- homiki.pl - http://homiki.pl -

Cioty nie kłamią

[1]

Cioty skaczą niedościgle,
Cioty robią pedalskie figle,
Niech pan spojrzy na tego pana:
Co za ciota, proszę pana!
(prawie Jan Brzechwa)

Kim to jest ciota? [1] W necie trzy definicje słownikowe podają potoczne rozumienie tego słowa:

1. Osoba, która nie potrafi nic zrobić dobrze i zawsze wszystko spierdoli.

a. – No pomóż mi, bo nie dam rady z tym .. noo właśnie tu tu, bo nie mogę tego tam zategować
– Ja pier****, ty to jesteś ciota !

2. Gość zachowujący się jak baba, strachliwy, boi się cokolwiek zrobić wbrew zasadom.

a. – Zobacz, tego ciotę Mateusza znowu stara odprowadza do szkoły.
– Co za obciach!

3. Dziwka

a. to jest kurwa taki piepszony papierdolony czlowiek

(www.miejski.pl)

…no i oczywiście, a jest to stereotyp wewnątrz-środowiskowy, ciota to pedał, rozwrzeszczany i rozhisteryzowany, egzaltowany, no i naturalnie przegięty. W środowisku gejów raczej mało popularny, bo „budzący skojarzenia” – a przecież większość tzw. normalnych gejów chciałaby tego jedynego i osobistego właśnie spoza środowiska i nie budzącego skojarzeń. Stereotyp mało zatem pożądany ale powszechny i spotykany na każdym kroku.

CBOS przeprowadził bardzo ciekawe badania na temat mowy nienawiści. Otrzymaliśmy mapę najgorszych polskich wyzwisk. Ciota zajęła tam poczesne, drugie miejsce, zaraz za pedałem a przed czarnuchem i żydkiem, co świadczy o tym, że homofobia jest w naszym pięknym kraju bardziej rozwinięta niż rasizm czy antysemityzm.

Poniżej lista najgorszych epitetów wg. Rafała Madajczaka (pardon.pl)

• pedał – 83%
ciota – 80%
• czarnuch – 73%
• szkop – 66%
• żydek – 65%
• żółtek – 60%
• komuch – 59%
• dewot – 47%
• robol – 47%
• wykształciuch – 25%
• liberał – 13%

Ciota – określenie to pochodzi z gwary więziennej i oznaczało w latach PRL-u osobnika męskiego wykorzystywanego seksualnie. Przeciwieństwem cioty był luj, czyli inaczej opryszek, menel, zakapior, łobuz, chuligan – ponoć urzeczywistnienie marzeń pedałów (zgodnie z tym co opisuje Michaśka Literatka czyli Zdzira z Paszportem), zaś synonimem cioty stał się cwel.

Tyle językowych dywagacji, jakby ktoś coś chciał dodać – specjalistów i lingwistów proszę o komentarze poniżej.

Wspomniany wyżej Michał Witkowski w swoim „Lubiewie” opisuje cioty epoki przed- emancypacyjnej: „Mówią o sobie w rodzaju żeńskim, udają kobiety, do niedawna podrywali facetów w parku, pod Operą i na dworcu. (…) Jedno jest pewne – są częścią wcale nie małej grupy ludzi uzależnionych od seksu. Mają wprawę w wyrywaniu! Nawet teraz, na emeryturze, z tymi brzuszkami, potrafiliby niejedno. Żaden z nich nie wiedział o istnieniu operacji plastycznych, ani o możliwościach zmiany płci. Wystarczało wymachiwanie zwykłymi czarnymi torbami, na które mówili „torebki”. Bo ubierają się w to, co mają – ekstrakt przeciętności rodem z PRL. Wystarcza inne trzymanie papierosa, brak wąsów, i te wszystkie słowa. W słowach tkwi ich siła. Czego więc nie mają, to sobie dokłamią, dozmyślają, wymyślą.”

A jakie są postemancypacyjne cioty? Samo określenie, podobnie zresztą, jak wulgarny niegdyś pedał, jest konsekwentnie przez środowisko asymilowane i oswajane. Ciota na salony weszła i do dysertacji naukowych queer się dostała, w filmach i serialach („Queer as folk” czyli Ciota jako ziomek) występuje. Kim zatem jest, staje się, chciałaby być w dzisiejszych czasach Pani Ciota? Dziadówa ale Dama?

Ciota to taki facet, który kwestionuje tradycyjny podział ról płciowych i świadomie eksponuje „kobiece” pokłady swojej osobowości – co dla jego orientacji płciowej ma i tak znaczenie drugorzędne. W każdym razie cioty stawiają pod wielkim i fantazyjnie przegiętym znakiem zapytania pojecie tzw. męskości. Tradycyjna dychotomia „męskie” i „żeńskie” jest grubym uproszczeniem, któremu cioty od tysiącleci się przeciwstawiają. Ten podział zdaje się zbyt prymitywny w opisywaniu ich złożonej i skomplikowanej osobowości. Cioty kultywują przy tym zarówno swoje kobiece jak i męskie komponenty i podkreślają je zamiennie w sposób zdecydowany i widoczny zależnie od okoliczności. Bywają czasem jak klasyczne słodkie ciotki-idiotki, czasem zaś niczym babo-chłopskie Horpyny i potrafią przyp…dolic torebką przez łeb. Ciota jest klasyczną awangardą naszego queer społeczeństwa. A doceńmy to w końcu – wymaga to jednak sporo odwagi.

Świat ciot, ciotek i cioturelli to istny kosmos. Ileż tam gwiazd, gwiazdeczek i planet. Satelity i komety tworzą ciągle układy i konstelacje. Co róż pojawia się jakaś supernowa! Wszystko to wiruje i błyszczy niczym mleczna droga. (Niech ktoś, zatrzyma wreszcie świat – ja wysiadam!). I podobnie jak we wszechświecie, życie takiej gwiazdy lub komety kończy się jednak prędzej czy później, sam zaś obiekt staje się z czasem czarną dziurą.

My jednak zajmijmy się bardziej optymistycznym okresem, kiedy to cioty niczym gwiazdy błyszczą na gejowskim firmamencie. Są wtedy klasycznym kontestowaniem męskości, zachowują się więc w sposób urągający zachowaniom powszechnie uznawanym za samcze. Bywają nieobliczalne i bez zahamowań, prowokacyjne, kiczowate, odjazdowe, powierzchowne, egocentryczne i egzotyczne, sfeminizowane, subwersyjne i politycznie zaangażowane. (Subwersja rozumiana jako podważanie istniejących formuł i konwenansów. Subwersja ma ośmieszać, parodiować, pokazywać dotąd niewidoczny szkielet, potrząsać schematami. Wskazywać „nieoczywistości zachowań oczywistych”, podważać kanony, dekonstruować – Robert Kulpa).

Oczywiście jakiś brodaty hydraulik może także być ciotą, gdy w sekrecie mi wyzna, że w łóżku, to on kobieta i pasywny… ale nie o to tu chodzi. Najdoskonalszym stopniem ciotowatości jest Drag Queen ze swoim wyzywającym, bezczelnym zachowaniem.

To co teraz napiszę wyda się niektórym czytelnikom prawdziwą herezją: każdy gej i każda lesba, którzy szukają swej niezafałszowanej tożsamości, autentyczności oraz sensu życia, każdy bez wyjątku jest ciotą. Wow! Już słyszę te głosy oburzenia. Potwierdzają one moją tezę. Ciotki się burzą i bulwersują. Pamiętajmy jednak- dla heteryków i tak wszyscy/ wszystkie jesteśmy ciotami.

Prawdziwa ciota, jak każda wielka dama musi być niczym święta wyposażona w szereg charakterystycznych atrybutów: szpilki, torebka, no i w wersji bardziej scenicznej boa. A propos sceny, to nieodłącznym elementem występu takiej ciotki musi być egzaltacja, elokwencja, erudycja i nonszalancja. Histeryczne wywrzaski, dramatyczny pięciopalczasty chwyt za dekolt – jako wyraz oburzenia, klasyczny czajniczek, miękki nadgarstek. Oczywiście sama cioturella musi niczym brylant mieć godną oprawę: paradę równości, show, variete, pedalską dyskotekę, scenę kabaretową czy choćby występ prywatny. Trochę wysiłku i wydatków na ciuszki- fatałaszki – i ciota gotowa.

Taki facet w spódnicy, pedał, gej, ciota właśnie ma w środowisku wsparcie w postaci lesbijki, transa, hetero-cioty czyli tych tak zwanych metroseksualistow, heterycznego transseksualisty, artystek spod znaku drag (queen i king). Czyli gender trouble par excellence. Chociaż szufladkowanie oraz stereotypizacja nie są tu wskazane, to jednak rozróżnienie wydaje się konieczne. Pedał, ciota, trans i drag to jednak nie to samo! Dla większości heteryków – a ci to już wiedzą, co normalne, zdrowe i właściwe (do tego gatunku zaliczają się niestety także niektórzy homo) – różnicowanie i tak nie ma najmniejszego znaczenia. Dla takich jesteśmy facetami (przeważnie), którzy mają problem ze swoim ciałem lub psychiką i jesteśmy po prostu „inni”. Jesteśmy konstruktami anty-normy. A co normą jest i być powinno – to oni już wiedzą. Skąd? – zgadnąć niepodobna.

Cioty spotyka niezrozumienie nie tylko ze strony heteryków. Jest to tym boleśniejsze, że właśnie gdy są wśród swoich – i właśnie z ich strony cioty mogłyby oczekiwać jakiejś większej tolerancji i zrozumienia. To, że heterycy mają problem z ciotami jest poniekąd zrozumiałe. Okazuje się jednak, że środowisko gejów i lesbijek jest bardziej konserwatywne niż by się wydawać mogło. Precyzyjnie wyznaczona granica między tym co „męskie” i tym co „żeńskie”, czyli podstawowa zasada heteromatrixu jest przez nich ściśle przestrzegana. Gdy ktoś lub coś te granice niweluje lub przekracza – wprowadza element niepewności, a zatem kryzysu tożsamości. Nic dziwnego: kto stale musi się gimnastykować, by móc partycypować w heterycznym świecie, musi ciągle też dowodzić, że potulnie akceptuje panujące tam normy i realizować przypisaną mu rolę męską w rozumieniu heteryckim. Ciota zatem jawi mu się jako zaprzeczenie jego integracyjnych dążeń. Cioty są w tym hetero- systemie zupełnie niekompatybilne.

Niektóre feministki krytykują cioty i narzekają, że ciotostwo to karykatura i parodia kobiecości. Że to seksistowskie ujęcie odpowiadające samczym wyobrażeniom o kobietach, a szkodliwe to przedstawienie jest przez cioty, cioturelle oraz Drag Queen Show powielane i utrwalane. Działaczki lewicowe widzą w zjawisku ciotostwa uosobienie hedonizmu i dekadencji.

Ciota, niczym nowa odmiana motyla, znalazła się też, jako przedmiot naukowych badań i dociekań, w uniwersyteckich rozprawach i dysertacjach. Ruch queer oraz związane z nim teorie nie analizują wprawdzie samych przebieranek w sukienki, lecz raczej samym fenomenem inscenizowania „normalnej” kobiecości przez „odmienną” męskość. Ta mozolnie wystudiowana teatralna gra gestów i zachowań, codzienne przebieranki, zmiana ról i póz jest dla niektórych badaczy naprawdę niezwykle fascynująca. Człowiek jest zbyt bogatym wewnętrznie obiektem, zbyt skomplikowanym, psychicznie i fizycznie, by móc go zredukować do dwóch uproszczonych schematów: męskiego i żeńskiego. Przy czym ta redukcja i banalne uproszczenie powodują, że ich autorzy roszczą sobie prawo do decydowania o tym, co nienormalne lub zgoła perwersyjne. Wszystko co inne, odmienne musi być zaszeregowane jako dziwaczne i nieakceptowalne. Naturalne i normalne musi być to, co uświęcone tradycją. Cioty zatem stanowią dla tych podstawowych wartości zagrożenie, bo swym zachowaniem godzą w ustalony od wieków porządek, kwestionują normę i dobre stare obyczaje.

A co na to same cioty?

Cioty nie mogą się tu wypowiedzieć, bo nie ma czegoś takiego jak ciota sama w sobie. Wzorzec cioty nie istnieje. Jest wiele ciot i wiele ich rodzajów: ciotki skrytki, okolicznościowe, mega-cioty, homo-cioty, hetero i bi-cioty, cioty multi-kulti, cioty rewolucjonistki i oportunistki, mizoginki i feministki. Słowem, erupcja różnorodności a co za tym idzie – polifonia poglądów. Ciota nie jest pojęciem jednoznacznym, bo inscenizacja nie może i nie powinna być jednoznaczna. I podczas gdy cioturella, gwiazda czy rozgwiazda, błyszczy na scenicznym, artystycznym firmamencie w świetle rampy, inna ciotka–myszka pcha nieśmiało i wstydliwie swój koszyk z zakupami w supermarkecie. Obie ciocie żyją w dwóch różnych światach, a światy ta dzieli przepaść kosmiczna.

Cioty mogą nie tylko irytować. Tym, dla których ciotostwo stanowi synonim największego obciachu i żenady chciałbym przypomnieć, że sami kierując się pseudo- logika zaczerpniętą z heteromatrixu, popełniają zbrodnię wykluczenia i nietolerancji.

Ruch transów staje się coraz bardziej widoczny. Nawet w Polsce, gdzie spotkać już można na ulicy w sklepie, w tramwaju „Anty- facetów” (pozdrawiam Wrocław!). I dobrze, gdy nie tylko na paradzie, manifie czy z okazji innego święta lecz tak powszednio, na co dzień spotyka się kobiety poprzebierane za facetów, mężczyzn za kobiety przebranych; gdzie nie widać gdzie oryginał a gdzie kopia i nikt się nad sensem tego nie zastanawia. Cioty są odważne, do występów, do szaleństw, marzeń, walki i eksperymentowania z tym co nazywamy: sex, gender, płeć, tożsamość, wygląd…. itd.
Wszystkim zaś ciotom, ciotkom i cioturellom, którym smutno, że są w środowisku LGBT niedoceniane, dedykuję piosenkę Anny Jantar / Kasi Nosowskiej: Wielka dama tańczy sama

[1] Tunten lügen nicht/ Cioty nie kłamią – film dokumentalny niemieckiego reżysera Rosy von Praunheima, w którym cztery odważne cioty (Ichgola Androgyn, Bev StroganoV, Boska Tima oraz Ovo Maltine), opowiadają o swoim życiu w Berlinie Zachodnim połowy lat osiemdziesiątych.

Janusz Boguszewicz tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.

grafika do tekstu w oparciu o zdjęcia z filmu Madame Sata. http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=15461 [2]
Madame Sata nadal w kinach, zobacz manana.pl i przeszukaj archiwum homików.pl

Autorzy:

zdjęcie Janusz Boguszewicz

Janusz Boguszewicz [3]

tłumacz, belfer, germanista, publicysta, gej, komunista, ateista, czasami „mason” i anty-kaczysta. Ostatnio feminista i antyglobalista. WYKSZTAŁCIUCH. Współpraca z portalami homiki.pl, innastrona oraz magazynem Replika.