Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia

Proszę się nie obawiać – nie zamierzam powtarzać rzeczy, które wszystkim są wiadome. Traktat będący sukcesem okazuje się „zagrożeniem”, a gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pedalstwo. W ostatnich dniach najwyższy urzędnik państwa zapewnił nam żenujący spektakl, pełen wyrachowania i obłudy.

Na jednym z portali pojawiła się zachęta dla wywołanych do tablicy gejów, by nawiązać bezpośredni kontakt z prezydentem drogą listową. Prezydentowi odpowiadają też Anka Zet i Yga Kostrzewa. Jak zauważa jeden z licznych komentatorów/ek pod tekstem, Yga „walczy niestety z wiatrakami i jak zwykle robi to z wielką klasą”. Cóż, i bardzo dobrze! Pojawiają się też inicjatywy zbierania podpisów pod hasłem „nie wszyscy jesteśmy homofobami”. Ba! Powiem coś dalej idącego: nie wszyscy jesteśmy heteroseksualni! Ale sprawę i tak załatwiają przede wszystkim najbardziej poszkodowani (na pewno?) – nowojorska para, której wizerunek cynicznie wykorzystano do propagowania homofobicznych treści. To oni starają się o spotkanie z prezydentem, to ich ręce wykonują mozolną robotę. Gazeta Wyborcza uspokaja, że Polacy „nie obawiają się małżeństw homoseksualnych”, wynikających niby z Karty Praw Podstawowych. Hura, homomałżeństw nie będzie! Tymczasem poseł rządzącej partii, profesor Niesiołowski, opowiada dyrdymały o „obrzydlistwie” dwóch pederastów oprawiających „parodię ceremonii” przed trzecim zboczeńcem…

Czy (znów) będziemy milczeć albo wyręczą nas „ziomkowie z Ameryki”? Dlaczego? Przecież wszyscy jesteśmy „gejami z orędzia”!

Ja w całym tym zamieszaniu pragnę poruszyć jeszcze dwie kwestie, które – moim zdaniem – jak na razie umykają.

1.

Zaczynamy kręcić się w kółko. Kolejne listy otwarte, internetowe podpisy, do prezydenta, społeczeństwa, kogokolwiek, nafaszerowane treściami edukacyjnymi i pełne grzecznej dyplomacji czy wezwań do otwartej postawy nie przynoszą zamierzonych skutków, ponieważ są po prostu ignorowane. Czas dobitnie uzmysłowić sobie, że mamy do czynienia z potężną, na razie pogłębiającą się fosą, która, niech to zabrzmi patetycznie – podzieliła Polskę. Komunikowanie się ponad ową wyrwą nie ma dalszego sensu, ponieważ jedna ze stron (a każda z nich powie z pewnością, że to ta druga!) „wie swoje”. Patrząc z naszej perspektywy: dla „mieszkańców zza fosy” nie jest argumentem, że za postulatami emancypacyjnymi LGBTQ stoi wiedza dostarczana przez świat nauki, doświadczenie i dobre praktyki państw, gdzie ta emancypacja dała się wpisać w główny nurt społeczeństwa (jakoś bez szkody dla różnych „rzeczy wyższych”, typu moralność czy religia). Mieszkańcom zza fosy wystarczają własne przekonania i własne wyobrażenia, a spoiwem dla tej postawy jest przeświadczenie, że „tak było zawsze i dobrze nam z tym”. To konserwatyści, którzy – nie mając do zakonserwowania pieniędzy z rodzinnych fortun (jak to ma miejsce w różnych cywilizowanych częściach świata), konserwują, co mają pod ręką. Już za dziada pradziada rzucano kamieniami w bezwstydnych pederastów, wtedy w pojedynczych, dziś w ich pochody (a dawniej częściej rzucało się w innych, wtedy widocznych alienów, np. Żydów). Więcej, okopanie się w takim zakonserwowanym świadku daje to, czego Polakom często brakuje – poczucie wartości, wyższości, misji. Dokuczanie homoseksualistom, zwane w zainteresowanych środowiskach „walką z homoseksualną nawałnicą”, jest powodem do chluby, bywa całkiem popularnym hobby wśród wielu osób, dla których, po godzinach, zabrakło miejsca w klubach szydełkowania, szkołach tańca albo innych instytucjach pomagających umeblować nadmiar czasu wolnego.

Nie oświecimy całokształtu społeczeństwa. Na przykład poparcie dla „jakiejkolwiek formy uregulowania związków homoseksualnych” – w związkach partnerskich czy czymkolwiek, co nie byłoby małżeństwem, już od wielu lat jest odpowiednio wysokie. Skoro promowanie faktów przeciwko mitom okazuje się niewystarczające, czyż nie czas na posunięcia i strategie bardziej radykalne?

2.

Podkreślano już, że to, co zrobił prezydent w swoim multimedialnym show, odebrane zostało jako zniewaga przez nas – homoseksualistów. (Ale których homoseksualistów i gdzie jesteśmy? W Nowym Jorku? Wrócę do tej kwestii.) Zauważmy też, jak bardzo wykalkulowane było posunięcie sztabu (?) głowy państwa (a także samej wspomnianej głowy). Najwyraźniej prezydent nie miał najmniejszego oporu, by „utopić” nie interesującą go część społeczeństwa (a może „nie istniejącą”? pedały są przecież w nowojorskim konsulacie) dla korzyści swojej, jako polityka, i jego politycznego obozu. Chyba nie przyszło mu do głowy, że ten element występu może po prostu obrazić, zaszkodzić, wywołać przykrość u osób przecież przynależnych do tak chętnie noszonego na rękach Narodu (ale czy my jesteśmy „częścią Narodu?”). Jeszcze bardziej dobitnie taką postawę reprezentuje twórca słynnego dziadka z Wehrmachtu Jacek Kurski, który jak tylko może dezawuuje bezpośrednio poszkodowaną parę zza oceanu. Apeluje też o litość i wyrozumiałość dla tej „zniewolonej mniejszości”: kilkunastu procent eurosceptyków, którzy po prostu potrzebują dodatkowej gwarancji, bo się boją [pedałów?], nie rozumieją Europy, itp. Czy ma na myśli ludzi zza fosy? Czy tym samym są oni ważniejsi?

Skoro warto „bronić interesów mniejszości”, czyż nie warto tym samym zająć się pilnymi sprawami osób LGBTQ?

Ciekawie postępuje też „oświecona, postępowa” prasa, która idzie tropem zaproponowanym przez PR-maszynę PiS: przecież Polacy nie boją się, że Unia narzuci homomałżeństwa. Tym samym nie ma się czego bać! To taki „temat zastępczy”. Przecież geje mieszkają tylko w Nowym Jorku, bo tam podniosły się głosy protestu. Lesbijek w tym całym zamieszaniu nie ma wcale (nie licząc skeczów Szymona Majewskiego o Traktacie Lesbońskim). Miejsce kobiet pozostaje w sferze różnie rozumianej rozrywki.

Nawet nie o to chodzi.

Dziś w polityce nie chodzi o pedałów, Polskę, Europę. Czasami trzeba reanimować służbę zdrowia, bo okazuje się, że czyjeś życie jest zagrożone. Ale takie „incydenty” generalnie nie zakłócają dynamiki politycznego spektaklu. Dziś politykiem nie zostaje się, bo się dużo wie, bo się na czymś zna. Jest się politykiem, bo w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie wpadło się przypadkiem na odpowiednią osobę i dawno temu robiło się wspólnie różne rzeczy. Zostaje się politykiem, by pysznić się przed kamerą, być oklaskiwanym, czuć się ważnym, zdobywać i tracić władzę w nieustającej grze. Grze pustej, ponieważ pozbawionej jakiejkolwiek treści. Akt wyborczy niewiele już znaczy, skoro mamy „do wyboru” zawsze te same, zretuszowane w photoshopie twarze. Politycy sami zapewnili sobie wygodną maszynkę do odnawiania swych miejsc pracy – mandatów poselskich, tworząc ustawę o finansowaniu partii z budżetu państwa. Od czasów jej przyjęcia nie doszło do żadnej godnej odnotowania zmiany na politycznym firmamencie. Kto raz dostał się na Wiejską, być może doczeka się tam, zakładając brak zmian czy „politycznej śmierci”, emerytury, ewentualnie osiemnaście razy zmieni szyld i zważając na koniunkturę mizdrzyć się będzie do kamer różnych stacji.

Przy okazji wyborów samorządowych Lambda Warszawa zorganizowała dobrą akcję „Wybieram tolerancję”, a homiki.pl dodatkowo zwracały uwagę, do czego służą radni samorządowi: do decydowania o tym, którędy kursują śmieciary, jak często jeździ tramwaj, jaka jest woda w kranie. Ale w „realu” zamiast o tym mówiono o sprawach „wyższych”, z pedałami i ich groźnym obliczem włącznie. Nie tylko bardzo łatwo straszyć, jak postraszono gejowskim ślubem, bardzo łatwo rzucać hasła uprzednio zamówione w firmie PR. Po niedawnych wyborach „skandalikiem” tylko było ujawnienie przez media, że słynne 100 konkretów jednej z partii opracowano na podstawie badań fokusowych (a nie przez szumnie anonsowaną „radę mędrców” – widocznie żaden mędrzec nie jest na tyle głupi, by pchać się w coś politycznego). Łatwo jest wykoncypować piękne hasło „o miłości”. A jakże łatwo ocierać się o śmieszność grzmiąc najpierw na polityków z wyrokami, by potem – koniunktura! – zapraszać ich do rządu; jeszcze później – odnieść sukces, by niespełna kilka miesięcy później ogłosić, że jest nic nie warty. Łatwo lansować się na imprezach gejowsko – lesbijskich NGOsów albo w telewizyjnym rozrywkowym talkshow przymilać się pedałom opowiadając ploty o rzekomym homoseksualizmie polityków z homofobicznych partii, by potem ograniczyć „działania” na rzecz osób homoseksualnych do westchnięcia – no nie, tego to my nie zrobimy! Polityka jest nie lepsza niż telewizyjne roztańczone show, gdzie smsy wyrzuca się do kosza, bo i tak wiadomo od początku od specjalistów PR i reklamy, która z gwiazd zgarnie „nagrodę”. Jest gorsza, bo to my dajemy na to wszystko kasę – zobacz sezon na PIT.

3. Synteza

Chyba nikt z mieszkańców „gwiezdnego cyrku multimedialnego” przy ulicy Wiejskiej w Warszawie nie zareagował na prezydencki „wybryk” tak, jak bym sobie tego życzył. Co więcej, profesor biolog poseł Niesiołowski, wicemarszałek z rządzącej partii, nie omieszkał zarzucić „wstrętnymi pederastami”, „reklamowaniem tych środowisk” i innymi złotymi myślami, których człowiek wykształcony winien się po prostu wstydzić. Jak się dowiedzieliśmy, miejsce gejów jest Nowym Jorku, najwyraźniej tamtejszy konsulat jest najwłaściwszym urzędem, by domagać się o „mniej ciemnogrodu” w Polsce, przepraszam, w polskim PR politycznym. Oprócz statementu Kampanii Przeciw Homofobii nie zauważyłem jakiegoś szerszego „ja”, który byłby głosem „stąd” przeciwko spektaklowi absurdu Kaczyńskich – i ich „sojuszników w sprawie” – Niesiołowskiego i innych.

Mamy do czynienia z bardzo ciekawymi zjawiskami:

a) Nadal nas nie ma, nie ma nas tam i wtedy, gdy jesteśmy potrzebni. Nie ma wystarczających miejsc, by skanalizować nasz gniew. Widocznie te „miejsca”, które istnieją, są niewystarczające i za mało „bojowe”, za grzeczne, za mało przegięte.

b) „Sojuszników” wśród „społeczeństwa oświeconego” mamy „niczego sobie”. Zapewne – wnioskuję po lekturze „poorędziowej” prasy – parady są fajne, dopóki niewinnie opowiadają się przeciwko biciu pedałów, wyrzucaniu ich z pracy (najlepiej, jakby takie hasła głosił powszechnie nielubiany polityk, można mu „dokopać”) albo za „szeroko rozumianą tolerancją” (przecież każdy „lewicowy” polityk lubi tolerancję, za którą kryją się rzeczy – oczywiście – niewymierne, typu ogólne przyjęcie do wiadomości, że pedałów bić nie wypada, a lesbijki to nawet istnieją). Czy nadal będą fajne, gdy okaże się, że pochód niesie biało – czerwone flagi i pod tymi barwami domaga się rozszerzenia instytucji małżeństwa?

c) Jeszcze ciekawsi są „sojusznicy polityczni”. Skoro dla pewnej, jakże ważnej i dzielnie bronionej przez Jacka Kurskiego, części społeczeństwa, jedynym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest obrona „Polski” albo „Narodu” albo „wiary” przed zboczeniami, musi to odnotować prawdziwy suweren – PR i jego starszy brat – pieniądz. W polityce nie ma jakiejkolwiek „pracy” (cóż za wstrętne słowo), jest mejkap przed wejściem live na wizję. A pedały mieszkają tylko w talkshowach i programach rozrywkowych. W programach informacyjnych występują ewentualnie w Berlinie albo NYC. Jeszcze nie wymyślono badania focusowego, które odkryłoby potrzeby gejów, a lesbijek – choćby – istnienie. Poza grupą zapaleńców, traktowanych jako niegroźne oszołomstwo przez własne środowiska partyjne, homików nad Odrą i Wisłą nikt dostrzec nie chce (chyba, że są kryptociotami z PiS – można się pośmiać, albo tańcząco–śpiewającymi gwiazdami, można popatrzeć). Zresztą dziurawych dróg i pociągu jadącego 6 godzin 350 km z Warszawy do Wrocławia także nikt nie widzi – po co?

Podsumowując – beznadzieje polskie pedały liczą na grzeczną, miłującą tolerancję w wersji minimum prasę, a ich polityczni wybrańcy i tak pozostają zapatrzeni w najsprawniejszą maszynę zastępującą „pracę u podstaw” – pi-ar.

***

Co takiego należy zrobić, by nie wyjść na zrzędę? Czy nadal piszczeć, że nie jesteśmy homofobami, skoro nawet nie jesteśmy heteroseksualni? A może liczyć na siwych mędrców z prasy mainstreamowej, która i tak udowodni Ci, pośrednio, że Twoje miejsce jest za granicą? A może liczyć na zakończenie w stylu deus ex machina, pedalskiego mesjasza, przegiętego Konrada Wallenroda? Czy nadal wato pokładać nadzieje w politycznych produktach z photoshopa, które i tak zmielą Cię przy pierwszej okazji, gdy zauważą, że słupek rtęci sondażowej pójdzie w górę dzięki uporczywemu twierdzeniu, że jesteś errorem w polskiej rzeczywistości?

Doprowadziwszy do absurdu polsko–pedalskie piekiełko, proponuję, byśmy już nie zastanawiali się „czego chcemy”, tylko „jak” i wykorzystali wreszcie własne siły.

Michał Minałto naczelny homików.pl

27 komentarzy do:Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia

  • arri

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    oj mętnie coś ten artykuł wyszedł.
    i sporo w nim niekonstruktywnej, negatywnej emocji. choć, nie przeczę, w błyskotliwej formie. mniej żółci, więcej pozytywnych wzorców!

  • royte_pomerantsn

    [->arri]

    A powiedz mi proszę, arri, jakie przykłady pozytywnych wzorców byś proponował(a)?

    Ja mam wrażenie, ze można się wreszcie wkurzyć. Tak po prostu. Bo sytuacja polityczna, jaka jest, każdy widzi.

    A Artykuł jest świetny i spójny w swojej złości – na niedotrzymane obietnice, na milczenie tych, którzy powinni być naszym głosem – i na nieruchawość, niemoc, lenistwo i cotamjeszcze (może bezsilność?) nas samych.

  • Szymon Niemiec

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Ostatnio pojawia się coraz więcej pomysłów i projektów legislacyjnych, które budzą nasz sprzeciw.
    Inicjatywy ograniczania selekcji w klubach, projekty podwyższenia wieku dopuszczającego uprawianie stosunków seksualnych, orędzie prezydenta etc.

    Każde z tych wydarzeń wywołuje ogromną burzę w internecie. Prowokuje tysiące komentarzy, postów, artykułów. I co?

    I nico…

    W krajach o rozwiniętej demokracji, gdzie tradycja wpływu elektoratu na wybranych przedstawicieli władzy ma długą, choć nie zawsze chwalebną tradycję, tego typu „inicjatywy” nie kończą się na internetowym oburzeniu.

    Obywatele świata, określanego przez nas „Zachodem” reagują w sposób bardziej bezpośredni. Niezłym przykładem są tutaj Szwajcaria i Stany Zjednoczone. Nie darmo biorę „na tapetę” te dwa kraje. Są one krańcowo różne z punktu widzenia ilości populacji. Maleńka Szwajcaria i megalityczne Stany mają jedną cechę wspólną.

    Ich obywatele nie dają odpocząć swoim przedstawicielom w parlamentach.

    Jak reaguje typowy amerykanin lub szwajcar na bzdurną lub obraźliwą wypowiedź swojego parlamentarzysty? Najczęściej chwyta za słuchawkę telefonu i dzwoni do jego biura. Dzwoni i…opieprza z góry na dół. Czasami robi to listownie, za pomocą poczty, faksu lub maila.

    I wiecie co?

    To skutkuje!

    Skutkuje naprawdę, bo polityk, który po swojej wypowiedzi dostanie kilka tysięcy listów protestacyjnych, nie ma możliwości stwierdzenia publicznie, że działa w interesie narodu. Bo by go prasa zjadła żywcem. Zresztą, najpierw żywcem zjedli by go jego właśni wyborcy.

    A my?

    Czy potrafimy jeszcze zdziałać coś razem?

    Czytam liczne komentarze, które zamieszczacie pod artykułami dotyczącymi kolejnych wyskoków naszych rządzących „elit”. Wyrażacie swój sprzeciw, oburzenie, protest. Tylko, że te wasze krzyki psu na budę się nie zdadzą. Bo, kto o nich usłyszy?

    Pani minister, rzecznik czy prezydent na portalach gejowskich raczej nie bywa. Co do byłego premiera, to pewny nie jestem, ale raczej też go tu nie widzieliśmy.

    Jak więc mają się dowiedzieć, że jesteście przeciwni ich poczynaniom?

    Co robi Niemiec?

    Ano pisze, dzwoni, mailuje. Bez przerwy. Co potknięcie kogoś z rządzących – list od Niemca. Co jakiś idiotyczny pomysł – list od Niemca.

    Nie darmo jeden z braci Kaczyńskich powiedział kiedyś dla Gazety Wyborczej, że jestem jednym z uosobień ich wrogów.

    Ale to działa!

    Bo politycy zaczynają się powoli uczyć. Tak samo zresztą, jak i my. Uczą się, że nie mogą już zostawiać listów bez odpowiedzi (szczególnie, kiedy ja nauczyłem się dodawać na koniec odpowiedni paragraf dotyczący dostępu do informacji publicznej). I odpowiadają. I czasami nawet wycofują się z głupich słów, lub gęsto się tłumaczą co mieli na myśli.

    A ty?

    Więc może warto wziąć przykład i podzwonić i powysyłać trochę poczty?

    Wysłanie maila nic nie kosztuje, a satysfakcja że nie zostawiło się sprawy bez odzewu – bezcenna.

  • jk

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    artykul jest super!!!cala prawda.ja wysylam i naile i listy.dziwi mnie tylko, ze inni geje sie dziwia z tego powodu.polscy geje to obraz schizofreniczny.zamknieci w getcie bojacy sie wlasnych cieni ludzie.

  • antoś

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    ja bym dzwonił zamiast pisać, można też chodzić na dyżury poselskie. warto by zrobić mapę, gdzie dyżury się odbywają i chodzić na te dyżury, głowę zawracać!

    gdzie np jest siedziba pełnomocniczki równego statusu? jaki jest tam telefon i faks do sekretariatu?

    poza tym ludzie przestańcie się do cholery chwać, do klubu w sobotę to jest czas iść i się pedały piszą, a w innych sprawach udawać hetero najwyższą cnotą. o matko.

  • Uschi

    [-> Szymon Niemiec]

    „odpowiedni paragraf dotyczący dostępu do informacji publicznej”
    Co masz konkretnie na myśli?
    (zgadzam się mocno z twoim komentarzem, tak na marginesie ;) )

  • Mirek_Kolasa

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    <b>–>Szymon Niemiec</b>
    Drogi Szymonie, w kilku kwestiach w przeszłości twardo się z Tobą nie zgadzałem, ale tym razem przyznaję, że Twój głos w przedmiotowej sprawie jest bardzo cenny i potrzebny!

    Pokazuje bowiem, prostą rzecz, a mianowicie, że nie możemy/nie powinniśmy patrzeć na siebie z perspektywy większej grupy, ba, społeczności, ale musimy skupiać się na nas, czyli na poszczególnej jednostce. Brawo, Niemiec: nie myślmy zbiorowością, ale zacznijmy od siebie. Gdy maili, listów, faksów, telefonów będzie więcej, wtedy możemy nieśmiało mówić o sobie w kategoriach grupy. Odpowiednio ukierunkowane działania pojedynczych osób dają nadzieje, że wiele tematów podejmiemy w końcu wspólnie, ale też i każdy/a z osobna…

  • Abiekt

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Dodam jeszcze ze w tym wszystkim brakuje wizji, jednolitej i spójnej, liderów, ktorych nie wstydzą się i klubowe-ciotki i pedały-intelektualiści. Brakuje konia pociągowego :)

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    No to jak każdy coś od siebie to ja też ;)

    Pisanie listów, koń pociągowy, ktory podpasuje i klubowym ciotkom i pedałom intelektualitom, jak to Abiekt, wyżej napisał(a) to dla mnie jeszcze mało.

    Najważniejsze jest namówienie skrytociotek i cichodajek na odważne comming outy. Bo myśle, że nic tak nie zmieni świadomości ludzi (także polityków) jak fakt, że każdy zna conajmniej kilku, bądź chociaż jednego geja! No cholera, w końcu ejst nas troche.

    Ale jeszcze odnośnie tego co Szymon Niemiec napisał. Nie bardzo sobie wyobrażam tą akcje z tymi listami, pod tym względem, że nie każdego stać na napisanie naprawde sensownego tekstu, godnego dostarczenia do kancelarii prezydenta czy premiera. Myśle, że niektórzy boja się, żeby sie nie ośmieszyć, bo mogą palnac jakąś głupotę, a przekopiowywanie tego, drogi Szymonie, co Ty napiszesz i wysyłanie jakos swoje, coś w rodzaju gotowca, dla mnie ejst bez sensu, bo odrazu widać, że jest to jedno i to samo z wielu adresów wysyłane. Poza tym sam moze ze dwa razy odpowiedziałem na Wasz apel napisania gdzieś tam z bulwesem w jakiejś sprawie. Odpowiedzi nie dostałem, nawet durnego „dziękujey za opinię”, a sam mam wrażenie, ze listami od takich jak ja dzieje się mniej wiecej to samo, co ja robie z reklamami wczasów, piwa, czy banków na mojej skrzynce :/

  • Szymon Niemiec

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Ushi:
    Art. 13. 1. Ustawy o dostępie do informacji publicznej: Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, z zastrzeżeniem ust. 2 i art. 15 ust. 2.

    Antoś: Siedzibą Urzędu Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu i Przeciwdziałania Dyskryminacji jest Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, pokój 103, Al. Ujazdowskie 1/3, 00-583 Warszawa
    Numery telefonów i faksów są dostępne na stronie http://www.premier.gov.pl

    Arku, pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. Nawet gotowce mają większą moc niż milczenie. Tak przynajmniej uczy mnie dotychczasowe doświadczenie.

    Mirku, możemy się ze sobą nie zgadzać. Na tym polega pluralizm światopoglądowy i demokracja. Ważne, abyśmy umieli szanować wzajemnie swoje poglądy, a także kiedy trzeba, umieli stanąć razem i dać jasny sygnał, że czegoś chcemy, lub na coś się nie zgadzamy. Zarówno Ty, jak i Twój portal możecie zawsze liczyć na to, że Niemiec będzie po stronie dobrych działań i będzie przeciwko złym praktykom.
    Działajmy, razem, oddzielnie, ale działajmy!

  • Marek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Zbyt skoplikowanie napisany, ale zgadzam się w zupełności. tylko nie odpowiedziałeś na pytanie zawarte w tekście ;/
    co robić? wyjść na ulice i krzyczeć nie zgadzam się;/

  • Szymon_Niemiec

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Ahhhh KPRM uaktualniła (W KOŃCU) swoją stronę i mamy już telefon i faks do „naszej” pani pełnomocnik:
    Elżbieta Radziszewska
    Sekretarz Stanu
    tel.: 022 6947535
    * fax: 022 6947234

  • Walpurg

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Pisanie listów i maili, choć nie zmieni wiele, to dobry pomysł. Jeszcze lepsze są listy i artykuły do gazet, teksty na blogach (!), komentarze pod artykułami na portalach – my tam MUSIMY być obecni!
    Pojedyńczy komentarz czy wpis na blogu nic nie dadzą, ale w swojej masie pokażą nas i nasz punkt widzenia.

    Dzień po owym wideoklipie prezydenta przed Pałacem na Krak. Przedmieściu powinna stać nasza manifestacja pod hasłem „nikomu nie zagrażamy”. Tylko KTO miał skrzyknąć ludzi i ją zorganizować? Jeden mieszka daleko do Wawy, drugi pracuje, trzeci uczy się, czwarty boi się telewizji…

    A poza tym mamy nauczkę, że NIE WOLNO GŁOSOWAĆ NA PLATFORMĘ! Bo to PARTIA HIPOKRYTÓW! Rano Radziszewska mówi w gazecie, że geje mogą uczyć w szkole, wieczorem Niesiołowski mówi w TVN24, że geje są obrzydliwy – KTÓRY przekaz dotrze do mas? Raz Palikot ubiera koszulkę z napisem „jestem gejem” a kilka dni później mówi, że jest przeciwny legalizacji homozwiązków… Strategia PO to „świeczkę Panu Bogu a Diabłu ogarek”.
    Trzeba było głosować na lewicę – fakt, że wtedy PO nie wygrałoby wyborów, wygrałaby PiS, ale może Polacy muszą dostać jeszcze w dupę? Może 2 lata rządów Kaczyńskich to za mało, żeby się opamiętali? Może po kolejnych 4 latach wreszcie zmądrzeliby? A tak mamy rządy ludzi, którzy wszystkim chcą zrobić dobrze. I nic z tego nie wynika.

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Ok, każdy powiedział co wiedział i znów się na tym skończy? ;/

    Michał temat poruszył, powiedział coś o radykalnych rozwiązaniach, każdy stęknął, dorzucił swoje 3 grosze i temat ucichł. A ja będę temat ciągnął choćby na siłę!

    Samo wyrażenie bulwersu na swoim portalu to za mało. Ok rozumiem, że jest nas teraz tutaj może 10 osób, które są gotowe COKOLWIEK zrobić. Więc – może to zabrzmi fanatycznie – ustalmy plan działania. Rzućmy się z motyką na słońce!

    1. Chaotyczne wysyłanie listów gdzie sie da – ok, ale nie można sie do tego tylko ograniczyć.
    2. Namawianie naszych kolegów gejów i koleżanki les do wyotuwania się – ok, ale ilu tak damy rade nakręcić? Dwóch? Trzech?
    3. Koń pociągowy dla całego środowiska? Wyjdzie w praniu…

    Poza tym, najlepszy w te klocki nie jestem. Powiem szczerze, że nie wiem co ja – jako pełnoletni obywatel Polski i gej – mogę zrobić. Ale po komentarzach (i wcześniejszych wypowiedziach przy różnych tematach) widzę, że jest tu wiele osób zorientowanych w tym temacie. Michał, Szymon, Uschi…

    Co z tego, że postękamy tu u siebie? Co prawda, Wam, akurat których tutaj wymieniłem, nie można zarzucić lenistwa, bo robicie wiele, naprawdę. Ale robicie sami.

    Dajcie jakiś plan działania, powiedzcie, co mogę zrobić, ja – szeregowy, bez przynależności do żadnych organizacji. Tylko, błagam, bez odpowiedzi typu „idź i uświadamiaj swoje otoczenie” bo jest ono już w lwiej części uświadomone, a poza tym, z tego co tutaj widze, są jakieś możliwości żebyśmy każdy z osobna naciskali na media i władze nie tylko samym pisaniem nieustannym, poprostu jakoś się zgrajmy tylko, bez łącznia w organizacje i tworzeniem jednego dzieła podpisanego KPH, skoro obok tego, można budować jeszcze wiele mniejszych rzeczy podpisanych z imienia i nazwiska przez nas samych. Ale jak tak się o tym gada, bez konkretów, to mało kto się na to porwie. Dajcie konkrety: „robimy to i to” i do dzieła. Jasno, krótko i na temat ;) Jak powiedziałem, gdybym sam wiedział co mogę, to bym jzu dawno to robił. Potrzebny jest ktoś, kto takiemu jak ja da kilka możliwości.
    A poza tym co może zrobić każdy taki jak ja? Każdy kto nie jest redaktorem naczelnym gejowskiego portalu, każdy kto nie jest rzecznikiem, prezesem, czy nawet członkiem jakiegoś stowarzyszenia, każdy kto nie jest politykiem, czy sympatykiem partii?

    Dajcie żesz, liste zadań, dla geja, ktory jest zwykłym uczniem, studentem, pracownikiem, „szarym obywatelem”. Bo widzę, że Wam pomysłów wcale nie brakuje. Brak jest jakiegoś takiego przekonania, że jest ktoś kto za tym pójdzie. I myśle, że nie tylko ja, ale i wiele osób, do ktorych trzeba dotrzeć. I nie każcie zapisywać się do stowarzyszeń, bo moge coś robić poza, tak od siebie, ale żeby to było jakoś, może nie tyle kierowane przez kogoś, co, żeby paru działaczy, dostarczało co rusz to nowe KONKRETNE POMYSŁY. Nie trzeba straszyć, że to czas na radykalne rozwiązania, wystarczy parę propozycji rzucić co jest do zrobienia dla ludzi bez wtyków, bez znajomości, bez doktora z politologii.

    Ja bynajmniej melduję gotowość do wykonania drobnych, acz jakże pomocnych zadań ;)

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Aha, tak bardzo podkreślałem, że fajnie by było, jakby każdy coś robił z osobna, a nie ciągle w ogranizacjach, bo ludziom da coś do myślenia. Nie będzie, że znów się ta KPH o coś bura, czy inna Lambda (nawet jakby za tym stało milion osób, to jest to dalej JEDNA organizacja, JEDNO stanowisko). Ale jak „burać się będzie” obok (ale obok nie zamiast)tych organizacji, sto osób fizyczych, zwykłych szaraczków, to już to inaczej wygląda. „Wow, nie wszyscy z nich są pod berłem Biedronia!”

    =]

  • Szymon_Niemiec

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Arku, warto popatrzeć na to, co robią inni i mówiąc brutalnie kopiować dobre działania.
    Jeżeli ktoś wysyła list protestacyjny, to może warto zrobić to samo?
    Jeżeli ktoś kieruje sprawę do sądu, to może warto samemu też wnieść pozew?
    Jeżeli ktoś idzie na paradę, to może warto też pójść?

    Takie działania naprawdę są skuteczne.

  • Walpurg

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Szymon ma rację.

    Gdybyśmy tylko multiplikowali swoje działania, ile by już można było zmienić.

  • Szymon_Niemiec

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    No to może jeszcze podrzucę jedną sprawę.
    Jeżeli żyjecie w związkach partnerskich, to możecie zrobić to co ja dzisiaj, czyli założyć panu Lechowi Kaczyńskiemu sprawę w sądzie o zniesławienie i naruszenie godności osobistej.
    Chętni, którzy potrzebują wzór pozwu, proszeni są o kontakt ze mną na maila :)

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    O listach już była mowa – jak będę mógł i będzie o co, będę wysyłać ;)

    W moim mieście, była jedna parada w dodatku tylko wtedy co była taka fala marszów w całej Polsce w solidarności po wydarzeniach Poznaniu – melduje obecność, a nawet moją relację z owej parady na tym portalu. (to były czasy… my w mediach, było głośno i coś się zaczynało o nas mówić… ;) ) Chętnie bym się pojawiał częściej, gdyby tylko u mnie się to odbywało. Jazda z Wrocławia do Wawki, żeby 2 godziny pospacerować, średnio mnie urządza… A przecież we Wrocławiu jest KPH, nie wiem czy inne organizacje też, które spokojnie mogłby skrzyknąć taki marsz. Dla porównania, Manify odbywają się regularnie (w tym roku tylko znów nie wiedzieć czemu Wrocław milczał) Poza tym jakby to nawet nie wiem za bardzo jakbym mial się za to zabrać, jakbym miał sam to robic. Raz, że jakby to zrobił taki ktoś jak ja, to powiedzmy szczerze: ile osób by na to przyszło? 10? Od tego właśnie są organizacje. A dwa, kto by o tym usłyszał? Ale gotowość jest :P W pokoju tęczowa flaga spoczywa złożona w szafce i czeka na okazję ;)

    Do sądu nie chodzę, bo nie mam z czym. Bezpośrednio w moją osobę, jako Arkadiusza Małeckiego, nikt jeszcze nie godził ze względu na orientację.

    A może są jakieś pomysły na pracę pozytywną, która wychodzi od nas, a nie tylko wytykanie błędów i bicie sie o swoje, DOPIERO jak ktoś nam coś powie, czy zrobi krzywdę? Coś drobnego, na wzór starej akcji „wlep się pozytywnie” czy jakoś tak… Że w zasadzie każdy mógł porozlepiać naklejki „uśmiechnij się – też jestem gejem”. Coś takiego, że każdy z nas może tak naprawdę a nie musi mieć to wydźwięku negatywnego „znów się pedałki obraziły” tylko zacząć pozytwnie małe kroczki stawiać? Burza mózgów… ?

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    No to drodzy państwo, żeby nie rzucać słów na wiatr, żeby nie było, że słomiany zapał, piszemy listy do Gościa niedzielnego w odpowiedzi na artykuł o leczeniu z homoseksualizmy, o tym jak to homoseksualizm jest chorobą a jak po terapii można być szczęśliwym! Ja już swój z bulwersem wysłałem, że poczułem się tym osobiście dotknięty i obrażony, i że zaskoczyła mnie ta ignorancja stanowiska świata nauki i znawców tematów jaką zaprezentował autor i że w związku z tym żądam odpowiedzi!

    Oto artykuł:
    http://www.goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1206745285&dzi=1104786574&idnumeru=1206744356

    a to mail, na który atakujemy. Tylko niech pisze nas dużo! Co z tego, że to katolicki magazyn, niech zobaczą, że w kościele, też są geje! Tym bardziej działajmy, niech nas dużo, dużo osób tam napisze!!!!! Żadnego ociągania się

    redakcja@goscniedzielny.pl

  • Uschi

    []

    Arek, super. Ja się poczuwam do jakiejś tam łączności z KK, więc mnie głupota w jego szeregach rusza.

    Wymodziłam taki wzór listu, proszę kopiować, jeśli ktoś uważa :)


    Piszę w reakcji na Państwa artykuł „Matki homo” http://www.goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1206745285&dzi=1104786574&idnumeru=1206744356 .

    Uważam, że szanujący się dziennikarz czasopisma, które chce aspirować do rangi moderatora rozwoju duchowego katolików nie powinien pozwalać sobie na szerzenie zwykłych kłamstw.

    Homoseksualizm nie rozwija się przez brak figury silnego ojca w dzieciństwie.
    Homoseksualizm nie jest chorobą, więc nie musimy „odzyskiwać zdrowia”.
    Skuteczność terapii reparatywnej (grupa „Odwaga”) nie została potwierdzona żadnymi NIEZALEŻNYMI publikacjami psychologów, psychiatrów czy seksuologów (a jeden z jej twórców wręcz publicznie przeprasza za wyrządzoną homoseksualistom krzywdę: http://www.beyondexgay.com/article/busseeapology )

    Doceniam fakt, że nie proponujecie Państwo wysyłania „pedałów do gazu” a „lesb do obozów pracy”, że pokazujecie, jak można próbować sobie radzić ze świadomością, że dziecko jest homoseksualistą, ale zwykła ludzka uczciwość to chyba nie za dużo, czego można oczekiwać od porządnego katolika? Dlaczego okłamujecie Państwo swoich czytelników?

  • [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Obudźcie się …. Lepiej wysłać maila niż nic nie robić. Wiem, że to mało… ale czy są w tym kraju/z małymi wyjątkami/ ludzie z naszego środowiska, którym chce się prowadzić jakąkolwiek działalność edukacyjną, społeczno – polityczną, pokazywać pozytywne wzorce i obalać bzdurne stereotypy i celowe kłamstwa na nasz temat…? Nie..Kompletny brak naszych środków przekazu, prasy zajmującej się naszymi problemami… a jeżeli już to tylko pokazującą gołe tyłki… Nie żebym coś miał przeciw gołym tyłkom, ale w ten sposób nie wywalczymy sobie należnej nam pozycji w społeczeństwie… Trzeba sobie otwarcie powiedzieć…jesteśmy w 99% tchórzami, zastraszonymi przez krzyki i wrzaski naszego polskiego zaścianka katolicko- narodowego… Do czasu kiedy to się nie zmieni, kiedy nie odważymy się działać stanowczo i z otwartą przyłbicą bronić swoich racji – niczego nie osiągniemy. Nie liczmy na to, że może pomogą nam organizacje międzynarodowe… Sami musimy wywalczyć należne nam prawa i szacunek…!!! Wiem, że to nie popularne co powiem, ale uważam, że tylko założenie naszej partii / bo na żadną obecną nie ma co liczyć!/, rozwój naszych środków przekazu na wysokim poziomie i praca od podstaw przy organizacji zwartego, solidarnego i silnego środowiska da jakieś pozytywne efekty w dłuższej perspektywie…

  • Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Nieuwierzycie! Gość Niedzielny mi odpisał!!!

    „Szanowny Panie Arkadiuszu

    To nieprawda, że nie lubię homoseksualistów. Problem homoseksualny ma jeden z moich przyjaciół. Oczywiście wiem, że według Pana to nie problem. I tu się różnimy.

    Nie ma Pan też racji pisząc o stanowisku świata nauki. Badania na bliźniakach, które miały potwierdzić wrodzony charakter homoseksualizmu, skończyły się fiaskiem. Jedynym gronem, które hałaśliwie podtrzymuje te twierdzenia, jest samo środowisko gejowskie… A to, że Światowa Organizacja Zdrowia w demokratycznym głosowaniu skreśliła homoseksualizm z listy chorób, jest dowodem wyłącznie na panowanie dziś politycznej poprawności. Prawdy nie da się przegłosować. Ona istnieje obiektywnie.

    Cieszę się, że jest Pan wierzący – to nas łączy. I łączy nas fakt, że też jestem grzesznikiem. Jako współ-grzesznik ośmielę się zauważyć, że homoseksualny seks jest grzechem. Podobnie, jak grzechem jest każdy seks poza małżeństwem. Dzisiejsi katolicy nie chcą o tym pamiętać, ale to tylko tym gorzej dla nich. Biblia mówi o tym wielokrotnie i wyjątkowo stanowczo. Choćby w I Liście do Koryntian: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą (…) nie odziedziczą królestwa Bożego. A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego”.

    Ma Pan także mylne wyobrażenie na temat lubelskiej „Odwagi”, która pomaga homoseksualistom wyjść z ich skłonności. Wielu z nich dzięki „Odwadze” zaczyna odczuwać pociąg do płci przeciwnej. I to na tyle silny, że zawierają udane małżeństwa. To nie znaczy, że każdemu z nich automatycznie i w stu procentach przechodzą odczucia homoseksualne. To nie najważniejsze. W końcu mnie, heteroseksualiście, też podobają się różne kobiety. A mimo to chcę być wierny tej jednej, mojej żonie, z którą przez sakrament połączył mnie Pan Bóg. I o to chodzi.

    Jeśli nie wierzy pan w trwałość wyjścia z homoseksualizmu, niech Pan przyjrzy się ośrodkom w Ameryce lub w Holandii, na których wzoruje się „Odwaga”. Działają dłużej, bo już od kilkudziesięciu lat. Pomogły już tysiącom ludzi, którzy mieli homoseksualny problem.

    Panie Arkadiuszu, Pański list z moją odpowiedzią znajdzie się w najbliższym „Gościu”, który jest właśnie drukowany. Podpisaliśmy go „nazwisko znane redakcji” – ponieważ nie wiedziałem, czy życzy Pan sobie upublicznienia swojego podpisu. Zarówno Pański list, jak i moja odpowiedź zostały oczywiście skrócone (lekko) przed wlaniem na stronę, ponieważ w Gościu papierowym mamy ograniczone miejsce.

    Pozdrawiam ze szczerym szacunkiem, życzę Panu wszystkiego dobrego.

    Przemysław Kucharczak”

    LoL, ciekawe tylko na ile moją wypowiedź skrócą i co z niej zostanie wstawione, nie chce krakać, ale chyba same wyjęte z kontekstu momenty… A sama odpowiedź, zwaliła mnie z nóg o.O i jak tutaj żyć w tak zakłamanym kraju??

  • ZZ

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Najnowsze badania DNA wykazuja ,ze bliznieta jednojajowe wcale nie maja calkiem identycznego Dna ,sa drobne roznice. Co za tym idzie czesto widzimy blizniakow jednojajowych ,ktorzy wcale nie sa az tak bardzo do siebie podobni i dlatego tez niektorzy sa obaj hetero,homo albo jeden znich jest hetero a drugi homo lub obaj sa bisex.Te stare studia przeprowadzane na biznietach jednojajowych sa niestety obecnie tylko historia.

  • Uschi -> Arek

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Arek, lucky you, mi nie odpisali :( (((
    Pewnie mądrzejszego maila wysmażyłeś ;)
    Odpowiedź – niestety średnia, ale doceń, że odpisali…

  • agno

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Oj artykul wyjatkowo zle napisany. Jak to Tuwim mawial: „Tak pisać, by słowom było ciasno, a myślom przestronnie.” Radze wziac sobie do serca na przyszlosc :-)

  • Wojtas

    [Re: Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia]

    Pan naczelny się nie popisał. Poziom NISKI. Treść przepełniona zbędnymi emocjami.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa