Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi


Na walentynki telewizja HBO szykuje w pewnym sensie prezent – niespodziankę – premierę (już) głośnego dokumentu Roberta Glińskiego Homo.pl.

Światowej sieci HBO nie sposób nie szanować – to tutaj (równolegle do francuskiego CANAL+) stworzono „telewizję 2.0” – przekraczającą granice, wyzwalającą się z rytuałów i sztuczności srebrnego ekranu (telewizyjności? – zobacz hasło stacji: „To nie TV, to HBO!”). Właśnie HBO dała nam Seks w wielkim mieście i Sześć stóp pod ziemią, by zacytować tylko dwie pozycje arcyważne dla (polskiego) pedalstwa.

Robert Gliński , twórca Niedzielnych igraszek i Cześć Tereska pomieszkiwał podczas pobytu w Berlinie u pary gejów: Byli małżeństwem. Zachowywali się jak para heteroseksualna. Wstawali rano, jedli śniadanie, gnali do pracy, potem późny obiad, książka albo kino, czasem spotkania z przyjaciółmi. Wszyscy traktowali ich normalnie – wypowiedź reżysera przytaczają w kontekście Homo.pl serwisy internetowe. Stąd pomysł, by opisać codzienność zwykłych (przeciętnych?) lesbijek i gejów w Polsce. Jak mówi Gliński, takich, którzy żyją jak wszyscy, albo raczej chcą żyć jak wszyscy.

Z Homo.pl mam wyraźny problem, nie jest to bowiem film dla mnie. Zastanawiam się, kim jest zamierzony przez Glińskiego widz (a może zamierzony przez HBO albo Polski Instytut Sztuki Filmowej, który współfinansował film?). Warto przyjrzeć się też, kim jest Gliński jako pomysłodawca / autor, kogo reprezentuje kamera filmująca ową homonormatywną (czy na pewno?) codzienność.

Trwający nieco ponad godzinę dokument jest niczym gra w klasy, w której po kolei uczestniczą bohaterowie: trzy pary mężczyzn, jedna kobieca i singielka. Każde pole gry wiąże się z opowieścią albo sytuacją: pary opowiadają o pierwszym spotkaniu, zakochaniu, miłości, odkrywaniu własnej (homo)seksualności, relacji z rodzicami, pracy, planach na przyszłość, stosunku do (homo)małżeństwa i (homo)rodzicielstwa (w tym kontekście wyróżnia się singielka, jej opowieści – z racji odmienności perspektywy – są „wytchnieniem”, przerywnikiem wśród słodyczy emanującej z relacji szczęśliwych par). Scenariusz przewidział też ukazywanie po kolei bohaterek i bohaterów w domu, miejscu pracy, na spacerze i w sklepie. (Kupowanie cocacoli przez parę gejów na osiedlowym straganie z włoszczyzną i kapustą zasługuje na zapamiętanie przez historię polskiego kina. Natomiast w scenkach spacerowych widzimy pary hetero bezczelnie obłapiające się na ławkach w konfrontacji z gejami ledwo ośmielonymi podać sobie dłonie – w geście, jak sami żartobliwie stwierdzają, obyczajowego skandalu.) Do tego schematu doklejono elementy wcześniej nieprzewidziane (?), a bardzo ciekawe: bolesne wspomnienie akcji „Hiacynt”, wizytę u pełnej szacunku dla wnuka i jego partnera babci mieszkającej na wsi oraz ślub zawarty przez polską parę gejów za granicą. Niezbyt śmiało kamera wkracza też na pola mniej społeczne czy „codzienne”, a bardziej (homo)seksualne. Na zakończenie zaś wszyscy spotykają się, by wspólnie oglądać zdjęcia i wypić lampkę szampana.

Z mojego punktu widzenia Homo.pl jest, jako dokument, najzwyczajniej nieatrakcyjny i nużący. Oglądanie lesbijek i gejów siedzących przy stole, opowiadających o pierwszej randce, trzymających się za rękę, robiących śniadanie czy pijących kawę nie jest dla mnie nowością czy atrakcją – to tak, jakbym, niczym Wielki Brat, ukrył kamery we własnym mieszkaniu, a w weekendy oglądał cóż to ciekawego robiłem wraz z małżonkiem w trakcie tygodnia. Natomiast dla homoseksualisty „nieradzącego” sobie ze swoją odmiennością (albo młodych lesbijek i gejów, czy ludzi z „małych miejscowości”, gdzie emancypacja nie dociera) Homo.pl na pewno będzie atrakcyjne – na zasadzie uświadamiania sobie, że nie jest się, jak twierdzi otoczenie, wielbłądem. Być może idealnym odbiorcą filmu mogą być ci, dla których homoseksualność kogoś bliskiego wywołuje obawy, czy „na pewno tak żyjąc jest się szczęśliwym”. Pozostają jeszcze rzesze pławiących się w heteromatrixie posiadaczy dekodera HBO, dla których Homo.pl będzie okazją do zobaczenia czegoś nowego (nauczenia się czegoś?) albo zwykłego podglądactwa. Ale czy na pewno zobaczą „coś nowego”? I tak, i nie. Niemniej, owa „nowość” dla osób nieobeznanych z polskimi homo, znających homoseksualność jedynie z zagranicznych filmów, może być (pozytywnym) szokiem. Za wywołanie takiego „pozytywnego szoku” Glińskiemu należy się co najmniej szacunek. Ale…

Nie wiem nadal, czym film Glińskiego jest / będzie dla samego reżysera. Czy Gliński, portrecista (polskich) paradoksów, olśniony zachodnią otwartością (wspomniany pobyt u gejów w Berlinie) i – być może – zawstydzony pokraczną polską odpowiedzią na temat homo w erze rządów Kaczyńskich, pragnął „odkupić winy” polskiego hetero, kierując kamery w nowy rejon? Homo.pl być może będzie tylko przygrywką do szykowanej przez reżysera fabuły o gejach. I bardzo dobrze, trzymamy kciuki za projekt! Jednakże – czy kamera Glińskiego jest wystarczająco homoseksualna?

Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie warto przywołać treść materiału promocyjnego filmu, przygotowanego przez HBO. Kontrowersyjny dokument Roberta Glińskiego jest opowieścią o seksualnej inności w naszym kraju, o wychodzeniu z cienia i odwadze mówienia o sobie i własnych uczuciach. – czytamy na stronie internetowej stacji. Gliński pokazuje ludzi, którzy nie mieszczą się w społecznych kanonach przyzwolenia, gejów i lesbijki. Odkrywa prawdziwe oblicze ich codzienności, kiedy to wzajemne relacje odbijają się szerokim echem w rodzinach, pracy i najbliższym otoczeniu homoseksualnych par. Pyta, na ile owa „inność” ma wpływ na to, co robią i jak są postrzegani. W kraju, w którym nie brakuje tzw. [(sic!)] homofobów, geje i lesbijki nie mają łatwego życia, o czym nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać. Reżyser porusza temat niewygodny politycznie i kontrowersyjny społecznie. Nie ucieka przed trudnymi pytaniami, ma odwagę je zadać, a pary występujące w filmie mają odwagę szczerze na nie odpowiedzieć [podkreślenia moje]. Tropem hurrasensacyjności filmu idą też niektóre media. To wszystko nabiera ciekawego znaczenia w zestawieniu z zamierzeniem (i efektem pracy!) Glińskiego, by opisać „zwykłych” homo, chcących żyć „jak wszyscy”, zachowujących się „jak para heteroseksualna”. Bohaterowie Homo.pl naprawdę zachowują się jak „wszyscy” – widzimy ich krojących cebulę (!), wielkomiejscy geje żyją wśród staromodnych boazerii, martwią się o kredyt, lesbijki wychowują kota. Przeznaczeniem związku kobiet są dzieci i ślub (w takich samych sukniach z welonem). Dla mieszkających poza Polską marzenie o zalegalizowanych obrączkach już się spełniło. Ognisko domowe, jego ciepło, miłość, praca, dom – takie są wartości i priorytety zwykłego homo. (Jedyną ekscentrycznością jest nadreprezentatywność niedoszłych księży czy byłych zakonników wśród bohaterów – mężczyzn dokumentu albo kobieta wykonywująca „męski” zawód i urządzająca konkurs siłowania na rękę). W kamerze Glińskiego polscy homo rzeczywiście są jak heteroseksualni. Jakkolwiek by to nie brzmiało, Gliński więzi codzienność polskiego homo w świecie dobrze ułożonych hetero. Pomimo szumnych zapowiedzi organizatora z HBO, kamera Glińskiego nie pokazuje żadnej odmienności. Czy był to zamierzony przez filmowca efekt, a może „inni” nie-hetero po prostu nie zgłosili się na casting? A może nie ma ich wcale? Jeśli już mamy tak „zwyczajne”, zachowawcze, konserwatywne aspiracje, dlaczego otacza je aura „skandalu” i „kontrowersyjności”? Może polski heteromatrix przyzwyczaił się, że homo z zasady są dziwowiskiem, nawet, jeśli z ekranu wieje „polską codziennością”?

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie Homo.pl pozostaje na bardzo niewinnych, zachowawczych, mainistreamowych wodach, a udawana kontrowersyjność filmu, dostępnego dla odbiorców telewizji kodowanej, robi za reklamę i zbuduje jego legendę.

W tym momencie i tak już długie omówienie filmu Glińskiego pragnę zakończyć. Tymczasem jest jeszcze pewne „drugie dno”, zauważalne dla osób nieco obeznanych w sprawach polskiego ruchu LGBTQ, drugie dno sprawiające, że oglądanie filmu dla niektórych może mieć dodatkowy smaczek. Otóż owi „zwykli” geje i „zwykłe” lesbijki wcale nie muszą być tacy „zwykli”. Wśród bohaterów Glińskiego rozpoznamy bowiem dwóch przewodniczących organizacji pozarządowych zajmujących się sprawami LGBTQ (jeden z nich niedawno przestał pełnić swą funkcję) oraz prawdziwą legendę polskiego ruchu gej/les. Zabawnie widzieć z ekranu ich mieszkania i miło słuchać ich zwierzeń. Pojawia się jednak wątpliwość – czy są to nadal „zwykli” homo, a może w pewnym sensie są to osoby uprzywilejowane, gejowskie VIPy, forpoczta, awangarda? Na podobnej zasadzie jakiś czas temu TVP1 w reportażu o gejach pokazała nijakiego Jacka, będącego już wówczas znanym socjologiem Jackiem Kochanowskim – wywołało to zasłużoną dozę śmieszności pod adresem telewizji.

A jeśli nasze VIPy rzeczywiście są tak „konserwatywne” i „heteronormatywne” jak ukazała ich kamera, może rzeczywiście (wszyscy) tacy jesteśmy?

Fotografia reżysera zaczerpnięta z portalu filmpolski.pl

15 komentarzyHomo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi

  • Robert

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    Dziękuję autorowi za recenzję, niestety nie będę miał okazji zobaczyć filmu gdyż mieszkam za oceanem.

    Jak autor sam zauważa, film adresowany jest (najprawdopodobniej) przede wszystkim do osób hetero które nie miały zbyt wiele (lub w ogóle) styczności z homikami i traktują nas jak kosmitów. Nie wydaje mi się, żeby pokazanie owej codzienności i „heteronormatywności” związków gej/les wiało nudą dla przeciętnego polskiego widza – w głowach naszych rodaków aż roi się od stereotypów.

    Równocześnie warto podkreślić, że owa „heteronormatywność” prawdopodobnie przekona do nas więcej osób niż, powiedzmy, ukazanie gejowskiego clubbingu.

    Warto również zauważyć, że o ile np. gejowski clubbing różni się od heteryckiego, to wiele (większość?) osób obu orientacji wcale nie musi w nim uczestniczyć. Ergo, ukazywanie clubbingu, drag queens, etc. byłoby równie niereprezentatywne co ukazywanie codzienności „heteronormatywnych” par gej/les. Być może rozwiązaniem problemu byłoby pokazanie całego spektrum środowiska gej/les? Sam nie wiem.

    Czasami wydaje mi się, że teoretycy queer na siłe próbują nam wmówić, że różnimy się od heteryków czymś więcej niż naszą orientacją. Jestem skłonny twierdzić, że każdy człowiek różni się na nieskończenie wiele sposobów od każdej innej osoby stąpającej po tej Ziemi – i każdy, o ile nie krzywdzi innych zasługuje na szacunek i prawo do szczęścia.

  • Robert

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    W myśl powyższego komentarza pragnę przypomnieć hasło kampanii Rady Europy „Wszyscy różni, wszyscy równi”.

  • antoś

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    ja czekam niecierpliwie na film, ale mnie też, jak zrozumiałem omówienie, denerwuje, gdy z góry piszę się o czymś, gdzie są geje, że to szalenie skandalizujące i kontrowersyjne a potem okazuje się, że skandalu żadnego nie ma. albo heterycy mają nierówno pod sufitem i wmówili sobie, że pedały są takie straszne, albo ktoś robi ludzi w czuba i im wmawia, że wszędzie, gdzie pedał, tam skandal.

    a ja nie chcę być ani skandalem, ani szarakiem!

    poza tym filmy takie jak homo.pl powinniśmy robić sami, nie wiem, czy dobre jest protekcjonalne patrzenie na nas przez heteryków.

    w każdym razie zachęcę „wątpiących”, by film obejrzeli

  • anka zet

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    Reżyser i jego ekipa obiecali, że będzie równy udział lesbijek i gejów.
    Rzeczywistość pokazała jak czcze były to obietnice. Dużo rozmawiałyśmy o tym z obserwatorkami nagrania. Ech…

  • Martin

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    Każda inicjatywa pokazania odmienności w Polsce zasługuje na szacunek.
    Boimy się tego co obce , przełamywanie tabu jest więc konieczne dla lepszego porozumienia obu stron.
    Homofobiczne osoby chyba nie lubią kiedy się mówi o „tym”, uważają że nalezy milczeć bo tak jest bezpieczniej. Jesli się o czyms nie mówi to tego nie ma. Myślą że mozna „to” propagować. Warto im uzmysłowić że to bzdura. Można to zrobić też poprzez takie filmy.
    Czym tak naprawde róznimy się od hetero? szczegółem, swoją preferencją sexualną. Reszta pozstaje dokłanie taka sama.
    Ponieważ dla każdego człowieka sexualnośc jest chyba najwazniejsza to tzw człowiek przeciętny aby nie komlikowac sobie zycia odrzuca to co nie pasuje do jego wyobrazenia o idealnym swiecie. Nie ma powodu aby zauwazyc homoseksualnosc zwierząt i ludzi bo po co, świat prezentuje się lepiej kiedy jest zrozumiały. Sami geje też mają problem ze zrozumieniem osób o innych upodobaniach czy też myslacych inaczej. Widac to w gejowskich anonsach randkowych gdzie wręcz roi się od obrazliwych sformułowan typu „ciota”.
    Środowisko gejów jest bardzo róznorodne i zaden film nie pokaże wszystkiego o nas ale to nie znaczy zeby nie robić tego typu produkcji, wręcz przeciwnie są bardzo potrzebne również dla nas samych bysmy dowiedzieli się więcej o sobie.

  • Arek

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    Właśnie, zgadzam się z ostatnim zdaniem przedmówcy.

    Sztuka homoseksualna, że tak to nazwę, jest nam niezmiernie potrzebna. Potrzebne są takie filmy, muzyka, obrazy, rzeźby, poezja. Jets to jakby lustrem, w którym możey tamten obraz konfrontować ze swoim własnym wnętrzem, tworząc własną wizje swiata miłości, kształtując osobowość i ucząc się jak kochać. Dziś, jedyne co mogę, to w zasadzie siedzenie na języku polskim i w wierszach zamieniać sobie w myślach frazy „oblubieniec i oblubienica” na „dwóch oblubieńców” czy „ona i on” na „on i on” Nie zawsze się tak da, nie zawsze możemy tak sobie to przeinaczyć na swoje. Dlatego potrzebujemy takiej sztuki. Jakaby ona nie była. Czy by była wzrocem dla nas, czy antywzorcem? Czy by była patosem czy groteską? To już każdy potrafiłby dane dzieło sztuki ocenić. Pod warunkiem, że by było…

    PS – faktycznie dla lwiej części z nas ten film będzie zwyczajnie nuuudny… Ale to dobrze :] Nie bede pisał dlaczego, bo autor artykułu już to idealnie ujął 🙂

  • Doh

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    W dniu dzisiejszym wszystkim zakochanym homikom zycze naj, naj, naj. A dla tych, ktorzy planuja dzis romantyczny wieczor przy swiecach zostawiam maly tip w jak rownie romantyczny sposob zapalic swiece
    http://www.bubblare.se/movie/fiser_eld_pa_stearinljus

  • ordinaryman.blog.pl

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    W stup procentach zgadzam się z tą recenzją

  • pepe

    [Re: Homo-walentynki w HBO, czyli jak Robert Gliński nas widzi]

    Mam wrażenie, że autorowi recenzji włączył sie zbyt duży tryb „czepialstwa”. Owszem jeśli popatrzymy na Homo.pl jak na dokument to trudno piać na jego temat peany. Sama treść owszem jest nudna ale… Ważne jest właśnie to ale. To nie jest film dla osób homoseksualnych, które mają większe doświadczenia, to nie jest również film dla osób heteroseksualnych, które znają bliżej homoseksualistów. Dla takich osób ten dokument będzie po prostu nudny i schematyczny. Większość osób, które nie zaliczają się do wcześniej wymienionych raczej nie odbiorą tego filmu jako nudny, ponieważ będą konfrontowali swoje stereotypy czy wyobrażenia z tym co zobaczą. Dla niektórych całkowicie niedoświadczony osób homoseksualnych ten film być może będzie niósł jakąś dawkę optymizmu. Autor recenzji ma pretensje do HBO o przyczepienie łatki skandaliczności do filmu ale to chyba dość oczywiste działanie w przypadku stacji komercyjnej, która walczy z konkurencją o widza. W Polsce ten temat mimo wszystko jest skandalizujący. Trudno uznać film Glińskiego za jakiś przełom w swoim gatunku, nie wiem też jakie były rzeczywiste intencje autora. Nie należy jednak zapominać o tym, że Homo.pl mimo wszystko stara się przybliżać homoseksualny świat (a w zasadzie to tę bardziej „zjadliwą” stronę) osobom, które nic o nim nie wiedzą.

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa