Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu – fragmenty

Wstęp (fragmenty)

[...] W dziele niniejszym występuję przede wszystkim przeciwko wszystkiemu, co złudne, zdradzieckie i jawnie fałszywe. Przeciw temu, co opętało wolny ludzki rozum na wiele wieków, przeciw głupocie i ignorancji. Najpierw więc występuję przeciw religii. [...] Następnie – po rozprawieniu się z religią – występuję przeciw nieuczciwości. Tu wykładam teorię człowieka uczciwego. Pod lupę biorę również teorię poznania oraz – wybiórczo – niektóre zagadnienia z historii filozofii pod kątem przemyśleń wielkich filozofów. [...]

Kolejne części traktatu poświęcone są wystąpieniom przeciwko polityce, prawdzie, determinizmowi, sztuce oraz lenistwu, które – jak wskazuję – jest powodem nieuczciwości. Rozważam także kwestie związane z naturą języka, jego związkiem ze znaczeniem i sensem słów i zdań, porozumiewaniem się itp. Nie mam ambicji odkrywania tu jakichś nowych, genialnych bądź mniej genialnych tez czy rozwiązań filozoficznych problemów, ale też nie mam z tego powodu żadnych kompleksów (vide przedmowa Wittgensteina do jego Traktatu logiczno-filozoficznego) ani zobowiązań wobec Czytelnika. [...]

Jeśli ktoś więc chce zarzucać mi, iż „to już było”, niech lepiej nie czyta niniejszego dzieła – nie dla niego te konfitury. [...] Wielu ma pokusę komplikowania najprostszych spraw, a potem wytykania komuś, że ledwie prześlizgnął się po temacie, a przecież „tyle mądrych ksiąg powstało na te tematy”. Otóż radykalnie się z taką tezą nie zgadzam i dlatego dążę do oczyszczenia filozofii z pokaźnej warstwy kurzu wszelkiej komplikacji i fałszu, jaki się nagromadził przez setki lat z niemałą pomocą tych największych „geniuszów”. To takie „Dzieło większe” Bacona, tylko że jeszcze większe i prostsze. Zresztą analogia do Bacona jest tu jak najbardziej trafna, jeśli idzie o jego uwagi na temat złudzeń, jakim ulega umysł ludzki. Te właśnie złudzenia są powodem komplikacji i zaciemniania spraw prostych i jasnych dla umysłu.

Zatem bierzcie i czerpcie z tego wszyscy. Oto bowiem dzieło moje.

Fragmenty traktatu

1

Niemiła naszemu sercu jest wszelka forma zinstytucjonalizowanej do granic niemożności ideologii, zwłaszcza, gdy jej konsekwencją jest postępujący fanatyzm w wyznawaniu tejże. Najgorszą zaś formą ideologii jest chrześcijaństwo wraz z jego moralnością. Jako immoraliści występujemy przeciw moralności w ogóle, ale zwłaszcza i z całą mocą wystąpić należy przeciw moralności chrześcijańskiej. Nie tylko dlatego, iż od religii pochodzi. Samo to nie byłoby jeszcze tak wielką tragedią. Jednym z najgorszych aspektów tej moralności, rozwijanej pilnie przez długie stulecia przez umysły skażone do cna i owładnięte bez reszty tą trucizną, jest niesłychane zawładnięcie umysłami niezależnie od pochodzenia, stopnia wykształcenia czy inteligencji jednostek te umysły posiadających. Gdy dziecko, którego nieszczęściem zostało żyć w tak zepsutym środowisku, rozwinie się intelektualnie na tyle, by móc mniej więcej rozumieć i ważyć to, co się do niego mówi, zaraz poddawane jest swoistemu praniu mózgu. Ledwo nauczy się korzystać ze swojego rozumu, już wtłaczane jest na siłę w gorset ohydnej moralności katolickiej, która nawet z samą moralnością jako taką ma niewiele wspólnego. Co dopiero w porównaniu z immoralnością! I zaraz atakowane jest infantylnymi, ogłupiającymi lekcjami religii, tzw. katechezami. Na pamięć uczyć się ma paciorka, różnych pustych, bezsensownych rytuałów religijnych, które wykonuje posłusznie, bo z jednej strony na tyle już umysł swój ma rozwinięty, iż jest na etapie bezgranicznej ufności wobec swoich rodziców, opiekunów i nauczycieli, a z drugiej – nie doświadczyło jeszcze życia ani nie poznało jeszcze świata na tyle, by móc wyrobić sobie o nim jakieś w miarę rozsądne, racjonalne zdanie. Oto szatańska metoda katolicka! Wtłoczyć sekciarskie zachowania w umysł biednego, bezbronnego dziecka, które jeszcze nie potrafi się temu przeciwstawić, a jednocześnie chętnie (bo naiwnie i nieświadomie) bierze w owym praniu mózgu udział. I zaraza się rozprzestrzenia. Zarażeni chrześcijaństwem rodzice roznoszą tę zarazę na dzieci, a pomaga im w tym skutecznie i wydatnie cała administracja kościelna, a przy sprzyjających politycznie wiatrach – także i państwo. A potem dzieci, poddane zniewalającej tresurze umysłów, na tyle mózgi mają wyprane, że jednej rzeczy można być pewnym: są nauczone dokładnie i z całą mocą, iż zarazę tę przekazywać mają dalej, swoim dzieciom, a te z kolei swoim i tak dalej.

4

Z czego bierze się siła religii? Ze słabości intelektualnej człowieka. Religia daje pewność miłych z pozoru dla ucha głoszonych przezeń tez. Pewność pod jednym wszak, drobnym warunkiem – należy w tę pewność uwierzyć. Rozumiecie? Uwierzyć! Dla człowieka uczciwego – rzecz nie do pomyślenia i nie do przyjęcia. A jednak – ta szatańska metoda działa. Człowiek niedostatecznie wyćwiczony intelektualnie, a przy tym uciskany od małego katolicką ideologią, po pierwsze nie ma zdolności do przeprowadzenia rozumowania wykazującego kompletny bezsens katolickich tez (ze względu na intelektualną mizerię), a po drugie – nie ma odwagi by to rozumowanie chociażby rozpocząć (ze względu na pranie mózgu, wizje piekła, kary wiecznej, potępienia i innych zaiste przedziwnych bajek i mitów). Strach przed skutkami tego rozumowania jest powodem, dla którego wygodne intelektualne lenistwo uzasadniane zrzuceniem intelektualnej odpowiedzialności na tzw. kościół i jego nauczanie, wyparło rolę rozumu i indywidualnych rozumowych dociekań. [...]

6

Wygodne lenistwo intelektualne uzasadnia się zakładem Pascala. Ale cóż to za zakład? Kto powiedział, że więcej traci się nie wierząc przy założeniu, iż Bóg istnieje, niż wierząc przy założeniu, iż Boga nie ma? Jest dokładnie na odwrót! Człowiek traci nieskończenie więcej w drugim przypadku, bo przegrał życie! Skoro nie ma Boga, nie ma żadnego „życia wiecznego”, nie ma po śmierci nic – to lepiej było korzystać z jedynego danego nam życia, niż wyniszczać sobie kolana podczas wielogodzinnego klęczenia w kościołach, durnych pielgrzymek i innych bezsensownych, przykrych i niesmacznych rytuałów nie dających człowiekowi nic, a jedynie ogłupiających go i powodujących trwonienie cennego czasu (oraz zdrowia, na ogół psychicznego).

7

Zaraza chrześcijańska rozpleniła się na dobre. Stężenie jej oparów jest już tak wysokie, że doszła na same szczyty hierarchii zorganizowanego społeczeństwa i potruła intelekt włodarzy. Tak bardzo zmąciła umysły i skaziła bezpowrotnie samoświadomość i zdolność do racjonalnego myślenia, że nawet w prawodawstwie pożałowania godni moraliści wprowadzili pojęcie obrazy uczuć religijnych! Jakby uczucia te były czymś wyjątkowym, wymagającym jakiejś szczególnej ochrony! Załóżmy na chwilę, iż „religijne uczucia” jakiegoś głęboko wierzącego chrześcijanina zostały obrażone. Cóż to znaczy dla niego samego? Czy fakt obrazy tzw. uczuć przenosi się na obrazę tegoż człowieka? Czy zostaje on może pozbawiony godności? Czy nadszarpnięte zostaje jego dobre imię? Czy pokazanie mu, iż jego wierzenia można między bajki włożyć, bo równie dobrze mógłby wyznawać mitologię grecką, skandynawską czy rzymską, tak jak wyznaje mitologię judeochrześcijańską, jest czynem tak okrutnym, że aż prewencja wymaga wprowadzania odpowiednich paragrafów do prawa? Skandal to tym większy, iż praktyki te zyskały już niemal powszechną akceptację. Trudno jest zmienić ten stan; zaprawdę rację miał Nietzsche – jednostki wybitne są ciemiężone, uciskane i nie mają szans na wprowadzenie zmian, które prowadzić będą ku temu, co lepsze, a na pewno normalniejsze.

8

Owego czasu głośno było w niektórych europejskich krajach o procesach, jakie artystom wytaczali moraliści spod katolickiego znaku, z paragrafu dotyczącego „obrazy uczuć religijnych”. Można było śledzić wydarzenia rozgrywające się przed salami sądowymi. Cóż widzieliśmy? Hordę starych pseudokatolickich fanatyków, wygłaszających antysemickie hasła, skandujących hasła pełne nienawiści, plujących na pozwanych, wrzeszczących, z szaleństwem w oczach. Bezmyślni i biedni głupcy! To tak wygląda moralność chrześcijańska? Czy to zachowania godne katolików? Ci ludzie nie mają prawa oskarżać nikogo o obrazę ich uczuć religijnych, bo oni – moi Państwo – uczuć takich w ogóle nie posiadają! Są na to nazbyt fanatyczni i intelektualnie tępi! Za to posiadają zmysł do walki ze wszystkim, co nie jest im po drodze, nawet jeśli czasem, w jakimś odruchu powodowanym przebłyskiem uczciwości ich przywódców, zganią takie praktyki jako niekatolickie, niemoralne. Oni bowiem wiedzą lepiej – nie tylko obraza czy wyśmianie katolickich dogmatów, filarów ich wiary, ale nawet inteligentne ukazanie krytyki pewnych religijnych postępowań jest występkiem zasługującym na śmierć! A co najmniej na długie lata więzienia, za to tylko, że jeden czy drugi artysta ośmielił się w przestrzeń publiczną wprowadzić swój nie-katolicki pogląd, sprzeczny z ich wyobrażeniami.

Jeśli się uczuć religijnych nie ma, nie można ich obrazić. Spytajcie jednego czy drugiego fanatyka katolickiej moralności nie tyle nawet o jakieś subtelności wyznawanej przez nich doktryny, ale wręcz o podstawowe prawdy wiary. Albo zaczną gadać bzdury, albo zaczną bełkotać, albo zaczną cię obrażać, albo nie powiedzą nic. Nie przeczytali ani jednego dzieła żadnego z ich duchowych przywódców, o biblii nie wspominając. Ostatecznie zdobyć się mogą na zapoznanie z cepeliowymi, ckliwymi historyjkami cukierkowato przedstawionego Jezuska czy świętej Rodziny (nawiasem mówiąc, niezły wzór rodziny: matka z dzieckiem, bez ślubu, żyjąca z konkubentem nie będącym wcale ojcem tegoż; i kościół katolicki śmie pouczać o rodzinie, śmie udzielać ślubów wskazując na wzór „świętej rodziny”?!), z tekstami modlitw do świętych-patronów wszystkiego, co tylko człowiek sobie wyobrazić potrafi, nawet patronów złodziei; jednym słowem – z całą masą niemożebnego i infantylnego kiczu. Ale za to ich domeną jest bezgraniczne uwielbienie dla tych największych ich przywódców – papieży, charyzmatycznych księży i innych katolickich działaczy. Ci działają na zasadzie wielkich gwiazd popkultury, a oni – nieświadomy niczego tłum katolickich niewolników – stają się fanami, żeby nie powiedzieć – fanatykami – tych gwiazd na katolickim nieboskłonie (vide Jan Paweł II i histeryczne reakcje wiernych podczas jego pielgrzymek; adoracja świętego już nieomal „papieskiego okna” w krakowskiej kurii, z którego pokazywał się żądnym jego obecności fanom podczas wizyt w Polsce; itp. itd.). Nie potrafiąc zrozumieć prawd swojej wiary ani doświadczyć tak reklamowanych przez co po niektórych katolickich szarlatanów stanów mistycznych, tzw. doświadczenia Boga itp. itd. (bo siłą rzeczy jest to awykonalne), poszli po najmniejszej linii oporu (vide: lenistwo) i ze swego przywódcy – papieża – uczynili cielca złotego, ba! – więcej nawet – Boga zeń uczynili! Nadbóstwo, którego Bóg katolicki jest ledwie odbiciem, cieniem jakimś, pretekstem do czczenia, uwielbiania i ubóstwiania przez wierne owieczki nie tylko papieża, ale i okna, z którego raczył im kiedyś raz czy dwa ręką pomachać.

9

Jeszcze w kwestii „obrazy uczuć religijnych”. W zasadzie, to cóż to oznacza: urazić czyjeś uczucia religijne? Jak można urazić uczucia? Jakby uczucie było istotą zdolną do odczuwania bólu czy przykrości! Urazić można ewentualnie człowieka, a nie coś, co jest jego abstrakcyjną, przydaną mu funkcją czy własnością. Funkcja taka bowiem nie dość, że jest czymś sztucznym, to jeszcze abstrakcyjnym. Jeśli ktoś twierdzi, żeś „uraził jego uczucia religijne”, to niech te uczucia wystąpią z pozwem do sądu!

12

To zresztą znakomity przykład makiawelizmu współczesnych katolików. Jeśli formalnie coś jest zabronione, niemoralne w katolickim znaczeniu moralności, nawet jeśli jest grzechem, wykroczeniem przeciw prawu bożemu – zawsze znajdzie się furtka, zawsze znajdzie się jakieś wyjście, aby swój cel zrealizować i rozgrzeszyć się z etycznej jego oceny w stu procentach. Jeśli bogu masz oddać co boskie, a cesarzowi co cesarskie, jeśli masz nie mieszać się do polityki, a w sprawach natury świeckiej działać tylko jeśli to konieczne dla rozwoju czy wręcz podtrzymania władzy duchowej, to czemuż by nie pójść krok dalej? Czmuż nie zyskać realnego wpływu na państwo? Mariaż tronu i ołtarza znamy już od dawna, ale dopiero w XX wieku katoliccy teologowie wymyślili dostateczną rację na udział kościoła w sprawowani rządów w państwie, a przynajmniej na zagwarantowanie sobie realnego wpływu na decyzje władzy świeckiej. Oto katolicka nauka społeczna! Czy słyszał kto o podobnych bzdurach gdy myśl chrześcijańska dopiero co się formowała? Czy słyszał kto o podobnych bzdurach, gdy Szaweł – naczelny propagandysta chrześcijańskiej zarazy – wypisywał w swoich listach mizoginiczne, homofobiczne i nielogiczne ustępy? (Oczywiście zaraz powiedzą, żałośni katolicy-dialektycy: ależ myśl ta się formowała, to postęp, zamysł boży, plany boskie rozłożone na dwadzieścia z górą wieków, aby koncepcja ta dojrzała; a niebawem usłyszymy, że to nowy dogmat ogłoszony przez nieomylnego papieża, który nieomylny jest tylko dlatego, że sam tak o sobie powiedział). Widać tu zupełny brak uczciwości, a czasem wręcz odrazę do postawy, jaką w podobnej sytuacji prezentowałby człowiek uczciwy. Dlatego z całą mocą należy zwalczać nie tylko niecne praktyki książąt kościoła i pozostającego w ich duchowej władzy plebsu, ale w ogóle dążyć do osłabienia pozycji katolickiej moralności. Da się to zrobić co najmniej na dwa niezależne, znane przecież od dawna sposoby. Pierwszy – zachęcać do używania własnego rozumu na sposób niezależny. Uczyć krytycyzmu, wychowywać w duchu myślenia racjonalnego itd. Drugi – uzmysławiać ludziom jak wielkiego doznają uczucia wolności, gdy tylko wyzwolą się z pęt katolickiej sieci. Pomaga w tym wydatnie postępująca globalizacja i rozwijający się liberalizm. Dni religii są policzone. Ona umrze śmiercią naturalną, bo w końcu nikt nie będzie zaprzątał sobie głowy tymi baśniami, tą wynaturzoną, naiwną katolicką moralnością, dogmatami wymagającymi bezwzględnej wiary, zupełnego wyłączenia rozumu, ślepego posłuszeństwa. Przez cały czas, od mniej więcej połowy XX wieku na świecie postępuje wielka rewolucja racjonalizmu, tyle że jest to rewolucja podskórna, niewidoczna na pierwszy rzut oka i rozciągnięta w czasie. Trzeba czasu, by człowiek uświadomił sobie, że do tej pory był niewolnikiem fałszywej ideologii, tego nie da się zmienić w jednej chwili.

33

Jeśli ten czy ów prezydent miasta zakazać chce „Marszu Tolerancji” czy innej formy parady mniejszości seksualnych czy jakichkolwiek innych – ze względu na ‘promocję homoseksualizmu’ – wprzódy niech ten sprawiedliwy ponoć człek zakaże ohydnych procesyj w tzw. ‘Boże Ciało’ – to dopiero jest promocja! To dopiero dewocyjno-dewiacyjna parada! Promocja katolicyzmu! A może oczy moje nie chcą tego zwyrodnienia oglądać? Może nie życzą sobie, aby przed nimi przewalał się ten bezmyślny pochód głupoty, ignorancji i nienawiści do wszystkiego co inne?! Parafrazując znane owego czasu plakaty, rozwieszane przez ułomków z „Towarzystwa Piotra Skargi”: stop dewocji! Módl się w domu po kryjomu! Masz prawo do protestu! Protestu przeciw ohydnej propagandzie pseudomoralnego i wrogiego racjonalnemu rozumowi katolicyzmu!

Hieronim z Pychowic ur. 1958, filozof, jeden z kontynuatorów heideggerowskiej myśli interpretacyjnej twóczości Nietzschego. Jego główne dzieło, „Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu”, jest próbą przeciwstawienia się bezwolnemu i bezrozumnemu przyjmowaniu przez ludzi pewnych postaw, uznanych w społeczeństwach za oczywiste bądź jedynie słuszne. Traktat, skonstruowany na wzór pism Nietzschego w formie ok. 160 aforyzmów stanowi opus magnum Hieronima z Pychowic. Jest to dzieło niezwykłe – miejscami bardzo agresywne i stanowcze sądy, zwłaszcza o religii, przeplatają się z niezwykle subtelnymi i głębokimi rozważaniami dotyczącymi filozofii języka czy epistemologii.

Można by rzec, iż tak, jak „Bycie i czas” Heideggera uznawane jest za największe dzieło filozofii niemieckiej XX wieku, tak „Traktat przeciw wszystkiemu” może stać się jednym z najważniejszych dzieł filozofii polskiej wieku XXI.

Autorzy:

zdjęcie Hieronim z Pychowic

Hieronim z Pychowic

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 231; nazwa: Hieronim_z_Pychowic

21 komentarzy do:Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu – fragmenty

  • ex-katolik

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    dno!
    homiki z tanim pupulistycznym antyklerykalnym i ateistycznym bełkotem
    zeszły na psy. ZAŁOSNE!

  • jac

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    nie znowu taki tani ten bełkot, ma jakąś formę, narzucony gatunkiem styl, poza tym chyba nie jest aż taki serio, co widać z notki. Autorowi ma sporo racji. Zabawne sformułowanie: „homiki zeszły na psy”. Przecież psy to takie fajne stworzonka:)

  • jk

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    a mi sie podoba tekst. dewoci niech sie nie odzywaja!!!

  • Jacek

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Sympatyczne.

  • ZZ

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Non plus ultra – lepiej nie mozna przedstawic katolicyzmu w Polsce. Bravo!!! Wiecej takich artykulow – prosze.

  • zacha

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    łał

    to pastisz ale ciut ryzykowny, i nie ze wzgl. na najazd na procesje z bozym cialem

  • szampans

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Kilkakrotnie na roznych forach zadawalem Polakom-katolikom pytanie, na ktore nikt nie potrafil odpowiedziec. Bede wdzieczny za logiczne i uczciwe rozwiazanie tej oto „zagadki”:

    1. Bog jest wszechmocny, wszechwiedzacy, zna przeszlosc, terazniejszosc i PRZYSZLOSC. Jest tez bezgranicznie MILOSIERNY. Malo tego: On jest MILOSCIA.

    2. Bog zeslal Swego Syna na Ziemie, po to, aby zostal On ukrzyzowany i zginal cierpiac straszliwie za winy innych, nawet nieznanych Mu ludzi. Milosierny Bog te ofiare przyjal.

    Zatem: kim jest chrzescijanski Bog ?
    MILOSCIA, czy raczej SZALONYM SADYSTA ?
    Kto przy zdrowych zmyslach moze czcic takiego Boga ?

    Pomijam okrucienstwa i przestepstwa, jakich sie dopuszczali ludzie KrK, bowiem jest tego tyle, ze nie starczyloby ludzkiego zycia, aby to spisac.

  • Arek

    [Do Szampansa]

    Kim jest Bóg? Miłością – jak sam napisałeś. To, że zesłał swojego syna, aby ten został zabity, było to być może, ba, napewno – drastyczne. Ale po to musiał umrzeć, żeby wstąpić do krainy umarłych by wyciągnąć z niej ludzkie dusze czekające na zbawienie. Być może nie dało się tak, żeby szatan wpuścił do piekła syna bożego bez tej ofiary? Wiesz, coś w rodzaju „Ha, zatriumfowałem, wódz życia poległ, to go wpuszcze”. A tu ci niespodzianka: „śmierć zwarła się z życiem i w boju o dziwy, chodź poległ wódz życia, króluje dziś żywy”. Poza tym, może wiedział, że jeśli bez tak drastycznych kroków odkupi nas, to przez to, że mamy wolną wolę, tym bardziej tego nie docenimy. Kto znas by tak tak pluł na pamięć o naszym przyjacielu, który oddał życie za nas, byśmy my mogli żyć? Raczej nikt, ale na Jezusa, widać, już można.

    A, że ludzie KrK dopuszczają się przestępstw? Oczywiście. Ale ludzie nie są Bogiem. Oni mają wolną wolę. To jst złe. Dopuszczają się zbrodni jak inni ludzie. Nie można oceniac wszytskich wierzących po występkach innych. My, homiki, doskonale powinniśmy sobie z tego zdawać sprawę. Nie każdy gej jest przegięty, wymalowany, z różową torebką i rozwiązły.

    A z takich pytań jak Ty napisałeś, to jest jedno, które mi się podoba :P Ale traktuje je raczej na zasadzie dowcipu: Czy Bóg jest tak wszechmocny, że może sworzyć kamień, którego sam nie podniesie? ;)

    Ja wiem jedno, w Boga na nowo uwierzyłem całkiem niedawno, bo strasznie namieszał w moim życiu. Odkryłem, że szczera i prawdziwa modlitwa ma moc (a nie taka „Boże, jak zdąże na ten autobus to pójdę w niedzielę do kościoła”) i że ON jest MIŁOŚCIĄ i pomaga nawet mi – gejowi, budować związęk oparty na zaufaniu i miłości, bo wie o tym, że jest właśnie tak, że to nie jest sama żądza. I choćby mi tysiąc osób wmawiało co innego, ja i tak wiem swoje ;)

    A teraz mam pytanie do ateistów:
    Nie przeraża was śmierć? Umrzecie, zapakują was do skrzynki, tam się komórki porozpadają, z czasem nie będzie po was śladu… Nie boicie się, że to będzie taki moment i koniec, nicość, pustka i nic dalej, ot tak poprostu?
    (sam się panicznie tego bałem jak miałem epizod ateistyczny w swoim życiu)

  • ateista

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Podpisuje sie jako ateista, dlatego by odpowiedziec Arkowi, bo generalnie moj ateizm nie jest jakos dla mnie szczegolny).

    „Nie przeraża was śmierć? Umrzecie, zapakują was do skrzynki, tam się komórki porozpadają, z czasem nie będzie po was śladu… Nie boicie się, że to będzie taki moment i koniec, nicość, pustka i nic dalej, ot tak poprostu?
    (sam się panicznie tego bałem jak miałem epizod ateistyczny w swoim życiu)”

    Powiedz czym sie będzie różniła Twoja śmierć od mojej? Tylko przyczyną. Podałeś właśnie przykład tego, po co ludziom, czy Tobie konkretnie, religia. Z całym bagażem zabobonów. Dziwne, że na Ciebie – osobę wierzącą nie będzie czekać ani pustka, ani nicość (jak na mnie ateistę według Twoich infantylnych kryteriów) tylko pewnie od razu bramy raju. W takim razie chyba żyjemy na oddzielnych planetach.
    Wolę się skupiać na życiu, nie na śmierci (szczerze mówiąc mało mnie obchodzi co będzie po śmierci, tego nikt nie wie, oczywiście, że zjedzą mnie robaki, ale Arkowi komórki się nie rozpadną, do skrzynki go nie zapakują wcale, bo od razu wstąpi do nieba – taki jest sens Twojej wypowiedzi Arku).
    Tym lepiej dla Ciebie, że zamknąłeś „epizod ateistyczny” w swoim życiu, bo chyba nie wiesz, co znaczy ateizm, skoro tak infantylizujesz sprawę. Żena.

  • Arek

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Nie, to nie jest tak, że mnie będą widać z otwartymi ramionami w bramach raju, a ateista rozpłynie się w nicości. Chodzi tylko o tą świadomość, że ja zakładam, że dalej coś jeszcze jest. Bo i ze mną i z tobą bedzie się działo dokłądnie to samo. Różnica będzie polegala na tym, że ja nie obudzę się z ręką w nocniku „O-o! A jednak ci, co mówili, że tam dalej coś jest, mieli rację.”

    Zabobony? Nie można traktować wszystkiego literalnie. Myślisz, że ja wierze, że Bóg stworzył świat w 6 dni itd? Non sens, to metafory. Po to została mi dana mózgownica, żebym nią odczasu do czasu ruszył i odróżniał coś co jest mówione wprost, od oczywistych przenośni.

    A ciało jest ciałem, lecz ja wierze, że w tym ciele jest jezcze nieśmiertelna dusza. I mam osobiste podstawy ku temu, by w to wierzyć. Podkreślam: OSOBISTE, a nie tylko paplaninę księżulków. Tak naprawdę niedowiarki takie jak ja przedtem, nie uwierzą póki się same nie przekonają.

    Swoją drogą ludzkość od zawsze wiedziała, że jakiejś tam sile trzeba oddawać cześć. Jedni utożsamiali ją z przyrodą, inni ze słońcem, jeszcze inni z Bogiem. Są jednak takie siły na tym świecie, których naukowo za cholere nie wytłumaczysz (żeby nie było – jestem umysłem ścisłym, biologiem z zamiłowania).

    A że nie wiem co to jest ateizm? Być może, nie doświadczyłem takiego pełnego ateizmu. Takie oddalanie się od Boga, gdzie dostrzegałem jakie życie jest kruche, jak potężne fortce są okazują się słabe przy niektórych siłach natury, jak to w roku 89 olbrzymia asteroida przecięła orbitę ziemi 6 godzin po tym jak my tam byliśmy… przeraziło mnie to na tyle, że już podziękuje.

    Jaki jest sens mojej wypowiedzi, chyba wytłumaczyłem ;) i nie przypisywać mi tu, że wmawiam sobie, ze jestem święty, a inny już jest be i gorszy…

  • szampans

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    „Ale po to musial umrzec, zeby wstapic do krainy umarlych by wyciagnac z niej ludzkie dusze czekajace na zbawienie..” -pisze Arek.

    Arku, Twoja logika zupelnie mnie nie przekonuje. Uciekasz od najwazniejszego pytania:
    kim jest Bog, ktory naklada na Swego Syna tak ciezka, choc niezawiniona kare i to nie za jego wlasne grzechy, lecz za grzechy ludzi, ktorych On nigdy na swej drodze nie spotkal i nawet tych, ktorzy nawet jeszcze sie nie narodzili. Taki Bog moze byc tylko nieobliczalnym szalencem !

    Jak szkodliwa i wsteczna moze byc wiara katolicka, widzisz najlepiej sam chocby na przykladzie opinii o gejach, wyrazanych przez jej wyznawcow. Mozna mnozyc przyklady idiotyzmow tej wiary (jak i wszystkich innych), lecz pozostawiam to Tobie.

    Nie wiem, czy jest Ci wiadomo, ze dla wyznawcow buddyzmu i hinduizmu najwieksza nagroda jest smierc calkowita, bez mozliwosci odrodzenia sie w nastepnym wcieleniu. Dla mnie, ateisty, smierc jest niebytem takim, w jakim bylem przed mym narodzeniem. Nie boje sie smierci. Jedyna rzecz, ktorej sie obawiam, to cierpienie przed nia. Z Twej wypowiedzi wynika, ze to lek przed odejsciem w nicosc lub mozliwosc zycia po smierci tak Cie przeraza. Nie sadze, abys mogl sie z tego wyzwolic, zatem bedzie lepiej dla Ciebie, jesli bedziesz podazac Twoja droga. Jesli jednak uda Ci sie wyzwolic spod wplywow nieustannej indoktrynacji, jaka stosowali wobec Ciebie od dnia urodzin, Twoi Rodzice i Twe otoczenie, jesli staniesz sie prawdziwym ateista, to, wierz mi, wcale nie bedziesz musial sie lekac. Bo czyz mozna sie lekac stanu, w jakim sie znajdowalismy przed naszymi narodzinami ?

    Byc moze wyznajesz zasade Pascala: „lepiej byc wierzacym, bo istnienia lub nieistnienia Boga nie da sie udokumentowac; lepiej wiec sie zabezpieczyc i powiedziec sobie, ze jest sie wierzacym”.
    Czy taka postawa Ci odpowiada ? Czy uwazasz, ze jest uczciwa ? Dla mnie to najobrzydliwszy asekurantyzm, znacznie bardziej trudny do zaakceptowania, niz wiara w Boga. Czy zaakceptowalbys Boga, ktory straca do piekiel ludzi niewierzacych, lecz uczciwych, zas nagradza wierzacych grzesznikow ?

    W historii ludzkosci bylo tak wielu bogow, ze trudno byloby ich zliczyc. Wiara pozwalala zawsze tlumaczyc to, co jawilo sie ludziom jako cos nie do pojecia. I tak bogowie wiatru i pioruna, bogowie-slonce i ksiezyc, wraz z rozwojem nauki, odeszli na zawsze. Pozostal jeszcze tylko bog-stworzyciel zycia na Ziemi i bog-pierwsza przyczyna powstania materii. Jesli chodzi o powstanie zycia na Ziemi juz chyba za kilkanascie lat mozemy byc swiadkami „stworzenia” przez czlowieka zycia w probowce, gdyz nauka pozwala nam na zrozumienie bardzo wielu czynnikow, ktore pozwolily na powstanie zycia na Ziemi.
    Jak dlugo bedziemy czekac na wyjasnienie powstania materii ? Tego nie wiemy, lecz moze to tez kiedys nastapic.
    Dla mnie bogowie, to „zapchaj-dziury”, jak to okreslil bardzo trafnie Richard Dawkins. Wiara w Boga, to proba wyjasnienia tego, czego nauka jeszcze wyjasnic nie potrafi.
    I tyle.

  • Arek

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Wiesz, teologiem to ja nie jestem i pewnie nigdy nie będę, ale czasem próbuję sobie to i owo wytłumaczyć. Mówisz, że On jest nieobliczalnym szaleńcem, sadystą, bo wydał swojego syna, żeby umarł za grzechy innych. Dla mnie to raczej sadystą to On by był, gdyby kazał miliardom ludzi na świecie cierpieć za te grzechy. A tak – pokazał swoje miłosierdzie, i jakiś mało ważny dla świata pan Kowaski, Iksińki i Nowak są odkupieni, podobnie jak cała ludzkość która była jest i będzie. Zamiast setek miliardów, cierpiał jeden – sadyzm?

    Szkodliwa owszem może być każda wiara, ale tylko ślepa i fanatyczna. Jeśli ktoś używa mózgu a nie radyjka kształtując swoją wizję świata i dopuszcza możliwość, że są ludzie którzy myślą inaczej, jest dla mnie kimś niesłychanie cennym. Super, jeśli dochodzi do konfrontacji poglądów, żle gdy zaczyna się narzucać swoje zdanie. Lub, jeśli chodzi o gejów, prezentując w stosunku do nich taką dwulicowość. Jak to w jakimś wierszu było; Tutaj pani mówi „Ojcze nasz”, „… i przebacz nam nasze grzechy, jako i my przebaczamy…” jednocześnie bijąc służącą (najlepiej różańcem jeszcze :P ) Nieznoszę czegoś takiego i to, że wierzę, nie znaczy, że jestem moherem, zaślepiony w tym co mówi ksiądz itd.

    Mówisz, że poddałem się indokrtynacji, która atakowała mnie od maleńkości. Gombrowicz pisał, i ja się z tym zgadzam „Nie ma ucieczki przed gębą jak tylko w inną gębę”. Uciekłeś od szablonu życia chrześcijańskiego i wcale nie wyrwałeś się z tej okrpnej indoktrynacji i narzucania poglądów. Wpadłeś w inne. Dziś, w zasadzie nie ma nikogo, kto ma tak naprawdę tylko i wyłącznie swoje poglądy. Nie oszukujmy się, lwia część społeczeństwa wybiera sobie to, co jest jej wygodne. Ta, czy inna gęba…

    Bóg to zapchaj-dziura? Do wytłumaczenia tego, czego nauka jeszcze nie wie? Ja to widzę inaczej. Dla mnie coraz to nowe odkrycia, często rewolucyjne, kiedy część ludzi krzyczy „Ha, widzicie, jednak Boga nie ma! To tylko takie i takie zjawiska”, dla mnie to jednak Bóg pozwala nam odkrywać coraz to ciekawsze Jego pomysły, żebyśmy mogli sobie ułatwić życie tutaj. Sądze jednak, że smutne jest to, że ludzkość w swojej pysze zapomina o Nim.

    Co do tego wierzenia na wszelki wypadek, żeby przypadkiem czegoś nie stracić. Otóż z całą pewnością mogę powiedzieć, że w moim przypadku, to nie jest dmuchanie na zimne, a prawdziwa wiara, bo stało się ostatnimi czsy dużo. Za dużo. Musiałbym powiedzieć, że to same zbiegi okoliczoności, ale taka przestrzeń czasu złożona z samych pozytywnych przypadków?

  • Spock

    [nielogiczne]

    „A teraz mam pytanie do ateistów:
    Nie przeraża was śmierć? Umrzecie, zapakują was do skrzynki, tam się komórki porozpadają, z czasem nie będzie po was śladu… Nie boicie się, że to będzie taki moment i koniec, nicość, pustka i nic dalej, ot tak poprostu?”

    Jak umre, to „mnie” nie bedzie, nie bedzie wiec kogo „pakowac do skrzynki”.

    Dlaczego w radosnym przezywaniu zycia, ma mi przeszkadzac jego jednorazowosc i skonczonosc? Wszystko sie konczy. Wszechswiat tez sie kiedys skonczy.

    Jezeli okaze sie, ze po „tym punkcie” cos jest, ze czeka mnie np. osobowa badz nieosobowa Milosc i Pelnia, to sie tylko uciesze.

    To tylko glupcy uwazaja, ze „jesli nie ma Boga, to wszystko wolno”. Jest wrecz przeciwnie. Jesli Boga nie ma, to wlasnie dlatego, dla wspomnianej jednorazowosci i przemijalnosci, nalezy tak zyc by np. nie krzywdzic innych ludzi i nie narzucac im wlasnego zdania (jak to czynia rzymscy katolicy).

  • szampans

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Arku, jesli Ci wiara potrzebna i pozwala Ci zyc w szczesciu, to nie odchodz od niej. Nie wiem, czy powinienem kontynuowac te dyskusje, gdyz bylbym niepocieszony, gdyby sie okazalo, ze zrujnowalem Twoj system wartosci i ze z tego powodu cierpisz. Tym bardziej, ze Twa wiara wyglada mi na szczera i bardzo Ci potrzebna. Szanuje Cie za to, ze nie jestes agresywny, w przeciwienstwie do wiekszosci Polakow-katolikow.
    Mimo to nie potrafie sie oprzec dyskusji z Toba, gdyz tylko Ty odwazyles sie ja ze mna podjac. Bog chrzescijan (i nie tylko) jest dla mnie kims, kogo nie potrafie zrozumiec, lecz Ty na me pytania – wybacz – nie dales zadnej sensownej odpowiedzi.

    Wyobraz wiec sobie batalion, ktorego zolnierze popelnili wiele przestepstw: zabili jakichs cywili, zgwalcili kilka kobiet i dzieci, nakradli ile sie dalo, popalili domy. Pan pulkownik, aby ukarac batalion, wybiera sobie sposrod zolnierzy kozla ofiarnego (swego syna), o ktorym wie, ze z tymi okropnosciami nie ma nic wspolnego i, aby usmierzyc swa wscieklosc, tego kozla ofiarnego wysyla na tortury i smierc.
    Nie watpie, ze uznalbys takiego pulkownika za szalenca i sadyste. Jak mozesz wiec usprawiedliwiac „nieskonczenie milosiernego” Boga, ktory wlasnie w ten sposob postapil ?

    Wydaje mi sie, ze ubodlo Cie slowo „indoktrynacja”, ktorego uzylem. Ale jak mozna nazwac inaczej to, co sie w Polsce dzieje ? Przeciez nauke religii rozpoczyna sie wlasciwie od momentu, w ktorym dziecko zaczyna mowic, kiedy wierzy we wszystko, co mu sie powie. Opowiada sie mu o milosci Boga, Jezusa, Najswietszej Panienki i swietych. Straszy sie je pieklem, gdy dziecko, lub ten mlody czlowiek, zaczyna miec jakies watpliwosci. Wmawia sie mu, ze ulega podszeptom szatana. W tej sytuacji od wiary moze odejsc tylko czlowiek o wyjatkowo silnej osobowosci. Ja zaczalem watpic, gdy mialem lat 14. Absurdow, jakie w wierze moich rodzicow znalazlem, jest tyle, ze wystarczylyby one na napisanie jakiejs rozprawy. Doszedlem do tego sam. Dopiero kilka lat temu znalazlem ksiazki, ktore potwierdzily me konstatacje. Zatem nie poddalem sie bezmyslnie czyims teoriom, jak to suponujesz. Zreszta o paradoksie milosiernego Boga, ktory wyslal Swego Syna na meke nie czytalem nigdzie. Nie wiem dlaczego zaden filozof tego absurdu jakos dotychczas nie zauwazyl.

    Jesli poczytasz o religiach, to dojdziesz chyba sam do wniosku, ze wszystkie ludzkie spolecznosci zawsze tlumaczyly zjawiska trudne do zrozumienia interwencja sily wyzszej. Jesli zainteresujesz sie religioznawstwem, to dojdziesz do wniosku, ze w miare uplywu lat i rozwoju nauki Bog stawal sie coraz bardziej abstrakcyjnym pojeciem; juz nie wladca piorunow, juz nie bogiem-sloncem, lecz jedynie sila, ktora stworzyla materie i energie. Zostal wiec „zepchniety” na skraj czasu i Wszechswiata nawet przez niektorych teologow: pozostal On jeszcze tylko wytlumaczeniem na pochodzenie materii i energii, czyli wypelnia ostatnia „dziure” w nauce, ktora nie potrafi na to pytanie dac w chwili obecnej zadowalajacej odpowiedzi. Taki Bog wielu ludziom (deistom) wystarcza. Mnie nie.

    Co do Twych „pozytywnych wydarzen” nie bede nic pisac na ten temat. Wybacz.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Spock

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Blad w rozumowaniu szampansa tkwi chyba we fragmencie: ” i, aby usmierzyc swa wscieklosc, tego kozla ofiarnego wysyla na tortury i smierc.”

    Mysle, ze ofiara byla potrzebna nie Bogu, lecz ludziom. By co nieco zrozumieli.

    Podobnie jak w przypadku Abrahama chodzilo o pokazanie, ze Bog ludzkich ofiar nie pragnie.

    Czy mozna bylo inaczej? Nie wiem. Rozrzucenie np. na Synaju ksiazki „Etyka w dzialaniu” prof. Jacka Holowki (skadinad swietnej) nic by chyba nie pomoglo. Wklonowanie genu dobra, tez chyba nie byloby mile przyjete.

    Pozostaje miec nadzieje, ze kazde zycie ma sens i dopelnienie, oraz ze reszta dotyczy spolecznosci i ma wymiar ewolucyjny.

  • szampans

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Spock, czy zdajesz sobie sprawe z tego, ze usprawiedliwiajac postepowanie Boga Wszechmogacego w przypadku ukrzyzowania Chrystusa, usprawiedliwiasz tym samym postepowanie pulkownika-sadysty ? Czy Bog Wszechmogacy nie mogl znalezc mniej przerazajacego sposobu na danie lekcji etyki Czlowiekowi ? Chyba kazdy czlowiek, majacy choc troche rozsadku i milosci w sobie, znalazlby na to inny sposob. Czy Ty poslalbys Twego syna na podobna smierc ? Bog innego rozwiazania nie znalazl.

    Pismo Swiete zostalo spisane przez ludzi, dla ktorych okrucienstwo bylo chlebem powszednim. Bog Starego Testamentu jest przerazajacym okrutnikiem. Co do tego chyba nikt nie ma watpliwosci. Ilez tysiecy mezczyzn, kobiet, dzieci i zwierzat zabili Izraelici ! A Bog ich za to pochwalal i im w tym pomagal. I dla nas ta ksiega pozostaje Ksiega Prawdy ! Toz to naigrawanie sie ze zdrowego rozsadku !

    Pomijam mity o stworzeniu swiata. Wiele osob (w tym nawet Papiez) zgadza sie od kilku lat z teoria ewolucji. Trzeba bylo na to ponad stu lat, ale jednak do tego doszlo. Obecnie uwaza sie, ze nie nalezy tekstow Starego Testamentu brac doslownie, ze to tylko metafory. I tak idea Boga – okrutnego sedziego, znika powoli w chrzescijanstwie. Powoli, acz skutecznie, Bog staje sie „zapchaj-dziura” tego, czego jeszcze nie mozemy wyjasnic w sposob logiczny, czyli powstania materii. Dla maluczkich Bog pozostaje jednak dobrym dziadkiem z broda. Kosciol kultywuje te wierzenia i prymitywne zabobony, tolerujac jednak – chcac, nie chcac – deizm wsrod osob nieco bardziej wyksztalconych. Jak wiele jeszcze KrK wymaze ze swych teorii, aby sie tylko utrzymac na powierzchni ?

    Nie musze Ci chyba przypominac, ze zwolennicy interpretacji doslownej wciaz jeszcze zyja i dzialaja. Jeszcze nie tak dawno Alain Gerbeaux przyplynawszy (bylo to chyba w latach trzydziestych) do Afryki Poludniowej, zostal okrzyczany klamca, gdy oznajmil, ze oplynal Ziemie. Dla Afrykanerow poddanie w watpliwosc teorii plaskiej Ziemi bylo przestepstwem, czyms szalonym: wszak Biblia mowila, ze Ziemia jest plaska. Dla nas ta historia jest niewiarygodna. A jednak tak bylo.

    Obecnie ci szalency robia wszystko, aby uniemozliwic nauczanie teorii ewolucji. Martin Luter byl zacieklym wrogiem nauki i postepu, ktore mogly zachwiac wiare jego owieczek. Podobnie dzieje sie dzis w Polsce. Obskurantyzm dominuje. Nie wiem, czy powinnismy na to przyzwalac.

    Wiem doskonale, ze Nowy Testament jawi sie wobec Starego Testamentu ksiega milosci i sprawiedliwosci. Wniosl on ogromny postep w pojmowaniu dobra i zla.
    Niestety, jest w nim tak wiele niedorzecznosci (vide historia ukrzyzowania), ze mozna wylacznie dojsc do wniosku, iz zostal on napisany przez ludzi, dla ktorych logika byla czyms obcym, a starotestamentowa idea msciwego, okrutnego Boga, wciaz jeszcze pokutowala w ich umyslach.

    Jesli odpowiada Ci taka wizja Boga, to Twoja sprawa. Ja takiego Boga zaakceptowac nie potrafie.

  • Arek

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Masz dużo racji, zwłaszcza z tą religią w szkołach. Może to i jest wygodznieszje dla większości, ale do cholery, niech zamiast tej religii będzie jesczsze opcja etyka (która teoretycznie powinna być, ale zawsze jest z nią jakiś problem). Czy jakaś inna religia, nawet jeśli w ogóle nie chrześcijańska, to chociaż nie katolicka (w zależności od potrzeb społeczeństwa szkolnego) A z resztą… Wg. mnie, w szkołach winno być raczej coś w rodzaju religioznastwa – nauki, niż katechezy (tym bardziej, że nie mam z nią miłych wspomnień związanych).

    A co dyskusji. Podejmować zawsze ją można ;) Ja też się cieszę, że ktokolwiek chce na takie tematy rozmawiać, bo to tylko znaczy, że żyje w zgodzie ze sobą, ze swoim rozumem, i wierzy w to, co on podpowiada. Myśle, że dobrze, że takie tematy się porusza, nie ważne jakie jest osobiste stanowisko, bo widać, że człowiek jest człowiekiem i dopuszcza jakaś tam sferę sacrum, sferę myśli, wiary, uczuć, zwał jak zwał. Gorzej jakby ktoś tylko z kpiącą minął rzucił okiem na nagłówek artykułu i tyle, „o jakich pierdołach oni rozmawiają”!

    Co do tego, że nowy testament jest pełen jakiś ech po straym, gdzie pokutowała jeszcze mściwość Boga. Owszem, bo gdy był on pisany (w znacznej części) obowiązywało jeszcze Stare Przymierze z Bogiem. Od śmierci Chrytsa, Bóg dał ludziom inną szansę, zawarł nową, łagodniejszą, bardziej miłosierną umowę. Niektórym się w głowie nie mieściło, jak to tak…
    Ale to już są takie kruczki, w które trzeba poprostu wierzyć lub nie. Ja sądzę, że i tutaj nie można brać wszystkich rzeczy dosłownie.

    I zgadzam, się ze Spockiem, że śmierć Jezusa, była raczej ludziom potrzebna, bo gdyby obyło się to w jakiś inny sposób, jakby ludzie o tym usłyszeli, jakby w to uwierzyli, skoro nawet po czymś takim, nie uznaja Jego? Czy naprawdę nie można było inaczej? Tego pewnie nigdy się nie dowiem, a jak co.ś to dopiero na tamtym świecie. (ktory jest moją motywacją do tego, żeby żyć tak, aby nikogo nie krzywdzić, ba, żeby jeszcze dawać innym troszku dobra ;) jeśli ktoś do tego samego celu motywuje się tym, że życie ma jedno i musi je jak najlepiej wykorzystać – też dobrze :) Bo czy wierzymy czy nie – jesteśmy tu i teraz i trza sobie na wzajem pomagać =] )

    A zwolennicy teorii, że ziemia jest płaska itp? Cóż? Godne pożałowania o.O

  • V

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Niewielu z was zwróciło uwagę na formę tego tekstu,a brzmi on podejrzanie podobnie do przemówień partyjnych minionego systemu.

    Ciekawe.

  • do V

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    myślę, że skoro to jest traktat (w tytule jak byk), to ma formę traktatu, stąd podobieństwa.

  • Kamil

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    słychać głos Nietzschego :) a co do oceny katolicyzmu w Polsce to się zgadzam. Takie ciemnotę to mogli wciskać ludziom w średniowieczu, ale nie w XXI wieku. Jeśli kościół nie pójdzie z duchem czasu to w końcu upadnie.

  • Nietzsche

    [Re: Uczciwe, arcyuczciwe, czyli traktat przeciw wszystkiemu - fragmenty]

    Niestety nie słychać głosu Nietszchego, słychać natomiast cienki głosik jednostki, którą trudno uznać za wybitną.

    Po przeczytaniu „argumentacji” Sz. Autora zacząłem się zastanawiać, czy katolicy nie mają czasem racji…

    Wyszedł stek bzdur i inwektyw, podlany sosem umysłowej indolencji Sz. Autora.

    Nietzsche widzisz i nie grzmisz????




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa