Ściana wschodnia

- A miałeś kogoś z kimś mógłbyś porozmawiać?

AJ: Wtedy nie. Wszystko było czarne i białe. Mała miejscowość i zero jakichkolwiek odchyleń. Byłem uczniem, prymusem i katolikiem. Nie mogłem inaczej, nie mogłem nie chodzić do kościoła, mówić otwarcie o rzeczach, które mi się nie podobają. Każda inność była postrzegana jako coś nienormalnego, obcego. Trzeba było to napiętnować i wyśmiać. Dziś wiem, że to był strach przed nowym, zachwianie struktury, w której większość czuła się dobrze i bezpiecznie nawet, jeśli to były pozory.

– Jednak pozwalałeś sobie na trochę więcej niż twoi rówieśnicy?

AJ: Taka moja natura. W głębi ducha przecież, sam śmiałem się z nich. Z tej ciemnoty, co ksiądz wciskał na religii. Z zacietrzewienia moich kolegów z klasy, którzy uważali, że skoro są w szkole średniej to już nic nie muszą, bo to już dorosłe życie.

- Nie było tak?

AJ: W żadnym wypadku. To nawet nie było preludium. Matka zawsze mi to powtarzała i miała rację. Walczyłem jak mogłem, na ile starczyło mi sił. Może nie tak otwarcie, nie oficjalnie, ale innymi sposobami. Coś napisałem na wypracowaniu z polskiego, które potem polonistka chwaliła, czasami czytając fragmenty, nie zdradzając oczywiście autora. Raz nałożyłem koszulkę z chińskim napisem: „Jestem gejem”. Strasznie się bałem wejść no szkoły, rozumiesz? Wydawało mi się, że wszyscy znają chiński i zaraz mnie ukamienują.

- Co było poza szkołą?

AJ: Jedno wielkie gówno, za przeproszeniem. Choćby Niedziele, które zawsze wyglądały tak samo. Rano na msze, po kościele do marketu, potem do domu i obiad. Leniwe oglądanie telewizji i dzień się kończył.

- Jakieś rozmowy rodzinne, może przy obiedzie?

AJ: Chciałbym. Tylko, że wpadliśmy w pewien kierat. Ojciec oglądał program sportowy, matka czytała zaległą kolorową prasę a brat był gdzieś na mieście. Ważniejsze było, co dzieję się u Dody niż, co się z synem dzieje. Dziś wiem, że i ja byłem za to odpowiedzialny, zresztą chyba wszyscy domownicy. Nie było nikogo, kto by wstał i powiedział: „Kurwa, co się z nami dzieje!”. Ja też tego nie zrobiłem. Potem się wypiąłem na nich i pielęgnowałem poczucie odrzucenia, które mam do dzisiaj. Nie będę tego wspominać, to coś, o czym chce zapomnieć.

- Długo to trwało, zanim sytuacja się zmieniła?

AJ: Nie pamiętam, a może nie chce pamiętać. Wiem, że wtedy się dusiłem, bo atmosfera z jednej strony bezcelowości w moim mieście, w którym geja można było zobaczyć mając antenę satelitarną, a z drugiej strony apatia domowa, zostawiły blizny, które mam nadal. Mimo wszystko zawsze byłem za pozytywnym scenariuszem. W kościół nie wierzyłem, w boga tak. Tylko nie myl tego, z tym żenującym sformułowaniem „wierzący, niepraktykujący”. Ludzie po prostu boją się otwarcie powiedzieć, że mają głęboko gdzieś, księdza z parafii, że żyją tak jak wybrali i jest im dobrze. W małych miasteczkach nadal przyjmuje się księdza po kolędzie, prawie na kolanach, przepraszającym gestem za wszystko. Ten brak wolności czy raczej strach, przed innymi powoduje powszechne zakłamanie, bo tłum ma władzę.

- W końcu jednak odnalazłeś innych homoseksualistów?

AJ: W końcu. Okazało się, że nie jestem jednym. Dziś się z tego śmieje, ale wtedy to naprawdę było odkrycie. To tak jakby wyjść poza granicę Polski i zorientować się, że dalej istnieje świat, że mapy mapami, ale tam naprawdę coś tam jest. Oczywiście, moją przepustką był Internet. Jak czytam, że gdzieś w gminie samorządowcy chcą rozwijać idee bezprzewodowego dostępu do sieci, od razu mam w głowie jakiegoś geja albo lesbijkę, którzy odpalają laptopy i widzą, że istnieją portale homo, strony homo, jakieś czaty. Takie wejście do nowego świata było dla mnie czymś niesamowitym.

- Zmieniłeś się przez to?

AJ: Nie wiem, nie mnie oceniać. Na pewno stopniowo pozbywałem się nie tylko strachu, ale i wstydu. Zauważyłem, że coraz bardziej nie pasuje do miejsca, w którymi mieszkam, a raczej, w którym muszę przebywać. Dom powinien kojarzyć się z poczuciem bezpieczeństwa, a dla mnie to było jakby więzienie, taki mentalny kaganiec. Rodzice oczywiście żyli dalej swoim sielankowym życiem, brat to inna historia. To było dziecko podwórka, wciąż poza domem, z jakąś dziewczyną.

- Jakbyś określił siebie teraz, wracasz do domu?

AJ: Staram się żyć dobrze. Czasami mi się udaje, czasami nie. Nic odkrywczego. Wyrwałem się z tamtych okolic i próbuję na nowo określić jakieś cele, wartości dla mnie ważne. Tam panuje zastój, coraz więcej starszych ludzi, młodzi albo siedzą w domach, albo wyjechali. Mam na myśli ścianę wschodnią, zapomnianą nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i kulturalnych. Tam nie ma KPH, żadnej Lambdy czy innej organizacji. Jest kościół, a kościół tam to bóg.

Niebieski Johnny Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy i w wolnym czasie strzelać fireball’ami w grach komputerowych. Zgadnijcie, kim są ofiary? ;) Odkąd pamięta, chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Agnostyk, zafascynowany katedrami gotyckimi. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

4 komentarzy do:Ściana wschodnia

  • Zet

    [Re: Ściana wschodnia]

    To nie musi być mała miejscowość, to może być taki np. Otwock pod Warszawą (gdzie ludzie uczą się i pracują w Warszawie, a więc są „obyci”) i już robi się swojsko, czyli katolicko i po polsku.

  • QUASIMODO

    [Re: Ściana wschodnia]

    Jak czytam ten wywiad to jak bym słuchał samego siebie podobne mam perypetie ale z każdym dniem coraz lepiej akceptacja, poznałem starszego geja (2 lata spotykaliśmy sie – te 2 lata to najpiękniejsze dni przeżyte dotychczas szkodna ze nam nie wyszedł związek) warto akceptować samego siebie „a co ludzie powiedzą” to chooy.

  • rafi;)

    [Re: Ściana wschodnia]

    Trochę przesadzacie z tą ścianą wschodnią albo to ja umiem mieć wszystko w d*** – urodziłem się i wychowałem 20 km od granicy z Ukrainą. Rodzinka wie- uwielbia moje Szczęście i żadna impreza rodzinna (nawet wesela :) ) nie odbywają sie bez NAS:) Rzeczywistość kształtujemy w takim samym stopniu jak nasze moherowe sąsiadki. Od nas zależy czy nam się chce mieć na nią wpływ czy dawać się zaszczuć! Pozdr!

  • białostoczanin

    [Re: Ściana wschodnia]

    Myśle że z tą ścianą wschodnią to troche przesada… i myślenie oraz mentalność zmienia się również na ścianie wchodniej, Moj Partner jest już po comming out’cie i byłem w szoku że jego rodzina przyjeła to aż z takim stoickim spokojem i mówiła „przecież nieszczeście się nie stało” lub „chcemy aby nikt Cie nie skrzywdził i żebyś był szczęśliwy”
    Ja jeszcze się na comming out nie zdecydowałem, ale zrobie to w przyszłym roku po przeprowadzce do mojego Partnera, i spróbujemy zamieszkać w Białymstoku moim rodzinnym mieście niegdyś tolerancyjnym, teraz już niestety mniej. Ale z moich obserwacji wynika, iż myślenie ludzi się tu znacznie zmienia, co świadczy o tym iż mam znajomych tolerancyjnych w przedziale wiekowym od 18 do 60 roku życia i są to rodzice moich znajomych którzy wspierają mnie i mojego Partnera w trudnych chwilach życiowych.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa