- homiki.pl - http://homiki.pl -

…i „większy” bliźniaku prezydenta!

Posted By PTT On 24 marca 2008 @ 23:05 In Na barykady | 19 Comments

[1]

Samo Dobro w Auditorium Maximum

Z ładnymi borowcami – bez długich luf i ekranu…

W przedświąteczną środę na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim – zorganizowane przez klub dyskusyjny studentów Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych oraz „Gazetę Polską”. Wahałem się, czy pójść – po pierwsze studia ukończyłem (łagodnie mówiąc) już dawno, a po drugie uważałem, że najlepszym sposobem wyrażenia moich odczuć wobec małego wodza byłoby zignorowanie tej imprezki – jednak namowa zaprzyjaźnionych studentów i przyrodzona ciekawość wzięły górę. „Pana nieobecności wielki strateg i tak by nie zauważył” – przytomnie zauważono.

A tymczasem Auditorium Maximum wypełniło się po brzegi. Zastosowano ostre środki bezpieczeństwa. Zamknięto boczne wejścia do budynku, a jakiekolwiek plecaki czy torby (nawet metroseksualne „przez ramię”) były wykluczone. Nie dostrzegłem, jakim autem podjechał największy nasz premier w historii – obstawiałem skodę octavię (tę, w której niczym niesforny bobas przyłapany został przez policyjną kamerę na jeździe bez fotelika), a tymczasem przed głównym wejściem stało jakieś długawe bmw, zapewne pancerne. Stało też kilka ciemnych suvów (a przecież Donaldu Tusku złośliwie tylko jeden zostawił) – ale za to nie udało mi się dostrzec u borowców długiej broni ani tez sławetnego ekranu, który mógłby ocalić życie Piłsudskiemu bis – gdyby jakiemuś nierozgarniętemu zamachowcowi zdarzyło się pomylić prezesa z Jego Obrażalskością.

Odstawszy swoje w szatni, znalazłem się ze znajomymi studentami w szybko zapełniającej się sali – tej samej, w której bez mała dwie dekady temu odbyło się słynne spotkanie ówczesnej elity politycznej (głównie UD-owskiej – Unia Demokratyczna to poprzedniczka Unii Wolności; to uwaga dla młodzieży, bo przecież studenci pierwszego roku bywają rówieśnikami III RP!). Na owym spotkaniu Lech Wałęsa zapoczątkował „wojnę na górze” – tam też padły słynne słowa (Wałęsy do Aleksandra Halla): „stłucz pan termometr, a nie będziesz pan miał gorączki”.

Z pewnym takim smutkiem dostrzegłem wśród audytorium całkiem sporo osób, których trudno byłoby wziąć za studentów – a i nawet za absolwentów niestety. Prawa strona auli (patrząc od strony podium – czyli tak jak w prawdziwym parlamencie), a także balkon, zapełniły się osobnikami jakoś tak dziwnie wyglądających na słuchaczy Radia Maryja; a ci, którzy wiekowo mogli być studentami jakiś taki prawicowy wyraz twarzy mieli…

No i wreszcie Samo Dobro – w otoczeniu młodych, ładnych borowców – wtoczyło się na podium. Poszedłem na to spotkanie, bo chciałem zobaczyć, jaki kaczor Jarek jest naprawdę. Bo przecież jest taka możliwość, dopuszczałem, że szczekaczka TVN24 pospołu z gadzinówką Michnika (na pasku wrażych Polsce sił jedno i drugie) opluwają tę postać szlachetną, podobnie jak przed czterdziestu laty Wolna Europa szkalowała tarzysza Wiesława – więc teraz przekonam się wreszcie, jaki tarzysz, tfu, prezio Jarek jest – w słowie i ciele.

Nie regulować odbiorników ! – mrowienie telewizorów PRL-u

No więc prezio Jarek zaczął swoje. Relacjonowała to już zresztą prasa – a że Tusku zbyt spolegliwy (ciekawe, ze inteligent z Żoliborza nie zna właściwszej wykładni – nomem omen semantycznej [ulubione słowo Jarka] – tego słowa, uwiecznionej w słynnym pojęciu profesora Tadeusza Kotarbińskiego „opiekun spolegliwy”, czyli „taki, na którym można polegać”. Ale to ani chybi komuch jakiś, ten pseudoprofesor TK, ani mu się równać z prawdziwymi profesorami i intelektualistami – Jerzym Robertem Nowakiem, Zybertowiczem, Legutką); no więc dalej, a że tylko PiS wszelkim gwarantem, a że nie na kolanach, a że prasa to pańszczyźniane chłopstwo (ale za to z obcym kapitałem). Przyjazne pytania zadawał redaktor Sakowicz z „Gazety Polskiej”, albo też przewodniczący wspomnianego klubu dyskusyjnego: w odróżnieniu od umizgującego się redaktora, młody człowiek zadawał swe pytania nieco trzeźwiej, no i nie był też „cały w lansadach”.

Tak czy owak pytania były bardzo łagodne – ale ani większości pytań tych nie zapamiętałem, ani „konkretnych” odpowiedzi na nie – wszystko przybrało postać wartkiej kaczystowskiej logorei, jakże dobrze znanej z telewizora. Miałem wręcz wrażenie, że i oto przed telewizorem siedzę – ani ogrom sali, ani mnogość obecnych, ani oddalenie fatamorganicznej plazmy (tutaj raczej kineskopu PRL-owskiego Antaresa czy Rubina) mirażu owego nie rozpraszały.

Ale, ale… raz jeden uszy mi się uniosły, a receptory słuchowe zaczęły się przegrzewać, niczym ziobrowa niszczarka: kiedy prezio wspomniał o Karcie Praw Podstawowych, która prowadzić wszak może nie tylko do terytorialnego, ale i moralnego zawłaszczenia naszego kraju przez wrogą nam międzynarodówkę germańsko-gejowską. Usłyszeliśmy oto, że w Polsce – ani za „komuny”, ani teraz – homoseksualiści nie byli prześladowani, czy nawet dyskryminowani, a nawet za komuny wielu znanych homo było zupełnie otwartych: prezes powstrzymał się jednak od przytoczenia sztandarowej tu postaci Jarosława Iwaszkiewicza. Więc jest dobrze, lepiej być nie może, a do otwarcia furtki dla obcych naszej katolickiej kulturze zanieczyszczeń w żadnym wypadku dopuścić nie można.

I tak dalej w ten deseń. Czyli to samo, co usłyszeliśmy z ust Jego Obrażalskości chyba dzień wcześniej, tak iż miałem wrażenie, że ten PRL-owski telewizor jak za PRL-u po prostu powtarza ten sam program dla „drugiej zmiany” (tak nazywały się kiedyś telewizyjne powtórki następnego dnia rano – tu znów objaśnienie dla rówieśników tego poronionego postkomunistycznego tworu, czyli III RP).

Siarczysty bąk mendoweszkoznawcy

Zdziwiło mnie zachowanie studentów. To prawda, klaskała tylko część sali, i to głównie aktyw robotniczy, tfu, radiomaryjno-pisowski (sądząc po jego obliczach), ale reszta, i to przeważająca część audytorium zachowywała się zadziwiająco biernie; potulnie, można by powiedzieć. Myślę, że w Anglii, Francji, czy w Niemczech takie spotkanie inaczej by wyglądało. Weźmy choćby słynne brytyjskie syczenie – zwyczaj wywodzi się jeszcze z czasów teatru elżbietańskiego, kiedy to w ten sposób publiczność wyrażała dezaprobatę: symbolicznym „puszczaniem wiatrów”.

Jeżeli w środę ktoś puszczał wiatry, to jednak cicho, no i nie sposób dociec czy akurat w formie protestu. Ale to już się stało. Natomiast dziś internauci (ci, co porno przeglądają i piwko pociągają – nawiązał i do tego prezio, niby przeprosił półgębkiem, ale swoje podtrzymał) może jednak powinni się skrzyknąć i wiatry wirtualne puścić – a to w odpowiedzi na siarczystego bąka, jakiego znów zaserwował nieoceniony nasz mendoweszkoznawca [specjalista entomologii, dziedziny nauki jakże w dzisiejszej polityce przydatnej – przyp. aut; chodzi o Stefana Niesiołowskiego, przyp. red.] – tak zasłużony przecież, gdy naszych dwóch takich pogonić trzeba – a to z okazji najlepszego ponoć orędzia Jego Obrażalskości w całej jego kadencji (moralista Kurski dixit). „(…) Dla niektórych ludzi to, że Mr.Fay z drugim homoseksualistą, żeby nie powiedzieć pederastą, stoi przed trzecim, nie jest radosnym dniem, tylko zwykłą prowokacją. Bo ta ceremonia to nie żaden ślub, tylko jakaś absurdalna parodia. Można ich za to (tzn. za wykorzystanie ich wizerunku – K.Z.) przeprosić, ale dalsze kroki są już zbyteczne, bo to wyłącznie reklamowanie tych środowisk” (cytuję za „Dziennikiem”, 22-24.08).

No cóż, cóż można powiedzieć? Chyba tylko przywołać słowa uroczej Zyty do panu Donaldu Tusku skierowane: „Co cię człowieku napadło? Co?!”

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki [2]

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2008/03/i-wikszy-bliniaku-prezydenta/

URLs in this post:

[1] Image: http://homiki.plimages/foto/jar1.jpg

[2] Krzysztof Zabłocki: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_216/

[3] Pokłosia prezydenckiego show, czyli wszyscy jesteśmy gejami z orędzia: http://homiki.pl/index.php/2008/03/pokosia-prezydenckiego-show-czyli-wszyscy-jestemy-gejami-z-ordzia/

[4] Panie prezydencie!: http://homiki.pl/index.php/2008/03/panie-prezydencie/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.