Hiacynt – reaktywacja?

W dość dziwnych okolicznościach powraca sprawa akcji „Hiacynt”.

Otóż nowym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego został pan Krzysztof Bondaryk. Prezydent Kaczyński ma co do tej nominacji wiele wątpliwości, między innymi pyta premiera Tuska w szeroko komentowanym przez media liście o to, czy „prawdą jest, że Bondaryk zamierzał przejąć akta operacji Hiacynt”.

A jak to – być może – było?

W 1999 roku Bondaryk był wiceministrem MSW w rządzie Jerzego Buzka. Za jego czasów pojawiły się pogłoski, iż w MSW gromadzone są „materiały obyczajowe” jako haki na polityków czy osoby publiczne – Jarosław Kurski, dziś pierwszy zastępca naczelnego Wyborczej, pisał o tym artykuły, a z sejmowej mównicy pytania zadawali Janusz Zemke z SLD i… Ludwik Dorn. W wyniku zamieszania i skandalu Bondaryk pożegnał się ze stanowiskiem, choć z zarzutu gromadzenia „kwitów” został później oczyszczony (można doszukać się i wypowiedzi innych polityków, np Siemiątkowskiego, że coś się jednak działo).

„Tamta” sprawa Bondaryka była swoistym dowodem na to, że teczki „Hiacynta” nadal gdzieś istnieją.

Jak to jeszcze z „Hiacynem” było

Realizując misję edukacyjną naszego serwisu przypominamy, iż akcja „Hiacynt”, prowadzona w latach 1985 – 87 przez Milicję Obywatelską na rozkaz gen. Kiszczaka, polegała na gromadzeniu danych o osobach homoseksualnych (lub rzekomo homoseksualnych). „Oficjalnym” jej celem była ochrona samych homoseksualistów, jak i „społeczeństwa”, przed AIDS, prostytucją i „kryminogennością tego środowiska” (relację rzekomego homoseksualisty „wdzięcznego” za „pożyteczne” działania milicji opublikowano w tygodniku „W służbie narodu” – zobacz skan w naszym muzeum – Homikotece). Naprawdę chodziło o zdławienie rodzącego się ruchu LGBTQ, pozyskanie nowych, łatwych do szantażowania współpracowników dla służb bezpieczeństwa i dojście „inną drogą” do środowiska opozycji. Zgromadzono ok. 11 tys. „różowych teczek” – kart homoseksualisty – prowadzono łapanki w miejscach spotkań, pukano o 6 rano do drzwi, domagano się nazwisk i deklaracji lojalności.

Niestety, równie groźnie brzmi historia „Hiacynta” po 1989 roku. Wydaje się czymś oczywistym, że w państwie demokratycznym gromadzenie danych o seksualności obywateli nie może mieć miejsca, a już zgromadzone zbiory, jako nielegalne, powinny zostać zniszczone. Tak się jednak nie stało, a „Hiacynta” otoczyła atmosfera kłamstw i niedopowiedzeń.

MSW, na zadane w 1993 r. przez „pierwszą” warszawską Lambdę oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka pytanie o los teczek odpowiedziało, że już nie istnieją (choć nie przedstawiono na to żadnych dowodów). Widmo „Hiacynta” powracało jednak – m.in. istnieje podejrzenie, że niektóre dane odnalazły się w tzw szafie Lesiaka (afera inwigilacji prawicy – być może stąd powtarzające się pogłoski o homoseksualizmie Jarosława Kaczyńskiego). Ponowne potwierdzenie tezy, że akta „Hiacynta” istnieją i mają się dobrze uzyskaliśmy w 2004 roku dzięki inicjatywie KPH – okazało się, że teczki przejął IPN – co więcej – nie są już zbiorem zwartym, lecz „fruwają” po całym archiwum. IPN, powołując się na ustawy, odmówił zniszczenia akt, a rok później przyznał się, że dysponuje tylko częścią materiałów. Reszta nadal jest w dyspozycji policji – i to jako materiał operacyjny!

Sprawa z Bondarykiem nie była jedynym „wyskokiem” tego typu rządu Buzka – omal nie uchwalono wtedy ustawy o policji dającej uprawnienia do prowadzenia legalnie akcji łudząco podobnych do „Hiacynta” (!!!). Natomiast w 2005 roku powstało CBA, które – uwaga – posiada uprawnienie do gromadzenia danych o życiu seksualnym obywateli. Co to ma wspólnego ze zwalczaniem korupcją? Od ponad roku sprawa czeka na odpowiedź ze strony Trybunału Konstytucyjnego.

Dziś po części gromadzenie danych o osobach homo w celach np. szantażu jest pozbawione sensu – większość z nas ma za sobą proces emancypacji i przezywa swoją tożsamość otwarcie. Są jednak jeszcze tacy, ze starszego pokolenia czy żyjący w specyficznych środowiskach, np w mniejszych miejscowościach, dla których własny homoseksualizm może stać się powodem problemów.
Nasza emancypacja nie usprawiedliwia jednak państwa polskiego – tak szantażowanie obywateli, jak i gromadzenie danych mogących do takiego szantażu służyć, nie mogą mieć miejsca. Życie prywatne nie może być „własnością” instytucji państwa, a istnienie „różowych teczek” jest krzywdzące nie tylko dla owych 11 tysięcy „skatalogowanych”. Tym samym – dlaczego kłamano w sprawie „Hiacynta”? Dlaczego rozproszono kartotekę? Dlaczego jest ona w dyspozycji policji? Dlaczego nie dba się, by ten zbiór ponownie zgromadzić, zabezpieczyć a najlepiej zniszczyć?

W kontekście także ostatnich wydarzeń (sprawa gejbombera czy traktowania poszkodowanych gejów, zgłaszających się do komisariatów ze skargą) trzeba jeszcze raz postawić pytanie o relacje pomiędzy nami a władzą, w tym policją.

cdn…

1 komentarz do: Hiacynt – reaktywacja?

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa