Inne rytuały. Myśląc o „uniwersalistycznej koncepcji uznania”

1.

Męskie ciała w orgiastycznych spazmach. Dłonie, ramiona, uda, stopy, kolana, pośladki, plecy, torsy, spośród których wyłaniają się konkretne przestrzenie – fragmenty prywatnych miejsc, rekwizyty – buty Adidasa, butelki z Colą, Fantą, prezerwatywy, drogie telefony komórkowe, modna bielizna. Facet gra na pianinie, z głową zanurzoną w odbycie swojego chwilowego kochanka. No i Jezus – wytatuowany na ramieniu innego. 30 fotografii przedstawiających pedalskie orgie. Tryumf seksualnej ekstazy dobrze sytuowanych facetów. Środkowy palec sterczący jak nabrzmiały kutas: „Nic nam nie możecie zrobić. Mamy kasę i ochotę na orgietkę”…

Z pozoru cios wymierzony w konserwatywne przyzwyczajenia „strasznych mieszczan”, manifest libertariańskiego hedonizmu, któremu świat może naskoczyć. Ale zdjęcia Sławka Beliny to coś więcej. Na jednym z nich zasłonięte dłonią oczy chłopca obciągającego fiuta. To jest to pęknięcie. Przyjrzyjmy się kolejnym twarzom… No właśnie, na żadnej fotografii ich nie widać. Ci wyzwoleni faceci są bezimienni, nie do rozpoznania. I nagle ową prywatną przestrzeń przestajemy postrzegać jako zmysłowy raj frywolnych pedałów. Na naszych oczach zmienia się w ciasną celę – wrażenie potęgowane ciasnotą kadrów. Bezimienni szamani odprawiający swoje inne rytuały w zamkniętych przestrzeniach daleko od świata, poza nawiasem społecznej akceptacji. Dopiero dostrzeżenie ich prób pozostania anonimowymi aktorami seksualnego spektaklu może stać się kluczem do zrozumienia tych wizerunków. Do zrozumienia sytuacji, w jakiej znaleźli się homoseksualiści nęceni fałszami hipermarketu nadziei na wolność od społecznej nienawiści.

Jednym z nich była wiara w emancypacyjną moc finansowej niezależności, założenie podpowiadające, że awans ekonomiczny zapewni społeczne uznanie. Czy rzeczywiście tak jest? Możemy mieć dobrze płatne posady, otaczać się konsumpcyjnymi gadżetami, jawić jako nieźle sytuowana klasa średnia – wiarygodny partner mieszczan, ale prowadzi to do powtórnej stygmatyzacji. Wolny rynek zaczyna postrzegać nas jako konkretną grupę konsumentów i produkować dobra z myślą o bogatych gejach, wyróżniać nas a tym samym rzucać na pastwę społecznych intuicji, że pedały mają lepiej od reszty – „robią sobie zdjęcia komórkami. Przekładają to przez USB do notebooków. Wysyłają sobie esemesy i ememesy. Z Wrocka. Z Wawki. (…) Chodzą do Scorpio Bar. (…) Mówią językiem z «Polityki» i «Wprosta»”. Pamiętacie ten obrazek z Lubiewa Michała Witkowskiego? Kapitalizm naznacza grupę przodujących w konsumpcyjnych obrzędach, stawiając ich za wzór pozostałym. A większość posiadająca symboliczną władzę wytyka ich palcami, łącząc dobrobyt z byciem gejem czy lesbijką. Tak postępuje powtórna stygmatyzacja, a potem wykluczenie, wobec którego wolny rynek jest bezradny. Pozostaje tylko zasłonić twarze i odgrywać teatr homoerotycznych orgii w zamkniętych rewirach mieszkań.

Klęska rynkowego fałszu emancypacji nasuwa nam jednak zbyt prostą konstatację, która stała się udziałem również części polskiej lewicy: skoro awans klasowy, lepszy status ekonomiczny stygmatyzuje, rodząc antagonizm – niechęć większości, a tym samym nie zapewnia równego uczestnictwa w życiu wspólnotowym, musimy położyć szczególny nacisk na edukację ku akceptacji kulturowej odmienności. Musimy uwypuklić różnicę i przekonywać heteronormatywną większość, że to w różnorodności leży moc reformy, rozwoju, który wszystkim nam zapewni lepsze życie. Czy tak rzeczywiście jest? Czyż nie na tak rozumianym projekcie poległ multikulturalizm głównego nurtu? Afirmacja różnicy jest prowokacyjna w nie mniejszym stopniu, niż lepsze sytuowanie na liberalnym rynku. Polityka tożsamości gejowskiej ma tę samą stygmatyzującą moc. Metonimiczna reprezentacja całości, poprzez uwypuklenie części cech – tych najbardziej odmiennych. Większość, prędzej czy później zorientuje się, że ma moc przynależną większości – władzę nakłaniania do asymilacji, stawiania pod pręgierzem wyboru: jesteś z nami lub przeciw nam. I znów pozostanie jedynie zasłonić twarze i odgrywać teatr homoerotycznych orgii w zamkniętych rewirach mieszkań.

Fotografie Beliny pokazują homoseksualistów, którzy otoczeni konsumpcyjnymi dobrami (oddzieleni od upośledzonej ekonomicznie większości barierą niechęci do bourgeoisie), uprawiają ogródek własnej seksualnej różnicy (oddzieleni od większości posiadającej symboliczną władzę fosą niechęci do tego, co obce). Są tym samym ofiarami dwóch przekonań emancypacyjnych, które zachęcały ich do indywidualnego partycypowania w wolnorynkowej grze lub kultywowania własnej odmienności. Te fotografie są zatem również oskarżeniem lewicy. Jej niekompetentnej troski, zachęt do rozwiązań nieskutecznych. Skąd owa ślepota lewicy? Z podejmowania nieprzemyślanych środków zaradczych jako reakcji na lawinowo rosnące niesprawiedliwości tak ekonomiczne, jak i tożsamościowe generowane przez współczesny kapitalizm. Jego moc najzwyczajniej w świecie zaskoczyła nas. Uderzaliśmy punktowo, zapominając, że wartości, o które walczymy mają wymiar uniwersalny; punktowo gasiliśmy pożary lokalnych konfliktów, gdy niewzruszony ols dyskryminacji rósł w najlepsze.

2.

Przez afirmatywne środki zaradcze przeciw niesprawiedliwości [ekonomicznej i kulturowej] rozumiem środki mające na celu naprawę nierównych rezultatów relacji społecznych bez zakłócenia samych podstawowych zasad, które je generują. Przez środki transformatywne z kolei mam na myśli środki mające na celu naprawę nierównych rezultatów właśnie przez przebudowę podstawowych zasad generujących. (…) Rozróżnienie to można zastosować przede wszystkim do środków zaradczych wobec niesprawiedliwości kulturowej. Afirmatywne środki przeciw takim niesprawiedliwościom są obecnie kojarzone z tym, co będę nazywać «multikulturalizmem głównego nurtu». Ten rodzaj multikulturalizmu proponuje zadośćuczynić brakowi szacunku przez dowartościowanie niesprawiedliwie niedowartościowanych tożsamości grupowych, jednocześnie pozostawiając bez zmian zarówno treść owych tożsamości, jak i grupowe rozróżnienia, które za nimi stoją. Środki transformatywne są obecnie kojarzone z dekonstrukcją. Czynią zadość brakowi szacunku przez przekształcenie podstawowej struktury kulturowo-wartościującej. Przez destabilizowania istniejących grup tożsamości i rozróżnień środki te nie tylko podnoszą samoocenę członków aktualnie nieszanowanych grup, lecz także zmieniają poczucie jaźni każdego.
Aby zilustrować to rozróżnienie, rozważmy (…) przypadek poniżanej seksualności. Środki afirmatywne przeciwko homofobii i heteroseksizmowi są obecnie kojarzone z polityką tożsamości gejowskiej, której celem jest dowartościowanie tożsamości gejowskiej i lesbijskiej. Środki transformatywne z kolei są kojarzone z polityką queer, która dekonstruuje dychotomię homo-hetero. Polityka tożsamości gejowskiej traktuje homoseksualność jako kulturową pozytywność z własną treścią substancjalną, podobnie jak w (zdroworozsądkowym rozumieniu) etniczności. Zakłada się, że owa pozytywność trwa w sobie i z siebie i wymaga tylko dodatkowego uznania. Polityka gueer z kolei traktuje homoseksualność jako skonstruowany i zdewaluowany korelat heteroseksualności; obie one są reifikacjami seksualnej ambiwalencji i są współdefiniowane tylko we wzajemnej relacji. Celem transformatywnym nie jest wzmocnienie tożsamości gejowskiej, ale taka dekonstrukcja dychotomii homo-hetero, która zdestabilizuje wszystkie ustalone tożsamości seksualne. Celem nie jest rozpuszczenie wszelkiej różnicy seksualnej w pojedynczej uniwersalnej tożsamości ludzkiej; jest nim raczej podtrzymanie seksualnego pola wielorakich, niebinarnych, płynnych, stale zmiennych różnic.

Oba te podejścia cieszą się zainteresowaniem jako środki zaradcze wobec braku uznania. Jest jednak między nimi jedna zasadnicza różnica. Podczas gdy polityka tożsamości gejowskiej ma tendencję do wzmacniania istniejącego grupowego rozróżnienia seksualnego, polityka queer skłania się do destabilizowania go – przynajmniej ostentacyjnie i w dłuższej perspektywie. Ta uwaga odnosi się do środków uznaniowych bardziej ogólnie. Podczas gdy afirmatywne środki uznania mają tendencję do promowania istniejących rozróżnień grupowych, transformatywne środki uznania mają na dłuższą metę tendencję do destabilizowania ich tak, aby zrobić miejsce dla przyszłych przegrupowań.

Analogiczne rozróżnienia odnoszą się do środków zaradczych wobec niesprawiedliwości ekonomicznej. Środki afirmatywne przeciw takim niesprawiedliwościom kojarzy się historycznie z liberalnym państwem dobrobytu. Mają one naprawić końcowy efekt niewłaściwej dystrybucji, nie naruszając zbytnio leżącej u jej podstaw struktury polityczno-gospodarczej. Zwiększają zatem konsumpcyjny udział grup upośledzonych ekonomicznie, nie przebudowując w inny sposób systemu produkcji. Środki transformatywne z kolei kojarzy się historycznie z socjalizmem. Naprawiają one niesprawiedliwą dystrybucję przez przekształcenie podstawowej struktury polityczno-gospodarczej. Przebudowując stosunki produkcji, owe środki zmieniają nie tylko końcowy efekt dystrybucji udziału w konsumpcji, lecz także społeczny podział pracy, a zatem warunki egzystencji każdego.
Dla zilustrowania tego rozróżnienia posłużymy się (…) przykładem wyzyskiwanej klasy. Afirmatywne środki zaradcze wobec niesprawiedliwości klasowych zazwyczaj zawierają transfery dochodów dwóch rodzajów: programy ubezpieczenia społecznego dzielą niektóre koszty społecznej reprodukcji stabilnie zatrudnionych, tak zwanych podstawowych sektorów klasy robotniczej; programy opieki społecznej zapewniają adekwatne «celowe» wsparcie dla «rezerwowej armii» bezrobotnych i zatrudnionych w ograniczonym zakresie. Dalekie od zniesienia klasowego rozróżnienia jako takiego, owe środki afirmatywne wspierają i kształtują je. Ich generalnym efektem jest przesunięcie uwagi z podziału klasowego pomiędzy robotnikami a kapitalistami na podział pomiędzy zatrudnionymi i niezatrudnionymi frakcjami klasy robotniczej. Programy opieki społecznej »biorą na cel« biednych nie tylko pod względem pomocy, lecz także pod względem wrogości. Rzecz jasna, owe środki zapewniają potrzebną pomoc materialną. Zarazem jednak wytwarzają silne, antagonistyczne rozróżnienia grupowe.

Owa logika odnosi się do afirmatywnej redystrybucji w ogóle. Jakkolwiek podejście to ma na celu naprawę niesprawiedliwości ekonomicznej, pozostawia nienaruszone głębokie struktury, które generują upośledzenie klasowe. Musi zatem ciągle czynić powierzchowne realokacje. Rezultatem jest naznaczenie najbardziej upośledzonej klasy jako z natury nieporadnej i nie dającej się zadowolić, zawsze potrzebującej więcej i więcej. Z czasem taka klasa może nawet wydać się uprzywilejowaną, otrzymującą specjalne traktowanie i niezasłużone dotacje. Zatem podejście mające na celu naprawę niesprawiedliwości dystrybucji może przynieść w rezultacie niesprawiedliwość uznania.

W pewnym sensie podejście to jest wewnętrznie sprzeczne. Afirmatywna redystrybucja generalnie zakłada uniwersalistyczną koncepcję uznania, równą moralną wartość osób. Nazwijmy to «oficjalnym zobowiązaniem do uznania». Jednak praktyka afirmatywnej redystrybucji, powtarzana w czasie, ma tendencję do uruchamiania dynamiki stygmatyzującej, która stoi w sprzeczności z oficjalnym zobowiązaniem do uniwersalizmu. Ową drugą, stygmatyzującą, dynamikę można rozumieć jako «praktyczny efekt w dziedzinie uznania» afirmatywnej redystrybucji.

Teraz porównajmy ową logikę z transformatywnymi środkami zaradczymi wobec dystrybucyjnych niesprawiedliwości klasowych. Środki transformatywne na ogół łączą uniwersalistyczne programy opieki społecznej, wysoce progresywne podatki, politykę makroekonomiczną mającą na celu zapewnienie pełnego zatrudnienia, duży nierynkowy sektor publiczny, znaczną własność publiczną i/lub kolektywną oraz demokratyczne podejmowanie decyzji dotyczących podstawowych priorytetów społeczno-gospodarczych. Próbują zapewnić wszystkim zatrudnienie, a jednocześnie znieść związek pomiędzy podstawowym udziałem w konsumpcji a zatrudnieniem. Środki transformatywne ograniczają nierówność społeczną, jednakże bez wytwarzania stygmatyzowanych klas ludzi narażonych na to, że będą postrzegani jako beneficjenci specjalnej klasy. Środki te zatem mają tendencję do promowania wzajemności i solidarności w relacjach uznania. W ten sposób podejście mające na celu naprawę niesprawiedliwości dystrybucji może także pomóc w naprawie (niektórych) niesprawiedliwości w dziedzinie uznania.

Podejście to jest wewnętrznie spójne. podobnie jak redystrybucja afirmatywna, redystrybucja transformatywna ogólnie zakłada uniwersalistyczną koncepcję uznania, równą wartość moralną osób. Inaczej jednak niż w przypadku afirmatywnej redystrybucji, jej praktyka nie ma tendencji do podważania tej koncepcji. Oba podejścia generują odmienną logikę rozróżnienia grupowego. Podczas gdy środki afirmatywne mogą mieć niezamierzony efekt promowania rozróżnienia klasowego, środki transformatywne mają tendencję do rozmywania go. Ponadto oba podejścia generują różną podświadomą dynamikę uznania. Redystrybucja afirmatywna może stygmatyzować upośledzonych, dodając jeszcze brak uznania do deprywacji. Redystrybucja transformatywna z kolei może promować solidarność, pomagając naprawić pewne formy braku uznania [1].

3.

W intuicjach Nancy Fraser widać zderzenie dwóch wizji myślenia lewicowego. Jedna z nich wpisuje się w tradycję reformatorsko-pragmatyczną i przewiduje zaplanowanie, a następnie realizację (w ramach dostępnych środków politycznych) grupy procedur, które zmierzają do poprawy „warunków egzystencji każdego”. Druga wizja podpowiada filozofce założenie, że istnieje coś, co nazywa „uniwersalistyczną koncepcją uznania”, która determinuje nasze myślenie właśnie w kierunku konieczności poprawy „warunków egzystencji każdego”, nie zaś niektórych jednostek, grup, klas. A zatem mamy tu do czynienia z jednej strony z pewnym uniwersalistycznym przedzałożenieniem, z drugiej – procesem, który w jego myśl realizować ma konkretne cele. Co jednak, jeśli przedzałożenie to jest błędne? Co jeśli „uniwersalistyczna koncepcja uznania” w postaci, w jakiej przywołuje ją Fraser, jest mrzonką? To po pierwsze. A po drugie: skąd pewność, że środki, które mają prowadzić do poprawy „warunków egzystencji każdego” są stosowalne w ramach naszego modelu liberalnej demokracji? Intuicje filozofki mają pewną wadę. Może się bowiem okazać, że zastosowanie proponowanych przez nią środków nie zrealizuje przedzałożonej intuicji i wówczas zerwana zostanie iście dialektyczna nić, która uprawomocnia jej koncepcję. Błędem jest tu bowiem brak możliwości wyobrażenia sobie innej rzeczywistości, od tej, która stała się naszym udziałem.

Proponuję zatem, byśmy przestali postrzegać „uniwersalistyczną koncepcję uznania” jako przedzałożenie, mające źródła w oświeceniowym projekcie społecznej równości, we wciąż nie zrealizowanej utopii demokratycznych ustrojów. Przyjmijmy, że jest to otwarty, nieznany cel, który może przybrać kształt, jakiego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, do opisania którego nie mamy ani języka, ani myśli krytycznej. Chciałbym przedefiniować intuicje Fraser w kierunku sposobu „ustanawiania uniwersalizmu”, jaki w książce Święty Paweł zaproponował Alain Badiou [2]. Uniwersalizm i prawda nie są tu znanymi nam zbiorami przekonań filozoficznych lub religijnych, lecz dynamicznym modelem stawania się (uniwersalizmu) w procesie przekształcania społeczeństw, będącym „procedurą prawdy”, która – podobnie jak u Fraser – ma „zrobić miejsce dla przyszłych przegrupowań”. Przy czym przegrupowania te wcale nie muszą wpisywać się w przedzałożoną „uniwersalistyczną koncepcję uznania” jako współczesne wyobrażenie oświeceniowego projektu równości. Tak rozumiany proceduralizm, nie będący – jak u amerykańskiej filozofki – li tylko zbiorem technicznych rozwiązań w ramach istniejącego systemu możliwości, daje nam po pierwsze: nadzieję na przejście od myślenia cząstkowego do uniwersalistycznego, które nie jest narażone na reaktywowanie starych (na przykład oświeceniowych) narracji, łatwych do zdekonstruowania; po drugie: pozwala uniknąć ryzyka, że cele przedzałożenia nie zostaną zrealizowane, jeśli okaże się, że społeczeństwo przybierze odmienny od wyobrażonego przez nas kształt, choć nie mniej sprawiedliwy; i tym samym: umożliwia wyjście poza wyobraźnię ograniczoną warunkami istnienia liberalnego systemu demokracji ku społeczeństwu, którego nie znamy i nieznajomość ta nie unieważnia samej „procedury”.

Tłumacząc powyższe intuicje na język Nancy Fraser, można by powiedzieć, iż środki „transformatywne”, będące sednem jej projektu naprawczego nie muszą doprowadzić do reformy liberalnych społeczeństw, w których wreszcie zrealizują się oświeceniowe ideały, lecz będą „procedurą prawdy”, w której efekcie społeczeństwo przybierze nieznany nam kształt, respektujący nieznaną nam „uniwersalistyczną koncepcję uznania”.

Kiedy myślę o cielesności homoseksualnych wizerunków Beliny, przychodzi mi na myśl jeszcze jeden warunek, którego spełnienie jest konieczne, by nasze „uznanie” jawiło się jako szczery ekwiwalent oświeceniowych roszczeń. Wśród „procedur prawdy”, a więc dynamicznych modelów rzeczywistości społecznej, w ramach których następuje przekształcenie wspólnoty w kierunku nieznanej nam uniwersalności, Badiou wymienia: sztukę (będącą narzędziem zmiany kulturowych mniemań), naukę (której kompetencje dotyczą zarówno kultury jak i ekonomii), politykę (jako obszar realizacji celów dwóch poprzednich) oraz… miłość. To „miłość” jest gwarantem obrania kierunku prawdy. Funkcjonowanie w przestrzeni publicznej wizerunków, takich jak fotografie Sławka Beliny jest niezbędne jako zetknięcie z realnym. Tu zresztą niebagatelną rolę odgrywa sztuka w ogóle, w szczególności zaś sztuki wizualne (w tym teatr i film), które ze względu na odwołanie się do najbardziej niepokornego ze zmysłów mają bodaj największą moc oddziaływania. Aby włączyć wszystkie upośledzone grupy w naszą procedurę ustanawiania uniwersalizmu musimy zetknąć się – a raczej zderzyć – z ich innymi rytuałami. Włączyć ich potencjalność w nasze własne interiour, zgodnie z intuicją, podzielaną przez Alaina Badiou, że nic nie gwarantuje przekonania o słuszności podjętych celów i obranego kierunku tak, jak miłość do innego, będącą refleksem naszego własnego narcyzmu.

4.

Wróćmy do rozważań Nancy Fraser dotyczących możliwych zbiorowości dyskryminowanych ekonomicznie oraz kulturowo i zastanówmy się, jakie warunki powinny spełniać, by nie wypaść poza orbitę naszego dążenia do „uniwersalistycznej koncepcji uznania”. Fraser definiuje trzy rodzaje zbiorowości: a) te, które zbliżają się do „typu idealnego wyzyskiwanej klasy robotniczej” i wymagają redystrybucyjnych środków zaradczych; b) te, które zbliżają się do „typu idealnego znienawidzonej seksualności” i wymagają środków zaradczych poprzez uznanie; c) oraz zbiorowości „biwalentnych”, które „odróżniają się jako zbiorowości zarówno za sprawą struktury polityczno-gospodarczej, jak i kulturowo-wartościującej struktury społeczeństwa”, które wymagają obu środków. Do zbiorowości „biwalentnych” należą płeć i rasa. Ich upośledzenie ekonomiczne jest wynikiem dominacji pewnego typu przyzwyczajeń kulturowych, jakkolwiek prezentowane jest w kategoriach z pozoru obiektywnych – w przypadku kobiet mówi się o mniejszej wydajności w pracy, a przede wszystkim o poświęcaniu pracy mniejszej uwagi ze względu na „obowiązki” utrzymania domu i wychowywania dzieci. Jest to rzecz jasna sprawa uwarunkowań wyłącznie kulturowych. W rozumieniu Fraser zbiorowości „biwalentne” są grupami „widzialnymi” (ze względu na płeć i kolor skóry), stąd nie należą do powyższych „znienawidzonych seksualności”. Jest to diagnoza nieprawdziwa. „Polityka tożsamości gejowskiej” w Polsce nastawiona na podkreślanie różnicy oraz mechanizm wolnego rynku, który uczynił z niej wyróżnik grupy konsumenckiej doprowadziły do sytuacji, w której na pytanie socjologów, „Czy w twoim odczuciu lub odczuciu twoich znajomych, którzy wiedzą o twojej orientacji seksualnej, sam twój sposób bycia, ubierania się lub mówienia ułatwia ludziom z otoczenia domyślenie się, że twoja orientacja nie jest heteroseksualna?” [3] – 26,8 proc. badanych odpowiedziało „czasami”; 12,8 proc. odpowiedziało „raczej tak”; a 4,8 proc. „zdecydowanie tak”, co łącznie daje 44,4 proc. A zatem w niemal połowie przypadków homoseksualiści i biseksualiści uważają się za zbiorowość „widzialną”, co sprawia, że stają się grupą narażoną również na dyskryminację ekonomiczną (statystyki pokazują, że aż 13 proc. badanych, nie ukrywających swojej orientacji seksualnej, doświadczyło praktyk dyskryminacyjnych w miejscu pracy). Musimy też pamiętać o projektach wiceministra edukacji narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego – Mirosława Orzechowskiego (LPR) dotyczących zakazu pracy osób homoseksualnych w charakterze nauczycieli, co stanowiłoby jawną dyskryminację, także ekonomiczną. Okazuje się, że „znienawidzone seksualności” mogą również stanowić zbiorowość „biwalentną” (zwłaszcza w krajach tak homofobicznych jak Polska). A raczej musimy je traktować jako taką właśnie grupę. Zatem tak samo jak osoby upośledzone ekonomicznie, stygmatyzowane poprzez afirmatywne środki zaradcze cierpią na brak uznania i stają się grupą dyskryminowaną kulturowo, tak też osoby stygmatyzowane poprzez „politykę tożsamości” jako afirmatywny środek zaradczy narażone są na dyskryminację uznaniową nie bardziej niż ekonomiczną.

Wniosek, jaki płynie z tego dla lewicy jest oczywisty: celowe środki zaradcze podejmowane w sytuacji tryumfu neoliberalizmu w jego wymiarze ekonomii wolnorynkowej i konserwatyzmu kulturowego, poparte nadto rezygnacją z wiary w uniwersalność języka lewicowych wartości związaną z kryzysem przedstawienia, wizji społecznej i cząstkowymi wariantami prawdy (a zatem tym wszystkim, co wniosły języki inspirowane myślą poststrukturalistyczną) – okazały się przeciwskuteczne, ekskluzywne (doprowadzały do naznaczenia, a w konsekwencji wyrzucenia poza nawias akceptacji grup, które miały wspierać). Tak właśnie kończy się sen lewicy o szukaniu rozwiązań w ramach dotychczasowego konsensusu – afirmacji różnicy i liberalnym państwie dobrobytu. Tak kończy się podział na lewicę kulturową i ekonomiczną. Stajemy wobec konieczności stworzenia nowego. Póki co skupmy się na transformatywnych środkach zaradczych, ale mając świadomość, że przekształceniu wymaga cała sfera intuicji gospodarczych i sfery publicznych mniemań, w kierunku, którego mamy prawo sobie nie wyobrażać, „procedurze prawdy”, która może okazać się poza-liberalna. A przede wszystkim wszelkimi środkami dążmy do przywrócenia języka uniwersalizmu.

5.

A teraz przyjrzymy się tym zdjęciom raz jeszcze. Są wyrzutem sumienia lewicy, która, powtórzmy, zainspirowana filozoficznymi językami poststrukturalizmu zrezygnowała ze swoich uniwersalistycznych oczekiwań, zrywając dialektyczną nić napięcia między tym, co ekonomiczne i tym, co kulturowe, między bazą a nadbudową. Wyzwaniem stojącym przed nami dziś jest odnalezienie możliwych warunków przywrócenia na nowych zasadach całościowego ujęcia niesprawiedliwości. Uruchomienia maszyny wszelkich możliwych środków zaradczych i sprostania wyzwaniom uspójnienia grupowych dyferencji tak, by dobrobyt nie stygmatyzował, a różnica kulturowa nie kreowała nieusuwalnych antagonizmów. Chciałbym traktować fotografie Sławka Beliny jako apel o konieczność wprowadzenia w życie nowej uniwersalistycznej koncepcji uznania, zdjęcia z oczu wesołych wdówek – unisono – dłoni i odium dyskryminacyjnego wstydu.

[1] N. Fraser, Od redystrybucji do uznania różnicy? Dylematy sprawiedliwości w erze „posocjalnej”, przeł. Rafał Pankowski, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP, Wrocław 2005.

[2] A. Badiou, Święty Paweł, przeł. P. Mościcki, J. Kutyła, Korporacja Ha!art, Seria Krytyki Politycznej, Kraków 2007.

[3] Dane za: Sytuacja społeczna osób biseksualnych i homoseksualnych w Polsce. Raport za lata 2005-2006, red. M. Abramowicz, Kampania Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie Lambda Warszawa, Warszawa 2007.

Igor Stokfiszewski (1979) krytyk literacki. W latach 2001-2006 redaktor działu literackiego magazynu „Ha!art”. Od 2006 współkurator REDakcji KP. Współredaktor (wraz z Piotrem Mareckim i Michałem Witkowskim) antologii Tekstylia. O rocznikach 70-tych (2002). Wydał arkusz krytyczny pt. europa.poetical fiction poświęcony poezji lat 90. Publikuje m.in. w „Ha!arcie”, „Studium”, „FA-arcie”, „Gazecie Wyborczej” i „Tygodniku Powszechnym”. Opowiada się za polityczną krytyką literatury, wyrosłą z lektur marksistowskich i neopragmatycznych. Jego teksty Poezja uników oraz Poezja a demokracja („Gazeta Wyborcza” 8.02.2007) oraz („Tygodnik Powszechny” z 11.03.2007), w których postulował zerwanie z językami metafizycznymi, egzystencjalnymi oraz metapoetyckimi, jakie dominowały w latach 90. na rzecz zaangażowanego czytania poezji, wywołały debatę o miejscu liryki pośród języków teraźniejszości. W sferze pozaintelektualnej warto przypomnieć o brązowym medalu mistrzostw Polski w karate tradycyjnym młodzików starszych (Sieradz ‘95)! fot. Dorota Głażewska

W ilustracji wykorzystano motyw z plakatu Pągowskiego do przedstawienia: „Orfeusz i Eurydyka”

Artykuł ukazał się w numerze 13 KRYTYKI POLITYCZNEJ. Dziękujemy za umożliwienie przedruku!


Krytyka Polityczna

Zobacz najnowszy numer!

KP

Autorzy:

zdjęcie Igor Stokfiszewski

Igor Stokfiszewski

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 230; nazwa: Igor_Stokfiszewski

3 komentarzy do:Inne rytuały. Myśląc o „uniwersalistycznej koncepcji uznania”

  • marcin

    [Re: Inne rytuały. Myśląc o „uniwersalistycznej koncepcji uznania”]

    Bardzo dobry tekst! Powyższy fragment przypomina mi znajomych gejów, którzy głosują na PO, bo twierdzą, że najpierw musimy być bogaci, a potem przyjdzie czas na liberalne podejście w sferze obyczajowej. A tu tymczasem zonk! Za pieniądze rzeczywiście możemy sobie kupić wolność i w 4 ścianach apartamentu bawić sie do woli, ale nie kupimy równościowego prawodawstwa i tolerancji. A co jeśli innych (np. z małych miejscowości, bardziej konserwatywnych niż „Wawaka” „Pozek”) nie stać ową wolność? (np. przeprowadzkę).
    A propos PO, pan radny kabareciarz z Wrocławia potwierdził wczoraj jak jest tolerancyjny wyzywając nas od „zboczeńców”.

  • zen

    [Re: Inne rytuały. Myśląc o „uniwersalistycznej koncepcji uznania”]

    świetny tekst, wcale na to tak nie patrzyłem

    nie powinniśmy dać się złapać w pułapkę konsumpcji!!!!

  • zadra

    [Re: Inne rytuały. Myśląc o „uniwersalistycznej koncepcji uznania”]

    bardzo ciekawe




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa