Brendan i Tom – refleksje po wizycie

Opadły już emocje związane z wizytą w Polsce dwóch „gejów z orędzia prezydenta”. A ja wciąż nie mogę o nich zapomnieć…

Wydarzenie to było dla mnie czymś bardzo szczególnym – i zapewne nie tylko dla mnie.

Przypomnę pokrótce, jak do niego doszło. Otóż prezydent Polski Lech Kaczyński wygłosił coś na kształt orędzia (do czego ma prawo w telewizji publicznej), a było to dokładnie 17 marca. Wystąpienie to zostało skomentowane i odebrane różnie, raz jako „teledysk polityczny”, dwa jako „a o co w ogóle chodzi?”. I okazało się, że właśnie nie wiadomo o co chodzi, bo prezydent postraszył (w związku z rychłym podpisaniem przez Polskę Traktatu Lizbońskiego) Niemcami, którzy mogą chcieć zwrotu swoich dawnych przedwojennych ziem oraz gejami, którzy zawierając związki mieliby działać wbrew przyjętemu w Polsce standardowi moralnemu. Okrasił swoje słowa obrazkiem ze ślubu (tak, w Kanadzie są możliwe śluby i właśnie małżeństwa homoseksualne) Brandona Faya i Toma Moultona. Po czym podpisał traktat lizboński :) . Może chciał się uśmiechnąć do dwóch różnych części swojego elektoratu po prostu… Ale mniejsza o to. Zdarzyło się coś zupełnie niewyobrażalnego dla twórców i uczestników tego orędzia. Otóż bowiem panom Brandonowi i Tomowi doniesiono (podobno maczał w tym palce jakiś dziennikarz Radia ZET), iż obrazki z ich tak ważnej uroczystości zostały wykorzystane do straszenia ludzi. Tego panowie nie zostawili w spokoju. Udali się do konsulatu, aby złożyć pewnego rodzaju zażalenie, skargę, iż wizerunki ich zostały użyte niezgodnie z ich wolą (bo przecież nikt ich nie raczył zapytać, czy zgadzają się na wykorzystanie migawek w celu postraszenia obywateli…) – za każdym razem, gdy ktoś chciał ich użyć, po prostu pytał o to bohaterów, niestety tym razem się tak nie stało (najprostsze co mi przychodzi do głowy – lekceważenie: gdzieś tam daleko odbyła się „śmieszna” uroczystość, nie trzeba się liczyć z emocjami bohaterów). Pan konsul próbował załagodzić całą sytuację, zdając sobie sprawę z gigantycznych różnic kulturowych pomiędzy USA (a szczególnie Nowym Jorkiem, gdzie para mieszka) a Polską – w Stanach istnieje bowiem nie dość, iż ochrona mniejszości (co jest zaświadczeniem, iż demokracja działa) to jeszcze daleko posunięta tolerancja i akceptacja dla różnorodności oraz poszanowania najzwyczajniej w świecie ludzkiej godności.

Prezydencki „spindoktor”, czyli sprawca tego całego wydarzenia – Jacek Kurski – niczym się nie przejął, bo przecież nie należy przejmować się jakimiś facetami, którzy w jego mniemaniu „parodiują ślub”, a w dodatku nie są do końca normalni – no przecież są w końcu tylko gejami, a to znaczy, że nie są normalnymi ludźmi. Koniec końców panowie zostali zaproszeni do Polski i postanowili przyjąć to wyzwanie (już pewnie coś mogli sobie pomyśleć po tym orędziu, co to u nas się wyprawia). Wpierw przez TVP, program Tomasza Lisa „Tomasz Lis na żywo”, ale TVN podbiła ofertę, umożliwiając parze większą swobodę (TVP bardzo ograniczyła możliwość wypowiadania się i spotykania z kimkolwiek). Od strony merytorycznej opiekę nad przybyszami sprawowała Kampania Przeciw Homofobii.

Brandon i Tom odbyli swoiste „tournee” w Polsce (tylko Warszawa niestety) niczym amerykańskie gwiazdy filmowe. Ledwie mogli wyjść z samolotu i wsiąść do taksówki – media oblepiły ich doszczętnie. Zapewne ze strony medioznawczej bardzo ciekawe zjawisko byłoby do analizy – dlaczegóż to właśnie ci goście byli przez 3 dni swojego pobytu na takim „topie” mediowym? Świetnie ujęła to Manuela Gretkowska – Brandon Fay i Thomas Moulton przyjechali do Polski jak Cyryl i Metody, którzy przybyli do Słowian, żeby wprowadzać cywilizację. Oni nas cywilizują – bardzo to trafne i bezpośrednie. Myślę, iż zadziałało tu kilka mechanizmów.

Para przybyła w niedzielę, i prawie od razu udała się… do kościoła. Oficjalni geje na mszy? Tego jeszcze w Polsce nie było. Niektórzy bardziej tradycyjni czy konserwatywni obywatele mogli poczuć się, jakby ktoś dał im po prostu w twarz. A Tomas i Brandon najzwyczajniej poszli na mszę dlatego, iż są wierzącymi i praktykującymi katolikami. Mało tego, wprost mówili, iż poznali się w kościele właśnie podczas mszy pewnego dnia, i od razu się sobą zauroczyli. Dla nas tu w Polsce jest to niewyobrażalne, bowiem do tej pory ścieżki osób homoseksualnych i Kościoła Katolickiego bardzo się rozmijały, iskrzyły i niemożliwe byłyby jakiekolwiek punkty styczne – zostałyby odebrane jako zniewaga tej instytucji. Wiedzieć też należy, iż kościół w Stanach Zjednoczonych dość różni się od polskiego, do tego jest tam spora różnorodność jeśli chodzi o wyznania, poszczególne kościoły. Są i takie, które odważnie udzielają błogosławieństw dla par jednopłciowych, prowadzą duszpasterstwo dla takich osób. Zatem dla naszych bohaterów była to czynność pozbawiona wszelkiej ostentacji.

Para spotkała się z kilkoma różnymi osobami – m.in. Tomaszem Raczkiem, który całkiem niedawno wraz ze swoim partnerem Marcinem Szczygielskim dokonał coming outu. Goście odwiedzili również parlament – na zaproszenie Ryszarda Kalisza z SLD.

Pozostali politycy, szczególnie z prawej strony sceny politycznej, amerykańskich gości omijali szerokim łukiem, jakby bali się ich niczym diabeł wody święconej.

Znany z bardzo skrajnych poglądów na temat homoseksualności wicemarszałek Stefan Niesiołowski wypowiedział się nawet: „ Żałosna jest tutaj rola poważnych polityków, jak Ryszard Kalisz, który spotyka się z człowiekiem, który na to nie zasługuje, bo nic sobą nie reprezentuje. Proszę mnie więcej nie pytać o tych panów, bo są ważniejsze sprawy w Polsce do dyskusji” – tyle miał do powiedzenia. Szkoda że ten pan nie widzi w „tych ludziach” po prostu ludzi. Nowojorczycy mają zdaje się zupełnie odmienne zdanie na ten temat – otóż Tom jest szanowanym obywatelem, płacącym podatki, a także lekarzem pediatrą, który leczy onkologicznie dzieci, często za darmo – w ten sposób poświęcając się społecznie. Czy wicemarszałek nie szanuje lekarzy pediatrów? Śmiem wątpić. I jakie znaczenie ma tutaj orientacja Toma? Dla jego kolegów z pracy – jak się dowiedziałam podczas konferencji prasowej – żadnego. I tu wyraźnie różnimy się – my ludzie Polacy i Amerykanie. Koledzy Toma ze szpitala, gdzie pracuje (jak nadmienił – sami heteroseksualni) – stanęli na wysokości zadania, zamienili się nawet dyżurami, aby Tom – niespodziewanie wezwany do Polski – mógł wziąć szybki urlop z pracy. Nawet nie jestem w stanie wymyślić podobnego scenariusza w Polsce – bo po pierwsze, trzeba być ujawnionym gejem/lesbijką w miejscu pracy, po drugie – mieć po prostu empatycznych współpracowników…

Wizyta Faya i Moultona została generalnie przedstawiona w prawicowych mediach jako natrętne mieszanie się przedstawicieli mniejszości seksualnych w święte prawo Polski do samostanowienia. Niektórzy z autorów posunęli się także do ironii („Przyjechał cyrk z Ameryki” – Piotr Gociek, Rzeczpospolita).

Ale udało się zobaczyć, iż goście ze stoickim spokojem, bez cienia wstydu, zażenowania czy atakowania, z chrześcijańską wiarą w dialog międzyludzki pokazali, iż można o tolerancji mówić innym językiem niż w zakurzonych przedpokojach rodzimego ciemnogrodu. „Przyjechaliśmy tu z nadzieją, że uda nam się rozpocząć dialog, dialog społeczności, której głos do tej pory nie był wysłuchany” – stwierdził Moulton. Do końca z chrześcijańską nadzieją czekali, aż prezydent wyciągnie w ich stronę dłoń i da się zaprosić „na rozmowy przy herbacie”, co przeciętny zachodni polityk zapewne zrobiłby „na luzie”. Ale nasz prezydent widocznie nie ma w planach spotykania się z osobami, którym miałby tłumaczyć się ze swojego postępowania, poglądów – a już na pewno z tym, kogo miałby przeprosić. Ani tym bardziej po postu napić się herbaty i najzwyczajniej w świecie pogadać.

Mam tylko nadzieję, iż tak nietypowa sytuacja jaka nas spotkała z tą wizytą, umożliwi znów podjęcie szerokiej debaty związanej z legalizacją związków jednopłciowych. Oby para nie poszła w gwizdek…

Yga Kostrzewa aktywistka LGBT, feministka, ekolożka, studentka warszawskich Gender Studies, w wolnych chwilach oprócz czytania, słuchania i oglądania zapalona producentka domowych sałatek, nalewek i przetworów. Uwielbia słuchać, czytać i podróżować. Żyje z partnerką od 13 lat, ma 2 koty i psa. Prowadzi bloga: www.ygakostrzewa.com

Autorzy:

zdjęcie Yga Kostrzewa

Yga Kostrzewa

aktywistka LGBTQ, rzeczniczka Lambdy Warszawa, członkini Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich, feministka, ekolożka, absolwentka warszawskich Gender Studies. Uwielbia czytać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, fotografować i pisać. Prowadzi bloga www.ygakostrzewa.com

12 komentarzy do:Brendan i Tom – refleksje po wizycie

  • Ania

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    Bardzo podobala mi sie wizyta Panow Brandona i Toma. Mili, sympatyczni na poziomie i stanowiacy fajna pare. Fantastyczny byl tez program w ktorym rozmawial Pan Tomasz Raczek z Panem Cymanskim. Brawo Panie Tomaszu za celne uwagi dotyczace tolerancji i wychowania dzieci w tym duchu:) Pan Cymanski sie zwyczajnie skompromitowal swoja ciasnota umyslowa…Wreszcie sprawy dotyczace akceptacji osob o innej orientacji seksualnej zostaly poruszone publicznie. Kazdy mial szanse zobaczyc normalnych, milych, dobrych ludzi. Spelnionych i szczesliwych…Dodam, ze jestem osoba heteroseksualna jesli to ma jakiekolwiek znaczenie:)

  • Arek

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    Ta wizyta dała naprawdę sporo. Jeśli nawet ruszy się w naszej sprawie niewiele na szczeblu politycznym, to ciekawe ilu osobom małżeństwo z Ameryki i pan Raczek pomogło tak jak mi? Moja mama od ponad roku wie, że jestem gejem i wie, że mam chłopaka, ale raczej go nieakceptowała. W tamten poniedziałek oglądała „Teraz My!” z nimi i wreszcie ją oświeciło. Zobaczyła MAŁŻEŃSTWO z długim stażem – „hura, może jej synek jednak nie będzie samotny na starość!” W dodatku posłuchała troche tego co mówił Raczek (a wiemy jak mówił) i przemyślała sobie co nie co i doszła do wniosku, że faktycznie – troche nieuzasadnione te obawy. I tak się zastanawiam ilu młodym chłopakom i dziewczynom o orientacji homoseskualnej w taki lub podobny sposób to raptem 20minut programu po 22 na TVNie pomogło mniej lub bardziej.

    Ale i tak największa wtopa prezydenta, polegała na tym, że, jak napisano w Dużym Formacie, chciał postraszyć Polaków zepsuciem moralnym zachodu i pokazał nam parę gorliwych katolików.
    :P

  • Uschi

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    Mi z kolei interesujący wydał się inny aspekt wizyty panów gejów ;) – odbiór ich wyznania i ich poziomu oraz rodzaju zaangażowania religijnego przez społecznosć LGBTQ w Polsce…

  • Frz

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    [na homikach.pl nie akceptujemy mowy nienawiści. detr.]

  • O`boy

    [do Frz]

    [jak wyżej. detr.]

  • Frz

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    Przesadziłem z tą śmiercią. Naprawde przepraszam :) Bez pozdrowień.

  • Wojtas

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    Bardzo dużo krzyku o nic. I tyle. I tak należy podsumować ten EPIZOD.

  • Wojtas

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    PS. Chciałem zauważyć, że szanowna redakcja wykorzystuje w dziwaczny sposób BEZ ZGODY właścicieli ich wizerunki pod nagłówkiem tego tekstu! Nie różni się w tym niczym od świty prezydenckiej….
    Ciekawe, czy i w tym przypadku, po odpowiednim DONOSIE, reakcja panów małżonków byłaby równie gwałtowna?…

  • do Wojtas

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    A coś ty taki sfrustrowany? Uśmiechnij się i wyluzuj.

  • anka zet

    [Re: Brandon i Tom – refleksje po wizycie]

    prawo jest nieznane nie tylko przeciętnym obywatelom, ale i reprezentatnom partii z „prawem” w nazwie.
    W całej sprawie nie chodziło tylko o wykorzystanie wizerunku (który w USA jest chroniony i szanowany bardziej niż w Polsce), ale o to, że ŚLUB ZWYCZAJNYCH GEJÓW WYKORZYSTANO W ORĘDZIU PREZYDENCKIM BEZ ICH ZGODY I W CHARAKTERZE „ZŁA” ZAGRAŻAJĄCEGO POLSCE. Wojtasie, rozumiesz?

    Serdecznie wszystkich pozdrawiam.

  • Jacek

    [Błąd w tytule]

    Jest błąd w tytule. Imię Faya to Brendan, a nie Brandon.

    detr dzięki za zwrócenie uwagi, już po poprawie

  • Olleg

    [Re: Brendan i Tom – refleksje po wizycie]

    A mnie zawiodła ta „wizyta”. Moze to troche moja wina bo nastawilem sie na cos naprawde wielkiego… Dostałem natomiast dwóch mezczyzn ktorzy pojawili sie pare razy w mediach, dali sie pofotogratowac, opowiedzieli o swoim normalnym zyciu i duzo sie usmiechali. Nie byli nawet w stanie rzeczowo odpowiedziec na dosc wazne i nie łatwe pytania Sekielskiego i Morozowskiego. Korzystali tylko z utartych, oficjalnych, ugrzecznionych ogolnikow powtarzanych przez dzialaczy gejowskich na calym swiecie. Nie mowie, ze liczylem na jakies chamstwo, przekrzykiwanie sie, ordynarnosc i perwersyjne rzucanie sie w oczy. Raczej na ludzi którzy pokaza jak wyglada prawdziwy dystans do swojej orientacji u osob zyjacych w bardziej tolerancyjnym spoleczenstwie. Na gejow z bystrymi, bo zaczerpnietymi z prywatnego zycia, odpowiedziami na pytania najbardziej nurtujace polakow. Na to, ze w polskim, kato-narodowym dyskursie pojawi sie punkt odniesienia wykraczajacy poza nasza mentalnosc. Przeliczyłem sie. Dostalem ludzi ktorzy nie sa w stanie wyjsc poza wyuczone regulki postemancypacyjnego spoleczenstwa.




Skomentuj: Frz Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa