodniowy Tydzień Równości, upamiętniony przeglądem filmowym, wystawą malarstwa homoerotycznego, spektaklem teatralnym, promocją książek o tematyce homo, wręczeniem nagród Hiacynt 2008, oraz zdarzeniami o charakterze muzyczno-rozrywkowym, ma w tym roku motto „Żyj, kochaj, bądź!”. W odróżnieniu od haseł lat poprzednich – „Różni, ale równi”, czy „Kochaj bliźniego swego” – akcent jest tym razem (po prostu i aż!) na normalność, na zwyczajną normalność, na oczywistą oczywistość (żeby odwołać się do skarbca finezyjnej semantyki Geniusza Żoliborza), że gej twoim bratem, że gej to taki sam człowiek z mózgowiem, dupą i jajami, jak „każdy jeden heteryk” (żeby odwołać się do słynnego musicalu-manifestu „Hair”). I że lesba twoją siostrą, a siostrą/bratem także i transgender, czyli że po prostu całe to poronione pedalstwo et consortes to jedna beszczelna normalność. Tym razem beszczelnie przechwytuję (wraz z pisownią) ulubione słowo tej pepiniery zdrowej siły narodu, jaką była Młodzież Wszechpolska (A w ogóle, to co się z nią stało? Niewidoczna jakaś się porobiła, asz żal dupę ściska! Żebym jednak nie wywołał wilka z lasu).

Beszczelna normalność! Trzy lata temu, kiedy to Jego Obrażalskość miłościwie acz nieskutecznie usiłował niedopuścić do zdegenerowanego manifestowania niskich instynktów chorej tkanki narodu, jaką miało być publiczne objawianie nieokiełznanych chuci śliniących się publicznie homoerektorów i lesboklitorii, miała też miejsce post-manifestacja (parę dni później), oryginalnie nazwana paradą normalności. Na owej paradzie wielki (wzrostem) Roman niósł na barana swoją Bogu ducha winną córeczkę, natomiast żółtowłosy Wierzejski niósł zapewne tylko pałę, którą chciał przylać pedałom. Swoją. I niesiono też nad głowami tej cienkiej garstki uczestników hasło o „beszczelnej promocji”. Przypominało to niegdysiejsze marcowe hasła zdrowej siły narodu – „sjoniści do Sjamu”, „studenci do nałki”, czy „litraci do pióra”.

Tymczasem „Czwarta Rzecz-y-pospolita” (tu kolejny twórczy wkład Wielkiego – tym razem – Językoznawcy) wyprowadzona została z „ziemi polskiej do Wolski” i ślad po niej też jakby zaginął. No, może nie całkiem. Bo właśnie niedawno dał znów swój wiecznie nadpobudzony głos Wielki Mendoweszkoznawca, który nie po to walczył o wolność (ale czy aby na pewno o wolność?), wysadzając w powietrze Lenina, aby teraz lesby i pedały przewijały swoimi brudnymi łapskami (a kto wiem, gdzie też wcześniej swe paluchy wtykali?) przyszłych budowniczych naszej wolnej, katolickiej Polski. Cała więc nadzieja w panu Donaldu Tusku, aby miast Palikota teraz panu Stefanu poskromił, skarcił go, dał mu jeszcze dozwolonego klapsa po rozzuchwalonym jęzorze (pupy nie proponuję, bo to nie to, co pupa słodkiego Bosaka). Panu Stefanu, wara od lesb i pedałów, litraci do pióra, mendoweszkoznawcy do mendoweszek! Tak trzymać!

2.Rok coming outów i literackiej profuzji – fundament pod normalność

A był to bogaty rok! Naznaczony znaczącymi dla LGBTQ’owców coming outami, okrągłymi stołami, konferencjami, festiwalami, książkami. Coraz to intensywniejszą działalnością coraz to większej ilości stowarzyszeń, organizacji, kół, grup, czy jednostek, które powoli, stopniowo, lecz nieodwołalnie przygotowują grunt pod normalność. Pod beszczelną normalność. To właśnie jakże trafnie wciąż podkreśla w swoich rozmaitych wystąpieniach Tomasz Raczek, a co tak celnie udobitnił podczas rozmowy w TVN 24 z okazji pobytu w Warszawie słynnej małżeńskiej pary gejowskich katolików, którą tak spostponował Jego Obrażalskość (nie mogę pomijać jego pełnego tytułu, bo a nuż Jego Obrażalskość się obrazi). W rozmowie z politykiem PIS-u Tomasz Raczek powiedział: „To (heteroseksualizm – K.Z.) jest normalność, i to też (homoseksualizm – K.Z.) jest normalność”. Ni mniej, nie więcej. Chyba nikt dotąd zwięźlej i celniej nie ujął problemu tego, co jest „normalne”.

Na stronie Fundacji Równości, organizatora Parady, zamieszczono manifest, a w nim trzy główne punkty: prawo do zawierania związków, prawo do rzetelnej edukacji, prawo do ochrony przed dyskryminacją. To prawda, to jest w tej chwili ważne, nic dodać, nic ująć. Jednak myślę, że czymś jeszcze ważniejszym, czymś absolutnie podstawowym, jest treść zawarta w zwięzłych słowach Tomasza Raczka: musi otóż wyraziście dotrzeć do powszechnej świadomości fakt, że homoseksualizm to po prostu normalność. Normalność równie normalna, co heteroseksualizm, i jest to oczywista oczywistość. Czy komuś przychodzi obecnie do głowy, żeby prześladować kogokolwiek za leworęczność? Czy ktoś normalny może sobie pozwolić na stwierdzenie, że Murzyni są rasą niższą, nie w pełni człowieczą? A tymczasem dokładnie sto lat temu, gdy prezydent Theodore Roosevelt (nie mylić z Franklinem Delano!) zaprosił na kolację do Białego Domu czarnoskórego działacza społecznego, wywołało to w ówczesnych mediach oburzenie, i prezydent musiał się publicznie tłumaczyć i obiecywać, że nigdy więcej. Zaprosić do Białego Domu Murzyna – było to publiczne zgorszenie, profanacja „pierwszego domu Ameryki”. Tymczasem z dużym prawdopodobieństwem następnym prezydentem Ameryki zostanie teraz czarnoskóry Obama. Sto lat, jedyne sto lat!

Takim samym zgorszeniem jest obecnie dla profesora mendoweszkoznawcy Niesiołowskiego wspólne wychowywanie dziecka przez parę kochających się kobiet. (Niestety profesorów wątpliwej konduity umysłowej mamy w post-IV RP nadal zatrważająco dużo). Panie mendoweszkoznawco, czy czasem nie wstyd panu?

A tymczasem uważam, że nadszedł już najwyższy czas, by naprawdę nie musieć się już „prosić”, ani z niczego tłumaczyć. Po prostu niech wystarczy, że przywołamy słynne słowa Klausa Wowereita, burmistrza Berlina: Ich bin Schwul, und das ist auch gut so!. Jestem gejem, i tak jest dobrze! Natomiast Klaus Wowereit ma poważne szanse zostania w niedalekiej przyszłości kanclerzem Niemiec.

3.Władze Polski powinny się wstydzić, gdy spojrzą na dzisiejszą Republikę Południowej Afryki

W Polsce był ongi „komunizm”, natomiast w Republice Południowej Afryki apartheid. Mniej więcej w tym samym czasie zawaliły się oba te chore, obłędne systemy, które miały przecież trwać wiecznie, z widokami na świetlaną przyszłość. I co my teraz mamy: w RPA, po tamtejszej transformacji, powołano Komisję Prawdy i Pojednania, i jakoś czarni i biali potrafili i potrafią ułożyć sobie partnerskie relacje (a czarnoskórzy Afrykanie doznali chyba więcej krzywd ze strony białych, niż w Polsce ogół narodu ze strony trudnych niekiedy do ukonkretnienia „komunistów”, przy całym szacunku dla tych, którzy rzeczywiście cierpieli w naszym kraju). Natomiast jeśli chodzi o stosunek do „odmiennych” seksualnych orientacji, to w Republice Południowej Afryki już od całkiem dawna możliwe są małżeństwa jednopłciowe! To wyjątek na tamtym kontynencie, rzecz jasna, ale czy nie powinniśmy schylić czoła?

Pozwolę sobie przytoczyć przejmujące swą głębią i szlachetnością słowa, które wypowiedział Albie Sachs, sędzia trybunału konstytucyjnego RPA, gdy dziesięć lat temu rozpatrywano „legalność” małżeństw jednopłciowych:

„W przypadku gejów historia i doświadczenie uczą nas, że zranienie nie wynika z nędzy bądź bezsilności, ale z niewidzialności. Chodzi o skażenie pożądania, o naznaczenie spontanicznej cielesnej czułości aurą perwersji i wstydu, o zakazanie miłosnej ekspresji, o odmowę pełnego obywatelstwa w społeczności, ponieważ jesteś tym, kim jesteś…”

Tak przy okazji: o uznanie tego prawa do spontanicznej ekspresji miłości i czułości walczą w swej wspaniałej książce Kiedy kobieta kocha kobietę wspaniałe dziewczyny… Jak wypowiedziała się w przytoczonym tam wierszu Yga Kostrzewa:

Mówię, ze żyję
bo urodziłam się
z prawem do tego
(…)
happy endem będzie
dopiero śmierć
kiedy nasze czyny
będą spisane
a życie odejdzie
w zapomnienie

Natomiast Arcybiskup Desmond Tutu, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, przewodniczący południowoafrykańskiej Komisji Pojednania w latach dziewięćdziesiątych, w przedmowie do wydanej niedawno w Anglii (i w niemieckim przekładzie) książki Challenging Homophobia (nieskromnie dodam, że jest tam i mój tekst o walce z homofobią w Polsce Kaczyńskich i Giertycha), napisał takie słowa:

„Dyskryminacja i prześladowania z powodu orientacji seksualnej są równie niesprawiedliwe jak zbrodnia rasizmu. Homofobia jest zbrodnią przeciw ludzkości. Pokonaliśmy apartheid. Pokonamy i homofobię.

Zacytowany fragment wypowiedzi południowoafrykańskiego sędziego pochodzi z podręcznika Unii Europejskiej Compass (w wersji angielskiej). Podręcznika do edukacji młodych ludzi w zakresie praw człowieka, tego podręcznika, który Roman Giertych uznał za przejaw „promocji homoseksualizmu” i wycofał ze szkół, natomiast szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli – za zaakceptowanie tej książki – wycofał z pracy.

4. Bo inaczej….

Zaprawdę, powiadam wam, dupa!
(Jacek Kochanowski)

Przepraszam, bardzo przepraszam potencjalnych czytelników tego tekstu, za skalanie go nazwiskami Giertycha et hoc genus omne. Przepraszam też Arcybiskupa Desmonda Tutu, za podobnie wyśmienite towarzystwo. Ale cóż, świat nie jest z jednej bryły (i jakież to szczęście!), ani też nie należy żywić iluzji „białej lilii”, jak powiadają Amerykanie. Więc cóż, trzeba walczyć o swoje. Trzeba więc

(ach, te polskie litery!)

I nikogo nie przepraszać, bo za co! Jesteśmy wszak normalnością samą, naturalnie usankcjonowaną obocznością, wariantywnością może ( jak kto woli)

Tak więc żyjmy, kochajmy i bądźmy

Bo inaczej, drogie lesbijki i drodzy geje, drodzy biseksualisci i drodzy/drogie transy także, drodzy queerowcy wreszcie, i ci wszyscy, którzy nie chcą być nijak zaszeregowani, i którzy chcą żyć tak jak chcą, po prostu,

Bo inaczej drodzy drodzy, będzie tak, jak mawia dochtor Jacek Kochanowski, czołowy przedstawiciel intelektualnego zaplecza homolobby (ale gdzież mu tam do psorów mendoweszkoznawstwa et tutti quanti), bo inaczej, myli pajstwo,

zaprawdę, powiadam Wam,

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki [2]

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.